Wszystkie posty w kategorii zdjęcia

  • taki ananas!


    Przeleciały nam te wakacje. 
    Wyprawkę szkolną zrobiłyśmy razem, wybory Tosi samej były priorytetem. 
    Zawsze mówię Jej co podoba się mnie najbardziej, ale ostateczną decyzję zostawiam Jej.
    Moje serce skakało z radości gdy wybrała plecak w brązach z Burtona.
    Jest duży, wygodny, lekki.
    Piórnik z Anakee też sprawdził się doskonale. Te zasuwki, podszewki. Bomba.
    Ale są dni, gdzie ten duży plecak nie jest potrzebny i stąd znalazłam australijską markę Penny Scallan.
    Ach nie… Ja ją znalazłam dzięki lunchówce. Tosia wybrała sobie box na lunch z Pusheenem.
    Piękny. Ale niestety okazał się niepraktyczny. Bo ma dwie komory bardzo niskie. Ani bułki wsadzić, ani wyższego serka..
    Zaczęłam szukać czegoś większego i znalazłam ten z ananasem, bo teraz miętowy kolor to Jej ulubiony.
    A potem zaczęłam szperać w całej marce.
    I zrobiłam Jej taki komplet uzupełniający do szkoły na urodziny akurat.
    Mniejszy piórnik, portfelik, tornister gdy leci przez pola do sąsiadki, plecak na dni z małą ilością różnorodnych lekcji i kosmetyczka, bo dość często wyjeżdżamy.
    Kosmetyczkę identyczną z marki KTM ma nasz Tata, zatem ta była dla Tosi wielką radością.
    Polecam zerknąć na tę markę, bo piękne dziecięce wzory, a z pomysłem, ceny nie zwalają z nóg i wykonanie bardzo dobre.

    Sukienka Tosi – Angels of Rock.
    Biurko – Universo Positivo
    Krzesło –  Flexa
    Lampka – Smukke (Bierdronka w tym tygodniu)

  • czwartkowym podwieczorem.


    Jeżeli Ktoś z Was zamieszkiwał mury akademików bądź internatów to będzie wiedział o czym mowa.
    Między nami, sąsiadami, jak w sąsiadujących pokojach. Chodzimy między sobą, pożyczamy sobie, pilnujemy na zmianę dzieci. Czasami nawet nie wiemy, że pilnujemy bo Marta pisze, czy są u mnie bo kanapki na stole i furtka wywarta…
    Innym razem Tosia do Kajtka idzie na chwilę, a wraca na drugi dzień.

    Marek przysyła zdjęcie ogniska, to się dzieci ubierają, Tatowie kiełbasę biorą i lecą wszyscy przez pole..
    Potem te dzieci przy tym ognisku nie raz, nie dwa, zasypiają… Albo wracają do domu z Tatami, ale Taty tylko po gitary powracają…
    Jak mi się w te urodziny stopa naciągnęła, to sąsiad przez te nocne już pola, kule niósł z głośnikiem w kieszeni.
    I z Kazikiem na full „jedno tylko wiem na pewno, jesteś moją Królewną zwiewną”…

    Sąsiedzi z północy, co musiałam się z nimi podzielić widokiem na nasz las i nie jest już tylko mój, w ferworze swojego zawodowego pędu, jeszcze przed wyjazdem przywieźli dzieciom balony i prezenty.
    I choć rośnie mi przed oknem nowy dom, to nic mnie to nie boli…
    Nie rozmyślam i nie żałuję.. Bo takich tu kolejnych dobrych ludzi mamy obok siebie..
    Widok był piękny. Ale nie z widokiem się żyje, a z ludźmi.
    Tosia w wakacje czekała na nich co rano, siedząc na płocie, kiedy przyjeżdżali dojrzeć budowy.

    Ściskała się z Nimi, prowadziła poważne rozmowy. Raz z wielkim impetem wpadła przez drzwi kuchenne mówiąc, że załatwiła sobie nocowanko, na pierwszy dzień zamieszkania.
    Plac budowy, tym naszym sąsiedzkim dzieciom niezwykle dobrze wkomponował się w ich wyobraźnie.
    Z wielkiej góry piachu turlają się do dołu, aby potem w ubraniach wskakiwać do basenu.
    Czasami chodzi nam po głowie pobudować nowy dom, ale zupełnie nie wyobrażam sobie rozstania z tymi sąsiadami… Ze wschodu, południa, zachodu i północy.. I tymi dalszymi na zachód..
    Żyjemy jak w symbiozie. Kto może pomoże. Zawsze chętny. Znamy swoje wady, zalety. Każdy może palnąć gafę, bo i tak dobrze wiemy jaką wartość w sobie nosi.
    I czy można ustalić termin urodzin na 20 dzieci z rodzicami  48 godzin przed? Można.
    Kolega od motocykli – piekarniczy, szybko tort ukulał. Teściowa 7 kilo pomidorów na 10 litrów lecza dla dorosłych mi pokroiła. I w tym garze wielkim mieszałam do północy. Podobno dobre wyszło. Aga ciasteczka upiekła. Nasz przyjaciel z rana dmuchańca i balony ogarnął. Pajdy ze smalcem i ogórkiem.
    Dobrze chociaż, że piniaty schowane czekały już. Z górą słodyczy.
    Wrócili z przedszkola i wszystko było…
    I choć dziecięce konkurencje ich porwały, tak konkurencja Tatów zdobyła naszą całkowitą atencję.
    Wygrał oczywiście Dziadek. Jednogłośnie.
    W piątek zupełnie nie miałam sumienia wysłać ich do szkoły, gdy rankiem wpadli do biura i zaczęli otwierać te wszystkie prezenty…

    Jestem pełna chaosu i też tak pisze za co przepraszam. Ale zaległości przez wakacje zrobiło się ogrom, koniec lata to nasze urodziny razy cztery, wesele, wyjazdy…
    Ale mam nadzieję, we wrześniu nadrobić wszystko, ustabilizować pracę i usiąść na spokojnie do obiecanej kolejnej książki dla dzieci… 
    Zdjęć nie mam, bo nie było kiedy robić.
    Mamy cztery i siedem lat. Z radością wkraczamy w kolejną jesień.
    Z największym bogactwem na świecie. Ze wspaniałymi ludźmi, którzy mają dla nas coś najcenniejszego – czas.

  • a na takiej łódce…


    Dziś jest dzień blogera. Takie czasy. Jest to jeden z zawodów.
    Nigdy w życiu nie przypuszczałam, że będzie to mój „zawód”.
    Z tej okazji firma Apart zaprosiła dziesięć blogerek do zniewalającego miejsca WerandaHome.
    Było pięknie, pysznie, kreatywnie. Masaże, zajęcia z dekoracji kwiatami, spotkanie z ambasadorką marki Apart – Kasią Sokołowską. Wieczorne degustacje z Sommelierem. Potem rozmowy do nocy. Joga o poranku. 
    Nie ukrywam, że było to wydarzenie/spotkanie estetycznie i duchowo dopracowane w każdym calu.
    Od każdego prezentu który na nas czekał, po serdeczne uściski przy rozstaniu…
    Gdyby Ktoś dziesięć lat temu powiedział mi, że tak będę świętować swój zawód… trudno byłoby mi uwierzyć..
    Drogi Aparcie, za którym stoją genialne dziewczyny, to była wielka przyjemność. Dziękuję.

    a na takiej łódce mogłabym leżeć codziennie… czytać, rozmyślać, spać…