Archive for Czerwiec, 2017

  • mix inspiracji


    Często mam tak, że sobie myślę – o! to muszę moim czytelnikom napisać, to muszę podpowiedzieć – albo – o! może to też by polubili…
    Zatem tak mi się zbiera, potem zapomnę.
    Dziś mam kilka różności, które podpowiadam bo dla mnie bomba!

    1. Kocham od zawsze. Tracy Chapman. Całą młodość przy niej spędziłam. Ach, a jakie lato z tą płytą w Fordzie Taunusie w kolorze turkus.. Ten głos. Możecie posłuchać tutaj. a Last Night..
    Wciąż niezmiennie mnie koi.

    2. Jadłam ostatnio z rąk męża mojej przyjaciółki na Cyprze. Jako, że kucharzem jest doskonałym zrobił to po mistrzowsku. Genialne te babeczki. Do obiadu zamiast ryżu, makaronu czy ziemniaków.
    Można tyle wymyślić. Z sosem do środka, pieczenią, z sałatką, z gulaszem. Rany, a jakie dobre!!
    Potrzebujemy tylko formy na muffiny, jajka, mleko i mąki. Odrobinę soli jak Ktoś chce.
    Koniecznie zobaczcie filmik Jamie Oliwera – tutaj.
    Podaje się na gorąco. 
    4 jajka
    200 g mąki
    200 ml mleka
    sól
    Zmieszać tak by nie było żadnych gródek. Nalejcie oleju po centymetrze do każdej kieszonki/foremki.
    I ten olej do piekarnika na 20 minut/190 stopni. Z dzbanka z dzióbkiem wlewać do kieszonek masę, najlepiej z łyżką żeby nie kapnęło pomiędzy. Tak do połowy. Zacznie się od razu piec/gotować.
    Wlać w miarę szybko by nie ostygł olej.
    Na 25 minut do piekarnika na tę samą temperaturę. Nie otwieraj piekarnika aż się upiecze.
    A dzieci jak lubią!!!!

    3. Narcos. Serial o Pablo Escobarze. Genialne lata 80’/90′. Ubiór, sceneria. Wagnera Moura powalil mnie na kolana swoją grą aktorską. I oczywiście Pena i Carrillo… 
    Film na faktach. Wart obejrzenia. 

    4. Wielkie kłamstewka. Ten serial dalece inny od poprzedniego. Świat Mam, szkoły, dzieci, małżeństw, przyjaźni i… morderstwa.. Jest tylko 7 odcinków. Nicole Kidman – olśniewająca!
    Rewelacja. O tym, że życie idealne nie istnieje i każdy ma tyle za sobą, że trudno uwierzyć.

    5. Domowy peeling z kawy. 
    Kawę połączyć z odrobiną cynamonu (3 łyżki kawy, 0,5 łyżeczki cynamonu – takie proporcje).
    Trzy łyżki kawy zalać trochę wrzątkiem i jak przestygnie dodać cynamon. 
    Bez oliwy bo zatyka pory. Ujędrnienie widać już po kilku zabiegach. 3 razy w tygodniu.

    6. Kompot. Jak mogę unikam napojów ze sklepu. Oczywiście czasami Im pozwalam, ale u nas w domu króluje kompot. Nie ma dnia bez kompotu. Ale!!!! Nie byłoby  tak na pewno, gdyby nie pewien dzbanek!
    Każdemu Komu mówię, pokiwa głową mówiąc „no,no” i na tym się kończy.. Ale czasami się wkurzę i Im kupię ten dzbanek sama.. a wtedy olśnienie!!! Bo okazuje się że zrobienie kompotu to 2 minuty dosłownie i nie ma lepszego i zdrowszego napoju. I sypnąć truskawek. albo zimą jabłko pokroić (ja kroję ze wszystkim. ze skórką, pestkami, czasami i ogonek wleci) i garść jagód z zamrażalki. 
    tylko każdy z Was powie „no,no”… To trzeba mieć żeby się przekonać, że trwa sekundę i jest boskie.
    Wsypujesz owoce, zalewasz wrzątkiem z czajnika i zamykasz dzbanek na 20 minut. I gotowe!!
    Jeżeli słodzisz cukrem to wsypujesz cukier na owoce przed wrzątkiem. Ja słodzę miodem zatem czekam aż przestygnie. Uwierzcie mi, że każdy Kto go kupi powie – jak mogłam bez tego żyć?!?!
    Tutaj – Tupperware. Ale to możecie gdzie chcecie, dużo ludzi też ma przedstawicielstwa.
    My tego dzbanka używamy od kiedy pamiętam.. Może miałam 18 lat jak Mam kupiła pierwszy raz.

    7. Gazety znam na wylot. Kupuję ich mnóstwo. Zatem dużo mogę powiedzieć o ich zawartości i wartości..
    Moim numerem jeden jest… Wróżka.. Teraz każdy mówi pod nosem – co?!?! Kojarzy się przecież z horoskopami i tandetnymi historiami.. A właśnie.. Jest to jedyna gazeta z którą spędzam dłuższy czas.
    Oczywiście jest na końcu 10 stron z horoskopami, ale czasopismo ma przede wszystkim genialne artykuły.
    O Historii, o zbrodniach, o odkryciach, o znanych postaciach. Jest super napisana. I gdyby pewnego dnia nie przekonała mnie siostra to bym nawet na nią nie zerknęła na półce w kiosku.
    Dla mnie najważniejsza gazeta miesiąca. Bo już mam dosyć ciągle artykułów o opalaniu, dietach itp…
    Zapewniam, że nie jest głupia i pusta. A zupełnie wręcz przeciwnie. Ktoś tam ma to dobrze przemyślane, a nie żeby odbębnić kolejny numer i połowa to reklamy.

    8. Książka Guguły. Niestety tylko 100 stron. To Myśliwski w kobiecym wydaniu. Ten styl pisania, te opisy, spostrzeżenia.. Zjawisko i konieczność dla każdego Kto lubi czytać.. Dla mnie to była zaledwie godzina czytania, ale co to była za godzina!! Tak niecodzienne uczucie podczas czytania, gdy żyjemy już w tym świecie..

  • Mucha

    Mojemu mężowi po drodze z muchami nie jest.
    Jego ulubiony letni atrybut zaraz przy sandałach to ta łapka na muchy.
    Rozwiesza moskitiery. Chodzi okna przymykać.
    Polowanie zaczyna się o świcie i kończy… może przed jesienią.

    No może jak mi w tej kuchni łażą to też denerwują. Odganiam ręką, ściereczki rozkładam.

    Ale kiedy leżę na hamaku, przymykam oczy i słyszę to charakterystyczne brzęczenie to widzę…

    Podwórko Babci Gieni. Wielką lipę przy domu. Tam jakoś się gromadziły te muszyska.
    A w dzieciństwie, choć można było oczy przymykać częściej i usłyszeć te muchy, to czasu było na to mało..
    Widzę drewnianą studnie. Na samym środku. 
    Dookoła tej studni trawę skubie kucyk Bartek.
    Muchy bzyczały okropnie tego dnia, gdy Babcia Gienia wyjechała rano do piekarni.
    Na stole w kuchni, przykrytym ceratą, dwie kromki chleba Dziadkowi narychtowała.
    A wtedy rano, Tata przy tokarce stoi i ten kucyk Mu pod ramię łeb wciska.
    Morda czerwona, jakaś zakrwawiona. Tato ścierką obtarł, szuka skaleczeń.
    Ale skaleczeń nie było.
    Dziadek na podwórko wyszedł by wyglądać za Babcią, bo tak go bez śniadania zostawiła.
    I nawet się Dziadkowi od wjeżdżającej w bramę małżonki już oberwało, że zjadł a głupoty gada i nie pamięta.
    A kromki były z dżemem. Truskawkowym. I Komu innemu mocno smakowały.
    A że po schodach chodzić umiał, to se do chałupy wszedł i z ceraty zjadł.
    Przy tej mordzie na czerwono uklejonej też muchy latały.

    Widzę  jak z dziećmi ze wsi leżymy na kupie pustaków ułożonych pod czereśnią.
    Gałęzie wiszą nam dookoła. Na wyciągnięcie ręki ściągamy owoce i wypluwamy z namaszczeniem pestki.
    Muchy chodzą nam po gołych, poobijanych kolanach.
    Patrzymy Komu strupy zaraz odpadną a Komu zrobił się strup na strupie.
    Ktoś próbuje zdrapać i krew się leje. Przykłada liściem.
    Monika pozawieszała czereśnie na uszy i udaję dame.
    Nikt nie ma pojęcia która jest godzina.

    Jak siedzimy na przestanku widzę.
    Żółty rozkład jazdy PKS. Do Pajęczna o 13:25 i o 16:00. A w drugą do Radomska o 13:40 i na Bełchatów o 16:15.
    Trochę poprzypalany papierosami ten rozkład.
    Jemy lody śnieżki i calipso. 
    Na drewnianych ławkach. Nogi nam wiszą i nimi machamy jak usiądziemy z dupami do samej ściany.
    Było okno z kwadratowych okienek ale powybijali.
    Po drugiej stronie ulicy czekają nauczycielki na autobus. Mają spódnice do kolan w kratę albo całe garsonki.
    I czekają chłopy co do kopalni na druga zmiana jadą. Każdy ma torbę i kanapki w torbie.

    Przed autobusem na ostatnią chwilę w kiosku przy przystanku kupują klubowe.
    Muchy zlizują z ziemi to co nam kapie z lodów.
    Kioskarka wychyla głowę i mówi „weź no tu córeczko przypilnuj bo do Basi na kawę lecę”.
    Pani kioskarka to moja Mama. Wtedy biorę drugą śnieżkę.

    Kiedy zamykam oczy i słyszę muchę to te wszystkie obrazy takie realne.
    Takie realne jak kiedy czuję zapach podobny do Sky Blue, co się w nastoletnich latach psikałam.
    Wtedy się widzi randki przy Wiśle, przesiadywanie na parapecie internatu i wzdychaniu do miłości rozpoczętych bądź platonicznych..

    Zwyczajnie te muchy lubię.
    Choć najczęściej gdy zamykam oczy i słucham bzyczenia, w tle słyszę tak powszechnie znane w każdym domu… „Gdzie ta kurrrrwa jest?”
    A potem pac i trup.

  • książka do zabawy

    Kiedy chodzę po podwórku i podśpiewuję pod nosem, mój mąż mówi, że jeżeli sąsiedzi nam są mili to powinno tak zostać i żebym śpiewała ciszej..
    Mawia też, że bardzo jest rad iż na pierwszej randce nie śpiewałam, bo by ta przyszłość nie była nam pisana. 🙂
    Zatem zawsze marzyłam o talencie. Wokalny – odpada.
    Jednym z największych traumatycznych zdarzeń codzienności jest fakt gdy moja córka przychodzi i wymawia to słowo… ten zbiór słów.. – Mamo namalujesz mi …… (tutaj pada psa, krowę, księżniczkę)?
    A prawda jest taka, że namaluję, ale mając 33 lata zrobię to niewyobrażalnie gorzej od Niej. 
    Zawsze marzyłam o talencie. Malarsko – plastyczny – odpada.
    Cóż, trzeba z tymi deficytami jakoś żyć. Iść dalej przez świat.
    Śpiewam w aucie jak nikt nie słyszy, a maluję z „wspomagaczami”.
    Złożyło się też tak, że moje dziecko jest totalnym maniakiem plastycznym.
    Muszę dotrzymać Jej kroku w rozwoju, znaleźć coś co pomoże nam bawić się wspólnie i „zakryć” braki moich plastycznych możliwości 😉
    Wyszukuję, podpytuję..
    Jeżeli Ktoś zna Maję Marciniak to wie, że to jest ta co ukradła! Ukradła nam wszystkim te talenty.
    Bo podejrzewam, że zaplanowane było iż każdy na świecie dostanie po równo tych zdolności.
    I myślę, że Ona dostała te, które przeznaczone były nie dla setek, tysięcy.. tylko dla miliona ludzi.
    Między innymi dla mnie. 
    Chyba się zrehabilitowała i postanowiła choć trochę nam oddać.
    Oddać w tej książce. Tam zawarła swą wyobraźnię i talent..
    A Ładnebebe postanowiło w tym pomóc, by ujrzało światło dzienne.
    Jako maniacy książkowi, mamy w domu prawie wszystkie egzemplarze użyte w tej książce do zabawy.
    Bo o co w niej chodzi…?
    Otóż chodzi o to, że na podstawie dziecięcych książek tworzymy coś manulanego.
    Nie kończymy jedynie na czytaniu a robimy więcej po zamknięciu ostatniej strony..
    Tzn spędzamy dalej czas razem i działamy. Tniemy, kleimy, składamy..
    Dla tego Kto nie miał jej w ręce ważna informacja, że to kawał dużej i grubej książki.
    Na końcu dołączone wykrojniki.
    Cyknęłam Wam z rana troszku jej zdjęć.
    Tu słowo więcej o książce.
    Tutaj można kupić. i jeszcze Tu.
    Są inspiracje urodzinowe. Jest coś na zbliżający się Dzień Taty, i na plażę na którą tyle z nas się wybierze.
    I maski z książki „Drugie urodziny Prosiaczka” – Benio uwielbia ją.
    Jest pięknie!
    A brulion zabaw podwórkowych też extra. Z naszego dzieciństwa. W Empiku kupiłam.