koko..

Większość zdjęć z dziesiejszego posta jest z rąk moich 10 letnich Siostrzenic.

Kadry zachowane w oryginale. Ich zdjęcia podpisane imionami w lewym dolnym rogu.

No i koko… Cały weekend przecież koko, i to koko co Mama ma na sobie.. Oszaleć można 🙂 tylko ten mały palusek wyciągnięty na Mamę i koko, i koko..

Dziś tak na szybciutko. Reportażowo.

Wróciliśmy rano do codzienności. Czyli przejechaliśmy te 160km i jesteśmy u siebie.

Choć dla mnie, wciąż, „u siebie” to najbardziej właśnie tam. W mojej wsi.

Tam, gdzie droga od lat ta sama, pełna dziur, a po każdej zimie koła samochodu chcą się o siebie pozabijać… I nawet pewnego dnia tak było…

Tata wychodzi przed dom, a tam jakieś auto bez koła. Facet w zbożu buszuje. Rowy penetruje. Koła szuka. Tak pędził, takim gratem, że się wzięło i odjechało w siną dal.

Szukają. Facet szuka. Tata szuka. Przyszedł Szwagier i szuka. Pół dnia szukają.

Nie ma. No zawzięło się, i nie ma.. Auto kalekie gdzieś na postój zapchali.

A gdy wszyscy szukać zaprzestali to się okazało, że koło u mojego Taty pod wiatą.

Wpadło przez dach, nieomieszkując zrobić dziury, a potem poobijać nam starą, zabytkową Wołgę, co to nią Gierek jeździł i papiery na to są..

Ale najlepsze jest to, że choć moja siostra nie szukała, to najlepiej Wam opowie, jak to koła owego szukali.

Czasami mam wrażenie, że tam „u mnie” to jest jakieś skupisko wydarzeń codziennych, ciągłych, nieprzemijających, by ani trochę wytchnienia mojej siostrze w opowiadaniu nie dać..

I o tej syrenie strażackiej, co Tata z giełdy antyków przywiózł.. A jak nią na podwórku zakręcił to patrzymy, a sąsiadzi w mundurach na zbiórkę do remizy idą..

I jak to z tym Tatą, motocyklem z koszem w mundurach niemieckich, kaskach ormo i kapeluszach kowbojskich jeździmy..

No i tam „u mnie”… to zawsze nie jest normalnie, ale trudno spodziewać się czegoś innego, z tą właśnie, a nie inną rodziną.. Biedna Antka… Ona jeszcze nie wie..

Po powrocie, gdy już pranie wstawiłam, dziecko me do Teściowej (cudownej!!) odwiozłam to zasiadłam i zdjęcia zgrywam.. Liczę na kilkanaście a tu 436 zdjęć!

Oglądam jedno za drugim i z podziwu wyjść nie mogę. No cholera jasna, nie mogę!!

Dziesięć lat mają. Dziesięć. Niecałe. Uwierzcie mi, że te kadry są w oryginale. I to nie wybranych kilka zdjęć tak wygląda. 90% tak. I okazało się, że jestem w stanie Wam dwa posty sklecić.. O naszym nowym zakupie i domku nowym siostry mej.

Może bardziej o małych ułamkach domku, które udało się wykraść, przemycić..

Bo już widzę jak zaraz do mnie dzwoni i biadoli..

– Prosiłam Cię. Prosiłam, żebyś żadnych zdjęć domu nie dawała jak ja tu trzy dni mieszkam. Jak ja nawet nie zdążyłam talerzy w szafkach poustawiać. Miałaś zrobić jak będzie gotowy. No jak ten ganek wygląda! Tak Cię prosiłam. Wiesz co…

Dokładnie, w te słowa będzie..

Ale nic, biorę to na klatę..

Dla Was.. 😉

Miało być krótko… rany, rany…

Już bardzo dawno znalazłam firmę Boska’s Teddies. Tam są cudne misie. 

I często do nich wracałam, ciągle odwlekając zamówienie. Nie wiedząc czemu..

Ale kiedy zaczęli robić kominy z uszami, to już nie wytrzymałam.

A do komina bluza. Dla Tosi. A dla mnie…? Dla mnie taka cudna…

Mam wielkie wrażenie, że patrząc na zdjęcia nie muszę Wam tłumaczyć swojego zachwytu…  Ja, bluzy nie zdjęłam przez cały weekend.. 

Tośka niestety tak, bo sok pomarańczowy ją załatwił. Sprało się idealnie, 40 stopni, wyszło wyprasowane… taki materiał. 

Spódnica… RISK made in warsaw. Chyba wszyscy już znają… bo jest czyste szaleństwo na punkcie ich kolekcji, w dresowych szarościach. Jeszcze się tam czaję na sukienkę dwustronną… Powiem Wam, że robi wrażenie. A ja, jestem wciąż zakochana w Antoninie i Klarze, które kryją się pod tą marką.

Spinka jak zwykle Kollalle. Niezmiennie. Zawsze.

No i Tośki huntery… Prosto z Pensylwanii. Dziękujemy Julitko. A o Julicie, osobowości niezwykłej, już niedługo u nas na blogu…

 

Kadrów kilka.. ukradzionych…

Cały dom. Każda najdrobniejsza rzecz, zrobiona przez ręce mego Szwagra i Taty mego.

Starannie wbijane sznury między belki. Wieczory spędzone na struganiu okien, drzwi.

Nie. Nie przyjechała gruszka, i nie wylała betonu. Nie. Nie przyszedł architekt, i nie rozrysował planu… Nawet projekt narysowany przez Szwagra. A potem podbity, bo tak profesjonalny.

Jak tylko się urządzą, to ukradnę więcej. Tych kadrów dla Was.

„To nie sztuka wybudować nowy dom, sztuka by ten dom miał także duszę”…

Moja siostra piecze chleb. Ale nie ten nasz. XXI wieku. Tak hucznie zwany domowy. A on taki domowy jak…. Wsypujemy do maszynek drożdże, mąkę i mleko… A potem nastawiamy czas…

Moja siostra robi na zakwasie. Całą dobę. Miesza coś. Odstawia. Dodaje. Odstawia. Coś cuduje. Odstawia. Tak godzinami… Ale chleb taki… Mistrzostwo świata.

I torcik makowy na szybko zrobiła. Bo choć to masa roboty, to Ona uważa, że to jest „na szybko”. A jak biegła po składniki, to kwiatków na polu nazrywała. 

Tak. Zdecydowanie moja Siostra potrafi stworzyć dom.

Moje Niańki i Fotografki…

I nasz Tosik… No dupka ciężka i chodzić się nie chce.. Ale pierwsze kroki są..

Ukradłam kawałek łazienki.. 

Tak. Dziś zdecydowanie reportażowo było…

Napisz komentarz...
  1. gosik says:

    aż dech zapiera!!!
    domek choć tylko delikatnie ukazany to boski!
    jesteście wspaniałe
    można cię czytać,czytać i czytać i ciągle mało
    gratuluję tego cudownego daru i słodkiej kruszynki:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jak się cieszę, że istnieją Ci, którzy chcą mnie czytać 🙂 bo czasami moje najlepsze przyjaciółki mi mówią „wiesz, ja oglądam zdjęcia, ale tekstu tam za dużo” 🙂 Niestety są takie czasy, że ludziom sie nie chce ulotek w lekarstwach pierwszy raz spożywanych przeczytać, a co dopiero tam pisanine na blogu… Coraz bardziej więc mam ochotę dodać swe opowiadanie na kilka stron A4 🙂 Ale opowiadanie komediowe jest to 🙂 Za miłe słowa bardzo Ci dziękuję Gosiku 🙂

      Odpowiedz
      • gosik says:

        ach przyznaje się nie czytam całych ulotek a tylko sposób podawania 🙂 ale tego bloga czytam bo dzięki niemu przenoszę się w inny świat,z nadzieją że może i ja kiedyś będę tak pięknie pisać,fotografować!
        ale powoli dojrzewam do decyzji o wzięciu udziału w waszym konkursie…ale czy moja prostota przebije się przez tą masę pięknych zdań innych?! raz się żyje spróbuję!tekst niby już jest teraz tylko moja mała musi się postarać;)

        Odpowiedz
  2. Ola says:

    Super siostra, A ja też piekę chleb (pochwalę się :)), jeszcze nie taki na zakwasie ale zarazie na drożdżach. Pewnie i do takiego kiedyś dojdę.
    Pozdrawiamy Cię Julciu Blog masz super, często do niego zaglądamy razem z Tosią. Dzięki niemu mamy mega miękką puchatą owce, którą razem z Kajtkiem uwielbiają. Całujemy was od serducha.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jak tylko bedziesz chciała piec na zakwasie to zgłoś się po przepis. Ten od mojej Siostry jest boski. U nas owca i krowy codziennie w użyciu 🙂 I my Was całujemy, ściskamy i pozdrawiamy mocno!!

      Odpowiedz
  3. brunoszka says:

    ….przepiękne….zajrzałam tu …i nie mogę się napatrzeć…i zajrzę jeszcze wieczorkiem przed spaniem…bo piękne te zdjęcia i bluzy!!!! czad, zamówię dla Bruniacza, bo inaczej oszaleje… a koko to Bruno mówi na wszystko, na jedzenie jak chce to mówi koko, jak macha na pożegnanie… nie wiem czemu tak, ale śmiesznie jest wtedy :):) ściskam piękną córeczkę i mamusię!!! jesteście cudne!!!!

    Odpowiedz
    • julia says:

      koko jest urocze. i to z takim zaangazowaniem jest wypowiadane. takie dosadne koko. Poważne i niebanalne koko 🙂 Bluze polecam, ja jestem zadowolona bardzo. Buziole dla Was

      Odpowiedz
  4. Paula W ! :) says:

    wróciłam …ah jak się ciesze:* kilka dni,zaledwie a tak jakos mi pusto w sercu bylo,wrocilam i co 🙂 znow zazdraszczam tego domu pieknego:* Boziuuu ten dom ma taka dusze,ze az przez monitor czuc,zdolne rece twego szwagra,i tatusia rzecz jasna…ale serce wielkie Twoja siostra ma, i to serce widac…jak na dloni…
    i Twoj post,nawet jak chaotycznie napisany to jaki prawdziwy i wzruszajacy,uwielbiam:* pisz pisz…teraz ide do Julitki poczytac:)i do Marys bo tam pieknie tez 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      No. Bez Ciebie jest bez sensu! Zresztą Ty wiesz.. Moja Siostra to jest wariatka pierwszej wody. Ile w tym człowieku jest energii do roboty to szok. .. Jakby tak z Maryś, Julitką, Iwonką zasiąść do winka wieczornego… mmmm… marzenie

      Odpowiedz
  5. bistro mama says:

    Kocham taką wieś, marzę o takim domu. Cudowny reportaż. W tym blogu kocham się bez pamięci 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      to jak ja w Twoim 🙂 I tą wieś kocham do szaleństwa.. I tak bym chciała się tam pobudować, ale niestety firma mojego męża nas zmusiła na budowanie tutaj.. Ale ja kiedyś i tam wybuduję! Obiecuje to sobie. Może na starość, może jak… się pomyśli… Ale teraz mogę tam jeździć do takiego ładnego, nowego 🙂 A i dom moich rodziców drewniany i równie uroczy 🙂 Chyba muszę porobić więcej zdjęć ze wsi 🙂

      Odpowiedz
  6. Karolina says:

    Ahhh rozmarzyłam się… Te ciuszki są boskie 🙂

    Odpowiedz
  7. di says:

    Piekne zdjecia dziewczynek…..
    A dom Justynki najsmielsze oczekiwania me przeròsł

    gratuluje bardzo a zazdraszczam jeszcze bardziej
    …..
    Yhmmm

    Odpowiedz
  8. tak piękne te zdjęcia, że oglądam ogladam, kończę i znowu ogladam:) Julka co post to Ty wyżej i więcej i mocniej. I jeśli pewnego dnia osiągniesz swój szczyt, to myślę, że moje serducho tego nie wytrzyma!:) Nie wytrzyma bankowo! Kocham Cię za te czary i magię, obezwładniasz mnie!:))
    A spódniczka też mi się marzy potwornie. Cudo! A Domek siostry my dream!!!:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      Właśnie chyba szczytu nie będzie 🙁 bo to wiesz, raz coś lepiej, raz gorzej… a potem im wyżej poprzeczka tym bardziej sie starasz i chcesz.. i pokazać i udowodnić… a czasu tyle samo wciąż. Dziecko śpi mniej, więcej czasu sie bawimy, a i obiady codziennie u nas w domku na stole ciepłe… A chcąc iść wyżej musimy poświęcić więcej… Już photoshop leży na półce tak dawno, a ja nie mam czasu nawet wgrać go w kompa, nie mówiąc o nauczeniu się go… Ale… pytanie też czy chcę… Czy chcę go używać czy tak jak dotychczas podawać to co zrobił mój aparat i moje oko, bez kombinacji i zmian…

      Odpowiedz
  9. Magda says:

    …i ja mam takie miejsce, które już na zawsze będzie w moim sercu i do którego uwielbiam wracać- stary dwustuletni dom mojego brata i jego żony na dolnym śląsku u podnóży Ślęży.Zakochałam się w nim już jako dziecko kiedy pierwszy raz pojechałam tam na wakacje i chociaż dzisiaj już nie wydaje mi się tak wielki i skrywający tysiące tajemnic to nadal cieszę się jak dzieciak śpiąc na starym piecu ,zaglądając do piwniczki w której wypływa źródełko i czytając książki w pokoju ukrytym za lustrem…jest w tym coś magicznego ale w taki zwykły, codzienny sposób:) Jednak najwspanialsi są ludzie , którzy tam mieszkają i którzy wiem , że zawsze na mnie czekają… Pozdrawiam serdecznie:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      O rany, ale narobiłaś mi ochoty na zobaczenie takiego domku.. na zerknięcie do tych zakamarków i podejrzenie jak jest urządzony.. Z cegły? duży? z podwórkiem i starą lipą na środku? Czytam już czwarty raz ten komentarz i widzę to źródło, to lustro.. Magia..
      Pozdrawiam i ja bardzo ciepło.

      Odpowiedz
      • Magda says:

        Dom jest naprawdę duży w tzw. podkowę (zabudowa typowa dla mojego ukochanego Dolnego Śląska), pełen starych mebli i zdjęć a co jeszcze ukryte jest na strychu tak do końca chyba nikt nie wie:) na podwórku rośnie piękna stara brzoza a dalej to już tylko pola i łąki.Brat z rodzinką nie mieszka w nim na stałe, jednak przyjeżdżają tam kilka razy w roku i ciągle remontują , odnawiają i tak bez końca ale to jest już chyba ich sposób na życie:) Jednak pisząc o tym domu nie mogę zapomnieć o osobie, która kochała go chyba najbardziej a mianowicie o mamie mojej bratowej -Krystynie. Na podstawie jej życiorysu można by napisać książkę, co zresztą jest całkiem realne bo przez całe swoje życie pisała pamiętnik i już kilkakrotnie pewne wydawnictwo proponowało jego publikację. W domu tym przeżyła wojnę i pierwsze małżeństwo, które okazało się koszmarem – mąż sadysta, oficer wehrmachtu , który zginął w ostatnich dniach oblężenia Wrocławia. Po wojnie jako, że była Niemką musiała wyjechać i straciła swój ukochany dom, dwukrotnie próbowała przedostać się do Polski przez zieloną granicę i za drugim razem udało się. Wróciła jednak dom należał już do kogoś innego- Janka i…. wielka miłość!!!! Janek został jej drugim mężem , później urodziła się moja kochana Lili (moja bratowa). Po śmierci męża (lata 70-te, dokładnie nie pamiętam roku) wyjechała razem z córką do Niemiec, jednak przez te wszystkie lata wracała, co roku na wiosnę, nawet wtedy kiedy już praktycznie całkiem straciła wzrok . Dom Krystyny zawsze był otwarty zarówno dla ludzi jak i zwierząt. Tam przyjeżdżali zupełnie obcy ludzie, którzy usłyszeli od kogoś , że jest takie miejsce i taka kobieta, tam zawsze było gwarno i kolorowo, zawsze było ciasto i pachniało świeżo mieloną kawą, wszędzie pełno kwiatów i zawsze znalazł się ktoś, kto zagrał na starym pianinie… A Ona – zawsze z nienaganną fryzurą w spódnicy kolorowej jak motyl, przepasana białym fartuszkiem od progu serdecznie witająca nowych gości, nawet jeśli to był tylko miejscowy pijaczek, który dobrze już znając jej dobre serce chciał poprosić o drobną , bezzwrotną pożyczkę na kolejne winko:)Krystyna była prawdziwą damą , nigdy nie poddawała się przeciwnościom losu i nigdy nie traciła pogody ducha. Kochała ludzi, muzykę i zabawę, po prostu kochała życie i wcale nie oczekiwała od niego by zawsze było idealne. Kilka lat temu jak zwykle na wiosnę przyjechała do swojego ukochanego domu i już nigdy nie wyjechała. Mimo upływu lat , zawsze kiedy tam jestem czuję jej obecność i nie jest to pusty frazes.Dom przecież tworzą ludzie i to właśnie oni sprawiają, że jest on piękny i ma niepowtarzalny klimat. Kocham takie domy w których już od progu czuć to coś… wierzę, że dom twojej siostry jest właśnie taki:) Pozdrawiam

        Odpowiedz
        • julia says:

          Madziu… cóż mogę napisać.. odjęło mi mowę a co za tym idzie i pisanie… Patrzę na te Twoje litery, słowa, zdania.. Łzy mam jak grochy. Wszystko to sobie wyobrażam. Widzę. Przeżywam. Zazdroszczę tej historii.. że taką w swoim życiu masz. To jest niezwykłe bogactwo.. Jeżeli ten pamiętnik ujrzy światlo dzienne, błagam, daj mi o tym znać. Ja już widzę ten dom, Janka, wojne i rozpacz..
          Ale przede wszystkim Madziu dziękuję Ci! Za tą hisotorię dla mnie. że chciało Ci się ją dla mnie pisać. opowiedzieć, z tak wieloma szczegółami. O rany, znowu bedę ryczeć… Jak mnie to denerwuję, że tych łez wiecznie powstrzymać nie potrafię…
          Dla takich ludzi, komentarzy, opowieści warto prowadzić tego bloga.. O ie ja czuję się bogatsza.. I teraz przed snem będę o tym rozmyślać.
          Kiedyś byłam w takim właśnie domu. Takim, że dało się budynkami dookoła podwórka przejść, a na srodku podwórka wielkie drzewo.i to było właśnie na Dolnym Śląsku. Były chłopak mnie tam do rodziny zabrał 🙂 Miał ten dom magię.
          A moja siostra to właśnie jak Mama Lili. Z samego rana muszę do Niej zadzwonić i to wszystko opowiedzieć.. Ale jestem podekscytowana!!
          Madziu, pozwoliłam sobie tę historię opublikować na moim profilu FB… Mam nadzieję, że mogłam…?

          Odpowiedz
          • Magda says:

            Jeśli kiedyś Lili zdecyduje się na publikacje tych pamiętników na pewno dam znać:) Jest mi niesamowicie miło, że historia Krystyny tak Cię poruszyła… A już tak zupełnie z innej beczki jak to typowa baba muszę Ci powiedzieć, że w pełni popieram to szaleństwo na punkcie spódnicy:)mam bardzo podobną kupiłam w Pakamerze Artystycznej. Moja pierwsza długa kiecka od baaardzo dawnych czasów!!! Wiem, że to głupie ale w niej czuję się tak trochę jak z książek Jane Austen:) Takie małe dziwactwo he he… Pozdrawiam

          • julia says:

            Kocham Jane Austen!! A Dumę i Uprzedzenia z Keira oglądałam setki razy! Jak ja się tam uryczę.. Ja też dawnooo ne chodziłąm w długich. Spódnice i sukienki uwielbiam ale zawsze były za kolano najdłuższe, a tu masz.. oszalałam na punkcie tej.

  10. no i dobrze i spokojnie zrobiło mi się po przeczytaniu tego postu :)dzięki.

    Odpowiedz
  11. Ola says:

    Pięknie jak zwykle! Och nie ma to jak domek na wsi… A takie śliczne kominy i kalosze dla dzeciaczków to gdzie można nabyć? Pozdrawiam! 🙂

    Odpowiedz
  12. Maryś says:

    Nie wiem, z godzinę już tak siedzę i milczę… Patrzę na zdjęcia i czuję zapach chleba „u Was”
    Usmiecham się do udawanej złości Twojej siostry, która pęka z dumy nad kadrami córek i rumieni się, że chciała do domu zaprosić gości jak będzie gotowa, a nie na „łapu capu” – gdy tymczasem cała plejada sie rozgościła, z chleba już tylko okruszki i nikt nie zauwazył braku firanki… Ja np zauważyłam piec… Moje to marzenie. Jak dawno ja nie widziałam w domach tego pieca. A dawno już wypatzryłam sklep z NIM i wiem, że w moim domu magicznym, kiedyś tez taki będzie. I imbryk emaliowany zaprasza na gorącą herbatę i promyk świeczki się uśmiechnął. A Tośka zawtórowała mu spod komina z uszami (kominy BOSKIE) i rozejrzała sie szelmowsko, czy wszyscy oby na NIĄ patrzą ;)))
    Kadry przecudowne. Sama pieję z zachwytu, ale spontaniczność dziecieca jest cechą najpiekniejszą i tą kipią te zdjęcia. Ale treść też kipi (na szybko post – hahaha) Chodziłaś po tym lidlu i trzymałaś nas tu w niepewności ukazując kawałek kaloszka, jak mu tam – nie ważne 😉
    A teraz mi słów brakuje. I czekam sobie, jak ten cichy przyjaciel, na Twój dom, na te skrzynkę na listy, na Twój imbryczek. Bo może pieczenie chleba dla niespokojnego Twojego ducha, co to każe barwic włosy jeszcze „straszne”, to przypuszczam, że nadejdzie… Nie wiemy nigdy kiedy w nas ścieżka życia skręca to w tę to w tamta stronę. A rzeczy te nigdy nie dzieją się przypadkiem. Oj tak…
    I tego Ci niniejszym życzę Julio. Niech Ci się SPEŁNI

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kiedy pobuduję mój dom. Ten biały, z dużą werandą, skrzynką na listy i hamakami w salonie to Was zaproszę. Moich blogowych Przyjaciół zaproszę. Na dobrą kolację i winko. Na nocleg a wcześniej tańce na bosaka po salonie i ogrodzie. I będziemy jeść dużymi łyżkami lody z kubełków. Zobaczycie. Przyjedziesz Maryśka choćby nie wiem co!! Tekst nasz szybko bo bez konkluzji jak ja to lubię 🙂
      Piec.. U moch rodziców jest piec w kuchni, z kafli. Dużych, białych. Jak był remont kuchni to przyjechał zdun i wybudował. Ten zdun ma tyle roboty, że ostatnio dziecko widział kilka miesięcy temu. tyle zamówieńa zdunów (czy jak to tam sie odmienia) brak. Piękny ten piec. Tez Wam pokażę. I tyle ciepła. I zapch palonego drewna. i nogi sie wkłada do piecznika zimą 🙂 I piec to w domu konieczność w kuchni. I u mojej siostry też w tm piecu sie pali, tylko teraz chwilowo coś tam powstawiała. Gdybym tylko mogła Wam tu wkleić taki zapch drewna z tego pieca gdy za oknami mróz szaleje..

      Odpowiedz
  13. Hiena says:

    Piekny domek, cudowna siostra, zdolne siostrzenice. Ubranka tez super. Az wstrzymalam oddech na chwile, jak czytalam ten twoj reportaz…

    Odpowiedz
  14. Madzik says:

    Ja tak króciutko o zdjęciach, bo tekst na potem zostawiam. Po pierwsze: jak tak robią zdjęcia 10-latki, to ja się tak nie bawię! 😉 Gromkie brawa dla dziewczynek:)))))) Przez chwilę przeniosłam się tam do Was w marzeniach… ten dom, chleb, czajnik, ciasto – każdy detal… ach…

    Po drugie, trzecie i …ste to Tosia ma najpiękniejsze kalosze i komin na całym świecie! A mamusia spódnice.

    Więcej nie piszę tylko skaczę do góry jeszcze raz przenieść się tam na chwilkę. Dobrej nocy Julio, Tosiu i wszyscy tu zgromadzeni, bo moja po takiej dawce ciepła i piękna, na pewno taka będzie. Pozdrawiam.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kochana, ja też byłam w szoku, że te maluchy porobiły takie zdjęcia… Mam nadzieję, że nie tylko w marzeniach.. że kiedyś uda nam się spotkać. ja to wiem. nie można przeżyć życia pisząc z kimś, wymieniając myśli, radości i zmartwienia nigdy się nie spotkając. nie znając swej mimiki, śmiechu… A ja chce wiedzieć.. Jak Ci, którzy do mnie tu piszą się smieją.. czy cichutko pod nosem hihi czy otwierają całą buzię i zginają się w pół… Chce wiedzieć… Uwielbiam Twoje słowa Madzik..

      Odpowiedz
      • Madzik says:

        Kto wie Julio jakie ścieżki życie przed nami wymaluje? Być może uda nam się spotkać, przecież życie jest takie nieprzewidywalne. Potem człowiek nadziwić się nie może i mówi sobie: „Przecież kiedyś Cię tylko czytałam, widziałam na zdjęciach, a teraz możemy się razem śmiać..”. Ja proponuję w przyszłości zlot Twoich duszyczek (fanek) – to byłby coś! 😉 Tylko nie prędko proszę, poczekajmy aż nam dzidzie podrosną, bo wiele z nas, z tego co podczytuję, ma maleństwa w domu. To taka myśl, ale czy to nie od niej wszystko się zaczyna? 🙂
        Teraz i Ty kochana poznajesz nas czytające. Ten konkurs tak sprytnie umyśliłaś, że i do nas zajrzysz na chwilkę, zaczytana w nasze historie, przeglądające nasze zdjęcia.
        Na dniach prześlę też moje „dzieło”. I pewnie mój „talent” do zdjęć nie może się nawet równać z talentem Twych siostrzenic, nie wspominając o Twoim. I może historia nie taka i detale nie tak piękne, ubranka nie tak modne, ale jednak to wszystko jak u Ciebie szczęściem i serem matki pisane. A to chyba najważniejsze 🙂 Muszę tylko do tego dziś przysiąść, choć wszystko mam już napisane i zdjęcia porobione, to jednak uporczywie co moje nie chce mi się podobać. Dlatego zostawiłam to na parę dni, aby odpocząć i dziś spojrzę na swoją pracę na nowo, posklejam i ładnie ją jakoś ogarnę i wyślę. Obiecuję 🙂
        A… i cudny komin zawita i u moich progów. Nie mogłam się powstrzymać – zwłaszcza, że cena taka przystępna. To mi się w Tobie Julio podoba, że dzielisz się tym, co masz. Domowym ciepłem, pięknymi kadrami, niezwykłym talentem, szczęściem, dobrym słowem, genialnym gustem…Nie masz w sobie zawiści jak wiele osób skażonych do szpiku kości egoizmem – to moje, nie pokażę, nie powiem.. Nawet taki komin, ot błahostka, a jednak. Teraz gdzieś ktoś kupi, ktoś się nim będzie cieszył i uszka miał ciepłe. Przez jeden post i kilka zdjęć. Czy to nie piękne? To prawda, że „szczęście się mnoży jak się nim dzieli”, a Ty droga Julio robisz to doskonale :))))

        Odpowiedz
        • julia says:

          Komentarze, które przychodzą pokazują mi się na mailu. Mail schodzi też na telefon. Stoję w kolejce w TK Maxx.. I czyteam Twój komentarz. I ryczę. Tak ryczę, że Ci ludzie gapią się na mnie jak na wariatkę…
          Dla takich komentarzy warto. Warto ten czas, tą prace, te wieczory ukradzione rodzinie by z Wami pisać..
          Czekam na Twoje zgłoszeni bardzo! Tak niecierpliwie!! Chcę podejrzeć, poznać…
          Jaki kolor komina? bo ja się zdecydować nie mogłam 🙂

          Odpowiedz
          • Madzik says:

            Julio! Bo Ty to jesteś „wariatką” taka czułą, piękną, z największym sercem na ziemi, wrażliwością do nieba..! Ja tu się krępuję, nie wiem czy komentować, kasuję, czytam po sto razy, potem wklejam nie czytając, bo mi Misia (córeczka) się budzi, a Ty do mnie z takim sercem na dłoni. I tak do każdego masz tyle miłości. Jakie szczęście, że znalazłam Twój blog. Tak to jest szczęście, takie jak to, którym dzielisz się z każdym. Dziękuję… 🙂

            PS. A komin wybraliśmy szaro-różowy. Dumałam nad szaro-beżowym, ale ten róż jest tak delikatny i taki słodki, jak moja córusia. Chociaż ten beż też… Ale nie ma co już zamówiłam. Nie myślę nad tym, bo jak zwykle namieszam, a potem będę żałowała;) Reszta kolorów wydawała mi się troszkę za ciemna na Martynkę. Już nie mogę się go doczekać 🙂 Pozdrawiam ciepło:)

  15. Julitta says:

    Wiesz co Julia Dom twojej siostry jest jak z najpiekniejszych basni… Ona jest przecudowna kobieta z tym piecem i czajniczkiem i perfumami czerwonymi, z tym takim czyms do psikania :):):) Wreszcie z chlebem na zakwasie i ciastem i polnymi kwiatami i corkami z taka wrazliwoscia, ktora na zdjeciach juz mozna wychwycic…
    Wciagnelyscie mnie do tej swojej basni i ciezko juz tak bez niej…
    Ciuszki wszystkie boskie a komin rewelacja!!! Zajrze do nich od razu 🙂
    I sprawdze co to za sukienka dwustronna;)

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ona jest taka jak ze starego filmu. Nie pasuje do tych czasów. Ona nawet fejsa nie ma!! Rozumiesz? Nie ma fejsa! Ona nie robi przelewów internetowych! Ona jest z innego świata. Chyba tego lepszego… Ona jest podobna do Ciebie.

      Odpowiedz
  16. Iwona says:

    Julia a ja popłakałam się aż! niby nic takiego tu nie było.. żeby aż płakać.. ale nie wytrzymałam! Cudownie napisałaś cały post… a jeszcze go reportażem nazywasz.. i piękne kominy i Tosiunia .. a na zdjęci w kominie z jednym okiem to już całkiem powalająca 🙂 i na tym zbliżonym.. Boże Julia ale jaka siostra.. przecież to ona tak mnie wzruszyła! i Ty pisząca tak o niej. Nie zielona z zazdrości, nie naburmuszona .. tylko prawdziwa siostra prawdziwej siostry.. bo ten dom.. jest po prostu cudowny!!!!!!! nie mam słów!! i nie chodzi i piękne podłogi i drzwi i klamki jak u mojej babci w domu ponad 100 letnim.. nie o to.. chodzi o całość! O to , że pokarz mi jak mieszkasz, to powiem Ci kim jesteś.. tak o to. Twoja siostra z tym chlebem i kwiatami na biegu zerwanymi i z tym piecem cudownym i łazienką z sofą i tortem makowym (boże Julia jak ja kocham makowe wypieki!! ja bym po ten tort do Polski poleciała! 🙂 ) i polna ta droga do domu… matko jaką ona jest kobietą!! I jaką jesteś ty Juleczko.. I wiesz pisałaś posty dużo bardziej wzruszające ja myślę, ale ten „reportaż” na szybko mnie roztrzaskał na kawałki. Duże buziaki i idę sobie już bo oczy me we łzach..

    Odpowiedz
    • julia says:

      Bo te klamki i wiele innych rzeczy to oni przez lata zbierali do tego domu z jarmarków z antykami. A Ona, ta mja siostra to przy tym wszystkim to taki czubek jest.. jak Ty byś posłuchała jak Ona się wygłupia i plecie trzy po trzy.. My wtedy tak się śmiejemy, że nam łzy leca i nie możemy nic powiedzieć. Ja sie z nikim tak nie uśmieje jak z nią. śmieszy nas to samo. i z tego samego lejemy jak głupie 🙂 i pisze Ci to i śmieje się pod nosem… tylko tak szkoda, że mieszkamy od siebie daleko… A ja tak bym chciała rano w szlafrokach z werandy sie nawoływać na kawę. I wieczorem przez pola przejść w kaloszach bo wszystko Cie dziś wkurza i idziesz do siostry się wyżalić… tak zawsze marzyłyśmy… No ale i tak się często widujemy… Nie mogę narzekać… I o co Ty ryczysz Iwka! Nie rycz. Przepis na tort makowy Ci wyślę i będzie już lepiej. A pyszny jest. A powiem Ci, że moja siostra jest w Tobie zakochana i Twojego bloga śledzi 🙂

      Odpowiedz
      • Iwona says:

        O matko naprawdę? To tak mi miło 🙂 Julia ja coś CI powiem. Czy Ty tego chcesz czy nie chcesz, ale myślę, że chcesz 😉 .. to ja muszę kiedyś was poznać!! Nie wiem jak i kiedy i gdzie.. na kontynencie którym nawet nie wiem! Ale wiem, że jakaś siła mnie pcha i pcha by bardziej Cię poznawać i intryguje mnie Twoja osoba .. i nie wiem.. może to zabrzmi dziwnie i mało skromnie .. ale widzę dużo z siebie w Tobie 🙂
        Za przepis dziękuję bardzo.. jak możesz to czekam 🙂 ALe to nie to samo będzie.. w takim domku, takie kwiatki po drodze zebrane.. itd itd.. WIęcej zdjęć wsi proszę!! i więcej tego pięknego domku!! i więcej siosty 🙂 i w ogóle więcej wszystkiego :-))) Ja tu bezwstydnie nienasycona tkwię 🙂
        PS. mój mąż pyta czy Twój szwagier jest architektem a Tata czy jest stolarzem 😉 i jakim cudem te sznury między balami .. wiesz o co chodzi i jak to zrobiliście 😉 hahahah no tak się zapatrzył na dom, że mówię Ci 🙂 i jeszcze dodał, że fajne z was dziewczyny (no wiesz Ty i Tosia ) w tych kogutach i sowach :-))

        Odpowiedz
        • julia says:

          A ja to Iwonko wiem. Wiem, ze się spotkamy. Może nie za rok, ale spotkamy się na pewno. Bo łaczy nas zbyt wiele… I jeżeli jesteśmy podobne to jest to dla mnie zaszczyt.
          Mój szwagier nie jest architektem ale jest cholernie mądry, inteligentny i zdolny. Rozrysował cały projekt sam i jak pojechał do architekta i tego co zatwierdza to tylko podbili mu pieczątke 🙂
          Tata jest stolarzem – rzeźbiarzem. Pracował jako stolarz a potem zajmował się mataloplastyką. Części do zegarów wiszących i stojących (jako jedyny w Europie). Tarcze, wahadła, wskazówki itp.. Niezwykle zdolny człowiek. Dom rodziców jest też drewniany i zrobił go sam 30lat temu. Ale jeszcze nasz dom jest rzeźbiony. Okna, belki na suficie rzeźbione.
          Sznury się wbija młotem między bale.
          Buziaki dla Was

          Odpowiedz
  17. Iwona says:

    ps. Tosia w okienku z siostrą cioteczną też przepięknie wyszła zapomniałam dodać 🙂

    Odpowiedz
  18. Twoja Anialka says:

    Julus to nie fair, ze wszystkie te fajne rzeczy co nam tu pokazujesz sa dla mnie niedostepne… Piekny ten dom Justyny, juz na zdjeciach widac jak tam cieplo.
    Z pozdrowieniami, rozzalona
    Kamila

    Odpowiedz
    • julia says:

      Widzisz, przyleć już do nas 🙁 Tyle sie zmienia.. A co byś chciała? Ty mi mów ja będę zbierać i Ci wezmę jak polecę. No bo przecież wysyłka do Chin jest tańsza niż do Ciebie! Love moja Najdroższa.

      Odpowiedz
  19. Natalia says:

    Fotel w łazience? Pierwsze widzę 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      Przecież to norma w łazience. Poza tym to już dawno nie są łazienki tylko pokoje łazienkowe. U moich rodziców mamy wielki fotel a tu jest kanapa. To oczywiste. W łazience są najepsze rozmowy. Ja się kąpię, moja siostra maluje paznokcie, bliźniaczki zęby myją. Jest gwar, ruch, ploteczki… W naszym domu mamy zaprojektowaną wanne w sypialni koło łóżka… Ale mnie się wydaję to bardzo popularne…

      Odpowiedz
      • Natalia says:

        Widać każda z Nas jest z innej bajki 🙂
        Jeśli już taki staromodny mebel to raczej piękna wanna do tego, ale nie prysznic.
        Ja jestem fanką nowoczesnych rozwiązań. Dla niektórych są one suche i beznamiętne. Ale ja je lubię. Nudno by było, gdyby każdy był taki sam 😉

        Odpowiedz
        • julia says:

          I dobrze, że z innej bajki.. Bo inaczej świat byłby nudny 🙂 Wanna na nóżkach będzie w łazienkce na górze.. A ja kurde uwielbiam właśnie połączenie nowoczesności z antykami. Tylko to trzeba zrobić ze smakiem oczywiście. Nowoczesne wnętrza, choć to nie mój klimat, jak są dobrze zrobione to też potrafię pochwalić :))

          Odpowiedz
  20. monina says:

    reportażowo i jak zwykle pięknie:) pzdr

    Odpowiedz
  21. Olapi says:

    Przepięknie u Was! Już od dawna marzy mi się spódmicą a teraz żakochałam się w kominie,na zabój!

    Odpowiedz
  22. lilanina says:

    Julia, jak to dobrze, że Tosia ma takie siostrzenice! Widać, że świetne z nich dziewczyny. Jak one będą miały 25 lat, a Tosia 15, to będziesz ją mogła spokojnie puścić z nimi na imprezę 😉

    a żółte maleńkie huntery stały się już klasykiem, tak jak conversy 😀 ja do tej uwielbiałam je na nogach Miss Eleanor, a teraz ma je także Twoja Tosia. cudo!

    kiedyś trafiłam na dyskusję o kaloszach u Was na fejsie (nie komentowałam) i tutaj się dopiszę, że większość dzieci po prostu kocha kalosze. ktoś pisał,że niewygodne, że guma, że to głupota… a moja Ninka odkąd nauczyła się chodzić, mogłaby je stale mieć na nogach. nie mam hunterówm, ale mam w szafie kilka par kolorowych, fajnych kaloszy po Lili, które Nina uparcie nosi po domu, do ogrodu… w wakacje to już w ogóle innych butów nie chciała… dopóki nie kupiłam jej… japonek. Kolejny temat do dyskusji 😉

    Odpowiedz
    • lilanina says:

      …że Tosia ma takie KUZYNKI, a nie siostrzenice, oczywiście 😉

      Odpowiedz
    • julia says:

      Właśnie rozpaczamy z moją siostrą nad tą dużą różnicą wieku 🙁 że to nie będzie przyjaźń tylko bardziej opieka. Choć tak, muszę przyznać, że bliźniaczki są w niej zakochane a i Ona w nich. Za Kornelką to szaleje. To jest niewiarygodne jak 10 letnia dziewczynka potrafi się opiekować dzieckiem.. Do nikogo nie mam takiego zaufania jak do niej. Jest niezwykła. Tak rozsądna, uważna, pamiętająca o każdej drobnostce..
      Tylko ciekawe czy One będą chciały takiego małego szczyla na impreze brać 🙂
      Tak, w kaloszach Eleanor byłam zakochana. Ja w ogóle ich blog ubóstwiam. Codziennie tam zaglądam. Conversy też zakupimy na wiosnę 🙂 A te huntery to mnie tak cieszą… Jak z nich wyrośnie to na półkę Jej postawię 🙂
      A co do wygody.. Terz trochę w nich chodziłą i nie widzę żeby ta nóżka się krzywiła czy coś… Jest normalnie. I wiesz… 🙂 nie popadajmy w skrajność 🙂
      Japonki… my musimy jeszcze chwilkę poczekać 🙂
      Jak ja się uśmiałam z Waszej ostatniej paplaniny.. Aż całą Adasiowi przeczytałam 🙂

      Odpowiedz
  23. mitra says:

    Wnętrza jak z bajki. Wy ubrane pięknie i jeszcze te huntery no nie mogę. pozdrawiam

    Odpowiedz
  24. Agnieszka says:

    Bosko, cudownie, …po prostu bomba…czekam z niecierpliwoscia na nowe posty!!!!

    Odpowiedz
  25. szafeczka says:

    Brak mi słów! Nie wiem co napisać… Co za dom! Ale masz fantastyczną rodzinę no nie mogę 😉 Gdzieś tam w głębi zazdroszczę…
    U nas babcia też miała piękny dom w którym się wychowałam… też sama go zaprojektowała, dziadek pomagał wybudować. Niestety dom sprzedany kilka lat temu dobrze, że wspomnienia zostały 😉
    I wrócił szybciutko jak oglądałam Wasze zdjęcia.
    Zdjęcia też piękne! Dziewczyny mają talent 😉

    Pozdrawiamy!

    Odpowiedz
    • julia says:

      I z racji tego, że mam tą rodzinę to chcąc taką samą stworzyć Tosi wciąż hamuję swe zapędy do interesów, firm, działania i życia w pędzie.. Za każdym razem kiedy wpada mi do głowy pomysł na biznes myślę sobie.. o nie, nie… jeszcze nie. Bo stworzyć cudny dom to bardzo ciężka praca. Ciężka w rozumowaniu, że potrzeba do tego mase czasu, pracy, cierpliwości, miłości… i ja to wszystko robię z ogromną przyjemnością.. a jak widać rezultaty tego domku to chce się jeszcze bardziej.. Dziękuję Ci pięknie za te miłe słowa!
      Zakochana w Nikoli Julia R.

      Odpowiedz
  26. A Wy dziewczynki jak zwykle prześliczne!Bluzy boskie! Komin z uszkami nie mniej.No i nie wiedziałam, że „hunterki” takie malusie też robią. Mioooooodzio!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja też się ostatnio dowiedziałam że takie malusie są, bo u nas w Polsce niestety nie ma 🙁 Ale ja wyszperałam i mi zza oceanu przysłali :)Wiem, wiem… 🙂 Z bluzy nie wychodzę 🙂 Buziaki Kochana

      Odpowiedz
  27. Agnieszka says:

    Dziewczyny – zdjęciowo spisały się na medal, a jako opiekunek, to całkiem szczerze zazdroszczę.
    Dom Siostry cudny i zła nie powinna być:)
    I jeszcze Tobie musi się dostać!!
    Kominy jak odkryłam, to jaki wybrałam.. takiż jak Ty dla Tosi:)
    No, ale o spódnicy nie miałam pojęcia, że taka gdzieś jest i czeka na mnie…
    No to dzięki Tobie już wiem:)
    Pozdraiwam
    Buziol:)

    Odpowiedz
    • julia says:

      🙂 bo ja się zastanawiałam nad tym mocno turkusowym.. też fajny, taki zawadiacki.. no ale ten kolorystycznie zdecydowanie nam do wszystkiego pasuje. a ten miś w środku jest taki mięciusi 🙂 Nad spódnicą to sie zastanawiałam mocno… ale potem doszłam do wniosku, że muszę kupić bo dopóki nie kupię to tak będę myśleć bezustannie..
      Buziaki i uściski.

      Odpowiedz
  28. soul10 says:

    Aż sama nie wiem czym się zachwycać najpierw i o czym pisać, co komentować… Wy takie piękne i te Tośki kroczki maleńkie tak cudnie na zdjęciu uwiecznione. Ten dom cudowny co aż zamarzył mi się i ten chleb wielki, wyrośnięty idealnie, że aż jego zapach czuję i ślinka mi cieknie i po brodzie kapie:) Zachwycające te Twoje kadry i te słowa co jak opowieść mnie wiodą, po prostu nic tylko znów się tu u Ciebie rozsiąść i ten cały magiczny klimat chłonąć…

    Odpowiedz
  29. zakochałam się w waszym blogu przesliczne dziewczyny!!!!!!!
    cieszę się, ze ,,wpadłaś” do mnie bo dzieki temu zajrzałam tutaj i zachwycam się bez reszty!!!
    pozdrawiam bardzo serdecznie mamusia ,,nieco” większej matyldy hihihi

    Odpowiedz
  30. Natalia says:

    Aaaaaaaaaa miałam pytać jakiś czas temu, przy okazji urodzin Tosi.
    Absolutnie bez złośliwości – nie nosisz obrączki? Chyba lubisz biżuterię? 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja lubię biżuterię? Przestałam ją nosić jak miałam 17 lat, bo za bardzo przeszkadzała w ciasnym, skórzanym ubraniu motocyklowym. Więc skąd ten wniosek? Obrączki nie noszę bo najzwyczajniej na świecie jej nie mam. Ale cieszę się, że mój blog jest aż z taką dokładnością oglądany 🙂 to tylko komplement dla mnie 🙂

      Odpowiedz
      • Natalia says:

        Hehe wniosek chyba stąd, że jesteś szalenie kobieca 🙂
        I pisałaś, że cenisz tradycję, a namacalnym dowodem małżeństwa jest obrączka. Połaczyłam 2 fakty (jak widać niesłusznie 😉

        Odpowiedz
  31. lisia says:

    Uwielbiam Julka Twój blog, za Twój skraweczek nieba na ziemi. A jest nie tylko pięknie (dosłownie)ubrany, ale i serdeczny, ciepły- taki, o którym marzy chyba każda dziewczyna. To nie tylko blog o modzie Tosiulki, ale o wspaniałej, świadomej cudu macierzyństwa młodej Mamie.Dziękuję:)

    Odpowiedz
  32. LeMaMa says:

    Klimaty jakże moje i mamy mojej… skradła by Wam połowę domku do serca – muszę jej pokazać te kilka zdjęć… Huntery w zlewie (umywalce, jak kto woli…) takie to nasze!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ten dom jest wiejski, ciepły, z tradycjami i miłością. może dlatego czujesz to samo. Kalosze w umywalce.. Zawsze na wsi po powrocie z podwórka buty do zlewu 🙂

      Odpowiedz
  33. Bebe&Company says:

    Żółte huntery boskie, nie mam na chwilę obecną odwagi założyć ich moim chłopakom 🙂 Ale na Tosi wyglądają bosko. I ten komin, po prostu bajka…

    Odpowiedz
  34. AggBchy says:

    odswiezam, i znowu odswiezam, i znowu…i chyba dopiero rano znowu pochlone Twoje mysli 🙂 no doczekac sie nie moge niemilosiernie 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      już jest 🙂 Dziecko zasnęło o 22ej a tu tyle jeszcze do zrobienia… Ale jest.. Chyba będę dawac posty częściej a z mniejszą ilością zdjęć i tekstu… 🙂 to dam radę częściej 🙂

      Odpowiedz
  35. bistro mama says:

    dziś w DDTVN było o Twojej spódnicy! Oglądałaś??? Bo ja krzyczałam do męża jak szalona: wiem, widziałam, mama Tosi ma taką! Opowiadałam Ci o niej!!! Mąż mój już niczemu się nie zdziwi 😉

    Odpowiedz
  36. coś w tym jest bo tak mnie naszło i wpadłam tutaj znowu do Ciebie, żeby sobie poczytać i pooglądać cudnie tutaj jest duuuuuuuuuuuużo szczęści i ciepełka takiego jak na zdjeciach życzę 🙂
    no i kuzynki muszą wpadać częściej i robić duuuuużo takich fajnych zdjęć !

    Odpowiedz
  37. ewelajna says:

    Jeju… Domek… Sznury… Anno Domini… Chleb… Dusza… Dzieci… Nie sztuka, nie sztuka… Wszystko piękne…
    Patrzę na Twoją radość i Dzieci. Cieszę się i po cichu zazdroszczę……
    jak kiedyś będę duża, to będę to wszytko miała…

    Odpowiedz
  38. małgosia says:

    Julia co Tosia dostała na urodziny?szukam mądrej zabawki dla roczniaczka (chlopczyk) oryginalnej,żeby jego a nie mame zadowolic…

    Odpowiedz
    • julia says:

      Tosia na urodziny dostała od Wszystkich kasiurkę 🙂 ponieważ wszyscy wiedzą, ze trafić mi w gust jest niezwykle ciężko 🙂
      Ale gdybym miała Ci coś polecić to najlepsze co Tosia ma i czym bawi się non stop to pchacz z moovera. Potrafi się tym zajmować cały dzień. Rewelacja!! Jestem niesamowicie zadowolona bo Ona zajęta a ja mogę coś popchnąć w domu 🙂

      Odpowiedz
      • małgosia says:

        o dzieki wielkie 🙂 i powiem Ci ze roczniak to mój Synuś i tez trudno mi trafic w gust wiec ciocie poprzelewały kasiure i żądają konkretów:)))

        Odpowiedz
  39. małgosia says:

    aha tez zamowilam korone:D
    dzieki ze jestescie:)))

    Odpowiedz
  40. Aga says:

    Julio, odkrylam Was niedawno…zdecydowanie za pozno!!! Ale nadrabiam straty i prawie co wieczor, jak moja mala kochana Camille Julia juz spi, to ja sprawdzam co tam nowego w szafie u Tosi. Czytam nowe posty ale i te starsze oczywiscie tez:))) Lubie Was bardzo i ciesze sie ze jestescie!!!:)
    Pozdrawiamy
    Aga&Camille Julia:)

    Odpowiedz

Trackbacki dla tego postu

  1. lekarstwo - szafa tosi - o życiu i szukaniu w nim szczęścia
  2. kokon. - szafa tosi - o życiu i szukaniu w nim szczęścia

Zostaw komentarz.