gdzie?

Bardzo ważne jest by w życiu umiejętnie dobierać ludzi z którymi żyjemy, rozmawiamy czy milczymy nawet..
Bo milczeć też dobrze z mądrym.

Aby nie tracić czasu na plotkarzy, kłamców, zazdrośników.
Uciekam ostatnio od ludzi małostkowych. Zabierają mój spokój.

Ważne by być blisko mądrych. A kiedy blisko tych co mało wiedzą, aby dobrzy byli. Bo dobro cenione ponad mądrość. 
Aby żyć obok ludzi, którzy swą obecnością coś wnoszą. Wielkiego czy drobnego. Nieważne. Istotne natomiast to, aby nas wzbogacało, dodawało jakieś inne spojrzenie, inną perspektywę.
Uciekać od złych energii. Od tych co powodują nasze rozdrażnienie.
I aby mieć i dbać o tych, których mamy, lub chcemy mieć „na zawsze”.
Świat się może zmieniać, może przybywać aplikacji do poznawania ludzi, spotkań, pogaduszek przy kawie…
Ale wtedy, dwadzieścia lat temu wybrałam sobie przyjaciółkę. Na zawsze. Po prostu to wiem.

Bo Ona powoduje, że moje życie dzięki Niej jest bogatsze.
Dostaje od Niej piękne maile.
Gdy zapytałam czy mogę opublikować ten, odpisała „Możesz Juluś, co moje to twoje. Nas nie obowiązuje rodo.”

„Myślałam dziś o moim ojcu. Kuba zasypiał trzymając mnie za rękę, kiedy spadła na mnie lawina wspomnień i pytań. Pamiętam jego zdjęcie, stał na jachcie w białym uniformie i czapce szeroko się uśmiechając. Miał bielutkie zęby szczerzące się do obiektywu spomiędzy czarnej, krótko przystrzyżonej brody. Zdjęcie oprawione było w owalną ramkę ozdobioną rzędem małych muszelek, takich samych jakie wczoraj Jakub wyławiał dla mnie z morza. Tej ramki już nie ma. Ani zdjęcia, ani kilku listów napisanych drobnym równym pismem, pochylonym w prawo.
Wszystko spalone.
Przez otwarte okno wpadał lekki wiatr, zapatrzyłam się na gwiazdy, Kuba objął moje ramię obiema rączkami. Zasnął, a w głowie przepychały się pytania. Jak to jest, zostawić dziecko? Żyć gdzieś daleko, nie wiedzieć jak pachną jego włosy?Jak krzywi usteczka kiedy płacze? Czy dobrze się nim opiekują kiedy jest chore? Czy ma przyjaciół? Choć staram się nie oceniać mojego biologicznego to nie pojmuję, że można zasypiać spokojnie,a  rankiem szczotkować zęby patrząc w lustro bez wyrzutów sumienia, kiedy daleko stąd chodzi po świecie człowiek, który nosi połowę jego DNA, być może trzyma długopis tak jak on, ma ten sam kolor oczu, ten sam nos i ciekawość życia.
Czy zdażyło mu się o mnie myśleć kiedy usypiał swoje dzieci? Kiedy popychał huśtawkę, w której siedziały, aż śmiały się do rozpuku od motyli w brzuchu, kiedy uczył je jeżdzić rowerem, kiedy oglądali razem film w sobotę wieczór, kiedy przyłapał je z papierosem i „uziemił’ na miesiąc. Często obserwuję innych ojców z córkami, dzisiaj był w sklepie tata z dwiema córkami, przymierzały ubrania a on robił im zdjęcia i wysyłał mamie żeby zatwierdziła zakup.
Jakkolwiek bym sobie  próbowała to wytłumaczyć, nie zrozumiem, że gdzieś tam żyje, oddycha, kocha, smuci się część mnie, a ja nigdy jej nie poznam.”

 

Napisz komentarz...
  1. Ewelina says:

    Juleńko! No ja nie wiem, ale zawsze trafiasz w sedno! Jak ja dziękuję, sama nie wiem Komu 🙂 ale super,że tu trafiłam kiedyś, jakieś 4 lata temu. Te słowa, każde Twoje dają tyle do myślenia… No cud, jak Ty do ludzi trafiasz i nasze życia zmieniasz. Czasem zastanawiam się, w którym miejscu byłabym gdyby nie Ty? Chociaż nie znamy się osobiście, to wielki wpływ masz na me życie. 🙂 Dziękuję po stokroć!!!
    A słowa Twej Przyjaciółki też chwytają za serce i powinny być drukowane czem prędzej w formie książki. 🙂
    Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Odpowiedz
  2. Agnieszka says:

    Można mieć ojca na wyciągnięcie ręki i odległość wzroku a jakby się go nie miało, jakby był na innym kontynencie lub planecie nawet. Można mieć matkę która nie chce muć nic wspólnego z dzieckiem. Można mieć rodziców i być sierotą.

    Odpowiedz
    • Jasmina says:

      Smutne ale tak prawdziwe bo tyle się widzi, słyszy..
      Ale można też nie mieć jednego z rodziców a drugie nadrabia za cały świat,
      tak jak moja Mama 😉 :*

      Odpowiedz
      • AgaWa says:

        Agnieszko i Jaśmino, obie, uzupełniając się, wyraziłyście dokładnie i przepięknie moje myśli i coś, czego w pewnym sensie w moim życiu doświadczyłam i doświadczam.

        Odpowiedz
  3. marta says:

    Kamila powinna stanowczo częściej pisać – tyle już razy obiecywała na IG 🙂
    Życzę, żeby ta tęsknota kiedyś pozostała zaspokojona, bo każde dziecko bez względu na swój wiek potrzebuje miłości i czułości rodzica… A to jest bezcenne.

    Odpowiedz
  4. AniaM. says:

    Julia, piękny post. Ja ostatnimi czasami mam wrażenie, że ludzi z którymi mogę pomilczeć jest w moim otoczeniu coraz mniej…I źle mi z tym i nie wygodnie. Ale nic na siłę.
    Co do Twojej Przyjaciółki.To cudownie takową mieć.
    A jej nostalgię,tęsknotę,niezrozumienie i pewnie też trochę złość jestem w stanie zrozumieć.W naszej malutkiej rodzinie jeszcze ciągle brakuje „małych tuptających”.A ja już sobie nie potrafię wyobrazić jak można później nie chcieć uczestniczyć w życiu tego małego-dużego szczęścia…

    Odpowiedz
  5. Alicja Lopes says:

    Czasami myślę, ze to tylko my, kobiety, tak czujemy te nasze dzieci … kazdą komórką… zapachy, gesty, spojrzenia, grymasy twarzy … a potem widze łzy w oczach mojego męża gdy wpatruje się w twarz naszego tygodniowego synka … wiec oni tez, tylko inaczej, bardziej ukradkiem, po swojemu … rodzice zostawiają swoje dzieci, nie nam oceniać. I matki, i ojcowie … ale czy mogą usiąść spokojnie w fotelu i czuć, ze wszystko w życiu jest na właściwym miejscu..?

    Odpowiedz
  6. Dagmara says:

    Juliś, Kamilkę znam tylko dzięki Tobie. Więc trochę jakby bohaterką literacką dla mnie była. Ale dzięki FB nie jesteśmy dla siebie aż tak bardzo anonimowe. Zawsze mam dla niej ciepłe słowo. I kocham ją jakby częścią mojego życia była. Bo tyle nam o niej opowiedziałaś. Piękny z niej człowiek, piękna dusza, piękna mama i absolutnie cudowna kobieta. Zdjęcia Kuby rozczulają mnie pewnie nie mniej niż Ciebie.
    To, co napisała o swoim ojcu, bolesne do szpiku kości. Chyba nie ma większej zdrady na świecie niż zostawić swoje dziecko i żyć, jakby go nigdy nie było. Może mężczyznom przychodzi to łatwiej, bo są ubożsi o te 9 miesięcy, kiedy matka nosi dziecko pod sercem. Może przychodzi im to łatwiej, bo nigdy nie mogą mieć stuprocentowej pewności, że to ich dziecko, o ile nie wykonają badania DNA. Może nawet sobie nie uświadamiają tej niepewności. Matki też potrafią robić swoim dzieciom straszne rzeczy, ale to raczej ekstremalne, patologiczne sytuacje. Wzruszyły mnie głęboko słowa Kamili. Bo tak naprawdę w głębi ma w sobie ciągle tę małą zahukaną dziewczynkę, która tęskni za miłością ojca 🙁

    Odpowiedz
  7. Sylwia says:

    Jak to jest w tym życiu naszym…
    Miałam ojca, który nigdy do mnie po imieniu nie powiedział, mówił albo lepiej, wypluwał słowa inaczej…. a życie moje w piekło zamienił. Choć codziennie się widzieliśmy, bo w jego domu mieszkałam. Cały czas marzyłam by zniknął z tego mojego życia, wyparował… a jego DNA było dla mnie ciężarem, czasem nie do udźwignięcia.

    Odpowiedz
  8. Agata says:

    Po śmierci mojego ojca ja i mój brat spotkaliśmy się z naszą przyrodnią siostrą, którą udało nam się odnaleźć właściwie przypadkiem, a bardzo mi na tym zależało, bo musiałam jej polecić odrzucenie spadku, gdyż ojciec był hazardzistą. Przepił dom, przepił wóz.

    Trzy osoby siedzące przy stole, naznaczone podobieństwem do „biologicznego”, jego podbródkiem, brwiami, gęstymi włosami. Każdy z inną blizną w sercu.

    Wcześniej w tym składzie widzieliśmy się tylko raz ponad dwadzieścia lat temu. Ojciec zabrał nas pierwszy raz w życiu do MacDonalda. W ramach tej ekscytującej wycieczki, postanowił (jak się później okazało – za sprawą mojej mamy) zabrać córkę z pierwszego małżeństwa. Miała wtedy 7 lat i wkrótce miała zaczynać szkołę. Ojciec rozstał się z pierwszą żoną, kiedy ta była jeszcze w ciąży (sic!).

    Na spotkanie przyniosłam kopertę ze starymi, czarno-białymi zdjęciami ojca z malutką dziewczynką. Z parku, z lasu, Starówki. I drugi plik zdjęć, kolorowych, z pierwszej wizyty w MacDonaldzie.

    Ona:
    Była wzruszona i zaskoczona. Owych zdjęć nigdy nie widziała. Wychowała się w przekonaniu, że tata jej nie kocha, ani nigdy nie kochał, ma dwoje pięknych, szczęśliwych dzieci, do których odszedł, a ona nie była dość dobra, aby na niego zasłużyć. Zabiera dzieci na lody, do parku, do MacDonalda. Tam pewnie chodzą co tydzień. Zamawiają zestaw dziecięcy, ten, do którego dokładają zabawkę niespodziankę. Są szczęśliwi. Skończyła trzy kierunki studiów, coś z mądrości ojca odziedziczyliśmy wszyscy, ostatni – socjologia. Całe życie miała tyle pytań, na które nadzieję miała odpowiedzieć na tym ostatnim uniwersytecie. Marzyła o tacie, który kochałby ją tak, jak swoje drugie dzieci. Nigdy go nie pozna, o nic nie zapyta i z tym wyobrażeniem w sercu pozostanie. I żalem. Blizną dziewczyny wartej mniej niż jej przyrodnie rodzeństwo. Ma tylko zdjęcie, na którym jest kimś naprawdę wyjątkowym. Córeczką tatusia mieszkającą w tej jednej chwili, o której nie wiedziała, a która pomogła jej zamknąć pewien rozdział.

    Brat:
    Marzył by mieć tatę z prawdziwego zdarzenia. I ciągle go szukał. Na widowni podczas pierwszych zawodów karate. Wyczekiwał. Na przystanku, z którego miał go odebrać po pracy i zabrać na weekendowy męski wypad na ryby. Za każdym razem mu wybaczał i wierzył w jego wytłumaczenia. Tak bardzo mu ufał. I tak bardzo się zawiódł. Nigdy nie nauczy się od ojca odpowiedzialności, bycia opiekunem rodziny. Z tym pustym miejscem w sercu pozostanie. I żalem. Blizna chłopca, którego nikt nie nauczył być mężczyzną.

    Ja:
    Marzyłam o tacie, który zawsze będzie mnie chronił, zamykał w swoich ramionach. Na pewno nie o alkoholiku i hazardziście, który przez lata zniszczy życie wszystkich osób zamkniętych w jednym kolorowym zdjęciu z parku – „ależ to musi być szczęśliwa rodzina”. Nie o tym, który bił moją mamę nie raz i nie lekko. Przez którego brat uciekał w narkotyki. Nie o takim, przez którego w naszym mieszkaniu jakiś pan ponaklejał na wszystko śmieszne naklejki – na telewizor, lodówkę, wieżę. Nie o takim, którego własnymi rękami wyrzucę któregoś dnia z domu. Zaraz po maturze, przed którą rzucił mi w twarz bochenkiem chleba nabijając mi guza i brudząc białą koszulę krwią mówiąc, że jestem tak głupia, że i tak nie zdam. Po to by umarł z przepicia miesiąc później, bym właśnie ja usłyszała tę wiadomość w słuchawce od policjantki. A potem – bym żyła przez dwa lata w przerażającym poczuciu, że to ja go zabiłam, przecież to ja wystawiłam jego walizki, a on umarł. Czasem myślę, że chętnie bym tego ojca oddała i chowała się bez niego. Z wyobrażeniem, że jest na pewno dobry, idealny. Bez tego smutku, który w sercu pozostanie. I blizny dziewczyny, która przestała oczekiwać miłości.

    Choć go nie ma, Ty jesteś piękną osobą. Może ta blizna pustki jest potrzebna, byś mogła być, kim jesteś. Miała szczyptę więcej wrażliwości, poczucia odpowiedzialności za rodzinę, zadziwienia ludzkimi wyborami, tęsknoty- by pamiętać, że Ty do swoich musisz wracać, itp., itd.

    Odpowiedz
  9. Paulina says:

    tyle ojców i córek i tyle przykrych historii…sama mam taką w zanadrzu, choć już całkowicie dorosła byłam. Nie ma go w moim życiu, i choć nie myślę o nim na co dzień to na filmie „ojciec panny młodej” płaczę jak bóbr, a na filmie „z ust do ust” kiedy ojciec tłumaczy dorosłej córce że jeździ z nią autem tak wolno, bo wiezie swój skarb szlocham…
    i niby nie myślę o nim na co dzień…niby…

    Odpowiedz
  10. anita says:

    Czytam ten wpis kilkakrotnie. Chciałabym, aby znalazł się na bilbordach w całej Polsce. Może były mąż mojej siostry przeczytałby te słowa. Zostawił dwoje dzieci. Dokładnie dwóch synów. Nie ważne, że jeden ma zespół Downa, a drugi wchodzi w dorosłość. Że potrzebują ojca stale i wciąż. Że moja siostra musi sobie radzić ze wszystkim. Ostatnio powiedział młodszemu, bo ten starszy nie rozumie, że jest szczęśliwy w nowym związku. Myślę, że się goli bez lustra. Boże ile on traci, ale my wszyscy wkoło nie.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.