Archive for Luty, 2016

  • plan

    pamiętam, że kiedy 24go grudnia ściągnęłyśmy z Tosią kalendarz adwentowy, to było Jej bardzo przykro.
    lubiła te codzienne zadania, plany i pomysły.
    pomyślałam, że żyjemy dziś w czasach wiecznego biegu.
    mało w nas szukania przyjemności w zwykłych drobnostkach, nadrabiania zaległości czy sprawiania prezentów samemu sobie.
    prezentów w formie uczuć, nie finansowych.
    ostatnio zrobiłam dla siebie plan. tygodniowy. pomyślałam, że się z Wami podzielę. to był taki plan w głowie, nie zapisany, bez konkretów.. zwyczajnie codziennie coś..
    może i Wy zechcecie się wciągnąć… a potem po tygodniu stwierdzić, że to całkiem fajne, tak zaplanować sobie przyjemności. zupełnie zwykłe.
    zaczynamy od piątku.. ale jak Ktoś wpis przeczyta w poniedziałek, to przecież plan jest na cały tydzień, więc nic straconego..

    piątek – zadzwoń do Kogoś z kim kiedyś często się widywałeś, może przyjaźniłeś.. a tak po prostu z racji przeprowadzki, zmiany pracy czy innych powodów urwał Wam się kontakt. do Kogoś o kim czasami myślicie, coś wspominacie.. do Kogo Wam się czasami tęskni ale czas i miejsce Was rozdzieliło.. zapewne każdy Kogoś takiego ma..
    kiedy uśpicie dzieci, już pozmywacie naczynia to usiądźcie i wybierzcie numer telefonu z zapytaniem „hej, co słychać?”

    sobota – zrób na szybko pączuszki. robi się w dwie minuty a smakują wyśmienicie.  zaproście sąsiadów.. lub włóżcie do koszyczka i na spacerze zanieście tym sąsiadom pod drzwi, włóżcie kartkę „smacznego, dobrego dnia”. zadzwońcie dzwonkiem i idźcie dalej..
    a może zostańcie na kawie..
    1,5 szklanki mąki
    3 jajka
    2 serki waniliowe (typu Danio)
    1 łyżeczka proszku do pieczenia
    zmieszaj w misce i kładź na rozgrzany olej (dużo oleju w garnku, żeby pływały jak pączki) łyżeczką maczaną w gorącym oleju. posyp cukrem pudrem.

    niedziela – kiedy już wieczorem dom ucichnie i nastanie noc… załóżcie słuchawki na uszy, włączcie tę piosenkę (tutaj), głośno i pomyślcie o miłości… o pierwszych randkach z mężem, albo o swojej pierwszej miłości w ogóle. a może jeżeli jesteś sama, pomarz o tej która nadejdzie.. zamknij oczy i zobacz to oczami wyobraźni, oczami wspomnień.. po prostu poświęć tę chwilę na myśleniu o miłości..

    poniedziałek – powiedz dziś 10 komplementów. 10 miłych rzeczy. Pani  w sklepie, koleżance w pracy, partnerowi, rodzeństwu..
    10 osób i każdemu coś miłego. zobaczysz, że samopoczucie wieczorne odwdzięczy się dziesięciokrotnie.

    wtorek – wejdź na stronę „się pomaga” i przelej Komuś pieniążek. może być 5 zł, 10zł, 20zł a jak masz lepszy miesiąc to może 50zł.
    obojętnie. podziel się tym co masz i jak możesz. liczy się chęć, fakt. 

    środa – napisz list do swojego partnera i wsadź Mu rano do kieszeni kurtki. w ciągu dnia napisz sms-a, że ma w kieszeni wiadomość.
    napisz Mu za co Go lubisz, za co cenisz, za co szanujesz.. albo zwyczajnie, to co Ci przyjdzie do głowy..

    czwartek – zadzwoń, odwiedź Dziadków albo starszych sąsiadów. zapytaj Ich o legendy, stare opowieści, historie ważne z Ich młodości.  z obawy przed zapomnieniem, przed utraceniem… o jedną historię. Kto wie, może zapamiętasz ją do końca życia, może da do myślenia albo będzie tam jedno zdanie, które mocno utrwali Ci się w pamięci..
    a przyjemność Staruszków z możliwości opowiadania i wiernego słuchacza – bezcenna.

  • cebula

    zdjęcie

    pomyślałam sobie, jak już robię moją jedną z ulubionych sałatek to się z Wami podzielę przepisem..
    i wtedy skapnęłam się, że przecież nie mam aparatu bo mi spadł i musiał iść do naprawy..
    musicie więc mi uwierzyć na słowo, że jest przepyszna!!!
    mam zdjęcie z początku sałatki.. a jako, że jest gotowa 10 godzin później to aparatu już nie było..

    ale… cebuli to ja N I E N A W I D Z E!!!!!!!!
    i nawet jak gdzieś odrobinę poczuję to pluję i klnę!
    a na tamtym ognisku Ania zrobiła i nie widać było od razu, że to cebula..
    spróbowałam! Rety!! Jakie to dobre.. zjadłam dwa talerzyki a Ona mówi, że to cebula..
    wtedy świat mi się zawalił! bo ja byłam pena, że do śmierci cebuli nie polubię! choćby nie wiem co!!
    Ania ma dużo fajnych przepisów, w ogóle nie wiem czemu nie prowadzi bloga…

    oto przepis! 

    – czerwona cebula 6-7szt
    – ser kostka
    – wędlina (drobiowa, polędwica sopocka)
    – majonez, sól, pieprz

    Zalewa:
    – 1szkl. cukru
    – 1szkl. wody
    – 3/4szkl. octu
    – 1 łyżeczka soli

    Wszystko z zalewy dać do garnka i zagotować.
    Czerwoną cebulę pokroić w talarki i wrzucić do przegotowanej zalewy, przykryć i odłożyć do piwnicy na ok.10h

    Następnie odcedzić cebulę, zetrzeć ser na grubych oczkach, wędlinę pokrioć na cienkie paski.
    Wszystko do jednej miski, wymieszać, dodać majonezu wedle uznania 🙂 i przyprawić solą i pieprzem….

    a jak szukałam w mailu przepisu co by tylko przekopiować, to znalazłam inny jeszcze przepis od Ani!! 
    i to też jest hit!!!! uwierzcie mi na słowo, bo ja jestem baaaaardzo wybredna!

    – 1op. tortellini z mięsem
    – 3 pojedyńcze piersi z kury
    – 6 pomidorów
    – cebula zwykła 
    – zielona cebulka – szczypiorek ten
    – majonez
    – przyprawa do grilla klasyczna i pikantna

    Ugotowane i ostudzone tortellini wymieszać z majonezem i ułożyć na spód naczynia w którym sałatka będzie podana.
    następnie smażymy pokrojone w kostkę piersi z kurczaka i przyprawiamy do smaku przyprawą do grilla ( trochę pikantną, trochę klasyczną). Usmażone przekładamy na tortellini i polewamy pozostałym sosem (tym co zostało na patelni).
    Nie mieszać!!!
    Pomidor kroimy w kostkę, układamy go na piersiach z kury, następnie układamy posiekaną cebulę a na sam wierzch posypujemy jeszcze zieloną cebulkę czyli szczypiorek.
    Odstawić do lodówki 😉

    Dajcie znać jak Wam wyszło i jak smakowało!
    Dobrego tygodnia!

  • zebrane

    czasami zapisuję coś na tablicy facebook’owej..
    z obawy, że mi się zgubi musiałam tutaj sobie pokopiować. więc z góry przepraszam za dubel, ale to tak dla swoich notatek…
    kilka krótkich anegdotek. (dałam różne kolory by łatwiej oddzielało się historie)

    noc. głęboka. przewijam syna. sytuacja krytyczna. wtedy okazuje się, że została ostatnia nawilżana chusteczka. odejść nie mogę. budzę męża i mówię do Niego „idź proszę po chusteczki mi nawilżane, bo ja nie mam jak teraz odejść. są u Benka w pokoju, na przewijaku.”
    mój mąż siedzi. wstaje. idzie. uderza się w piszczel o łóżko. idzie dalej. wychodzi. wraca i mówi.. „gdzie jest pokój Benka?”
    kocham Go!!!!

    mój Tato jest typowym outsiderem… twierdzi, że nikt nie będzie go zmuszał do posiadania dokumentów tożsamości i wszelakich innych.
    od lat nastu nie posiada więc żadnego … dzwonię ostatnio i proszę by przesłał mi cokolwiek co ma, bo potrzebuje żeby tu pewną sprawę załatwić… no to dostałam… pozwolenie na broń pneumatyczną!! zeświruje z tą rodziną!

    -popatrz Tosiu jaki okrągły księżyc, duży, jasny..
    – to sie mówi Mamo, że się spełnił.

    tyle śniegu napadało, że jak ten mój mąż wyjeżdżał do pracy, to tańczył autem po polu.. patrzyliśmy z Benkiem z kuchennego okna. jeszcze z drogi, już dość daleko raz jeszcze pomachał i wysłał nam serce. uśpiłam Bena, jako, że wstał o 6ej. choć trudno nazwać to wstaniem.. całą noc nie spali z racji kataru i kaszlu.. ja biegając między pokojami w końcu usiadłam pomiędzy i czytałam artykuły z wysokich obcasów.. nogi w koc zawinęłam. i tam może z godzinkę przysnęłam. i o tej dziewiątej rano kiedy dzieci się pospały po nieprzespanej nocy.. zrobiłam sobie herbatę. z cytryną i połową słoiczka soku z malin. maliny całe mi w tym kubku pływają. nie chciało mi się robić śniadania to zjadam ciasto co mi Szwagierka w niedziele przyniosła.. super Jej te ciasta wychodzą. za oknami biało. na ale pięknie! nie do opisania. drzewa, pola.. białe wszystko. ten śnieg niczym nie rozgoniony. może tylko ślady zwierząt na nim widać. kiedy Tosia jeszcze w piżamach układa lego, ja wkładam Jej do buzi raz po raz łyżkę z płatkami i mlekiem…
    myślę co zrobić dziś na obiad..
    każdego dnia spełnia się moje największe marzenie, które pozwala mi być szczęśliwą… w naszym kraju nie ma wojny..

    „- Mamo, jak się ze mną bawisz, pracujesz, zajmujesz się Benkiem i podgrzałaś mi herbatkę to to jest miłość?”

    Zeszłam na dół dość nieprzytomna, bo Benek postanowił dziś nie spać wcale. Czasami wstaje o 4ej i już nie śpi do rana, bo ma wtedy bardzo dużo do opowiadania. Gdy zeszłam patrząc jednym okiem, dałam Go mojej Mamie (przyjechała na kilka dni) bym mogła zawieźć Tosiulke do przedszkola.
    Ubieram Ją kiedy Mama mówi… „Ciężko mają te Mamy z tym wystawianiem do dzieci”..
    Na co ja ze zdziwieniem „ciężko? Mamo, cieżko to mają Mamy, które nią mają dziecku co dać jeść. Wstawanie w takich warunkach to czysta przyjemność”…
    Powiedziałam potykając się o próg z niewyspania..
    To było miłe potknięcie.

    Dziś w DDTVN byli goście. Laureaci konkursu „zwykły bohater”. Jednym z nich był 93 letni dziadziuś. Codziennie chodzi pomagać do hospicjum i co miesiąc oddaje 1/4 swojej emerytury na to właśnie miejsce. I mówi w tym programie, że to wraca. Że dobro powraca. Pytają go więc w czym mu wróciło…? A w domyśle mają, że ani limuzyną nie podjechał, ani gór wielkich nie zdobył…
    A On im odpowiada…
    Że np w tym, że jest zdrowy i dzięki temu zdrowiu może iść do teatru i do kina…
    …a Tobie się wydawało, że wyjście do kina to taki banał? A to dobro, które powraca… To i milion innych codziennych rzeczy…

    „- Mamo, czy wszystkie pary butów się kochają?
    – jak to kochają?
    – no bo zawsze chodzą wszędzie razem.”

    Jadę przez centrum Warszawy, próbuje się skupić.. 
    A mojemu dziecku buzia się nie zamyka..
    „Wiesz Mamo, jak jechałam kiedyś z Justyś, to Ona nie zapięła mnie w pasy, i jak zahamowała to wyleciałam przez przednią szybę prosto nad morze. Był tam piasek, słońce, woda i kraby. I ten krab tak mnie ugryz w głowę, że utonęłam.”
    Także tego… Mówię Wam zapinajcie pasy..

    Jedna z najtrudniejszych decyzji Matki to ta, kiedy usypiajac swoje dziecko zaczynasz powoli zapadać w błogi sen. Powieki juz takie ciężkie, ciepło pod kołderką.. Już nawet coś zaczęło Ci się śnić.. I teraz… Czy wstać bo jeszcze trzeba garnki z pieca do lodówki powkładać, zabawki uprzątnąć by chociaż rano móc do zlewu dojść… czy olać wszystko i w tym dresie i makijażu odlecieć w krainę snu.. To jest dylemat…

    rzecz się dzieje w garażu vel piwnicy.. jak Kto woli.
    siedzi mój Tato, pali fajkę. obok siedzi mój mąż i dotrzymuje Mu towarzystwa. coś gadają, opowiadają, radzą się. 
    na to wszystko wchodzi moja Mama. czyli teściowa męża mego.
    i wpada w monolog, gdzie każde słowo wyrzucane jest jak z karabinu maszynowego.
    – jaki Ty masz tu Adam bałagan, jakbyś wszystko na miejsce odkładał to byś miał porządek, jak się odkłada na miejsce to nie trzeba sprzątać. tu byś sobie posegregował. o i tu. a czemu to tak tu leży. no ja nie wiem. a ile to trzeba czasu żeby tu posprzątać, jeden dzień wystarczy. wielki problem. ja bym Ci tu posprzątała, ale nie chcę się mieszać. nie da się wejść. wszystko razem. wymieszane. a jaki to problem posprzątać. poukładać. tu pościerać.”
    trawało to jeszcze pięć minut. i kiedy skończyła, a Adam spokojnie patrzył prosto Jej w oczy i słuchał odpowiada..
    – powiem Ci Mamo, że Ty jak na swój wiek to sobie super wyglądasz…
    kupiona. wszystkim opowiada, jaki to komplement dostała.
    ba! piwnice wysprzątała na medal..
    a co miał Jej odpowiedzieć… że pracuje po 15 godzin na dobę?
    że sprzątał ją w roku sto razy? że jak każdy tu wchodzi i rzuca to jaki on ma na to wpływ..? po co, skoro Ona to wszystko wie..
    po co skoro jak to kobieta i tak znalazła by kolejny potok słów..
    a tak, Mama zadowolona, On ma spokój..

    faceci to są po prostu beznadziejni!
    mówię do mojego, że się w ogóle nie widujemy. że późno wraca, z samego rana wychodzi. że nie ma nawet czasu pogadać, słowa zamienić. że kiedyś to chociaż śniadanie jedliśmy razem i to było takie fajne..
    to wiecie co On zrobił?!?
    po odwiezieniu Tosi do przedszkola wraca do domu na śniadanie!
    po co? – ja się pytam!
    tylko mi czas zagraca, bo jak Benek śpi, to ja mogę coś w komputerze popchnąć, coś na maile odpisać, pranie zebrać! a tak to musze to śniadanie z Nim jeść!
    że też Oni nigdy nie wiedzą o co nam chodzi!!

    mówię do męża
    -daj mi proszę swój telefon, bo muszę zadzwonić do Tadka, a ja nie mam numeru do Niego.
    po czym On wyciąga portfel i coś tam sznupie, grzebie.
    patrzę na Niego dłuższą chwilę i mówię
    -ale ja telefon chciałam, co tam szukasz?
    – a! widzisz! jak coś ode mnie chcesz to odruchowo wyciągam portfel.

    Nie jestem pewna, ale chyba widziałam właśnie najpiękniejszy obraz w swoim życiu…
    Mój syn, lat jeden, stał w przedpokoju. W jednej skarpetce, w body brudnym od pomidorowego sosu.. Buzie miał zaślinioną aż po brodę, a z nosa leciały Mu gile, które łączyły się z ową śliną. Przez drzwi główne na które wyglądał, wparowała Jego siostra, lat cztery, złapała Jego twarz w obie ręcę i z całej siły pocałowała Go w te usta. Długo i siarczyście. Nawet się nie obtarła i poszli.

    wstałam dziś do dziecka swego. koło pierwszej, może drugiej. powisiałam nad łóżeczkiem trzymając butelkę. pogłaskałam, posmyrałam, przykryłam. na paluszkach poszłam przykryć (na pewno!) rozkopane me drugie dziecię.
    weszłam ponownie pod ciepły koc. owinęłam stopy. taką bambułe sobie zrobiłam bo mi zmarzły. a że nadal zimno mi było, to się w tego mojego męża wtuliłam. głowę pod pachę włożyłam, stopy między nogi.. a On taki ciepły. już tak błogo, tak miło. już zasypiam.. kiedy przypomniało mi się, że przed snem, a po „M jak miłość” to ja się na niego obraziłam! bo zadałam pytanie, a On mi minute nie odpowiadał.. no i musiałam spowrotem te bambułe na stopach robić, na drugi koniec łożka się odwracać.. jak się człowiek czasem bez sensu zapomni.

    „wiesz Mamo, a Dziadek to pamięta takie casy, że dzieci nie miały bucików i grzały nogi w krowich plackach.”

    mój mąż czasami wyskoczy z kumplami na imprezę. jak pomyślę o tych kumplach to od razu mi się morda śmieje, więc wcale nie dziwi mnie ta Jego mina, gdy wychodząc z domu zamyka drzwi.
    następnego dnia, przy kawie coś mi tam opowiada.. albo czy grali w pokera i (jak zwykle!) wygrał cale Zabrze i pół Bytomia, czy też poszli na tańce…
    no więc poszli na tańce tym razem..
    rozanielony recenzuje..
    „Wiesz Puszku, tańczę tak sobie sam, jak to ja, w swoim świecie, pląsam, a tu się pojawia taaaaaka dziewczyna! już wcześniej Ją dojrzałem. ale jak była genialnie ubrana.. miała takie krótkie ogrodniczki obcisłe, a pod spodem tylko sportowy biustonosz. no tak wyglądała. obłędnie. i widzę jak na mnie spogląda… wiesz…już widzę ten wzrok. tańczy i się uśmiecha. coraz bliżej i bliżej.. czuję już że będzie mnie podrywać. i już już jest obok. podnosi głowę i mówi mi do ucha…. fajnego ma tego bloga Twoja żona…”
    wstał, wziął kubek, po czym odwrócił się i mówi „przez ten Twój blog, to ja jestem Puszku na mieście spalony…”
    no nic… muszę zamknąć bloga, bo biedny branie stracił 

    ostatnio Ktoś to mówi do mnie..
    – zobaczysz, jeszcze chwilę, dzieciaki będą większe, mniej absorbujące, więcej zajmą się sobą, będzie naprawdę fajnie…
    będziesz mieć więcej czasu.. przyjdzie jeszcze lepszy czas.
    mocno się zdziwiłam… bo to możliwe by było lepiej..?
    lepiej niż teraz? że mam zdrowe dzieci i my zdrowi. że w lodowce łosoś, a kaloryfery na 22 stopnie nam nagrzewają..
    że mam na nową sukienkę i pościel pachnie świeżo wyprana i rajtki dzieci wyprane też się suszą..
    jak może być jeszcze lepiej? jak??
    wciąż zadziwia mnie ile ludzie chcą od życia…
    czasami nie widząc, że mają więcej niż potrzeba do tego by żyć najlepiej jak się da..