Wszystkie posty dodane przez julia

  • boisko.


    Nawet nie wiem kiedy z małej dziewczynki stała się prawie nastolatką. 
    Która ogląda już filmy i seriale, a nie bajki. Która kocha się Pinie (bohaterze Free Rein) i w związku z tym zaczęła jazdę konną.
    Która przynosi mi do stołu gotowe, gorące kakao.
    Dziewczyna, która patrzy na mnie czasami tak, że zastanawiam się czy znajdę w sobie mądrość, by sprostać wychowaniu tak wrażliwej dziewczynki.
    Z Benkiem, choć jest trudno, bo charakterny i humorzasty (po Mamusi), będzie łatwiej, bo jest po prostu mną i mniej więcej wiem jak się „toto” obsługuje 🙂 .

    Dziś wracam do źródeł blogowania i zostawiam Wam zdjęcia z propozycjami.
    Z okazji urodzin, Tosia wymarzyła sobie deskę elektryczną. Jako, że mieszkamy na wsi, było wiadomo, że koła mają być 10 calowe, pompowane, żeby można było też na trawie i przed domem.
    Nie byłoby mnie tak łatwo przekonać gdyby nie fakt, że na desce już jeździła wcześniej, szło jej dobrze, widziałam jej zaangażowanie i mój mąż stwierdził, że równowaga i ćwiczenie jej jest niezwykle ważne w rozwoju człowieka. Czucie głębokie, inaczej też propriocepcja.
    Poszperałam w necie, poczytałam, porównałam i wypadło na tę markę i deskę.
    Weszłam na stronę dystrybutora i patrząc na inne marki jakie mają, przypomniałam sobie, że kilka lat temu, już z nimi współpracowałam. Napisałam i z dużą radością odpisali.
    Model ten był tym, który sobie wyszukałam i znalazłam ja sama, jako ten który chciałam zakupić.
    A wynik współpracy to już zbieg okoliczności. Miłych. Deska marki Rebel Toys.
    Rebel Electro, to sklep internetowy, jak i bardzo liczne sklepy stacjonarne. Ze smakiem i wyczuciem skomponowany asortyment. Między innymi Kruger&Matz , którego design uwielbiam.
    Myślę, że następna współpraca to będzie megafon od nich. Żebym mogła mówić do dzieci tylko raz. 😉

    Leginsy i spódniczka to ubranka, które testujemy dla Crazy Legs. 
    Niezwykle miękkie, z wygodną gumką. Spódnice z koła. Co ważne. 🙂 Kręcą się jak szalone.
    Oddychająca bawełna. Idealne do przedszkola/szkoły. Czekam z wielką niecierpliwością na modele dla kobiet…

    Dobrego weekendu Moi Drodzy.
    Wracam we wtorek :*

  • „niepowodzenia”

    Moi Drodzy, jako, że ten tydzień poświęciłam na składanie filmów, od jakiegoś czasu stało się to moją dodatkową, stałą pracą. Prywatne, firmowe, okazjonalne… Ostatnio nawet otrzymałam propozycję teledysku, do notabene przepięknej piosenki… Dobrze. Kocham to robić.
    Zmierzam do tego, że nie miałam czasu na posta. Ale jako, że lubię trzymać tę systematyczność tutaj (wakacje były wyjątkiem) to przychodzę do Was dziś nadal w klimacie sąsiedzkim.
    Moja sąsiadka Marta, projektantka ogrodów, żona projektanta domów (w tym naszego) pisze sobie czasami bloga. Jakiś czas temu dodała posta przy którym pomyślałam – muszę o nim pamiętać i kiedyś się podzielić. To jest ten dzień. A dodatkowo jest początek roku, a treść mocno związana z nauką, lub jej brakiem i zwyczajnym godzeniem się na los. 😉

    Urodziłam się mańkutem w 82r. w związku z czym od razu miałam pod górkę. W tamtych czasach trzymanie kredki czy też łyżki lewą ręką kończyło się uwagą i ciężkimi próbami chwytania do prawej. Moja babcia miała z tym największy problem, mama mniejszy. Na szczęście na gospodarstwie wszyscy mieli kupę innej roboty niż przestawianie mnie „na prawą” i do przedszkola trafiłam jako 100% szmaja. W przedszkolu starsza Pani przedszkolanka od razu wzięła się do roboty. Stała nad każdą moją pracą plastyczną i zerkała czy dłubię prawą. Lewa jednak była silniejsza. Pani to wiedziała i wysłała mnie na badania do psychologa. Pamiętam jak dziś w poradni duże meblościanki typu albena, rudy kok psycholożki i tuman dymu papierosowego. Mama mogła być ze mną, choć w cale nie czułam ulgi, ponieważ moja intuicja dziecka podpowiadała mi, że jestem w tym pomieszczeniu z tą straszną Panią, bo zła jest moja leworęczność. Psycholog dała mi kartkę w kratkę a4 i zaproponowała żebym cos narysowała. Dała mi długopis…. a ja wzięłam go do prawej (bo bałam się do lewej) i w 4 kratkach zmieściłam mikrodomek z mikrokominem, mikrodrzewo z mikrojabłkami, pod którym stała mikrobuda z mikropsem. Nie pamiętam co jeszcze musiałam zrobić, ale w rezultacie Pani stwierdziła, że jestem oburęczna (choć nie jestem) prawo nożna i prawo oczna. To bardziej prawo niż lewo pozwoliło mi w miarę bezstresowo dotrwać do końca zerówki. W pierwszej klasie powtórka z rozrywki czyli nauka pisania prawą + uwagi za najbrzydszy zeszyt, szlaczek i pismo. W szkole pisałam prawą, w domu lewą. Dopiero od 4 klasy nauczyciele przestali mnie męczyć i już nigdy nic nie napisałam prawą. W domu wszyscy się przyzwyczaili choć też nie było łatwo. Najgorzej było kiedy chciałam coś pokroić nożem. Zawsze kazali mi zostawić bo się pokroję. Mama ewidentnie nie umiała na to patrzeć i wyręczała mnie w robotach kulinarnych. Raz, drugi, trzeci kazała odłożyć, zostawić, „stracić się z łocz”, aż przestałam cokolwiek chcieć robić w kuchni. W związku z czym, kiedy w 2008roku wkroczyłam w związek małżeński nie umiałam ugotować przysłowiowych kartofli. W 2012r. w marcu stanęłam w nowej własnej kuchni i poczułam zew natury. Każde nawet najprostsze danie było wyzwaniem. Na szczęście jest Internet z kwestiasmaku i mojewypieki z nieocenionym forum, gdzie pod każdym daniem wiele osób dzieli się swoimi dodatkowymi spostrzeżeniami, niepowodzeniami, sukcesami, możliwymi modyfikacjami. I tak krok po kroczku po 7 latach zaczęłam sobie w kuchni radzić choć do tej pory żadna potrawa nie wychodzi mi za pierwszym razem. Np. taka beza. Białko i cukier z drobnymi dodatkami. A jednak okazało się, że to nie takie proste jakby się wydawać mogło. Kiedy pierwszy raz ją piekłam to wyszła ale… miała być dodatkiem na torciku położona jako zwieńczenie i nie wiedziałam ze ok. 0,5cm rozejdzie się na boki i torcik wyszedł z kapeluszem :). Kolejnym razem opadła, znów następnym stała się gumowata, znów następnym mało chrupiąca, kolejnym lekko przypalona…niepowodzenie za niepowodzeniem! Ale powiedziałam nie! Beza mnie nie pokona! Zaczęłam drążyć temat i okazało się, że problem tkwił w misce… moja była z tworzywa sztucznego, a beza musi być ubijana w szklanej lub stalowej. Po zmianie miski beza wychodzi mi obłędnie. Grunt było się nie poddawać i rozpoznać temat.

    W pracy zawodowej mamy wyjątkową predyspozycję do klientów z problematycznymi tematami. To za wąska działka, to odmienny zapis MPZP od marzeń inwestora, to brak warunków przyłączenia do mediów, to obszar ochronny, to nieprzychylny sąsiad. W takich sytuacjach nigdy się nie poddajemy. Determinacja, i zdolność podejmowania ponownej próby po uprzednim niepowodzeniu to cechy, które w takich przypadkach są bardzo cenne. Piszemy pisma, rozwiązujemy problemy, projektujemy tak, by budynek spełniał wymagania techniczne i założenia inwestorskie. Takie problematyczne tematy trwają dłużej, często wymagają wielu zmian, dostosowywania do pojawiających się obostrzeń, rozwiązywania problemów. W rezultacie powstają cudowne budynki i ciekawe zagospodarowania terenu. Jednym z takich tematów jest budynek mieszkalny jednorodzinny dwulokalowy, dobudowywany do istniejącej zabudowy szeregowej. Kształt działki, ukształtowanie terenu, rodzaj istniejącej zabudowy, zapisy prawa lokalnego sprawiły, że zaprojektowaliśmy prosty budynek z cudownym ogrodem schowanym za murami i pięknym tarasem. HIKO niepowodzenia zawsze kończą się dobrze w myśl zasady: Co Cię nie zabije to Cię wzmocni.

    Ja dodam od siebie, że Marta jak upiecze, to od stołu się nie odchodzi dopóki nie zostanie pusta patera.
    A więcej bloga poczytać można TUTAJ.

  • 8 🎈

    Moja Kochana, oprócz tego urodzinowego poranka i niespodzianek jakie jeszcze dziś nadejdą, chcę podarować Ci coś jeszcze… Albo przede wszystkim to.
    Myślę, że kiedy dorośniesz, będziesz już wiedzieć, że to najcenniejszy prezent jaki dostaje się w życiu.
    Chcę podarować Ci pewną historię. Można dostać tysiące kolorowych rzeczy, ale najpiękniejsze są historie. Bo za historią idzie człowiek i jego czas.
    Gdy byłam mała, Tata zawsze przed zaśnięciem opowiadał mi anegdoty, zdarzenia, gawędy.
    Większość pamiętam do dziś. 
    Ty już to wiesz. Bo kiedy zasypiasz z Dziadkiem to opowiada Ci te przygody. 
    Nawet Ci trochę zazdroszczę.
    Pozwól, że dziś jedną z takich historii na życie podaruję Ci ja..
    A było to tak…

    Pewnego dnia, dwa lata temu, kiedy miałaś ich sześć, podjechało pod nasze podwórko czarne auto.
    W tym aucie, dziś już to wiemy, rozmowa toczyła się taka…
    – Popatrz, tutaj ktoś chodzi po podwórku, podjadę i zapytam.
    – Coś Ty, przecież widać, że to nie jest polak, na pewno nie stąd.
    – Spróbujemy.
    Na szczęście spróbowali, bo Twój Tata okazał się być polakiem, a Oni pytali o ziemie pod dom.
    Kiedy tylko się taka pojawiła, zadzwoniliśmy.
    I są. Sąsiedzi.
    Zamiast bezpośredniego widoku na las, mamy widok na las, który poprzedza taras sąsiadów.
    Ten taras to przedłużenie naszej codzienności.
    Przez okno w sypialni patrzycie czy wstali, bo wtedy zawsze już drzwi są uchylone.
    Przez okno w sypialni krzyczycie „Cześć Asia”, „Cześć Michał”.
    A potem ścigacie się kto z Was pierwszy Im bułki na śniadanie zaniesie. 
    Chcecie iść oboje. To wiadomo. Bo muszę zdradzić Ci sekret moja Kochana. Wiem o waszej sekretnej szufladzie ze słodyczami, którą Asia z Michałem systematycznie Wam napełniają. 
    Asia zawsze pamięta, że kochasz nad życie „rafaello”. 
    Michał pichci Wam rosół, który uwielbiacie. Uwielbiacie go o ósmej rano, kiedy idziecie po słodycze bez śniadania i o 22-ej kiedy zgłodniejecie przy sąsiedzkim biesiadowaniu.
    Pamiętam gdy wytarzaliście się cali w piachu, nawet był w waszych majtkach i skarpetkach, a potem wskoczyliście Im na świeżo pościelone łóżko. Nowe łóżko na którym nikt jeszcze nie spał, a na nim były nowe pościele z dopiero co oderwanymi metkami. Przez chwilę podziwialiśmy te piękną aranżacje na tle drewnianej ściany. A potem wpadliście Wy i myśleliśmy z Tatą, że umrzemy z wyrzutów.
    Tych wyrzutów mamy potem miliony. Kiedy z zielonego flamastra cieknie Wam ten tusz i nową podłogę brudzicie już na wieki. Kiedy Benio nie trafia kamieniem w kupkę piachu i wpada ten kamień z impetem przez okno. Na bielutkie ściany, robiąc dziurę również w podłodze…
    Powrót do domu, czy to z podróży dalekiej czy zaledwie ze szkoły, jest połączony tylko z nosami w oknach samochodu z wielkim i głośnym pytaniem – Asia z Michałem są?
    A Oni są. Zawsze dla Was są. I nigdy nie są na Was źli. Nigdy nie są Wami zmęczeni.
    Pamiętam jedną z rozmów, którą prowadziłam z Wami na tarasie. Mówiłam, że Ich podwórko jest prywatną własnością i nie możecie biegać kiedy zechcecie, że musimy o to pytać i wiedzieć gdzie jest granica… Bo przy tej granicy potrafiliście siedzieć godzinami, gdy Wam nie pozwalałam iść.
    Michał słyszał te rozmowę. Kucnął przy Was i powiedział, że do kiedy Jego podwórko jest Jego własnością, to on pozwala przychodzić kiedy zechcecie. 
    Zachcieliście taplać się w tym sąsiedzkim basenie, a potem wykąpani w cieplutkich ręcznikach leżeliście w miękkich pościelach. Nie raz. I nie raz leżeć jeszcze będziecie.
    I ja wiem, że to są prezenty najpiękniejsze. Ich czas, cierpliwość, serce dla Was.

    Choć ta historia zaczyna się jeszcze wtedy gdy siedzisz na płocie. 
    Każdego dnia. I czekasz aż przyjadą. 
    Gdy na placu stoją tiry, dźwigi. Gdy stają ściany, a wcześniej leje się beton.
    Siedzisz na płocie w piżamie. Powiewa Ci kitka na wietrze i czekasz.
    Gdy nadjeżdżają, widzę z kuchennego okna jak się z Tobą witają. Zawsze biorą Was na ręce albo kucają żeby być na Waszej wysokości. Widzę jak Michał podciąga Beniowi gacie, bo mu spadają z tej chudej dupy jak do Was biegł. I Waszym dyskusjom nie ma końca. Żartom. Opowieściom.
    Nie. Oni nie zadają jednego pytania jak obcemu dziecku. Z grzeczności. 
    Patrzę na to moja kochana każdego dnia. I wiem, że jeden z najpiękniejszych prezentów w Twoim życiu to Ci nasi sąsiedzi. Którzy zabrali nam trochę widoku na las. Ale dali w zamian widok na swoje serca.
    A w tych ich sercach jak w najpiękniejszym lesie. Spokojnie. Beztrosko. Swobodnie. Błogo.
    Kiedy dziś przed Twoim wyjściem do szkoły, przyszli z zaspanymi oczami przez kuchenne drzwi, ze śpiewem urodzinowym na ustach.. Z prezentami Twoimi wymarzonymi. Kiedy zaraz po Nich w dresach, przebrana za letniego Mikołaja dotarła Ich córka, z workiem prezentów zrobionym z koca…
    Kiedy zrobiłam kawy i podgrzałam chałkę z nutellą z daktyli dla każdego…
    Kiedy patrzyłam sobie z boku na Twoje oczy, gdy oglądałaś film jaki dla Ciebie zrobili…
    To uświadomiłam sobie, że nie ma piękniejszych na tym świecie prezentów od historii.
    Ta historia jest Twoją. Daje Ci ją i mam nadzieję, a nawet wiem, że będzie częścią Twojego życia.
    To piękny prezent. Bo możesz mieć go zawsze przy sobie. 
    Ja jestem tylko tą, która Ci te historie dziś daje, Oni są tymi, którzy ją tworzą.
    Życzę Ci moja ośmiolatko z błękitnymi oczami, abyś przez swoje całe życie zawsze najbardziej ceniła i pielęgnowała historię. Bo historię tworzy człowiek i jego czas. A jeżeli Ktoś ofiaruje Ci swój czas, to jakby serce swoje Ci dawał. A może nie „jakby” tylko naprawdę je daje…

    A kiedy przyjdzie już starość, to zawsze pamiętaj zapukać i do Nich, gdy powrócisz na dni kilka do rodzinnego domu. Opowiedz Im co wielkim świecie. Przywieź cukierka z podróży. Ludzie na starość lubią cyckać landrynki. Zapytaj w czym dopomóc i dopomóż. Wtedy historia będzie nie tyle piękna, co niezwykła.

    Kiedy wczoraj wysłałam Twojej Cioci Justynce ten film od Nich, odpisała…
    „To jest wyraz największej miłości jaką ludzie mogli obdarzyć dzieci z sąsiedztwa. To się po prostu nie zdarza!”

    Dziękuję losowi, że Tobie się zdarzyło. Kocham Cię nad życie. Mama.

    film sąsiadów i sami sąsiedzi – comtv.pl