Archive for Marzec, 2015

  • przed południem

    _DSC0056 _DSC0050 _DSC0068 _DSC0011 _DSC0045 _DSC0007 _DSC0051 _DSC0081 _DSC0054 _DSC0098 _DSC0096

    przed południem poszliśmy z Benkiem na spacer. choć mocno wiało.
    zadzwoniła Ola. znaleźliśmy w polu list naszej Tosi. chyba w nocy z werandy wywiało.
    list jak widać miał bardzo ważną i tajemną treść, więc wzięliśmy z powrotem do domu.
    i nie wyprostowałam włosów pierwszy raz od szesnastu lat.. 
    a Benek spał trzy godziny, tak mu ten wiatr szumiał i sprzyjał..

  • jakieś różne takie.

    _DSC0055 _DSC0053 _DSC0297 _DSC0493 _DSC0491 _DSC0190 _DSC0195 _DSC0340 _DSC0314 _DSC0151 _DSC0167 _DSC0098 _DSC0446 _DSC0451 _DSC0466 _DSC0473 _DSC0501

    plakat – Maileg. przeurocze motywy. Maileg wszystko ma jak z bajki. dziecięce, a dalekie od kiczu. plakaty są w naprawdę fajnej cenie. 
    śliniaki Benia – jako, że idą zęby.. i tak idą jakby całej rodzinie szły, to śliniaki zmieniamy kilka razy dziennie. zaopatrzyłam się w takie bawełniane i szczerze mogę polecić te ze skip hopa (podwójnie pakowane), Laessig (genialne) i apaszki/śliniaki na wyjście Dribble   (miałam przy Tosi i zostały mi jeszcze po Niej). Benia śpiochy też z najnowszej kolekcji skip hopa (widzę na stronie, że zrobili promocję. piorę, wybielam, nic się nie dzieje. mogę polecić.)
    akordeon Bena – skip hop też 🙂
    czapka panda – allegro
    czapka i buciki Bena – Lodger (czapka najlepsza z 15tu jakie mam. i są po 25zł.)
    kombinezon czarny – wyprzedaż w bokado.
    otulacz w foteliku – pink no more.
    czapka Tosi i smoczek Benia – Elodie Details 

  • Mela

    trzy lata. za siedem dni mijają trzy lata bloga.
    pamiętam dobrze tamten dzień. ta stara kamienica. okrągły stół przy oknie. 
    Tosiulka śpi, gdy późnym wieczorem dostałam od informatyków login i hasło.
    tamtego wieczora dodałam kilka postów naraz, naszykowanych wcześniej… i poszłam spać.
    za chwilę miną trzy lata. i przewidywalnie mogłabym pisać ile mi to dało, i podawać jakieś liczby..
    ale to zupełnie nieistotne…

    w mailach pytacie o wszystko. jaka sukienka przy szerokich biodrach, jakiego kupiłabym psa, czy szczepię dzieci, czym pomalowaliśmy dom i jak radzę sobie z dzieckiem niejadkiem.. codziennie jakieś 30 zapytań…
    najczęściej jednak… dziękujecie. czasami krótko, dwoma słowami, innym razem listy na cały wieczór.
    trudno odpisać mi na wszystko. jednak staram się jak mogę. bardzo często odpisuję po miesiącu, dwóch. 
    w ostatnich wysokich obcasach przeczytałam, że Astrid Lindgren dostawała 150 listów tygodniowo. poczta zatrudniła listonosza, który obsługiwał tylko Ją. a Ona na każdy list odpisywała.. bo nie mogła poradzić sobie z myślą, że Ktoś na ten list od Niej czeka..
    i ja tak dobrze to rozumiem.. ta myśl najczęściej towarzyszy mi gdy zasypiam.. biję się w piersi i myślę, że mogłam może iść później spać i odpisać choć jeszcze na kilka, kilkanaście więcej..
    chociaż na te, które czekają jeszcze z lutego..
    odpiszę. nigdzie się na razie nie wybieram.. nie planuję.
    i skoro Astrid dała radę. odpisując na maszynie do pisania to i mnie się uda.

    pamiętam kilka dni przed wigilią.. dostałam maila od kobiety, która napisała, że po przeczytaniu mojego bloga wycofała pozew rozwodowy.. 
    stałam wtedy pod wielkim centrum handlowym. robiło się już ciemno. jeździły jakieś auta, biegali ludzie. mnóstwo kolrowych świateł, neony. stałam taka mała pomiędzy tym wszystkim z telefonem w ręku i tym mailem…
    padał wtedy deszcz.

    takich maili niezliczona ilość.

    są takie, które często pokonują mnie samą. myślę sobie, że ja na to nie do końca zasługuję.. że z tyloma rzeczami, ludźmi w życiu codziennym sobie nie radzę..
    ten od zjawiskowej dziewczynki..

    „W sumie to ja nie wiem co napisać. Chciałabym napisać „dziękuję”, ale to się takie banalne wydaje. Teraz „dziękuję” można powiedzieć za wszystko, za byle co. A te moje „dziękuję” to jest takie szczere i prawdziwe. Zmieniła mi Pani życie! Tak wiem, pewnie dużo osób tak do Pani pisze, a ja chciałbym być niepowtarzalna. W sumie jestem… tak trochę… Zmieniła mi Pani życie! Ale nie tak dosłownie, bo wszystko jest po dawnemu: mam mamę, tatę, brata z którym kłócę się 20 x dziennie i 21 x dziennie godzę. Zmieniła mi Pani mój sposób patrzenia na świat. Dziękuję za te piękne słowa, piękne piosenki i za wszystko. To co tu napisałam to za mało, ale rzeczy bezcennych nie da się „przebić”. Ujmę to tak: Pani stworzyła coś na wzór takiej innej Biblii. Bardzo ważnej z której każdy może coś sobie wziąć i która człowieka – dziecko, dorosłego, emeryta odmienia. Na lepsze. Podziękowania od 14 – letniej Meli, wiernej czytelniczki”

    przesłałam go mojej przyjaciółce. odpisała…

    „Nie trzeba się tak strasznie martwić o przyszłość tego narodu. 
    Są jednak jeszcze mądre i wrażliwe dzieci. 
    Pięknie! 
    Pięknie Melanio i pięknie Julio:)
    Zmieniać świat na lepsze nie jest łatwo…
    Świat jak świat…ale jednego konkretnego człowieka to jest coś 😉 
    A. „ 

    czy można dostać coś równie pięknego z okazji trzecich urodzin…?
    dziękuję. szczerze i prawdziwie. każdemu z Was.