Wszystkie posty w kategorii gościnnie

  • na weekend

    Dobrze jak czasami Kto coś podpowie, poleci..
    Pomyślałam, że na ten nadchodzący weekend polecę Wam moje ostatnie odkrycia.
    Takie ulubione z ostatniego miesiąca. Czyli co ostatnio z oglądanych mnie się spodobało i co zasmakowało.

                                                                                      Kulinaria

    1. Nasiona Chia z bananem. Przepis i zdjęcie pochodzi ze strony kwestiasmaku.pl
    Jednak  ja trochę zmieniłam przepis i jest zdecydowanie dla mnie lepszy, pod mój gust.
    Składniki bardziej dostępne i mniej kłopotliwe a i dla mnie smaczniejsze.

    2 PORCJE
    • 1/4 szklanki nasion chia
    • 350 ml mleka kokosowego
    • 2 łyżeczki cukru brązowego
    • 1 łyżeczka cukru wanilinowego
      Banany:
    • syrop klonowy (na oko, zależy jak słodkie lubicie)
    • 1 banan
    • 2 łyżeczki soku z cytryny
    • Chia w mleku kokosowym: Do rondelka wsypać nasiona chia, wlać całe mleko, dodać cukier brązowy, cukier wanilinowy i zagotować na średnim ogniu. Zmniejszyć ogień, przykryć garnek pokrywką i gotować na minimalnym ogniu przez ok. 10 minut.
    • Karmelizowane banany: Na rozgrzaną patelnię położyć pokrojone na pół i wzdłuż banany. Polać syropem klonowym w zależności jak słodkie lubicie. Smażyć przez ok. 1-2 minuty, aż banany się zrumienią i przewrócić na drugą stronę, powtórzyć smażenie.
      Na końcu można skropić sokiem z cytryny

    2. Tarta z białą czekoladą i granatem. Ostatnio jadłam u Karoliny i zwariowałam!
    Bez pieczenia, mało składników a zjawiskowo dobre!
    Zdjęcie i przepis pochodzi ze strony Mniam!

     Czas przygotowania: 20 min + 1h chłodzenia

     Składniki na spód:
    • 225g ciastek Digestive lub Holenderskich
    • 70g masła
    • 100g białej czekolady
     
    Składniki na krem:
    • 250g Mascarpone
    • 200g śmietany 36%
    • 100g białej czekolady
    • 1 owoc granatu
     
    Ciastka pokruszyć dokładnie w malakserze lub tłuczkiem kuchennym zakończonym gałką. Masło i czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, po czym dodać do ciastek i dokładnie wymieszać. Masą wylepić formę do tarty, mocno przyciskając. Spód chłodzić w lodówce w czasie przygotowywania kremu.
     
    Czekoladę na krem rozpuścić w kąpieli wodnej, wystudzić.
     
    Śmietanę ubić na sztywno, uważając, aby jej nie przebić. Pod koniec ubijania dodać Mascarpone i delikatnie zmiksować przez krótką chwilę. Dodać wystudzoną czekoladę, wymieszać delikatnie łyżką. Krem wyłożyć na spód, posypać ziarenkami granatu. Chłodzić w lodówce ok 1 godz.
     

    * jak wyłuskać ziarenka granatu: owoc przeciąć na pół, a każdą z połówek na ćwiartki. Granat jest bardzo plastyczny, zatem można swobodnie wydobywać ziarenka palcami, wyginając skórkę tak, aby umożliwić ziarenkom wypadnięcie ze środka

    3. Sałatka z krewetkami. Ostatnio bym jadła wszystko co z roszponką.
    Zatem sałatka którą wypróbowałam i smakuje pysznie. Głownie też za sprawą krewetek na maśle ziołowym.
    Przepis i zdjęcie pochodzi ze strony przepisy.pl

    Składniki:

    • krewetki 
    • Sos sałatkowy włoski Knorr 
    • roszponka 
    • pomidorki koktajlowe 
    • masło ziołowe 
    • oliwa z oliwek 
    • Sok z 0.5 cytryny
    • parmezan starty w płatki 
    • pieprz czarny
    Sos rozmieszaj z trzema łyżkami wody oraz oliwą. Roszponkę umyj, wysusz i rozłóż na talerzach.
    Pomidorki pokrój na połówki i rozłóż na sałacie.
    Masło rozpuść na patelni i przesmaż na nim oczyszczone i osuszone krewetki. Dopraw pieprzem i sokiem z cytryny.
    Gotowe krewetki ułóż na sałacie, posyp płatkami parmezanu i podawaj. Cząstki cytryny będą mile widzianym dodatkiem.

    Film


    “Służące” oglądałam już trzy razy. Pierwszy raz dawno temu. Ale niedawno mi się o nim przypomniało.
    Cudowny film. Wzrusza, bawi. Piękne wnętrza i stroje lat 60 tych.
    Do zobaczenia koniecznie. 

    “Śniegi wojny” ten film wybrał na wieczorne seanse mój mąż i ja byłam oczywiście na “nieeeee” , bo nie ma wątku miłosnego. A film był rewelacyjny. Choć akcja dzieje się praktycznie w jednym miejscu to jest tak prawdziwy (zresztą na faktach), tak fajnie zagrany. Bardzo, bardzo mi się podobał. No i oczywiście II wojna światowa która jest tematem który można oglądać zawsze. I także można się wzruszyć i pośmiać.
    Zatem już mniej będę protestować gdy wybierze On.

    “Powiedźmy sobie wszystko” polecony przez moją siostrę. Idealny na weekendowy wieczór.
    Luźny, szczery, rozbrajający. Genialny! 

                                                                    Muzyka

    Całkowicie mnie rozkochała w sobie! Słucham bez ustanku od miesiąca.



  • na luty


    Taki piękny szron nas dziś przywitał za oknem.
    Pierwsza zobaczyła Tosia wdrapując się na grzejnik i sadowiąc na parapecie.
    A teraz gdy usiadłam do laptopa, rozejrzałam po tych oknach i nadziwić nie mogę jak może być na świecie pięknie. 
    Zawsze tak mam jesienią, patrząc na tę ścianę lasu. Kolorowych liści.
    Czasami wyjedziemy na kilka dni zostawiając puste gałęzie, a po powrocie tyle zielonych pączków wiosennych.
    Czasami witają nas rankiem liście nadmiernie zganiane przez wiatr i smutno nam, że to już..
    że czas z jesienią się pożegnać..
    ale nadchodzi zima.. i dostarcza na nowo tyle wizualnych rozkoszy..

    Ostatnio Tosia mnie pyta..
    – Wiesz Mamo jaka jest moja ulubiona pora roku?
    – Jaka?
    – “Kiedy jest jesień to ulubiona jest jesień, jak jest wiosna to ulubiona jest wiosna.”

    Czyż odnosząc to do każdej dziedziny życia nie żyło by się nam lepiej?
    Cytat ten pochodzi z książki o Panu Kuleczce. Naszym ulubionym zresztą.
    Choć ostatnio do ulubionych całkowicie i na amen dołączyło 10 zgubionych skarpetek.
    Życie i czas jest liczony na czytanie o skarpetkach co znikają pod pralką.

    Fantastyczna pozycja książkowa! i ja ile mam do myślenia, ile się nauśmiecham pod nosem.

    Dziś mam dla Was kilka propozycji książkowych dla dzieci i dla nas dorosłych.
    Dla Mam. “Mag” i “Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki”.
    Johna Fowlesa “Mag’a” czytałam bardzo dawno temu, ale do dziś pamiętam wyjątkowo.
    Jedna z moich ulubionych książek. I co w niej fajne, to fakt, że dla każdego.. bo kryje w sobie wiele gatunków literackich. To proza z najwyższej półki. Nie ma miejsca na banały.
    Nie znam nikogo Komu Mag nie skradłby serca i duszy.
    “Szelmostwa” Vergasa Llosy jest książką wciągającą od pierwszych stron. Intrygującą, nie pozwalającą się odłożyć.
    O zjawiskowej miłości, pełnej niedopowiedzeń i zupełnie nieoczywistej.
    I ta książka jest u mnie na liście pt. “przeczytałam w jeden dzień”.

    Dla Dzieci:
    “Lenka”, to taka pozycja dla najmłodszych o akceptacji, tolerancji..
    O grubej dziewczynce z którą nikt nie chciał się bawić i która w końcu zaprzyjaźnia się z pewnym chłopcem.
    Ja jestem całkowicie zakochana w ilustracjach tej książki.
    Dla mnie miernikiem dobrej książki dla dzieci jest przede wszystkim ilość razy jaką mam ją czytać dzieciom.. Tę znamy już prawie na pamięć..

    Ale na pamięć to już zupełnie Tosia zna “365 pingwinów”.
    Dziennie musimy przeczytać kilka razy. Słucha uważnie też Benio. I choć do krótkich nie należy, to On potrafi przesiedzieć i wysłuchać całej.
    Rymy, historia i dowcip czynią ją wyjątkową.  Na pewno będzie to książka wyczytana do cna.

    Zanim zrecenzuję i polecę Wam książkę, muszą się one długo u nas wysłużyć.
    Muszę wiedzieć, że moje dzieci je nie tyle lubią co uwielbiają.
    Dostaje tygodniowo sporo książek z różnych wydawnictw czy sklepów, ale wybieram tylko kilka.
    Książka “Przed i Po” to pozycja dla maluchów. Jest numerem 1 u Benia.
    U nas już pół roku.

    Prosta, zwykła książka można rzec.
    Pierwszy rysunek przedstawia przed a drugi po.
    Jednak dialog jaki można dzięki temu nawiązać z dzieckiem, ilość napisanych scenariuszy przez dorosłego..
    Rysunki nie “przecudaczone” a zwyczajne. Kolorowe, prawdziwe.
    To najczęściej przynoszona książka przez Benia do czytania.
    Dołącza się Tosia do opowieści.. 
    A teraz przyszedł czas, że starsza siostra “czyta” ją sama swojemu bratu.
    “Patrz Beniu, tu jest las, a potem przyszedł pożar i jest o tak. Widzisz, mchu nie ma, musi odrosnąć.
    Ptaszki muszą wrócić i robaczki do ziemi. Ogień wszystko zniszczył. Ale nic się nie martw, wszystko słońce i deszcz naprawią.”
    Książka jest naprawdę gruba.
    Sumując… w dziecięcych półkach “niesamowite przygody 10 skarpetek” oraz “przed i po” to te z jednych najlepiej kupionych książek. 

    Choć te pingwiny też robią u nas szał.

    Ta aura kazała mi spakować książki w plecak i w piżamie porobić zdjęcia na dworze.

    Powiedzcie mi, czy chcielibyście takiego posta z listą ulubionych filmów?

  • drzewo


    Pozwalam sobie wkleić Wam książkę. Już dawno niewydawaną. 
    Pokazana i powielana w internecie mnóstwo razy. Dostępna w całości publicznie.
    Niezwykle szeroki wachlarz emocji po przeczytaniu.
    U niektórych zadumanie, u innych złość..

    Przepięknie recenzuje ją miesięcznik Ryms

    “A mimo to – nieszczęśliwą postacią w tej opowieści jest człowiek, który ciągle za czymś goni, nieustannie czegoś mu brak i nawet, gdy osiągnie jedno, już myśli o następnym. A drzewo? W swym niewzruszonym spokoju tkwi w jednym miejscu i jest szczęśliwe za każdym razem, gdy tylko pojawia się jego przyjaciel. Poza uczuciem i akceptacją nic więcej mu nie trzeba. Rysuje się tu wyraźny kontrast pomiędzy tymi dwoma bytami.
    Ilustracje w swej prostocie oddają cały wachlarz emocji. Na żadnym obrazku drzewo nie jest pokazane w całości, a jednak poprzez zwisające gałęzie, otaczające opiekuńczym gestem chłopca, wyrażają bardzo wiele. Widać, kiedy jest smutne, a kiedy wesołe. Kiedy czuje się samotne… Cierpliwie czeka latami na kolejne odwiedziny i nie widać po nim oznak upływającego czasu. Inaczej dzieje się z chłopcem, który zjawia się w sędziwym wieku po to, by ostatni raz usiąść na pniu drzewa. Czy zrozumiał, że ta gonitwa doprowadziła go w to samo, choć zniszczone przez niego, miejsce?”

    Moja przyjaciółka, która przysłała mi tę książeczkę w wersji anglojęzycznej napisała…
    “Wiesz Jula, że ta książka jest o Matce? To drzewo to Matki miłość”.

    i w tym też jest prawda..
    jakakolwiek Ona dla każdego z nas nie jest, ważne by pozwoliła coś zrozumieć, zmienić, i zwyczajnie zmądrzeć…