Archive for Listopad, 2012

  • spokojnie.

     

    Lubię te świątczne i poświąteczne poranki. I choć święto smutne, to bardziej bliskie niż każde inne.. 

    Rodzinne. 

    Gdzie choć lodówka pełna, to każdy zastanawia się godzinami co by zjeść na śniadanie.

    Otwiera ją i zamyka. A i tak na nic to, bo dzieci chcą naleśniki..

    Gdzie każdy w pogoni za swą poranną kawą i herbatą, wstawia wodę, obija się o innych w poszukiwaniu kubka, a to nie ta kawa,  a tutaj to może i lipton ale lepiej zielona…

    Kiedy każdy szura kapciami, schodząc się leniwie do kuchni, i zasiada przy stole, by w piżamie doczekać przy nim południa… skubiąc co chwila coś z talerza z ciastem..

    Nikomu się nie spieszy…

    A i rozmowy jakieś inne… 

    Na piecu zupa bulgocze. Zapach już się unosi. Spokój taki i cisza… choć każdy opowiada, śmieje się i muzyka gra.. 

    A Tosia błogo na dworze śpi i zza okna na Nią zerkam…