Wszystkie posty w kategorii słowa

  • organizacja

    Pytacie czasami o dobrą organizację dnia. 
    Dnia, w którym jest czas na robiony obiad, na jakiś wypiek, na sprzątanie, zabawę z dziećmi, książkę, oczywiście pracę, gości… Nie wiem jaka organizacja jest dobra, bo każda z nich dostosowana być musi do charakteru danego człowieka i specyfikacji pracy. Ale mogę napisać jaką organizację mam ja…
    Pierwszy i najważniejszy punkt to chęci. Bez chęci ilość uproszczeń i podpowiedzi nic nie da.
    Zaraz obok chęci, dobre nastawienie. Myślę, że praca i obowiązki to jedna z największych przyjemności w życiu. Dzisiejsze rozbestwienie nakazuje nam pragnąć nieustannie rozkoszy dla duszy i ciała. Kina, spa, podróże..
    Ileż ludzi marzy o tym, aby móc wstać na swoje zdrowe nogi, wziąć do zdrowych rąk zwykłą ścierę i móc umyć okna… Chyba jest czas w którym za dużo mamy, jeszcze więcej byśmy chcieli, zapominając, że możliwość umycia okien mówi nam o tym, że okna owe posiadamy… a to wiele. Bo jeśli okna to i dach nad głową. Jeśli je myjemy to znaczy, że jeśli nawet w lędźwiach strzyka, to zdrowie jako takie jest aby pracę wykonać. Jeśli jest i czas na mycie, to znaczy, że nie czekamy przed salą operacyjną, nie odebraliśmy złego telefonu i nie zwijamy się z rozpaczy. Móc umyć okna to ogromny przywilej. No, a teraz tylko pozostaje włączyć do tego muzykę.
    To tak…
    1. Nie robię pustych przelotów. Jeśli idę z kuchni do łazienki a po drodze spotykam bluzę dziecięcą, to ją składam i kładę na schodach, aby wziąć na górę przy kolejnym przelocie. Jeśli myję ręce, to przy okazji przemyję zlew i kran. Jeśli przemywam twarz wacikiem jednorazowym (staram się robić to wielorazowymi) to przed wyrzuceniem go do ubikacji przemywam ubikacje, a przed wyrzuceniem do kosza przemywam kosz. Czasami tyle robię przy okazji, że w sobotę nie mam co sprzątać.
    2. Nie odkładam. Jeśli chowam garnek do kuchennej szafki i myślę „jaki tu bajzel, muszę to kiedyś posprzątać” to bez analiz wyrzucam z tej szafy wszystko i sprzątam teraz. Zazwyczaj wydaje się nam, że potrzeba na to masę czasu. Musi być na to specjalnie zaplanowany dzień. Nie. Na jedną szafkę potrzeba 15 minut. Wyrzucić wszystko. Umyć szafkę. Poprzeglądać co zostawić, a co wydać czy wywalić. 15 minut.
    A o ile lżejsza dusza.
    3. Przy okazji. Wiele rzeczy robię przy okazji. Jeśli wkładam dzieci do wanny w tym czasie sprzątam garderobę (bo obok). Jeśli pomagam przy lekcjach to obok/ w tym czasie składam pranie.
    4. Planowane zakupy. Na duże zakupy jeżdżę raz w tygodniu. Wcześniej planuję w głowie co będę gotować w tygodniu, co piec. Kupuję zatem na cały tydzień. Dzięki temu nie muszę tracić czasu na „dokupywanie” codzienne.
    5. Zapasy. Kupuję więcej tego co jest klasykiem i na pewno zużyję. Tego co się nie psuje. I mało co mnie zaskakuje. Jeśli zapowiadają się goście, znienacka, to zawsze mam składniki na babkę cytrynową.
    Cytryny są zawsze! Mąka, jajka, masło. Tak jak są szafy kapsułowe, czyli kilka ciuchów, które da się zestawić ze wszystkim, tak też można stworzyć lodówkę kapsułową. Czyli produkty z których zawsze coś zrobisz i być muszą. U mnie to: mąka, jajka, cukier, masło, drożdże świeże, mleko, ciasto francuskie, cytryny, jabłka, banany, makaron, ryż, sos pomidorowy, ser żółty, kiełbaska chorizzo, mozarella, oliwa.
    I takie klasyki w spiżarce jak: owoce w puszkach (do tarty, do lodów, do ciatsek francuskiech na ciepło), kajmak, śmietana kremówka, biszkopty, herbatniki (bo to zawsze spód na każde ciasto się zrobi), proszek do pieczenia, soda i kilka innych, których zabraknąć po prostu nie może.
    6. Zapisać. Wszystko co chcę zrobić zapisuję. Odciążam głowę od pamiętania. Zapisuję to w swoim ZAPISOWNIKU w niedzielę wieczorem. Plan na tydzień. Tylko podchodzę i patrzę co dziś jeszcze do zrobienia. Jeśli zostaje czasu biorę coś w poniedziałek z wtorku. Czasami uda mi się tyle nadrobić, że w piątek mogę kilka godzin czytać książkę. 
    7. Nie odkładać. Mówi się, odłóż, świat się nie zawali. No a mnie się właśnie wewnętrzny świat zawala, bo cóż z tego, że mam wolne jeśli w tyle głowy ta myśl o tym co do zrobienia. Wolność myśli osiągam tylko wtedy, gdy wszystko załatwione. Bo jeśli na bieżąco wszystko ogarniasz, to okazuje się, że zyskujesz masę wolnej przestrzeni w życiu jak i w swojej głowie. Tu bardziej należy rozpatrywać kwestie priorytetów niż odkładania. Jeśli dochodzę do wniosku, że czegoś nie będę robić wcale, wtedy odkładam to na zawsze. 
    Ale jeśli coś ma mi wisieć w myślach, to chce ten sznur zerwać i wiedzieć, że wykonane. To daje mi spokój  a co za tym idzie poczucie bezpieczeństwa i stabilizacje emocjonalną.
    8. Nie marnować czasu. Kiedy kroję jarzynową sałatkę z warzyw rosołowych, puszczam sobie serial na blacie kuchennym w telefonie. Trochę zerknę, posłucham. Przy okazji. A to kolejne bogactwo jakie przy okazji zdołałam zebrać.
    Lubię czytać i oglądać. Ach, kocham! Wiem, że tyle się dowiaduję, tyle zyskuję. Tylko wybieram właściwie, myślę przy tym. Nie włączam każdej nowości, która jest na netflix, albo zapodaje telewizja. Mam zrobione listy tego co chcę oglądać, czytać. Mam mocno wytyczone ramy moich wymogów co do tego, na czym spędzam mój czas. 
    9. Dzielę obowiązki. Ale nie :), nie na domowników a sobie 🙂 Moim dzieciom już dawno powinnam dać jakieś obowiązki, ale wciąż wychodzę z założenia, że się jeszcze napracują. Moja Mama tak podchodziła do nas i wszystko co mogła ściągać nam z karku, biorąc na swój – ściągała. Nie zabrało mi to ani pracowitości, ani zaangażowania, ani chęci. Nie jestem oczekująca a działająca. Mam nadzieję, że to dobra droga i dla nas. Powracam do myśli… Dziele sobie sprzątanie. Dom lubię zacząć sprzątać w piątek. Wtedy w sobotę rano zostaje już tylko połowa i do południa jestem obrobiona z obiadem, łazienkami, podłogami… Jeśli idzie wiosna, to dzielę tydzień. W poniedziałek robię pokój Tosi, we wtorek Benia, itp…
    Robimy to wieczorem często. Przy tej pracy jest czas na gadanie, śmiech. 
    10. I tu nasuwa się punkt 10. Czas z dziećmi to nie tylko wycieczka rowerowa czy gra w monopoly (ratuuuunku!!!!! Benio kocha monopoly i ciągle nas męczy. Już myśleliśmy o tym aby wystawić go na olx. Wynajmę dziecko, które gra w monopoly.). Czas z dzieckiem to czas „przy okazji”. Taki kocham z moich wspomnień najmocniej. Kiedy rodzice wykonywali swoje obowiązki, pracę, a my robiłyśmy coś obok.
    Sama obecność rodzica jest już najpiękniejszym czasem. Mieć możliwość by zwyczajnie być.
    11. Obiad na dwa dni. Tutaj oczywiste. 🙂
    12. Thermomix. Dla mnie maksymalne ułatwienie życia. Ja prawie codziennie coś piekę. Gdybym miała to ciasto wyrabiać ręcznie, pewnie nie robiłabym tych wypieków tak często. Kocham go i uważam, że jest wart wydanych na niego pieniędzy.
    13. Sen. Nie! Jeśli ukradniesz z nocy 4 godziny i nadrobisz robotę to wcale nie zajdziesz dalej. Wcale też nie zrobisz więcej. Pamiętam oczywiście ile nocy nie przespałam, gdy dzieci były małe, a ja nie nadążałam z obowiązkami. Czyli u każdego w życiu jest taki czas, w którym niezależnie od nas ten sen jest nam zabierany. Ale jeśli tylko mamy wybór pomiędzy snem  a pracą, zawsze wybierzcie sen.
    Od czasu kiedy śpię po 8 godzin na dobę, mój wypoczęty umysł i ciało pozwala w ciągu dnia zrobić dwa razy więcej i szybciej. 
    14. Klasyki działań. W sobotę wstawiam pranie. W piątek kąpie dzieci, myję im włosy, obcinam paznokcie. W piątek robię duże zakupy. Jeżeli wejdzie się w schemat działań, to ta systematyczność pozwoli na uporządkowanie. Uporządkowanie za to tworzy nam więcej czasu. Przede wszystkim w głowie, gdyż nie musimy myśleć – acha jeszcze pranie. Dzisiaj zrobić, kurde, to jutro zrobie. Nie. Mam czas prania i wstawiam.
    15. Ogarnąć przed snem. Zanim pójdę do łóżka, a po uśpieniu dzieci, schodzę na dół i sprzątam po całym dniu. Ogarniam zlew, blaty, wyspę, stół, kanapę, podłogę. To takie 15-20 minut, czasami tylko 5.

    Dzięki temu kiedy wstaję rano, wszystko idzie szybko, gładko, bez nerwów. Mogę szybko przystąpić do właściwej pracy. Bałagan na kuchennych blatach wprawia mnie w poddenerwowanie. Za to szykowanie dzieci do szkoły, kiedy mam piękny porządek jest wielką przyjemnością. To zupełnie inny rodzaj rozpoczętego dnia. Wieczorem to było kilka minut, a rankiem staje się filarem na dobry dzień.
    16. Wiem za co jestem odpowiedzialna. Nie mam pojęcia kiedy płaci się oc i ac. Kiedy zmienia opony, jakie mamy opłaty za dom. Nie wiem jak buduje oranżerię, mówię tylko, że taką pragnę mieć. A potem pytam o szczegóły kiedy Wy pytacie mnie :).
    Mój mąż nie wie jakiego dnia wstawiam pranie i nigdy nie załadował zmywarki. Nie ma pojęcia jaki rozmiar butów noszą nasze dzieci. Kocham ten podział.
    Czuje, że jest maksymalnie sprawiedliwy, lubię swoje zadania. Nie musimy mieć do siebie żali i pretensji o to kto czego nie wykonał, a co wykonać miał. Każdy staje na wysokości zadania i dzięki temu, czując wdzięczność, chce się robić swoje jeszcze lepiej i doskonalej. Jak to powiedziała Grochola, co polubiłam powtarzać – w szczęśliwym związku naczynia zmywają się same. 
    17. Sposób myślenia. Umówmy się, czas jako tako może istnieć tylko w naszej głowie.
    Bo jeśli wmawiamy sobie, że nie mamy czasu, to choćbyśmy mieli go fizycznie bardzo wiele – wcale go nie mamy. Wolny czas tworzy się z naszego sposobu myślenia, nie z rzeczywistego zapracowania.
    18. Nie oceniamy czyjegoś czasu. Skupiamy się na swoim. Czasami słyszę, że pewnie mam wiele wolnego czasu, skoro tyle książek potrafię przeczytać. Nie… Mam po prostu wielkie pragnienie owego czytania.
    A tylko z wielkich pragnień bierze się czyn. Jeśli czasami ktoś skarży mi się na pracę…. Rok, drugi, piąty… Ale nie robi nic aby ją zmienić. Nie podejmuje żadnych kroków, to znaczy, że nie jest mu tam aż tak źle. Ma tylko potrzebę narzekania. Ilość strachów i lęków jakie musiałam w swoim życiu przezwyciężyć, aby wyjść z tego co mnie gniecie, była ogromna. Ale jestem człowiekiem niezwykle wymagającym. Wobec życia i przede wszystkim wobec siebie. Nie zgadzam się na bylejakość. Idę i próbuję, choćbym miała trząść się ze strachu. Tyle się już wytrzęsłam, że dzięki temu dziś mogę narzekać mniej, albo prawie wcale.
    Każdy musi swoje „przetrząsnąć”. Nic nie przychodzi lekko i samo. Dlatego też posprzątany dom, zapach z piekarnika, swojski obiad i przeczytane książki nie zależą od posiadanej ilości wolnego czasu, a od tego jak tym czasem gospodarujemy i ile z tej gospodarności czerpiemy radości. Bo jeśli dopracujesz idealną organizację, ale w Tobie gościć będzie żal i nerwy, że innym czas przychodzi łatwiej to po jaką cholerę Ci to osiągnięcie…? Wolny czas to sposób Twojego myślenia. Jeśli myślisz pozytywnie, każda minuta Twojego życia okaże się wolnym czasem. Ty budujesz swoją klatkę, i Ty ją otwierasz aby móc wylecieć na wolność.
    Także nie szukaj klucza w cudzej kieszeni…

  • scenariusz

    Każdy z Was może napisać książkę. Tylko zwyczajnie nie zaczyna tego robić.
    Mam dla Was pewną zabawę, którą kiedyś sobie wymyśliłam prowadząc zajęcia literackie.

    Myślisz, o mój Boże, o czym ja miałabym napisać książkę. I ta myśl przeraża. Odstrasza.
    Zostaw to. Skupiaj się tylko na następnym zdaniu. Pozwól tej historii tworzyć się na bieżąco, pod wpływem chwili. Nie musisz mieć rozpisanych dat ani map.
    Kieruję się takimi dwoma zasadami, które kiedyś też powiedział Myśliwski. 
    I zanim je przeczytałam, tliło się we mnie takie samo nastawienie.
    Po pierwsze, pozwól tej książce/opowiadaniu się zaskoczyć. Bo jeśli miałbyś wiedzieć co będzie za kilka stron, to po co ją pisać? Oczywiście możesz wiedzieć. To luźna myśl, która ma dodać Ci lekkości i odjąć stresu związanego z „podołaniem sprawie”.
    A po drugie, pierwsze zdanie nadaje rytm. To ono daje pierwszą nutę, do której potem nuci się piosenkę. Ale nie musi. 
    Nikt nie każe napisać Ci książki. Napisz tylko kilka zdań odpowiadając na poniższe pytania.
    Baw się tymi słowami, tymi zbudowanymi zdaniami a co za tym idzie – historią. Twoją historią.
    A jak jutro do tych zdań usiądziesz, to będzie już parę zdań zamiast niczego.
    Tylko kilka zdań. To zawsze więcej, o niebo więcej niż nic.
    Choćbyś miał te kilka zdań zostawić potem, to zrób to aby udowodnić sobie, że potrafisz.
    A kto wie, czy każdego dnia nie wpadną Ci do głowy kolejne myśli które tam dopiszesz…?

    Otwórz czystą kartkę. Obojętne czy będzie to nowe okienko w komputerze czy kartka papieru.
    Po każdym moim pytaniu zamykaj oczy i zapisuj to co widzisz.

    1. Pierwsze to miejsce.
    Zamknij oczy i wyobraź sobie miejsce. Na razie tylko tyle.
    Bo wszystko co robimy udaje się wtedy, gdy idziemy małymi krokami. Jeśli chcemy wskoczyć od razu bardzo wysoko, dokonać czegoś wielkiego, to najczęściej nie starcza nam sił, możliwości, talentu, czasu…
    A ta, którą pokonujemy małymi kroczkami, jest drogą, którą ukończymy szybciej, niźli tę po której chcielibyśmy podążać wielkimi susami. Szybciej ale też i lepiej. Nie spiesząc się czy nie wymagając od siebie od razu wiele, możemy być czujni, uważni, zadbać o szczegóły. Pośpiech czyni nas głuchymi i ślepymi na to co dzieje się pomiędzy. A to co pomiędzy, jest często kwintesencją tego co ważne albo najważniejsze. Zatem chcąc stworzyć te opowieść, bądź powolny w swoich myślach i wyobrażeniach.
    Nie wymagaj od siebie bestsellera, a zwyczajnie dobrego dla siebie czasu. 
    Zatem miejsce. Zamknij oczy i poszukaj miejsca. Gdzie jesteś? Na zewnątrz czy w środku? Dziś czy sto lat temu? 
    Otwórz oczy i zapisz. Obojętne czy w krótkich zdaniach czy licznych w słowa. 
    Opisz patrząc na nie oczami bohatera albo kogoś kto patrzy z góry.
    Może być jedno zdanie i mogą trzy. Tyle ile widzisz i ile potrafisz.

    2. Pogoda i pora roku.
    Co widać dookoła lub co można zauważyć z okna? A może przez szparę albo z namiotu?
    Jeśli chcesz opisz tylko niebo. A może tylko wiatr. A jeśli Cię poniosło to opisz wszystko.

    3. Zamysł. Myśl.
    Dlaczego teraz? Bo gdybym zapytała o to na początku to mogłabyś się zrazić.
    Ale teraz? Kiedy jest już jakaś baza? Kiedy już widzisz jakąś historię?
    Pomyśl teraz co chciałabyś przez swoją historię przekazać? Jaki morał? Jaką mądrość? 
    Czasami historia nie musi ze sobą nic nieść, wystarczy aby po prostu była i w Twojej głowie się tliła.
    Często historia toczy się swoim rytmem, bez zaplanowanego morału. I to ostatnie zdanie, wpada do głowy kiedy stawia się przedostatnią kropkę.
    Zatem tutaj jest miejsce, w którym zastanów się czy jest coś co niesiesz w sobie i chciałabyś przekazać poprzez tę historię. Może coś czego się boisz? A może w tym opowiadaniu spełnisz swoje marzenie bohaterem jaki ukazał się w Twojej wyobraźni?
    Nie, ten zamysł wcale nie musi się ukazać podczas odpowiadania na moje wszystkie pytania.
    On może ukazać się za sto stron albo na stronie ostatniej.
    To jest myśl luźna. Do zastanowienia.

    4. Bohater.
    Kogo widzisz gdy zamkniesz oczy?
    Kobietę, mężczyznę, dziecko? A może głównym bohaterem jest kamień, ślimak, rower?
    Stoi czy leży? Jak wygląda? Opisujesz go z perspektywy obserwacji czy jesteś nim i opisujesz siebie?
    Pamiętaj o tej narracji. Czy jest w pierwszej osobie czy trzeciej. Jeśli masz potrzebę to tę narrację zmieniaj. Pamiętaj, Ty jesteś panem tej historii. Nie ma zasad dobrej opowieści.
    Zatem w tym punkcie opisz swojego bohatera.

    5. Uczucia.
    Jest strapiony czy właśnie wydarzyło się coś z rodzaju cudu i od tego momentu zaczyna się jego szczęśliwa historia? A może właśnie rozegrał się dramat i tonie we łzach? Jakie uczucia przedstawia Twój bohater? Co czuje, albo co wyraża swoim wyglądem? 

    6. Działanie/Akcja
    Zaczynamy się ruszać. Albo ruszać zaczyna się otoczenie. Zamknij oczy i zobacz. Przypatrz się uważnie. Rozejrzyj dookoła. Może jest tam coś co do tej pory przegapiłaś, a co mogłoby być kwintesencją tego opowiadania. Może właśnie to nada cały rytm.
    Czy główny bohater zalewa herbatę czy wbija łopatę w ziemię?
    A może wciąż siedzi a obok niego zatrzymuję się auto?
    A może ten, który wysiądzie z auta okaże się bohaterem?

    7. Dialog.
    Lubię książki, które zaczynają się rozmową, pytaniem, stwierdzeniem…
    Ale możesz to zrobić przy następnym opowiadaniu.
    Teraz przychodzi czas na rozmowę. Zamknij oczy i pomyśl jakie zdanie mógłby wypowiedzieć Twój bohater? Czy to jest pytanie czy właśnie kwestia oznajmiająca?
    Na razie wszystko co do tej pory zapisaliśmy/zapisaliście jest dosyć ogólnikowe. Zatem rozmowa też może być wymianą kilku zdań. A może tylko dwóch…
    Czy Twój bohater ślimak zapyta kamienia jak daleko stąd do miasta?
    A kamień odpowie – to zależy od tego ile masz czasu i jak jesteś prędki.
    – Czasu mam mało i jestem bardzo wolny. – odrzeknie strapiony ślimak
    – Zatem droga do miasta bardzo daleka. – sapnie kamień
    – A dla ciebie jaka to droga?
    – Gorsza niż twoja, bo niemożliwa. Zatem może ta twoja nie taka daleka.
    ( Tu akurat pojawił się dialog, który mógłby nadać morał książce, jej charakter. 
    Ale jak pisałam tak być nie musi.)

    8. Wspomnienie.
    Kilka zdań o czymś co właśnie przypomniało się głównemu bohaterowi, do jakich myśli wrócił?
    Czy dialog był powodem owego wspomnienia czy może ta pogoda? Co go powiodło, co było przyczyną że zaczął o tym myśleć? Tu jest miejsce na małą historię, opowieść wtrąconą/ poboczną.

    9. Ogół.
    Opierając się na tym co napisaliście do tej pory, zamknijcie to w klamrę prawdy o życiu.
    Coś co jest prawdą często głoszoną. Życiową mądrością. I nie jest to koniec opowiadania, a jedynie jedno, dwa zdania dotyczące ogółu…
    Np. bywają na świecie kamienie, które umieszczone na szczycie skały toczą się ku innemu miejscu.
    Jednakże bywają i te, które przez całe swoje życie tkwią w jednym miejscu, tylko przez to, że tutaj zostawił je los.
    (Pisze to na kolanie, leżąc pod kocem, gdyż trzeci tydzień jestem chora 🙁  więc nie czepiajmy się szczegółów 🙂 Oczywiście ja uważam, że jesteśmy kowalami swojego losu, jednak książka czy opowiadanie to nie tylko nasze poglądy ale też im skrajnie przeciwstawne.)

    10. Drobiazgi.
    Teraz zerknij na to co napisałaś. Zobacz czy chcesz dopisać coś, co czasami wydaje się nieistotne, a może nadać duży charakter…
    Powiedźmy, że zaczynam od punktu pierwszego. 
    Nie wiem jak długi był ten wąwóz, ale wiem, że na samym środku stał kamień.
    Mogę dodać…
    Nie wiem jak długi był ten wąwóz i nigdy nie udało mi się go zobaczyć, ale wiem, że na samym środku stał kamień.
    Ja sobie już wprowadziłam narrację w pierwszej osobie.
    Ale możecie prosto.
    Długi wąwóz. Jesienią wyściełany brązowym dywanem z liści.
    Po dodaniu…
    Długi, pełen wystających korzeni wąwóz. Jesienią wyścielany brązowym dywanem z różnorodnych liści.

    Czasami w życiu robimy coś dla siebie, bo sprawia nam to ogromną przyjemność.
    Ja tak mam. Kiedy piszę, to zabawa słowem, dobieranie tych słów jest dla mnie wielką frajdą.
    Ale lubię też mieć motywację. I tą motywacją jesteście Wy. Że na te moje słowa czekacie.
    Dlatego ja dziś, będąc przy punkcie 9 pomyślałam, że też podaruję Wam motywację…
    Kiedy już napiszecie, podeślijcie na mojego maila ( julia.rozumek@gmail.com) z tytułem „moja książka”.
    A ja jakiś tekst (zaznaczam, że nie ten, który będzie profesjonalny, gdyż sama profesjonalistką nie jestem, a ten, który pokaże wielkie chęci i pracę. Też nie ten, który będzie najdłuższy. Choć może być.) nagrodzę moim „ZAPISOWNIKIEM”. 
    Chodzi o to, żebyście w końcu uwierzyli, że idąc małymi krokami możemy zrobić wszystko.
    Spełnić każde marzenie czy pragnienie. 
    Patrząc na całość, ta całość przeraża. Patrząc tylko na jeden punkt, jest już zupełnie inaczej…
    Bo czy trudnym jest opisanie dwoma zdaniami miejsca, pogodę, bohatera, uczucia, akcję….?
    1. Wielka stodoła pełna starych rupieci. 
    2. Po której akurat dziś hulał zimowy, mroźny wiatr. 
    4. Na jednej z belek siedział przeraźliwie miauczący kot. 
    5. Po jego sierści widać było, że życie go nie oszczędza. A już na pewno wieś w jakiej przyszło mu żyć.
    6. Ktoś zwinnym ruchem otwarł wrota i rzucił w niego bryłą mokrego, ciężkiego śniegu.
    Itd… Itd…
    To jak? Kto się bawi? Bo zapewniam, że potrafi każdy.
    Na Wasze maile czekam do 28.02.2021.
    Specjalnie proszę o wysłanie na maila, bo wiem, że gdybyście publikowali w komentarzach, to Ktoś zerknie i pomyśli „o nie! ten napisał tak ładnie, to ja na pewno nie mam szans!”.
    A szanse ma każdy. Pracę zwycięską, za pozwoleniem opublikuje na blogu. Dobra, niech będą 3 miejsca.
    1. ZAPISOWNIK. 2. O życiu i Los. 3. Weź ze sobą.

  • siła słowa.

    Czytałam w ostatnich dniach swoim dzieciom „Oskara i Panią Różę”.
    I choć pojawiło się tam wiele pięknych i ważnych słów, o których zaraz napiszę, Ich najbardziej zaciekawił pocałunek z języczkiem. 
    – A jaki to jest Mamo ten pocałunek?
    – No jak kiedyś będziecie zakochani to wtedy spróbujecie.
    – Ale przecież musimy przećwiczyć wcześniej. Pokaż nam.
    – Mamy ze swoimi dziećmi się tak nie całują…
    Pytań było jeszcze wiele, szczególnie przy rozdziale kiedy Oskar ma lat 20 i 30 i rozpoczyna życie z Peggy Blue.
    Udało się nam zatem poruszyć wiele kwestii podczas czytania Erica Emmanuela Schmitta.

    „Myśli, których się nie zdradza, ciążą nam, zagnieżdżają się, paraliżują nas, nie dopuszczają nowych i w końcu zaczynają gnić. Stajesz się składem śmierdzących myśli, jeśli ich nie wypowiesz.”

    Z biegem lat maleje mi ochota na wykrzyczenie każdemu tego co myślę. Za to rośnie chęć rozmawiania o tym, co mnie boli. I niekoniecznie w drugiej osobie, a przede wszystkim we mnie samej.
    Myślę, że tak rozpoczęta rozmowa, jeśli mamy mądrego przy sobie rozmówcę jest kluczem owego „wykrzyczenia światu”. Bo ten krzyk, który musi nastąpić, aby oczyścić duszę, musi mieć w sobie niezwykłą mądrość. Nie da się krzyczeć po głupiemu. Bo to co wykrzyczane i wyrzucone innym, wróci z podwójną siłą i gnić będzie również podwójnie. 
    Wydaje mi się, że każdy z nas, kto nauczy się mówić o swoich lękach, smutkach, bólach, nigdy nie będzie chciał poprzestać. Jeśli poczuje lekkość jaka następuje po wydobyciu z siebie owego ciężaru…
    Niestety nie każdy komu chcemy powierzyć to, co w nas gnije jest na to gotów.
    Zawsze mamy możliwość wyboru. Jeśli natomiast chcemy wyznać to akurat tej osobie i nikomu innemu, odnajdźmy drogę do zrozumienia. Pozwólmy mu nauczyć się przyjmować nasze wypowiedziane myśli tak, aby nie chciał użyć ich przeciwko nam. To nie raz zapewne niezwykle długa i mozolna praca, okupiona nerwami i bezsilnością. Jednak to najważniejsza z życiowych nauk. Zdobyć wiedzę i zdolność wypowiadania swoich myśli. Myśli dotyczących nie tyle świata, co świata jaki dzieje się w nas samych.
    Bardzo często po wypowiedzeniu ich, znikają na długie lata, czasami na całe życie, choć wcześniej trapiły każdego dnia…
    Z tymi myślami człowieka jak z paterą z owocami.
    Jeśli masz tam jabłka, banany, cytryny, kaki, mandarynki i któreś z nich zaczynają gnić to co robisz?
    Zjadasz je i tym zatruwasz się jeszcze bardziej? Dokładasz do nich kolejne kupione owoce?
    A pamiętaj jeszcze o tym, że te które leżą obok tych już gnijących lubią się tą zgnilizną zarazić.
    Tak też z myślami, które męczą. Jeśli trawisz je każdego dnia, to jakbyś jadła tę zgniłą mandarynkę.
    Jeśli zostawisz, to nie będzie miejsca na nowe, a może i lepsze myśli, bo te pogniłe zajmą całą Twoją głowę vel paterę. A jeśli nawet upchniesz nowe, to zgniłe, zarażą wszystkie inne które tkwią dookoła. Nowe i te stare…
    Za każdym razem, wyobraź sobie tę myśl jako taki zgniły owoc w Twojej głowie. Weź go zwyczajnie i wyjmij. Najdelikatniej jak potrafisz…
    A propo’s słów przypomniał mi się taki fragment, który kiedyś zapisałam…

    Tyle mamy.
    Mamy mowę. Słowa. Tyle słów możemy użyć.
    W tylu formach. Tyle drugiemu powiedzieć. Wyjaśnić.
    Tyle żartów stworzyć. A i do tych już raz wymyślonych pamięcią sięgnąć i na nowo wypowiedzieć.
    Tyle słów piosenek wyśpiewać. Tyle wierszy napisać. Choćby do szuflady.
    Dzieciom do snu szeptać.
    Niewypowiedzianą miłość wypowiedzieć.
    Słowami pocieszyć. Słowami podbudować. Słowami zganić i słowami przeprosić.
    Mamy mowę a wraz z nią omówić możemy swoje szczęście przy kuchennym stole.
    Tyle mamy.
    Mamy słuch.
    I usłyszeć to, co wypowiedziane.
    Powiedzieć „ciii” kładąc palec na ustach i wsłuchać się w to, co mówi do nas dźwiękiem.
    Usłyszeć podczas krojenia jak chrupie skóra na świeżo wypieczonym chlebie. To też mowa.
    I miarowy oddech śpiących domowników.
    Usłyszeć w sklepowej kolejce która kasa otwarta będzie. To dość zbawienne słowa XXI wieku.
    Wiatr za oknem, śnieg pod stopami, żaby w stawie, skrzypienie roweru.
    To najpiękniejsze na świecie „Mamo!”. Pierwszy raz tego dnia i czterdziesty.

    „Próbowałem tłumaczyć rodzicom, że życie to taki dziwny prezent. Na początku się je przecenia: sądzi się, że dostało się życie wieczne. Potem się go nie docenia, uważa się, że jest do chrzanu, za krótkie, chciałoby się niemal je odrzucić. W końcu kojarzy się, że to nie był prezent, ale jedynie pożyczka.
    I próbuje się na nią zasłużyć.”

    I choć chciałoby się nauczyć nasze dzieci cenienia życia ponad miarę ich tymczasowych możliwości i potrzeb, to nie należy robić tego nazbyt mocno. Czasami tylko wspominać, że piękne, że warte, że dobre.
    Bo czyż nie jest to taka kolej rzeczy…? Jeśli młody człowiek pozna ulotność życia, albo będzie się nad nią zastanawiał to nadal będzie tym samym młodzieńcem? Może tak właśnie ma być aby było dobrze…
    Skąd Ktoś Kto całe życie pochyla się nad błogosławieństwem istnienia, będzie mógł być pochylony nad nim naprawdę? Tylko ten, Kto nie raz odrzuci ową myśl, lub przy niej nie przystanie, wróci do niej z pokorą i wtedy zrozumie naprawdę. Istotę danej nam pożyczki.

    „Jeśli będę zajmował się tym, co myślą głupcy, nie będę miał czasu na to, o czym myślą ludzie inteligentni.”

    Ja w swoim życiu nauczyłam się bardziej dzielić ludzi na dobrych i złych (czytaj:chamów lub wampirów energii) niż na mądrych i głupich. O wiele bardziej interesuje mnie w drugim człowieku nie jego mądrość a jego dobroć.
    Bo jakże opisać swoje życie będąc pomiędzy wielką inteligencją pełną złośliwości i wrogości?
    Czyż nie lepiej otaczać się dobrem i serdecznością, a po wiedzę sięgać kiedy tylko czujemy ową potrzebę…
    Myślę sobie też, że ten cytat mocno łączy się z pierwszym…
    Jeśli będziesz przebywał między złymi ludźmi, Twoje wnętrze będzie na tyle zaśmiecone, że na nic ich inteligencja… Nie będzie na nią miejsca, bo miejsce zajmie myśl o zaburzonych emocjach. Nieczystych i negatywnych. Otaczając się dobrymi ludźmi jesteśmy gotowi na przyjęcie każdej możliwej ilości wiedzy.
    To oczywiście opis wyboru, bo jakże często udaje się nam w życiu spotkać człowieka z dobrocią i inteligencją.
    O takiego należy dbać. 

    A na głupotę ludzką machać ręką i jak to mawia moja Mama „srał to pies Córeczko!”.
    I ona to mówi z takim przekonaniem, że ja odkładam słuchawkę i mam wolną głowę.
    Działa to jak zaklęcie. Spróbujcie. 

    „Są dwa rodzaje bólu, Oskarku. Cierpienie fizyczne i cierpienie duchowe.
    Cierpienie fizyczne się znosi. Cierpienie duchowe się wybiera.”

    Hmm… Trudno dopowiedzieć w krótkich zdaniach, bo czyż nie o tym napisałam wszystkie swoje książki?
    Czyż nie ten przekaz właśnie miały nieść?
    Że jeśli chcesz być szczęśliwy, to wystarczy wybrać szczęście mając wybór pomiędzy szczęściem i nieszczęściem… Często niełatwe zadanie. Ale wyboru trzeba dokonać zdecydowanie i cierpliwie w tym wyborze tkwić.. Nie rezygnować. Wtedy zawsze się udaje. 

    „Właściwie nie boję się nieznanego. Tylko trochę szkoda mi tracić to, co znam.”

    Piękne. Mówi o życiu wszystko, w każdym jego aspekcie.

    Na koniec zostawię cytat, który kojarzy mi się z myślą jaka towarzyszyła mi pisząc w „sierpniu” rozdział „noc”

    „Kto powiedział, ze noc jest od spania? Nie, nie, proszę państwa, noc jest właśnie od niszczenia sobie życia. Od analiz tego, co było już i tak zanalizowane milion razy. Od wymyślania dialogów, na które i tak nigdy się nie odważymy. Noc jest od tworzenia wielkich planów, których i tak nie będziemy pamiętać rano. Noc jest od bólu głowy do mdłości, od wyśnionych miłości.”

    Ten temat zastanawiał mnie od zawsze… Ileż podczas życia człowieka rysuje się w naszej głowie dialogów, których nigdy nie przeprowadzimy… Ileż wizualizacji tych słów? Ileż zwrotów akcji?
    Jakże w tych myślach błyszczymy bystrością. Ach!
    Gdyby dało się tak przeprowadzić życie rozmowami jakie się w tej głowie tworzą…
    A może właśnie lepiej dzieje się bez nich… Bo kto tam wie, czy spokojny nie okazałby się nazbyt porywczym chamem a ten porywczy nerwus chodzącą dobrocią..
    Więc jak w życiu, dla jednego lepiej dla innego gorzej…
    Ale jest na to wspólna rada… Myśleć dłużej zanim się odpowie. I na spokojnie… Na spokojnie moi Drodzy…