Wszystkie posty w kategorii słowa

  • Himalaje

    Usiadłam dziś przed komputerem z chęcią napisania kilku słów.
    Tematy w głowie miałam dwa… Zaczęłam pisać pierwsze zdania i co chwila traciłam się z zamyśleniem, wypatrywałam czegoś głęboko za oknem… choć nawet nie wiem gdzie patrzyłam… Widocznie dziś nie jest dzień, gdzie milion słów biegnie pod moimi palcami…
    Na szczęście są inne dni.. I moje pisanie nie kończy się tylko na blogu..
    Znalazłam w moich zapiskach taką rozmowę.. Niedokończoną… Dialog z pewną kobietą, która zapomniała ile jest warta… 


    – Wszyscy żyją akcją ratowania tych dwojga himalaistów, przeżywają, że on tam już zostanie na zawsze, a może wciąż jeszcze czeka na pomoc, która nie nadejdzie. A ja, w tym moim nieskomplikowanym myśleniu nie mogę zrozumieć po co? Po co tam włazić, nie po co ratować. No nijak nie mogę w tym znaleźć jakiegoś sensu, czy celu. Powie ktoś, że to wielki wyczyn, że to uczucie kiedy jest się już na szczycie, że podziw, że wytrzymałość. Nie, nie pojmuję. Może dlatego, że sama na co dzień mam  szczyty do zdobycia, jak przeżyć z jednej wypłaty, tu już brakuje a dziecko z butów wyrosło, jeszcze ten rachunek za prąd a tu już telefon, a godziny w pracy obcięli. Może też dlatego, że wydaje mi się( bo przecież nidgy się nie wspinałam), że takie uczucie spełnienia równie dobrze można mieć komuś pomagając, a to babci siatkę z zakupami zanieść, albo samotnej matce dziecka przypilnować kiedy w pracy musi nadgodziny zrobić, psa ze schroniska przygarnąć, bezdomnemu termos z gorącą herbatą podarować. Za nic nie zrozumiem co ich w te góry pcha kiedy  tu na dole tyle do zrobienia. Każdy z nas ma jakieś Himalaje w głowie, moje są widocznie bardzo blisko poziomu morza.

    -Odpowiedz jest bardzo prosta. Sama na nią odpowiesz.
    Choćbym przeszukała cały internet, to za nic nie zrozumiem, jak można brać na facetów do życia tych co zdradzają, nie zarabiają pieniędzy i tylko życie skomplikują. Jak patrzę na dzieci w nocy jak śpią i pomyśle że mogłabym umrzeć, to wiem ze Adam genialnie poradzi sobie sam z ich wychowaniem i zarobieniem na godne życie dla nich. Wiem że jakby zachorowali, to zarobi na kliniki dla nich i da Im całą swoją miłość i opiekę. Dlatego nie rozumiem, jak można będąc mądra, piękna, zabawna, inteligentna i pracowita, na własne życzenie wybierać tych złych mężczyzn?
    To że czegoś nie rozumiemy, nie znaczy że jest złe i niewłaściwe.
    To jakaś potrzeba adrenaliny, nadzieja że będzie dobrze..

    -Wiesz, u mnie to nie ma nic wspólnego z adrenaliną. To bardziej z przeświadczenia, że na więcej nie zasługuję, świat się Jula zmienia co dzień, technologia idzie do przodu,  jedno się nie zmienia – ludzkie myślenie, hierarchia. Kiedyś mówiło się o mezaliansie, bo żona bez posagu niewiele jest warta. Chyba, że wygląda jak milion dolarów. Pracowitość nie pociąga raczej nikogo, a jeśli to bardzo rzadko. Zapytaj wśród znajomych ile warta jest dziewczyna bez wykształcenia i bez wsparcia rodziców. Ludzie którzy wiedzą ile są warci i ta ich wartość przekłada się na konto w banku, nawet się nie obejrzą za kimś takim jak ja. Mogę mieć poczucie humoru, inteligencję, i robotę w rękach. Nic to nie znaczy jeśli będę pracować w biedronce. 

    -Co do Himalaisty… Gdyby nie ludzie z pasją, gdyby nie Ci co ryzykują, gdzie byśmy byli?
    Gdzie była by ludzkość?
    Prawda jest taka, że często dzięki takim ludziom wiemy więcej, jesteśmy dalej.
    Jedni na świecie żyją blisko ziemi i dzięki nimi istnieje świat, inni zaś żyją bliżej nieba i dzięki nim świat idzie do przodu.
    Pytał mnie dziś Adaś, a co ja myślę o tym, że zostawił trójkę dzieci, żonę i poszedł w góry?
    A co ja mogę myśleć? Bawi mnie jak wszyscy chcą zmieniać ludzi.
    Jeżeli mężczyzna pali przed ślubem, a Ty za niego wyjdziesz, to bądź świadoma, że raczej palił będzie.
    Dlaczego ludzie chcą potem zmieniać? Przecież każdy z nas wie z kim się wiąże.
    Mówię o rzeczach, pasjach które widać. A pasję himalaizmu widać przecież.
    Jeżeli mój Adam jeździł na motocyklu, gdy się poznaliśmy i ja się świadomie decydowałam na życie z nim, to nie mogę być zdziwiona, że jedzie na rajd gdzie na starcie tysiąc osób może się pozabijać i połamać sobie karki.
    Ja bym tego nie zrobiła, nie zostawiła dzieci, ja bym nie chciała męża z taką niebezpieczną pasją, ale rozumiem, że są inni ludzie.
    Przecież codziennie jeżdżąc autem po drodze, narażamy się na większe niebezpieczeństwo.
    Ale zostawiając to…
    Znamy obie taką dziewczynę. Historia rodzinnego domu podobna do Twojej.
    A ja pamiętam jak chodziła w jednych trampkach piąty rok z rzędu ale miała taką minę i tak pewnie szła przez miasto, że każdy na nią patrzył.
    Teraz ma się jak w bajce. Do bajek nie trafiają tylko księżniczki. Kopciuszki też. Ale taki Kopciuszek musi być świadom swojej wartości. 
    Zastanawiam się gdzie i kiedy zginęła Twoja. Bo jakby przed chwilą pamiętam Cię na rynku Krakowskim, na deptaku kiedy szłaś, jakby każdy facet mógł być Twój. I wiesz co ? Był! 
    W którym momencie zaczęłaś robić z siebie taką ofiarę?
    Jest coś takiego jak samo sprawdzająca się przepowiednia. To znaczy myślisz o czymś tak intensywnie, że się sprawdza.
    Jakie życie widzisz w swoich oczach, takie po części masz.
    Ileż ja znam mądrych, elokwentnych dziewcząt na niskich stanowiskach za grosze. 
    I kiedy znajduję im inną pracę to nawet nie próbują. Mówią od razu, że to nie dla nich. 
    No to się nie skarż człowieku jak nawet nie próbujesz.
    Znam też takie, co serio jakby od koryta oderwał i w zarządach siedzą.
    I nie dlatego zajmują stanowiska, które Im los przyszykował, tylko dlatego, że same je wybierają.
    Jesteś piękna, inteligentna, dowcipna, władasz kilkoma językami, pracowita, zaradna.
    Powiedz mi kurwa, dlaczego? Dlaczego tak sobie umniejszasz?
    Mądry mężczyzna chce pracowitą żonę. Co Mu z posagiem i wykształceniem żony, jak będzie się musiał z Nią leniwą i próżną męczyć?
    I że mężczyźni patrzą na piękne, smukłe, opalone blondynki?
    Może i patrzą, ale na pewno nie na przykład Ci, którzy mnie by interesowali.
    Czemu będąc tak mądrą myślisz stereotypowo?
    Że bogaty przystojny to chce bogatą lalę z posagiem?
    Kiedy się zatrzymałaś w czasie?
    Bo mężczyzn dziś zaradnych, przystojnych i mądrych jest wiele. I wiesz co? Wiele z nich jest jeszcze samotnych, bo poszukują mądrej i takiej co potrafi na żurek zrobić zakwas. A nim interesują się tylko smukłe i pewne siebie. Bo te których szuka on, są tam gdzie Ty. Czyli w swojej otchłani dziadostwa.
    Weź to zostaw w pizdu i wróć do siebie! Bądź tą moją piękną! Co Ci szkodzi? Nie szkoda Ci czasu?

    -Co do himalaistów to masz rację, nie mieści mi się to w głowie, bo już dawno nie czułam takiej pasji, takiej chęci żeby czemuś się tak poświęcić. O ile w ogóle kiedyś czułam. Myślę, że na tyle dostałam po łbie, że nie pozwalam sobie, żeby coś za bardzo mnie uniosło. Żyje we mnie taki mały złośliwy gnom, który skutecznie przypomina mi wszystkie moje porażki i tym samym trzyma mnie z daleka od ryzyka. Wspomagany przez nerwicę mocno trzyma mnie za pysk, nie pozwala pomyśleć -a co jeśli się uda i będzie fajnie? To pewnie też tyczy się mężczyzn…
  • no ale tak…

    Mało ostatnio piszę, no ale tak…

    w czwartek irytowali mnie ludzie.
    Rany Boskie, jak mnie potrafią irytować ludzkie zachowania! To włosy z głowy rwać! Garściami.
    Jak stają autami na miejscach dla niepełnosprawnych. Przecież to mój syn trzyletni wie, że na „blu” kolorze stawać nie można. Można tylko na „blak” jak się ma zdrowe nogi.
    Jak się awanturują w sklepach i korkach ulicznych. 
    Małostkowość doprowadza mnie do furii. 
    Nieróbstwo i ślepota na robotę innych. Niechlujstwo ludzkie. Tak, niechlujstwo przyprawia mnie o stan przedzawałowy. 
    Jak nie mają swojego rozumu i dają się innym wodzić za nos, uważają ich opinię za jedyną i słuszną.
    Irytował mnie w czwartek prawie każdy. Obcy, swój i każdy.
    No ale jak se taka zirytowana wieczorem na kanapie przysiadłam, i pomyślałam o tym jak to ja potrafię irytować ludzi swoim zachowaniem, to aż się wystraszyłam. No tak mną wzdrygnęło. Aż żem podskoczyła prawie… No i wtedy dałam tej irytacji innymi spokój. 

    No a w piątek... Na piątek to moje dziecko czekało długo. Na ten piątek. I innych dzieci też czekało wiele, bo w przedszkolu był rodzinny piknik. Ale mocno czekały chyba też chmury, przepełnione parą wodną.
    I dały swoje ujście akurat wtedy, gdy dane nam było przeżuwać drugi kęs makowca, a dzieciom rurki w soczki wbijały się nad wyraz sprawnie…
    Nagłe oberwanie chmury. Wody po kostki. Pływało wszystko, w ciągu zaledwie kilku minut.
    Benio, chciał się potem w aucie, posikać ze śmiechu, gdyż włosy Babci, zawsze wymodelowane, przybrały nadzwyczaj inną formę…
    I gdy relacjonowałam telefonicznie nasze popołudnie Tacie dzieci mych, który na rajdzie w tenże weekend gnał… to stwierdził, że już Mu się odechciało tego rajdu i chciałby już wracać, wiedząc, że naszej dziewczynce serduszko pękło dziś na pół…
    Bo kiedy jest się rodzicem, to nie cieszy już nic, kiedy serce dziecka niepocieszone…

    W sobotę, na burzę zebrało się jakoś bliżej wieczora. Zawsze nadchodzi od zachodu. Choć, może od wschodu też zdarzyło jej się przyjść, tylko wtedy nie prowadziłam obserwacji tak czujnych..
    Lubię ten stan, gdy ciepło jeszcze po ramionach, a już czuć jak smyra wiatr po stopach.
    Siedziałam na sofie. Z ułożonym idealnie kocem. Nie potrafię usiąść i tym siedzeniem się rozkoszować, gdy tego koca jako narzuty wcześniej nie poprawię. Taki charakter. Trudny. Ale żyć trzeba.
    Pomyślałam, że napiszę do tego mojego Adasia.. Choć o tej godzinie pewnie pokonywał jeszcze trasę.
    Wyczerpany z błotem na nosie. Trzymałam telefon w ręku, a w myślach pisałam jak mnie to cieszy..
    że zawsze gdy zajrzę do lodówki, to coś dobrego się tam znajdzie…
    że dzieci nasze wygodne buty mają.
    że o nic nieznośnie niepokojącego się martwić nie muszę.
    że auto zatankowane.
    że wygodny fotel i pościel miękka. 
    że pstryk i kawa z pianką leci..
    i że cieszy mnie to, jak mi ten świat zbudował taki bezpieczny..
    Wtem wiatr zerwał się nagły i poleciałam zbierać pledy z tarasu. Nie wysłałam Mu w końcu. Ale On to wie.
    Mówię Mu o tym.

    Zaś w niedzielę napisałam do Szwagierki czy idziemy na rowery. Nie odpisała. Zadzwoniłam. Nie odebrała. Nie chciało mi się już nikogo nawoływać i pojechałam sama… Po tych naszych lasach i wzdłuż stawów… W drodze powrotnej wstąpiłam jednak do Niej. Zobaczyć czy nic się nie stało. I stało się. Dostałam ochrzan, że miała telefon w torebce i nie słyszała, a Ona przecież zawsze chętna na rower ze mną…
    I mogłam też jechać do Madzi po sałatę, bo ma nadmiar w ogródku.
    A tak zostałam z rowerem i myślami sama… Może też dobrze. Choć nic mądrego nie wymyśliłam. 

    W poniedziałek jakże stęskniona za mężem, przeszłam płynnie ze stanu tęsknoty i miłości w stan wkurwienia. Tak się z tych stanów prześlizgnęłam i na kolanach wjechałam jak na parkiet taneczny…
    Bo mi w szafkę reklamówki wpieprzył nie po mojemu. I śmiał twierdzić, że bałagan to tam już miałam..
    Jak śmiał to nie wiem, wiem natomiast, że uratował nas Jego spokój i cierpliwość do mnie..

    We wtorek wkurzył mnie ponownie, bo chciałam do kina, a On się zastanawiał czy ta godzina Mu pasuje bo On ma crossfit akurat… Jak crossfit ważniejszy, to ja Cie mam gdzieś. I się rozłączyłam.
    Napisałam jeszcze. Bo wiadomo, że rozłączenie nie wystarcza, trzeba jeszcze dopisać!
    Że pójdę sama!
    Pół godziny przed seansem napisałam, że idę na 17:25. Odpisał, że będzie. I uśmiech.
    Gdy czekałam pod kinem, to z tego okna w tym Jego busie tak Mu sie ta morda śmiała z tymi równymi, białymi zębami, że mi wszystko przeszło. Nawet Mu kawy o smaku „słodki karmel” na dnie trochę zostawiłam, żeby se zasiorbnął.
    A jak dzieci przed tym kinem do Babci wiozłam, to mi napotkana sąsiadka Kasia mówi „co bedziesz wieźć, daj do mnie”. 
    I se w ten wtorek pomyślałam, że sąsiadka taka cudna i ten mąż to nawet znośny.

    No i środa to jak co dzień powroty z przedszkola, i Tosi z Beniem śpiew na cały głos, a nawet dwa głosy…
    Bo ja też się drę, ale to raczej faktycznie darcie, bo ze śpiewem u mnie krucho..
    „Piękna pani Meluzyna pokochała Pustoraka,
    Tak opowieść się zaczyna
    Jaka – taka.
    Jaka – taka.
    To co dzieje się na lądzie,
    To pod wodą też się zdarza.
    Oto refren tej piosenki,
    Który często się powtarza.
    Meluzyno, Meluzyno,
    Porzuć płonne swe nadzieje.
    Odpłyń własną limuzyną. 
    Świat się śmieje, świat się śmieje.
    I tutaj Tosia przerwała mówiąc, że Jej marzeniem jest poznać Małgorzatę Ostrowską.
    A Benio dodał z powagą, że Jego za to marzeniem jest dowiedzieć się co to jest „Pustorak”…

    Także widzicie, nic się nie dzieje, to o czym pisać?

  • „Gucio” Joanna P. Zygadło


    Kiedy wydaję swoje książki dziękuję tym, którzy mi w tym pomogli, piszę jakie uczucia mi towarzyszyły…
    I to Wam wtedy oceniać jak wyszło, czy miało sens…
    Dziś to ja mogę chwalić… 
    Gucio jest książką, która nakreśla językiem dzieci jakiś właściwy tor. Pokazuje poprzez kolorowy tydzień i porównania, największe wartości. Nam dorosłym, przybliża świat postrzegany przez małe oczy.
    Są książki o których mówimy „na nich się wychowaliśmy”. Chciałabym aby „Gucio” stał się takim wspomnieniem dorosłego.
    Joasia będąc terapeutą rodzinnym, połączyła cudowną opowieść dla dzieci z latami nagromadzonej wiedzy.
    Kasia, słowa te, idealnie przełożyła na swoje farby. Ponownie zachwyca nas dziecięcą ilustracją..
    No cieszę się jak dziecko…
    Zapraszam Was do Gucia – TUTAJ


    Dziękuję Wszystkim tym, którzy chcieli wziąć z nami udział w tej przygodzie…
    CutItNow – mam wrażenie, że przejęła ode mnie tę radość dziecka z okazji tej publikacji…
    Bambooko – którzy mi zaufali…
    ekopolka – uwielbiam takie stałe, dobre relacje.
    asoa – którzy idą w dym i na ślepo w każdy mój pomysł.
    KuraD – wielki mam sentyment do Kury. To uświadamia mi, że są firmy i kontakty, które nie upływają wraz z pędzącym czasem..
    Enduro24 – dziękuję Ci mężu mój za wszystko.
    nastópki.pl – nie mogło zabraknąć firmy od córki autorki Gucia :*