Wszystkie posty dodane przez julia

  • jeśli idziemy…


    Jeśli idziemy w jakąś podróż, nawet bardzo bliską, warto wziąć ze sobą głowę.
    Bo ta głowa, a co za nią idzie, jej zdolność myślenia, może dopomóc w przyszłości naszych dzieci.
    Ja na przykład tak bardzo się przyzwyczaiłam do swoich toreb, wszędzie i zawsze, że przez ostatnie pół roku wściekam się jak potrzebuję do czegoś reklamówki albo zrywki. Zwyczajnie ich nie posiadam.
    Z tego też powodu, zaopatrzyłam się na ostatnich zakupach w piekarni w dwie zrywki i zaś będę mieć je na pół roku 🙂
    I wcale nie musi być cool i trendy. Na zakupy do biedry noszę wielkie torby z napisem Biedronka i Lidl. Ostatnio miałam taką na chwile od mojej siostry (bo coś mi tam przywoziła i zapomniała zabrać) z napisem TKMaxx. To miałam szpan. 🙂

    Ale od bardzo dawna mam np. SakwaBag na wszelkie owoce i warzywa. Noszę na stałe w jednej z biedronkowych toreb. Myślę. Myślę przy każdym zakupie. Potrafię nawet zmienić plan na obiad, jeśli widzę, że dane warzywo, którego potrzebuję jest opakowane w milion folii i plastików. Bo czy Ktoś może mi wytłumaczyć z jakiego powodu cukinia albo ogórek owijane są w grubą folię?
    Biorę luzem. A już owoce bio pakowane w plastiki to mnie załamują. To są bio, czy tylko z nazwy?
    Dlatego mam swoje worki SakwaBag od prawie dwóch lat i nie chcą się za nic rozpruć, zepsuć itp…
    Powiem Wam tak, jeśli Ktoś ma maszynę, starą firankę, to może uszyć i być maksymalnie bio.
    Ale jeśli Ktoś nie ma takiej możliwości, to sto razy lepiej kupić gotowe i jak ja używać latami, niż pociągać te jednorazówki przy owocach i warzywach. A uwierzcie mi, że noszenie ich ze sobą to tylko kwestia przyzwyczajenia. A potem wielka duma z siebie. Bo ja na przykład jestem z siebie dumna, stojąc przy kasie z tymi workami pełnymi jabłek czy cytryn. Bo mam nadzieję, że Ktoś stojący przed, czy za mną zastanowi się przez chwilę…
    SakwaBag ma również w ofrcie worki na produkty sypkie i pieczywo. Jeśli Ktoś ma możliwość kupować makaron na wagę czy ryż albo mąkę to też takie posiadają. Ja np. zbieram do nich pieczywo, albo też biorę do nich orzechy, bakalie, suszone owoce i inne drobne, które mogę dostać na wagę (np. właśnie w biedrze.)
    Do tych woreczków wsypuję też Tosi do szkoły orzeszki czy suszony kokos bo lubi. Słonecznik, migdały.

    Woskowijki, towarzyszą nam od tego samego czasu co torebki. I powiem Wam, że brzmi to dziwnie, ale to nic innego jak wielorazowy papier do kanapek. A i nie tylko kanapek, bo można w nie owoce, ciasto i co tylko przyjdzie nam do głowy. Ci, którzy pamiętają mój wpis sprzed dwóch lat, wiedzą jak działają woskowijki. To taki papier/ceratka, która klei się z jednej strony. Po użyciu wystarczy wytrzepać albo przemyć mokrą ściereczką delikatnie. Wieszam na zlewie, wysycha i zaś do pudełeczka w którym mam moje skarby do pakowania żywności, przegryzek i innych.
    Do szkoły, pracy, na spacer, na piknik, na podróż samolotem. Po prostu wszędzie.
    A kolory i wzory jakie są dostępne (te w cytrynki piękne) może zachęcą małych niejadków?

    A teraz SZTOS!! Silikonowe torebki. Stasher Bag.
    Wyobraźcie sobie, że można w nich zamrażać, podgrzewać w mikrofalówce, w piekarniku a potem umyć je w zmywarce. Mało tego, są super szczelne. Można wrzucić do nich orzechy, warzywa, owoce, kanapkę, przegryzkę, kotleta z ziemniakami… No po prostu wszystko.
    I jak mam dużo tych wielorazowych rzeczy, faktycznie z nich korzystam i staram się myśleć nad tym co kupuję i jak żyję, to te torebki najbardziej mnie zauroczyły. Szczególnie ta możliwość prania ich w zmywarce. Dla mnie bajka!! Ten silikon taki miękki, miły w dotyku, super kolory.
    No myślę, że ilość ich zastosowań jest olbrzymia.
    Sam fakt tego gdy zbierasz ze stołu kolację. Tu zostało kilka plastrów szynki, tu sera. A na pojemnik w lodówce miejsca nie ma. Owijasz w sreberko, w folię spożywczą, która potem ląduje w koszu. A taką saszetkę zmieścisz za to wszędzie. Wsuniesz, położysz. 
    A i do plecaka. Na wakacjach wrzucasz coś ze śniadania i lecisz na plażę.
    Meeeeega polecam!! Mój numer jeden w wielorazowym przechowywaniu i pakowaniu.

    Kubek Circular już Wam opisywałam przy okazji Walentynkowych propozycji.
    Te chciałam mieć dla siebie i Adasia, ale już mi moje dziecko podkradło 🙂
    Mamy w domu kilka kubków, bo mamy mnóstwo gości i robimy im kawę na podróż do tych kubków właśnie. Oni nie kupują potem na stacji niepotrzebnie kawy (jeden plastik mniej). A przy kolejnej wizycie nam oddają. Kubki z recyklingu, które są mocno zaangażowane w sprawy planety.
    Sprawdzone i przetestowane przeze mnie. Nie przeciekają ani odrobinę. Wygodnie się trzyma. Łatwo naciska. I mnie się podobają te kolory. Wyprodukowane tak, aby posłużyły 10 lat.
    Utrzymuje ciepło 90 minut, 360 stopni w piciu (czyli gdziekolwiek usta przyłożysz). I możliwość mycia w zmywarce. Juuupi! Ja mam 340ml.

    Myjemy gary! Mamy już szampony w kostkach, odżywki, teraz czas na płyn do mycia naczyń.
    Ja wkładam do zmywarki wszystko. Ale bywa tak, że mi się ten gar nie domyje i lecę gąbeczką.
    Tu mi z pomocą przyszła szczotka do mycia garnków i kostka.
    Oczywiście w kwestii użytkowania ogranicza nas tylko wyobraźnia, bo ja sobie jedną szczotkę przeznaczyłam do mycia owoców, np cytryn. Drugą do mycia garów właśnie, a trzecią do zlewu.
    Kuchenne rzeczy, wannę, umywalki, lecę tym płynem w kostce, żeby nie kupować kolejnych detergentów. Po pierwsze szkodliwych, a po drugie w plastiku. A jak sobie wannnę umyję taką eko kostką, to bez wyrzutów sumienia wpuszczam tam dzieci. Bo po umyciu cifem to mi szkoda ich skóry.
    Ja np. od wielu lat nie używam płynów do płukania tkanin, bo przeraża mnie ta plastikowa butla na ten płyn. Kilka prań i leci w kosz. Czasami czuję jak ludziom pięknie pachną ubrania, ale wtedy od razu widzę te butlę u nich w koszu i mi się smutno robi.
    Dlatego tak kostka u mnie ma zastosowanie ni tylko do garów, ale sprzątam nią cały dom.

    I wiecie co jeszcze? To ma być rok mojego odpoczynku. Pracuję od 20 roku życia. A i wcześniej nasi rodzice od zawsze mieli swoje firmy, więc już jako dziecko stałam za sklepową ladą gdy Mama miała wyjazd czy sanatorium. W tym jak pracuję jestem prędka, zaangażowana i skupiona. Pracuję zawsze na 200%. Nigdy nie miałam dłuższego urlopu, a moja głowa woła – spokoju! Zwolni! 
    Dlatego od początku roku odmawiam współprac reklamowych, które nie są mi po drodze, które wiem, że mnie zestresują czy zajmą ogrom mojego czasu. Postanowiłam w tym roku brać tylko te współprace, przy których będę pracować z luzem, spokojem, radością. Bez spięcia, czy konieczności pośpiechu i stresu.
    Będę współpracować z markami, za którymi stoję murem i dam sobię ze nich rękę uciąć.
    I tak jest z marką ekopolka. Czy Wy wiecie, że ta dziewczyna zrezygnowała z mnóstwa „opłacających” się marek tylko (albo aż) dlatego, że mięli plastikowe opakowania?
    Czy wiecie, że jej paczki są zawsze pakowane w to co przychodzi do niej. A i ona na kartonie pisze aby te opakowania wykorzystać dalej. No bo przecież kto dziś nie sprzedaje i nie kupuje na vintage? 🙂
    Wszystko to co ma w ofercie to nie są produkty nibyeko… To ogromna wiedza, którą posiada właścicielka.
    A i wiedzą tą z chęcią się dzieli z klientami.
    Móc być eko z ekopolką to wielka przyjemność. To marka, którą chciałabym mieć jeśli miałabym taki sklep. Od początku do końca przemyślana, spójna, wizualnie dopracowana. Mądra po prostu i piękna.

    No mówię Wam szczerze, silikonowe „kieszonki” (tak to sobie nazywam) są moim odkryciem kuchennym i organizacyjnym tego roku. A i poprzednich też.

  • scenariusz

    Każdy z Was może napisać książkę. Tylko zwyczajnie nie zaczyna tego robić.
    Mam dla Was pewną zabawę, którą kiedyś sobie wymyśliłam prowadząc zajęcia literackie.

    Myślisz, o mój Boże, o czym ja miałabym napisać książkę. I ta myśl przeraża. Odstrasza.
    Zostaw to. Skupiaj się tylko na następnym zdaniu. Pozwól tej historii tworzyć się na bieżąco, pod wpływem chwili. Nie musisz mieć rozpisanych dat ani map.
    Kieruję się takimi dwoma zasadami, które kiedyś też powiedział Myśliwski. 
    I zanim je przeczytałam, tliło się we mnie takie samo nastawienie.
    Po pierwsze, pozwól tej książce/opowiadaniu się zaskoczyć. Bo jeśli miałbyś wiedzieć co będzie za kilka stron, to po co ją pisać? Oczywiście możesz wiedzieć. To luźna myśl, która ma dodać Ci lekkości i odjąć stresu związanego z „podołaniem sprawie”.
    A po drugie, pierwsze zdanie nadaje rytm. To ono daje pierwszą nutę, do której potem nuci się piosenkę. Ale nie musi. 
    Nikt nie każe napisać Ci książki. Napisz tylko kilka zdań odpowiadając na poniższe pytania.
    Baw się tymi słowami, tymi zbudowanymi zdaniami a co za tym idzie – historią. Twoją historią.
    A jak jutro do tych zdań usiądziesz, to będzie już parę zdań zamiast niczego.
    Tylko kilka zdań. To zawsze więcej, o niebo więcej niż nic.
    Choćbyś miał te kilka zdań zostawić potem, to zrób to aby udowodnić sobie, że potrafisz.
    A kto wie, czy każdego dnia nie wpadną Ci do głowy kolejne myśli które tam dopiszesz…?

    Otwórz czystą kartkę. Obojętne czy będzie to nowe okienko w komputerze czy kartka papieru.
    Po każdym moim pytaniu zamykaj oczy i zapisuj to co widzisz.

    1. Pierwsze to miejsce.
    Zamknij oczy i wyobraź sobie miejsce. Na razie tylko tyle.
    Bo wszystko co robimy udaje się wtedy, gdy idziemy małymi krokami. Jeśli chcemy wskoczyć od razu bardzo wysoko, dokonać czegoś wielkiego, to najczęściej nie starcza nam sił, możliwości, talentu, czasu…
    A ta, którą pokonujemy małymi kroczkami, jest drogą, którą ukończymy szybciej, niźli tę po której chcielibyśmy podążać wielkimi susami. Szybciej ale też i lepiej. Nie spiesząc się czy nie wymagając od siebie od razu wiele, możemy być czujni, uważni, zadbać o szczegóły. Pośpiech czyni nas głuchymi i ślepymi na to co dzieje się pomiędzy. A to co pomiędzy, jest często kwintesencją tego co ważne albo najważniejsze. Zatem chcąc stworzyć te opowieść, bądź powolny w swoich myślach i wyobrażeniach.
    Nie wymagaj od siebie bestsellera, a zwyczajnie dobrego dla siebie czasu. 
    Zatem miejsce. Zamknij oczy i poszukaj miejsca. Gdzie jesteś? Na zewnątrz czy w środku? Dziś czy sto lat temu? 
    Otwórz oczy i zapisz. Obojętne czy w krótkich zdaniach czy licznych w słowa. 
    Opisz patrząc na nie oczami bohatera albo kogoś kto patrzy z góry.
    Może być jedno zdanie i mogą trzy. Tyle ile widzisz i ile potrafisz.

    2. Pogoda i pora roku.
    Co widać dookoła lub co można zauważyć z okna? A może przez szparę albo z namiotu?
    Jeśli chcesz opisz tylko niebo. A może tylko wiatr. A jeśli Cię poniosło to opisz wszystko.

    3. Zamysł. Myśl.
    Dlaczego teraz? Bo gdybym zapytała o to na początku to mogłabyś się zrazić.
    Ale teraz? Kiedy jest już jakaś baza? Kiedy już widzisz jakąś historię?
    Pomyśl teraz co chciałabyś przez swoją historię przekazać? Jaki morał? Jaką mądrość? 
    Czasami historia nie musi ze sobą nic nieść, wystarczy aby po prostu była i w Twojej głowie się tliła.
    Często historia toczy się swoim rytmem, bez zaplanowanego morału. I to ostatnie zdanie, wpada do głowy kiedy stawia się przedostatnią kropkę.
    Zatem tutaj jest miejsce, w którym zastanów się czy jest coś co niesiesz w sobie i chciałabyś przekazać poprzez tę historię. Może coś czego się boisz? A może w tym opowiadaniu spełnisz swoje marzenie bohaterem jaki ukazał się w Twojej wyobraźni?
    Nie, ten zamysł wcale nie musi się ukazać podczas odpowiadania na moje wszystkie pytania.
    On może ukazać się za sto stron albo na stronie ostatniej.
    To jest myśl luźna. Do zastanowienia.

    4. Bohater.
    Kogo widzisz gdy zamkniesz oczy?
    Kobietę, mężczyznę, dziecko? A może głównym bohaterem jest kamień, ślimak, rower?
    Stoi czy leży? Jak wygląda? Opisujesz go z perspektywy obserwacji czy jesteś nim i opisujesz siebie?
    Pamiętaj o tej narracji. Czy jest w pierwszej osobie czy trzeciej. Jeśli masz potrzebę to tę narrację zmieniaj. Pamiętaj, Ty jesteś panem tej historii. Nie ma zasad dobrej opowieści.
    Zatem w tym punkcie opisz swojego bohatera.

    5. Uczucia.
    Jest strapiony czy właśnie wydarzyło się coś z rodzaju cudu i od tego momentu zaczyna się jego szczęśliwa historia? A może właśnie rozegrał się dramat i tonie we łzach? Jakie uczucia przedstawia Twój bohater? Co czuje, albo co wyraża swoim wyglądem? 

    6. Działanie/Akcja
    Zaczynamy się ruszać. Albo ruszać zaczyna się otoczenie. Zamknij oczy i zobacz. Przypatrz się uważnie. Rozejrzyj dookoła. Może jest tam coś co do tej pory przegapiłaś, a co mogłoby być kwintesencją tego opowiadania. Może właśnie to nada cały rytm.
    Czy główny bohater zalewa herbatę czy wbija łopatę w ziemię?
    A może wciąż siedzi a obok niego zatrzymuję się auto?
    A może ten, który wysiądzie z auta okaże się bohaterem?

    7. Dialog.
    Lubię książki, które zaczynają się rozmową, pytaniem, stwierdzeniem…
    Ale możesz to zrobić przy następnym opowiadaniu.
    Teraz przychodzi czas na rozmowę. Zamknij oczy i pomyśl jakie zdanie mógłby wypowiedzieć Twój bohater? Czy to jest pytanie czy właśnie kwestia oznajmiająca?
    Na razie wszystko co do tej pory zapisaliśmy/zapisaliście jest dosyć ogólnikowe. Zatem rozmowa też może być wymianą kilku zdań. A może tylko dwóch…
    Czy Twój bohater ślimak zapyta kamienia jak daleko stąd do miasta?
    A kamień odpowie – to zależy od tego ile masz czasu i jak jesteś prędki.
    – Czasu mam mało i jestem bardzo wolny. – odrzeknie strapiony ślimak
    – Zatem droga do miasta bardzo daleka. – sapnie kamień
    – A dla ciebie jaka to droga?
    – Gorsza niż twoja, bo niemożliwa. Zatem może ta twoja nie taka daleka.
    ( Tu akurat pojawił się dialog, który mógłby nadać morał książce, jej charakter. 
    Ale jak pisałam tak być nie musi.)

    8. Wspomnienie.
    Kilka zdań o czymś co właśnie przypomniało się głównemu bohaterowi, do jakich myśli wrócił?
    Czy dialog był powodem owego wspomnienia czy może ta pogoda? Co go powiodło, co było przyczyną że zaczął o tym myśleć? Tu jest miejsce na małą historię, opowieść wtrąconą/ poboczną.

    9. Ogół.
    Opierając się na tym co napisaliście do tej pory, zamknijcie to w klamrę prawdy o życiu.
    Coś co jest prawdą często głoszoną. Życiową mądrością. I nie jest to koniec opowiadania, a jedynie jedno, dwa zdania dotyczące ogółu…
    Np. bywają na świecie kamienie, które umieszczone na szczycie skały toczą się ku innemu miejscu.
    Jednakże bywają i te, które przez całe swoje życie tkwią w jednym miejscu, tylko przez to, że tutaj zostawił je los.
    (Pisze to na kolanie, leżąc pod kocem, gdyż trzeci tydzień jestem chora 🙁  więc nie czepiajmy się szczegółów 🙂 Oczywiście ja uważam, że jesteśmy kowalami swojego losu, jednak książka czy opowiadanie to nie tylko nasze poglądy ale też im skrajnie przeciwstawne.)

    10. Drobiazgi.
    Teraz zerknij na to co napisałaś. Zobacz czy chcesz dopisać coś, co czasami wydaje się nieistotne, a może nadać duży charakter…
    Powiedźmy, że zaczynam od punktu pierwszego. 
    Nie wiem jak długi był ten wąwóz, ale wiem, że na samym środku stał kamień.
    Mogę dodać…
    Nie wiem jak długi był ten wąwóz i nigdy nie udało mi się go zobaczyć, ale wiem, że na samym środku stał kamień.
    Ja sobie już wprowadziłam narrację w pierwszej osobie.
    Ale możecie prosto.
    Długi wąwóz. Jesienią wyściełany brązowym dywanem z liści.
    Po dodaniu…
    Długi, pełen wystających korzeni wąwóz. Jesienią wyścielany brązowym dywanem z różnorodnych liści.

    Czasami w życiu robimy coś dla siebie, bo sprawia nam to ogromną przyjemność.
    Ja tak mam. Kiedy piszę, to zabawa słowem, dobieranie tych słów jest dla mnie wielką frajdą.
    Ale lubię też mieć motywację. I tą motywacją jesteście Wy. Że na te moje słowa czekacie.
    Dlatego ja dziś, będąc przy punkcie 9 pomyślałam, że też podaruję Wam motywację…
    Kiedy już napiszecie, podeślijcie na mojego maila ( julia.rozumek@gmail.com) z tytułem „moja książka”.
    A ja jakiś tekst (zaznaczam, że nie ten, który będzie profesjonalny, gdyż sama profesjonalistką nie jestem, a ten, który pokaże wielkie chęci i pracę. Też nie ten, który będzie najdłuższy. Choć może być.) nagrodzę moim „ZAPISOWNIKIEM”. 
    Chodzi o to, żebyście w końcu uwierzyli, że idąc małymi krokami możemy zrobić wszystko.
    Spełnić każde marzenie czy pragnienie. 
    Patrząc na całość, ta całość przeraża. Patrząc tylko na jeden punkt, jest już zupełnie inaczej…
    Bo czy trudnym jest opisanie dwoma zdaniami miejsca, pogodę, bohatera, uczucia, akcję….?
    1. Wielka stodoła pełna starych rupieci. 
    2. Po której akurat dziś hulał zimowy, mroźny wiatr. 
    4. Na jednej z belek siedział przeraźliwie miauczący kot. 
    5. Po jego sierści widać było, że życie go nie oszczędza. A już na pewno wieś w jakiej przyszło mu żyć.
    6. Ktoś zwinnym ruchem otwarł wrota i rzucił w niego bryłą mokrego, ciężkiego śniegu.
    Itd… Itd…
    To jak? Kto się bawi? Bo zapewniam, że potrafi każdy.
    Na Wasze maile czekam do 28.02.2021.
    Specjalnie proszę o wysłanie na maila, bo wiem, że gdybyście publikowali w komentarzach, to Ktoś zerknie i pomyśli „o nie! ten napisał tak ładnie, to ja na pewno nie mam szans!”.
    A szanse ma każdy. Pracę zwycięską, za pozwoleniem opublikuje na blogu. Dobra, niech będą 3 miejsca.
    1. ZAPISOWNIK. 2. O życiu i Los. 3. Weź ze sobą.

  • co obejrzeć…?

    Całkowicie mam umysł odłączony od myślenia. Od tworzenia i znajdywania słów.
    Łapania w całość myśli i rozwijania w opowieść.
    I choć czasami dopadają mnie wyrzuty sumienia, bo nie lubię zaledwie trwać (lubię działać i tworzyć), tak pozwalam naturze robić swoje. Widocznie tak mam być. Taki mam nastać czas.
    Aby głowa odpoczęła od rozmyślań.
    Siadam do tego posta od kilku dnia. Każdego napisałam do połowy. Jednego o byciu ponad to co nas spotyka a drugiego tematycznie o miłości… Ale do połowy.
    Dlatego niech moja głowa sobie dalej lawiruje w przestworzach a ja w tym czasie aby nie milczeć napiszę co ostatnio oglądałam i co polecam… Wiem, że filmowe polecenia też lubicie…

    Jeśli chcecie zobaczyć moje wcześniejsze wpisy z poleceniami tego co lubię
    albo kocham filmowo i serialowo to:
    TUTAJ spis Moich ukochany ekranizacji czyli kostiumowo. Moje THE BEST.
    TUTAJ maaaaasa propozycji filmowych na Netflix.

    TUTAJ różne propozycje filmowe. I dla dzieci i moje kochane Peaky Blinders.
    TUTAJ propozycje do oglądania z dziećmi.
    Tutaj super miniserial.
    TUTAJ propozycje HBO GO. Takie serio dobre (moim zdaniem).
    A TUTAJ filmy o miłości… Akurat na nadchodzący weekend.
    Zaczynamy od Netflixa! Czyli to co obejrzałam w grudniu i styczniu. Dużo więcej ale nie pamiętam już, a nie zapisuję. To co zobaczyłam na HBO zostawimy na za tydzień.

    Seriale.
    Te, które pamiętam, że oglądałam w ostatnim czasie. Bo jest ich zapewne dużo więcej.
    Nie jest to też lista tych które mnie w sobie rozkochały, a oceny tych, które oglądałam.

    Grace and Franky.
    Cudowny! Piękna starość! Pełna młodości. Bystrość dialogów, zawadiackie odzywki.
    Przekleństwa wkomponowane w rozmowy z największym kunsztem.
    Ach! Dla mnie boski! Jak ja na tym serialu odpoczęłam.
    Wręcz zaczęłam czekać na starość.
    Lupin
    Wiadomo, Kto nie kocha ciemnoskórego mężczyzny z filmu „Nietykalni”?
    To właśnie on jest twarzą serialu Lupin i robi to w doskonały sposób.
    Na wieczory z mężem i oderwanie się od miłosnych historii suuper!


    Bridgertonowie

    Podchodziłam do tego serialu kilka razy!
    Ach jak mnie drażnił lektor! No nie mogłam się skupić na dialogach.
    A jak mnie rozpraszał nowoczesny styl w tej jakże mojej ukochanej starej Anglii.
    Dla takiego miłośnika jak ja ekranizacji Jane Austen czy Charlotty Bronte ten serial był nożem w samo serce. Taki unowocześniony. Nawet książę miał dziurkę w uchu po kolczyku.
    I te na siłę włożenie ciemnoskórych postaci… No nie… Nie przekonało mnie.
    Ale obejrzałam do końca i był to miły czas. Także polecam jeśli ktoś jest spragniony historii łatwych, lekki, przyjemnych i maksymalnie poświęconych bajkowej miłości.


    Gambit Królowej

    Mnie zachwyciła główna aktorka i jej ubrania. Zachwyciła mnie aranżacja pomieszczeń. Stylizacja i doskonała praca scenografa. Rekwizyty i meble… Ach! Cudo.
    Ale cała historia… Mam wrażenie, że albo mogli te wątki rozwinąć i zrobić więcej odcinków albo zostawić tyle i trochę wyciąć. Wiele postaci jakby dotkniętych ale nie pokazanych, niedokończonych…
    Można obejrzeć.


    The Crown

    Bardzo lubię seriale historyczne. Bo lubię poszerzać swoją wiedzę.
    Doskonale zrobiony, fajna gra aktorska. No możnaby powiedzieć, że extra.
    Miałam jednak wrażenie, że tak się ta historia czasami ciągnie.. Obejrzałam tylko dlatego, że skoro zaczęłam to dokończę… Dobry. chyba dobry.

    Bazar de la Charite
    Kilka wątków mocno naciąganych, ale oglądało się fajnie.


    Unorthodox

    O! A tu piękna lekcja jak wygląda świat, inne kultury, wyznania i zasady…
    No i na faktach, a ja lubię historie na faktach.


    Emily w Paryżu

    To jest serial, który ja nazywam – doskonały na wpisywanie faktur.
    Kiedy robię księgowe sprawy, to  w tle włączam coś co może sobie lecieć i mi nie przeszkadza, nie absorbuje, a wiem o co chodzi i jak nawet się wyłączę na 3 minuty to nic nie ucieka.
    Obejrzałam i jest ok, ale na coś w tle. Czasu tylko na niego, byłoby mi szkoda.


    Hollywood

    Fajne czasy. Piękne stroje, samochody. To obejrzałam w tle robiąc paragony.
    Jak Ktoś lubi tamtą Amerykę, to można na leciutko sobie go chlapnąć.

    Sex Education
    To oglądałam już dawno, ale chyba nigdy Wam jeszcze nie wymieniałam.
    No to ten serial lubiłam baaardzo. Ten Ich dom i ta Mama!


    Filmy:

    Rebeka
    Jakże żałuję, że obejrzałam go przed książką! Bo podobno książka piękna!
    A film był fajny. Na takie popołudnie czy wieczór pod kocem.
    Czekam aż go zapomnę aby przeczytać książkę.


    Czas na miłość

    Kocham nad życie i obejrzałam w grudniu i styczniu kolejne trzy razy.
    Bo w całym życiu z piętnaście 🙂
    Najpiękniwjszy film, który mówi o miłości do zwykłego życia i celebrowania codzienności.
    KOCHAM!!!!
    Sekret – Odważ się marzyć
    To zobaczyliśmy z Adasiem wieczorem gdyż nie wiedzieliśmy co wybrać i z braku laku kliknęliśmy to.
    Było lekkie, łatwe i przyjemne. Na wieczór w którym nikomu nie chce się myśleć. Ani płakać i ani rozmyślać nad uratowaniem świata lub jego zagładą. Jest po prostu lekki i miły.
    Jak zostałem gangsterem
    Fajna muzyka, fajna gra aktorska. Dobry. Serio.


    Wykopaliska

    Zobaczyłam dziś wpisując owe faktury właśnie. Miły do oglądania.
    Niczym nie drażni ale też niczym nie fascynuje. Przyjemny film.


    Teoria wszystkiego

    Jak już wspominałam lubię na faktach.
    I ten dobrze zrobiony. Warto zobaczyć i wiedzieć o człowieku więcej.


    Dla dzieci:

    Enola Holmes
    Super! To taki film, że ogląda cała rodzina i podoba się każdemu.
    Wizualnie zrobiony pięknie. Na rodzinny sobotni wieczór kinowy z popcornem idealny!!


    Rodzina od zaraz

    O rany! Na początku myślę, co za durny film.
    Ale potem się wciągnęłyśmy z Tosią i bardzo się nam podobał.
    Wzruszyłam się też nawet, ale i ile uśmiałam z Babci.

    I jeszcze dodatkowo program medytacyjny. Jak dla mnie rewelacja.
    Ale wiecie. To trzeba być samemu w domu. Wyłączyć telefon. Wiedzieć, że nikt nie przyjdzie.
    Odciąć się do oglądania. I przede wszystkim bardzo chcieć.

    Z propozycjami na HBO GO wrócę we wtorek 🙂