Archive for Luty, 2018

  • konkurs literacki – wyniki część I

    Tak. Będzie wyników część druga…
    Wydawało mi się, wręcz byłam pewna, że przyjdzie czterdzieści, może pięćdziesiąt zgłoszeń..
    Do kawki lub do snu poczytam. Tak lekko, bez pośpiechu..
    Zgłoszeń przyszły setki. Były wiersze, krótkie opowiadania, felietony, powieści.
    Były rymy. Na poważnie, z przymrużeniem oka. O kobiecych tragediach, miłości. O kosmosie i planetach.
    Pisały kobiety, ale też niewyobrażalna ilość mężczyzn. Jeden nawet złośliwy, ale przeszedł bo dobrze pisał… 😉  Pisały dzieci, młodzież.
    Była bardzo duża ilość opowieści dla najmłodszych. Pięknych. Przy jednej oczywiście się wzruszyłam. I to już w połowie czytania.
    Dlatego moi drodzy, nie da się nagrodzić jednej. Pokazać światu jednej..
    Ten miesiąc przy takiej ilości nadesłanych prac był czasem niemożliwym do wybrania, a może bardziej do zdecydowania…
    Jednogłośnie wszyscy wybraliśmy jedną pracę, która jako pierwsza zostanie zapisana na papierze.
    Dzisiejszy zwycięzca.
    Jest to opowieść dla dzieci. Mamy wrażenie, jakby Ktoś pisząc ją kilka lat temu napisał drugą część mojej książki pt „Liść”.
    Mojej jeszcze wtedy nie było, a ja pisząc swoją nie miałam pojęcia o istnieniu tej.
    Przeczytałam ją cztery razy. I za każdym razem myślałam tylko o jednym „to trzeba pokazać ludziom, to zachwyca!”  I powiem Wam, że nie mogę się jej doczekać tak samo jak swoich..
    Już chciałabym żeby cały świat mógł czytać, a potem zamykać oczy i widzieć to wszystko. Myśleć nad tym. Analizować. To książka po której świat staje się lepszy. My stajemy się lepsi.
    Autorka jest psychologiem, terapeutą rodzinnym –  Joanna Plucha Zygadło. Jest Babcią, która napisała tę historię dla swojego wnuka Mieszka.
    Książka o tytule „nie do wiary” vel „Gucio” autorstwa Babci Asi wygrywa konkurs!
    Ilustracje do książki ponownie zrobi Katarzyna Goraj Stróżyńska.
    Poprosiłam ją o chociażby jedną na dzisiejszy dzień…
    Książka ta, to tydzień z życia Gutka. Każdego dnia skrada się za kimś innym. Za małymi, za dziwadłami, za spowolniałymi.. Rany! Jak ja ją pokochałam! Już chciałabym otworzyć okładkę i zacząć czytać Tosi i Beniowi…
    Przedstawiam Wam fragment książki „Gucio”. O Boże! Jak trudno wybrać fragment..

    „W te dni skradał się za SPOWOLNIAŁYMI, czyli naprawdę WOLNYMI. Oni wszystko robili powoli i od wielu spraw czuli się już wolni. Już nie musieli spieszyć się do fabryk i firm. Ich maleństwa stały się DUŻYMI i miały swoje maleństwa, i swoje własne życie. Sprawy, które kiedyś wydawały się niezwykle istotne, na przykład, żeby być kimś ważnym, silnym i bogatym, przestały już mieć znaczenie. Znaczenie natomiast nabrały zwyczajne rzeczy, że świeci słońce, że nie bolą nogi, że znajoma z dawnych lat napisała list. To dobrze, że jeszcze żyją, że rodzą się kolejni MALI, że skowronki śpiewają zupełnie jak przed wojną. SPOWOLNIALI, czyli naprawdę WOLNI coraz częściej żyli wspomnieniami, uśmiechali się do swych myśli i tęsknili do zdarzeń, przedmiotów, zapachów, smaków, a przede wszystkim osób, których już nie było. Przeminęli, jak wszystko. Siadali na ławeczkach, karmili sierściuchy lub dziobate, czekali na kogoś, komu można powiedzieć: „Kochanieńka teraz już nie ma takich zim jak dawniej, śnieg już nie jest taki bielutki i chlebek dziś inny – mniej smaczny.  I pączków prawdziwych już nikt nie piecze, kochanieńka”.
    (…)
    Najbardziej lubił słuchać ich opowieści o tym, co minęło i na próżno szukać tego dzisiaj. Te opowieści były jak kolorowe filmy. Można było zobaczyć je oczami wyobraźni i poczuć, jakby się było tam naprawdę. Prawdziwe wiejskie wesele, gdzie pary tańczyły oberka na zbitym z desek parkiecie, na pachnącym sianem świeżym powietrzu. Albo partyzantów skradających się wczesnym rześkim rankiem w poszukiwaniu leśnej kryjówki. Żołnierzy w ataku i rannych na polowych szpitalnych łóżkach. Dorożkę, i lampę naftową, i kataryniarza z prawdziwą małpką na ramieniu. I jeszcze wiele takich opowieści – wspomnień, którym Gutek przysłuchiwał się ukryty, jak prawdziwy partyzant, w pobliżu SPOWOLNIAŁYCH, czyli naprawdę WOLNYCH.”

    Ale prac równie dobrych było mnóstwo.
    Dlatego spośród tych setek zgłoszeń wybraliśmy jeszcze 27 tekstów. Po prostu, nie da wybrać się jednej.
    Niektóre mają po 400 stron, zatem potrzebuję jeszcze miesiąca, aby móc zaangażować w czytanie większą ilość osób, które pomogą w podjęciu decyzji.
    Do kolejnego druku z największą przyjemnością zaproszę jeszcze Kogoś z:
    Jestem zachwycona Magdaleną Schatt – nie pozwolę by zostało to w szufladzie, bądź w mailu. To tutaj płakałam…
    Mirandą Buczek  oraz Agnieszką Szalą – to moja wybitna trójka.
    Nie pozwoliliście mi nie przystanąć przy piórze… (przepraszam, że niealfabetycznie, ale to kolejność z kartek brudnopisowych. Kolejność ta, to kolejność nadesłanych prac.)
    Marlena Semczyszyn
    Karolina Król
    Justyna Bernadzik
    Aga Maga
    Magdalena Kuc
    Natalia Czaja
    Marika Buczyńska
    Kasia Przemek
    Łukasz Jodłowski
    Magdalena Węgiel
    Małgorzata Thiele
    Beata Baranowska
    Maria Świstak (autorka ma 10 lat)
    Patryk Bochniak
    Maja Rapalska
    Ludwik Loren
    Paweł Fic
    Ewelina Kuśka
    Ola Jankowska
    Agnieszka Pyzel
    Mashyna
    Hanna Grygielska Michalak
    Lucy Lech
    Marika Dunaj

  • osiągnięcia i oczekiwania.

    Opieram się biodrem o blat i piję kawę.
    Muszę już do cholery przestać je pić lub ograniczyć ich ilość, gdyż zdecydowanie mi nie służą.
    Jestem w stanie wyobrazić sobie wyjście z każdego nałogu,ale z kawy..?!
    Ta myśl ściąga mnie rano z łóżka.. Pozwala z jako takim entuzjazmem otworzyć oczy, zejść po omacku na dół i nacisnąć przycisk.
    Już ten charakterystyczny dźwięk mielonej kawy pozwala na uwolnienie endorfin, które są niezbędnym fundamentem szczęśliwej codzienności i w miarę znośnej matki czy żony..
    Opieram się tym biodrem, piję. Smakuję i wciąż cieszy tak samo. O każdej porze dnia.
    Dostaję wtedy wiadomość. Szesnasta czterdzieści pięć.
    „Postanowiłam, że skoro nic nie udało mi się w tym życiu osiągnąć, to chociaż schudnę.”
    Odłożyłam ten telefon dając sobie chwilę na przeanalizowanie tej informacji. Bo choć prosta w przekazie, nie tak już oczywista..
    O szesnastej pięćdziesiąt cztery odpisałam Jej – „A co to jest osiągnąć coś?”
    Tak krótko zapytałam, a pomyślałam sobie, że świat dziś oszalał.
    Wszyscy chcą osiągać. Można powiedzieć, że człowieka ocenia się dziś i szanuje po Jego osiągnięciach.
    Im więcej osiągnięć, tym niżej należałoby się kłaniać. To nic, że czasami skurwysyn w kościach tkwi, osiągnął i już. Naród pokłony w pas.
    Tym bardziej, skoro istnieje możliwość obserwowania wszystkich ludzi wokół, a nie tylko sąsiadów to wydaje nam się, że osiągają wszyscy.
    Człowiek się rodzi różny. I nie musi być pełen sukcesów i dokonań.
    Ach, czy w ostatecznym rozliczeniu często ten bez osiągnięć, nie okazuje się tym co szczęśliwiej i bardziej dokonał swego żywota?
    Prawdą jest, że gdyby nie Ci z pasją, nie cieszylibyśmy się dziś światłem, rozmową na odległość, koleją wąskotorową…
    Jednakże ten który tego dokonuje, rodzi się po części z taką misją. Robi i się nie zastanawia.
    Wydaje nam się, że tylko wtedy życie coś warte, gdy wielkiego dokona i w wielki dzwon uderzy, a dźwięk do każdego dotrze..
    A ono wcale warte więcej nie jest. Jest zaledwie tylko inne.
    Powiadają, że ludzi można podzielić tylko na dwie grupy. Że podział na poglądy polityczne, religijne, kulturowe, narodowościowe i względem wykształcenia są nic nie warte.
    Że człowieka można podzielić tylko na tego który dobry i który zły jest.
    Zatem osiągnięciem największym tego życia jest być po prostu dobrym człowiekiem.
    I myślę, że to jest najtrudniejsze i największe osiągnięcie.
    Ale jak już kto co zrobi, to ten pęd… żeby nie zaprzestać. Żeby osiągnąć więcej i więcej..
    A czasy takie, że obojętnie ile osiągniesz, zostanie szybko zapomniane.
    Żyjemy w świecie błyskawicznych informacji. Coraz więcej jesteśmy bodźcowani. Z każdej ze stron.
    Człowiek już dziś nie ma wytchnienia. Musi być na bieżąco i uzależnia się każdego dnia coraz mocniej.
    Od intensywności swojego życia. Od poczucia przynależności do bycia kimś, bycia widzianym, dostrzeżonym, pochwalonym.

    „Ile ludzi robiłoby dziś to co robi, gdyby nie istniała możliwość pochwalenia się tym?” – zapytała kiedyś moja Mama, która nie posiada facebooka, instagrama i ma problem z przesłaniem zdjęcia w nowym swoim telefonie…
    Jeżeli bywa, że ten cały świat „pokazywania” Kogoś naprawdę czyni szczęśliwym (ale tak naprawdę, nie z udawaniem nawet przed sobą samym), bywa, że jest czyjąś pracą, informacją dla rodziny, zapiskiem wspomnień..  Jeżeli jest tak, że Kogoś to nie uwiera, nie boli, nie drąży jego kompleksów, nie istnieje dla podniesienia samooceny to przecież dla ludzi jest..
    Jeżeli jednak żyłbyś inaczej, to zacznij żyć..
    Nie osiągaj na siłę, bo świat osiąga…
    Żyj swoim tempem, swoimi potrzebami.. Żeby nie okazało się, że życie się skończy, a ty nie miałeś czasu żyć, bo życie swoje żyłeś pod oklaski świata internetu, czy oczekiwań osiągnięć dzisiejszej społeczności..

    Czasami się zapomnę. Bardzo się wtedy nie lubię.
    Jak ostatnio gdy postanowiliśmy zmienić auta na nowsze.
    Poszukiwań było wiele. Nawet ku zaskoczeniu przed sobą samą, szukałam nowych aut w salonach. Ba! Już nawet byliśmy mocno zdecydowani, kiedy usiadłam i mówię do męża..
    Po co? Po co mi nowe auto? Świat konsumpcjonizmu nas pochłonął. Całkowicie.
    To, które mam jest duże jak lubię. Ma wielki silnik jak lubię. Grzeje i chłodzi. Muzyka gra.
    Odpowiedź była prosta, jakiś nieuzasadniony pęd oczekiwań społeczeństwa, pęd za kolejnym, lepszym…

    Pamiętam sklep na Floriańskiej. W Krakowie. Rok 1999.
    Na wystawie sklepu Orsay wisiały fioletowe spodnie. Sztruksowe dzwony. Ale ten dzwon na dole był nie byle jaki! Wielki, szeroki taki. Kosztowały 169 zł. Po kilku tygodniach chodzenia tam i mierzenia przyszedł dzień zakupu.
    Przez dokładnie rok prałam je w środy i soboty. Kładłam w nocy na żeberkowy kaloryfer by do rana wyschły. Na górę miałam różnie. Pamiętam czerwony sweter, koszulę, kurtkę taką też wyczekaną z New Yorkera.
    Buty HD zawsze. Te spodnie, przez cały rok i długie późniejsze lata, cieszyły mnie tak samo za każdym razem gdy je zakładałam.
    Dziś mam niezliczoną ilość spodni, sukienek. Wszystkie cieszą tylko w chwili zakupu.
    Świat oszalał. A ja marzę a żeby już nie brnąć w to szaleństwo bardziej.
    Wszyscy chcą osiągać. Finansowo, artystycznie, w statystykach..
    Im więcej mamy, to tak naprawdę mamy o wiele mniej.
    Świat idzie w bardzo złym kierunku… Wszechobecnej presji osiągnięć.
    A człowiek dla siebie musi osiągać. Nie dla poklasku czy presji społeczeństwa. Bo wypada przecież coś w życiu osiągnąć.
    Jedno z moich ulubionych kont na instagramie to „magdallife”.
    Nie ma na zdjęciach filtrów, ustawionych kaw. Jest życie.
    Jest film jak się rodzi mała kózka. Jak sprzedają ryby przed świętami. Jak ciągle te kaczory gonią kury.
    Ile jajek dziś się udało zebrać. Co zakwitło. Faworków pełen kosz i Wigilia na sianie w stajni.
    I te filtry, kawy, osiągnięcia medialne, to wszystko jest piękne! Bywa piękne! To jest sztuka, zdolności, talenty… Ale ja osobiście wolę jak Oni tam tym podbierakiem karpia łowią..
    Do takiego świata mi bliżej..
    I jak Komu jest do czego innego bliżej niż świat oczekuje, to niech idzie swoją drogą.
    Niech za osiągnięcie ma, że się nie zdenerwował dziś, że upatrzył radość w czymś, w czym inny czasu nie miał upatrzeć..

    Zanurzam usta w kolejnym łyku kawy i dostaję od Niej wiadomość
    „Pojechałam dziś do pracy autobusem i uśmiechałam się do siebie jak głupia. Jaka to jest wolność jechać tym autobusem, a potem spacerem przez miasto do pracy, zwłaszcza jak pogoda ładna.”
    (Dodam, że Ona nie ma internetu w telefonie, gdy nie ma WI-FI, zatem nie skrolowała w autobusie).
    Myślę sobie, że największe osiągnięcie to nie zgubić radości życia, cokolwiek się robi.
    Jak się zgubi to odszukać, jak się ma to pielęgnować.
    I z potrzeby swojej duszy, nie ulotnego nam świata i jakże bardziej ulotnego internetu..

    Na szczęście wolno piję kawę i zostało mi jeszcze kilka łyków,
    gdy dołączyłam do planszowej gry z dziećmi..
    Odłożyłam telefon.

  • #jaguarkatowice


    Lubię jak coś się zmienia, ewoluuje.. bo tak w życiu człowieka już  jest, że ten żywot płynie.
    Początkowo byłam blogerką dziecięcą, potem przeszło na wnętrza, książki, ubrania. Teraz Ktoś wypatrzył, że ja tę motoryzację wielbię…
    I choć najbardziej kocham się w zabytkach, staruszkach takich, to lubię zobaczyć co się w dzisiejszych czasach trzyma klasyki, estetyki, wygody.
    Dlatego po tygodniu pielęgnowania dzieciątka z gorączką, miło było pomalować usta, wciągnąć rajstopę i wyjść do świata.
    Spotkać się z dziewczynami, posłuchać dobrego brzmienia, pogadać z  podobnymi sobie  pasjonatami.
    Powygłupiać się w środku nowego Jaguara wraz z dwoma nieznajomymi kobietami, które akurat jechały na manowce i z chęcią się z nimi zabrałam.
    Miałam przyjemność rozlosować moje książki. 
    Bardzo miły wieczór z lampką wina i dobrym towarzystwem na premierze E-PACE’a 
    Jestem z tych kobiet, które rozglądają się na drodze nie tylko za znakami, ale również mocno za samochodami.. Cenię sobie nietuzinkowość w wyborze. Są modele aut, których jest już na drogach bardzo dużo. Nowy E-PACE to rewelacyjny wybór dla tych którzy oczekują czegoś dobrego, ale równie ważne jest dla nich by nie zginąć w tłumie.
    Choć ja kupiłabym go przede wszystkim na przeszklony dach i możliwość patrzenia na chmury przez dzieci kiedy zasypiają w fotelikach…
    I zauroczyła mnie czarna tapicerka przeszywana czerwoną nitką…
    Ach, nie!! Duży i mały jaguar biegnący po przedniej szybie.. Taka kropeczka nad i.

    _________________________________

    www.ba-silesia.jaguar.pl
    https://www.facebook.com/MMCarsPremium/