Wszystkie posty w kategorii gościnnie

  • fartuch

    W taki upał jesteśmy na słońcu..
    Łapiemy wakacyjny, wiejski czas.
    Jednak zostawię kilka słów. Nie moich. Znalezionych w czeluściach internetu, bez podpisanego autora.
    Zapisuję tutaj. Może Wam przyniosą przyjemność, a ja dzięki temu ich nie zgubię.

    „To będzie długi czas, zanim ktoś wymyśli coś, co zastąpi babciny fartuch…
    Fartuch ma chronić ubranie pod spodem, moja babcia zawsze miała ich kilka. Fartuch nosi się również dlatego, że łatwiej było wyprać fartuchy niż sukienki i na fartuszki zużywano mniej materiału. Ale wraz z tym służył jako jedna łapka do usuwania gorącej patelni z pieca. To było cudowne i bardzo praktyczne do suszenia dziecięcych łez. Do kurnika, fartuszek był używany do noszenia jajek. Gdy przybyli goście, ten fartuch był idealną kryjówką dla nieśmiałych dzieci. Te stare fartuchy wytarły wiele spoconych brwi, pochylonych nad gorącym piecem w upalne dni.
    Jesienią, fartuszek był pełen jabłek, które spadły z drzewa.
    Kiedy kolacja była gotowa, babcia wychodziła na ganek, pomachała jedną ręką, a druga była w kieszeni magicznego fartuszka, w którym zawsze był jakiś cukiereczek. Mężczyźni wiedzieli, że to czas, aby przyjść z pola na kolację.”

  • Ulubieńcy lata – kolaż



    1. Uwielbiam Santa Montefiore na lato. To lekkie historie z miłością, przepięknie przeplatane sagi rodzinne. Wciąż zaskakuje mnie wyobraźnia autorki. Ile można wymyślić ludzkich dróg i losów.
    Na leżak i koc idealna. Czytałam już kilka Jej książek, w tym miesiącu przeczytałam tę sagę  – „Kroniki Deverillów”. A jeżeli jeszcze Ktoś kocha opowieści dziejące się w Angielskich zamkach na przełomie 1900 roku to wprost wymarzona.. To taka książka gdzie czytasz, potem przymykasz oczy i rozmyślasz nad losem bohaterów. Bardzo lubię.

    2. Mini zestawy z Makosh. Są zestawy do ciała albo do twarzy. Zestaw mój zawiera peeling, masło, balsam i eliksir. Do tego dostajemy to w eko kosmetyczce z dużą torbą na ramię. Może być plażowa, a może na zakupy. Idealne na prezent, na wakacje. Ilości pozwalają zapoznać się z kosmetykiem i dobrać do swoich potrzeb. Żurawina, pomarańcza z cynamonem i melon z ogórkiem.
    (Kod: „EKOLATO10” nalicza -10% na wszystkie nieprzecenione produkty, ważny jest do niedzieli 12 sierpnia w sklepie Ekopolka.pl)

    3. To mój hit odkrywczy ostatniego czasu. Pięknie pachnie, ma rewelacyjny skład, genialnie się rozprowadza, nawilża i powoduje delikatne brązowienie skóry. Nie ma żadnych zacieków, czy tego wszystkiego co zawsze spotykałam w samoopalaczach czy balsamach brązujących. Dla mnie super. Nie ma tych okropnych zapachów jak przy wszystkich kremach, które brązują. Ogromnie wydajne. Z samej nakrętki zgarnęłam palcem to co się odbiło i starczyło na dwa dni nakładania. A gdzie dopiero cały pojemnik. Nakładam też na twarz. Dla mnie kolejne cudo, które udało mi się odkryć. Jak już żyć nie mogę bez serum dla koneserów, tak teraz to jest kolejny ukochany kosmetyk.
    Brązujący balsam do ciała – Pomarańcza z cynamonem.
    (Kod: „EKOLATO10” nalicza -10% na wszystkie nieprzecenione produkty, ważny jest do niedzieli 12 sierpnia w sklepie Ekopolka.pl)

    4. Olejek do włosów z Aussie. Choć nie jest to super skład. Choć nie zawiera tylko zdrowych składników to ma coś w sobie, co nie pozwala mi go nie posiadać na półce. Zawsze gdy już nie ma ratunku, gdy włosy wyglądają koszmarnie a wyjść z domu trzeba to on mnie ratuje. Może nie jest kosmetykiem leczącym przyczynę choroby włosa, a jedynie skutek i to wygładza na czas teraźniejszy, to bardzo, bardzo go lubię i chwalę sobie. Na mokre po umyciu a przed rozczesaniem, na suche końcówki. Na już wyschnięte włosy też.
    Aussie 3 Miracle Oil.

    5. Pytacie mnie o te sandały często. Ja kupiłam swoje na Cyprze u mojej przyjaciółki. Są ze sznurka. Nie czuć ich na nodze, jakby się na boso chodziło. Pierze się je w pralce. 
    To nomadic state of mine. Wystarczy wpisać w google i wyskoczą sklepy w USA, Turcji, na Cyprze.
    Jest też już sklep internetowy polski, gdzie wysyłają z Cypru. Ale warto odwiedzić wszystkie żeby zobaczyć ceny i ceny przesyłek. Warte zachodu.

    6. Odkryłam ostatnio gazetę wydawaną przez Wyborczą pt „Książki”. Lubię gazety do czytania. Bo np. Vogue to nie moja bajka. Znajdziecie tam wywiady z autorami, fotografami, ludźmi sztuki. Polecenia czytelnicze. W ostatniej był dodatek z inspiracjami książek dla dzieci. Pięknie wydana. Fajny papier.
    Polecam na lato. W każdym lepiej zaopatrzonym kiosku z gazetami i empiku.

    7. Przepis na ciasto. Takie trochę kruche. Może być do śliwek, jabłek, gruszek.. Wszystkiego co macie akurat w domu, na co akurat jest sezon. Bardzo szybko i łatwo się robi, a do tego przepyszne!! Robiłam w piątek, będę robić i jutro.
    Kruchy placek z cynamonem.

    8. Ania z Zielonego Wzgórza na zawsze będzie tylko jedna jedyna. Ta z 1985 roku z Megan Follows.
    Jednak patrząc na nową aranżacje „Ania, nie Anna” i rozpatrując ją jako zaledwie inspiracje powieścią, a nie jej idealnym odwzorowaniem to… można się w niej zakochać. Ciężko było mi przestawić swe myślenie, gdy historia toczyła się nie tak jak mam wyryte w swej pamięci, ale udało się. Główna bohaterka, pejzaże, budynki, stroje… wszystko tam jest ucztą dla oka. Serial zrealizowany wprost przepięknie. Estetyczne arcydzieło.
    Ja oglądam na Netflix.

    9. Słuchajcie, wróćcie do badmintona. Gramy ostatnio wieczorami i jest bosko.
    Przypomina mi się wtedy jak grywaliśmy w młodości… i liczenie 45,46,47,48 i wpadła lotka między żyłki w paletce!! to było najgorsze! bo jeszcze skucha to się przeżyje, zrozumie, ale tak durnie stracić płynność w grze…?!

  • wojna i róże

    Uwielbiam historie, które przez przypadek wychodzą ze zdjęć. Zgrywasz zdjęcia z aparatu i zupełnie niechcący nasuwa się historia, dialogi…
    W sobotę Iwonka Wiśniewska miała swój wieczór autorski w Krakowie.. Ja miałam tę wielką przyjemność spędzić z Nią i Jej mężem cały weekend. Było śmiesznie, poważnie, z rozmowami, przygryzaną rzodkiewką… 
    Iwonka, jest dokładnie taka jak jej pisanie… Mądra, delikatna a zarazem bardzo zaradna i z energią, bardzo kobieca, empatyczna, dobra, spokojna kiedy trzeba, wariatka gdy przychodzi na to odpowiedni czas, troskliwa, domyślna, ciekawa, pracowita… Taka, że patrzysz na nią i myślisz „co za kobieta, co za klasa”, ale zerkasz też przy śniadaniu, jak siedzi w dresie bez makijażu i jest taka naturalna, z sąsiedztwa…
    Bo ja na przykład jestem zawsze takim chuliganem z boiska i zazdroszczę takim dystyngowanym kobietom jak Iwonka…
    Wieczorem piszę „Iwciu, podeślij mi zdjęcia jakie masz.” Bo zdjęcia robił Iwonki mąż – Marcin.
    A Ona podsyła mi je tak…
    Z taką historią….

    „Wyprawa wojenna pod przywództwem Julii Rozumek.
    4 pułku piechoty kobiecej.”


    Julia: Módlmy się. Módlmy się z całego serca za powodzenie nasze.
    Iwona: cisza tam w drugim rzędzie! Modlić się!


    Za mną na wojnę moje Panie!


    Wyobrażasz sobie, że żadna nie poszła na front…


    Aż mi słabo…


    A tak nadzieję w Was pokładałam. Tak z całego serca ufałam…


    Weź przestań… Ja tam wolę wykąpać się w płatkach róż.


    Wojna nie wpływa korzystnie na skórę.


    Hahahaha! No jaja se przecież robię.

    I kilka zdjęć poza historią… 🙂

    Niezwykłe kobiety przychodzą na te spotkania.. Chciałoby się każdą choć trochę schować do swojej kieszeni.. Od jednej wziąć doświadczenie, od innej dystans i humor, od kolejnej energię…
    Od tej kolor włosów, od kolejnej piegi…