Archive for Luty, 2015

  • jak to syn?! (listy z czytelnikami)

    _DSC1008 _DSC0988

    „Cześć Julio:-)
    Tak jak pisałaś już nie raz na swoim blogu, ludzie często piszą i proszą Cię o dobre rady na liczne tematy, więc i ja odważyłam się opisać pokrótce swoją sytuację i poprosić Cię o kilka mądrych i dobrych słów. Jestem mamą 6 letniej najukochańszej na świecie Zosi. W pewnym momencie poczułam instynkt ponownego zostania mamą, przede wszystkim dla Zosi, bo nie chciałam żeby była kiedyś tylko sama na świecie. Sama tak jak Ty mam siostrę, tylko młodszą i jest ona moją najlepszą przyjaciółką pod słońcem.Dlatego też postanawiając ponownie zostać mamą wbiłam sobie do głowy, że to musi być druga córeczka,dla Zosi, niekoniecznie dla mnie. Czytałam nawet troszkę niemądrze o różnych metodach planowania płci, choć wiem, że nie ma 100% metody. Jednak tak nastawiłam się na tą dziewczynkę, że próbowałam je praktykować wyliczając sobie co tam mogłam i jak mogłam. Swoimi nie całkiem umyślnymi sugestiami Zosię również ukierunkowałam na chęć posiadania siostrzyczki,choć u niej było to dosyć płynne i o braciszku też sama z siebie wspominała.
    (…)
    Jestem akurat osobą wierzącą, więc modlitw ku niebu przed i w trakcie wysłałam tysiące.No i jak się domyślasz, okazało się, że to jednak chłopiec… Oczywiście po wyjściu od lekarza płakałam całą drogę, potem całą noc nie spałam, apetyt minął, setki myśli kłębi mi się w głowie. Siostra stara się mi tłumaczyć jak umie, że wszystko będzie dobrze, że tak nie wolno, to grzech, tyle ludzi pragnie dzieci, tyle ludzi pragnie zdrowych dzieci i ja to wszystko wiem, rozumiem, tak jak Ty doceniałam w swoim życiu każdą prostą chwilę, a jednak nawet jak piszę tego maila to oczy zasłaniają mi łzy. To jeszcze świeże, wiem że hormony, że emocje, że trzeba się oswoić, przyzwyczaić. Ale jak patrzę na córcię bawiącą się Elsą i Anną z Krainy Lodu to odchodzę w kąt i płaczę i płaczę. To straszne, wiem jaka ze mnie matka, możesz pomyśleć. Wiem, że tak nie wolno, że to nawet niemoralne, a jednak płaczę. Przywykłam do świata dziewczynki, do baletu, różowego koloru, księżniczek Disneya, gumeczek i opasek do włosów, działów dla dziewczynek w sieciówkach. Nie znam się w ogóle na chłopcach, a wręcz od dawna porównując synków znajomych ze swoją córeczką zawsze byłam przerażona, że chłopcy są niegrzeczni, łobuzują, dokuczają wszystkim dookoła, biją. Na moją reakcję oczywiście może też mieć wpływ przeszłość, różne rodzinne doświadczenia, to że sama mam siostrę, że moja kochana babcia uwielbia dziewczynki i zawsze mi mówiła, że z dziewczynki to mama ma w życiu pomoc i pociechę i pewnie to wszystko razem złożyło się na moje obecne łzy i smutek. Zamiast prosić Boga jedynie o zdrowie, nic więcej, ja płaczę że to chłopiec… Coś okropnego… Zamartwiam się Zosią, czy Ona będzie w życiu szczęśliwa z młodszym o 6 lat braciszkiem, czy nie będzie Jej bił, przeszkadzał, dokuczał, czy będą mieć ze sobą cokolwiek wspólnego w życiu? Wiem, że te sprawy to już kwestia wychowania, ale czy starczy mi do tego sił, to już pewna nie jestem. W ogóle najbardziej na świecie boję się tego czy ja pokocham tego chłopca?Dlatego też postanowiłam napisać do Ciebie kochana Julio, bo Ty masz ukochaną Tosię i Benia. Wiem, że każdy człowiek to indywidualna historia, ale proszę napisz mi coś na pociechę. Napisz czy tego chłopca pokochałaś tak samo mocno jak Tosię? Czy Tosia w żaden sposób nie ucierpiała, jeśli tak to można określić? Nie myśl proszę o mnie źle i nie radź kochana udać się do terapeuty, bo to nie dla mnie. Muszę uporać się z tym sama i pogadać z kimś takim jak Ty:-) Próbuję sobie wyobrazić, że gdy matka zobaczy swoje dziecko już na świecie to nie ma mocnych by je nie pokochać najmocniej jak się da, a ja boję się, że ze mną może być inaczej i to z jakiego powodu? Z powodu mojej ogromnej miłości do Zosi. U mnie najgorsze jest jeszcze porównywanie się czasem do innych,kiedyś i teraz tym bardziej z bólem serca będę mijać matki z dwiema dziewczynkami. Brzmi to strasznie, sama jestem zatrwożona…
    Ania”


    Witaj Aniu,

    dla mnie oczywistym było, że muszę mieć córki.
    jak to facet?!?!? facet? nigdy!! po co? faceci są egoistyczni. z innego świata. tak wielu rzeczy nie pojmują.
    ja mam siostrę i to jest cudowne. siostra zna Twoje myśli, już Cię zrozumie, pomoże, dzieci weźmie.
    a brat? do czego potrzebni są bracia? są niedomyślni. bez sensu. po prostu tylko są. na jakiś świątecznych spotkaniach.
    kiedy w dziewiątym miesiącu ciąży robiłam urodziny, to moja siostra weszła w drzwi i nie usiadła nawet na moment..
    już zmywała, już podawała, już kolację robiła. a brat? przyszedłby, dał prezent i usiadł.
    jak dowiedziałam się, że będzie chłopak to płakałam miesiąc w głos. co wieczor jak Tosia szła spać ja ryczałam.
    jechałam na cesarkę i ryczałam. ja nie chce chłopaka!! ja nie potrafiłam tego poukładać sobie w głowie, w wyobraźni, w planach. nie umiałam. a jak coś dla nas nieznane to najbardziej się tego boimy.
    ja chcę by moja córka miała siostrę. by nie została sama.
    i tu nie chodziło o to, że On będzie mężczyzną, a o to zestawienie siostra i brat..
    kiedyś pisałam taki list do Benia, gdy był w brzuchu, jest na blogu, o tym o co go proszę skoro jest już tym facetem..   (list do syna – można zobaczyć tutaj).
    ale na szczęście nigdy nie nastawiałam Tosi na dziewczyne. wiedziałam, że małe dziewczynki chcą siostry, wiec tym bardziej kupowałam książki z braciszkami żeby sie nie rozczarowała, żeby Go nie odrzuciła. od początku mówiłam jej bardziej o bracie.
    co dalej…
    wiedziałam przecież, że jak urodzę to będę tak bardzo kochać.
    ale nie wiedziałąm że aż tak.
    gdy przynieśli mi tego siusiaka w beciku to myślałam że umrę z radości.
    dziś nie wyobrażamy sobie że mógłby być dziewczynką.
    świat małych chłopców jest piękny. te samaloty, piraci, traktory..
    spodnie na szelkach, dziurawe jeansy i sztruksowe kurtki. już ta niebieska wyprawka działala na mnie terapeutycznie.
    znam wielu wyjątkowch mężczyzn. mężów, braci, synów. znam takich co swoim Matkom pieluchy zmieniają gdy przyszedł starczy wiek, włosy czeszą, w piecu palą, węgiel wrzucą, herbatę z Nimi wypiją..
    moja siostra jest strasza ode mnie o 6 lat. kontakt nawiązałyśmy dopiero gdy ja miałam 20.
    obojętnie jaka płeć, różnica 6 lat jest zbyt duża, by wcześniej narodziły sie tajemnice czy bezgraniczne zrozumienie, akceptacja siebie nawzajem.
    moja przyjaciółka ma brata o 6 lat młodszego. teraz on mieszka na Tajwanie a Ona w Poznaniu.
    codziennie gadaja ze sobą na skaypie, Ona mu randki opowiada, On doradza Jej w babskich kwestiach.
    Ona lata do niego na wakacje. Razem kupują Mamie prezenty, robią sobie niespodzianki, On Jej sukienki i torebki przysyła.
    Aniu, jeżeli Bóg w którego wierzysz Ty, dał Ci syna, to dlatego, że miał dla Was o wiele piękniejszy plan niż Ty sobie wymarzyłaś. czasami nasze niespełnione marzenia okazują się najpiękniejszym z możliwych darów w naszym życiu.
    a jaką masz pewność, że dwie dziewczyny by się lubiły?
    moja druga przyjaciółka ma siostrę, różnica dwóch lat. Jedna mieszka w Anglii, druga w Polsce, nie rozmawiają w ogóle. nienawidzą się, bo mają różne poglądy.
    kolejna.. siostry ma dwie. z żadną nie ma więzi. kontakt grzecznościowy z konieczności.
    może ta druga siostra akurat niebyłaby tak cudowna jak u mnie czy u Ciebie.. może byłaby Jej kulą u nogi..
    nie masz w życiu gwarancji na nic.
    na razie myśl o tym by był zdrowy, a jak go urodzisz to do mnie napisz…
    dziś powiem Ci co napiszesz…
    „miałaś racje, to niewyobrażalne, że syn może być tak cudowny. po co ja zmarnowałam tyle czasu?”
    i choć wiem, że dziś trudno bo sama ryczałam jak bóbr, to ja już wiem..
    przyjdzie taki dzień jak ten dziś u mnie.. Tosia skacze a On nie spusza z Niej wzroku, śmieje się w głos, że aż zanosi.. cały świat w Niej widzi..
    późnym wieczorem Tosia mnie pyta.. „Mamo, a kiedyś nie było Beniaczka, co nie?”.
    odpowiadam, że nie… na co Ona „i mnie wtedy było bardzo smutno”.
    bardzo ważne, opowiadaj córce o bracie. o tym jak bedzie fajnie, że bedzie zabawek dwa razy wiecej bo auta i młotki, że będzie Jej przyjeżdzał naprawić auto, jak mąż będzie w delegacji, że będzie miał ramiona dwa razy większe do przytulania niż siostra. i jak mocno w te męskie ramiona weźmie to wszystkie troski znikną.
    choć dziś trudno, to dostałaś wielkie szczęście Aniu..
    to przecież naturalne, że ludzie pytają „a co byś chciała”.. i jeden o dziewczynce marzy, inny o chłopcu. niektórym obojętne.
    to zupełnie naturalne by o jakiejś płci dziecka marzyć. naturalne też, że można być rozczarowanym. nie ganię Cię w myślach ani przez sekundę.. musiałabym najpierw siebie obrzucić kamieniami.
    (wszyscy ludzie mają myśli, których się sami przed sobą wstydzą, tylko nikt o tym nie mówi na głos. 
    najwięcej takich myśli mają Ci co innych osądzają.)
    i też czasami zadaję sobie pytanie jak to będzie między nimi w przyszłości, czy Ona liczyć na niego będzie mogła..
    a potem szybko się w tych myślach karcę.. że żyję tym co będzie.. a po co? jak to tutaj teraz trwa najpiękniejsze.
    czy nam wiadomo jak się to życie nam poplecie..
    może siostra by o troskach miłosnych wysłuchała i doradziła, może dzieci pobawiła.
    a może o męża by się pokłóciły i kontakt zatraciły.
    a brat może przez całe Jej życie zrobi tylko jedną dla Niej rzecz.. ale taką, która nada największy sens Jej życiu.. a Ty ten sens Jej urodzisz. nosisz pod sercem Kogoś Kto swym męskim ramieniem może uczynić Jej życie lżejszym..
    my, kobiety postrzegamy wszystko przez swój pryzmat.. pomocy w kuchni, przy dzieciach, pomocy w naszej babskiej otchłani rozpaczy.. a On pokaże Jej świat z innej perspektywy.. może o wiele lepszej..
    może odda Jej nerkę. może będzie prezesem wielkiej firmy i da Jej pracę, pod swój dach weźmie gdyby mąż Ją zostawił.
    może będą na wakacjach i On Ją uratuje z tonącego statku, z którego będą oglądali skaczące delfiny..
    życie jest o wiele bardziej nieprzewidywalne niż sobie jesteśmy w stanie wyobrazić.
    Kto to z nas Aniu wie co nam pisane.. a co dopiero naszym dzieciom pisane..
    po co to roztrząsać.
    kierujemy się tylko naszym wzorem. naszą relacją z siostrami.
    nie wierzę ani w Boga, ani w los, ani w przeznaczenie. wierzę, że coś się dzieje bez konkretnych planów i jest sumą różnych przypadków. wiem, że te przypadki bywają tak często piękniejsze niż nasze marzenia, szkice w głowie.
    nasza wyobraźnia jest dosyć ograniczona. widzimy schemat który wydaje nam się najpiękniejszy.
    a taka suma zdarzeń pokaże nam niejedno i zadziwi bardziej niż się spodziewamy.
    może On przyda się Jej w życiu o wiele bardziej niż Ona Jemu..
    bo czy gdy się rodzimy wiemy na co i komu się przydamy. a może nikomu na nic?
    bo możnaby powiedzieć, że nie rodzimy się po to, by na coś się przydać a dla samych siebie się rodzimy..
    ja akurat tak nie uważam. wśród ludzi żyjemy i najważniejsze by na tym ziemskim padole się drugiemu człowiekowi do czegoś przydać.
    czasowi to trzeba zostawić i ten czas miłością wypełniać. niczego nie wypatrywać, nie prorokować..

    całuję
    j.

    moja Mama miała dwóch braci. i kiedy po pierwszym porodzie, 36 lat temu leżała w szpitalu, miała przetaczaną krew i była w skrajnie złym stanie, brat codziennie przywoził Jej świeżo wyciśnięty sok z marchwi. Moja Mama marzyła o synach.

    _DSC1011 _DSC1001 _DSC1002

  • zimowy apel.

    _DSC0565

    nie wyobrażam sobie, że można być zdrowym człowiekiem, świadomym i nie zgłosić się do bazy dawców szpiku!
    po prostu sobie nie wyobrażam! i nie ma żadnego wytłumaczenia na to.
    brak czasu? to zajmuje 10 minut i nawet z domu nie trzeba wychodzić.
    boisz się bólu gdyby okazało się, że Cię wybrano? w większości przypadków wystarczy tylko Twoja krew, w 20% pobierany jest z talerza kości biodrowej  (nie z rdzenia!!) i nie ma ryzyka uszkodzenia jak mawiają plotki.
    kiedy mój mąż wahał się nad zgłoszeniem, zapytałam Go..
    – jeżeli okazałoby się, że chore jest Twoje dziecko a na świecie jest człowiek, który może je uratować, to jak bardzo chciałbyś by zgłosił się cały świat?!
    kiedy przychodzą jakieś maile z DKMS lub listy, to za każdym razem zamykam na kilka sekund oczy i marzę, że mnie wybrali.
    to jedna z najpiękniejszych rzeczy w życiu jakie mogłyby mnie spotkać. dać Komuś życie.
    wystarczy wpisać swój adres na stronie KLIKNIJ TUTAJ. przyjdzie do domu koperta z patyczkiem do zebrania śliny.
    nawet koperta zwrotna jest.. to nic nie kosztuje, nie boli..
    a zasypiasz z myślą, że jeżeli możesz Komuś uratować życie, to nie muszą Cię szukać..
    ja zasypiam tak od kilku lat.. to piękny sen. spokojny.


    _DSC0468
    _DSC0463 _DSC0665 _DSC0701 _DSC0672 _DSC0719 _DSC0520 _DSC0534 _DSC0540 _DSC0545 _DSC0549 _DSC0617 _DSC0618 _DSC0566 _DSC0639 _DSC0661 _DSC0653 _DSC0650 _DSC0641 _DSC0746 _DSC0770 _DSC0794 _DSC0643 _DSC0765

    pytaliście mnie ostatnio po zestawieniu wyprawkowym o brak skrętnych kół w navingtonie.
    jeżeli Ktoś chodzi codziennie do centrum handlowego lub podobnego miejsca to będzie musiał za każdym razem go podbijać.
    ale gdy Ktoś mieszka na wsi, lubi dalekie spacery lub ma dziurawe chodniki, to nie ma lepszego wózka i zawieszenia.
    widziałam, że mają nową stronę internetową i akcesoria (o wiele ładniejsze, taka klasyka, fajna kolorystyka) – tutaj.

    na zdjęciach moja przyjaćka (przyjaciółka w języku Tosi), która mam niezmiennie od 15 lat..

  • żarcik

    jaki ja jestem debil… to normalnie żal!
    muszę pomyśleć gdzie by tę historię zacząć żeby się jakoś kleiło.
    chociaż to moje pisanie jest tak chaotyczne, te zdania w cholerę za długie bez przecinków, że ja się naprawdę dziwię iż ludzie sens wyciągają. no nic.. jak już zaczęłam pisać to i dokończę. a nie tak, że w niepewności zostawię.
    tę historię widzę jakoś tak zaczynającą się koło niedzieli.. albo w tę niedzielę właśnie.
    najczęściej w ten święty dzień, mąż mój jeździ od rana na crossie i zjeżdza po południu. ale w tę oto niedzielę został w domu..
    o nie, nie.. nie został, bo o tak z rodziną posiedzi, tylko dlatego, że już pojeździł w sobotę..
    no i wiecie, widzicie te moje wizje w głowie..? jaka to będzie niedziela.. o ho ho!! zjawiskowa wręcz niedziela z mężem w domu!
    ło żesz jasny gwint.. chłop to ino Cię utruje.. bo Ty jako kobita se coś już wyobrazisz, oczekujesz..
    a On.. rano zdążył jeden film zobaczyć pomiędzy karmieniem a szykowaniem się na spacer, a po południu jak robiłam obiad machnął drugi.. tłumaczac się, że On musi siedzieć, bo przecież dziecko Mu na rękach śpi i jak odłoży to się obudzi!
    patrzę na Niego i nie wierzę, że on myśli, że ja w to wierzę…
    robię obiad, podaję, sprzątam…a potem w końcu może zobaczę tą Idę, bo już od miesiąca się zbieram..
    a On co?! przysiada się ze mną oglądać. o nie, nie! teraz moja kolej. w tym czasie Tosia czterdziesty czwarty raz podaje mi butelkę i mówi, że chce dokładki kompotu… On siedzi odległość taką samą jak ja.. no nie, może jest nawet jeszcze bliżej bo się obejmują.
    i On tego nie słyszy! o tym kompocie! Jezus Maria!! jak ja nienawidzę tego męskiego wybiórczego słuchania!!
    a może i dobrze.. może jakby wszystkiego słuchali to już wszystkie nas by dawno pozostawiali..
    tu należałoby wtrącić wzmiankę  o jednym z odcinków Hrabiego, jak Kołaczkowska gada przez 15 minut nieustannie (mąż milczy jak grób), utyskując na całą rodzinę, po czym spogląda na męża i krzyczy „a Ty skończ już! po co ta dyskusja?!”
    ale wracając do tematu.. o tę butelkę mi się zaczęło!
    że przecież jak ja w tygodniu nie mam minuty odpoczynku, to chociaż niech ten film godzina dwadzieścia siedem obejrzę!
    niech dadzą mi obejrzeć do jasnej ciasnej!
    weź te dzieci, coś z nimi zrób! i tutaj powstał ten punkt od ktorego zaczęło mi się rozchodzić.
    rozchodziło mi się do wieczora już o wszystko, albo jeszcze więcej niż wszystko.
    widzę, że On niezuważa powagi sytuacji! że to moje obrażenie jest prawdziwe, srogie i nie od parady!
    On nic! to sobie umyśliłam, że ja Mu pokażę jak sprawa jest poważna. obrażę się na dwa tygodnie! albo trzy nawet. może mi się uda! o ! i w Walentynki też będę obrażona. tak Mu pokażę, że się zdziwi!
    a trudno nie będzie bo wyjeżdzam z dziećmi na ferię. nawet Mu nie zadzwonię. zostanie sam w pustym domu to zobaczy. zatęskni za nami raz dwa.. plan miałam boski. już ręce zacieram jak to ja Mu tutaj pokażę na skalę światową mojej rozpaczy i udręki związkowej. w poniedziałek On mi torby nosi do auta, pomaga się pakować.
    zostaw mi te torby, ja se sama wszystko zrobię! sama! sama!
    mało tego, On do mnie z czułym pożegnaniem!! no nienormalny! on nie widzi! nie widzi, że ja jestem obrażona na amen!
    widzi. nie da się nie zauważyć całej mojej teatralnej otoczki jaką perfekcyjnie przy tym robię.
    widzi, tylko gówno se z tego robi.
    w drogę…
    dzwoni „czy Puszku dojechaliście szczęśliwie?”  odpowiadam tak i się rozłączam, no bo przecież nie będę wchodzić w pogaduszki kiedy jestem w otchłani rozpaczy z Jego powodu!
    i myślę… nie zadzwonię do Ciebie. zobaczysz. ani ciut ciut…

    i wtedy właśnie to…
    dzieci z Babcią zostały, ja z moją siostrą pomiędzy kawą a obiadem cyk do kosmetyczki na henną.
    Ona się zrobiła, potem ja. na czarno. zakupy w spożywczaku i wracamy. no ze wsi obok se wracamy. słońce świeci.
    pięknie. Ona siedzi z tyłu, bo z przodu mam fotelik wpięty. gadamy, opowiadamy. i sekundę przed domem temat się urwał.
    cisza była krótką chwilę, to ja na pomysł wpadłam. no super żarcik! na poziomie nie lada!
    no taki ludzie, że boki zrywać. no żarcik nad żarciki.
    pomyślałam, że udam iż zapomniałam skręcić i skręcę w ostatniej chwili.
    no czyż to nie jest żart nad wyraz górnolotny, wyszukany i jakże zaskakujący?!
    a że od wymyślenia do skrętu dzieliło nas 10 metrów, to nie zdążyłam nijak tego sobie przeanalizować..
    zresztą jak wszystkiego w życiu..
    jadę.. a Ona na to „Ej, skręcaj” . se myślę.. jest! udało się! nabrała się..
    i ja wtedy cyk w lewo! bo przecież Kto jak Kto!? ale ja? jak ja cały świat zjeździłam autem, motocyklem..
    no kierowca ze mnie wyśmienity. ja nawet nie jeżdżę, ja balansuję, bawię się tą umiejętnością..
    i ja Hołowczyc z krwi i kości w to lewo.. lewa ciąć!
    i już by było.. no już prawie.. tylko ten śnieg mi przeszkodził i zaledwie o kilka centymetrów…
    i nawet zerkam na przód.. może się jeszcze uda… ale nic to nie pomogło..
    ale już się nauczyłam, że to moje myślenie nie pomaga nigdy…
    wszystko w pył. czarno przed nami. rury jakieś latają, lampy na kablach wisza..
    wszystko rozwalone..
    no i wiecie.. wtedy normalnie jak dwóch ludzi ma wypadek to wychodzą z auta, coś się za głowy łapią, klną ile wlezie, kopią.
    obchodzą auto dookoła..
    a ta moja siostra, pozbiarała siaty z podłogi, jebła drzwiami i idąc krokiem niezachwianym a wręcz bardzo pewnym, nie spoglądając na auto nic a nic, skomentowała donośnie „jaka Ty jesteś popierdolona!”
    no rozumiecie to? jak ja ten żarcik dla Niej! dla niej taką chciałam tutaj atrakcję! a Ona mi tak!
    idzie Tata ze Szwagrem. huk był taki, że usłyszeli z warsztatu. idą.
    i ja im powiedziałam, że taki chciałam żarcik i to z głupoty!
    a Tata na to „najczęściej takie rzeczy to z głupoty się dzieją”.
    i nic! nic więcej nie powiedział. rozumiecie? żadnych wzdychań, żadnych karceń. nic.
    bo On to już wiedział jak mnie jest przykro, i wiedział, że tym milczeniem zrobi najwięcej.
    i wtedy myśl!! wtedy ta myśl! że ja muszę zadzwonić do męża! muszę Mu to powiedzieć.
    jak zadzwonić skoro chciałam się nie odzywać, nic od Niego nie chcieć! nic!
    a tu? że auto rozwalone i to nie dlatego, że jeleń wybiegł, że sarna, dzik, łoś, renifer! .. tylko, że ja tutaj taki miałam super pomysł..
    pomysł taki, że w majtki ze śmiechu tylko sikać!
    Chłopaki zbierają, coś patrzą.. a ja dzownię…
    – no hej, auto rozwaliłam.
    – Tobie się coś stało?
    – nie, nic, tylko przód skasowany.
    – a jak to się stało.
    – no tak najgorzej właśnie, bo ja taki miałam super plan na skręt w ostatniej chwili.. dam Ci Szwagra to powie co rozwalone…
    – ok, podeślij mi zdjęcia..

    wchodzę do domu, a moja siostra te oczy na mnie wywałusza i patrzy z pogardą „Ty debilu!, Ty kretynie!  Ty naprawdę myślałaś, że się zmieścisz?”
    no nie… tak se chciałam w drzewo! a co!
    już Jej żarciku nigdy nie zrobię! niech ma nauczkę. nic wdzięczności!

    dzwoni ten mój… chyba dostał zdjęcia – myślę..
    – halo?
    – a to Ty Puszku, chciałem zadzwonić do Toma, pomyliłem się..
    – acha, a zdjęcia widziałeś?
    – tak, widziałem. nie martw się. to tylko auto. pomyśl sobie, jakie to będzie miało znaczenie w ostatnim dniu naszego życia? żadne.

    i w cholerę z Nim!!! tak chciałam być pogniewana! na tydzień, dwa a najlepiej trzy!
    a On mi nie pozwala, choćbym nie wiem jak się uparła!

    ale żarcik fajny, nie? przyznacie, że taki zmyślny, że to byle Kto by na to nie wpadł..

    a potem jeszcze ten mój zamówił części, przysłał mi pieniądze na tutejszego mechanika i whisky dla szwagra  za to, że mi tu pomógł ogarnąć… mógł jeszcze orkiestre dętą na hip hip hura za mój dowcip..
    żeby się na własnego męża nie móc obrazić… to już przekracza wszelkie granice!

    jaki ja jestem debil…