Wszystkie posty dodane przez julia

  • kosmetyczne biurko


    Parę lat temu czułam się serio expertem od dziecięcych gadżetów. Kiedy rodził się Benio tyle tego dostawałam od producentów i importerów, że zalało to nasz dom. Wózków pamiętam dostaliśmy chyba z sześć. Taka robota, co zrobisz 😉 
    Mam wrażenie, że wypowiedzieć się można najbardziej wiarygodnie dopiero wtedy gdy posiadamy porównanie.
    I to w kwestiach rzeczy materialnych jak i przede wszystkim w kwestii każdej dziedziny życia.
    Można dziś mówić „ach, jestem domatorem. Kocham być w domu, nie znoszę podróży”. I jeżeli faktycznie zjeździło się dużo czy chociażby trochę to można jakąś ocenę wydać. Ale jeśli Ktoś świata i podróży nie zaznał to nie wie, tylko zaledwie Mu się wydaje. Jeżeli w tej ocenie jest Mu dobrze, jest szczęśliwy to sukces, bo o to chodzi, aby samemu być z własnym wyborem szczęśliwym.
    Ale prawdą pozostaje, że tak Mu dobrze, bo tak Mu się wydaje. Gdyż nie wie tego na pewno.
    Może jakby zobaczył człowiek niezwykłe widoki tego świata, poczuł piękne zapachy dzikich dżungli to ten spokój domowy nie byłby już taki błogi, bo ciągnęło by go do świata..
    Ale, czemu o tym piszę…
    Tyle od pewnego czasu tych kosmetyków dostaje do testów i tyle przychodzi w „niespodziewanych” paczkach, że mogę chyba już coś o tym powiedzieć.
    To co pokazuję na blogu to kropla w morzu tego co otwieram, wącham, wmasowuje i wklepuje..
    Kiedyś opisałam Wam wszystko to co na zdjęciach a potem zrobiłam TOP 5.
    Umówmy się, że dziś zacznę od TOP’owych moich wyborów…

    1. Resibo krem rozświetlający!!!!! Numer jeden w tym zestawieniu. Krem dla tych, którzy nie nakładają pudru, albo lubią chodzić po domu w sobotę bez makeupu i dobrze wyglądać.
    Ja kocham latem nabrać od słońca piegów i zapomnieć gdzie mam fluid. Ten krem jest do tego idealny.
    Miałam różne tego typu olejki. Ale mam wrażenie tłustej skóry na twarzy, ciężkości. A ten się pięknie wchłania i tworzy taką powłokę gładką na twarzy, która bajecznie błyszczy. Ale tak świeżo, radośnie.
    No jest boski. Bo oprócz rozświetlenia daje genialne uczucie nawilżenia. 

    2. Szampon i odżywka z Yope!!!! Od kiedy mam włosy blond to każdego dnia czekam aby odrosły i odrodziły się na nowo. Bo są bardzo zniszczone przez to rozjaśnianie. Wydałam na te włosy już majątek. Na szampony, maseczki, odżywki, zabiegi i nawet preparaty co przyspieszają rośnięcie 🙂
    Szampony i odżywki eko i nie eko z chemią. Ale żeby odratować już! Natychmiast!
    Niestety się to nie udało i nie uda, bo pewnego zniszczenia się nie odbuduje, ale można dopomóc.
    I z ręką na sercu, od czasu tych problemów z odbudową włosów po żadnym szamponie + odżywce nie były tak miękkie, gładkie i łatwe do rozczesania. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył ten zestaw, bo nie spodziewałam się aż takiego efektu. Uważałam, że będzie poprawny. A jest najlepszy na jaki trafiłam w sowich dość intensywnych poszukiwaniach. 

    3. Pomadka MydłoStacja!!! Mam ich miliony. Pomadek ochronnych. Ja, Adam, dzieci…
    Te ładnie pachną, inne pięknie wyglądają, a jeszcze inne błyszczą… Kupuje z różnych względów.
    Mam osobne pomadki dla dzieci, bo o wiele częściej niż oni łapię katar i nie chce Ich zarażać.
    Ta idealna dla dzieci. Jak ja mogę mieć coś „z chemią”, tak staram się dla nich mieć „z naturą”.
    Ta pomadka po zetknięciu się z ustami, w sekundę zmienia konsystencję w taką… jakby to nazwać…wodną, która wchłania się w usta. Wystarczy posmarować raz i jest mocno nawilżone, ale nie ciężkie. Dla dzieci bomba bo nie mają cierpliwości. Nie czują tej lepkości potem na ustach.
    Dla mnie numer 1 w pomadkach dla dzieci. Ja osobiście wolę takie co mi się usto błyszczy.
    Ale na jesień, zimę dla rebiaty – najlepszy wybór.

    4. Maseczka z Alg Asoa!! Najlepiej rozprowadzająca się maseczka ever. Taka to jest pianka algowa. Wydaje mi się, że widać to na zdjęciu. Tak się to fajnie rozsmarowywuje. Aż się by chciało robić codziennie. Bardzo przyjemna dla skóry. Ja trzymam krócej niż w jest napisane z racji suchej skóry. Ona ma mocne działanie i przy skórze suchej czy wrażliwej lepiej trzymać chwilę.
    Lubię te produkty ASOA wybitnie. Nadal już rok czasu moim kosmetykiem życia jest Serum dla koneserów (choć ja uważam, że to krem. Serum kojarzy mi się bardziej zawsze z olejkami).

    5. Serum Resibo! Serum miałam różne. Jako, że pojawiają mi się wokół oczu czasami kaszaki, to nie lubię kremów czy serum, które ma postać oleistą i zapychającą pory. To jest pierwsze serum, które bardzo łagodnie, tak kremowo się wchłania. Jego konsystencja mi niezwykle odpowiada. I jakość wykonania tych produktów jest oszałamiająca. Estetyka, każdy detal.. I choć rzadko się to zdarza, tutaj estetyka idzie w parze z jakością.

    Testowałam w tym zestawieniu jeszcze peeling, krem odżywczy i pomadkę z resibo. Wszystkie te produkty polecam z czystym sumieniem.
    Myślę, że z racji dodatkowo tych opakowań to idealny produkt na prezenty grudniowe.

    Cashee Maść SOS – to ochronna maść nagietkowo rumiankowa na bazie olejów i maseł. Natłuszczające, przeciwzapalne, odkażające, ułatwiające gojenie ran. U nas w domu się bardzo sprawdza. Rodzinnie.

    Hydrolat waniliowy – lubię je szczególnie rano. Jak wstanę i przy pierwszym wejściu do łazienki sobię tak psiknę po twarzy. Dla obudzenia, nawilżenia i na dobrze rozpoczęty dzień z zapachem.

    Peeling i masło do ciała Fresh & Natural – to komplet dla tych, co lubią kosmetyki delikatne. Zapachy nie wychodzące przed człowieka, peelingi bardziej wodne niż w formie masła.

    Żel do twarzy Plantea – to metoda olejowa. Twarz czyszczona olejkiem, do którego potem dołączasz wodę. Fajny sposób. Jednak ja jestem zbyt prędka i niecierpliwa. Ale konsystencja i skład bombowy.

    _______________________________

    Kalendarze, ptaki i kwiaty – Las i Niebo.
    Książka – polecenie musi być :). Joanna Jax – boska! Przeczytałam dwa tomy Von Becków i czytało mi się genialnie. Fantastyczne pióro, pomysł.

  • kreatywnie


    Miałam dziś dodać posta pisanego. Nawet nie wiedziałam który temat, bo myślałam o samorozwoju człowieka do którego musi dojść sam i o Wigilii z tamtego roku, bo było extra a nie napisałam jeszcze… A tu zaraz kolejna za pasem..
    Ale tak mnie zmogło grypsko, że nie umiem zebrać myśli. Robię rzeczy takie co nie wymagają ode mnie pomysłu i  myślenia. Odpisuje na maile, zamykamy książkę, a  co za tym idzie, zamawiam do Niej ilustracje i coś co zawsze dokładam do książki.
    Łeb mi chce rozerwać i nos i gardło.. A ja mam tyle rzeczy w tym tygodniu do ogarnięcia.. AAAAA!!!!!
    Idź sobie grypo! A sio!
    No to zostawiam Wam np takie zdjęcia. 
    Bo często pytacie mnie „jak żyć na wsi”? 
    A wsie są różne. Mogą być bez ani jednego sklepu i zaledwie z kilkoma domami.
    A mogą być jak nasza, gdzie nawet taki ładny sklepik się znajdzie.
    A on jest jak sklep u ani z Zielonego Wzgórza. Wszystko. I słodycz i herbatka i ciuszek i guma do majtek.
    A właścicielka z dużym talentem i sama szyje, robi z włóczki. I tak wspaniale się z Nią rozmawia..
    Pełna pasji i chęci.
    Kiedyś namówiłam Ją na sklep internetowy, bo taki potencjał ma, a wieś to zawsze wieś i ludzi niezbyt dużo, albo różnie z tą potrzebą estetyczną jest.
    Na razie dopiero ruszają ze sklepem, ale mają instagram i fb
    A jakie mają herbaty..
    Kiedyś pytaliście mnie na instagramie o kilka ciuchów z lnu, no to stamtąd mam.

    No ja nie mogę stamtąd wyjść nigdy. Oglądam wszystko po sto razy.
    I ciuszek z lnu i bielizna. I zabawki i torebka. I miód i czapeczka…
    Ale to z tych zdjęć to kropla w morzu tego co tam jest pięknego..
    No a czy te kotki z papieru na cukierki czy nie są fantastyczne?
    A właścicielka większość sama robi…

    Blogerzy z Warszawy pokazują najnowsze restauracje ze stolicy, a ja Wam pokazuje sklepiki na wsi.
    I co? Zawsze mówiłam, że każdy w sieci znajdzie dla siebie miejsce, trzeba tylko kochać to co się robi.. 

     

  • „koszyk”

    Lada dzień idzie do druku moja druga książka dla dzieci.
    Prawda jest taka, i każdy Kto czytał „liść” o tym wie, że pisząc dla dzieci, chcę też dać coś dorosłym.
    Czasami, albo najczęściej, bywa, że przez najprostsze prawdy uświadamiamy sobie jak można dobrze żyć.
    Książka jest historią koszyka, który powstaje w roku 1918 i Jego wybranych przeżyć przez sto lat.
    Jest wojna, czasy PRL, zima stulecia…

    Dopiero w połowie książki uświadomiłam sobie, że przecież mamy 100 lat niepodległości i to może być również ukłon w tę stronę. Ale był zupełnie przez przypadek.
    Do tej książki mam również nową ilustratorkę Małgosię Gibas – Gradman znaną jako Las i Niebo.
    Wstępny okładkowy opis książki brzmi tak…

    „Każdy dorosły, gdyby mógł wybrać świat dla swojego dziecka, widziałby prostą ukwieconą drogę. Świat bez wojny, biedy i głodu. Bez potknięć i błędnych wyborów.

    Niestety ten w którym żyjemy, często bywa zupełnie inny.
    Rozmowa z dzieckiem o smutku, trwodze i ludzkiej niedoli, jest moim zdaniem nieodłącznym elementem wprowadzania go w dorosłe życie.
    Świadomość i próba zrozumienia ciemnych barw naszej egzystencji pozwala na budowanie w nim empatii, większego zachwytu tym co dobre i  wydawać by się mogło – zwykłe.”

    Muszę napisać Wam coś jeszcze…. Książka kończy się Bożym Narodzeniem w roku 2018.

    Zostawiam Wam kilka wybranych ilustracji, które tworzą „koszyk”. (bardzo trudno wybrać, chciałam pokazać Wam wszystkie 🙂 )
    Premiera 27.11.2018. Możliwe, że nastąpi „przedsprzedaż”.
    Również wtedy będzie dostępny „Liść”, którego nakład skończył się o wiele szybciej niż przewidywałam.
    A to jest najlepsza ocena dla piszącego. Dziękuję.