Wszystkie posty w kategorii słowa

  • osiągnięcia i oczekiwania.

    Opieram się biodrem o blat i piję kawę.
    Muszę już do cholery przestać je pić lub ograniczyć ich ilość, gdyż zdecydowanie mi nie służą.
    Jestem w stanie wyobrazić sobie wyjście z każdego nałogu,ale z kawy..?!
    Ta myśl ściąga mnie rano z łóżka.. Pozwala z jako takim entuzjazmem otworzyć oczy, zejść po omacku na dół i nacisnąć przycisk.
    Już ten charakterystyczny dźwięk mielonej kawy pozwala na uwolnienie endorfin, które są niezbędnym fundamentem szczęśliwej codzienności i w miarę znośnej matki czy żony..
    Opieram się tym biodrem, piję. Smakuję i wciąż cieszy tak samo. O każdej porze dnia.
    Dostaję wtedy wiadomość. Szesnasta czterdzieści pięć.
    „Postanowiłam, że skoro nic nie udało mi się w tym życiu osiągnąć, to chociaż schudnę.”
    Odłożyłam ten telefon dając sobie chwilę na przeanalizowanie tej informacji. Bo choć prosta w przekazie, nie tak już oczywista..
    O szesnastej pięćdziesiąt cztery odpisałam Jej – „A co to jest osiągnąć coś?”
    Tak krótko zapytałam, a pomyślałam sobie, że świat dziś oszalał.
    Wszyscy chcą osiągać. Można powiedzieć, że człowieka ocenia się dziś i szanuje po Jego osiągnięciach.
    Im więcej osiągnięć, tym niżej należałoby się kłaniać. To nic, że czasami skurwysyn w kościach tkwi, osiągnął i już. Naród pokłony w pas.
    Tym bardziej, skoro istnieje możliwość obserwowania wszystkich ludzi wokół, a nie tylko sąsiadów to wydaje nam się, że osiągają wszyscy.
    Człowiek się rodzi różny. I nie musi być pełen sukcesów i dokonań.
    Ach, czy w ostatecznym rozliczeniu często ten bez osiągnięć, nie okazuje się tym co szczęśliwiej i bardziej dokonał swego żywota?
    Prawdą jest, że gdyby nie Ci z pasją, nie cieszylibyśmy się dziś światłem, rozmową na odległość, koleją wąskotorową…
    Jednakże ten który tego dokonuje, rodzi się po części z taką misją. Robi i się nie zastanawia.
    Wydaje nam się, że tylko wtedy życie coś warte, gdy wielkiego dokona i w wielki dzwon uderzy, a dźwięk do każdego dotrze..
    A ono wcale warte więcej nie jest. Jest zaledwie tylko inne.
    Powiadają, że ludzi można podzielić tylko na dwie grupy. Że podział na poglądy polityczne, religijne, kulturowe, narodowościowe i względem wykształcenia są nic nie warte.
    Że człowieka można podzielić tylko na tego który dobry i który zły jest.
    Zatem osiągnięciem największym tego życia jest być po prostu dobrym człowiekiem.
    I myślę, że to jest najtrudniejsze i największe osiągnięcie.
    Ale jak już kto co zrobi, to ten pęd… żeby nie zaprzestać. Żeby osiągnąć więcej i więcej..
    A czasy takie, że obojętnie ile osiągniesz, zostanie szybko zapomniane.
    Żyjemy w świecie błyskawicznych informacji. Coraz więcej jesteśmy bodźcowani. Z każdej ze stron.
    Człowiek już dziś nie ma wytchnienia. Musi być na bieżąco i uzależnia się każdego dnia coraz mocniej.
    Od intensywności swojego życia. Od poczucia przynależności do bycia kimś, bycia widzianym, dostrzeżonym, pochwalonym.

    „Ile ludzi robiłoby dziś to co robi, gdyby nie istniała możliwość pochwalenia się tym?” – zapytała kiedyś moja Mama, która nie posiada facebooka, instagrama i ma problem z przesłaniem zdjęcia w nowym swoim telefonie…
    Jeżeli bywa, że ten cały świat „pokazywania” Kogoś naprawdę czyni szczęśliwym (ale tak naprawdę, nie z udawaniem nawet przed sobą samym), bywa, że jest czyjąś pracą, informacją dla rodziny, zapiskiem wspomnień..  Jeżeli jest tak, że Kogoś to nie uwiera, nie boli, nie drąży jego kompleksów, nie istnieje dla podniesienia samooceny to przecież dla ludzi jest..
    Jeżeli jednak żyłbyś inaczej, to zacznij żyć..
    Nie osiągaj na siłę, bo świat osiąga…
    Żyj swoim tempem, swoimi potrzebami.. Żeby nie okazało się, że życie się skończy, a ty nie miałeś czasu żyć, bo życie swoje żyłeś pod oklaski świata internetu, czy oczekiwań osiągnięć dzisiejszej społeczności..

    Czasami się zapomnę. Bardzo się wtedy nie lubię.
    Jak ostatnio gdy postanowiliśmy zmienić auta na nowsze.
    Poszukiwań było wiele. Nawet ku zaskoczeniu przed sobą samą, szukałam nowych aut w salonach. Ba! Już nawet byliśmy mocno zdecydowani, kiedy usiadłam i mówię do męża..
    Po co? Po co mi nowe auto? Świat konsumpcjonizmu nas pochłonął. Całkowicie.
    To, które mam jest duże jak lubię. Ma wielki silnik jak lubię. Grzeje i chłodzi. Muzyka gra.
    Odpowiedź była prosta, jakiś nieuzasadniony pęd oczekiwań społeczeństwa, pęd za kolejnym, lepszym…

    Pamiętam sklep na Floriańskiej. W Krakowie. Rok 1999.
    Na wystawie sklepu Orsay wisiały fioletowe spodnie. Sztruksowe dzwony. Ale ten dzwon na dole był nie byle jaki! Wielki, szeroki taki. Kosztowały 169 zł. Po kilku tygodniach chodzenia tam i mierzenia przyszedł dzień zakupu.
    Przez dokładnie rok prałam je w środy i soboty. Kładłam w nocy na żeberkowy kaloryfer by do rana wyschły. Na górę miałam różnie. Pamiętam czerwony sweter, koszulę, kurtkę taką też wyczekaną z New Yorkera.
    Buty HD zawsze. Te spodnie, przez cały rok i długie późniejsze lata, cieszyły mnie tak samo za każdym razem gdy je zakładałam.
    Dziś mam niezliczoną ilość spodni, sukienek. Wszystkie cieszą tylko w chwili zakupu.
    Świat oszalał. A ja marzę a żeby już nie brnąć w to szaleństwo bardziej.
    Wszyscy chcą osiągać. Finansowo, artystycznie, w statystykach..
    Im więcej mamy, to tak naprawdę mamy o wiele mniej.
    Świat idzie w bardzo złym kierunku… Wszechobecnej presji osiągnięć.
    A człowiek dla siebie musi osiągać. Nie dla poklasku czy presji społeczeństwa. Bo wypada przecież coś w życiu osiągnąć.
    Jedno z moich ulubionych kont na instagramie to „magdallife”.
    Nie ma na zdjęciach filtrów, ustawionych kaw. Jest życie.
    Jest film jak się rodzi mała kózka. Jak sprzedają ryby przed świętami. Jak ciągle te kaczory gonią kury.
    Ile jajek dziś się udało zebrać. Co zakwitło. Faworków pełen kosz i Wigilia na sianie w stajni.
    I te filtry, kawy, osiągnięcia medialne, to wszystko jest piękne! Bywa piękne! To jest sztuka, zdolności, talenty… Ale ja osobiście wolę jak Oni tam tym podbierakiem karpia łowią..
    Do takiego świata mi bliżej..
    I jak Komu jest do czego innego bliżej niż świat oczekuje, to niech idzie swoją drogą.
    Niech za osiągnięcie ma, że się nie zdenerwował dziś, że upatrzył radość w czymś, w czym inny czasu nie miał upatrzeć..

    Zanurzam usta w kolejnym łyku kawy i dostaję od Niej wiadomość
    „Pojechałam dziś do pracy autobusem i uśmiechałam się do siebie jak głupia. Jaka to jest wolność jechać tym autobusem, a potem spacerem przez miasto do pracy, zwłaszcza jak pogoda ładna.”
    (Dodam, że Ona nie ma internetu w telefonie, gdy nie ma WI-FI, zatem nie skrolowała w autobusie).
    Myślę sobie, że największe osiągnięcie to nie zgubić radości życia, cokolwiek się robi.
    Jak się zgubi to odszukać, jak się ma to pielęgnować.
    I z potrzeby swojej duszy, nie ulotnego nam świata i jakże bardziej ulotnego internetu..

    Na szczęście wolno piję kawę i zostało mi jeszcze kilka łyków,
    gdy dołączyłam do planszowej gry z dziećmi..
    Odłożyłam telefon.

  • drzwi. o miłości.

    Nasz Polski socjolog i filozof Zygmunt Bauman rzekł za życia, że los otwiera nam możliwości, ale to charakter dokonuje wyboru.
    Każdy z nas, bez względu na to jakie życie prowadzi, pojawia się przy podobnych sobie drzwiach.
    U jednego bardziej rzeźbione, u drugiego kołatka cięższa.
    Do jednych wysokie schody prowadzą, do drugich prosto z pola wchodzisz i nawet nie ma gdzie błota z butów otrzepać. Nawet jakby człowiek chciał.
    I choć często przed tymi drzwiami stawia nas los, to odpowiedzialny jest charakter. Za to czy otwarte nam zostaną, czy długo przed nimi czekać będziemy. Czy kto będący z drugiej strony swe nogi powłóczy i do judasza zajrzy.
    A jak już te klamkę naciśnie, czy odrygluje zasuwę, to czy wpuścić zechce..
    I jaka droga nas czekać będzie gdy próg przekroczyć nam przyjdzie…

    Gdy przed drzwiami staniesz. W ważnej chwili. Wyczekanej. Z sercem na dłoni, a nadzieją w oczach.
    Gdy wydaje Ci się, że oto los szansę Ci dał. Zapukasz raz. Drugi. Odczekasz i ponownie palec zegniesz w pół i  kostką trzy razy w drewno uderzysz. A tam cisza będzie. Delikatny szmer przystawianego oka w szczelinie usłyszysz. A potem po rozum do głowy pójdziesz, choć ruszać się spode drzwi nie będziesz… że to oko świdruje od początku pukania Twojego..
    Zostaw i odejdź. Pamiętaj nigdy nie pukaj zbyt długo.
    Nigdy nie proś aby Cię wpuszczono. Zasługujesz na to, aby Ktoś sam przed drzwiami na Ciebie oczekiwał, zanim zdążysz do nich podejść. Albo w oknie Cię Ktoś wyglądać winien. Choć… jeśli nawet nie zdąży, zarobiony w kącie będzie, to przeprosi i serdecznie do środka przywoła. Tak charakterystycznie ręką zafaluje. Od dworu do przedsionka.
    Nie pukaj nigdy zbyt długo. Nawet jeżeli myślałeś, że po to żyjesz, żeby w te drzwi wejść..
    Jeżeli sam siebie cenić nie będziesz, to nikt Cię skomlącego przed drzwiami cenił nie będzie..
    A jedynie jak kundla i ochłap traktować będzie. Wcześniej czy później, ale na pewno.
    Tylko pamiętaj, żebyś cenić miał się za co.. Nie sam fakt istnienia czyni Cię znaczącym i szczególnym.
    Pracuj na swoją wartość, wtedy zapukasz tylko raz.
    I buduj ją poprzez swoje osiągnięcia, wytrwałość, zdobytą wiedzę i pracowitość..
    Nigdy oceny swej na podstawie ilości otwartych Ci drzwi nie orzekaj.
    Bo ten Kto otwiera, często zaraz wyrzucić Cię chętny.
    A wartości własnej pozbyć się nie możesz nawet w grobie. Bo wartość człowiecza nawet poza nim pozostaje.
    A wtedy wielu przyjdzie i sami w trumnę pukać za Tobą będą.

    Zatem gdy los otworzy Ci możliwości, pamiętaj o tym, że to Twój charakter jest za ten los odpowiedzialny.
    Nie pozwól zszargać tego losu. Okaleczyć, zmącić.

    I gdy zapukasz w miłości drzwi… bądź godna tego losu. A gdy wybranek niegodny – Ty przyjmij to z godnością.
    I bądź z sobą szczęśliwy. Dla życia jednego co nam dane.
    Nikt w miłości nie jest mniejszy czy więcej wart. A jak jest, to srał pies taką miłość.

  • 40


    Czterdzieści lat temu. Tego dnia. Siódmego lutego tych dwoje ludzi podarowało światu tę kobietę.
    Mama trzyma tutaj naszyjnik, bo chwilę przed zdjęciem się zerwał, a chciała by na zdjęciu był, bo „wiesz Jula od Kogo go mam? Od Kamilki. Tyle lat już ma”.
    Tata im starszy tym o dziwo jakoś chętniej do zdjęć pozuje. Kiedyś mocnej się bronił. Rozwiany siwy włos.
    I jeszcze przed wyjściem Justyś mówi „poczekajcie, zdjęcie chcę z Wami mieć”.
    Co sobie od soboty na to zdjęcie zerknę, to tak mi się oczy szklą.
    Ja bym sobie ich piękniejszych nie wymyśliła.
    Można dziś dzieciom wiele dać. Wiele kupić.
    Jednak nikt z nas, bez względu na pokolenie, nic do grobu nie zabierze.
    Do grobu możemy zabrać jedynie może pamięć o nas. 
    A o taką pamięć ciężej jest niż o złote komnaty. Bo one się czasami ludziom z przypadku trafiają, z kombinowania, a i z ciężkiej pracy – owszem, bywa..
    Niestrudzenie moi rodzice pracowali na nasze bilety miesięczne, internaty…
    Ale najpiękniejsze co mogli nam w tym wszystkim dać to przykład i wzór.
    Zdolność wybaczania, pomagania, pokorę, radość i szacunek do otaczającego nas świata, rozwagę, pracowitość, że bez pracy człowiek niewiele wart, poświęcenie, wiarę w ludzi…
    Jednak jest coś innego, co cenię najbardziej, ze wszystkich od nich otrzymanych darów…
    Najpiękniejsze co mogli dać mi moi rodzice, to moja siostra.
    I niech Bóg mi świadkiem, że jak mnie obok niej nie pochowają, to wyjdę spod ziemi i się przekopię, bo już wybrałyśmy sobie wiersz na wspólny nagrobek.
    Ale na razie niech los dopomoże, i da nam w zdrowiu, i w miarę znośnym humorze przez długie dziesięciolecia jeszcze swe toasty wznosić.
    Jak ja Ich kocham, mówię Wam…