Archive for Wrzesień, 2013

  • nie chce mi się..

    nie chce mi się..
    nie chce mi się… stać na początku pochodu i drzeć się w megafon.
    nie chce mi się nieść sztandarów z hasłami przewodnimi na prześcieradłach.
    w wojnie o zdrową żywność. o wolność wychowywania mego dziecka. o składniki serka danio.
    i też o to jaka metoda wychowawcza jest najlepsza. o zjawiskowym sposobie usypiania dziecka..
    choć całkiem niedawno jeszcze taki pochód o mało co organizowałam.
    na szczęście dzisiaj mi się nie chce.

    a jak ja wychowuję swoje dziecko..?
    a jak mi się chce..
    jak mi się chce, to se tam z Antką skaczemy, układamy, rysujemy a na koniec se przyklaśniemy.
    a jak mi się nie chce, to oglądamy pół dnia bajki.
    jak mi się chce to robię rosół, pomidorówkę i kalafiorową.
    a jak nie, to pizzę wyciągam z zamrażalnika i zagryziemy crossantami.
    jak mi się chce i mam dzień gotowy do stanowczości to wydzielę dwie kostki czekolady.
    a jak nie, to zje dwie kinder kanapki i popije kubusiem play.
    jak mi się bardziej chce to Jej sukienke założę i jakiś szaliczek do tego modny znajdę.
    a jak nie, to body w kroku zapnę i rajstopy pod pachy podciągne.
    jak mi się chce to se gadamy całą drogę przez sto kilometrów.
    a jak nie, to puszczam muzykę i milczymy. chyba, że zagada.. że „o! kotek”
    jak mi się chce to mam cierpliwość do Niej od świtu do nocy i nawet gdy pręży się na podłodze i kopie nogami to ja do Niej, że Kochana moja, że Najdroższa ty Stokrotko..
    a jak nie, to już przy tym jak nie chce założyć swetra drę się, że chyba zaraz oszaleję!!
    i choć całkiem niedawno bym tu posta za postem o tych metodach najlepszych, o zasadach złotych..
    to dziś mi się nie chce..
    z ludźmi dochodzić, zdania swojego wyjaśniać, tracić nerwy, siły, energię..
    niech se tam każdy robi jak mu wygodnie..
    jak chce kremu z tortu nie dawać.. niech nie daje.
    chce zamknąć drzwi i niech samo śpi.. niech zamyka.
    bo czy ja wiem czy moja metoda, czy Jej, albo tej z książki na S. jest najlepsza..?
    nie wiem..
    i wiedzieć nie będę.. więc nie chce mi się… już mądrować..
    Kolaże1441 Kolaże1444 Kolaże1389 idzie jesień Kolaże1443 ksiażka Kolaże1442 Kolaże1447

  • wydanie I

    Kolaże1387 Kolaże1358
    Kolaże1386 Kolaże1376 Kolaże1377 Kolaże1379 Kolaże1378 Kolaże1380 Kolaże1385 Kolaże1388

    w drugiej klasie liceum przyjechał do szkoły mój Tato..
    żeby wyjaśnić, zrozumieć, poznać zdanie mojej polonistki, która uparcie stawiała mi za wszystko jedynki.
    za wypowiedź, za słowo pisane, za lekture przeczytaną.. zawsze mówiła „dwója, siadaj”, co u Niej oznaczało jedynkę.
    o nie, nie.. skłamałabym. dostawałam „dwóje z plusem”. ten plus przy tej jedynce wiecie jak wyglądał.. komicznie.
    ale może był na zachęte czy jak.. do dziś nie wiem.
    miała zawsze tłuste włosy, związane w kitkę gumką recepturką. urwany jeden zausznik od okularów i tak śmiesznie wisiały.
    na wypracowaniach były odbite łapy kocie. polonistka, stara panna.
    a jak to mówi moja siostra (polonistka nota bene)… „wszystkie polonistki są zasadnicze, nieznoszące sprzeciwu, purytanki, konserwatystki, bez dystansu do siebie. zarozumiałe, bardzo zakompleksione i dlatego nadrabiają to udawaną zarozumiałością, bo to im dodaje pewności siebie. uważają się za nadgatunek ludzki, bo przeczytały to i wiedzą! ogólnie grupa nieszczęśliwych szarych mysz, które całe życia grają i nie wychodzą z roli, płacząc po nocach w poduszkę. spódniczka w kolanko, garsonka od święta, bo co jak co, ale długość musi być odpowiednia gdyż zgorszenie i zazdrość to Ich drugie imię”.
    ja gdy Tato odwiedził szkołę miałam 16 lat, potargane spodnie dzwony, koraliki, rozciągnięte swetry. byłam głośna (nadal jestem), rozgadana..
    niemożliwym było więc by pałała do mnie sympatią.. choć jakoś dziwnie z Panem od historii, od geografi, od tkactwa, muzyki i wielu innych się uwielbialiśmy.. no nic. tłumaczyłam sobie, że mnie nienawidzi i dlatego przekłada to na oceny.
    a może ja po prostu najzwyczajniej na świecie pisać nie potrafię, wypowiedź również mało elokwentna..
    a doszukuję się sympatii bądź jej braku w tych ocenach. 
    i ten Tata mój przeprowadził rozmowę z polonistką. podobno podczas całej rozmowy zdrapywała białą farbę ścienną ze spodni simbadów..mój Tato jak to mój Tato, pokornie wysłuchał. podszedł potem do mnie i powiedział „nie przejmuj się Nią za bardzo, rób swoje”.
    i pomimo tych jedynek pisałam zawsze. miałam chyba taką potrzebę, bez względu na to jak wychodziło.
    ostatnio moja siostra sprzątała strych u rodziców. dzwoniła do mnie co trzy minuty, czytając mi kolejne moje wiersze jakie znajdywała. oczywiście uśmiałyśmy się do łez. pewne fragmenty z tych poematów przeszły już do sloganów rodzinnych i wśród przyjaciół. no i tak sobie piszę. w pewnych okresach życia mniej, w innych więcej, a w jeszcze innych wcale. pisało się setki listów zielonym atramentem. felietonów. 
    takie moje bazgroły. bo to pisanie, to chyba jakaś moja forma obrony. gadam niezwykle dużo, czasami zdecydowanie za dużo. potem przepraszać nie potrafię, prostować.. i to pisanie mi pomagało. rozwiązywało dużo problemów, także tych w mojej głowie, w sumieniu…
    do pisania wróciłam wraz z blogiem. i to ze względu na to, by spisać swoje myśli, wspomnienia.. żeby coś zostawić Antce.
    choć na początku miała być moda.. czas pokazał, że potrzebuję czegoś innego..
    nigdy wtedy nie myślałam, że będzie tu wchodzić tyle osób..
    a tym bardziej, że tylu z Was będzie chciało to czytać.. bo ja jestem mocno świadoma swoich braków, zasobu słownictwa dość skromnego..
    jedna z blogerek napisała mi kiedyś, że to moje pisanie to bełkot okropny. pewnie i tak.
    ja lubię „anię z zielonego wzgórza” a inni „gwiezdne wojny”. 
    jedni mnie czytają i lubią a inni pukają się po głowie. mało tego.. jedna z moich najlepszych przyjaciółek, powtarza mi, że mnie nie czyta bo to nie Jej bajka.. kocham Ją bezzmiennie. między innymi za to, że mnie nie czyta.
    ja swoje pisanie czasami lubię. niektóre zdania sobie zapamiętuję. bo mi w życiu pomagają, podnoszą, dodają otuchy..
    czasami jest tak, że siadam i każde słowo, które na klawiaturze wystukam kasuje. 
    piszę ostatnio mniej. i to nie dlatego, że założyłam firmę. nie dlatego, że mamy budowę.. a dlatego, że moje dziecko ma 2 latka.
    nie śpi w południe. wstaje o 8ej rano i zasypia o 22ej. w ciągu dnia potrzebuje mnie bardzo mocno.. bo kiedyś będzie taki czas, że potrzebować nie będzie.. albo mniej.. ile ja się wtedy napisze dla Was, dla siebie, dla Niej..
    ale teraz pisze mniej.. jeszcze całkiem nie tak dawno, podczas południowej Jej drzemki, obiad na piecu bulgotał, a ja sobie coś tu skrobałam, zdania sklejałam.
    teraz w południe skaczemy przez worki, budujemy z klocków, robimy zjeżdzalnie dla aut, rysujemy kotki. wieczorem czytamy książki, oglądamy wspólnie świnkę peppa. i to jest najważniejszy czas.. ten, który zabiera moje pisanie.. a jeszcze to lato, które aż błagało o wspólny czas, ten który nigdy nie wróci.. a pisanie nie ucieknie.. napiszę Wam jeszcze o tym moim mężu co pytaliście, o tych moich przemyśleniach, które każdego dnia mam w głowie.. a Tosia lat całe dwa, już nigdy mieć nie będzie..
    idzie jesień.. dziś już jakby przyszła.. i zima. wieczory przy kominku. na fotelu, w kocu. wtedy do Was wrócę z pisaniem częstszym.
    bo ja sama przed sobą też sobie tak obiecuje. a jak wypowiem głośno to bardziej obietnicy dotrzymam..

    wydanie I.. bo tak zostało oznaczone..
    kiedyś pomyślałam, że chciałabym te swoje słowa na papierze zobaczyć. i to nie jest aż tak wielkie marzenie by go niespełnić..
    składa się więc do druku..
    ale zanim będzie, (a na to trzeba poczekać jeszcze kilka miesięcy), to pokażę Wam jaki piękny dostałam prezent.
    skórzana, ręcznie robiona okładka. wydrukowany każdy post. każdy dzień. każde słowo.
    podarunki w życiu dostajemy różne. ten należy do tych jakie pamięta się całe życie.
    to jeden z tych, w które wkłada się swoje serducho, czas.. praca ludzkich rąk.
    w tajemnicy, skrzętnie od kwietnia drukowała wszystko i składała, czekając cierpliwie na moje urodziny.
    o tak. był to prezent godny 30tych urodzin..albo może i nawet 40tych..
    rysunki z książeczki „a ja czekam..” są przez Nią narysowane. ręcznie. a w miejsce czerwonej włóczki wkleiła prawdziwą.
    coś pięknego gdy się dotyka.. bo wiecie jak kocham tę książkę.. a móc dotknąć tej włóczki..
    podobno z żonami wspólników się nie przyjaźni.. ja od żony wspólnika mego meża dostaje takie prezenty z okazji urodzin..
    Ty wiesz Karola jak Ci dziękuję..

    Kolaże1384 Kolaże1383 Kolaże1382 Kolaże1381

    dopisek dnia kolejnego.. (18.09.2013)
    załączm link do pięknego filmu. tak by kiedyś o nim nie zapomnieć, nie zgubić. by pamiętać.

    http://www.youtube.com/watch?v=SUjBF3FSZpU&feature=share

  • serce za życzenia.

    Tosia jeszcze nieświadoma. mam jednak nadzieję, że kiedy podrośnie z radością wrócimy do tych wszystkich pięknych życzeń od Was. tych na blogu i na facebooku. tyle serdecznych, dobrych słów. zamykam oczy, zaciskam kciuki i wypowiadam „oby się spełniło”.
    chciałam podziękować każdemu z osobna w komentarzach. pomyślałam jednak, że podziękuję razem z Antką.
    z tej okazji Antonia uwałkowała dla Was ciasto i foremkami wycieła serduszka, gwiazdki i ludziki (jak to Ona mówi „lale”, którym potem poodgryzała głowy. każdej z osobna.)
    ciastka

    misternie, niezwykle cierpliwie jak na Nią, poukładała na blasze i pozwoliła Mamie włożyć do prawdziwego piekarnika.
    Kolaże1396


    spróbowała czy dobre …

    Kolaże1395

    a potem dla każdego z Was nałożyła po serduszku w podziękowaniu za życzenia..
    Kolaże1414

    i nalała malinowej herbatki..
    Kolaże1440

    z całego serducha więc.. tego prawdziwego i z ciasta kruchego.. dziękujemy za słów całe garście..
    Kolaże1439

    dostałam od Was mnóstwo pytań odnośnie rzeczy na stole i budowy.. 
    odpowiadam szybciutko tutaj..
    butelki na stole ze słomkami to najzwyczajniejsze na świecie wazony z ikea 🙂 tutaj.
    kubki i talerze w kratkę to bloomingville, kupione tutaj.
    projekt domu jest nasz, z naszej głowy, a pomógł nam go złożyć w całość nasz przyszły sąsiad architekt i Jego pracownia HIKO.
    dom budowało nam kilka ekip. z czego najważniejszą ekipą budowlaną jest mój mąż i mój Tato, który pobudował już dwa domy drewniane, więc Jego wiedza na wagę złota. mieliśmy cudowną ekipę, która wykonała nam piwnicę, dach, ściany działowe z cegły itp.. po dwóch miesiącach byli jak rodzina. bardzo pracowici, dokładni, sympatyczni ludzie. firma Termas. 
    ściany z bala postawiła firma Sielanka.