Archive for Sierpień, 2017

  • turnusy

    Leżę tylko chwilę. Na brzuchu. Głowę mam na bok i patrzę na pole kukurydzy.
    Frędzle od dziecięcego roweru falują na pierwszym planie.
    Plączą się i furkotają.
    Co chwila odrywam wzrok i zerkam na dzieci. Bawią się w basenie.
    Kiedy zawiewa mocniej, robi się na ciele przyjemne uczucie palącego słońca smaganego sierpniowym wiatrem.
    Sprzyja temu by zamknąć oczy i odpłynąć..
    Zrywam się jednak i pędzę do kuchni. 
    Robię raz po raz gofry, naleśniki, spaghetti.. Wstawiam zupy.
    Zalewam kompoty i robię wodę z owocami.
    Ścieram blaty. Na szybko ścierką obcieram też lodówkę.
    Potykam się po schodach lecąc po kolejne pranie. Suszarek już nie składam.
    Odkurzam wciąż tylko na „rynku”, bo pobocznie czasu nie starcza.
    Składam rozrzucone na prędce ubrania.
    Układam równo buty.  Z każdego leci piach.
    Prażę popcorn do Ich popołudniowego seansu filmowego na kanapie.
    Wtedy szybko próbuję nadrobić codzienną „zawodową” pracę.
    Przy zachodzącym słońcu idziemy wiejską drogą na lody.
    Do kolacji kroję kromki chleba z szynką. Bez sera, bo Wujek Adam zapomniał kupić.
    Nakładam pomidora i sypię solą. Ktoś zasiadł do stołu, a inny wodą jeszcze okapuje na tarasie.
    Przed północą kiedy prawie wszyscy śpią, spuszczam wodę, myję basen i nalewam świeżej.
    Żeby mieli na rano. 
    Zmieniam pościele kiedy zmienia się turnus.
    Zbieram na noc dziecko od sąsiadki.

    Najlepiej gdy zjeżdżają się „na zakładkę”. 
    Wtedy wszystko jest jeszcze prawdziwsze.
    Szybciej mi ta ręka ze ścierką po blatach chodzi. Częściej tę zmywarkę puszczam.
    Ręczników więcej i gwarniej w każdym kącie.
    Dziewczyńskie wieczorne pogaduchy w łazienkach.
    Dorosłych wino. Schłodzone. Późnym wieczorem na tarasie.
    I kiedy cały dom już śpi, na każdym łóżku, materacu, pod każdym kocem i na każdym jaśku…
    Zamykam cicho tarasowe drzwi, gaszę światła i idąc powoli na górę myślę sobie…
    że gdybym mogła poleżeć na tym brzuchu dłużej i z głową w bok popatrzeć w pole kukurydzy…
    to przypomniałoby mi się wtedy to lato.. to, tamto i wszystkie tamte lata.. gdy Mama stała przy piecu…
    na garnku rozciągnięta gaza a na niej buchty. Rosły wielkie i kształtne.
    Kładła na środek stołu i każdy nakładał na nie bitą śmietanę, sos z truskawek, i bułkę tartą z masłem.
    Ciepłą, lejącą się bułkę z masłem.
    Jezu! Jakie to było dobre. 
    Do popicia był kompot. 
    Na deser zawsze budyń, albo galaretka. Kisiel bywał.
    Wieczorem lody w pucharkach z bakaliami.
    Uwijała się w tym kuchennym ukropie koło tego pieca. 
    Z piecznika wyciągała ciasto drożdżowe. 
    Wpadaliśmy do tej kuchni ociekający wodą, albo z piachem między palcami.
    Jedliśmy często rękoma, bo już tak pachniało.
    Turnusy zmieniały się co tydzień abo dwa.
    Dziewczyny z Mykanowa, rodzina z Piły, kuzynka z Pruszkowa, ktoś z Częstochowy, kuzyni z Czarnego Lasu. Kochałam się w kuzynie Zbyszku. Miałam sześć lat.
    Prócz turnusów, (podobnie jak teraz u nas) pół wioski dodatkowo
    .
    Otwieraliśmy oczy i mieliśmy wakacje. Między podwórkami, w całej wsi, na cegielni.
    Mieliśmy coś, dzięki czemu każdy z nas może dziś zamknąć oczy i zobaczyć coś najpiękniejszego.
    Najpiękniejszego co się może dziecku zdarzyć..
    W to lato… Dopiero w to lato, bo w tamto dwadzieścia  lat temu nie miałam o tym pojęcia..
    Zatem w to lato odnalazłam trop. Znam odpowiedź..
    Dlaczego te wszystkie wakacje były takie beztroskie i lekkie..
    Dzięki tej Mamie, która stała w tym ukropie nad buchtami rosnącymi na parze…

    I nic nie jest ciężkie tego lata, w te wakacje… bo ja też chce być taką Mamą.

  • sms’y

    Człowiek nie składa się z samego siebie. Budują Go po części inni ludzie.
    Ci z którymi się rozwijaliśmy, dorastaliśmy, na których się wzorowaliśmy, którzy nam imponowali i którzy nas zawiedli. Historie, które z Nimi przeżywaliśmy i to co nam opowiadali.
    Jesteśmy ulepieni po części ze spotkania z każdym z Nich. Z rozmów, doświadczeń, połączonych uczuć.
    Dlatego zupełnie mnie nie dziwi, że 90 % wiadomości i sms’ów od moich przyjaciół i rodziny wygląda tak jak te… Nie otaczają mnie normalni ludzie.. O nie!
    Dziś z przymrużeniem oka…

    Wiadomość z rana od A.

    „W dupie mam czy masz czas czy nie masz…ja pisze.
    Wstałam dziś i nie wiem czy mi się śniło, czy w nocy rzeczywiście była jakaś wędrówka ludów u mnie w domu…
    Moja sędziwa babcia dostała sraczki po moim wczorajszym torcie urodzinowym. W nocy usłyszałam jakieś huki, tysiące kroków, światła, później nie ma świateł, znowu się świeci, później znowu ciemno…ktoś świeci komórką…ktoś jakby przesuwal meble, słychać jak pies biega po salonie…
    W pewnym momencie słychać na schodach drewnianych, jakby lawina toczyła się po nich z wielkim hukiem…..I głosy, dużo różnych głosów…jakby mieszanka znajomych dźwięków wydawana przez znajomych mi członków rodu.

    Trwało to może z godzinę albo może ze dwie……Rano wstaję….A tu nikogo nie ma (?!?!?!)….ojciec nie pije kawy, mama nie zbiera się na spacer z psem….A nawet Bóg wie gdzie jest pies…widzę tylko kota, z lekkim poirytowaniem na „twarzy”…takim wiesz….coś jak u Ciebie.
    Myślę …ok. zrobię sobie kawy i rozkminie zagadkę nocnych ekscesów.
    Wychodzę z ta kawą na taras …patrzę, a ojciec śpi na łóżku polowym pod sosenkami. Obok pies.
    Co się okazało…Babcię srakowalo całą noc, Mama chodziła z nią do kibla w te i spowrotem…
    Norbert wrócił w nocy i poczuł gówno, więc nie chcąc budzić nikogo, zaczął szukać świecąc telefonem gówna, bo myślał że kot się zesral,  nic nie znalazłszy…poszedł do swojego pokoju, w tym czasie babcia młoda i stara wybrały się na dół do kibla, Norbert że jeszcze nie spał…poszedł poinformować je że coś śmierdzi i nie wiadomo co i gdzie?!?!?…Pies myślał że to już ranek i zaczął biegać podniecony że czas na spacer. O świcie.
    Mama rozprawia się z Norbertem krótko: „Idź spać i się nie pytaj!A jak Ci śmierdzi to balkon se otwórz!” …Tata że był już mega wkurwiony „sraczką babki”  wziął łóżko polowe z góry i zdecydował  zakończyć swój daj Boże spokojny sen w ogrodzie…tylko łóżko po ciemku wyjebalo mu się na schodach. Babki wróciły do sypialni „wysrane” z 11 raz…  Ale pełne nadziei że ostatni… Nastał względny spokój by dokończyć sen…tylko właściwie było już jasno i ja musiałam wstawać….”

    Albo taka od J.

    „Czasami są takie dni, że zdają się nie mieć końca! Wstajesz o 4.45 i bieg i krzyk i nerwowość do ciemnej nocy!!!
    A doba dla każdego taka sama. I ten powolny co o wiele mniej zrobi, to czy on bedzie jakoś inaczej sądzony? W gorszym dołku spocznie? Trumnę bedzie miał bez wysciółki? Trębacz mu marsza żałobnego nie  wygra? Dzieci go mniej opłaczą? Emeryturę mniejsza dostanie,bo robił swoje i pierdolil ? Jedno co jest pewne, to że jej dożyje, bo se żyje wolno i zje w spokoju i wysra sie kiedy ma taka potrzebę i pośpi jak i kiedy zechce, bo nawet łoża nie  ściela. To i cholesterol w normie i zaparć brak, a i sen zlekuje wszystkie bolączki.  A człowiek sie uszarpie, ucieko jak ta świnia w tym gnoju, co nawet ryja nie podniesie i na niebo nie spojrzy. Bo świnia na gwiazdach sie nie zna to i po co ma zadzierać, a człowiek choćby i nawet wiedział gdzie duży wóz i gwiazda polarna to na ten ryj pada i tylko ma jedno pragnienie – żeby noc była jak najdłuższa, a sikania jak najmniej. Dobranoc.”

    I znowu takie od A.

    „Poranny sygnał budzika w telefonie, automatycznie wywołuje intensywną prace mojego mózgu…jak podejść i jak zagrać , by leżące obok niewinne wątłe ciałko, wzrostu 128 cm nie zanienilo się w prawdziwego Hulka jak mu powiem, że pora wstać do szkoły!
    Z duszą na ramieniu i drżącym sercem, powolutku zaczynam miziać plecki wielkości deski do krojenia chleba, całować rączki i szeptać do uszka tak cicho ze sama juz nie słyszę  co szeptam ”  Syneczku…zbudź się aniołku mój” – czy jakoś tak. Po chwili widzę pierwsze oznaki nadciągajacego tsunami. Jedno wielkie ciemne oko,  większe niż cała twarz wyżej wymienionego osobnika gatunku niby ludzkiego, wypala mi dziurę w mózgu tak, że moja i tak heroiczna odwaga gaśnie z prędkością pedzącego  Pendolino trajektu Kraków -Warszawa przez Słomniki. Mózg mój, a właściwie trzęsąca się już galareta, ostatkiem sił jeszcze pracujących dwóch  komórek daje sygnał!!!…Kontynuując mówię cicho: ” Synuniu,  dziś piątek, ostatni dzień i jutro wolne. Zaraz Ci zrobię slodziutkie kakałko” – dodaje pospiesznie, no bo może to kakałko uratuje mnie i cały świat przed kataklizmem który może nastąpić w pokoju wielkości budy dla dużego Bernardyna.
    Duże ciemne oko jakby na chwile „zmartwiało” i przestało zamieniać mnie w galaretę. Patrzy nieprzytomnie przeze mnie. Moje napięcie i Boniego ( nie wiedzieć skąd się wziął obok) rośnie. Po chwili dziwnej martwej ciszy, cała reszta tego oka podnosi się powoli i odzywa się nad wyraz nieHulkowym głosem:  ” Dobze, kakałko z niebieską luleckom i klomecką z cuklem” …Och Yeahhh!!!!Świat uratowany!…Dom z mikropokojem stoi nadal…no i czas też niezły, 6:17 !!! Dobra …no to do szkoły. Jutro weekend …muszę zregenerować siły na przyszły tydzień!!! Dobrego dnia!”

    „Jak zwykle rano trudno wstać…szczególnie teraz, późną jesienią. Wtulona w ciepłe poduchy, słyszę jak pod drzwiami sypialni głośno chrapie   Boni…jemu też się nie chce budzić na zimny dzień. Myślę…wstaję. Po raz kolejny mruczę pod nosem ..że zimno i ta koza to już dawno winna być …no tylko kto by w niej palił o 6 rano….Spoglądam przez okno….Pięknie. Widać że zimno bo wszystko pokryte  białą mgiełką. Tata juz nie śpi…z salonu słyszę melodię świąteczną z reklamy Playa…Matko to już niedługo święta! Krzycze…” KAWĘ RÓB”…odkrzyczał…”NIE MA KAWY” …Dobra wstaje jadę po kawę, i do pracy…
    Dzień dobry …?❄”

    „ja to Cie nawet widze taka usmarkana przy tej budce….no i poczulam ten zapach obiadu…:)
    Z mojej szkoły podstawówki przez okna w oddali widac bylo moj blok i prawie niewidoczne – ale ja je widziałam – okna naszego mieszkania. Czesto zamiast sluchac na lekcji myślałam o tym jak tam w oddali, w moim domu Mama ksząta sie w kuchni, gotuje i pewnie smaży dla nas naleśniki, a na lodówce gra radio….. tak bardzo lubilam ten widok i ta błoga swiadomość że niedługo tam bede…w domu.  …Tak jakoś mi sie przypomniało z dupy i nie na temat:)”
    Dobrego weekendu moi Drodzy, w końcu upał!

  • podarunki 42 – mus mus


    Dzisiejsze podarunki sponsoruje jedna z moich ulubionych polskich marek dla dzieci..
    Cenię za genialną jakość, dopracowanie, wygodę.
    Mus Mus.
    Piżamy dla dzieci, koszule dla Mam, pościele, bokserki (nie znalazłam lepszych dla Benia niż te), figi, podkoszulki, tatuaże, plakaty… a od niedawna piękne kwietniki.

    Do wygrania  jedna dowolna pościel z oferty MUS MUS.
    Nagroda pocieszenia to dowolny zestaw tatuaży zmywalnych.

    Dodatkowo jest właśnie wakacyjna wyprzedaż do -20% w sklepie musmus.pl

    Piękne pytanie konkursowe wymyśliła dla Was właścicielka Mus Mus – Ania.
    Wyobraź sobie, że dostajesz w prezencie drugie życie. Takie dodatkowe. Z opcją, że w każdej chwili możesz wrócić do tego, którym teraz żyjesz. Kim chciałabyś/chciałbyś być, co zrobić, czego w obecnym życiu nie masz odwagi lub możliwości zrobić?
    Odpowiedź zostaw w komentarzu pod tym postem.
    Wyniki konkursu 17 go sierpnia.