Wszystkie posty w kategorii gościnnie

  • mix inspiracji


    Często mam tak, że sobie myślę – o! to muszę moim czytelnikom napisać, to muszę podpowiedzieć – albo – o! może to też by polubili…
    Zatem tak mi się zbiera, potem zapomnę.
    Dziś mam kilka różności, które podpowiadam bo dla mnie bomba!

    1. Kocham od zawsze. Tracy Chapman. Całą młodość przy niej spędziłam. Ach, a jakie lato z tą płytą w Fordzie Taunusie w kolorze turkus.. Ten głos. Możecie posłuchać tutaj. a Last Night..
    Wciąż niezmiennie mnie koi.

    2. Jadłam ostatnio z rąk męża mojej przyjaciółki na Cyprze. Jako, że kucharzem jest doskonałym zrobił to po mistrzowsku. Genialne te babeczki. Do obiadu zamiast ryżu, makaronu czy ziemniaków.
    Można tyle wymyślić. Z sosem do środka, pieczenią, z sałatką, z gulaszem. Rany, a jakie dobre!!
    Potrzebujemy tylko formy na muffiny, jajka, mleko i mąki. Odrobinę soli jak Ktoś chce.
    Koniecznie zobaczcie filmik Jamie Oliwera – tutaj.
    Podaje się na gorąco. 
    4 jajka
    200 g mąki
    200 ml mleka
    sól
    Zmieszać tak by nie było żadnych gródek. Nalejcie oleju po centymetrze do każdej kieszonki/foremki.
    I ten olej do piekarnika na 20 minut/190 stopni. Z dzbanka z dzióbkiem wlewać do kieszonek masę, najlepiej z łyżką żeby nie kapnęło pomiędzy. Tak do połowy. Zacznie się od razu piec/gotować.
    Wlać w miarę szybko by nie ostygł olej.
    Na 25 minut do piekarnika na tę samą temperaturę. Nie otwieraj piekarnika aż się upiecze.
    A dzieci jak lubią!!!!

    3. Narcos. Serial o Pablo Escobarze. Genialne lata 80’/90′. Ubiór, sceneria. Wagnera Moura powalil mnie na kolana swoją grą aktorską. I oczywiście Pena i Carrillo… 
    Film na faktach. Wart obejrzenia. 

    4. Wielkie kłamstewka. Ten serial dalece inny od poprzedniego. Świat Mam, szkoły, dzieci, małżeństw, przyjaźni i… morderstwa.. Jest tylko 7 odcinków. Nicole Kidman – olśniewająca!
    Rewelacja. O tym, że życie idealne nie istnieje i każdy ma tyle za sobą, że trudno uwierzyć.

    5. Domowy peeling z kawy. 
    Kawę połączyć z odrobiną cynamonu (3 łyżki kawy, 0,5 łyżeczki cynamonu – takie proporcje).
    Trzy łyżki kawy zalać trochę wrzątkiem i jak przestygnie dodać cynamon. 
    Bez oliwy bo zatyka pory. Ujędrnienie widać już po kilku zabiegach. 3 razy w tygodniu.

    6. Kompot. Jak mogę unikam napojów ze sklepu. Oczywiście czasami Im pozwalam, ale u nas w domu króluje kompot. Nie ma dnia bez kompotu. Ale!!!! Nie byłoby  tak na pewno, gdyby nie pewien dzbanek!
    Każdemu Komu mówię, pokiwa głową mówiąc „no,no” i na tym się kończy.. Ale czasami się wkurzę i Im kupię ten dzbanek sama.. a wtedy olśnienie!!! Bo okazuje się że zrobienie kompotu to 2 minuty dosłownie i nie ma lepszego i zdrowszego napoju. I sypnąć truskawek. albo zimą jabłko pokroić (ja kroję ze wszystkim. ze skórką, pestkami, czasami i ogonek wleci) i garść jagód z zamrażalki. 
    tylko każdy z Was powie „no,no”… To trzeba mieć żeby się przekonać, że trwa sekundę i jest boskie.
    Wsypujesz owoce, zalewasz wrzątkiem z czajnika i zamykasz dzbanek na 20 minut. I gotowe!!
    Jeżeli słodzisz cukrem to wsypujesz cukier na owoce przed wrzątkiem. Ja słodzę miodem zatem czekam aż przestygnie. Uwierzcie mi, że każdy Kto go kupi powie – jak mogłam bez tego żyć?!?!
    Tutaj – Tupperware. Ale to możecie gdzie chcecie, dużo ludzi też ma przedstawicielstwa.
    My tego dzbanka używamy od kiedy pamiętam.. Może miałam 18 lat jak Mam kupiła pierwszy raz.

    7. Gazety znam na wylot. Kupuję ich mnóstwo. Zatem dużo mogę powiedzieć o ich zawartości i wartości..
    Moim numerem jeden jest… Wróżka.. Teraz każdy mówi pod nosem – co?!?! Kojarzy się przecież z horoskopami i tandetnymi historiami.. A właśnie.. Jest to jedyna gazeta z którą spędzam dłuższy czas.
    Oczywiście jest na końcu 10 stron z horoskopami, ale czasopismo ma przede wszystkim genialne artykuły.
    O Historii, o zbrodniach, o odkryciach, o znanych postaciach. Jest super napisana. I gdyby pewnego dnia nie przekonała mnie siostra to bym nawet na nią nie zerknęła na półce w kiosku.
    Dla mnie najważniejsza gazeta miesiąca. Bo już mam dosyć ciągle artykułów o opalaniu, dietach itp…
    Zapewniam, że nie jest głupia i pusta. A zupełnie wręcz przeciwnie. Ktoś tam ma to dobrze przemyślane, a nie żeby odbębnić kolejny numer i połowa to reklamy.

    8. Książka Guguły. Niestety tylko 100 stron. To Myśliwski w kobiecym wydaniu. Ten styl pisania, te opisy, spostrzeżenia.. Zjawisko i konieczność dla każdego Kto lubi czytać.. Dla mnie to była zaledwie godzina czytania, ale co to była za godzina!! Tak niecodzienne uczucie podczas czytania, gdy żyjemy już w tym świecie..

  • to działa.

    Chciałabym bardzo podpisać autora, ale nie potrafię znaleźć. Jeżeli Ktoś zna, proszę o kontakt, od razu podpiszę. Tekst podesłała mi Marlena, znalazła gdzieś w internecie. Perfecto!!
    Warto przeczytać. Serio.

    „Wyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.
    Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest ci niewygodnie – na śmietnik.
    Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie.

    Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki (to już nawet nie jest śmieszne!!!)
    Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a ty: „Uhm! Koszmar!”,
    a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co ci to?

    Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!
    Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!
    Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. Nobody is perfect – powieś sobie na lodówce zamiast diety.
    Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś…
    Wyrzuty – won do diabła. Wszystko się zgadza.
    Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji. Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność. Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl. Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej.
    Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Jutro, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.

    Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.
    Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał! Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!
    Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.
    Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.
    Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień (no dobrze – dwa!) i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl.
    Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?
    Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete. Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło.
    Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, „grzecznym chłopcem” , przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.
    Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr. To nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.
    Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.
    Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast!
    Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.
    To żyje.
    To działa.”

  • o miłości

    Pierwsze co następuje to ospa, zatem moja głowa nie jest w stanie wymyślić nic mądrego.
    A nawet nic jakiegokolwiek. Jestem nastawiona na „Mamo swędzi!”, „Mamo drapie!”, „Mamo boli”, „Mamooooo”.. Mam wrażenie, że chorujący dostaje z każdą nową krostą pakiet miliona możliwości do wykorzystania słowa „Mamo” pod każdą postacią 😉
    Zatem nie będzie słów o moich przemyśleniach i analizach życia, bo ich chwilowo nie ma.
    Ach nie!! Są, one nigdy nie przemijają i nie cichną, ale nie jestem w stanie przenieść ich na klawiaturę w sensownej formie.. 🙂

    Będzie dziś zatem o miłości. O filmach z miłością. Piękną, trudną.. 
    I choć nie uda się zebrać nawet jednej setnej moich ulubionych filmów o miłości to zestawię kilka tytułów. Nie jestem w stanie ustalić ich hierarchii ani miejsca na liście ulubionych.
    Myślę nawet, że o wielu najlepszych w ogóle nie wspomnę, zapomnę, bo to będzie zaledwie ich mała garstka.
    A jak kliknę „opublikuj” to będę się łapać za głowę i mówić „O rany, a o tym zapomniałam”, „o kurde, przecież ten jest mój ulubiony”…
    No ale… Te które publikuję dziś też należą do moich „wartościowych i ważnych”. 
    Do zwyczajnie „pięknych filmów o miłości”..

    Nie wiem czy mam wspominać o tych moich ukochanych o których pisałam milion razy już..
    O „Duma i uprzedzenie”, „Ogród Luizy”, „Fortepian”, „Noce i Dnie”
    O takich klasykach najpiękniejszych jak „Pamiętnik”, „Czas na miłość” , „Grease”

    Napiszę zatem o pierwszych 10 jakie przychodzą mi do głowy a o jakich nie pisałam i nie są może „szlagierami”…

    „Dom Dusz” – pamiętacie ten film? Kiedy byłam mała puszczali go często na TVP2. Jak ja go kochałam!
    Tam się tyle dzieje, tyle emocji.. Takie gwiazdy grają. Koniecznie. Taka klasyka jak „Wichry Namiętności”.
    A książka podobno też piękna. Nie czytałam, muszę nadrobić tę okropną zaległość.

    „Powtórnie Narodzony” – ile ten film wzbudził we mnie uczuć.. Poprowadził mnie przez histeryczny płacz, przez wzruszenie, przez niedowierzanie.. Zjawiskowa gra aktorska Penelopy. Muzyka, zdjęcia..
    To taki film, który się pamięta do końca życia. Nawet po długich latach pamiętasz jego skrawki, urywki, momenty..
    Gra tam też główny bohater z filmu „Wszystko za życie” (org „Into the wild”) – również konieczny do obejrzenia.
    Piękny!!! Zjawiskowy!!

    „Apartament” – to chyba taka trochę klasyka filmów o miłości. Ale nigdy o nim nie pisałam to wspomnę, że rozczula do cna. Tak że jesteś tą miłością, oczekiwaniem, rozczarowaniem… Stajesz się częścią tej historii.
    Wspaniały!!

    ” Mildred Pierce” – to 6 odcinkowy serial zrobiony przez HBO. Główna rola należy do Kate Winslet.
    Mistrzowsko zagrana, piękne lata 30’te. Genialnie nakręcony. Ogląda się z zapartym tchem.
    Polecam wygospodarować więcej czasu, bo nie wyłączycie po kilku odcinkach. To się ogląda za jednym razem… Piękna paleta ludzkich uczuć, zdarzeń, konsekwencji. Miłości do mężczyzn, do dzieci, do siebie…
    Myślę, że to ważny film do życia po prostu..

    „Wiek Adaline” – ach, byłam w kinie. Główną rolę gra Blake Lively, O żesz! Jaka piękna tam jest! Nie mogłam się napatrzeć. Na jej kobiecość, ruchy, gestykulację.
    Piękna historia, piękna miłość. Zdjęcia moje ulubione, bo nie z dziś a z połowy XX wieku.
    Cudowny!!

    „Droga do szczęścia” – a to film o trudnej miłości. O trudnych wyborach. O trudnych decyzjach.
    Film niewyobrażalnie smutny, prawdziwy. Ale nawet nie myślę, że Ktoś mógłby Go nie zobaczyć.
    Warto.

    „Mamuśka” – o miłości każdej. Miałam taki czas w życiu, że ogłądałam go dwa razy dziennie.
    Do dziś płaczę gdy oglądam lub gdy słyszę tę piosenkę.
    Myślę, że każda Mama (ja kiedy go odkryłam Mamą jeszcze nie byłam) musi go obejrzeć.
    Przygotujcie sobie tylko odpowiednią ilość chusteczek, bo ja płakałam w głos.
    Oraz oczywiście najlepsza obsada aktorska.

    „Blue Valentine” – ma swój klimat i kolory. Takie historie miłosne lubię najbardziej. Nieoczywiste, tak nakręcone. Zresztą… Rayan Gosling… to wiadomo…

    „Była sobie dziewczyna” – Mam taką przyjaciółkę, z którą od lat oglądamy filmy jak to nazywamy „o szkole”.. I choć lata mijają, my stare kobity te filmy o szkole…
    Ta historia o miłości jest przewrotna.. Mówi o czasami innym jej obliczu.. 
    Lubię baaaaaardzo!! I tamte lata… Samochody, mieszkania.. Ja się urodziłam zdecydowanie w złych latach…

    „Dalida” – byłam ostatnio w kinie. Film na faktach, biograficzny. Posiadający w sobie tak wielkie pokłady miłości… Miłości ulotnej, zakazanej, przemijającej, niechcianej… Chyba każdej tak naprawdę..
    Byłam zachwycona.


    Tak jak myślałam! Powracam dopisać! 
    „Love Rosie” – aaaaaa!!!! piękny! piękny!! ja uwielbiam jak gra w nim Sam Claflin.
    tyle tam życiowej prawdy. Miłości domowej i tej niewypowiedzianej..

    No i z klasyki wspaniałe „Igraszki Losu”.
    Mój ukochany typ. Miłość i Boże Narodzenie.