Archive for Maj, 2019

  • drewno kiedyś, dziś, jutro…

    Po dosyć intensywnym tygodniu podróżowania, siadam z zieloną herbatą do komputera by nadrobić zaległości.
    Za mną piękny wieczór z Joanną Jax i czytelniczkami, druk książki „pod ziemią”, przedstawienie, które razem z Radą Rodziców gramy w przedszkolu, spotkania z dziećmi i młodzieżą w szkołach, z okazji tygodnia bibliotek
    m.in „czytanie na przerwie”, „światowy dzień książki i praw autorskich”, „szczęście w moich oczach”… 

    Dziękuję za zaproszenia i tych niespotykanie grzecznych, aktywnych młodych słuchaczy.


    Jako, że zostało mi półtora dnia przed odlotem, muszę zacząć prania, odprawy itd…
    Bo samo spakowanie na podróż nie jest trudne i czasochłonne..
    Jednak zostawienie dzieci na tydzień, dla mamy, która chce mieć świadomość, że o niczym nie zapomniała, nie jest już takie proste..
    Chałki popieczone i zamrożone. Wiem, wariat! 🙂

    Już jakiś czas, mam w mailu wypracowanie Emilki, mojej siostrzenicy, które jest po prostu piękne.
    Zresztą zwyciężyła nim w konkursie pt „Drewno kiedyś, dziś, jutro” zajmując II miejsce.
    Forma była dowolna. Myślę dziś, jak trzeba napisać, aby spośród tylu form, czytanie było ciekawe…
    Ktoś pomyśli „już mi się chce czytać wypracowanie”…
    Uwierzcie mi… Warto. Bo to wiedza i niezwykła mądrość.
    Aż dziw, że u tak młodego człowieka.
    Ach, no i talent..
    Pogrubiłam fragmenty, które są dla mnie wyjątkowe.
    Wypracowanie to złe słowo, to piękny felieton o drewnie.
    To opowieść, historia.
    Pomiędzy tym całym wielkim worem miliona informacji dotyczącym tego co tu i teraz, oderwijcie się na chwilę, proszę i poczujcie zapach tego drewna.
    Myślę, że tym tekstem mogłaby rozpoczynać się książka „domy bezdomne”, ale tym razem w wersji nie ceglanej a drewnianej..

                                                              „ Drzewo jest mocniejsze niż lew i niż wół,
                                                                Drzewo nawet przerasta żyrafę,
                                                                A człowiek jak zechce, to zrobi z drzewa stół
                                                                Albo drzwi, albo nawet szafę.”      

                                                                                                                           Jan Brzechwa

     

    Drewno od tysięcy lat stanowi integralną część życia człowieka. Niewątpliwie materiał ten był niezbędny do funkcjonowania populacji ludzkiej. Jego obecność powodowała rozwój cywilizacji na wszystkich kontynentach,
    na przestrzeni dziejów.

              Już w czasach człowieka prehistorycznego drewno jako opał było niezastąpionym materiałem. Ognisko dawało ciepło, światło odstraszało dzikie zwierzęta. Można było również przyrządzać na nim potrawy. W tamtych czasach powstały pierwsze narzędzia do polowania – oszczep, maczuga.
    Z biegiem czasu wykorzystywanie drewna jako surowca znacznie się rozszerzyło. Drewno od najstarszych czasów używane było jako surowiec
    do wytwarzania różnego rodzaju broni tj.: łuki, włócznie, oszczepy, wieże oblężnicze, systemy fortyfikacji grodów. Z niektórych rodzajów  drewna korzystano tak intensywnie, że doprowadziło to niemal do całkowitego zaniku poszczególnych jego gatunków. Dobrym przykładem jest tutaj cis, który
    ze względu na swoje właściwości bardzo dobrze nadawał się do produkcji łuków. Już nasi przodkowie w XV wieku zauważyli potrzebę ochrony tego gatunku. Myślę tu o królu Władysławie Jagielle, który aby zapobiec wycinaniu cisów w 1423 roku wydał statut ochraniający to drzewo. Statut ten brzmiał następująco: „ Jeśliby kto wszedłszy w las, drzewa które znajdują się być wielkiej ceny jako jest cis albo im podobne podrąbał, tedy może być przez Pana albo dziedzica pojman, a na rekojemstwo tym którzy oń prosić będą ma być dan. Tym że obyczajem w gajach gdzie mało lasów ma być zachowane”.

             Dziś trudno sobie wyobrazić świat kultury i sztuki bez rzeźbiarzy
    i architektów, którzy  zawsze mocno interesowali się surowcem drzewnym. Znamienite tego przykłady znajdziemy na każdym kontynencie, a z naszego rodzimego podwórka przychodzi mi na myśl ołtarz Wita Stwosza wykonany w roku 1477-1489. Konstrukcja powstała z twardego dębu, tło wykonano
    z lżejszego, ale równie mocnego modrzewia, a figury wyrzeźbiono w miękkim i elastycznym drewnie lipowym. Do tej pory rzeźba ta budzi szacunek i podziw wśród turystów z całego świata.

             Nie tylko rzeźbiarze i architekci widzieli w drewnie duży potencjał, również artyści, którzy kochali muzykę ponad wszystko, tworzyli z niego instrumenty. Na miano wielkiego wirtuoza i konstruktora w pełni zasługuje Antoni Stradivarius. Jego skrzypce wykonywane były z drewna klonowego oraz świerkowego i do dnia dzisiejszego  są jednymi z najbardziej cenionych instrumentów na świecie. Posiadają bardzo dużą wartość rynkową.

             Z wielkim żalem stwierdzam, że przeminęła epoka rękodzieła i rzemiosła.
    W dzisiejszym świecie do wytwarzanych sprzętów i przedmiotów nie przywiązuje się wielkiej wagi. Są tanie, awaryjne, pozbywamy się ich bez sentymentu. Zadziwiające jest, że w dzisiejszych czasach, kiedy technika i technologia jest na takim wysokim poziomie, nie potrafimy dorównać starym mistrzom. Wiele tajemnic zabrali do grobu.

             Nie mogę pominąć bardzo ważnego aspektu –  drewno jest głównym surowcem przy produkcji  papieru. W Europie przed wynalezieniem papierni, papier był dostępny jedynie jako drogi, arabski produkt z importu. Już wkrótce stał się on  towarem popularnym i tanim produkowanym na miejscu . Dzięki temu, dziś możemy korzystać z prasy, ogólnodostępnych książek i wielu innych wyrobów papierniczych. Słowo pisane stało się ogólnodostępne, a co za tym idzie, wiedza stała się powszechna.

     

    Należy także zwrócić uwagę na  rozpowszechnione użycie drewna
    w budownictwie np. szałasy, budowle mieszkalne, obronne, a także mosty
    i konstrukcje techniczne. Od zarania dziejów surowca tego  używano
    do budowy okrętów – wiemy o cywilizacjach, które korzystały ze statków i łódek już kilka tysięcy lat temu (Fenicjanie, Grecy). Bez udziału pełnomorskiej, drewnianej floty Krzysztof Kolumb nie odkryłby Ameryki, chociaż ponoć Wikingowie byli tam kilka wieków przed nim, również na drewnianych łodziach. Państwa, które posiadały umiejętność  budowania dużych, drewnianych, pełnomorskich statków zakładały kolonie na całym świecie, panowały na morzach, stawały się światowymi mocarstwami. Drewno wybitnie wpływało na losy wszystkich państw na globie.

    Obecnie Polska jest szóstym producentem i czwartym eksporterem mebli na świecie. Od 2015 roku wartość produkcji mebli wzrosła o 8% co stanowi kolejny rekord. Wśród światowych producentów mebli nasz kraj awansował z 10 miejsca na 6. Meble są czwartą największą grupą eksportowaną z Polski, a zarazem pierwszą w saldzie w obrotach zagranicznych w 2016 roku.

             Nie do przecenienia jest również rola drewna w budowie wszelkiego rodzaju transportu do przewozu towarów i ludzi. Coraz większe zapotrzebowanie na surowiec drzewny spowodowało, iż zaczęto myśleć o racjonalnej gospodarce leśnej (XVIII wiek).

              Dziś wielkim sentymentem napawa zwiedzanie skansenu. Dociera
    do nas, że sprzęty, które kiedyś zdobiły i pomagały w życiu, często bardzo przemyślnie skonstruowane zaczęły odchodzić w zapomnienie. A przecież chata drewniana była miejscem, gdzie wszystko stawało się symbolem: skrzypnięcie drewnianych drzwi, stukanie do drewnianego okna szarzejącym, rannym świtem, pochylenie głowy przechodzącego przez niski otwór drzwiowy, wysoki, drewniany próg, na którym gospodyni siedząc okrakiem dojadała resztki płonej zupy drewnianą łyżką…

              Rewolucja przemysłowa i nowe możliwości produkcji wyparły drewno jako surowiec zastępując je np. metalem. Rozpoczął się czas produkcji wielkoprzemysłowej i masowej. Również wynalezienie wszelkiego rodzaju tworzyw sztucznych usunęło z wielu dziedzin budulec drewniany (meble, sprzęty użytku codziennego, drzwi i okna z PCV). Mam tu na myśli czasy po II Wojnie Światowej, począwszy od lat 70-tych. Zadziwiające, jak łatwo ludzie odsunęli się od natury i zachłysnęli nowinkami technicznymi… nowinkami, które teraz okazują się bardzo niezdrowe, czy wręcz niebezpieczne dla życia człowieka. Od początku obecnego stulecia można zauważyć trend, gdzie powraca się do użytku drewna w wielu dziedzinach życia.
    W obecnych czasach naturalne drewno zawarte jest w różnych przedmiotach codziennego użytku. Są one wysoko cenione i nad wyraz kultowe.
    Niektóre gatunki są obecnie trudno dostępne.

              Współcześnie niewielu ludzi może sobie pozwolić na mieszkanie
    w domu, który jest  zbudowany z drewna. A przecież udowodnione jest,
    że mieszkańcy takich domów żyją dłużej i są zdrowsi. To zasługa dobrego obiegu powietrza, właściwej wilgotności, a także działania olejków eterycznych wydzielanych przez drewno. Żywica drzew iglastych działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybiczo, ułatwia też oddychanie.

           W wysoko rozwiniętych krajach, gdzie świadomość ludzi jest coraz większa, dbanie o lasy jest podstawą gospodarki. Mocno angażujemy się, by były one zadbane i dobrze prowadzone. Lecz niestety mało kto zdaje sobie sprawę, że w państwach obszaru równikowego prowadzona jest rabunkowa gospodarka lasów. Przyczyniamy się do tego również my, kupując przedmioty wykonane z drewna egzotycznego (wycinanie lasów Amazonii ). Jest to z naszej strony hipokryzja oraz brak świadomości ekologicznej. Wszystkie państwa powinny zaangażować się w ochronę rozporządzania lasami. W przyszłości nasza Planeta może zostać mocno poszkodowana przez naszą ignorancję i brak wiedzy. Często słyszymy, że ludzi to nie obchodzi, bo za 50 lat ten problem
    nie będzie już ich dotyczył. Ale człowiek światły i myślący wie, że zostawia Ziemię dla kolejnych pokoleń i musi zaszczepić w swoich dzieciach szacunek i poczucie odpowiedzialności.

    Mam to szczęście wychowywać się w rodzinie mocno związanej
    z drewnem – pradziadek po wojnie miał zakład stolarski i wykonywał ludziom pokiereszowanym przez los drzwi i okna do ich nowych domów, które powstawały na zgliszczach i ruinach, jakie pozostawiło po sobie ciągnące się przez Europę nieszczęście. Dziadek rzeźbił skrzynie do zegarów, aby te mogły
    w czasach komuny wybijać ludziom czas i ozdabiać ściany smutno – szarej egzystencji. Tato natomiast  – leśnik z wykształcenia – zawodowo zajmuje się renowacją antyków dając starym przedmiotom nowego ducha. Dzięki dziadkowi i tacie życie moje toczyło się w drewnianych domach, gdzie podczas wiatru miarowo skrzypiał strop, a w księżycowe noce kornik wiercił kolejną dziurę w belce. Żyję w zgodzie z naturą, dlatego powyższy temat jest niesłychanie bliski mojemu sercu. Zostałam wychowana w poszanowaniu do tradycji, kultury i pracy ludzkich rąk, dlatego też marzę, abyśmy  we współczesnym konsumpcyjnym świecie, pełnym blichtru betonu i plastiku
    nie zagubili w sobie umiejętności docenienia tego, co wynaleźli i czego dokonali nasi przodkowie.

               My młodzi ludzie XXI wieku zapatrzeni w ekrany telewizorów, żyjący
    w fikcyjnym świecie gier komputerowych, śpieszymy ku kolorowym mirażom dobrego bytu. Marzenia nasze krążą wokół wielkich, szklanych domów, szybkich samochodów, luksusowych sprzętów, bogatych ludzi skrytych za maskami modnych złudzeń.

    A może warto stanąć w tym biegu?

    Zatrzymać się na chwilę?

    Wyłączyć telefony komórkowe?

    Napełnić się leśną ciszą…

    Przestać wreszcie narzekać na brak czasu, pieniędzy, niespełnionych marzeń…

    Bo nie tak, bo za mało, bo po co, dlaczego….

    Nauczmy się dostrzegać piękno, które nas otacza..

    Spójrzmy na drewniane przedmioty dawnego użytku i przenieśmy się mentalnie w odległe czasy, znajdźmy odrobinę sentymentu do tego, co wiekowe, stare, wysłużone, zaciągnijmy zapachem skansenowskich mebli, zadumajmy nad ulotnością chwili i  doceńmy każdą drewnianą rzecz wywołującą falę wzruszeń – ona to bowiem jest zapisem dawnego życia.

               Nie mamy wpływu na przeszłość, ale dzięki doświadczeniu i wiedzy minionych pokoleń możemy uratować przyszłość.   

     

     

  • Bauman

    Kiedyś wspominałam Wam o filmie dokumentalnym „Szwedzka teoria miłości”..
    Mówi on o życiu, jakie powstaje kiedy każdy jest niezależny. 
    Kiedy nie potrzebujemy innych ludzi do istnienia. Nawet nie tyle do rozmów czy gościny, ale przede wszystkim do pomocy.
    Chodzi o to, że świat opiera się i funkcjonuje dzięki temu, że ludzie coś od siebie potrzebują, oczekują, chcą..
    To łączy. Jest fundamentem.

    To film, który nie zafascynował mnie na początku, ale mijają lata, a ja mam wciąż go w głowie..
    Często o nim myślę, cytuję..
    Nasz świętej pamięci, wspaniały Zygmunt Bauman, pięknie mówi tam o szczęściu..
    Że dziś, w świecie niewyobrażalnego komfortu popadamy w skrajne nieszczęście..
    Gdyż zbudowanie szczęścia jest możliwe tylko wtedy, gdy pokonujemy problemy, przeciwności losu..
    Ocieramy się o prawdziwe problemy.
    Ten piękny fragment filmu i mądrość Baumana Wam zostawiam. Na weekend. Na przemyślenie.
    Warto.
    Film w całości warty obejrzenia. Pokazuje funkcjonowanie społeczeństwa Szwedzkiego.
    W jakby drugiej części filmu, jest historia Szwedzkiego chirurga, który wyjeżdża do szpitala w Etiopii i pokazuje jak pomaga/leczy w skrajnych warunkach. Bez narzędzi, lekarstw. 

    Bauman był Żydem. Gdyby w czasie II wojny nie uciekł z rodziną do Związku Radzieckiego, to bardzo prawdopodobne, że świat nigdy nie poznałby Jego niezwykłych spostrzeżeń, nauk, myśli..
    Ile, ile tych niezwykle mądrych głów spłonęło jeszcze w komorach?

  • czasami…


    Czasami się zdarza…
    Czy przez przypadek? hmm…
    Z pomocą losu dobrego…?
    Możliwe.. 
    Lecz najbardziej zdarzyć się może z chęci człowieka. Jego pracy, wytrwałości.
    Zakładając bloga, lata temu, nigdy nie myślałam, że doprowadzi mnie ta droga do książek.
    Swoich i cudzych.
    Choć lubiłam czytać od zawsze. Pomijając szkoły, gdzie lektur przeczytałam kilka. A gdy ginęłam w książkach, to były to zgoła inne tytuły. Ważne, aby w tych tytułach jednak ginąć.
    Z biegiem lat popadam w nałóg.. Z dnia na dzień jestem coraz mocniej uzależniona.
    Im więcej ich czytam. Im więcej się dowiaduje, im mocniej przeżywam, im bardziej mnie unosi, tym większą mam ochotę na kolejne i kolejne..
    Każdą wolną chwilę poświęcam na czytanie.
    Czytam po nocach, wstaje z oczami do których należałoby włożyć przysłowiowe zapałki.
    Za tydzień lecę do mojej przyjaciółki na Cypr. Taki wyjazd bez dzieci. Kamila, plaża, książki i ja.
    Mój mąż wtedy na rajdzie, a z dziećmi najlepsi Dziadkowie na świecie, dzięki którym mogę pozwolić sobie na luksus wypoczynku, jaki był gdy miało się naście lat.
    Choć moja Mama, kiedy Jej dziękuję, mawia, że cóż z tego, że Oni by zostali, gdybym nie miała do kogo jechać. I nie chodzi tutaj akurat o Cypr, a o ludzi. Że pomimo dzieci, odległości czy innych wydarzeń życiowy, o ludzi trzeba zabiegać, dbać, pamiętać. Aby nie okazało się kiedyś, gdy dzieci wyfruną z domu, że nie mamy swojego życia. Albo, że nie szanowaliśmy ludzi należycie.
    Choć ja myślę, że cóż gdy mamy do Kogo jechać, gdy nie ma z kim dzieci zostawić..
    Dlatego naszych Dziadków w ilości sztuk cztery, można wymieniając na przedmioty, wymienić na sztabki złota.
    Ale nie o tym chciałam..
    Od kiedy kupiłam bilet, siedzę myślami w samolocie i czytam. Potem leżę na plaży i czytam.
    Oczywiście pomiędzy tym jadę z Kamcią na targ, idę na nocne tańce i jem arbuzy.
    Leżą na biurku naszykowane książki na podróż. Dwie – „historia złych uczynków” i „krawcowa z Madrytu”
    Skończyłam wczoraj czytać trzecią część „owoc granatu” i myślę sobie, no dobra, do wylotu nic nie czytam, bo mam plan roboczy napięty co do godziny. Dosłownie. 
    Wracam w  nocy, rano wyjeżdżam i ciągle na spotkaniach.
    Ale potem myślę, jak to, toż to jeszcze osiem dni do wylotu i bez książki?
    To wzięłam na szybko „Hanka” i … jutro skończę.
    Kocham ten stan. Czekania na czytanie. Szukania tej chwili. Dowiadywania się co dalej. Potem rozmyślania.. Taki stan tak pomaga w życiu… Mam wrażenie, że się żyje „lepiej”.
    Kiedy czytam i jestem „w transie” nie mam pragnień materialnych, potrzeb internetowych..
    Książki, które w tym moim czytelniczym świecie mnie zaczarowały to Joanna Jax.
    A Wy już o tym wiecie…
    Pisałam o nich, pokazywałam, mówiłam. Bo stwierdziłam, że tak dobre, wręcz niezwykłe pisanie, trzeba rozprzestrzeniać. Zarażać nim.

    A potem nadeszła propozycja od wydawnictwa, abym została patronem medialnym… I ta propozycja była…
    Nie wiem jakim słowem opisać…
    Może spełnionym właśnie marzeniem na jakie się czeka. Nieświadomie.
    Przychodzi samo, kiedy nie określasz celu, lecz gdy skupiasz się na drodze jaką podążasz..
    Kiedy ta droga staje się sama w sobie celem, nie liczysz czasu i nie dłużą Ci się dni.
    Nie czujesz rozczarowania, gdy rzeczy które chciałeś spotkać na owej drodze – nie nadeszły.
    Bo przyszły inne.. I jak mawiają, a ja często powtarzam, życie nie jest gorsze ani lepsze od naszych marzeń, jest po prostu zupełnie inne.
    Bo kiedy czytałam Joasię i myślałam sobie – rany, jakie to musiałoby być niesamowite poznać tę kobietę. Głowę w której piszą się takie historie…
    Tymczasem jutro jest spotkanie autorskie Joasi w Krakowie, które zorganizowałam w ramach patronatu medialnego i uda się posłuchać niezwykłego świata jaki Jax chowa w sobie.
    Bo czy ja śmiałaby kiedyś marzyć o połączeniu mych dróg z kimś kim się zachwycam..?
    A jednak. Czasami się zdarza.
    I jak to mój mąż wczoraj wieczornie mi powiedział, gdy rozmawialiśmy o zupełnie innej kwestii…
    – Ja się już nie przejmuje takimi rzeczami. Życie mnie nauczyło, że jedno się zamyka, inne otwiera. A potem kolejne i kolejne. I jakkolwiek się nie otwiera, zawsze okazuje się docelowo, że te zmiany są dobre.
    Myślę, że ta moja droga, zamykane i otwierane okna, drzwi, możliwości, wyjścia, wejścia, prowadzą zawsze do wartości jakie są dla mnie najcenniejsze.
    Na skrzydełkach trzeciego tomu sagi „Zanim nadejdzie jutro” możecie przeczytać mój opis.
    Nie ukrywam, że uczucie, gdy czytasz już książkę na którą tyle ludzi czeka jest wyjątkowe.
    Kiedy chowasz w swoim komputerze tajemnice jej treści..
    Jutro spotykamy się w Krakowie, o godzinie 19ej w Absurdalia Cafe (ul. Brodzińskiego 6).
    Mają przepyszne ciasta, tarty, donaty. Kawy, czekolady… Mmmm.. Już mi ślinka cieknie gdy piszę.
    Myślę, a raczej wiem, że będzie to piękny wieczór.
    Na moim profilu facebook’owym jest udostępnione wydarzenie z tym wieczorem na które się można „zapisać/dołączyć”. Gdyby Ktoś z Was się nie zapisał a chciał przyjść – oczywiście.

    Wstęp wolny, dla wszystkich. Można się zdecydować nawet w ostatniej chwili.
    Tak jak ja ostatnio, jadąc na spotkanie autorskie z Wojciechem Dudką. Było na 17:30 a ja postanowiłam, że jadę o 17:15. O jakże się cieszę! Wspaniale opowiadał. Można by było siedzieć i słuchać do rana. Co za człowiek. Ile wiedzy, ile empatii, ile uczuć.. żyłam tym spotkaniem kilka dni.
    Dlatego w imieniu Joanny Jax, wydawnictwa Videograf, kawiarni Absurdalia i swoim, serdecznie Was zapraszam..
    Spotkania autorskie bywają piękne, nawet gdy nie czyta się książek.

    Chodzi o coś najważniejszego – poznanie drugiego człowieka.

    Jeżeli nie czytaliście Joanny Jax, to weźcie koniecznie na wakacje „Dziedzictwo von Beków”, „Zemstę i Przebaczenie” albo „Długą drogę do domu”. To będą wakacje o jakich się pamięta dzięki muzyce, zapachom, przeczytanej wtedy książce…