Archive for Grudzień, 2012

  • christmas time..

    Kolaże51 i po świętach1 i po świętach Kolaże77 Kolaże71 Kolaże68 Kolaże43 Kolaże45 Kolaże53

    Dzielę się opłatkiem. Od rana w głowie układam słowa i myśli. Powtarzam, żeby nie zapomnieć. Co komu powiedzieć. Co ważne, czego potrzebują. Czego już nie chcą w swoim życiu i nowym roku. Jakie szepnąć choć jedno słowo, które potem pozwoli coś przemyśleć, przeanalizować. Zrobić rachunek sumienia.. 

    A potem przychodzi do tej chwili, i z moich planów, i wyuczonych wersów zostają strzępki słów. Coś na szybko, zupełnie w innej kolejności, i tak dalece odległe od planowanego…

    Ale dzielę się opłatkiem. I to ważna chwila. Najlepiej żeby światło przygaszone i cicho kolędy w tle… Choinka by nastrój dawała. I ja tu na uszko siostrze słowo, a tam za plecami słychać śmiech bliźniaczek. A troche poważniej, jak Tata ze Szwagrem mym te życzenia wzajemnie sobie składają…

     

    Wyczekuję już od listopada świątecznych dekoracji. W sklepach, na ulicach. W telewizji śniadaniowej i na bilbordach. W oknach i na werandach. Wieszam już w domu namiastkę świąt z tej niecierpliwości na początku grudnia. A potem zapach choinki, i szukanie na drabinie ozdób świątecznych w tej najwyższej szafce…

    Renifery, serca, pierniki, jemioła i girlandy…

     

    Nucę pod nosem kolędy. I do trzeciej zwrotki nawet wyśpiewam. Refreny z zacięciem głośno akcentuję. I noga przytupnę na „Chrystus się rodzi, nas oswobodzi”…

    A potem jeszcze raz na „Anieli grają, króle witają”

     

    A w Boga nie wierzę ni ciut, ciut…

    Hipokrytka. Do granic możliwości.

     

    Tylko ja te święta kocham jako tradycje. Jako czas dobroci, spokoju, przemyśleń, przebaczeń. Czas na rozmowę z drugim człowiekiem. Ale nie tym, gdzie w tle na Polsacie film o Griswoldach leci, co kot lampki przegryzł i fotel sie pali.

    A i owszem. A i film dobrze w święta zobaczyć. Rodzinnie. Z herbatką, z serniczkiem.

    Na kanapie z nogami pod wspólnym kocem. Tylko to wszystko musi mieć sens. Umiar.

    Kocham te święta, bo człowiek zwalnia na chwilę. Wyłącza komputer, telefon. Kokosi się z dziećmi dłużej w pościeli. Nic nie musi, nigdzie nie pędzi.. 

     

    I w tego Boga nie wierzę od kiedy pamiętam. 

    Choć szcunkiem wielkim darzę tych co wierzą. 

    Moja przyjaciółka śpiewa w Gospel. Ja w pierwszym rzędzie, śpiewam z Nimi powtarzające się zwroty. „Dżizys! Dżizys!”. Klaszczę i podskakuję.

    Gdy Ona na ulubioną msze pędzi, to ja w krużgankach czekam cierpliwie.

    Szacunkiem darzę tych katolików, którym wiara pomaga w tym, by być dobrym człowiekiem…

     

    Pamietam jeden z Wigilijnych spacerów z Tatą. Bo ten spacer Wigilijny to tradycja.

    A ja przecież nienawidzę tych spacerów. No nienawidzę. 

    Z ciepłego domu na ten mróz. I łzić po wsi bez celu…

    Ale jak już wróce to jaka radość, że byłam. I że człowiek powietrza zaczerpnął, tak zdrowo nagle się robi.. i przecież takie cudowne, to spacerowanie…

    Idziemy. Trzymam za rękę Tatę. Moja mała wtedy rączka w wielkiej męskiej dłoni.

    Podskakuję. Ślizgam się. Wyskakuję rytm piosenki. No różnie. Coś gadamy. Trochę pomilczymy. W okna ludziom zaglądamy na Ich choinki.

    Podnoszę głowę do góry. Czapka mi na oczy spada. I pytam w tą ciemnię, choć na Tatę patrzę…

    – Tato? 

    – Tak Julisiu?

    – A jak to jest? Jak Ty w Boga nie wierzysz, to w co wierzysz? Co jest dla Ciebie ważne?

    – Najważniejsze w życiu… to być dobrym człowiekiem. Dobrym człowiekiem Julisiu.

     

    I może gdyby nie te spacery, których nienawidzę przecież, to innym byłabym dziś człowiekiem…

     

    Kolaże63 Kolaże62 Kolaże55 Kolaże56 Kolaże58Kolaże60

    A taki domek będzie sąsiadował z naszym. Już nie mogę się doczekać, aż zapukam tam z Antosią, i z koszykiem muffinek zaprosimy Ich na kolację zapoznawczą..

    Kolaże59

    Tylko, że Oni mają konie… a Antka jak widać koników nie za bardzo.. Choć w książeczkach to są najulubieńsze obok kotków…

    Kolaże61 Kolaże57 Kolaże65 Kolaże76 Kolaże64

     Dla Tych, co potem pytają, to muffka do wózka tutaj.

    Dodatki do świątecznych opakowań tutaj (klik).

    Przypinki i magnes inkipinki.

  • na święta…

    będzie krótko

    mam nadzieję…

    Życzę Wam

    by omijały Was wojny, nałogi, przemoc i gwałty.

    By nigdy nie zabrakło ciepłej wody w kranie,

    jarzyn i kawałka mięsa na niedzielny rosół,

    ciepłych butów na zimę.

    By zawsze było na opłacenie rachunków za prąd i gaz.

    Życzę

    dnia powszedniego i świątecznego bez chorób, 

    dożycia spełnionej starości,

    węgla od wczesnej jesieni do późnej wiosny.

    …gdy posiadamy to wszystko, szczęście zależy już tylko od nas.

    Od siły naszych rąk.

    Wiary, cierpliwości, pracowitości, nastawienia i wytrwałości.

    W naszej głowie rozpoczyna się nasze szczęście.

    Jeżeli tylko mamy pełne brzuchy, ciepły kąt i zdrowie,

    wtedy, wystarczy zaledwie zakasać rękawy i zmieniać swoje życie.

     

     

  • cuda się zdarzają… zwłaszcza przed świętami..

     

     

     

    Wbijam jajka do misy z mlekiem i mąką. Ręce brudne, bo łowię tę skorupkę, co wpadła mi niezgrabnie… Ser z cynamonem rozrabiam. Truskawki co zamroziłam latem, rozmrażam na polewę. I przy tych naleśnikach dzwoni mąż.. że paczka do mnie. No to dobrze, ale skąd? Bo czekam na kilka… 

    – Z Nowego Sącza – odpowiada On.

    – Z Nowego Sącza??

    – No tak. Paulina jakaś.

    – Nie mam pojęcia Kochanie. Otwórz proszę szybko, albo nie, przyjeżdzaj prędko z nią… Obiad już na stole..

    A obiad jeszcze w pieleszach, a może bardziej w skorupkach. Ale jak tu wytrzymać?

    Kłamię więc otwarcie, że na stole stoi i stygnie.

     

    Białe pudełeczko. Biały papier w szare gwiazdki, przewiązany świątecznym sznureczkiem.

    Bo prezent zaczyna się właśnie tutaj. W tym miejscu, gdy zachwycona opakowaniem, trudno mi o ten pierwszy ruch, by zburzyć misterną pracę ludźkich rąk. Bo ja się niewyobrażalnie nad tym pochylam. Rozsypuję na drobne przy takich ozdobach.

    Ale ciągnę za ten sznurek, by zatopić oczy w tym co w środku…

    Nie wiem… nie wiem jak słowami nazwać to co mnie spotyka… a wydawałoby się, że zawsze tyle mam do powiedzenia…

    Ale kiedy przychodzi do tych chwil gdzie w gardle tak ściska…

    To ja… Cóż ja mogę…

    I najprościej jak potrafię, napiszę… że tam w środku pierniczki. A jak pachną!

    Czuć święta u nas. I nie dlatego, że cynamon, że miód, że przyprawy korzenne…

    Czuć święta, bo to jakaś magia.. Boże! Czym ja na tą magię zasłużyłam?

    I każdy piernik ozdobiony, z literkami, napisami, w kropki i paseczki. Gwiazdki, płatki śniegu… I gdybym teraz Wam o tym mówiła a nie pisała, to usłyszelibyście głebokie nabranie powietrza do płuc.

     

    Dziś święta to te zapchane centra handlowe, kolejki po ryby, korki uliczne, ból głowy z nadmiaru rzeczy do zapamiętania, bieg po papier pakunkowy, a bo jeszcze, a bo pasowałoby…

    Dziś święta to sms z życzeniami „wyślij do wielu” z tą samą rymowanką o drzewku i nowym roku…

    I ubrana choinka na szybko, i dwa kilo pomarańczy w siatce, co ucho przed samym domem się urwało..a my zamiast w świąteczny śmiech to w przekleństwa pod nosem brniemy…

    Dziś magii świąt nikt nie czuję, bo po prostu nie ma na to czasu.

    A to trzeba się zatrzymać. Po dniu porządków i czyszczenia szafek, (że aż paznokcie poźdźierane) świeczkę zapachową wieczorem zaplić. Herbaty zaparzyć, imbiru do niej natrzeć. Gazetę otworzyć, z mężem słowo zamienić, o dniu minionym zwyczajnie pogadać.

    Na tą choinkę mieć czas popatrzeć. 

    A to wiadro, co z wodą na środku kuchni jeszcze stoi, myślami ominąć…

    Bo wciąż biegniemy jakbyśmy mieli żyć wiecznie.. A przecież nie wiadomo ile kto tych świąt jeszcze nam zapisał… Ile pierników upieczemy, ile ryb usmażymy, ile girland powiesimy, ile prezentów pakować będziemy, ile pierwszych gwiazd wyczekiwać i laskami cynamonu dom ozdabiać… 

    Nikt nam tego nie powie, a my łudzimy sie nadzieją, że może kolejne spokojniejsze będą… Lecz kto z nas o te kolejne pewien jest… że nastąpią takie… w zdrowiu i dobrobycie…

     

    Mój maż chodzi koło tych pierników. Ślicznie w koszyczku ułożonych i głowa kręci… bo uwierzyć nie może, że Ktoś zrobił to dla nas. Poświęcił masę tego cennego czasu, pracy i serca… 

    Paulina zadała sobie ten trud, by między słowami na blogu odszukać firmę męża i tam nadała paczkę… więc ten prezent nie zaczął się od pięknego opakowania, a od niespodzianki. Tej najprawdziwszej jak się tylko da…

    I list. Na trzy strony. Ręcznie pisany. Chowam do walizki z listami. Która mam nadzieję do śmierci wędrować ze mną będzie. By czytać w te święta, gdzie niezgrabne pomarszczone me dłonie ją otworzą.. taką mam nadzieję.

    Jedyne co mogę zrobić w podzięce to obiecać Ci Paula, że dopóki zdrowie me pozwoli pisać tego bloga, będę to czynić, bo niewyobrażam sobie jak ubogie byłoby me życie bez Takich ludzi jak Ty… A przecież Ty czytasz kilka moich słów, a potem ja Twoich w komentarzach… Ot tyle się znamy i ani odrobinę więcej.. a zmieniasz moje życie. 

    To jest w ogóle magiczny czas. Moje pierwsze święta z blogiem. A bardziej z ludźmi, którzy go tworzą.

    Dostałam gwiazdkową paczkę od moich kochanych Amerykańskich dziewczyn (Julitty i Iwonki).

    Od One Little Happines przyszedł ogromny karton ciuchów (przepięknych) dla biedniejszych dzieci i prezencik dla Tosi też był. Chyba za samego kuriera zapłaciła majątek, zza tych swoich wód. Niezwykła dziewczyna. 

    Udało mi się poinformować kilka osób o Domu Samotnej Matki, które potrzebują pomocy. I wiem, że poszły tam przepiękne podarki. A i od nas wyszły też dziś kartony rzeczy potrzebnych na codzień jak i małych prezentów. Robiłam też dla Nich paczkę za pieniążki nadesłane z Ameryki, bo dziewczęta choć w innym kraju to o swoim mocno pamiętają. A i Effii prezenty wysłało i sanki… To tak cieszy. O rany! Chciałabym byśmy pamiętali o Nich nie tylko na święta. 

     

    Ostatnie moje miejsce pracy to firma „Olek Motocykle”.

    I tam na święta przychodziło mnóstwo prezentów. Piekne choinki z Castrola, świecące opony z Dunlopa, i wiele innych…

    A ja pamiętam jedno…

    Pewna firma z Czech, przyjechała z podarunkiem świątecznym. Wielki karton. A w środku setki małych ciasteczek. Żona właściciela z synową robiły całą noc. Piekły, lepiły, dekorowały. Tam było dziesiątki rodzajów tych pyszności. Pamiętam to do dzisiejszego dnia i pamiętać będę do swego ostatniego… Jak pierniczki od Pauliny…

    Mój świat jest niezwykły, i nie mam pojęcia komu za to dziękować…

    A dziękuję każdego dnia…

     

    „Jak mi piknie w serduchu kogo chciałabym obdarować to każdy produkt kupowany jest z myślą o tej osobie. I tak też było tym razem. I miód jakiś słodszy był od myśli o Tobie i Tosi. I cynamon bardziej pachnący i lukier się pięknie układał…

    Julia, tak mi porwałaś serce swoim blogiem, że od października o tych pierniczkach dla Ciebie myślałam…

    I o tych małych Tosiowych paluszkach co będą te gwiazdki trzymały. Dobrze mi w tym Waszym świecie i chciałam się choć ciut odwdzięczyć za tą radość i te emocje, które dajesz pisząc…”

     

    „Siedzę teraz w kuchni, cisza w domu, na piecu bulgocze syrop piernikowy do kawy, pachnie i jest ciepło…

    A miało być krótko…”

     

     

     

     

     

     

    http://www.youtube.com/watch?v=mHff55AeEAQ