Wszystkie posty w kategorii słowa

  • rozmowa o wirusie

    -Wiesz Mamo, marzy mi się iść do szkoły. Może być nawet sprawdzian z dzielenia. Możemy stać na nudnym apelu i słuchać historycznych przemówień. Mogę dostać dwóję, ale chcę wrócić do szkoły. – mówi, po czym znowu wkłada szczoteczkę do buzi, szoruje zęby, a w Jej oczach widzę wielkie zbierające się krople łez.
    – Wiem Córeczko. Ja to wszystko wiem. Ale nie mamy na to wpływu, nie mamy możliwości wyboru. Bez względu na nasze poglądy o tym wirusie, nie możemy zmienić nic.
    Możemy natomiast zmienić swoje myślenie i podejście.
    W czasie wojny dzieci nie chodziły do szkół kilka lat. Pewnego dnia, niespodziewanie, zostały wyrwane ze swoich ławek i bardzo często do nich nie wróciły. Nie wróciły do tych, ani do żadnych innych.
    One nie marzyły tylko o powrocie do szkoły. Marzyły o kubku gorącego mleka, ale nie tylko ich szkoły nie były już ich szkołami, bo ich trzoda też nie była już ich trzodą. Marzyli nie tyle o ciepłej pościeli, co o swoim domu w ogóle. O tym by spokojnie zamknąć przed snem oczy. Nie marzyli też o pełnym brzuchu, marzyli o tym by w tym brzuchu było cokolwiek. I aby ten brak nie zabrał ostatniego co Im zostało – życia.
    Co jakiś czas moja Mała, jak istnieje świat, dzieje się na nim jakaś tragedia. Wojny, powodzie, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi i epidemie właśnie. Bez względu na powody pojawienia się dzisiejszej epidemii – jest. Pojawiła się.
    Nie było w historii naszego kraju tak długiego czasu „spokoju”. 
    I jak mawiał Bauman, aby mogło pojawić się w człowieku szczęście, niezbędne i konieczne jest doznanie nieszczęścia. Tak też z tym światem było od zawsze. Aby mógł zaistnieć względny spokój, musi pojawiać się co jakiś czas niepokój. Świat złożony jest z olbrzymiej ilości ludzi, każdy z nas jest zupełnie inny. Inaczej ten świat widzi, czego innego pragnie. Z tego też powodu następują wojny. Światowe, narodowe, a i domowe. Bo jeśli w jednym domu mąż z żoną się często zgodzić nie mogą, a we dwoje jedynie są, to jak zgodzić ponad siedem i pół miliarda ludzi? 
    Nie mamy Córeczko wpływu i możliwości aby pogodzić cały ten świat, ale mamy całkowity wpływ na zgodę w naszym domu. Możemy też pogodzić się z resztą, na którą wpływu nie mamy.
    Bo brak tego pogodzenia nic nie zmieni w świecie, ale wiele zmieni w nas. Nasze ciało i dusza będą chorować od tej złości czy gniewu. A na razie już wystarczy. Chrońmy się przed chorobami z zewnątrz.
    Źle się dzieje na świecie. Tak. Ale czy były czasy, że działo się lepiej?
    Ludzie dziś przez epidemię tracą pracę, domy, możliwości. Każdy z nas coś przy niej traci.
    Ale wciąż jesteśmy wolnymi ludźmi i aby odbudować wszystko na nowo, musimy mieć tylko chęci.
    Tam, w czasie wojny, choć chęci mieli wielkie, na nic się zdawały, bo wolności nie mieli.
    Człowiek w swoim życiu upada nie raz. Nie dwa. Jak będziesz starsza to opowiem Ci jakie w życiu trudne drogi do przejścia mieli dziadkowie, a i ja z Tatusiem nie zawsze mieliśmy z górki.
    Czasami wręcz pod tę górę trzeba było jeszcze wpychać wielki kamień.
    Ale zawsze mieliśmy wielkie chęci i wiarę, że razem nam się uda. 
    Czasami Komuś zawala się świat bez epidemii, a innym w jej trakcie. Bez względu na czas tego zawalenia, trzeba mieć wiarę i chęci zamiast zniechęcenia.
    Popatrz moja Najdroższa, robię Ci miętę, stawiam na biureczku. W laptopie pokazuje się pogodna twarz Twojej nauczycielki. Wraz z Nią inne uśmiechnięte, rozgadane buźki z Twojej klasy.
    Każdy z Was, siedząc na tej nietypowej lekcji, może przyłożyć stopy do ciepłego pod oknem grzejnika.
    Może założyć świeżo wyprane, ciepłe skarpety.
    Przyniosę Ci banana.

    Na obiad zrobię Twoje ukochane langosze.
    Wieczorem obejrzymy rodzinnie komedie romantyczną.

    Wcześniej pobiegacie z innymi dziećmi po polach wokół domu.
    Na nikogo z Was nie spadnie bomba. Nikogo na tym polu z bagnetu, bez powodu nie zabiją.
    Gdy wrócicie z polany wielkiego dęba, jak ją zwiecie, Wasz dom nadal będzie stał i nie pójdzie z dymem.
    A w domu będę ja, wyciągnę z piekarnika bułeczki cynamonowe i poleje sosem z serka almette.
    Przeczekamy moja Kochana. Przecież kiedyś się to skończy. Kiedyś wrócimy do normalności.
    Nie takie na świecie działy się tragedie. Jeszcze będziemy przytulać się z ludźmi spotkanymi na ulicy. Jeszcze w tłumie będziemy się cisnąć. Ale teraz trzeba przeczekać.
    Zrobić herbatę w domu i przeczekać. Przecież tyle wciąż do zrobienia ludzie w domach mają…
    Strych uprzątnąć, zamrażalkę przejrzeć, mole wytruć. 
    Nie złość się na próżno, bo o zdrowie musisz dbać, tyle jeszcze wciąż Cię czeka. 
    Minie, jak wszystko we wszechświecie mijało. Dobre się w życiu kończy. Najczęściej zbyt szybko. 
    Ale i złe mija. Najczęściej zbyt długo. Jeśli tylko zajmiemy się życiem, tym co do zrobienia wówczas mamy, minie szybciej niż minąć mogło i miało.
    Patrz, pościelimy łóżeczko, żebyś milej miała. Okno odsłonimy. Oby internet nam się dziś za mocno nie zacinał. Ja będę Kochana przy swoim biurku, gdybyś coś potrzebowała. I też musisz wiedzieć mnie ta sytuacja czasami próbuje dobić, że aż wyć się chce. Ale czy to wycie się na coś zda? 
    Mamy miłość w domu, a z nią przetrwamy każdą epidemię. Choćby trwała wieki.
    Bo pamiętaj moja Dziewczynko, że jakiekolwiek nieszczęście na ten świat spadnie, Ty w tym czasie na miłości się opieraj, a nic nie zdoła Cię przestraszyć. Przestraszyć, załamać, nienawiścią i żalem zalać.
    A kiedyś, gdy wrócisz pod wieczór z plecakiem i powiesz, że dość masz szkoły, uśmiechnę się pod nosem, bo przecież nie będę taka, żeby Ci wypomnieć. 
    Będzie dobrze moja Cudna. Tylko przez złe przejdziemy i już będzie dobrze.
    Z miłością, jakoś te wędrówkę wspólnie przetrwamy.

    Niektórzy mawiają, że to wojna światowa. Że ta trzecia. Że tak wyglądać teraz będzie. Jeśli to prawda, to ja się na nią godzę. Choć wiem, ile ofiar i ludzkich dramatów. Ale wiem też, jak mogłoby być, gdyby przyszła ta wojna naprawdę. Bo coś, przyjdzie kiedyś na pewno.

  • basta!

    Bywają rzeczy, miejsca, zjawiska, które każdemu są dane. Bez względu na wiek, region urodzenia, kolor skóry i wyznania. Taki na przykład poranek.
    A poranek daje szansę. Każdy jeden. Bez wyjątku. 
    Nie ma poranków, które nie ofiarowują nam nowej drogi, nowych możliwości, ale przede wszystkim nowych wyborów.
    Każdego ranka możemy powiedzieć sobie, podnosząc powieki – basta!
    I pamiętać, aby wypowiadane słowo wydobywało się z nas z zacięciem, przekonaniem, pewnością…
    Aby wydobywało się donośnie i z siłą która poruszy każdą cząsteczką naszego ciała.
    Aby owe „basta” sprawiało wrażenie, że jest rozkazem z innych niż nasze usta i nie mamy możliwości z tym dyskutować czy wnosić sprzeciwów…
    Potraktujmy to jako swój własny, wewnętrzny rozkaz.
    Jak na wojnie, na której dopiero gdy widać możliwość poniesienia klęski, sięgamy po swoje pokłady największej siły.
    Twoje wnętrze to nieraz taka właśnie wojna. Wojna, w której nieustanna walka twojego zniechęcenia, złości, zirytowania, rozgoryczenia potrafi trzymać ostrze szabli przy samej grdyce.
    Wtedy wstajesz i mówisz – basta! Łapiesz te szablę, choćbyś miał zranić dłoń i odpychasz od siebie przegraną.
    Pamiętaj, na tym polu walki jesteś sam. Tylko Ty jesteś swoim wrogiem.
    Wystarczy wygrać walkę z samym sobą.
    Zanim zaczniemy walczyć na wojnach innych i bitwy innych rozgrywać, przede wszystkim wygraj swoją.
    Powiedzieć basta temu na co wpływu nie mamy.
    Basta idealistycznym oczekiwaniom.
    Basta czarnym wizjom.
    Basta czasowi, który popędzamy.
    Basta zazdrości.
    Basta wymaganiom.
    Basta konsumpcji.
    Basta temu, co nas niepokoi, a daleko przed nami.
    I małostkowości basta!
    Pretensjom, złośliwości, lenistwu i przepracowaniu.
    Basta temu co nas gnębi!
    Postawić stopy o poranku przy łóżku. Początkowo podnieść powieki.
    I dać porankowi szansę. 
    Na życie i jego dla nas dobroci.
    Dać porankowi szansę na chęci, na wiarę, na nadzieję, na dobre myśli zamiast złych.
    Nie znam łatwiejszej, a zarazem trudniejszej wojny, niż zamiana złych myśli na dobre. Oszczerstw na słowa poczciwe. Zamianę zniechęcenia na chęci. Brak nadziei na pewność.
    Ale kiedy pomyślisz, a przede wszystkim uwierzysz, że każdy poranek daje Ci tę szansę…
    Na inną minę, na inny ton, na inną odpowiedź, na inne w głowie myśli.
    Poranek daje szansę na wdzięczność. Choć to wieczór częściej myśli takie przywołuje.
    Poranek jest tym, który nas popędza. 
    Ale czyż trzeba czasu aż tak wiele, by powiedzieć sobie krótkie, donośne – basta!?
    I potem w ciągu dnia, się do tego odnieść? 
    Niech te poranki na darmo nie idą… Bo przecież w nieskończoność iść nie będą…

  • słowa z insta

    Czasami publikuję coś na instagramie. I dziś chciałabym sobie zapisać je tutaj. Słowa, które są dla mnie ważne, a boję się, że przepadną.
    Ostatnio zbierałam teksty do trzeciej części książki, która posiada zbiór blogowych postów. Ukaże się pod koniec listopada.
    I zbierałam sobie też te małe fragmenty publikowane na insta.
    Zostawię tutaj. Bo nie każdy ma instagrama. Bo nie jest mi tak bliski sercu jak blog.

    Każdy toczy jakąś wojnę.
    Ze światem. Ze sobą.
    Każdy szuka najlepszej z broni, jaką może wyciągnąć do tej walki.
    Każdy z nas, z biegiem lat może stać się też swoją wymarzoną wersją siebie. Daleką od wojowania. A jeśli nawet nie, bo to sztuka wielce trudna, może się ku niej zbliżać… Najważniejszy czynnik, który zapewnia mi szczęście, sympatie do samego siebie i zwycięstwo to… święty spokój.
    Ach, ileż ja się w życiu nawalczyłam o swoje ideały, przekonania..
    Ileż pragnęłam ludziom wytłumaczyć, ileż siły wkładałam w przemowy…
    A ileż to rodziło konfliktów, kłótni…
    Dziś walczę już tylko o święty spokój i poczucie bezpieczeństwa.
    Wiem już, że o swoje ideały można „walczyć” każdego dnia – po cichu, w domowym zaciszu. Można działać zamiast krzyczeć. Można dawać przykład zamiast przekonywać.
    I sercem oraz dobrocią, cierpliwością i zrozumieniem więcej osiągnąć, niźli roztrząsaniem swoich przekonań na skale ilości swych obserwatorów i ich obserwujących.
    Życie udowadnia mi, że dobro i prawda jest najlepszą bronią po jaką możemy sięgać idąc na codzienną wojnę… Tylko w takiej wojnie można spać spokojnie… A ja dobry sen ogromnie sobie cenie. 🤎
    _______________________________________________________________

    Ze wszystkich podróży najbardziej lubuje się w tych, które są blisko. Prawdopodobnie najbliżej. W podróży, która prowadzi od pralni w piwnicy, do garderoby na poddaszu. Podróżuje wtedy z wielkim koszem wypełnionym ubraniami. Nosze też ubrania innych tu podróżujących. Lubią podróżować blisko mnie. Trzymają się czasami kurczowo jakby mieli się zgubić… Lubię też wyprawy kuchenne i te stałe punkty widokowe, koło lodówki czy piekarnika. Nie wiem czy widziałam w życiu coś piękniejszego, od przypatrywania się rosnącej chałce czy wnętrzu lodówki, w której znajduje się pokarm dla rodziny… Czasami nawet w deszczu odbywam wycieczki survivalowe dookoła domu. Wczorajsza miała za zadanie zmienić w koszach podwórkowych kwiaty letnie na jesienne. Ach! Ile doznań! Przetrwałam! Jedną z najpiękniejszych ekspedycji jest ta, w której pnę się wysokim zboczem schodów ku górze, by tam uratować dwójkę osobników spragnionych czytania przed snem. Lubię też podróże innych kompanów mojej przygody… Na przykład Jego, gdy wraca do domu wieczorem, słyszę brzdęk kluczy na półce i jak zzuwa obuwie by do startu przystąpić… On podróżuje szybko, bo w krótką chwile jest już na szczycie, aby zdążyć ucałować i wyprzytulać Ich przed snem. Kiedy On jest już cały i zdrowy w naszym domu pięknych tułaczek, wiem, że mogę być spokojna… Wtedy pozostaje podróż pomiędzy różnymi krainami, które sprzątam i przygotowuje na kolejny dzień pełen wypraw i wędrówek… Bo wiem, że najpiękniejsze podróże nie prowadzą przez świat cały, a tylko przez zakamarki naszych głów… Jak dobrze być w domu… Ahoj przygodo! 🏡🐾
    ________________________________________________________________

    Od zawsze, gdziekolwiek mnie los nie pognał, a trochę mnie przegonił, najważniejszy był dla mnie kąt. Ten kąt w którym dane mi było mieszkać. Czy to pokój dzielony z siostrą, czy pokój w internacie z trzema innymi dziewczętami, czy wynajmowane w Warszawie mieszkanie wyciągnięte z lat 70’ i nieopróżniane od 60’… aż wreszcie moje mieszkanko na poddaszu w Bielsku… wszędzie tam potrafiłam do rana sprzątać, czy dekorować (zwłaszcza dekorować) aby było mi tam dobrze. Przytulnie, ciepło. Aby zawsze chciało się wracać i nie czuło się potrzeby ucieczki. Zawsze przytulność domu była priorytetem. Zawsze wolałam wydać pieniądze na dom, zamiast na podróże. Bo z podróży trzeba wrócić. A z domu można nie wyjeżdżać. Dlatego nadchodząca jesień jest celebracją domowego ciepła. Celebracją spokoju, zdrowia. Widok wiatru za oknem, pozwala odkrywać wartość poczucia bezpieczeństwa. A ono ma do siebie to, że pokorniejemy. Że to co jest, staje się wystarczające i cenne. Że rzeczy jakich wtedy nagle potrzebujemy, na już, to zapach ciasta z piekarnika, zapach świec czy ciepło kominka… Jesienią nawet zapalona lampka przy łóżku, wieczorową porą zdaje się świecić innym światłem… Tym, które pozwala widzieć nie tylko litery na stronicach książki, ale też nasze życie jako to, które jest po prostu dobre. Ciepło i spokój, to jedne z największych wartości w naszym życiu, ale to dopiero jesień najpiękniej je nam uzmysławia…
    ________________________________________________________________

    Kiedy ja wkładam coś do bagażnika auta, Oni przepychają się między sobą przy drzwiach, bo drugie są zbyt blisko drzewa i nie da się ich otworzyć… lewym uchem słyszę dialog…
    – Jesteś głupia i brzydka – mówi On.
    – To zaskakujące, że jesteś moim bratem, bo jesteś taki mądry i piękny, a do tego wybitnie dowcipny. – odpowiada Ona.
    Kiedy zamykam klapę bagażnika, spoglądam z pół uśmiechem Jej głęboko w oczy, a Ona mruga do mnie porozumiewawczo tym okiem…
    W nosie mam, że nie idzie Jej płynne czytanie… Dla mnie z mądrości życiowej ma szóstkę z plusem. 🤎
    _________________________________________________________________

    Mam 37 lat. 
    Mam dom. Po łebkach posprzątany.
    Mam zdrowe dzieci. Niejadki.
    Męża z najpiękniejszą cierpliwością i życiową mądrością, który robi praktyczne prezenty bez fantazji.
    Mam powieść, w którą wdarło się kilka błędów drukarskich.
    Mam sąsiadów z wielkim sercem, poczuciem humoru i basenem nie na moim podwórku.
    Rodzine zwariowaną, pełną miłości i troski. Jakby też trochę Włoską.
    Mam ogrom pięknych, wręcz zjawiskowych ludzi dookoła. Ale też czasami sobie po niektórych ludziach pochlipuje. Nawet po dwóch latach.
    Mam express do kawy i rurki do mycia.
    Mam też kraj bez wojny, ale z chwilowym defektem.
    Mam na obiad pełną lodówkę, ale jeszcze nie rozładowaną zmywarkę.
    Mam do siebie dużą sympatię, ale nikt mnie tak nie wkurza jak sama siebie potrafię.
    Mam 37 lat. 🎂
    Mam wszystko.
    _______________________________________________________________

    Moja córka zapytała mnie wczoraj o to, co robiły feministki…
    Odpowiedziałam Jej, że to niezwykle odważne kobiety, które zmieniły świat. Że to dzięki Nim, Ona może dziś chodzić na półkolonie windsurfingu. Że dzięki Nim ja mogę wydać swoją książkę. Że możemy zakładać spodnie i zażywać edukacji. Że to One spowodowały, iż dziś na rowerze mogę podjechać na wybory i oddać głos. Że nasz głos jest ważny i trzeba się z nim liczyć. Wymieniałam dużo. Powiedziałam o okrutnej prawdzie… Że w swojej walce o naszą dziś wolność, były bite, katowane, palone i mordowane. Na koniec dodałam najważniejsze co dziś z szacunku i wdzięczności do Nich możemy zrobić – „Nigdy Córeczko nie rezygnuj ze swoich możliwości.” I oby pamietała, że jeśli będzie chciała wychowywać dzieci, prać i gotować, to też jest to możliwość, a nie konieczność. Tylko wtedy można osiągnąć spełnienie…
    _______________________________________________________________

    Urodziłam się w domu pełnym pasji. Mój Tato kochał konie. Mieliśmy ich kilka. Bryczki, wozy, sanie. Kucyki. Całe dzieciństwo popołudniami zakładałam uzdy,chomąta, podpinałam dyszle. Mój Tato pasjonował się motocyklami. Zaczęłam jeździć mając osiem lat. Dopóki nie urodziłam Tosi, moje życie kręciło się tylko dookoła motocykli. To było moje hobby, praca, sposób na życie. Mój Tata ma ogromną pasje w sobie do antyków. Mamy swoje muzeum staroci. W moim domu pasja była tym, co tworzyło codzienność. Moi przyjaciele kochali mój dom i moich rodziców. A ja nie wierzyłam , że moi 18 letni koledzy chcą słuchać piosenek z lat dwudziestych, które nakręcał mój Tato na patefonie. Chcieli. Uwielbiali to i jedli wtedy lody z pucharków, które robiła moja Mama… Ale te wszystkie pasje byłyby niczym, bez najważniejszej pasji jaka była w moim domu i której orędowniczką była moja Mama… Pasji do życia i ludzi… 🤎
    ________________________________________________________________

    Dorosłość jest, gdy wolisz giełdę kwiatową od sklepów z ubraniami, gdy czujesz zazdrość na widok już porobionych weków u innych, gdy na przyjście gości szykujesz ciasto zamiast chipsów, gdy drżysz podczas burzy i pamiętasz o praniu na suszarce, zanim spadną pierwsze krople… Dorosłość jest wtedy, gdy czujesz, o wiele mocniej niż wcześniej, że nie tyle świat należy do Ciebie, co Ty do świata… I jest Ci z tą myślą bardzo dobrze… Ale przecież wiadomo, że każdy z nas dorasta inaczej, albo wcale. I to tez bywa dobre. Kiedy byłam dzieckiem kochałam dzieciństwo i wydawało mi się czymś najlepszym, co może zaistnieć w całym życiu. Potem młodość zdarzyła mi się taka, jaką chciałoby się zatrzymać na zawsze. Dziś, będąc dorosłą, cieszę się, że inne etapy już za mną, bo ta dorosłość taka piękna, najpiękniejsza… Moja Mama mawia – „zobaczysz dziecko jak jest na starość, nie ma lepszego okresu w życiu… Wszystko możesz, już nic nie musisz.” Wierze Jej. Ale teraz, będąc dorosłą, dorosłość kocham najmocniej. 🤎
    _________________________________________________________________

    Idźcie swoją drogą… Nie moją i nie cudzą. Z odwagą dokonujcie swoich wyborów. Błędne nazywajcie doświadczeniem. Nie wstydźcie się być inni. Mieć inne poglądy i inne priorytety. Róbcie dużo rzeczy małych ale i przed wielkimi stańcie. Wydobywajcie życiowe podpowiedzi zarówno z głowy jak i z serca. Trochę miłości i trochę rozumu. Raz więcej miłości, a raz więcej rozumu. Najlepiej zaufajcie swojej intuicji. Nie na daremno jest Wasza. A każda intuicja do potrzeb swojego człowieka jest dostosowana. Pod jego wrażliwość i siłę. Idźcie swoją drogą… Raz lasem, a raz miastowym deptakiem… I niech nie wyskoczy Wam tam niedźwiedź zza drzewa, ani zbir zza rogu. Idźcie swoją drogą… Dbajcie tylko proszę o to, aby do domu zawsze wrócić bezpiecznie. I dla ludzi dobrzy bądźcie. Rozglądajcie się wnikliwie w tej podróży. Ważne, aby dużo zauważyć. Niekoniecznie dużo widzieć, lecz dużo zauważyć. Idźcie swoją drogą… Ja moją odnalazłam i z Wami nią idę. Jeśli kiedyś zechcecie, puszczę Wasze ręce… Jednak jeszcze dziś, jesteście moimi małymi dziećmi… Bądźcie nimi jak najdłużej… Bo kiedyś na pewno zechcecie iść swoją drogą, lecz na razie budujmy wspólnie mądrą i dobrą mapę na te Waszą podróż… 🤎
    __________________________________________________________________

    Ile czasu każdy z Was poświęca na rozmyślanie o sobie? O sobie jako człowieku, który pełen jest myśli, czynów, zachowań. Ile czasu udaje się Wam poświecić na analizę swojego bytowania. Na jakość owego bytowania. Nie względem komfortu bywania i posiadania, a względem zgody i zadowolenia z tego jakim wobec siebie i innych na co dzień jesteśmy. Ile czasu macie na to, by rozgryzać siebie, a ile poświęcacie go na rozgryzanie innych? Czy ta proporcja jest słuszna? Analizując dogłębnie słowa innych ludzi, czy myśli o które ich podejrzewamy, jest niejako stratą czasu, bo zawsze będą jedynie przypuszczeniami naszej miary. Za to samoobserwacja zawsze jest czasem, który procentuje… Tylko dzięki samoobserwacji jesteśmy w stanie zmienić nasze życie na lepsze, bo to na siebie mamy największy wpływ… Tylko należy nie zapomnieć o najważniejszym – bądźmy w tym obiektywni. Ani zbyt okrutni, ani zbyt pobłażliwi. Ale na pewno bądźmy ze sobą szczerzy…
    W czasopiśmie z 1946 roku (z muzeum Taty) czytam…
    📜
    „Psychika człowieka zmienia się pod wpływem samoobserwacji. Badanie własnej psychiki coś w niej zmienia. Jest to swoista psychologiczna „zasada niepewności”, analogiczna do zasady niepewności w fizyce. Otóż gdy staramy się spełnić wezwanie – „Poznaj siebie” – czy odkrywamy coś w sobie, czy tworzymy?”
    📜
    Zatem twórzmy każdego dnia lepszą wersje siebie. Gdyż żadna nowo nabyta sukienka, nie potrafi ofiarować tyle szczęścia, co  zwyczajna sympatia do samego siebie. A potem duma ze swoich dobrych czynów i myśli… 🤎