Wszystkie posty w kategorii gościnnie

  • „dobrewiadomości”

    Każdy z nas ma jakieś strony na które wchodzi, które czyta z uwagą, śledzi pilnie..
    Jedną z moich ulubionych, jest strona „dobre wiadomości”.
    Kiedyś mówiłam często o tym, że chciałabym założyć gazetę albo telewizję, w której byłyby tylko dobre rzeczy, wydarzenia, uczynki, odkrycia..
    I jako, że śledzę ją już bardzo długi czas, dziś tak od siebie, zwyczajnie chcę Wam ją polecić.
    Warto. O fajnych,ważnych DOBRYCH sprawach, które bardzo poprawiają humor.
    Aby Ich znaleźć należy kliknąć TUTAJ – DOBRE WIADOMOŚCI.
    Może zachęcę Was przepisem na Złoty Miód.

    1 łyżeczka mielonej kurkumy (o jakości terapeutycznej) (ode mnie – to nie jest taka kurkuma przyprawowa ze sklepu spożywczego)
    ¼ szklanki naturalnego miodu
    2 krople olejku z cytryny (opcjonalnie)
    Połącz składniki, dobrze wymieszaj i przykryj. Przechowuj w temperaturze pokojowej i mieszaj przed każdym użyciem. Aby zwalczyć grypę lub przeziębienie, weź pół łyżeczki kilka razy dziennie, dosypując odrobinę świeżo zmielonego pieprzu, który sprawia, że kurkumina może być przyswojona przez organizm. Można też rozpuścić łyżeczkę specyfiku w szklance ciepłej wody, znów z odrobiną pieprzu, i pić na czczo.

    Podczas gdy konwencjonalne antybiotyki są bardzo nadużywane, naturalne środki, takie jak miód i kurkuma, są niezwykle dobroczynne i poprawiają zdrowie na wiele sposobów.

    Miód skutecznie zwalcza infekcje, nie powodując uodparniania się bakterii, w przeciwieństwie do tradycyjnych antybiotyków. Badanie opublikowane w European Journal of Clinical Microbiology and Infectious Diseases wykazało, że miód zniszczył każdą bakterię lub patogen, na którym go testowano. Naukowcy odkryli, że można go stosować miejscowo – zewnętrznie i przyjmować doustnie.

    Według Dr Dee Carter:

    „Nasze badania jako pierwsze wyraźnie pokazały, że produkty na bazie miodu mogą w wielu przypadkach zastąpić kremy antybiotykowe stosowane zarówno na rany, jak i sprzęt, taki jak cewniki. Zastosowanie miodu jako leczenia pośredniego, może również przedłużyć działanie antybiotyków.”

    Z drugiej strony, kurkuma to kolejny naturalny cud z niezliczonymi korzyściami zdrowotnymi. Najważniejsze związki w niej zawarte nazywane są kurkuminoidami i mają silne właściwości lecznicze, przeciwutleniające, przeciwzapalne, antyseptyczne, przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze.

    Połączenie tych dwóch składników jest najsilniejszym antybiotykiem, jakiego możemy użyć. Znany jako „Złoty Miód”, jest powszechnie stosowany w medycynie ajurwedyjskiej od tysięcy lat. Ostatnio jego zastosowanie gwałtownie wzrosło w zachodniej medycynie i żywieniu.

    Według BenefitsOfHoney, ta kombinacja jest „nieocenionym naturalnym lekarstwem na niezliczone dolegliwości i choroby, w tym: niestrawność, przeziębienie, grypę, astmę, nadciśnienie, wysoki poziom cukru we krwi, zapalenie stawów, cukrzycę, choroby serca, depresję i lęk, stany zapalne, rany i oparzenia, egzemy, łuszczycę i trądzik oraz starzenie się (chroni wątrobę i nerki).”

    Można też znaleźć artykuły takie jak ten…
    Mówiące o 75 letnich badaniach dotyczących szczęścia.

    75 lat trwały badania, prowadzone przez kolejne pokolenia naukowców z Harvarda, na temat tego, co sprawia, że ludzie czują się szczęśliwi. Wyniki przedstawił, w wystąpieniu dla Ted, kierownik tego projektu Robert Waldinger.

    Co sprawia, że czujemy się zdrowi i szczęśliwi idąc przez życie? Gdybyś miał teraz zainwestować w najlepszą wersję siebie w przyszłości, w co włożyłbyś swój czas i energię?
    Niedawno przeprowadzono badanie wśród członków tak zwanego „Pokolenia Milenium”, pytając, jakie są ich najważniejsze cele życiowe, ponad 80 procent odpowiedziało, że najważniejsze są dla nich pieniądze. 50 procent z nich uznało również, że kolejnym ważnym celem jest sława.

    Ciągle wmawia się nam, że musimy się skupić na pracy, dawać z siebie więcej aby więcej osiągnąć. Ulegamy wrażeniu, że to są cele, do których musimy dążyć, aby mieć dobre życie. Spojrzenie całościowe, na wszystkie podjęte decyzje i to jak wpłynęły one na nasze życie, wydaje się być niemożliwe. Większość tego, co wiemy o życiu, pochodzi z zadawania ludziom pytań o przeszłość, a jak wiadomo, umysł interpretuje ją w różny sposób. Zapominamy większość z tego, co działo się w naszym życiu, a czasami nasza pamięć puszcza wodze fantazji.

    A co jeśli moglibyśmy obejrzeć, jak przez lata toczyło się czyjeś życie? Co jeśli moglibyśmy badać je od czasów młodzieńczych do starości i zobaczyć, co tak naprawdę czyni ludzi zdrowymi i szczęśliwymi?

    Zrobiliśmy to. The Harvard Study of Adult Development to prawdopodobnie najdłuższe badanie życia dorosłych ludzi jakie zostało wykonane. Przez 75 lat śledziliśmy losy 724 mężczyzn, rok po roku pytając ich o pracę i rodzinę – nie wiedząc oczywiście, jak dalej potoczy się ich życie.

    Badania takie jak te są niezwykle rzadkie. Niemal wszystkie podobne projekty kończyły się w ciągu pierwszych 10 lat, ponieważ zbyt wielu ludzi z nich rezygnowało, kończyło się finansowanie, badacze zaczęli zajmować się czymś innym lub umierali i nie miał ich kto zastąpić. Jednak ten projekt przetrwał, dzięki szczęściu i uporowi kilku pokoleń badaczy. Około 60 z 724 osób biorących w nim udział wciąż żyje, większość ma ponad 90 lat. A teraz zaczynamy badać ponad 2000 dzieci tych ludzi. Ja jestem już czwartym kierownikiem tych badań.

    Od 1938 roku śledziliśmy losy dwóch grup. Pierwsza składała się z mężczyzn studiujących na drugim roku na Uniwersytecie Harvarda. Wszyscy ukończyli go w trakcie II wojny światowej i większość z nich poszła służyć w wojsku. Drugą grupę stanowili chłopcy z najbiedniejszych dzielnic Bostonu, specjalnie wybrani z rodzin, którym się nie wiodło. Większość żyła w kamienicach, wielu bez dostępu do bieżącej wody.

    Kiedy zaczynaliśmy ten projekt, rozmawialiśmy z każdym z tych nastolatków. Przebadaliśmy ich pod kątem zdrowotnym. Odwiedziliśmy ich domy i rozmawialiśmy z ich rodzicami. Ci chłopcy z biegiem czasu stali się z mężczyznami, których życia potoczyły się różnie. Zostali pracownikami fabryk, adwokatami, murarzami, lekarzami, jeden z nich został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Niektórzy popadli w alkoholizm. U kilku objawiła się schizofrenia. Część pięła się po drabince kariery na sam szczyt, innych czekała w przeciwnym kierunku.

    Inicjatorzy tych badań w najśmielszych oczekiwaniach nie przypuszczali, że 75 lat później będę stał tutaj przed wami i opowiadał, że te badania wciąż są kontynuowane. Co dwa lata nasi cierpliwi i oddani ludzie dzwonią do tych mężczyzn i pytają, czy mogą jeszcze raz wypytać ich o sprawy związane z ich życiem.

    Wielu z tych, którzy wychowywali się w biedzie, pyta: “Czemu ciągle chcecie mnie badać? Moje życie nie jest zbyt interesujące”. Ci po Harvardzie nigdy nie pytają.

    Aby mieć jak najlepszy obraz ich życia, nie wysyłamy im ankiet. Rozmawiamy z nimi w ich domach. Od ich lekarzy dostajemy wyniki badań. Pobieramy im krew, skanujemy mózgi, rozmawiamy z ich dziećmi. Nagrywamy ich rozmowy z żonami dotyczące największych zmartwień. Kiedy jakieś 10 lat temu spytaliśmy wreszcie ich żony, czy dołączyłyby do tych badań, od wielu z nich usłyszeliśmy odpowiedź: “Najwyższy czas”.

    Więc czego się dowiedzieliśmy? Jakie lekcje płyną z dziesiątek tysięcy stron z informacjami, które zebraliśmy na temat ich żyć? Cóż, lekcje te nie dotyczą bogactwa, sławy ani coraz cięższej pracy. Najprostszy przekaz, jaki wyłania się z tych 75 lat badań to:

    Dobre relacje z innymi ludźmi sprawiają, że jesteśmy zdrowi i szczęśliwi. Kropka.

    Nauczyliśmy się trzech bardzo ważnych rzeczy na temat relacji z innymi ludźmi. Pierwsza mówi, że kontakt z innymi jest bardzo pożyteczny, a samotność zabija. Okazuje się, że ludzie, którzy są mocniej przywiązani do rodziny, znajomych czy wspólnot są szczęśliwsi, zdrowsi i żyją dłużej od tych, którzy nie są tak przywiązani. Samotność bywa zaś toksyczna. Ludzie odizolowani od innych bardziej niż by tego chcieli są mniej szczęśliwi, podupadają szybciej na zdrowiu, ich umysł pracuje gorzej i żyją krócej od tych, którzy nie są samotni. Smutne jest to, że obecnie ponad 1/5 Amerykanów określa się mianem samotnych.

    I wiemy o tym, że samotnym można być wśród tłumu, tak samo jak samotnym można być w małżeństwie, dlatego druga ważna lekcja, jaką wyciągnęliśmy, jest taka, że nie liczy się tylko liczba twoich znajomych czy wierność w związku, ale przede wszystkim jakość bliskich relacji z innymi. Życie w cieniu jakiegoś konfliktu bardzo źle wpływa na nasze zdrowie. Na przykład małżeństwa, w których często dochodzi do kłótni, okazują się bardzo złe dla stanu zdrowia, gorsze niż rozwód. Natomiast życie w zgodzie, w przyjaznych związkach nas chroni.

    Kiedy prześledziliśmy losy naszych mężczyzn do momentu, w którym mieli osiemdziesiątkę na karku, postanowiliśmy spojrzeć na nich w wieku średnim i sprawdzić, czy jesteśmy w stanie przewidzieć, kto będzie szczęśliwym, zdrowym osiemdziesięciolatkiem, a kto nie. I kiedy przeanalizowaliśmy wszystkie dane o nich zebrane do pięćdziesiątki, okazało się, że to nie poziom ich cholesterolu wpłynie na to, jak będą się starzeć. To poziom ich zadowolenia ze związków. Ci, którzy byli z nich najbardziej zadowoleni w wieku 50 lat, byli też najzdrowsi w wieku 80. Dobre związki potrafią też uchronić przed problemami związanymi ze starzeniem się. Nasza najszczęśliwsza para po osiemdziesiątce przyznała, że kiedy odczuwała większy ból fizyczny, miała nadal pogodny nastrój. Natomiast ludzie w nieszczęśliwych związkach podczas dni wzmożonego bólu fizycznego odczuwali go jeszcze mocniej przez ból emocjonalny.

    A trzecią lekcją, jakiej nauczyliśmy się o związkach i naszym zdrowiu, było to, że udane związki nie chronią tylko naszych ciał, ale też umysły. Okazało się, że poczucie bezpieczeństwa w związku po osiemdziesiątce działa protekcyjnie, jeśli ludzie wiedzą, że mogą zawsze liczyć na swoją drugą połowę, ich pamięć i wspomnienia są wyraźniejsze przez dłuższy czas. Natomiast ci, którzy czują, że mogą liczyć jedynie na siebie, doświadczają szybszego zaniku pamięci. W dodatku te udane związki nie muszą być bez przerwy idealne. Niektóre z naszych par osiemdziesięciolatków mogły się między sobą sprzeczać dzień i noc, ale dopóki czuły, że w razie cięższych chwil jedno może polegać na drugim, te kłótnie nie miały wpływu na ich pamięć.

    Ta wiadomość, że udane związki są dobre dla naszego zdrowia i samopoczucia, to wiedza stara jak świat. Czemu jest to tak trudne do osiągnięcia, a tak łatwe do ignorowania? Cóż, jesteśmy ludźmi. Lubimy szybkie rozwiązania, coś, co uczyni życie lepszym i takim już ono pozostanie. Związki są trudne i skomplikowane, zwrócenie się w stronę rodziny i znajomych to ciężka praca, nie tak czarująca i seksowna. W dodatku trwa całe życie. Nigdy się nie kończy. Z badanych przez nas osób najszczęśliwsi na emeryturze byli ci, którzy potrafili znaleźć sobie nowych znajomych po utracie tych z pracy. Wielu, tak jak ci z pokolenia Milenium w niedawno przeprowadzonych badaniach, zaczynało jako młodzi ludzie, wierzący, że potrzebują bogactwa, sławy i wielkich osiągnięć, aby być w życiu szczęśliwym. Ale minęło 75 lat, podczas których nasze badania wykazały, że ci, którzy zwrócili się w stronę związków, rodziny, przyjaciół czy wspólnot zaszli najdalej.

    A co z tobą? Powiedzmy, że masz 25 lat, a może 40, a może nawet 60. Jak takie zwrócenie się w kierunku relacji z innymi ma w ogóle wyglądać?

    Możliwości są nieograniczone. Może to być wstanie sprzed komputera i spędzenie czasu z innymi ludźmi, albo ożywienie nieco skostniałego związku przez wspólne robienie czegoś, np. chodzenie na spacery, albo odnowienie kontaktu z tym członkiem rodziny, z którym od lat nie rozmawiałeś, bo rodzinne sprzeczki mają bardzo zły wpływ na tych, którzy długo trzymają urazę.

    Chciałbym zakończyć cytatem z Marka Twaina. Ponad 100 lat temu, spoglądając na swoje życie, napisał: “Nie ma czasu – tak krótkie jest życie – na sprzeczki, przeprosiny, zawiść, wyjaśnienia. Jest tylko czas na kochanie, i to w tej chwili, że się tak wyrażę”.

    Dobre życie oparte jest na dobrych związkach.

    Dziękuję

    I ode mnie – pamiętaj jesteś tym o czym myślisz, karm dobrego wilka. 

  • wieczory filmowo-bajkowe z dziećmi 📺

    Jeden z najwspanialszych momentów życia człowieka to…
    Jak się rodzinnie umości na kanapach. Pod kocami, na poduszkach, najlepiej już w piżamach.
    Z popcornem, kakao, herbatką z cytrynką i imbirem… 
    Jak już wszystko inne porobione, a najlepiej jeszcze taka myśl, że kolejny dzień wolny i nic nie trzeba..
    Nie wiem jak Wy, ale w mojej głowie pojawia się odczucie raju…
    Zrobiłam dziś takie zestawienie krótkie. Wiadomo, że nie ma tam nawet jednej setnej tego co lubimy lub oglądamy, ale wybrałam perełki, które pierwsze wpadły mi do głowy, gdy pomyślałam o wieczornych poleceniach dla Was…
    Zaczynamy!

    Jako pierwsza, bajka „WALLE – E”.
    Oszołamia i zachwyca. To dla mnie osobiście najlepsza produkcja, która może człowieka obudzić, potrząsnąć nim. Która niewyobrażalnie wiele pokazuje, uświadamia. 
    Pamiętam pierwszy raz. Oglądałam „z doskoku”. Jakiś był harmider, ktoś wchodził, ktoś wychodził, telefon dzwonił… I kiedy przez pierwsze 20 minut nie padło ani jedno słowo, szybko się zniechęciłam.
    I to też dało mi wiele do myślenia. Dziś ludzie nie potrafią czekać, rozmyślać, analizować…
    Musi być akcja. Już, teraz, natychmiast. Śmiesznie albo wzruszająco. Ale już.
    Nie!!! To bajka, która wymaga tego, aby odłożyć telefony do innego pomieszczenia, usiąść i skupić się tylko na niej. Gwarantuje Wam, że dużo da. Wiele nauczy. Otworzy oczy i serducho.
    To bajka, której się nie zapomina. To bajka która w milczeniu mówi najwięcej.
    Moje dzieci ją kochają. Tosia jak to moja Tosia, razem ze mną płacze.
    Niezwykła, fenomenalna, znakomita i wybitna!

    „Mustang z Dzikiej Doliny”. Ile byś człowieku nie oglądał, tyle razy płaczesz. I to nie na koniec, a już w połowie. Rewelacyjna opowieść o naturze, o trudach życia człowieka jak i zwierzęcia, o tym co trzeba pokonać i gdzie można dojść, o upartości, prawie karmy…
    To bajka do której wracamy nieustannie i wracać będziemy. Wzrusza i ujmuje. Przepięknie ukazuje dobro człowieka. Niezwykle prawdziwie jego zło. To bajka która uczy jak warto jest walczyć o dobro.

    „Mały Książę” – myślę, że zmierzenie się z tą legendą zawsze spotka się z krytyką.
    To tak, jak nikt nigdy nie zaśpiewa wystarczająco doskonale Niemena i Jego „Dziwny jest ten świat”.
    Bajkowa, nowoczesna wariacja wplątująca powieść Antoine de Saint-Exupery w animację XXI wieku.
    Najważniejsze mądrości, które znamy i powtarzamy połączone z piękną historią przyjaźni dziewczynki i pilota. Gdy leciała w kinie nie byłam przekonana. Tak dużo rozczarowanych ludzi.
    Dziś, gdy moja córka przy tej bajce płakała tak, że aż „chyłkała” myślę, że jest ważną opowieścią.
    Mnie osobiście to połączenie się bardzo podoba. Grafika, estetyka i detale/szczegóły tej bajki są zachwycające.


    No dobrze, to teraz na wesoło.
    Moją jedną z najukochańszych bajek są „Zaplątani”.
    Kocham te dialogi, humor, piosenki, zwroty akcji.. 
    Oglądam za każdym razem z tą samą radością. 
    Ach, no po prostu jest sztos! Uwielbiam!


    Obejrzeliśmy z dziećmi „SING”. Znaczy ja obejrzałam. Przed południem. Tata był na motorze.
    I ta bajka nas tak olśniła, że nie mogliśmy wytrzymać aby nie podzielić się nią z Tatą i wieczorem obejrzeliśmy wspólnie raz jeszcze. 
    No pokłony dla tego kto to wymyślił. Tych bohaterów, te historie, piosenki. 
    Moją ulubienicą jest sekretarka. I jej oko.
    Pisze teraz Wam te słowa i cały czas śmieje się sama do siebie myśląc o niej. O tej bajce w ogóle.
    Myślę, że powinni kiedyś zrobić z tego film. Chociaż szczerze wątpię aby mogło tę historię i sposób opowiedzenia jej coś pobić. Doskonała w każdym calu!!!

    „Zwierzogród” to klasyka. Pełna humoru, intryg, kryminalnych zwrotów akcji, smaczków dialogowych i doskonałej grafiki. Konieczność.

    „Agent Kot”, poszłam z Tosią do kina nie oczekując zbyt wiele. Miałyśmy „babski dzień” i wtedy idziemy też do kina. Nie leciało nic bardziej interesującego. 
    Jakże ja się uśmiałam! Jakaż ona była urocza! No w ogóle każdy miłośnik kotów powinien ją obejrzeć. 
    Ale jak już nadmieniałam, pomysły na sceny, sytuacje, zachowania w tych bajkach mnie rozkładają na łopatki. Genialna. Tyle tam było fajnych drobnostek „pomiędzy”, jakby „wtrąconych”.
    Super, super!

    W tym klimacie fajne też  „Zwierzaki domowe 2” i „Film o Pszczołach”.


    Horror dla dzieci „Straszny Dom” – uwielbiamy i znamy już na pamięć.
    Z morałem, dobrym zakończeniem, ale też z nauką i faktycznie z dreszczykiem lekkiego strachu.
    I jak zwykle ja, zachwycona estetyką bajki.


    I kilka filmów na koniec…
    Pierwszy to „Mój przyjaciel Hachiko”.
    Płacze Tosia, ja i Benio. Przepiękny film dla całej rodziny. Myślę, że już od 4 latków zaczynając.
    Pełen czułości, ciepła, dobroci…
    To film do przytulenia.
    I przede wszystkim – na faktach.


    „Niania McPhee” to jest hit!!
    Z dziećmi kochamy ten film.
    Ten film tyle mówi.. Tyle uczy…
    I nie tylko dzieci, ale nas dorosłych. 
    Ponadczasowa produkcja. Doskonała obsada.


    „Matylda”, nie wiem co jest w tym filmie, że dzieci go kochają. 
    Ale, mnie też Matylda uwiodła. 
    I ten obraz tamtych lat. Tamte auta i wnętrza, bo ja sobie też na to patrzę..
    Ciekawość świata Matyldy…
    I może taki morał, że bez względu na rodzinę i miejsce urodzenia, mądrość i dobro mamy w genach…


    „Dzieci z Bullerbyn” z roku 1986. 
    Wesołe, prawdziwe. Ukazujące największe bogactwo człowieka. 
    Kiedy mamy siebie, sąsiadów, rodzinę, naturę, zwierzęta, ciepły dom, drogę do szkoły…


    Dostępne na NETFLIX – Niania McPhee, Matylda, Mój Przyjaciel Haciko, Mały Książę, Straszny dom.

    Cała reszta dostępna na ekino. Tam się płaci np. 8zł za chyba dwa tygodnie. Płacisz kiedy chcesz, nie masz zobowiązań. Wszystko jest, super działa. Ja korzystam i uwielbiam. Dużo oglądam tam dla siebie filmów. Nowości szybko wchodzą. Seriale.
    A telefon i laptop łączymy do tv Google Chromecast (super sprawa).

  • bilet do Petersburga


    Mam ogromną radość, z zaproszenia Was, na premierę książki „Białe Róże z Petersburga” autorstwa mojej kochanej Joanny Jax.
    Jak bilet głosi, odbędzie się 8.11.2019 (piątek) o godzinie 17ej.
    Będę tam i nawet pędzi tam ze mną siostra ma.
    Mam nadzieję, że Joasia jak zwykle poopowiada barwnie, ciekawie, mądrze i z humorem.
    Ach, jak to mam nadzieję, wiem, że tak będzie!
    „Stacja Biblioteka” do której wchodzi się przez dworzec kolejowy też brzmi bardzo dobrze.
    W imieniu wydawnictwa Videograf serdecznie Was zapraszam.
    Link do wydarzenia na facebooku TUTAJ.

    Słowa mojej recenzji pochodzącej z tej książki…

    Powiadają, że najsilniejszym narkotykiem jest miłość.
    Myślę, że prawdę głoszą. Przyznaję, od kilku lat trwam w uzależnieniu. 
    Pełnym pasji, emocji, strachu. Ukojenia, nadziei, bólu, ulgi i wiary..
    Uzależnieniu, które wprowadza mnie w świat, dla którego mogę zapomnieć o wszystkim innym, co mnie otacza i dotyczy.
    To narkotyk, który chciałoby się jeść łyżkami, ale też dzielić się nim z innymi, aby mogli poczuć ten fascynujący stan.
    Moim uzależnieniem jest miłość, która rodzi się w wyobraźni Joanny Jax i którą podarowuje nam co jakiś czas, aby ukoić nasze pragnienie.
    Pragnienie literatury, która pozostaje w nas na zawsze, choć tekst się przecież kiedyś kończy.
    Jeżeli istnieje na kartach powieści miłość doskonała, czyli zarówno silna jak i słaba, pełna pretensji ale też wybaczenia, gotowa do każdego ryzyka i goszcząca niepokój, to opowieść ta jest tworem miarowego stukania klawiszy pod palcami tej autorki.
    Losy Eleny i Aleksandra u każdego powinny stanąć na półce obok kanonów literatury oraz książkowych bestsellerów. 
    To wybitne dzieło literackie, które przez setki lat karmić będzie uzależnionych od wielkiej i pięknej miłości.
    Dlatego właśnie słowa Joanny Jax są moim narkotykiem.