Archive for Marzec, 2017

  • krótko

    Czasami pewne sytuacje, słowa, wydarzenia wymagają od nas większego milczenia, mniejszej ilości słów.
    Inaczej tracą tę wartość, którą mają w sobie..

    Leżąc na kanapie jestem w całkowitej agonii z powodu różnych boleści.
    Na końcu kanapy siedzi Tato. Pije kawę i trzyma moje nogi na swoich kolanach.
    W kuchni krząta się Mama. Emilia bawi się  z Tosią. Kornelia patrzy w okno. Benio śpi.
    Za oknem wicher dmie, deszcz, ciemność, chmury ciężkie…
    – Kornelko, przeszłabyś się z Dziadkiem na spacer? Do rzeczki? – pyta dopijając kawę.
    – Pójdę Dziadek. Pójdę. Już idziemy?
    – Jeszcze mam dwa łyki kawy i możemy się zbierać
    Kiedy szedł odstawić kubek, pytam cicho Nusi…
    – Naprawdę chce Ci się iść?
    – Nie Ciocia, ale Mama mówi i ma rację, że kiedyś będę chciała iść z Nim na spacer,  a wtedy może Go już nie być…

    Wzięła moją cieplejszą kurtkę. Pod rękę dołączyła i Babcia.
    Wrócili przed gradobiciem. Dużo w Nich było radości.

  • myśli te i tamte..

    Kłębią się te myśli każdego dnia.
    Coś się zaczynają rysować, wizualizować. Składam w słowa. W całość.
    A potem zapuka do drzwi przechodzień, zawołają dzieci, Ktoś dialog rozpocznie…
    i takie niedokończone zostają.
    Wkładam je w głowie w takie miejsce i wieszam tabliczkę nad wejściem “posty niedokończone”.
    A One są o tym jak to mieliśmy weekend we dwoje spędzić..
    I plany… Szukanie miejsca, pięknych wnętrz, może spa..
    Wymiana opinii, i jedno chce a drugie mniej, a tam oboje chcemy tak samo..
    I czy sami, a może ze znajomymi..
    Od samego poniedziałku do piątku. Pięć dni planów i pomysłów.
    I kiedy ten piątek nadszedł, kiedy za chwil parę mieli nadjechać rodzice do pilnowania dzieci i te nasze bliźniaczki..
    To tak wszystko inne i mniej ekscytujące się stało..
    Bo jak to, Oni wejdą w drzwi, Ci moi ukochani, wytęsknieni.
    Ci z którymi się wieczory spędza przy kuchennym stole, rozmowy przeliczne prowadzi, na materacu przed snem w szóstkę gramoli. Komuś brakło koca, Komuś nogi wystają… A nikt do swojego łóżka nie pójdzie..
    I okazało się, że my hoteli i spa spragnieni nie byliśmy… 

    Kiedyś zapytałam Adama, co by chciał robić, gdyby wiedział, że za trzy dni skończy się nasze życie?
    Odpowiedział, że te trzy dni siedzieć z nami w domu. Razem.
    Podobno, wybieramy spełnianie marzeń gdy wiemy, że życie się nam kończy..
    Fajnie jest móc te marzenia spełniać na co dzień.
    I tak zwyczajnie z rodziną w domu siedzieć…

    W tej głowie też powstawał taki post, o tych dzieciach, co uczą się obserwując..
    Mieszkaliśmy w małej wsi. Obok też wioski maleńkie. I jak jechało pogotowie, to było wiadomo, że się tego człowieka zna. Bo znało się wszystkich. 
    Wtedy Ktoś dzwonił do nas, my do tych, co w ich stronę sygnał podążał.
    Mama nasza dzwoniła ze swojego kiosku, czy w domu wszystko w porządku..
    I tak oto ostatnio moja siostra opowiada mi…
    – Dziewczynki pojechały gdzieś rowerami. Dzwoni Emilka i mówi, Mamo, jesteśmy na boisku, jechało pogotowie, u mnie wszystko w porządku, a u Ciebie? 
    Ta młoda dziewczyna, pomiędzy zabawą, rozmowami, koleżeństwem nie zapomniała o tym co widzi w rodzinie od lat… o trosce i zwykłym martwieniu się. O świadomości zaniepokojenia rodzica.

    Chciałam też rozpisać się pewnego dnia o rozmowie. Mojej z mężem.
    Wracając z pracy dzwoni do mnie..
    – Co się ostatnio dzieje? Z kim nie gadam to każdy jest nieszczęśliwy.. Nie mam pojęcia co jest powodem..
    No bo żeby wszyscy? 
    – A ja trochę się domyślam – odpowiadam – na tym świecie jest wszystkiego ZA. 
    Za dużo bodźców. Za szybko. Za dużo. 
    Musimy wszyscy mieć, bywać, zdobywać, osiągać..
    Ludzie mają też już wszystko. Pełne lodówki, auta z klimatyzacją, zmywarki, setki znajomych na portalach społecznościowych.
    Lecz za mało mają do tego czasu i wdzięczności. Za mało bywania z ludźmi między ludźmi.
    Żyją jakby mieli wykonać pewien program, osiągnąć jakiś level, jakby byli tutaj na tym świecie, by zdobyć wszystko to, co nakazuje dzisiejszy stereotyp człowieka… Zamiast po prostu zwyczajnie żyć.

    I jeszcze przez chwilę widziałam taki post w wyobraźni..
    Szukałam zdjęcia w archiwum. Miało dotyczyć kombajnu.
    I pomiędzy tymi wszystkimi fotografiami mignął mi taki zwykły kadr.
    Patrzę na niego chwilę. Odwracam laptop i mówię
    – Patrz Adaś jakie my mamy fajne życie..
    A na tym zdjęciu kwintesencja wszystkiego.
    Radości. Beztroski. Leniwego popołudnia. Rodziny. Miłości. 
    Na tym zdjęciu było wszystko. I każdy z nas mógłby je zrobić.
    Bo każdy z nas ma bardzo podobnie.
    Tylko trochę inaczej to widzimy.
    Na zdjęciu były rzucone klapki, na wpół wypita kawa, Benio w wózku, dzieci w strojach kąpielowych.
    Kwitnące rośliny w starych donicach. Drewniane schody domu. W tym domu były pewnie nasze jeszcze nie pościelone łóżka, bo latem od rana każdego rwie przed chałupę, na werandę.
    W tym domu były obierane ziemniaki i maślanka się chłodziła. 
    To wszystko było zwyczajne.

    Ludzie już zapominają, że to co najzwyklejsze daje podstawę szczęśliwego życia.
    Że musi zaistnieć zwyczajne i na tym wybudować fundament.. Inaczej wszystko runie…

  • z rana


    MUS MUS – wciąż niezmiennie od tak dawna nasze ulubione piżamy.
    Wyprany milion razy, wynoszony, uplamiony. Wszystko.
    Fantastyczne wzory. Miękkość materiału – cudo.
    Już o nich pisałam rok temu i wciąż niezmiennie polecam tak samo.
    Tosia z racji koszuli nocnej jest gotowa do kąpieli o 18-ej, byleby tylko już ją założyć.
    Siedzi tak potem z nogą na nogę, jak kobitka.
    MUS MUS prowadzony jest  w duchu Slow Fashion, z poszanowaniem środowiska i ludzi związanych z produkcją od samego początku.
    Jak powiada właścicielka firmy:
    -Bez zmian kolekcji co sezon (niektórych może to dziwić, ale dla mnie zmiany kolekcji co chwila, to jakaś dziwna fanaberia:), bo czy my naprawdę tego potrzebujemy?). Na stronie namawiam do kupowania mniej, ale lepiej.
    Znam właścicielkę osobiście i to żaden chwyt marketingowy, to na prawdę taka spokojna, cicha, skromna dziewczyna, która wierzy w to co głosi i do tego dąży. 
    Taka pełna natura w niej.
    Ja sama mam koszulę nocną z tej firmy dla siebie i uwielbiam! Moje przyjaciółki widząc mnie w niej pokupiły dla siebie.
    Piżamy mam już rok i nadal są w super stanie. Chyba że dzieci wyleją na niego sok malinowy :/
    Mam dla Was rabat 25% na hasło JULIA na wszystkie koszule nocne (dziewczyńskie i kobiece). Rabat obowiązuje do 20-go marca.
    MUS MUS – 
    można odwiedzić tutaj.

    kalendarz od Because of Kaja – tutaj
    moja kurtka moro jest moja 🙂 – z kolekcji Moro/Etno – tutaj