Himalaje

Usiadłam dziś przed komputerem z chęcią napisania kilku słów.
Tematy w głowie miałam dwa… Zaczęłam pisać pierwsze zdania i co chwila traciłam się z zamyśleniem, wypatrywałam czegoś głęboko za oknem… choć nawet nie wiem gdzie patrzyłam… Widocznie dziś nie jest dzień, gdzie milion słów biegnie pod moimi palcami…
Na szczęście są inne dni.. I moje pisanie nie kończy się tylko na blogu..
Znalazłam w moich zapiskach taką rozmowę.. Niedokończoną… Dialog z pewną kobietą, która zapomniała ile jest warta… 


– Wszyscy żyją akcją ratowania tych dwojga himalaistów, przeżywają, że on tam już zostanie na zawsze, a może wciąż jeszcze czeka na pomoc, która nie nadejdzie. A ja, w tym moim nieskomplikowanym myśleniu nie mogę zrozumieć po co? Po co tam włazić, nie po co ratować. No nijak nie mogę w tym znaleźć jakiegoś sensu, czy celu. Powie ktoś, że to wielki wyczyn, że to uczucie kiedy jest się już na szczycie, że podziw, że wytrzymałość. Nie, nie pojmuję. Może dlatego, że sama na co dzień mam  szczyty do zdobycia, jak przeżyć z jednej wypłaty, tu już brakuje a dziecko z butów wyrosło, jeszcze ten rachunek za prąd a tu już telefon, a godziny w pracy obcięli. Może też dlatego, że wydaje mi się( bo przecież nidgy się nie wspinałam), że takie uczucie spełnienia równie dobrze można mieć komuś pomagając, a to babci siatkę z zakupami zanieść, albo samotnej matce dziecka przypilnować kiedy w pracy musi nadgodziny zrobić, psa ze schroniska przygarnąć, bezdomnemu termos z gorącą herbatą podarować. Za nic nie zrozumiem co ich w te góry pcha kiedy  tu na dole tyle do zrobienia. Każdy z nas ma jakieś Himalaje w głowie, moje są widocznie bardzo blisko poziomu morza.

-Odpowiedz jest bardzo prosta. Sama na nią odpowiesz.
Choćbym przeszukała cały internet, to za nic nie zrozumiem, jak można brać na facetów do życia tych co zdradzają, nie zarabiają pieniędzy i tylko życie skomplikują. Jak patrzę na dzieci w nocy jak śpią i pomyśle że mogłabym umrzeć, to wiem ze Adam genialnie poradzi sobie sam z ich wychowaniem i zarobieniem na godne życie dla nich. Wiem że jakby zachorowali, to zarobi na kliniki dla nich i da Im całą swoją miłość i opiekę. Dlatego nie rozumiem, jak można będąc mądra, piękna, zabawna, inteligentna i pracowita, na własne życzenie wybierać tych złych mężczyzn?
To że czegoś nie rozumiemy, nie znaczy że jest złe i niewłaściwe.
To jakaś potrzeba adrenaliny, nadzieja że będzie dobrze..

-Wiesz, u mnie to nie ma nic wspólnego z adrenaliną. To bardziej z przeświadczenia, że na więcej nie zasługuję, świat się Jula zmienia co dzień, technologia idzie do przodu,  jedno się nie zmienia – ludzkie myślenie, hierarchia. Kiedyś mówiło się o mezaliansie, bo żona bez posagu niewiele jest warta. Chyba, że wygląda jak milion dolarów. Pracowitość nie pociąga raczej nikogo, a jeśli to bardzo rzadko. Zapytaj wśród znajomych ile warta jest dziewczyna bez wykształcenia i bez wsparcia rodziców. Ludzie którzy wiedzą ile są warci i ta ich wartość przekłada się na konto w banku, nawet się nie obejrzą za kimś takim jak ja. Mogę mieć poczucie humoru, inteligencję, i robotę w rękach. Nic to nie znaczy jeśli będę pracować w biedronce. 

-Co do Himalaisty… Gdyby nie ludzie z pasją, gdyby nie Ci co ryzykują, gdzie byśmy byli?
Gdzie była by ludzkość?
Prawda jest taka, że często dzięki takim ludziom wiemy więcej, jesteśmy dalej.
Jedni na świecie żyją blisko ziemi i dzięki nimi istnieje świat, inni zaś żyją bliżej nieba i dzięki nim świat idzie do przodu.
Pytał mnie dziś Adaś, a co ja myślę o tym, że zostawił trójkę dzieci, żonę i poszedł w góry?
A co ja mogę myśleć? Bawi mnie jak wszyscy chcą zmieniać ludzi.
Jeżeli mężczyzna pali przed ślubem, a Ty za niego wyjdziesz, to bądź świadoma, że raczej palił będzie.
Dlaczego ludzie chcą potem zmieniać? Przecież każdy z nas wie z kim się wiąże.
Mówię o rzeczach, pasjach które widać. A pasję himalaizmu widać przecież.
Jeżeli mój Adam jeździł na motocyklu, gdy się poznaliśmy i ja się świadomie decydowałam na życie z nim, to nie mogę być zdziwiona, że jedzie na rajd gdzie na starcie tysiąc osób może się pozabijać i połamać sobie karki.
Ja bym tego nie zrobiła, nie zostawiła dzieci, ja bym nie chciała męża z taką niebezpieczną pasją, ale rozumiem, że są inni ludzie.
Przecież codziennie jeżdżąc autem po drodze, narażamy się na większe niebezpieczeństwo.
Ale zostawiając to…
Znamy obie taką dziewczynę. Historia rodzinnego domu podobna do Twojej.
A ja pamiętam jak chodziła w jednych trampkach piąty rok z rzędu ale miała taką minę i tak pewnie szła przez miasto, że każdy na nią patrzył.
Teraz ma się jak w bajce. Do bajek nie trafiają tylko księżniczki. Kopciuszki też. Ale taki Kopciuszek musi być świadom swojej wartości. 
Zastanawiam się gdzie i kiedy zginęła Twoja. Bo jakby przed chwilą pamiętam Cię na rynku Krakowskim, na deptaku kiedy szłaś, jakby każdy facet mógł być Twój. I wiesz co ? Był! 
W którym momencie zaczęłaś robić z siebie taką ofiarę?
Jest coś takiego jak samo sprawdzająca się przepowiednia. To znaczy myślisz o czymś tak intensywnie, że się sprawdza.
Jakie życie widzisz w swoich oczach, takie po części masz.
Ileż ja znam mądrych, elokwentnych dziewcząt na niskich stanowiskach za grosze. 
I kiedy znajduję im inną pracę to nawet nie próbują. Mówią od razu, że to nie dla nich. 
No to się nie skarż człowieku jak nawet nie próbujesz.
Znam też takie, co serio jakby od koryta oderwał i w zarządach siedzą.
I nie dlatego zajmują stanowiska, które Im los przyszykował, tylko dlatego, że same je wybierają.
Jesteś piękna, inteligentna, dowcipna, władasz kilkoma językami, pracowita, zaradna.
Powiedz mi kurwa, dlaczego? Dlaczego tak sobie umniejszasz?
Mądry mężczyzna chce pracowitą żonę. Co Mu z posagiem i wykształceniem żony, jak będzie się musiał z Nią leniwą i próżną męczyć?
I że mężczyźni patrzą na piękne, smukłe, opalone blondynki?
Może i patrzą, ale na pewno nie na przykład Ci, którzy mnie by interesowali.
Czemu będąc tak mądrą myślisz stereotypowo?
Że bogaty przystojny to chce bogatą lalę z posagiem?
Kiedy się zatrzymałaś w czasie?
Bo mężczyzn dziś zaradnych, przystojnych i mądrych jest wiele. I wiesz co? Wiele z nich jest jeszcze samotnych, bo poszukują mądrej i takiej co potrafi na żurek zrobić zakwas. A nim interesują się tylko smukłe i pewne siebie. Bo te których szuka on, są tam gdzie Ty. Czyli w swojej otchłani dziadostwa.
Weź to zostaw w pizdu i wróć do siebie! Bądź tą moją piękną! Co Ci szkodzi? Nie szkoda Ci czasu?

-Co do himalaistów to masz rację, nie mieści mi się to w głowie, bo już dawno nie czułam takiej pasji, takiej chęci żeby czemuś się tak poświęcić. O ile w ogóle kiedyś czułam. Myślę, że na tyle dostałam po łbie, że nie pozwalam sobie, żeby coś za bardzo mnie uniosło. Żyje we mnie taki mały złośliwy gnom, który skutecznie przypomina mi wszystkie moje porażki i tym samym trzyma mnie z daleka od ryzyka. Wspomagany przez nerwicę mocno trzyma mnie za pysk, nie pozwala pomyśleć -a co jeśli się uda i będzie fajnie? To pewnie też tyczy się mężczyzn…
Napisz komentarz...
  1. marta says:

    Podziwiam ludzi z pasją. Mogłabym ich jeść i słuchać i nigdy mi dość… nieważne co ich pasjonuje.
    Ale nie rozumiem dlaczego człowiek, który świadomie zdecydował się na dzieci – świadomie robi z nich sieroty.
    Jeżeli Twoja pasja jest ważniejsza niż miłość do dzieci i na tyle niebezpieczna, że z dużym prawdopodobieństwem możesz do nich nie wrócić to dla mnie to egoizm.
    Żaden pasjonat nigdy mnie nie przekona do tego, że jego pasja jest warta łez i rozpaczy dziecka z powodu utraty rodzica.

    Odpowiedz
    • Natalia says:

      Mam taka sama refleksję,ze wybierając taka pasję,ktora podziwac należy i szanowac moze warto jednak nie decydowac sie na dzieci i ich bol po ewentualnej stracie.

      Odpowiedz
  2. Alicja Lopes says:

    Bo każdy ma swoje Himalaje … i ja Twoich nie zrozumiem, a Ty z moich drwić będziesz … ale jedni planują jak zdobyć szczyty, a inni mają przed sobą góry nie do zdobycia i kroku w przód nie zrobią , bo im wiary i chęci zabraknie …
    urobilam się jak świnka z rana i tak dobrze teraz główką nad Twoim wpisem popracować 🙂 bo w życiu nic nie jest czarno- białe

    Odpowiedz
  3. jo!a. says:

    Szkoda, że kobiety zapominają o swojej wartości, a później tak ciężko to życie pchać. Ale i mężczyzn to dotyka. Nie wiedzieć czemu boją się sukcesu twierdząc, że coś jest nie dla nich. Że garnitur to nie dla nich, bo się duszą, że studia nie dla nich, bo za ciężko (choć egzaminy na nie zdali). A pozniej byle jaką pracę mają, byle jak żyją. Szukają odpowiedzialności w drugim człowieku, a za nic w sobie. Ludzie za szybko poddają się, za szybko wszystko chcą, za mało maja cierpliwości…

    😘

    Odpowiedz
  4. Jasmina says:

    „Każdy z nas ma jakieś Himalaje w głowie, moje są widocznie bardzo blisko poziomu morza”- strasznie mnie to zdanie ruszyło. Może dlatego, że dzisiaj taki dzień, że ja się z takim życiem nie zgadzam. Jest mi głupio bo przez strach stanęłam w miejscu i chodzę do pracy, której nie lubię, robiąc rzeczy mało ambitne a po pracy tyle fajnych spraw czeka, które cieszą i tam mnie ciągnie, nie tu do tego biurka..
    Zła jestem na siebie bo przecież to kwestia jednej decyzji a czas umyka..
    Co do Himalaistów..
    Kiedyś było mi obojętne po co ludzie wchodzą na te szczyty, no wchodzą i już. Nie zastanawiałam się, nie analizowałam. Aż do tego roku, do momentu akcji pod Nanga Parbat. Zmroziły mnie te chwile i wiadomości jakie do Nas docierały. I wtedy chciałam zrozumieć co ludzie czują, po co się wspinają, co nimi kieruje, jakie historie się kryją w ich głowach.. I pochłonęłam książkę Adama Bieleckiego, Jona Krakauera, Jacka Hugo- Badera i kilka innych.
    Dzisiaj wiem, że nie nam oceniać, nie wspinamy się, nie rozumiemy więc po prostu trzymajmy za nich kciuki. Oni toczą walkę o jakiej my nie mamy pojęcia.
    I tak jak Jula napisałaś „Prawda jest taka, że często dzięki takim ludziom wiemy więcej, jesteśmy dalej.
    Jedni na świecie żyją blisko ziemi i dzięki nimi istnieje świat, inni zaś żyją bliżej nieba i dzięki nim świat idzie do przodu”, w pełni się pod tym podpisuję.
    Dobrego dnia dla wszystkich :*

    Odpowiedz
    • ula says:

      Wiesz Jasmino, chodziłam do pracy której nie lubiłam, ale powiedziałam dość! Za krótkie to moje życie, żebym dalej się męczyła gdzieś gdzie i tak nikt nigdy mnie nie doceni, cala robota która robię, jej powtarzalność, a koniec końców bezcelowość, jest tylko i wyłącznie ogarnianiem chaosu, a nic nie powstaje, żadna wartość dodana, żaden przedmiot, nic co kogokolwiek by zainteresowało, że o zachwycie nie wspomnę… a ja nie będę miała żadnej radości i satysfakcji z bycia w tej pracy. Zatem rzuciłam w cholerę :), do dzisiaj nie wróciłam po mimo różnych wzlotów i upadków sytuacji życiowej. Robię wyłącznie to co mnie raduje, choć nie zawsze są z tej mojej pracy wielkie kokosy. Ale od zapewnienia bytu rodzinie jest małżon. Od zawsze miał to szczęście, że praca była jego pasją 🙂 A ja, po mimo, że całe życie słuchałam pilnie czego to ja nigdy nie zrobię i nie potrafię, postanowiłam jednak spróbować nie zważać na te sugestie, okazało się, że jednak umiem i potrafię, wystarczyło się odważyć i posłuchać siebie i swojego serca 🙂 a następnie spróbować. Dlatego bardzo rozumiem, czym jest pasja i po mimo, że w Himalaje się nie udam, bo nie mam takiej potrzeby, ale rozumiem, czemu ludzie idą w góry, bo jedna z moich córek w nie chodzi, bo ma taką pasję, a ja niem mam pojęcia skąd bo zawsze woziłam je nad morze 🙂 zrozumiałam czemu kolejna z moich córek nie będzie studiowała, bo jej pasją jest gotowanie i się wykierowała na kucharza, a kolejna 3 razy rzucała studia aż znalazła te czwarte które ukończyła, by robić to co uznała za dobre i pożyteczne. Bo ja im z uporem maniaka p mówiłam, dziecko, niech praca będzie twoją pasja, bo inaczej się zamęczysz w życiu, będziesz zła, zgorzkniała i niezadowolona z życia i tym niezadowoleniem zatrujesz swoją rodzinę, po co ci to, rób to co kochasz :).

      Odpowiedz
      • Jasmina says:

        Dokładnie! Jakbyś właśnie siedziała tu obok, przy tym biurku i widziała ten chaos i brak sensu tego co się robi.. Lepiej bym tego nie opisała 😉
        Dziękuję Ci bardzo za te słowa! Mam nadzieję, że zmiany nadejdą szybciej niż myślę i praca będzie w końcu cieszyć 🙂
        Przecież tyle dobrych rzeczy tam gdzieś czeka, nowi ludzie, jakieś niebo.. 🙂
        Dobrego dnia!
        Buziaki :*

        Odpowiedz
  5. Ola says:

    Julka, dziewczyny, a ja się parę lat temu dowiedziałam, że mój mężczyzna pornografię ogląda… i za nic już z nim nie umiem… na ulicach się martwię czy on na inne w rzeczywistości też tak łapczywie patrzy… a dowiedziałam się przypadkiem, na telefonie stronę ze zdjęciami miał wczytaną… ja dzieci mieć chciałam, ale się boję… nie wiem już jak teraz…

    Odpowiedz
    • Natalia says:

      A rozmawialas z nim o tym?on nadal oglada wiedzac jak to dla Ciebie trudne i ze sie na to nie zgadzasz?

      Odpowiedz
    • Kasia says:

      Jeśli on jest uzależniony od pornografii I nie przyznał się przed ślubem, to możesz na tej podstawie dostać unieważnienie małżeństwa.
      To jest zatajenie = ślub w złej wierze.
      Ja też bym tego nie zniosła. Nie gódz się na to ani chwili dłużej!

      Odpowiedz
    • julia says:

      Ale jest od niej uzależniony, dotyczy nieletnich? Bo jak zwyczajnie podobają mu się nagie kobiety i czasami je ogląda to Ci coś powiem… jest zupełnie normalny i zdrowy.

      Odpowiedz
      • Ola says:

        Czasem kobiety poogląda, tak to czuję… we mnie jeszcze nie ma zgody na to, mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie mi taka dojrzałość jaką Ty masz.

        Odpowiedz
        • Natalia says:

          Mysle,ze trzeba jednak odróżnić erotyke od twardej pornografii-na to nie musisz sie godzic w żadnym razie jesli tak czujesz!Wam obu ma być razem dobrze,w poczuciu wzajemnego szacunku…znam pare, gdzie rozpadlo sie małżeństwo z powodu pornografii,poki nie macie dzieci dobrze to przemysl i moze nie zmuszaj sie do związku jesli mu nie ufasz:/

          Odpowiedz
  6. Jasmina says:

    „Każdy z nas ma jakieś Himalaje w głowie, moje są widocznie bardzo blisko poziomu morza”- strasznie mnie to zdanie ruszyło. Może dlatego, że dzisiaj taki dzień, że ja się z takim życiem nie zgadzam. Jest mi głupio bo przez strach stanęłam w miejscu i chodzę do pracy, której nie lubię, robiąc rzeczy mało ambitne a po pracy tyle fajnych spraw czeka, które cieszą i tam mnie ciągnie, nie tu do tego biurka..
    Zła jestem na siebie bo przecież to kwestia chyba jednej decyzji a czas umyka..
    Co do Himalaistów..
    Kiedyś było mi obojętne po co ludzie wchodzą na te szczyty, no wchodzą i już. Nie zastanawiałam się, nie analizowałam. Aż do tego roku, do momentu akcji pod Nanga Parbat. Zmroziły mnie te chwile i wiadomości jakie do Nas docierały. I wtedy chciałam zrozumieć co ludzie czują, po co się wspinają, co nimi kieruje, jakie historie się kryją w ich głowach.. I pochłonęłam książkę Adama Bieleckiego, Jona Krakauera, Jacka Hugo- Badera i kilka innych.
    Dzisiaj wiem, że nie nam oceniać, nie wspinamy się, nie rozumiemy więc po prostu trzymajmy za Nich kciuki. Oni toczą walkę o jakiej my nie mamy pojęcia.
    I tak jak Jula napisałaś „Prawda jest taka, że często dzięki takim ludziom wiemy więcej, jesteśmy dalej.
    Jedni na świecie żyją blisko ziemi i dzięki nimi istnieje świat, inni zaś żyją bliżej nieba i dzięki nim świat idzie do przodu”, w pełni się pod tym podpisuję.
    Dobrego dnia dla wszystkich :*

    Odpowiedz
  7. Iwona says:

    Mnie postawiłaś do pionu!!! Chodzę z fochem już od jakiegoś czasu 😊 szukam w głowie czego ja w końcu chce. Ciągle coś mi nie pasuje. Mam kaflikt sama że sobą a odbija się to jego kosztem. On pracowity, dobry ojciec, z pasją nic tylko być wdzięcznym A mi ciągle coś nie pasi. Bo nudno, bo monnotoonia, bo ciagle z dziecmi, bo nie po mojemu🤔 Dziękuję!!!

    Odpowiedz
  8. Pięknie piszesz. Ludzie z pasją są niesamowici ale współżycie z nimi łatwe nie jest. Myślę że do końca nie można się poświęcić rodzinie bo obowiązek ponad wszystko nigdy pełnią szczęścia nie będzie, trzeba zachować jeszcze odrobinę swojej pasji. My z mężem jeździmy na motocyklu, może niebezpiecznie ale wszystko może być niebezpieczne. Uwielbiamy nasze przejażdżki. Pozdrowienia.

    Odpowiedz
  9. Kasia says:

    Wiesz Julio że na początku Twojego bloga to nie za bardzo Cię lubiłam. Lubiłam czytać i zawsze potem miałam takie myśli że to co piszesz to nie jest prawdziwe. Nie da się tak mieć cudowne dzieci męża rodziców przyjaciół i jeszcze tak pięknie wyglądać. No bo jak to? Życie nie jest takie idealne. Nie moje. Ale ale chwileczkę. Po dłuższym zastanowieniu się doszłam do wniosku że właśnie jest tak jak Ty piszesz tylko ja cymbalica zawsze szukam dziury w całym. Nic mi nie pasowało. Czepialam się wszystkiego. Teraz odpuściłam wiele spraw. Nie mam parcia na ideał. Robię dzieciom kompoty, nie spieszy mi się rano do przedszkola. Nie zawsze mamy uczesanie włosy. Na obiad czasem są tylko frytki zamiast dwóch dań. I wiesz co, zastanawiam się po co mi to było. Dokąd ja tak gnalam za wszelką cenę. A i nie chodzę już też zaszczuta przez koleżanki z ulicy które palcem wytkna Ci zacieki na szklance. Została jedna sąsiadka i dobrze mi z tym. Dziękuję Ci.

    Odpowiedz
  10. U nas tez była kiedyś rozmowa o himalaistach z tym że…Ja nie potrafię się na ten temat w żaden sposób wypowiedzieć mogę jedynie powiedzieć że ja bym nie dała rady i nie chciała bo tak tam zimno tlenu mało ,nie wyobrażam sobie takich warunków . A jeśli chodzi o Kopciuszka to gdyby siedział tam i dalej odwalał brudną robotę bo nie byłby pewny czy chce na ten bal w tych szklanych pantofelkach ,jak się zachować co jeść i czym…to do końca życia by popylał w chodakach albo i boso 😉

    Odpowiedz
  11. Ewa says:

    Tylko, że miłość ślepa jest, w tym takim pierwszym stanie zakochania. I są sprawy, które naprawdę widać dopiero po kilku latach! bycia razem. I są nałogi, które też się uaktywniają z czasem. I co wtedy?
    I nie każdy może zarobić na kliniki, protezy, dom. Bo tak jest i już. Jak się człowiek zakochuje to nie patrzy na to jakim on jeździ samochodem, czy pracę ma dobrą i ile zarabia. I ta pracowita mróweczka przyniesie do domu 1700 zł pensji z biedronki a jej mąż 2200 z lidla. Przed związkiem, ślubem czy nie ślubem nikt nie ustala- Ty będziesz pracować tam i tam, tyle a tyle i zarabiać kilka tysi.
    Ja to tak widzę przynajmniej. Patrząc z tego punktu widzenia, musiałabym narzekać na męża, że czasem ja więcej zarabiam i mu to wytykać co jakiś czas.
    Nie każdy nie zarabiający jest nieudacznikiem.

    Każdy z nas ma swoje Himalaje. Serio.

    Ja się Himalaistom nie dziwię, nie oceniam. Jest wiele, wiele czynności, gdzie człowiek może stracić życie.
    Kiedyś szłam wiaduktem z dzieckiem w wózku i w dostawczaku się drzwi otworzyły, prosto na mnie. Ale odskoczyłam. Pewno byłabym kaleką. Życie codzienne nas może zniszczyć a nie takie Himalaje. Jak możemy komuś mówić nawet- że jak ma takie hobby to nie powinien się decydować na dzieci? O masakra jak to czytam. Nie oceniajmy i nie mówmy innym jak żyć. Bo samochodem jeżdżę i też mogę zginąć a dzieci postanowiłam mieć i mam. I w biedronce też się naharowałam więc wiem jak to boli jak się studia ma i zapierdala tak, że pot z tyłka się leje. Ale pracowałam bo to mój wybór, bo nigdzie mnie nie chcieli.
    Wtedy to były moje Himalaje 😀 Przeżyć tam 10 godzin i wrócić do domu.
    Mój mąż też ma hobby i też się z tym mierzę często. Bo ja wiedziałam, przyjęłam. Przeżywam jego wyjazdy, powroty i jest to dla mnie naturalne, że on tym oddycha. A oddychać mu nie zabronię. Ale jest myśliwym i słucham tych kubłów pomyj jakie się ostatnio wylewają na tę grupę. I to też są Himalaje.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Myśle Ewa, ze potraktowałaś to zbyt dosłownie.. chodzi o to żeby być w wyborze partnera uważnym, czujnym. By wybierać tez rozsądkiem. Nie chodzi o to ile zarobi. Chodzi o to aby był dobrym człowiekiem, pracowitym i żeby mu się chciało..

      Odpowiedz
      • Ewa says:

        A może i zbyt dosłownie. Ale tak sobie myślę od kilku dni o tym jak łatwo przychodzi nam ocenianie innych. Powinnaś, ja bym Ci radziła… i tu już widzę ocenę tego człowieka. Że ja źle dzieci wychowuję, że nie daję rady. A człowiek dwoi się i troi żeby czasu na wszystko starczyło. Ja tam się cieszę, bo pracuję z domu i w domu. Dzieci ogarniam, pracę swoją, obiady. I do tej biedronki już nie wrócę. Ale wtedy mi się wydawało, że musiałam. Bo jak to tak nie pracować. I to są te Himalaje zdobyte których ja nie żałuję i doświadczenia takie pozytywne. Bo wiem, że choćby nie wiem co to dam radę.
        Każdy z nas dokonuje wyborów i to, że kiedyś podjęłyśmy jakąś decyzję nie znaczy, że zdania nie można zmienić. Bo życie mamy jedno i zawsze ale to zawsze jakieś wyjście jest.
        Ja jestem szczęśliwa i chciałabym żeby inni też byli. I w szczęściu innych nie szukali problemów.
        Tacy piłkarze, reprezentacja, oni to dopiero mają Himalaje. Albo będą mieć na lotnisku po powrocie. I ja im tak strasznie współczuję bo zmierzyć się muszą z taką falą hejtu, że to nie wyobrażalne dla mnie.
        Zacznijmy trochę pozytywniej żyć i przychylniej patrzeć na drugiego człowieka. I nie wyobrażać sobie, że ten to powinien albo nie powinien. Bo to nie nasza bajka.

        Odpowiedz
  12. Marlena1 says:

    A mi do łba nie przychodzi pasjonatom egoizm na klacie przybijać i rodziny zabraniać, skoro nie znam tematu skoro nie rozumiem, to jak mogłabym z ambony krzyczeć wolno! Nie wolno!
    Uczę się też ogromnie ”dziecka do brzucha nie wkładać” Bo taka przykładowo moja koleżanka, piecze szalenie dobrze i pracowita tak wielce, że ja podziw ogromny dla niej mam. I choć i talent i ta pracowitość jest- leki pakuje.
    I nie myśli swojej cukierni, kawiarni mieć, nie i już! To nie jej bajka, to nie dało by jej spełnienia, bo boi się ogromnie i ten strach sparaliżowałby każde działanie i pewnie zabił radość życia. Więc leki pakuje na dwie zmiany pracując, a ciacha piecze nam, gdy czas i ochotę ma. Gdy równowaga, nawet dla nas niezrozumiała to niech se człowiek swoją drogą idzie.
    Abstrahując, słucham ” Nad Niemnem ” i to co w liceum nam obrzydzało to dzieło, dziś urzeka mnie wielce, opis przyrody toż to szał.

    Odpowiedz
    • marta says:

      Wydaje mi się że jako dziecko utraty rodzica nie przeżyłaś… Tego bólu i samotności…

      Odpowiedz
      • julia says:

        a to do Marleny1? Nie rozumiem.

        Odpowiedz
        • marta says:

          Marlena pisze odnośnie mojego pierwszego komentarza, odnośnie egoizmu i tego że zabraniam komuś rodziny zakładać.

          Odpowiedz
          • Marlena1 says:

            Tak Marto masz rację nie przeżyłam tego, co wiadomo jedną z tych rzeczy najbardziej I trwałe zmieniającą człowieka jest.tak tego rodzaju samotności w okresie dzieciństwa nie doświadczyłam. Opisałam Ci moje doznania moją perspektywę wypływającą ze mnie I choć uwierz staram.sie empatyczna być to nie potrafię każdej swojej opinii czy zdania przez każdą możliwą sytuację która przytrafić by się mogła przefiltrować. Pomyślę o tym co mi napisałaś to pewne Pozdrawiam Marlena

  13. gocha says:

    Każdy w życiu ma to, co chce…Każdy.. bez wyjątków. Tylko, że niektórzy nie wiedzą, czego chcą i to jest największy problem…

    Odpowiedz
  14. Agata says:

    Wczoraj odebrałam orzeczenie o niepełnosprawności mojej dwuletniej córeczki. Nigdy to, z czym przyszło mi się w życiu zmierzyć nie było tak namacalne, jak w tej chwili, gdy spoglądałam na zwykłą niby kartkę, na której ktoś tak obojętnie i dosadnie wydrukował nam wyrok. Moje himalaje to się z tym zmierzyć. Wykańczam się prowadząc codziennie niemożebną wspinaczkę, 4 godziny dziennie rehabilituję moją córeczkę własnymi rękami, choć tak bardzo chciałabym być po prostu mamą, nie fizjoterapeutką, oprócz tego jeżdzimy po 3 razy dziennie na rehabilitację po 20km w jedną stronę. Często zabieram ze sobą w nosidełku mojego półrocznego synka. Pracuję czynnie zawodowo, zdalnie, głównie w nocy. Cały czas. Bez przerwy na drugą ciążę, piszą maile w szpitalu 3 dni po porodzie. Prowadzę dom, staram się dbać o życie towarzyskie, małżeńskie, czas na ulubioną lekturę. Wspinam się po tysiące tysięcy pieniędzy na ortezy, pionizator, wbijam czekany w wodospady lodowej biurokracji i kopię rakami w ściany bezwzględnej rzeczywistości. Rozbijam codziennie w domu obóz miłości, wyrozumiałości, ciepła dla siebie i męża. Przywiązuję się liną do kilkumiesięcznego synka, o którym jeszcze nie wiem, czy nie szarpnie mnie w dół, (córeczka rozwijała się normalnie przez pierwsze miesiące, nikt nie zauważył, że coś się dzieje). Do dziś nie wiem, dlaczego wpadła do zimnej szczeliny, ani ja ani medycyna. Czy zdołamy ją z niej wydostać? Czasem bezgłośnie wypuszczam w przestrzeń głuchy krzyk mroźnych iskier frustracji, przeogromnego lęku, zdzwiwienia. Nie zatrzymuję się ani na chwilę. A jednocześnie wiem, że dla mnie szczytu nie ma… Nie dojdę w żadno miejsce dziewicze, spokojne, z którego będę dumnie obejmować ramionami świat, samej tylko sobie znanym zachwytem czuć, że mam kontrolę, bestia poskromiona, cel zdobyty. Moje himalaje są na dole. Są dążeniem, nie celem. Szukam szczęścia w tej mojej wspinaczce. Łzy pod powiekami, to wiatr lodowatej rzeczywistości dmie mi w twarz, a ja wciąż błądzę, szukając schronienia. Czuję, że ich rozumiem. Umiem widzieć w tym piękno. W walce samotnej ze sobą samą. W pięknej nadziei dążenia.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Przeczytałam na głos mężowi i się popłakałam. Przez 6 lat nikt nigdy nie zostawił tu tak pięknego komentarza, choć bywają niezwykle i wielkie. Ten wyżłobił swoim strumieniem miejsce wieczne w moim sercu.

      Odpowiedz
      • Agata says:

        …Nie ma większego czasami szczęścia niż ten wieczorny moment, w którym mąż zdejmuje mi rękawice, buty, przelewa ciepło w te wszystkie miejsca, które w dzień skostniały, podaje ulubiony kubek earl greya i dokładnie sprawdza, czy wróciło krążenie. Jak on umie mi powiedzieć, co w dzisiejszym dniu było piękne, że pomimo huraganów, ta nasza buźka Martynkowa tak pięknie się uśmiechała. Potem w ciszy, w swojej oazie, garażu, przewija liny, byśmy jutro znów mogli wyruszyć… W dni załamania pogody jest szczególnie trudno, ale w naszym domu panuje zasada, że chmury przejść muszą po góra trzech dniach. Nie można tam za długo zostać, bo to musi prowadzić do obrzęku mózgu, tu depresji. Ja w te straszne wieczory, kiedy świat za wszelką cenę chce uczynić z mego namiotu kolorowy łańcuch poszarpanych szmatek, oddaję się halucynacjom w lekturze, zabieram psa na wybieg i wypłakanie. Rozumiem ich, bo wiem, że wrócę do tej szczeliny i będziemy tam wracać każdego dnia, nawet jeśli kiedyś przyjdzie nam zostać w niej na zawsze. To tak oczywiste, że nie wymaga dorabiania żadnej pięknej idei. Metafizyczne refleksje zostawiam Kurtyce. Mąż mówi, nie czekaj na helikopter, nikt po nas nie przyleci. Proś, ale nie oczekuj. Przyjaciel to ktoś z poziomu telefonu satelitarnego, tu mamy tylko siebie. Wspólny krok i oddech. Ilu nie rozumie, że my w ogóle w tę górę musieliśmy wyruszyć. To tylko nasza odpowiedzialność. Ludzie myślą, ich dom taki piękny, pewnie pojechali na urlop. Nasi prawdziwi przyjaciele to te ślady, które ktoś juz postawił przed nami, oni rozumieją, czym jest ta wspinaczka. Himalaiści to nasi bracia. Julka, masz najpiękniejszego bloga w sieci. Uwielbiam Twój język, a w Twoich postach tak często szukam odniesienia. I równowagi. Tym postem zainspirowałaś mnie totalnie, nie wiedziałam, że jeszcze potrafię coś ładnie napisać. Umiem się cieszyć moją drogą, tak jak Ty i trochę też dzięki Tobie. Nie raz płaczę, jak Ciebie czytam. Zachwycam się z Tobą dojrzewającymi pomidorami, dziką w lesie plażą. Te drobiazgi, to piękno, tam szukam szczęścia i siły do mojej wspinaczki. Naprawdę! Dziękuję.

        Odpowiedz
    • marta says:

      Kochana dziękuję za ten komentarz.

      Odpowiedz
    • B. says:

      Agata, Ty zdobyłaś Himalaje. jesteś na szczycie! Schowaj tę kartkę do szuflady. To nie wyrok. Piszę do Ciebie bo moja Mama takie kartki też dostawała. Były białe, szare, jedna nawet różowa. Na nich łacińskie nazwy, medyczne diagnozy wystukane na maszynie do pisania. W miejscu, gdzie ktoś się pomylił, krzyżyki postawił. Lekarze w gabinetach byli różni… jedni się uśmiechali, inni głowami kiwali, jeszcze inni rozkładali ręce. Zdarzali się też niecierpliwi i zwyczajnie wredni. W drogę na szczyt moja Mama wyruszyła sama… Niewielu rozumiało po co to robi, bo „z tego dziecka nic nie będzie”. Woziła po gabinetach specjalistycznych, sanatoriach, znachorach nawet. Autobusami i pociągami. Wieczorami rehabilitowała. Na takim podeście z desek, który sama zrobiła. Wysłała mnie do zwykłej wiejskiej szkoły, a potem do liceum z internatem. Dzisiaj jestem żoną -mój mąż jest zdrowy i sprawny i fajny:) – dopisuję to, bo często to pytanie pada. Niektórzy są nawet bardzo zdziwieni:). Jestem też matką dorosłych już dzieci. I to nie jest tak, że wszystko jest pięknie i łatwo. Często choroba powoduje, że zmagając się z codziennością wyruszam na taką Śnieżkę, ale co tam Śnieżka, jak moja Mama w Himalaje wyruszyła, chociaż wielu nie widziało w tym celu…

      Jesteś bardzo dzielna, męża masz przy sobie. Synka masz. Nie lękaj się! Twoja córeczka to silna osóbka, da radę! Ona też w Himalaje wyrusza codziennie, bo taka rehabilitacja to ciężka droga na szczyt. A jak się człowiekowi nie chce. A jak podrośnie to nie będzie chciała ćwiczyć, a będzie wymyślać…przecież wiem… Jest silna po rodzicach. A do Twojego męża to nawet może helikopter przyleci:). Powodzenia Kochana!
      B.
      Ps. ciężko było, ale musiałam to Tobie Agatko napisać.

      Odpowiedz
  15. Katarzyna says:

    Mistrz zapytany przez uczniów dlaczego choć cieszy się życiem, równocześnie bez wahania nim ryzykuje, odwiedzając, na przykład, wioskę dotknięta zaraza. Odparł, że mądry człowiek nie obawia się śmierci.
    Zapytali go dlaczego?
    A on na to: a dlaczego nie martwi mnie, ze świeca sie dopala? Bo wiem, ze juz świta nowy dzień..
    Tak mi sie nasunęło, po prostu, do tych Himalajów

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.