gdyby…

image-4
ciężko Mu się wstaje, bo stopę rozwalił na rajdzie w Rumunii.
ale wstał o 5:40 do naszego syna, który rozpoczął wtedy dzień.
o 5:40! i stękał i jęczał o drugiej, piątej..
tak pomiędzy… czyli koło pierwszej i trzeciej chciała się zadrapać od komarów Tosia.
nie było ani jednego komara cały rok i akurat w dzisiejszą noc cała plaga!
nie śpi. kręci się . drapie. Ona się drapie, ja Ją drapie. pozy zmienia co 10 sekund. tak przez dwie godziny.
biorę Ją na ręce i zanoszę do nas. żeby nie było nam zbyt wygodnie budzi się Benek.
On targa Ją za włosy. Moja głowa zwisa z łóżka. rąbkiem koca przykrywam nerki.
okna na oścież otwarte żeby był chłód. a za oknem od 6:00 wiercą i walą młotami na budowie u sąsiada.
większość robię po omacku,  z zamkniętymi oczami.
muszę wstać zamknąć te okna. ale nie wstaje.
Mały jęczy Mu na dole. robię na ślepo mleko i zrzucam z góry.
dosypiam drapiąc Tosię pod kolanem. pod kolanem, na ramieniu, na powiece, na stopie… 
i jeszcze o tu mnie Mamo drap.
wstaje po fenistil bo i tak nie zasnę… tylko leżę i się wkurzam.
wiercą młotem pneumatycznym, tamten ryczy o coś, ta się drapie. a tamten jeszcze chodzi jak przetrącony.
sam jechał, taka pasja – takie konsekwencje.. udaje, że mi Go nie szkoda.
płaczę gdy odjeżdżają do przedszkola. macham Jej długo.  a Jej słońce w oczy świeci i już nie patrzy a tylko macha.
On mnie denerwuje, bo zamiast mi opowiedzieć w szczegółach to odpowiada jak facet, że wszystko super.
ale jak super? czy maść ze sobą wzięła? które kapcie założyła? jak ta nowa sala?
Benek! śpi jak jesteś śpiący! co Cię chłop z młotem interesuje?
w zlewie cała sterta. upał znowu od rana! a ja nie znoszę tych upałów. tak mi słabo. ledwo chodzę.
pomidory zgniły. nie zdążyliśmy zjeść.
jak jeszcze raz ten przeciąg trzaśnie tymi drzwiami i obudzi Benka to oszaleję!
i tak chciałam posta rano napisać. już wieczorem jakieś słowa ułożyłam. jakiś początek i koniec.
fajnie w myślach brzmiało. a tak mnie nosi od rana, że zdania nie potrafię.
żeby do siebie pasowało, sens miało.
i jak mam się skupić jak On stuka łyżeczką w talerzyk, pyta o coś jak ja bym chciała dwa słowa napisać, bo zaraz ten zlew, głowa z wózka wyjrzy…
zrobię sobie kawę i wiem.. tak dobrze wiem, że to piękny pierwszy września.
letni skwar przez okna wpada…
budują się nowe domy, można nogi poobijać na rajdach, pojadę kupić nową maść na ugryzienia a Jemu coś na ząbkowanie.
podstawię koszyk żeby te drzwi nie waliły. post będzie jaki będzie. i Ona taka piękna do tego przedszkola.
tylko tych pomidorów szkoda…
ale to naprawdę dobry dzień…
bo… mogłoby być tego pierwszego września tak zupełnie inaczej…
bo… gdyby do nas przyszła… 

7703

Gdy dorosły chmurny – marszczy brew,
Wtedy wojna jest i psika krew.
Wojna to sport, a sport to zdrowie:
Skoki do gardła i rzuty ołowiem.
Zawsze jest powód do użycia noża,
Płock żąda dostępu do morza!
Żołnierz na wojnie gnije w okopie,
żona pisze: brzuch duży i mały kopie…
Myśli żołnierz – w dupie z wami i waszymi wojnami.
Myśli żołnierz – w dupie z wami i waszymi wojnami.
Myśli żołnierz – w dupie z wami i waszymi wojnami.

Gdyby do nas przyszła,
Skłamałbym, że wyszłaś,
że na świat nie przyszłaś.
Kłamałbym jak popadnie,
Choć kłamać, córeńko nieładnie.
Nieładnie.
Nieładnie.

Napisz komentarz...
  1. Marta says:

    Nie takiego końca się spodziewałam… Ale uderzyłaś mnie tym końcem jak młotem. Młotem co Ci tam za oknem hałasuje…
    Pięknie. Jak zawsze pięknie napisane… <3 Cieszmy się z tego co mamy bo wystarczy tylko chwila….

    Odpowiedz
  2. Daria says:

    Tak, dzisiejszy dzień będzie dniem spokojnym. Zwrócę na wszystko uwagę, na spokój, na ciszę, na krzątających się ludzi w supermarkecie. Zwrócę uwagę na uśmiechy dzieci w pięknych białych koszulach i sukienkach. Na pomarańczowe drzewo co stoi obok i co ma tyle jarzębiny.. przeżyje ten dzień spokojnie, modląc się za tych którzy nie mogli cieszyć się spokojem i wolnością jak my.. Pozdrawiam gorąco Julia!

    Odpowiedz
  3. Szewc bez butów chodzi 😀 Tak mi się skojarzyło z twoim stoperem domkiem i koszem który chcesz przystawić 😀 ja upały akurat kocham tak jak kocha się lato i pachnące kwiaty. Dziś szczególnie nieszczególny dzień. Amelka w nowej sali, Zuchem się stała. Ja od jakiegoś czasu na blogu mało piszę, choć miałabym co. Trwam w stanie jakiegoś zawieszenia od wielu tygodni a czy mi z tym dobrze? Sama nie wiem. Szczęśliwe dni nastały, mojego ulubionego końca sierpnia i początku września. A na lodówce w małej saszetce ważka. Znalazłam ją dzisiaj na chodniku. Ma ok 8-9 cm. Słońce ususzyło ją dla mojej Amelki,bo tak bardzo chciała zobaczyć kiedyś ważkę. Marzenia przecież się spełniają.

    Odpowiedz
  4. Żeby nie było, że ta wojenka mi uchem wyszła. Ona siedzi zawsze w głowie, na dziś, na jutro, ale nie dopuszczam jej do siebie, bo jak będzie to przecież nie tupnę butem, focha nie strzelę i nie odegnam. Ale dziś mogę żyć dzisiejszym i dobrze mi z tym jak diabli.

    Odpowiedz
  5. Małgosia says:

    Julio, Czytam, czytam i oglądam od bardzo dawna. Był moment kiedy zazdrościłam bo dlaczego Ty możesz pracować w domu a ja muszę swoje dziecko z obcą kobietą zostawić i 1/3 doby przez łzy papiery w pracy przekładać, a dlaczego Ty masz dom tak wielki a ja zimowe ubrania na wieś wożę żeby miejsca ustąpiły dla letnich. Tych dlaczego było, oj było sporo. Aż kiedyś napisałaś takie fajnie zdanie, już nie wiem nawet czy w komentarzu czy w poście – to było odnośnie nocnych pobudek Benia: że od kiedy zaczęłaś podchodzić do tego na luzie nie stresujesz się tym ani nie denerwujesz. I to zdanie tak bardzo dało mi do myślenia, że moje życie zrobiło zwrot o 360 stopni. I zaczęłam cieszyć się tą każdą pobudką, tym że cholera ja mam pracę i codziennie obiad na stole a tyle ludzi codziennie z głodu umiera. Że teraz wykorzystuje na 1000% czas który mam z córką bo za chwilę wracam do pracy i cieszę się jej każdą nieprzespaną minutą. Ale za chwilę też będzie dobrze bo przecież ta niania też jej całe serce odda i tylko jedna osoba więcej będzie, która ją pokocha. I co z tego że nie pracuję w domu? Ale kto wie co będzie za rok czy dwa? Co jest nam pisane. Narzekałam, że mój mąż do domu tylko na noc wraca, ale wraca. Zawsze się na łóżeczkiem nachyla i chociaż buziaka Jej da. I nigdy nie powie, że buty za drogie kupiłam albo że bluzek za dużo.
    Pewnie, że czasami wolałabym inaczej. Tylko teraz już wiem że tak jak jest, jest cudownie. Bo pokazałaś mi, że to od naszego nastawienia zależy czy jesteśmy szczęśliwi.
    Życzę Ci tego co świat ma najlepsze bo jak nikt na to zasługujesz. I niech nie będą to podróże zagraniczne ale tak jak wolisz – wakacje na werandzie byle w zdrowiu, spokoju i razem z tymi których kochasz.

    Odpowiedz
    • Karolina says:

      No pięknie!!! Po prostu pięknie… Gratuluję bardzo! Bo „przestawić” myślenie wcale nie jest tak prosto… pozdrawiam!

      Odpowiedz
    • ewa says:

      Małgosiu a ja Tobie dziękuję za ten komentarz. Słowa osoby, która ma się z czym zmagać i jednocześnie docenia dary losu. Jestem w momencie kiedy stawiam sobie wiele pytań. Także o przyszłość i Twoje słowa są dla mnie bardzo budujące. Bo ja pewnie też w małym mieszkaniu albo i bez niego i w pracy do o 9 do 17:30. W Warszawie, gdzie dojazdy zajmują wieki a ludzie pędzą i nie widują własnych dzieci…

      Odpowiedz
    • Magda says:

      Piękny komentarz do postu 🙂 To prawda, wszystko zależy od naszego nastawienia…

      Odpowiedz
  6. markdottir says:

    Ciary, normalnie ciary! Na całym ciele. Co Ty mi robisz Julka! Na tej najdrażliwszej strunie zagrałaś.
    P.S. lubię Lao Che bardzo. 🙂

    Odpowiedz
  7. lesia says:

    Dziekuje bardzo za ten tekst, Julio! Wczoraj mialam okropny wieczor, ale dzis rano wlasnie sama odprowadzalam Milke do przedszkola, a tam mi sie zawsze chce usmiechac. A jeszcze podwozilam sasiadke, ktora jak ja jest w ciazy, to nagadilismy sie o swoim. Zrobilo sie radosniej. Naprawde mam duzo powodow do szczescia, tylko dzis czemus mysli sa bardziej smutne.

    Odpowiedz
  8. Magda says:

    Wiedziałam, że tego pierwszego września gdy mojego kochanego malucha pośle po raz pierwszy do przedszkola gdy po powrocie do domu będę tonac w rozpaczy ( tonę juz dwie godziny…tak mi źle bez niego i pusto) ,, moja” Julka napisze coś ku pokrzepieniu serc.. mamy przedszkolaków jak sobie radzicie?

    Odpowiedz
  9. Monka says:

    …te ostatnie słowa zapisane przez Ciebie i ta cała piosenka… bardzo mnie poruszyły… moja Antka jest jeszcze taka malutka… teraz słodko i spokojnie sobie śpi… i bardzo bardzo bym chciała żeby ten spokój towarzyszył jej przez całe życie…

    Odpowiedz
  10. Sylvia says:

    Julia u nas dziś noc podobna do Twojej:) kładąc się patrzę na budzik- a tam 7 godz. 57min do pobudki mówię w końcu się wyśpie i zasypiam. A tu średnio co godzinę pobudka mała Tyśka płacze bo się jej coś przyśniło i smoczek jej obcielam co by zabkow nie miala krzywych.Szymek się posiusial itd wymieniać można dużo. Ranek równie burzliwy jak noc- zawsze byłam opanowana wieczna optymistą ale Twoje teksty jeszcze bardziej mnie w tym utwierdza. Ale tak jak wspominałaś byle zachować spokój i się nie stresować. Zawsze może być gorzej i trzeba się cieszyć dniem i nocą na codzień. Milusiego dzionka dla wszystkich.

    Odpowiedz
  11. Ania says:

    Julia, czytam Cie juz dlugo, ale rzadko sie odzywam, bo te chwile z Toba to takie chwile ukradzione, takie co to szybko zerkne, co u Was slychac, bo caly ogrom spraw do ogarniecia mam dookola… ale dzis – to sie odezwe. Bo czuje dokladnie to co Ty. Ze ten dzien taki piekny, ze ta Polska taka cudna, ze jest naprawde super… ze jestem szczesliwa i mam cudowna rodzine i naprawde dobre zycie.
    I tylko wyje zawsze przy tej piosence, jak Lao Che spiewa, ze „sklamalbym, ze wyszlas, ze na swiat nie przyszlas”… bo Gaja dopiero co dwa lata skonczyla, a Tymon za chwile sie urodzi… i sie kurna boje. Boje sie tych nieobliczalnych, co sie gdzies tam dalej badz blizej pusza. I rycze, jak patrze na tych ludzi, ktorzy uciekaja z dziecmi, i nie zawsze docieraja do brzegu. I rozumiem, ze uciekaja. I tak bardzo boli, ze nie moge im pomoc…

    Dobrego dnia Julia.

    Odpowiedz
  12. Aga says:

    Julia, dziękuję że w tak cudowny sposób potrafisz przypomnieć wszystkim co jest ważne.
    Nie da się przejść obok tych słów obojętnie, bez refleksji, bez łez w oczach.
    P.S. Pozdrowienia z Dębowca 🙂

    Odpowiedz
  13. Karolina says:

    Bo jakież to szczęście mieć ten spokój.. Żyć bez poczucia lęku i ciągłego strachu…
    Ach, jak nam dobrze! Mimo, że niejedna mama dzisiaj łzy wylewa – w tym ja, durna. Bo przecież się cieszyć powinnam, że moje dziecko się rozwija, że się uczy, że poznaje nowych przyjaciół…
    I cieszę się! Bardzo nawet. Bo słyszę dziecięcy śmiech zamiast strzałów pod lasem…

    Odpowiedz
  14. Lucy says:

    Idealny tekst …

    Odpowiedz
  15. katarynianka says:

    Ta piosenka jest niesamowita. Siedzi w glowie i nie pozwala zapomniec. I teraz dolaczyl Twoj tekst. Piszesz swietnie. Idealnie trafiasz w naczulsze struny, zakamarki.

    Odpowiedz
  16. Izabela says:

    Moi dziadkowie dwie wojny przezyli. Nigdy nie zapomnę tych opowieści. Dla nas wojna to taka abstrakcja troche, dla nich to była ucieczka nocą do lasu, dla nas mundurki szkolne, festiwal plecaków dla nich strach który paraliżował. Ja nigdy tak sie nie bałam by mi władze w nogach odebrało a moja babcia dwa dni jako malutka dziewczynka w rowie pełnym wody leżała ze strachu.
    Dziękuje ci Julio ze dzis oddałaś hołd tamtym wydarzeniom i tamtym ludziom, bo to dzieki nim dzis dzieci spokojnie do szkoły pójść mogły.

    Odpowiedz
  17. ha Julia jak ja to rozumiem… U mnie dziś jak przystało na pierwszego września pobudka była o 4.30 bo tata do pracy jedzie i Oliwce akurat włączyły się uczucia do niego, żeby nie jechał i ona go kocha. A wraz z przypływem uczuć oliwkowych nastąpiła pobudka 5 miesięcznej Meliski która ledwo co zasnęła po nocnym zajadaniu mleka … I tak tata do pracy a my baby zabawa, jeśli tak można nazwać zajęcia z nieprzytomną mamą… Dojeżdżając pod przedszkole Oliwka zasnęła, no bo po kliku godzinach wygłupów przydałaby się drzemka 😉 Już o stanie domu nie wspomnę … Ale czort z tym zmęczeniem, śniadanie było, uśmiech był, pachnące płynem do płukania ciuszki też i jeszcze woda w kranie, której dzieciom w Afryce brak …. pozdrawiam znad kubka z kawą i dziękuję za zimny prysznic 😉

    Odpowiedz
  18. Gosia says:

    Boję się wojny jak cholera. Od małego. Najgorsze koszmary mam z wojną w tle. Wpadam czasem w natłok myśli że gdyby przyszła to ja bym uciekała, z dziećmi pod pachą daleko,w las, w bunkry, w inne kraje… Zapakowałabym chleb i wodę w chustę i cały dobytek zostawiła aby dzieci ratować. A co z resztą rodziny,a co dalej…?!?! I tak tłukę się po łbie zaraz że tak nie wolno się zadręczać, no ale jakiś plan trzeba mieć gdy czasy takie dziwne, gdy ludzie zapomnieli że wojna to nie zabawa w słowa, że to koniec życia matki,ojca,dzieci niewinnych, bo nie tych co decydują że wojna ma być bo oni bezpieczni w swych willach, dobytkach, świeżym chlebem na śniadanie. I tylko kolejne rozkazy dadzą. A my, co z nami? I znowu:”Głupia nie myśl! Nie zadręczaj się. Póki możesz idź zaparz kawę,wypij i posiedź z dzieckiem, idź zrób obiad… „

    Odpowiedz
    • Karolina says:

      Rany! To tak jak u mnie..
      Od zawsze już samo słowo „wojna” powodowało u mnie paraliżujący lęk. I chyba niczego w życiu nie boję się tak bardzo..

      Odpowiedz
  19. karmelowa says:

    Zaglądam do ciebie od niedawna ale już uwielbiam czytać twoje teksty 🙂
    Oj tak-narzekamy na troski codzienne i niedogodności ale czym one są w porównaniu do takich tragedii !
    Wojenkę Lao bardzo lubię- czego nie mogę powiedzieć o upałąch 🙂
    Miłego dnia!

    Odpowiedz
  20. edziowa says:

    Julio,
    ja nie śpię dziś od 4:38. Synuś (jeszcze brzuchowy) spał, Córcia (pięciolatka) spokojnie spała (bo oczywiście musiałam iść sprawdzić), Mąż swoim zwyczajem chrapał u mego boku, a ja zasnąć nie mogłam i bynajmniej nie z powodu tego chrapania, bo to wystarczy kołdrę pociągnąć i pozycja Chrapiącego się zmieni i cisza nastanie. Ale nie pociągnęłam za tę kołdrę, bo wiedziałam, że na sen to mi ta cisza zewnętrzna nie pomoże. W głowie aż huczało od myśli o tamtym 1 września! Dla mnie 1 września też nigdy nie będzie tylko początkiem roku szkolnego!

    Odpowiedz
  21. Ela says:

    Twój tekst mnie rozwalił, a wpis Izabelli i Gosi spowodował, że łzy tłumione uwolniły się z oczu i płyną po policzkach,w gardle gula.Cieszmy się z tego co mamy,wszystko takie ulotne.Najcenniejsze to co mamy za darmo, a docenić tego nie potrafimy.
    Złość mam wielką w sobie kiedy myślę o tych którzy te wojny wywołują, ile tragedii ludzkich, rozpaczy i ta niemoc i

    Odpowiedz
  22. Mia says:

    A ja siedzę i ryczę po tym poście. Poruszyłaś temat trudny, ciężki i choć daleki jakoś tak bliski. To co dzieje się na świecie przeraża, trudno mi z tym. Oddalam myśli o wojnie jak tylko mogę ale obrazy same się narzucają. A to boli. Oby wojen nie było a naszymi największymi problemami były te nieprzespane noce.
    Pozdrawiam robiąc kawę i ogarniając marudzącego malucha.

    Odpowiedz
  23. jola says:

    ..gdyby do nas przyszła skłamał bym, że wyszłaś….

    Odpowiedz
  24. Dagmara says:

    Po pierwszym zdaniu myślałam, że to będzie pean na cześć Adama 😉 A tu takie zaskoczenie przyprawione wzruszeniem… Jak dobrze, Juleczko, że o tym napisałaś. Zaciera się w nas coraz bardziej pamięć o 1 września. Kiedy ja chodziłam do podstawówki, na rozpoczęcie roku szkolnego był zawsze program artystyczny poświęcony II wojnie światowej. Co roku śpiewaliśmy taką piosenkę „Nie pamiętasz, bo nie możesz, byłeś wtedy małym chłopcem, gdy twój ojciec z karabinem szedł na bój…” Dla mojego pokolenia to była nieodległa przeszłość. Dla naszych dzieci to przeszłość odległa o lata świetlne, o której można przeczytać w książkach. Za jakiś czas pamięć o wojnie w nikim nie będzie budzić emocji. Jeśli uświadomimy sobie, że wojna nigdy nie jest daleko, łatwiej będzie nam docenić to, co mamy.
    Nie wiem, czy znasz tę piękną piosenkę W. Młynarskiego:
    „Dłoń mej córki, piłkę chcąc chwycić,
    nagle ściska się niespokojnie,
    na ekranie ranni, zabici,
    córka pyta, czy będzie wojna.
    Fonia wzmacnia wystrzałów echo,
    wizja zbliża krew na ekranie,
    mówię: „Córko, to tak daleko…”
    i wiem, że kłamię.
    Jak bolesne szkło pod powieką,
    kaleczące źrenicę bystrą –
    wojna nigdy nie jest daleko,
    wojna zawsze jest bardzo blisko.
    Blisko skroni i blisko serca,
    blisko mózgu, blisko sumienia
    blisko myśli, co mózg przewierca:
    gdzie jest rada, gdy rady nie ma?
    Blisko klonów na mej ulicy,
    skweru, co się może stać grobem,
    blisko lęku i znieczulicy,
    i skargi Niobe.
    Jak bolesne szkło pod powieką
    kaleczące źrenicę bystrą –
    wojna nigdy nie jest daleko,
    wojna zawsze jest bardzo blisko.
    Póki przez me zmierzchy i świty
    wiadomości złe będą biegły,
    jestem matką dzieci zabitych,
    jestem siostrą chłopców poległych.
    Tak być musi, inna nie będę
    w świecie, co się kręci bez sensu
    między siłą krwawych obłędów,
    a bezsiłą bladych rozjemców…
    Jak bolesne szkło pod powieką
    kaleczące źrenicę bystrą –
    wojna nigdy nie jest daleko,
    wojna zawsze jest bardzo blisko…”

    Odpowiedz
  25. sylwia says:

    tak nie w temacie ale pilne mi to-napisz mi proszę o tym drewnianym wózku dla lalek jaki ma Twoja córcia bo nie mogę znaleźć go na blogu a zapragnęłam córce swej identyczny sprezentować…

    Odpowiedz
  26. joanna says:

    Wojna, choroba bliskich, połamane zdrowie, śmierć. Tego się boję. Doceniać każdy przeżyty dzień I ciepło myśleć o tym, który się zaczyna 🙂
    :*

    Odpowiedz
  27. Justyna says:

    tej piosenki jakieś 2-3 miesiące temu słuchałam bardzo, bardzo intensywnie… i podobne myśli miałam… i gdyby przyszła to też bym kłamała, że na świat nie przyszli…. upał wykańcza i nas, ale tak jak Ty, staram się szukać pozytywów i najważniejsze, że znajduję. pozdrowienia dla Ciebie i Twojej drużyny, Wspaniała Kobieto, co mnie inspiruje, otrzeźwia, pociesza, rozmiesza…

    Odpowiedz
  28. Aga says:

    No właśnie dlaczego tak łatwo przychodzi nam nie docenianie tego co mamy i tego co kochamy? Dlaczego w większości ja skupiam się na negatywach zamiast docenić tysiące pozytywów? Chcę się zmienić ale nie wiem jak 🙁

    Odpowiedz
  29. Dorota says:

    zagladam do Ciebie od jakiegoś czasu …komentarz pierwszy 🙂 łza poplynela. Mój mąż często śpiewa tę piosenkę córce. I racja nic do dodania.

    Odpowiedz
  30. Marlena1 says:

    Zasnęłam raz w dzień, i śniłam że torami idę z tobołkiem białym, czułam obecność moich dzieci, ale ich nie widziałam, nagle krzyk, krzyk Hani ” mamo na moim biurku jest stara nie żywa osa” pobiegłam do ich pokoju uhahahana po pachy.
    Ten sen to pod wpływem obrazku z uchodźcami i tak mnie uradowało, że ta mała chudzina o coś takiego krzyczy.
    Czasem jak się czegoś bardzo boje to udaje że te tego nie ma, jak w ”Życie jest piękne” tak mi łatwiej

    Odpowiedz
  31. Magda says:

    Od rana po raz pierwszy szykowałam córkę do żłobka. Gdzie tam, od tygodni Ją szykowałam! a od wczoraj oka nie zmrużyłam, choć u nas komarów nie było. I siebie też szykowałam. W głowie myśli co zabrać, jak Ona przeżyje, jak ja przeżyję! moja Maleńka.
    Chciałabym Ją zabrać i uciec. Dla Niej wszystko przecież. Dla Niej wracam do tej roboty co nie chcę! Tyle godzin bez Mamo Tu Mamo, A tu tu…
    Nie była wystrojona jak Tosia, postawiłyśmy na wygodę. Jak w domu. Jak najmniej nowości, bo już i tak dzień inny od wszystkich. A wczoraj jeszcze nad morzem byłyśmy… Razem…
    Popołudnie. Przeżyłyśmy, ja nadal płaczę, nie umiem nie płakać, ściskam Ją, tulę. Zasnęła w swoim łóżku. W Domu. Ja czytam Twój post, myśli odbiegają na chwilę w innym kierunku.
    Bo gdyby do nas przyszła…
    W sercu robi nagle ciepło ciepło, mam Ją całą i zdrową, moją Maleńką, wypuścić z ramion nie mogę. Do jutra…

    Odpowiedz
  32. martka says:

    Że też żadne wydawnictwo się do Ciebie nie zgłosiło, żeby Cię opublikować…ech taki zbiór pozytywnych, ciepłych i mądrych słów, na poprawę humoru, do kawki i drozdzowki i na zimowy wieczór pod końcem. Może ja Cię Julka wydam?bynajmniej nie za mąż 😉

    Odpowiedz
    • Aneta says:

      dokładnie o tym samym pomyślałam! A może jest jakieś wydawnictwo,tylko my nic o tym nie wiemy? 🙂 Tak dobrze się Ciebie czyta Julia, tak dobrze… I zawsze o czymś ważnym i tak,że cieplej na duszy się robi bo nie pozwalasz zapomnieć co jest najważniejsze w życiu.

      Odpowiedz
  33. ola says:

    Cudowny post, zaskoczona jestem tym końcem dobilo mnie to trochę.

    Odpowiedz
  34. Hania says:

    Jeśli chodzi o ten pierwszy września, niekoniecznie w aspekcie wojny,to miło zazdroszczę mamom jeszcze-przedszkolaków. Ja dziś po raz pierwszy zaprowadziłam córcię na rozpoczęcie roku SZKOLNEGO i do chwili obecnej nie dociera do mnie,że SZKOLNEGO:-) Wprawdzie po staremu poszła jako 6 latka do zerówki,bo nie mogę pogodzić się z tą beznadziejną reformą szkolną i skróceniem dzieciom dzieciństwa o rok,szczęście,że istnieją chociaż te odroczenia,ale zamieszanie i bałagan w szkołach ogromny,w jednej klasie pomieszane roczniki,rówiesnicy jedni w zerówce,inni juz w pierwszej klasie,eh,szkoda gadać… W każdym bądź razie przed Tosią jeszcze dwa lata przedszkola,cudowny czas,bo szkoła to juz całkiem nowy etap w życiu,wtedy to dopiero łzy z oczu płyną i płyną pierwszego września,zobaczysz Julio:-) Przed chwilą woziłam Ją w wózeczku,przed chwilą rozpoczynała przedszkole,a dziś poszła do szkoły… Czemu ten czas tak pędzi,powiedz…

    Odpowiedz
  35. Herbsikowa says:

    A u mnie właśnie taka wojna wybuchła. Nasza mała, domowa, osobista. Jest gruzowisko, dym pali w oczy, które płaczą z tęsknoty i smutku. Ta nasza boli tak samo mocno i nigdy nie zapomnimy jej skuktów.

    Odpowiedz
  36. Zakończenie…jak się cieszę, że żyje i żyłam w czasach bez wojny i che by dalej tak było. Są dni kiedy trzęsę portkami, ale wiem, że muszę się skupić o tym co jest teraz i cieszyć się z małych rzeczy.

    Odpowiedz
  37. Mamaludinka says:

    Mój mąż jest żołnierzem…nie lubię gdy ma służbę, gdy jeździ na poligony, gdy jest na zajęciach nocnych. Nie lubię tego, bo zostaję sama z maluchami, bo znowu wszystko na mojej głowie. Zloszcze się, ale tylko chwilę. Bo jak pomyśle po co on ma te sluzbu, czego się uczy na tych poligonach i zajęciach… W razie CZEGO to jest potrzebne! To kocham go jeszcze mocniej. I boje się coraz bardziej..

    Odpowiedz
  38. Ania says:

    Kocham Julkę
    Dziękuję te piosenkę odkryłam tydzień temu, puściłam moim chłopkom. Dziś 1 września mały poszedł do przedszkola pierwszy dzień ja dół chociaż taki pozytywny, starszak II klasa, jest już duuuży:)
    Dziękuję za 1 września i za to co mam a na kuchni bulgocze rosół:)

    Odpowiedz
  39. Kobieto Ty chyba znasz cały świat 🙂 Że lao che tutaj umieszczasz to nie wierzę. Ten świat taki mały jest. Czytam Ciebie z zamiłowaniem od dawna i dodajesz mi otuchy nieraz. A dziś do tego pięknego postu śmiać mi się chce właśnie przez lao che. Bo zespół założony przez brata ciotecznego mojego męża a dzięki Denstowi zdałam całkiem nieźle maturę z anglika bo mnie męczył na korepetycjach z 10 lat temu.
    Kobieto Twoją magią jest to, że jesteś tak bliska innym właśnie takimi nic nieznaczącymi rzeczami. Nie zmieniaj się mimo (podobno) tych wielu wad o których ciągle piszesz 🙂

    Odpowiedz
  40. Joanna says:

    Masz rację, to był piękny 1 września, nawet bardzo…

    Odpowiedz
  41. Ewa says:

    Przeczytalam tekst i..pierwszy raz nie przebrnelam przez komentarze..Ten temat wypelnia moja glowe od jakiegos czasu.tak w niej siedzi,tak wkreca,tak boli.i smutek prawie kazdego dnia powoduje.tak sie boje..wiec juz nic wiecej niz wy o Tym nie napisze.bo ja tak troszke liczylam ze Julcia napiszesz cos tak po prostu o przedszkolu i pierwszym dniu i Tosience,a ja bede mogla w komentarzu poklonic ci sie nisko.bo dzieki Tobie znalazlam czarodziejskie miejsce dla moich bąbelkow.przedszkole o jakim marzylam znalazlam tu,u Ciebie:)pisalas kiedys o waszym-cudownym i ulubionym przez Tosie.i w komentarzu inny Ktos napisal ze tez ma takie i ze to w naszym miescie i udalo mi sie cudem jakims zapisac tam dzieciaczki i dostaly sie! dzis byly pierwszy raz.i plakali oboje.Ona” chcialam psecies do wieczola,a ty jus,tak sybko?!On ze”jego kolegi płakały-a dlaczego plakali?-do mamy.-a ty plakales?-ja tes.-a dlaczego synku plakales?-bo za kutko…”
    ja ciesze sie wszystkim co mam,i widze wiecej niz znajomi mi ludzie dostrzegaja,i prosze Boga…by pozwolil nam tylko tak dalej zyc.tylko-az.
    dziekuje Juleczko,i tej czytelniczce.taka jestem szczesliwa,bo to bylo moim wielkim marzeniem.calusy z Torunia

    Odpowiedz
  42. Joanna says:

    Zaglądam od niedawna, ale dzisiaj mocno poruszyłas moje serce. Wczoraj wieczorem prasując koszulę do pracy i ciuszki na cały tydzień zmagań dla Maluszka oglądałam film. O wojnie. Urywki raptem, ale momentalnie pomyślałam o naszej sytuacji i jak dobrze, że bez wojny przyszło nam żyć. I że nie muszę dziecka na wojnę posyłać. Mój Maluch zaczął chodzić dopiero co do żłobka, nie dane mi było siedzieć z nim dłużej, ale postarałam się o mozliwie krótki ten czas pracy i takie godziny, żeby poranki i wieczory były dla nas. Nie jest łatwo. Płaczę jak On płacze. I zaglądałam tej nocy co godzinę, dwie, żeby oddechu śpiącego dziecka posłuchać. I chętnie bym go do siebie mocno przytuliła, zapach wdychała, ale nie zrobiłam tego, żeby go nie budzić. Nie odbierac mu tych chwil odpoczynku tak ważnych. I teraz lecę na każde wołanie bez myśli z tyłu głowy „co znowu”. To z czasem przychodzi, a potem jest żal, że tak szybko mija to dzieciństwo.
    Chylę czoła za pięknie napisany mądry i refleksyjny tekst. Zostaje w głowie i drąży.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  43. Taka jedna says:

    Tyle czasu czytam tego bloga i nigdy nic nie skomentowałam, ale dziś… Ten post dociera do mnie jakby z moich myśli płynął. Byliśmy na wyprawie w górach bo wakacje, mały płacze bo to słońce świeci w oczka, trzylatek jęczy bo droga długa, duży narzeka bo gorąco bo dolina za długa bo akurat dziś wszyscy coś chcą… A ja szlam głucha na to wszystko, szczęśliwa bo ich mam takich jęczących, a inni nie maja, nie maja wakacji, nie maja pogody, nie maja tego wszystkiego. I tak na koniec dnia dzień okazał sie lepszy niż go z rana pisano;)

    Odpowiedz
  44. sandra says:

    Juleczko jak dobrze, ze Ty jestes, ze uswiadomisz co czlowiek ma. Najcenniejszego. Bo i my dzisiaj ten dzien tak pieknie spedzilismy a tak zwyczajnie, nad jeziorem. A syn sie cieszyl jak oszalaly a taki upal. Wokol panowala cisza i spokoj, tylko dzieciece krzyki obok, ale to z radosci, milo sie slucha. I dobrze, ze NIE ‚gdyby’.

    Odpowiedz
  45. Aga says:

    No i ja też, zaglądam tu prawie codziennie, ale nie często komentuję. Dobrze jest usłyszeć, że nie tylko ja biegałam tej nocy od jednego dziecia do drugiego i jeszcze stary denerwował…eh…a lao che- niesamowite chłopaki, najpierw „powstanie warszawskie”a teraz TO-„dzieciom”.
    Julia, jak Ty potrafisz opisać rzeczywistość słowami…normalnie jakbym była tej nocy u Ciebie w domu:)

    Odpowiedz
  46. Jo says:

    Bardzo bliska mi Jesteś Julio

    Odpowiedz
  47. Kasia says:

    Pierwszy raz wczułam się tak naprawdę w słowa tej piosenki, którą przecież słyszałam już ze sto razy. Pierwszy raz uderzyły mnie one i zmroziły. Pewnie dlatego, że dziś pierwszy raz usłyszałam je mając córkę.

    Odpowiedz
  48. 1 września 1939 moja Babcia poszła do szkoły…. Jak co roku, do klasy gdzie dzieci i polskie, i ukraińskie, i żydowskie… razem się uczyły, bawiły, przyjaźniły……. Dorośli pracowali ramię w ramie, a po pracy bawili się razem, choć każdy modlił się inaczej…
    Tak Babcia zapamiętała swoje dzieciństwo i ludzi wśród których dorastała.

    A potem… sąsiad szedł z siekierą do sąsiada, bo jeden Polak a drugi Ukrainiec. Mąż musiał swoją polską zabić żonę, bo jak nie to zabili i jego i dzieci.

    A co to komu przeszkadzało że dzieci razem biegały? Że się mówiło w trzech językach, bo jak się dogadać inaczej każde z każdym? Że święta wszystkie obchodziły? I katolickie Boże Narodzenie, i potem prawosławne, i jeszcze Babcia macę i jajka w wodzie solonej maczane wspomina?

    Chyba to mnie uderza najbardziej. Babcia nie wspomina tak źle Sybiru, na których spędziła 6 długich lat i gdzie straciła dwóch braci… młodszy miał zaledwie 6 lat. Gdzie ledwo sama wyszła z tyfusu. Babci zawsze żal tego dzieciństwa, które przerwała wojna. Koleżanek, z którymi się bawiła, a które zostały zabite przez sąsiadów czy nie przeżyły zsyłki. Tego świata, który rozpadł się na kawałki.

    Tak sobie chciałam się wygadać. Bo nic mnie bardziej nie przeraża niż rozpad naszego bezpiecznego świata…… może nie idealnego, ale takiego w którym nie czujemy głodu, chłodu i nie musimy się bać że ktoś przyjdzie w nocy z siekierą…….

    Odpowiedz
    • marta says:

      Moja babcia też mi opowiadała o wojennym Lwowie, jak było za pierwszych Niemców za Rusów i drugich Niemców… wojna ją zaskoczyła jako 16 letnią dziewczynę, zabrała najcudowniejsze beztroskie lata i trauma była to tak wielka, że choć zakochana w swoim mieście rodzinnym, nie chciała pojechać go zobaczyć współcześnie bo jak twierdzi serce by jej pękło na miliony kawałeczków a koszmar wrócił…

      Odpowiedz
  49. joaes says:

    Mysliwskim czuc :]

    Odpowiedz
  50. kasia m says:

    Na komary najlepszy jest kwiatek o nazwie komarzyca 🙂 wystarczy nim potrzasnac kolo okna, wydaje taki mietowy zapach i komarow nie ma w pokoju 🙂 a jak ugryzie komar urwac listka przerwac go na pol i posmarować sokiem wydzielonym z listka swędzące miejsce i w minute przestaje swędzieć :)) Pozdrawiam :))

    Odpowiedz
  51. Mea says:

    A ja tylko napisze, ze od kilku lat nie spie bo mam niespiace w nocy dzieci. Naprawde ciezko do czegokolwiek sie w dzien zabrac i przykleic sobie usmiech do twarzy i probowac jakos funkcjonowac gdy mozg same hormony stresu wydziela od braku odpoczynku. Takie noce mam prawie codziennie. Ot tak chcialam sie wyzalic:)

    Odpowiedz
  52. Magda says:

    Bardzo wzruszający wpis. Jak mało myślimy o tamtym 1 września. A przecież są miejsca na świecie gdzie ten dzień właśnie tak wygląda…

    Odpowiedz
  53. kamalach.pl says:

    Łoooo aż mnie ciarki przeszły! I słów zabrakło…

    Odpowiedz
  54. MagdalenaEsz says:

    Mocne…,

    ale dziękuję Ci za przypomnienie i pobudkę 🙂

    http://magdalenaesz.blogspot.com/

    Odpowiedz
  55. Alicja says:

    Właśnie nadrabiam zaległości na Twoim blogu i w pierwszym momencie zaskoczył mnie ton tego postu, taki narzekający. A Ty przecież zawsze piszesz tak pogodnie i z odpowiednim nastawieniem do życia. Właśnie takim jaki lubię i jakim staram się stosować w życiu – pozytywnie, z nadzieją i radością. Ale to tylko na szczęście dla mocniejszego przekazu.
    Za każdym razem jak słyszę wojenkę w radio mam ciary i to nie od tego, że puszczam ją głośno w samochodzie. I za każdym razem przeraża mnie prawdziwość tekstu.
    A faceci to chyba tacy już są – mój męźczyzna odbierał pierwszy raz młodego ze żłobka i też wyciągać musiałam o tym jak było, co zjadł i ile spał.
    Buziaki 😉

    Odpowiedz
  56. Gosia K. says:

    Kurcze ja ryczę na bajkach animowanych a co dopiero taki wpis!

    Odpowiedz
  57. Marlena says:

    Julio,

    Jeszcze tylko chciałam napisać , że do tego wpisu a szczególnie do jego końca wracam myślami w pierwszych dniach września , jeden z bardzo ważnych dla mnie kiedy się wkurzam, denerwuje o nie wiadomo co …. a gdyby ten wrzesień wyglądał inaczej

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.