Wszystkie posty w kategorii gościnnie

  • WOŚP


    Moi Drodzy, jak co roku z wielką przyjemnością wystawiam swoje prace na licytację WOŚP.
    W tym roku się trochę ich nazbierało, co mnie bardzo cieszy.
    W skład aukcji wchodzą cztery książki dla dorosłych: Blog, O życiu, Los i sierpień.
    Dla dzieci: liść, koszyk, pod ziemią i Gucio.
    Dla wszystkich weź ze sobą.
    Dodatkowo ZAPISOWNIK oraz plakat „alfabet”.
    Do paczki dołączę małe drobnostki niespodzianki.
    Zostawiam Wam link do aukcji i trzymam za nią mocno kciuki.
    KLIKNIJ TUTAJ.

  • dom sąsiadów


    Za każdym razem kiedy pokazuję dom sąsiadów ze swojego kuchennego okna, piszecie mi  –  Jula, pokaż w środku…
    To poleciałam z aparatem i Wam pokazuję 😉
    Jako, że o sąsiadach moich pisałam Wam już wiele razy, tak dziś zostawię tylko zdjęcia.
    I marzę tylko aby mieli w sobie ogromne pokłady cierpliwości by umieli ze mną wytrzymać :).
    Bo żyjemy obok nie tylko przez płot, ale po prostu jak najbliższa rodzina. 
    Sąsiedzi – kocham Was bez zmiennie. Na te święta życzę sobie byśmy byli ze sobą zawsze. Ze swoimi zaletami i wadami. Z lekkością i trudnością. Ze śmiechem i łzami. Po prostu. Zwyczajnie, czyli prawdziwie. I z sercem i z nerwami. I z wdzięcznością i złością.
    Jak ludzie. Jak sąsiedzi. A sąsiad najważniejszy.
    Jeszcze tyle przed nami wspólnych upalnych dni w basenie, wieczorów przy ognisku, urodzin, świąt, sylwestrów… Oby jak najwięcej… Jeśli tylko zdrowie…. Bo jak będzie, to już wiem, że przetrwamy razem wszystko.

  • jesienny kolaż propozycji.


    Moi Drodzy, mam tutaj teraz trochę roboty poza blogiem, ale nie lubię zostawiać tu zbyt dużej ciszy, co czasami Wam nadmieniam, bo blog to mój filar. To w drzewie genealogicznym ta pierwsza para, od której odchodzą potem potomkowie…
    Dlatego zostawię Wam dziś kilka propozycji jesiennych. A że jesień to filmy, książki, gry i jedzenie to akurat… 🙂

    1.
    „Poczujcie rytm” (Netflix)- to jedna z takich historii amerykańskich. Czyli jest przerysowane, oczywiste…
    Ale, to film dla młodych dziewczynek. I ja oglądałam go kilka dni temu z Tosią. W kocu, z herbatką i popcornem. I się tak uśmiałam! Bo tam jest taka nauczycielka baletu na wsi i na każdym kroku mnie bawiła swoim zachowaniem. W głos czasami parskałam, choć komedii ja jakoś nie lubię.
    Główna aktorka piękna więc się super patrzyło… 
    To jest idealna propozycja na popołudnie Mamy z córką bądź córkami. Choć nasz Benio też oglądał.
    Taki cudowny lekki film. 

    2. 
    „Dixit” – to gra na wyobraźnię. Na wymyślanie, tworzenie, szukanie w sobie, odnajdywanie w przeciwniku. To gra dla całej rodziny, która pozwala rozwijać nasze możliwości.
    Piękna estetyka, wciągająca, zabawna i rozczulająca. Kochamy!! Idealna na jesienne, długie wieczory przy ciepłym kakao.

    3.
     „Szklany Zamek” – już nadmieniałam o tym filmie jakoś ostatnio. Czas mija, a on mi w głowie siedzi.
    Piękna opowieść. O ludzkich słabościach i o ich sile. O dzieciństwie i zależnej od tego dorosłości.
    O uzależnieniach i konsekwencjach. Koniecznie do zobaczenia. Bo przede wszystkim jest o miłości.

    4.
    „101 obrzydliwych faktów” – nie wiem jak u Was, ale moje dzieci kochają tematy obrzydliwe.
    Wszystko co dotyczy kupy, dupy i rzygów. Taki okres. Zatem ta książka, to ich miłość największa.
    Ale tak serio, to nie mogę się doczekać wieczorów aby czytać, bo takich super rzeczy ja się sama dowiaduję. Np, że człowiek za życia zrzuca z siebie 70 kg skóry. Tyle się z nas łuszczy.
    Że dziennie wypijamy pół szklanki swoich smarków z nosa. A przy chorobie od szklanki do dwóch.
    Że podczas życia wytwarzamy dwa baseny olimpijskie śliny. No po prostu 101 genialnych faktów.
    I w środku fajnie ilustrowana. Porządnie wydana. U nas sztos!

    5.
    „Wielka Samotność” – 500 stron w dwa dni. Po tym jak czytałam prawie do świtu, to wczoraj nie mogłam ręki podnieść, bo tak mnie bolała od trzymania książki. Piękna! Zjawiskowa i wspaniała.
    Po mojej miłości wielkiej do „gdzie śpiewają raki”, wiele z Was mi ją poleciło. Że podobna.
    Myślę, że podobny był wiek bohaterek, odludne miejsce i trudna sytuacja rodzinna. Trudna nie… ona była dramatyczna.
    Książka, która nie pozwala nabierać tchu, czyta się na jednym wdechu i marzy o tym, aby się nigdy nie kończyła, a zarazem aby kończyła się już i aby było dobrze. Tej nocy nie przespałam, bo w środku aż cała chodziłam z podminowania i tak rozmyślałam. Całą sobą ją przeczytałam i będzie jedną z tych, które zapamiętam do końca życia i wstawiam ją do moich ukochanych pozycji książkowych.
    Choć „słowik” tej autorki mi nie podszedł, tak tą uważam za arcydzieło.

    6.
    No i coś na ząb – Langosze.
    Moje dzieci kochają a ja nienawidzę, bo gdy zrobię to się opycham bez opamiętania.
    Robimy zaczyn:
    40 dag drożdzy świeżych.
    400 ml mleka.
    dwie łyżki mąki.
    jedna łyżeczka cukru.
    jedna łyżeczka soli.
    (ja to podgrzewam i mieszam w termomixie, ale w garnku też można. Tak do 40 stopni. I zostawiam aby wyrosło trochę. Na np. 15 minut.)

    Potem dosypuję około 500-600 dag mąki. Wedle uznania. Ja nie lubię gdy ciasto jest kleiste, więc dodaje więcej. Wyrabiam. Zostawiam na 30 minut. Też na oko.
    Potem rwę kulki i z nich na podsypanej mąką desce, wałkuję na placuszki.
    I tu też każdy musi wedle uznania zobaczyć, czy woli grubsze i miękkie czy cieniutkie i chrupkie.
    Rzucam je na gorący olej do garnka lub głębokiej patelni. Musi pływać ten placek tam.
    Odsączam na papierze.
    Smaruję gotowego śmietaną 18% do której wciskam duuuużo czosnku.
    Po wierzchu posypuję startym żółtym serem. 
    My te langosze po prostu ubóstwiamy!!!

    Mam nadzieję, że choć jedna podpowiedzieć jesienna sprawi Wam radość.
    Spokojnego, ciepłego weekendu życzę.
    A w poniedziałek wracam do Was z…. premierą moich książek.
    Ściskam Was mocno. I serdecznie.