Archive for Marzec, 2019

  • no bo gdzie…?

    Gdzie zaczyna się historia?
    No bo czy historia moich dzieci zaczyna się wtedy, gdy Ich tata wypatrzył mamę w sklepie motocyklowym?
    Wtedy jak twierdzi, gdy jadłam śledzia. A ja śledzi nienawidzę.
    Pamiętam ten dzień. Śledzie jadła Kaśka i wszędzie jej to przestawiałam, bo już sam zapach doprowadzał mnie do mdłości. Miałam na sobie brązowe, wełniane ponczo od Madzi. Z frędzlami. 
    A może historia zaczyna się w remizie na której dziadek wypatruje babcię. Choć wtedy ani babcią ani dziadkiem nie są. Ona jest piękna i młoda. Z bujnymi włosami. W stroju, który Mama uszyła jej po nocach. On przystojny i z tarpanem.
    A może w ten zimowy dzień, gdzie welon porywa wiatr Pannie Młodej, gdy wychodzą przed kościołem z auta. I oni też wcale dziadkami jeszcze nie są.
    Może historia moich dzieci sięga w miejsce gdzie tak naprawdę nikt nikogo nie spotykał, a spóźnił się jedynie pociąg. I wsiadając do kolejnego, życie już przybrało zupełnie inną drogę. Choć jechał w tym samym kierunku, a jedynie spóźniony.
    Może historia moich dzieci zaczyna się tam, gdzie postanawiałam zamknąć pewne drzwi.
    I te kolejne, które otwarłam są głównym początkiem historii moich dzieci?
    Może sięga ona czasów, gdy pradziadek Stasiek potrafił mówić po niemiecku gdy wojsko załomotało nocą w drzwi. Bo gdyby jeden z ludzi, zastąpiony był innym, to czy historia byłaby tą? Gdyby życia wtedy nie ocalił?
    A wtedy? Gdy do późnych godzin nocnych pradziadek Józek przy maszynie stał? A wióry na kuchnię leciały? Czy ta praca jednym z filarów tej historii się nie stała?
    A może ta historia to wszystkie stracone szanse? Bo gdyby stracone nie zostały to inna by historia z nich powstała? 
    Może Ich historia to wszystkie niespełnione marzenia?
    Może nie moje i nie dwóch pokoleń wstecz, tylko kogoś z roku 1890?
    Może tamta historia zaważyła najbardziej? Bo gdyby je faktycznie zważyć? Porównać? Przyłożyć linijkę i po milimetrze liczyć?
    To czy te wspomnienia, los i dzieje tych dziesięcioleci i całkiem świeże kształtują Ich historię?
    Bo bywa przecież, że patrzysz na człowieka i w głowie się nie mieści, że on z tej rodziny, że w tym domu wychowany… Szukasz w pamięci do kogo mógł się wrodzić i… nie znajdujesz… Więc czy człowieka nie kształtuje czasami los, którego nasza pamięć nie sięga?
    Dzieje, perypetie, długo kształtowany byt, przypadkowy traf, śmierć i nieplanowane narodziny.
    Decyzje słusznie podjęte i te bez racjonalnego wytłumaczenia.
    Czasami zastanawiam się patrząc na moje dzieci, gdzie zaczyna się ich historia…?
    I choć sięga ona miejsc, dat i chwil których pewnie nie poznamy, to ja jakoś najbardziej widzę ten dzień gdy On wypatruje mnie z tym śledziem. Których ja nienawidzę.
    Ale może dlatego, że On śledzie bardzo lubi.

  • podarunki 50


    Słuchajcie, jeżeli u mnie jest dużo konkursów to znaczy, że coś się kroi..

    Że poza blogiem nad czymś pracuję..
    Myślę, że już za tydzień będę mogła zdradzić Wam sekret, co to jest…
    Dziś zostawiam Wam wyniki ostatnich podarunków. I nie ukrywam, że wybór był okropnie trudny.
    To jakie macie pomysły, zdolności do pisania, wrażliwość, mądrość życiową, empatię…
    Zwycięzcę poprzedniego konkursu wybrała właścicielka. Ale to na końcu.
    Dziś nie będzie wcale nudniej. Czytam Wasze odpowiedzi konkursowe na tak fajne pytania z wypiekami na twarzy. 
    Poprzez te pytania jakie tutaj padają, wiem, że wielu czytelników wchodzi w komentarze pod konkursem, bo to piękna lektura. 
    W ten piękny poniedziałek sponsorem nagród, bo będą aż trzy (!) jest sklep BOTANIQ.
    I ośmielę się stwierdzić, że to jeden z najpiękniejszy sklepów eko jaki widziałam.
    Wizualnie strona jest dopracowana, dopieszczona. Ciekawa, jasna, przejrzysta.
    Dobór kosmetyków starannie przemyślany. Nie ma tam kompromisów.
    Jest jedynie natura i mineralne składniki.
    Bo coraz bardziej należy się zastanawiać nas tym jak żyjemy.
    Nie trzeba mieć mnóstwa pieniędzy aby żyć zdrowo. Trzeba być świadomym.
    Bo kosmetyki można zrobić też w domu samemu za grosze. 
    Czy wiecie, że 60% tego co wcieramy w skórę dostaje się do krwiobiegu i wpływa na zachodzące w organizmie procesy, a nawet na rozwój płodu i przenika do mleka matki?
    Czy wiecie ile sztucznych konserwantów, barwników, substancji zapachowych, parabenów, PEG-ów, SLS, SLES, silikonów i substancji ropopochodnych jest w każdym kosmetyku jaki posiadacie?
    Oczywiście jedni mogą machnąć ręką. I ja też rozumiem, każdy z nas ma inny konik w życiu.
    Coś innego jest dla niego istotne. Ja akurat mam tak z jedzeniem i kosmetykami.
    Ale wracając do tematu… Jeżeli Ktoś ma podobnego fioła jak ja, polecam BOTANIQ i nie dlatego, że jest dziś ich konkurs, a dlatego, że coś na ten temat już wiem i mocno zagłębiłam się w produkty i składy tego sklepu. Jedna z jego właścicielek jest dla mnie ogromną kopalnią wiedzy oraz inspiracją w określeniu człowieka jako „znawcę tematu”.. Tylko Ktoś z pasją może stworzyć coś wiarygodnego…
    Moi drodzy, zapytanie konkursowe zostało stworzone przez właścicielkę…
    Mów i myśl o sobie dobrze. Zachęcaj siebie do rozwoju, do dbania o siebie samą, czasu tylko dla siebie i pozytywnego myślenia 🙂 Bo przyjaźń z samym sobą to najlepszy związek 😉 I prośba do Dziewczyn, żeby w ramach konkursu napisały o sobie w kilku słowach. O swojej kobiecości. Co w sobie lubią, w czym są dobre, jakie mają talenty i pozytywne cechy charakteru 🙂 Lub w jaki sposób spędzają czas ze sobą, co lubią robić tak tylko dla siebie..”
    Do wygrania 3 zestawy kosmetyków różanych Make Me Bio. (woda, krem i serum. link do nich tutaj.)
    I dodatkowo (do 31.03) dla czytelników kod rabatowy „GARDENROSES”, naliczający -10% na cały asortyment drogerii BOTANIQ.

    Wyniki konkursu 25 go  marca pod tym postem.


    Wyniki podarunków 49 to:
    Kasia, która wyjedzie z synową do Honfleur. Proszę o kontakt do mnie na maila julia.rozumek@gmail.com
    Gratuluję.

  • poranny rytuał.

    Moi Drodzy, dziś od rana robię w ziemi.
    Niewyjściowa taka, że aż strach nawet przy komputerze siadać. 
    Biorę w rękę kawałek chlebka bananowego, który upiekłam rano, smaruję go marmoladą i lecę dalej.
    Wam zostawiam, stojąc tu na jednej nodze przed monitorem, tekst mojej Kamili, który myślę, może być nawiązaniem do mojego ostatniego posta o młodości..
    Napiszę Wam jeszcze szybko o tym, że żyjemy w czasach w których nie jest trudno znaleźć koleżankę do ploteczek przy kawie, zakupów, rozmów o nowościach i trendach… Koleżanek z którymi można oglądać najnowsze seriale na netflixie, jedząc popcorn i nachosy do rana…
    Dziś rano wrzuciłam z Madzią przyczepkę pełną ziemi z gnojem spod stadniny, które przewiozłyśmy do moich donic na warzywa. W deszczu, gumiakach.. Z łopatami i widłami. 
    Ach, ile dżdżownic… piękne, okazałe. Co to będzie za ziemia! Co to będą za marchewki!
    Dzwonię do Madzi i mówię – Madzia, potrzebna będzie jeszcze jedna przyczepa.
    Na co Madzia odpowiada – to jutro rano zaś Jula się spotkamy. Zrobimy sobie taki poranny rytuał ciepania gnoju. I wiecie co Wam powiem… Nigdy nie myślałam, że w tym dorosłym życiu uda mi się spotkać i zaprzyjaźnić z Kimś, z Kim będę robić rzeczy niezwykłe.
    Bo wrzucanie łopatami gnoju w pełnym deszczu, na przyczepkę, jest nieopisaną przyjemnością.
    A teraz zostawiam Was z moją Kamcią i jej opowieścią.
    A ja zmykam do grabi.

    „Wakacje zaczęły się od rozstania. Nie żeby była to wielka miłość, przynajmniej nie z jego strony, ale była to jakaś stała w jej młodym życiorysie. Taki trik psychologiczny, im mniej mu zależy tym bardziej ona zabiega. Był męski, wysoki, ładnie zbudowany, taki typ, że jak  ramieniem obejmie to nic już nie jest straszne. Tylko mało z nią rozmawiał i miał inne sprawy poza nią, a ona o niczym innym nie myślała, tylko o tym, żeby zamieszać z nim w małym domku na wsi, takim z zazdrostką w kuchennym oknie i forsycją w ogródku. Żeby mogłą być z nim sam na sam w letnie wieczory, słuchając cykania świerszczy oganiać się od komarów i popijając zimne piwo wypatrywać spadających deszczem gwiazd . Chciała zasypiać wtulona w jego ciepły silny tors. Chciała mieć z nim dziecko. Nigdy nie marzyła się jej kariera, pieniądze ani sukcesy. Chciała mieć szczęśliwy dom. Taki, do którego nie będzie strach wracać. Taki gdzie nie ważne czy zagraniczne wakacje czy ognisko nad stawem najważniejsze, że  będą razem, szczęśliwi. Nie da się jednak planować miłości jednostronnie jak pisał Boy-Żeleński „w tym cały jest ambaras”. Przyszło to lato właśnie, on zawsze chodzący swoimi ścieżkami postanowił wyjechać do pracy. Włosy miał wtedy dłuższe niż zwykle i opalony był bardzo. Patrzyła na niego przez zakochane oczy, był piękniejszy jakiś, miły i czuły jak nigdy dotąd. Kiedy wsiedli do samochodu, którym odwoził ją na stację już wiedziała, że to koniec, że on ucieka a ona nic nie może zrobić. Jak ten pies, który czuje że właściciel planuje porzucić go w najbliższym lesie-ona też wiedziała. Odprowadził ją na peron, zapowiedzieli jej pociąg. Jeszcze raz zmierzwiła mu włosy, dłonie zjechały na jego plecy zatrzymując się w talii. Jeszcze raz przejechała ustami po jego szyji, wciągając nosem zapach jego skóry. Zdążył jeszcze wyszeptać dwa kłamstwa-„zadzwonię” i „do zobaczenia”, „kocham cię” nie przeszło przez gardło. Syk otwieranych drzwi rozdzielił ich na dobre. Nogi jak z ołowiu zdołały wspiąć się po schodach. Sygnał,”odjazd” zakrzyknął nosowym głosem konduktor. On nie czekał aż pociąg ruszy, odszedł w stronę samochodu, a wraz z nim cały jej plan na ich wspólne szczęśliwe życie. Wszechświat jakby wiedział kiedy ona pragnęła czegoś zbyt mocno i zawsze jej to zabierał. Tak jak  przeczuwała, nie odezwał się już.”