co mi piszczy…

Można zapytać, co mi w telefonie piszczy, gdy Madzia pisze…
Ale gdy pisze, to jak wiadomości pt „co w trawie piszczy…”
A trawa u Madzi jest przepiękna.

„A Żuka takiego też mieliśmy. I w domu u mnie było czarne nowiuśkie volvo xc90. A z Tatą załadowaliśmy złom na żuka i pojechaliśmy wywieźć do Czerwionki. Idę do kasy odebrać całe 73zł za złom, a Pan na kasie mi mówi „Pani taka teraz licha cena, że niedługo i my i Wy będziemy musieli te interesy zwijać…”
Myślałam, że padnę, za złomiarzy nas wzięli, bo Tata w swoim waciaku w kolorze ecru z apaszką  jakąś od Mamy, bo to listopad był i dmuchało jak pieron, więc wziął coś na kark, co by mu nie zawiało.
A tam mój kolega co autobusem razem jeździliśmy w takim pięknym wranglerze. Pyta się co u mnie, a ja nawet słowa nie umiałam powiedzieć jak kurna słyszał przy kasie, że „złom zbieramy”. Co za wstyd. :))”

„Tata mi mówi  – Madzia, zobacz coś mi tu chyba ktoś pisze coś na ten telefon. Powiedz, co to mogą tak pisać przez telefon?
Otwieram skrzynkę – ilość wiadomości 1.
Taka wiadomość  „Zarząd Koła Łowieckiego przypomina o terminie wykładania siana i marchwi w paśnikach i karmikach. Darz Bór”
Czytam Tacie o On – co za technika.”

„Oj Julia, co ja wczoraj porobiłam!
Sluchaj, koło południa byłam u kur. Pokarmiłam, pszenicy nasypałam i poszłam nalać wodę ze studni do beczki. Wygląda to tak, że takim szlauchem strażackim lejemy te 200 litrów więc wiesz, w mig się to napełni. Ale że mi ta chwilka jest za długą chwilą, to włożyłam ten szlauch i pojechałam do domu.
Potem koło 14 ej pojechałam po Lolkę i jadę z Mikołowa, koło Mamy widzę z podwórka rodziców woda się wylewa. Dzwonię do Mamy i mówię Jej – Mamuś, chyba dolewałaś wodę do ryb, bo wypływa na drogę.
Mama mi – o kurdę, tak, lecę wyłączyć.
A sama na śmierć zapomniałam, że na folwarku załączyłam te wodę. Mało tego, nawet jak widziałam tę wodę wylewającą się z podwórka rodziców, mi się o tym nie przypomniało.
Wieczorem koło 23 ej, mnie coś tknęło i mówię Jarkowi – kurdę tak sobie myślę, czy ja aby wodę w studni wyłączyłam. Jarek mi – a kiedy? w południe? nieee, no to na pewno już tam Twoja Mama była, albo Justyna dla koni nalewała. Więc mnie uspokoił.
Rano jadę do Mamy skubać gęsi, wychodzę z auta a Mama mi -fajnie, że mi zadzwoniłaś, bo ja zapomniałam.
a ja Jej – Mamo, a na folwarku wodę wyłączyłaś? Nieee? A Justyna?
No to pięknie. Setą do auta i na folwark. Tam oczywiście woda leciała od dwunastej, całą noc i ranek takim grubym strażackim wężem. Dwustuletnia studnia wypompowana. Masakra.
Wracam do Mamy i mówię – przecież Ty tam byłaś, Justyna…
A Mama na to – nie, nikt nie nalewał wody, bo Justynce powiedziałam, że Tata te wodę do ryb potrzebuje i ma na razie nie brać ze studni.
Ja pitole, Julka, wyobraź sobie, zakaz wybierania wody, nawet dla koni, a ja załączam o 12 ej w południe i o 8 ej rano wyłączam. Myślałam, że zawału dostanę. Tu będą jutro tony ryb do przechowania!
A Tata ze stoickim spokojem – będziemy liczyć na to, że ta woda z placu szybko wpłynie do tej studni.”

„No Lola jest bardzo grzeczna i pracowita. Od czwartej rano zasuwa dzisiaj. Najpierw jagody, potem plewiłyśmy w cebuli. Nazrywała ogórków i zakisiła je, a potem czyściła basen i skosiła cały ogród.
Bardzo bym chciała żeby te dzieci były dobre dla innych, prości i pracowici. To najważniejsze. Bo wiesz, praca fajnie kształtuje człowieka.
Teraz leży w wannie, a za pięć godzin jedzie zaś na jagody, bo lubi…
Ciężko mi to zrozumieć.”
(info od Julii: Lola ma 16 lat)

” Julia, czy Ty pytałaś już swoich czytelnikow co dla nich jest luksusem? Czy czym dla nich jest luksus?
Pytam, bo ostatnio myślałam, czytałam i widziałam. I czuję, że słowo luksus to znaczy przepaść.
Dla niektórych i dla mnie luksus to spokój, cisza i rodzina na trawie czy sprawnym rowerze… A dla innych to moda, kosmos, lans i głupota pociskana głupotą!
Zapytaj proszę kiedyś, bo wiesz chciałabym wiedzieć czy jest jeszcze coś po środku czy tylko te skrajności.
No czy większy luksus ma ten co siedzi na meblach najlepszej kolekcji, patrzy teraz na mecz na najnowszy full telewizor podpięty złotym kablem co by wizja i dźwięk były krystaliczne.
Czy ma się kurde bardziej luksusowo od tego co leży pod orzechem i słucha relacji meczu w charczącym radio i wyobraża sobie tylko jak nasi chłopcy teraz tyrają po boisku robiąc wszystko co mogą i popija to jakimś winkiem co ma przygotowane na wypadek wygranej, ale wypije za nich już teraz… To luksus i to luksus tylko w innym wymierza czy co?”

„Jak będziesz w okolicy to podjedź, bo mam nadmiar cebuli i sałaty. A jak masz chęć na ruch, to dziś będę plewić na polu koło 20 ej. To tak jakbyś chciała gdzieś do ludzi wyjść.”

„Julia, muszę Cię zabrać na fajne widowisko. Tata mówi, że na futersztele, tam gdzie dokarmia chlebem i pączkami, to przychodzą trzy lochy z młodymi pasiakami. Podobno widok cudowny!!!”

„Jak wróciłam od Ciebie i leciałam szybko do kur to stajenny jak zwykle mi z gnojoka woła – cudny ten maj.
A ja mu na to – mógłby ten maj trwać cały rok.
A On – gdyby nie było tego szarego, smutnego listopada to może ten maj nie byłby taki cudny…
Jaki mądry!! uwielbiam prostych ludzi. W nich największa mądrość.”

„Pamiętasz te stare wesela? Te krążące namioty. Cały tydzień to stawiali. Wiadomo było gdzie wesele będzie. A my w nich cały tydzień siedzieliśmy i patrzyliśmy.
Cudowny klimat i kilkanaście stołków pod gruszą było wystawionych i w stodole materace dla gości przyjezdnych. Na stole w zależności od kwiatów kwitnienia. Było w maju bzy, pelargonie. Potem jaśminy i tak do jesiennych nawłoci…”

„Dałam Omie cztery paragony, bo Ona uwielbia studiować paragony. A ja jutro szykuję gościnę, więc wiesz jak przed imprezą wyglądają paragony z Lidla i Biedronki. Będzie miała robotę na popołudnie.”

„Wiesz co, i my też nigdy nie byliśmy na wakacjach z rodzicami. Za dziecka raz jeden tak z siostrą płakałyśmy, że postanowili nas wziąć do Koszarawy nad rzekę, na dziko pod namiot. I uciechy, pakowania, pożyczania, bo my nic nie mieliśmy do tego i pojechaliśmy… Tata rozstawił namiot składający się z tysiąca rurek. Trwało to większą połowę dnia. I jak go postawił, to dziadek zadzwonił do Jeleśni na pocztę i kazał przekazać, że się krowa cieli.
A mieliśmy być całe trzy dni!!”

„Jadę na giełdę do Katowic, po jakieś nasionka dla nas i ptaków. Pytam się Omy czy coś potrzebuje, bo tam jest i niemiecka chemia i słodycze..
A Ona mi – a kup mi co, co tam mi kupisz to będę miała.
Cudowne jest to u starszych osób. To już jest wolność i prawdziwość absolutna!!
Jak Jej kupię czekoladę to będzie się cieszyła z czekolady. Jak kupię coś do prania firan, to będziem miała bielsze firany. Jest tyle powodów do radości codziennie!
Uwielbiam te zderzenie się tych światów. Młodych, rozpędzonych i starszych.
Ach, jak mnie to przywołuje do porządku i przemyśleń.”

„A poza tym u nas spokojna niedziela. Takie lenistwo. No oprócz akcji sztalowania stu pięćdziesięciu zegarków i zegraeczków Omy i szukania zębów, które straciły jej się po kościele i zapadły się pod ziemię!
I szukanie winnego. Kto mógłby być zainteresowany Omy zębami?
No i nie ma do teraz. Właśnie byłam u Niej, a Ona – Magdeczko, ale co Ty mi na te zęby powiesz i co wymyślisz?.  Nosz, swoich nie oddam.
A wiesz, że wszystkich świętych za chwilę, a tu złota keta na szyi, kołnież z lisa, kolczyki takie depne a zębów nie ma! Tak mi powiedziała. I te kolczyki pokazuje, oczy smutne, a zębów nie ma.
Już nawet w spiżarce, w lodówce i w popielniku przy piecu patrzyłam, bo czasami zbiera patyki na placu  i wkłada do popielnika. A w tym piecu nie paliła już 7 lat! No nie ma.
Już się poddałam, ale od jutra rana zaś będzie akcja zęby.
Z zębami jeszcze nie koniec jednak na dziś.
Zeszła Karolina i mówię Jej, że Omie się zęby straciły, czy nic nie widziała..
A Ona mi – o kurdę, a ja tam wczoraj u Niej okna myłam, to jestem pierwsza podejrzana
A Kacper na to – no Ty i Kościelny to główni podejrzani, bo mogły jej jeszcze w kościele wypaść jak komunie przyjmowała. Jak w czwartek miałem służbę, to już jej tak klapały.
Dom wariatów.”

„W tym stawiku za chlewem (równolegle do gnojoka jest stawik) zielony od rzęsy, ale i prawie wyschnięty, wpadła kura. I się w tym mule zakleiła. Nogi i pióra całe.
Więc my ją grabiami i do brzegu z Mamą popychałyśmy i wyjęłyśmy ledwo żywą i wystraszoną.
Potem kąpiel w dwóch wiadrach, bo taka była czorna, a z natury biała.
Ciekawe czy przeżyje, bo Mama mówi, że kury to są zmarzluchy i może się wychłodziła.”

„Lubię jak piszesz, że siatki nosisz z zakupami, a nie parkujesz samochód pilotem, zakupy robisz wpisując w komputerze i Ci to w złotych tytkach wnosi facet nasmarowany olejkami, a ty w tym czasie leżysz w jedwabnym szlafroku na skórkowej białej kanapie i modnego mopsika głaszczesz.
I nie masz pojęcia czy dzieci są teraz na gimnastyce artystycznej, balecie czy robotyce z nianią.
No i chodzisz w laciach, a nie w szpilkach od LB.”

„Teraz skończyłam robić z cebulą. A od środy będziemy u mamy kartofle przebierać i workować. Muszę u kur zrobić porządek, bo aż się prosi. Ale z tym poczekam na brzydką pogodę. To w chlewie spędzę dwa przedpołudnia na ciepaniu gnoju. Wczoraj Tata mi mówi – szczupaka trzeba Madzia złapać z sadzawki.
Dynie koniem zawieźć, bo na stawach porosły nam dynie giganty. No i grzyby obzbierać.
Jeszcze te pieroństwo ćmy bukszpanowe zeżarły mi bukszpany i obcięłam. Dziś rano o 6 ej obcinałam i teraz muszę to na stawy wywieźć i spalić, żeby się te gąsiennice nie przepoczwarzyły i nie rozprzestrzeniły.”

„I jeszcze Karolka mi tu z Krynicy wiadomość pisze – Mamooo!! Uważajcie, bo u nas cyganie grasują, na fejsbooku ludzie ze wsi udostępniali. Powiedz Omie, bo Ona taka urna!
Taka ufna nie urna!!! Ten słownik mnie po prostu nie rozumie. Jak pisze świniobicie to mi uparcie Świnoujście proponuje!! I tak bym mogła wymieniać bez końca. Mój słownik nie jest ze mną kompatybilny i za cholerę nie wie o czym pisze czy myślę.”

To zaledwie kropla w wielkim oceanie tego co Madzia do mnie pisze…
Myśle sobię, że Madzi telefon Jej nie rozumie, bo taki człowiek jak Madzia to wyjątek.
Ach, jaki wyjątek… Takich ludzi już prawie nie ma.. Żyje lat 35. Znam Ich mnóstwo. A taką Madzię tylko jedną. Czasami mam wrażenie, że żyje w Niej kilkadziesiąt niezwykłych kobiet. Bo jak w jednym ciele i umyśle może się zmieścić tyle energii, charyzmy, dowcipu, ciepła, mądrości, talentu, urody…
Jak to te człowieka losy się toczą…
Kto by pomyślał, że pobudujemy się akurat tutaj, że pójdę na fitness do wsi obok i Ona tam będzie…
Madzia to człowieka, z którym jedzie się zimą w zaprzęgu konnym. W saniach. Po lesie. Mróz pod butami skrzypi. Powozi Jej siostra. Ja z Ewą pod jednym kocem w tych sankach ciała sobie grzejemy.
A potem jest ognisko i bulion z czosnkiem. Grzane wino w termosach mamy.
Z ostatnich sanek co rusz spadają dziewczyny.
Madzia systematycznie dowozi mi ziemniaczki, marchewki, mięsko z tego „Świnoujścia”. Dżemy, kompoty, powidła, smalec, kapustę, pietruszki, kwiaty, czereśnie, jabłka, gruszki… I wymieniać by całe setki dobroci.
Mam nadzieję Madziu, że może w przyszłym życiu uda mi się „zarobić” na tę przyjaźń z Tobą, bo w tym na pewno nie zdążę…
Jesteś moją inspiracją, wzorem, motywacją, objawieniem…
Najbardziej wtedy, gdy podjeżdżasz pod fitness rowerem przy mrozie – 10, a w koszyku masz 60 jajek.
Albo wtedy, gdy widzę Twoje dzieci i marzę o tym, by moje choć w połowie były tak dobre, mądre, pracowite, pomysłowe…
Kiedy patrzę na Ciebie, widzę najpiękniejszy ze światów, jaki człowiek może sobie stworzyć dzięki temu jaki jest.

Wysyłam Ci te wybrane Twoje wiadomości na maila, z zapytaniem czy mogę opublikować i idę robić zupę meksykańską. Z Twoich marchewek.

Napisz komentarz...
  1. Justyna says:

    No czad 🙂 takie to piękne. Pozdrawiam gorąco Ciebie Jula i Madzie również.

    Odpowiedz
  2. Alicja Lopes says:

    Och …. z taką Madzią mogłabym ruchu w polu zażywać …. bo chciałabym do ludzi 🙂 do takich ludzi …
    ale Julia, nie każdy zauważy, nie każdy doceni, taką Madzię znalazłaś, bo „ swój na swego trafi „

    Odpowiedz
  3. Gosia says:

    Przecudowne. Ale Ty tez taka jestes Jula. Czytam od poczatku. Twoje opowiesci tak samo mocno wciągają i sa tak samo proste ale jakze bogate. Pisz Ty i Ta madzia niech tez pisze 😘

    Odpowiedz
  4. Olga says:

    Kiedy życie stawia nam na drodze takich ludzi , to szczęście i radość niepomierna … jak pięknie dzielić się w życiu z innymi tym co człowiek ma … marchewką czy dobrym słowem …czy słowami z SMS , które czyta się jak najlepszą książkę 🙂 Dobrego dnia dla Was Obu 🖤

    Odpowiedz
  5. Magda says:

    Julia bo Ty jesteś dobrym człowiekiem i dobrych przyciągasz.

    Odpowiedz
  6. Izabela says:

    Taka przyjaźń, taka kobieta to skarb. Bo to właśnie cholera jest luksus. Tacy ludzie, takich ludzi poznawać z takimi do pielenia marchwi i na kombajn buraczany, z takimi książkę w koszyku i maseczke raz na tydzien. Z takimi siedziec przy wielkiej maszynie tkackiej i dywan na lozko robic choc nikt juz takiej niemodnej nie chce kupic. Z takimi sekacz nad tym cholernym paleniskiem nawet nie przeszkadza dwie godziny stac. Tęsknię jeszcze bardziej za domem w Polsce po tym poście twoim

    Odpowiedz
  7. Marlena says:

    Julia Ty dla mnie jesteś takim niedoścignionym wzorem… a Madzię tez poznaje na ile pozwala na Ig i Achwycaja mnie hehe opisy codzienności. Oj dziewczyny nie jedno grzane wino bym z wami wypiła.
    P.s co do słownika mam to samo
    P.s2 luksus to dla mnie słońce, drzewo dające cień i niespieszny czas z moja rodzina. Czas dla nich taki bez myślenia, że obiad i prania
    P.s3 a wasza pracowitość doceniam ogromnie i czerpie przykład.

    Odpowiedz
  8. Kasia says:

    No a znalazły się te zęby Omy? I jeśli tak, to gdzie? A druga sprawa: jak robisz zupę meksykańską z marchewki?

    Odpowiedz
  9. Marta says:

    Ciekawe czy wyzarlyscie już zapas Madzi ogórków…

    Odpowiedz
  10. Justyna says:

    A można ten Madzi Ig skoro ktoś wyżej zdradził, że ma? Cudny człowiek, prostolinijny, tacy teraz wszyśmy ą, ę. Dużo gadamy a nie mówimy nic. A Madzia tyle historii w tych SMS-ach. Takim ludziom się ufa, takich się kocha i docenia. Uściski przekaż jej serdeczne. A jeśli sama czyta to bądź taka po dzień dnia i rozświetlaj życie innym. Buziaki

    Odpowiedz
  11. Do Madzi .
    Luksus – dla mnie to jest wtedy kiedy leżę teraz o tej porze i czytam Julie Rozumek i czytam tu o Madzi . . Luksus jest wtedy kiedy mogę nakryć się kocem wziasc pod niego telefon i taki post przeczytać.Luksus jest wtedy kiedy mogę oddychać tym cudownym powietrzem ,czuć zapachy,kiwdy patrzę w górę i widzę niebo ,kiedy mam wodę do picia i mycia.kiedy mam w lodowce. więcej niż potrzebuje ,kiedy mogę przebywać z tak cudownymi ludźmi jakimi jest mija rodzina ,kiedy mogę że zwierzętami które są wyjątkowe i kiedy jesten tu i teraz i mam więcej niż na to zasługuje.Luksus to wszystko co mamy tu i teraz wg mnie .

    Odpowiedz
  12. A znalazły się zęby Omy?

    Odpowiedz
  13. Czasem można pół świata przemierzyć, a cudownego przyjaciela znaleźć tuż za rogiem. Wspaniale że potrafisz dostrzec w innym człowieku takie małe i zarazem piękne i ważne cechy. Mam nadzieję że ja też spotkam kiedyś swoją Madzię. Wielkie uściski dla was obu.

    Odpowiedz
  14. Marta says:

    Julka, przekaż Madzi , że wczoraj doznałam luksusu. Kiedy zamknęły się drzwi mieszkania i mój małżonek zabrał dzieci na łyżwy. Sześćdziesiąt minut mojego szczęścia w pustym domu, obowiązkowo kąpiel i książka. Było super , usłyszałam nawet własne myśli 😉

    Odpowiedz
  15. Justa says:

    Przy zagubionych zębach tak się uśmiałam, że teraz nie wiem, czy ze śmiechu mięśnie bolą, czy grypa jeszcze trzyma 😀 P.S. Czy tam u Magdy to może jakaś agroturystyka jest?

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.