• julia rozumek for Stadler Form – film

    bardzo proszę ustawcie na jakość HD. w prawym dolnym rogu na kółeczku.

    Chcieli film lifestylowy i zgłosili się do mnie.  
    W zwyczajną sobotę, codzienną, nagraliśmy urywki z naszego życia i Ich nawilżaczy w naszym domu.
    To „dosyć znośne” mieszkać pod lasem i móc robić rzeczy, które przynoszą tak wiele przyjemności..
    nie muszę mieszkać w centrum wszechświata by siedząc z dziećmi w domu, móc się spełniać i robić coś dla siebie..
    naprawdę jestem bardzo wdzięczna losowi za ten fakt…

     

  • las i niebo.

    _DSC0052 _DSC0056 _DSC0058 _DSC0051 _DSC0072 _DSC0060 _DSC0075 _DSC0082 _DSC0081 _DSC0096 _DSC0090 _DSC0100 _DSC0121 _DSC0132 _DSC0111 _DSC0118 _DSC0117 _DSC0187 _DSC0143 _DSC0165 _DSC0150 _DSC0073 _DSC0063 _DSC0066 _DSC0055

    Stare łóżko u Tosi w pokoiku było piękne. Uwielbiałam je. Ale prawda była taka, że zajmowało połowę pokoiku..
    Tato Tosi jakoś od początku go nie lubił i ciągle mówił, że on łóżko zrobi sam… i jak pojechałyśmy na ferie to robotę rozpoczął.
    jak wróciliśmy było już prawie gotowe.. na szczęście prawie, bo Tosia mogła jeszcze poasystować, a to dla Niej niezwykle istotne.. by być pomagierem.
    tak też powstało łóżko pod skosem, które dało siedzisko zarazem i półeczki dookoła i schowek na pościel.. no zdolny ten nasz Tatuś.
    nie ukrywam, że bardzo mi tym imponuję. lubię mężczyzn, którzy potrafią wiele sami zrobić. może to kwestia tego, że taki jest mój Tata… a mój Tata jest dla mnie wielką inspiracją jako człowiek, artysta i jako Tata właśnie..
    nie mówiąc już o moim Adamie, który w Teściu jest zakochany po uszy! potrafią spędzać razem całe godziny mając miliony tematów do obgadania.. coś w tym jest, że bierzemy na mężów podobizny Ojców.
    w tym naszym pokoiku na strychu zamieszkały jeszcze motyle.. całe mnóstwo motyli.. i chyba najpiękniejsze jakie w życiu widziałam..
    a z motylami to już historia jest urocza..
    jako że spotkałam się z moim mężem dosyć późno w swoim życiu to wiadomo, że każde z Nas miało już jakieś życie wcześniej.
    Oboje tą swoją przeszłość lubimy, szanujemy i często o niej sobie opowiadamy.
    Wiemy oboje, że to iż dziś jest nam ze sobą tak dobrze, to również kwestia tego co przeżyliśmy, co nas spotkało..
    dobrego i złego. wszystko czegoś nauczyło. dobre związki nauczyły szacunku, pokory.. te gorsze tego czego trzeba się wystrzegać.. czego nie robić by życie i związek dwojga ludzi mógł być prawie idealny..
    I z moich ulubionych Adasia wspomnień, była zawsze dziewczyna o imieniu Gosia. pięknie o Niej opowiadał.
    taka miłość z nastoletnich lat. dziewczyna ze szkoły plastycznej. ciekawa, ładna, dobra..
    i pewnego dnia dostałam maila.. z propozycją współpracy… a może bardziej z zapytaniem o to czy nie chcielibyśmy przyjąć bandy motyli?
    dzwonię do Adama i pytam.. Adaś jak miała na nazwisko Gosia? o rany! tak! to ta Gosia!
    nie czekałam na wolną chwilę. odpisałam od razu, że tak cudnie Ją poznać. że tak się cieszę, że w przeszłości mojego męża była taka fantastyczna dziewczyna i że oczywiście taaaak!!!
    wiadomo, że zaczęłyśmy pisać, śmiać się do siebie w tych monitorach..
    życie niesie ze sobą bardzo wiele uroczych historii, jeżeli tylko potrafimy na nie z właściwej strony zerkać.
    Motyle zatem wzbogaciły pokoik Tosi a moje wyobrażenie o Gosi stało się bardziej realne.
    o pięknie odmalowanych motyli pisać nie muszę, prawda?
    napiszę Wam o jakości bo dotknąć przez ekran trudno…
    plakaty, od samego początku stwierdziłam, że są za tanie! dziś, w świecie plakatów dla dzieci, dorosłych, które kosztują często po 100zł te powinny kosztować dwa razy tyle.. oprócz tego, że namalowała to kobieca dłoń, to są na fajnym grubym papierze.
    bardzo grubym jak na plakat. a miejsce na te motyle może być wszędzie.. w biurze, w przedpokoju, w holu, w sypialni, w kuchni…
    no wszędzie!!! w ramce, przypięte pinezkami..
    cenę możecie sprawdzić bo nie uwierzycie..  20zł… jak za takie cudo w swoim wyglądzie i jakości można płacić 20zł..? ano można.
    pościel, pozwolę sobie skopiować opis ze strony, bo sama tego lepiej nie ujmę, a zgadzam się całkowoicie.
    „Niepowtarzalna pościel pokazująca w zbliżeniu 15 rodzajów występujących w Polsce motyli. Oryginalna dekoracja pokoju sama w sobie, która oprócz czysto estetycznych walorów ma także lekko edukacyjny charakter, ponieważ każdy motyl jest podpisany, a detale rysunku pozwalają przyjrzeć się dokładnie każdemu z nich. Bez obawy, że odleci. Wymiary pościeli: poszwa na kołdrę: 150×200, poszwa na poduszkę: 50×60”
    narzuta na łóżko… w niej zakochałam się najbardziej! jest cudownie, tak babcino pikowana. rozmiar ja mam 150×220 i może być też na dorosłe łóżko.. ale ja wzięłam ją najbardziej z myślą o letnich piknikach… wyobrażacie sobie jeść arbuzy, pić lemoniadę i patrzeć w niebo leżąc na takiej narzucie z motylami.. na środku łąki..
    Kochani, nie przedłużam bo szykuję się po Tosiulkę do przedszkola…
    dobrego weekendu dla Was i do zobaczenia!

    acha! link do motyli, ptaków, paproci i liści – Las i Niebo.
    bo Motyle to tylko jedna z kolekcji! są piekne liście, ptaki… no powiem Wam, że ta marka powinna być przewodnią w dziecięcym świecie… kreuje piękny estetyczny świat natury.

    koc kremowy kaszmirowy – effii
    nawilżacz różowy (ku wielkiej radości Tosi) – Anton . 
    chyba najlepszy do dziecięcego pokoiku. cichy, mały a daje radę do 25m.
    zestaw spineczkowy w pudełku – Maileg.
    jako, że pytacie o lampkę to dodaję link i opis.
    ta lampka to… nie wyobrażam sobie bez nich nocy. mam dwie.
    bezprzewodowa. trzy rodzaje jasności.
    jest lekka jak piórko.
    Tosia w nocy jak do nas przechodzi to sobie idzie z lampką, bo ma najmniejszą jasność do spania.
    ładuję ją raz na 3-4 doby. – Fat Boy
    sukienka Tosi – miszkomaszko.

  • przeziębienie.

    _DSC0210 _DSC0175

    czasami piszę o tym, że moje dzieci nie chorują. piszę to z wielką pokorą, bo wiem, że  nic w życiu nie jest dane raz na zawsze.
    uważam, że katar i kaszel nie jest chorobą. zapytujecie mnie zatem często w mailach co robię, że nie chorują..
    myślę, że 99% naszego zdrowia to geny. mogę jednak napisać czym się kieruję i co uważam za ważne.
    zaznaczam jak zawsze, że to tylko i wyłącznie moje zdanie i kwestia przekazanych przez mamę wartości.
    po pierwsze jestem ogromnym, wielkim przeciwnikiem antybiotyków. na szczęście trafiłam na lekarza dla moich dzieci, który dobrze zna moje zdanie na ten temat i mocno mi w tym pomaga.
    robimy wszystko by ich uniknąć. 
    źródło mojej opinii wywodzi się od mądrości mojej Mamy. z wykształcenia jest pielęgniarką. u nas na wsi na zastrzyk trzeba jechać do miejscowości obok. od kiedy pamiętam wszyscy przychodzili do Niej.
    w niedziele rano rozchodził się krzyk dziecka. w sobotę wieczorem jeździła rowerem do starszego dziadziusia, albo autobusem szkolnym się zabierała. robiła zastrzyk, autobus zbierał dzieci i Ją w drogę powrotną. potem na jednej nodze jadła śniadanie i pędziła do pracy.
    nigdy nie chciała pieniędzy. dostawała jajka, kurę, królika…
    ale ja nie o tym…
    nie raz zdarzało się, że odradzała zastrzyków i radziła co można zrobić w zamian.
    nie wszyscy słuchali, ale jak Ktoś się zgodził to wracał po dwóch tygodniach z bombonierką w podziękowaniu.
    kiedy dostajecie antybiotyk to zawsze gdy poddajecie to w wątpliwość zróbcie badanie krwi. takie badanie to grosze, a nie faszerujecie dzieci niepotrzebnie. antybiotyk jest potrzebny i działa tylko gdy jest to bakteria.
    skutków ubocznych od antybiotyków jest zbyt wiele by nie podchodzić do tego poważnie i tylko w kryzysowych sytuacjach.

    staram się przykładać zawsze swoją miarę. nie idę ślepo w rady lekarzy, choć wybieram takich którym ufam.
    Tosia miała zimą tego roku przez 4 miesiące kaszel. co miesiąc szłam na badanie czy nie rozwija się to w coś groźniejszego.
    raz robiłam prześwietlenie i badanie właśnie krwi, które wykluczyło bakterię. 
    chodziła do przedszkola normalnie. taki rodzaj kaszlu. trwał i trwał. przyszła wiosna i przeszło.
    zastanawiałam się nad uczuleniem, ale nawet gdyby było, to badania uczuleniowe u dziecka zmieniają się co chwilę i mało kiedy są prawdziwe.
    przy tym kaszlu najważniejsze to opukiwanie. smarowałam maścią i opukiwałam dłonią w łódeczkę. plecy i klatkę piersiową. ważne by dziecko było w lekkiej pozycji głową do dołu. żeby schodziło z oskrzeli. pamiętajcie o tym przy kaszlu.
    ja jestem często zakatarzona więc dzieci łapią ode mnie. niestety.
    maść majerankowa jest najważniejsza wtedy (u niemowlaków jak najbardziej). smaruję co chwilę pod noskiem. 
    maść majerankowa jest także cudna dla niemowlaków na rozgrzanie. klatka piersiowa i stopy. tylko uwaga! brudzi i ciężko doprać.
    o tyle cudowna, że wszystkie inne maści rozgrzewające są od szóstego miesiąca życia.
    kilka kropel amolu na ubranie na wysokości piersi. ewentualnie na poduszkę.
    nie mogę też spokojnie przechodzić obok przegrzewanych dzieci. nigdy się nie wtrącam i nie zwracam uwagi, bo to nie mój interes i też nie chciałabym by Ktoś mi radził. czasami widzę tych ludzi w poczekalniach. mają zdjętą czapkę, rozpięty płaszcz a dziecko w foteliku, w kombinezonie i czapce. serce mi się kroi. albo w domu 20 stopni a dziecko w długim rękawie.
    jestem zwolenniczką „lepiej zmarznąć niż się spocić”. procentuje na przyszłość.
    spanie na dworze. wychodziłam z dziećmi zawsze do -10 stopni. czasami Tosia spała dwie godziny na dworze przy takiej temperaturze.
    nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie.
    codziennie świeże powietrze! deszcz nie deszcz, zawierucha nie zawierucha. i spanie na zewnątrz przy przeziębieniu.
    tylko przy gorączce nie wychodzimy na dwór. na katar najlepsze jest spanie na dworze.
    jemy lody przy przeziębieniu.
    staram się nie panikować. przy dużej gorączce czekam. zawsze czekam trzy dni, jeżeli nie widzę niepokojących objawów.
    kiedyś przeczekałam 4 dni przy 39-40 stopniach. zbijałam na przemian co dwie godziny. po czterech dniach poszłam do lekarza a piątego dnia wyskoczyła wysypka. czyli trzydniówka, która przeciągnęła się na cztery dni. na szczęście mam cudowną lekarkę, która jak zawsze patrzy na wszystko bez paniki i próby zaspokojenia mamy lekami.
    zbijanie wysokiej gorączki kąpielą. robiła to nie raz moja Mama. zbija się wodą niższą o dwa stopnie. nie zimną, nie letnią!
    wodą zaledwie kilka stopni niższą.
    badanie na pasożyty! są przyczyną kaszlu, niespokojnego snu i miliona innych objawów.
    mało Kto je robi swoim dzieciom, a są niezwykle częste i odpowiadają za choroby, których przyczyn szukamy zupełnie gdzie indziej.

    pytaliście dużo o atopowe zapalenie skóry u moich dzieci. jak sobie z tym radzę.
    Tosi minęło po trzech latach. nasilało się latem. głównie jest uczulona na swój pot i łzy. wiązałam wysoko włosy, bo ma gęste i łatwo się pociła. jej ciało strasznie reaguje na ugryzienia komarów, musimy mocno uważać.
    U Benia odkryłam w tym roku, że to uczulenie na suche powietrze (może na kurz).
    zaczęło się w tamtym roku w październiku i w tym roku tak samo. październik to miesiąc w jakim włączamy ogrzewanie.
    idelanie u nas sprawdza się (po milionie kremów) La Roche Posay Lipikar AP+. bardzo grubo smaruje na noc.
    u alergologów byliśmy kilkunastu. w styczniu. żaden z nich nie powiedział nic sensownego. i myślę, że trudno im coś powiedzieć.
    tylko i najlepiej może odnaleźć przyczynę Matka, która jest cały czas z dzieckiem.
    jeżeli oczywiście nie jest to sytuacja krytyczna. wiadomo lekarz wtedy konieczny.
    ale moi Drodzy, to tylko, tylko moje opinie i moje przekonania, które mi się sprawdziły.
    a każde dziecko jest inne i każdy musi odnaleźć swoją drogę.

    _DSC0189 _DSC0185 _DSC0188 _DSC0204 _DSC0198 _DSC0203

    z racji dużej ilości maili, udało mi się napisać te kilka słów o zdrowiu przy tym nawilżaczu.
    dostałam ponownie propozycję od marki Stadler Form by przetestować nawilżacz Oskar.
    najlepsze jest to, że pamiętali o AZS u moich dzieci. 
    z chęcią zgodziłam się na testy z racji tego, że znam już ich jakość a ten akurat ma przystępną cenę.
    chciałam zobaczyć jak się ma cena do jakości. i akurat u nas w domu nawilżaczy nigdy dosyć.
    pierwsza sprawa o jaką ostatnio pytała czytelniczka, to kwestia kamienia. ja niestety nie mogę tego ocenić, gdyż mamy w piwnicy oczyszczalnię wody i u nas kamień nie zbiera się nigdzie. mogę za to na pewno ocenić, że czyszczenie go poprzez jego budowę może być banalnie proste. jest lekki.
    mamy bardzo dużą kubaturę sypialni i tutaj już coś napisać mogę. 
    ten nawilżacz całkowicie daję radę. sypialnia to 40 metrów kwadratowych, a wysokość do sufitu 5 metrów. ja testowałam go przy działaniu 24 godziny na dobę. a do tego przy otwartych drzwiach, więc dużo uciekało.
    powietrze znacznie się zmieniło. nie delikatnie wyczuwalnie, ale znacznie. przy zamkniętych drzwiach efekt byłby lepszy.

    banalny w obsłudze. bardzo, bardzo wygodny w dolewaniu wody. miałam 5 nawilżaczy w życiu i z każdym się umęczyłam.
    w większości wyciągasz baniak, dolewasz, kran Ci się nie mieści. niesiesz. kapie. ło rany! 
    a tutaj jest malutkie okienko. po naciśnięciu się otwiera i wlewasz wodę. ja dolewam konewką.
    posiada dozownik zapachów, też niezwykle dobrze umiejscowiony i wygodny.
    dwa tryby  prędkości, w tym nocny, którego nie słychać w ogóle. antybakteryjny filtr.
    a że ładny? każdy widzi. 🙂