Hubertus


Wierzę w moc sprawczą. W karmę i moc sprawczą. Uważam, że te dwa wyznania mogą uczynić życie nie tyle znośnym co zachwycającym.

Jeżeli będziesz wierzył w siebie, że się uda, w ludzi, że z reguły są dobrzy i położysz w nich nadzieję, w czas, w życie, przychylny los… to wszystko przyjdzie.
Ostatnio podsłuchałam rozmowę. Kobiety, które, tak jak ja sprowadziły się tutaj kilka lat temu, mówiły, że jeszcze się nie odnalazły, że jeszcze nie czują się jak u siebie.. Mogą. Nie neguje. Każdy ma inną osobowość. Charakter.
Ja natomiast mam wrażenie jakbym mieszkała tutaj od urodzenia. 
Czuję to otaczając się niezwykłymi ludźmi.
Czy mnie się nie zdarzają ludzie nieprzychylni? Owszem! Zdarzają! 
Ale ja w ogóle nie zawracam sobie nimi głowy. Nie rozmyślam, nie analizuję. Nie roztrząsam.
Olewam. Lekceważę. Jakby nie było. A jak spotkam na ulicy to grzecznie mówię „dzień dobry”.
Na co czas tracić?
W życiu skupiać się trzeba na tym co dobre. Co wartościowe. Co przynosi nam szczęście.
To jest moc sprawcza. Jeżeli będziesz się dużo analizował sytuację czy ludzi, którzy trują Ci duszę, to Oni Cię przenikną bez reszty. I to będzie Twoja wina, a nie ich. Ty pozwolisz aby Cię zeżarli od środka. Bo Ich wpuścisz do siebie. A trzeba się uśmiechnąć z głupoty ludzkiej pod nosem i iść dalej. Do tych co budują Twój świat, trzymają Cię mocno gdy sztorm i za burtę wypaść nie pozwolą.
I dawać z siebie dla nich dużo, czasami wszystko. I to wszystko wróci do nas. 
Kiedy siedzisz pośród stawów przy ognisku, na święcie pieczonego ziemniaka i nie wierzysz, że tak się to mogło wszystko potoczyć… Że tutaj, pojawisz się w tym miejscu, z tymi dziewczynami…
Z tym gwarem, śmiechem, plackami ziemniaczanymi na piecu pośrodku lasu…
I kiedy wieś obok, w stajni u siostry Madzi (o Madzi pisałam już kilka razy) jest święto konia – Hubertus, to ja czuję się, jakbym mieszkała tutaj od urodzenia…
Swoi ludzie, pyszny smalec, herbata z cytryną…
I chęci!! Chęci, chęci, chęci.. Ludzka praca rąk.
To cenię w człowieku najbardziej. Bo chcieć, to mieć wszystko.
Ostatnio Ktoś zapytał mnie, gdzie mieszkało mi się najlepiej… Bo przecież i Kraków, i Warszawa, i Czechowice, i Bielsko, i Zamoście, i Zabrze i….. zwariować można 😉
Odpowiedź jest tak banalna.. Wszędzie. Bo miejsce to nie są ulice, budynki, parki, skwery i kafejki na rogu…
Miejsce to zawsze ludzie. Tylko ludzie. Bez ludzi nie ma nic.

Napisz komentarz...
  1. Iwona says:

    No w końcu! Ja tak z utęsknieniem czekam na te Twoje posty że nawet nie wiesz. To takie wsparcie, inne spojrzenie na to, co mnie otacza. Życzę sobie abyś znajdowała więcej czasu na pisanie. To dla mnie takie „terapeutyczne”. 😍

    Odpowiedz
  2. AniaM. says:

    Pięknie, wspaniale, uroczo!!! I takie ciepło bije i od tych ludzi i koni i zawodów! Ja zawsze powtarzam, że dom mój gdzie rodzina moja.
    A co do ludzi wokół… Cóż, dziś pojechałam odwiedzić kolejne miasteczko, zrobić kilka zdjęć. W autobusie kilka osób. Dosiada się facet pachnący alko na odległość i cóż mało miły był dla otoczenia. Więc i mnie troszkę zdegustował. Jak wysiadł wpadł do autobusu ogromny trzmiel. Aż mnie z siedzenia poderwało… A tu aż dwie osoby rzuciły się mi do pomocy… I mnie aż uskrzydliło, że tak ludzie mogą pomagać.

    Odpowiedz
  3. Dorota says:

    Tez kocham miejsce gdzie mieszkam, choć ziemia nieurodzajna, choć trawa latem wysycha, choć pomimo mozolnego wyrywania chwastów rosną one jak szalone, choć warzywa trzeba ciągle podlewać żeby rosły, choć milion much latem a zimą wieje jak w kieleckim, choć do kina daleko i tak dalej. Bo dom i otoczenie tworzą ludzie, a jak masz wokół siebie dobre duszyczki to wszystko przychodzi łatwiej. Pozdrawiam serdecznie Dorota

    Odpowiedz
  4. Dagmara says:

    Kiedyś Tata mojej przyjaciółki był w szpitalu. A w szpitalu jak to w szpitalu – wizualnie i materialnie bida z nędzą. I gdy tak jeden z lekarzy na tę bidę z nędzą zaczął narzekać, że pieniędzy nie ma na to i na to, że warunki takie bylejakie, to Tata przyjaciółki powiedział mu: „Przecież to nieistotne, szpital to ludzie, nie ściany. Jeśli ludzie wspaniali, to co tam ściany…” I ja w szpitalu warszawskim na okulistyce w ciągu ostatnich lat kilka razy leżałam. I rzeczywiście te warunki lokalowe i żywieniowe takie skromne bardzo. Ale pielęgniarki tak sympatyczne, a i do współpacjentek na sali szczęście miałam i wspólny język od razu znajdowałyśmy, choć pokoleniowo lata świetlne nas dzieliły. Więc gdy wrócić tam kolejny raz musiałam, to choć okoliczności nie były przyjemne (kolejna operacja), wracałam bez lęku, bo wiedziałam, że spotkam fajnych ludzi. Więc ja się z Tobą całkowicie, Juliś, zgadzam, że ludzie najważniejsi. A wiesz, że i ja kiedyś tak między tymi beczkami pomykałam? 🙂
    Bo jazda konna w stylu western to był kiedyś ważny kawałek mojego życia. Adrenalina nieporównywalna z żadną inną. Szkoda, że tak mało jest miejsc w Polsce, gdzie się ten styl jazdy popularyzuje.

    Odpowiedz
  5. Baśka says:

    ale mi były potrzebne takie słowa! tylko muszę je sobie przełożyć na rzeczywistość. Zmieniłam niedawno pracę i w tym nowym miejscu otaczają mnie bardzo nieżyczliwi ludzie. zamknięte środowisko, nie lubią nie tylko mnie jako nowej…oni nie lubią siebie nawzajem. Pracowałam 10 lat z cudownymi osobami, z przyjaciółkami i tam jak ktoś przychodził nowy, robiłyśmy wszystko, żeby mu dobrze z nami było (o, już ryczę na wspomnienie!) a tu…cisza, zamknięcie, odosobnienie, duszę się z nimi. Ja lubię gadać, plotkowac nieszkodliwie, żartować…a tu…nic..cisza i zdawkowe gadki. Uczę się więc dystansu, mówienia grzecznie dzień dobry i muszę postawić barierę, żeby mnie nie „zeżarli od środka”.
    A jeszcze co do puenty Twojego tekstu, moim dzieciom czytam na dobranoc czasem bajkę o Franklinie, wiesz takim żółwiu. i jest część „Franklin i sąsiedzi” z taką samą puentą:)

    Odpowiedz
  6. Magda says:

    Kurde za wiele by o wszystkich napisać. Książka która wpłyneła na moje całe życie „Medicus”, czytałam ją w pociągu dojeżdząjąc na dodatkowe zajęcia po tym jak nie zdałam egzaminu wstępnego na medycynę. Jeździec miedziany też wciągnęłam jednym tchem. Teraz mam fazę na „Chyłkę” Mroza. „Bez mojej zgody” Jodi Picoult, Anna Gavalda „Po prostu razem”, Shantaram, „Wiedźmina” kocham miłością wielką. Było ich dużo więcej ale musiałabym na półkę w domu spojrzeć :).

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.