nic już nie jest takie samo…

 

Miałam ostatnio taki dzień… Koszmarny. Nie, to nie był zaledwie dzień.. To tydzień cały..

Jakby powiedziała Ania Shirley – otchłań rozpaczy… I, że nie otchłań najgłębsza, bo czy zielone włosy, czy rozbita tabliczka na głowie Gila była otchłanią prawdziwą? Nie. Ale w ten czas, dla Jej ciała i duszy była to taka dziś skrajna depresja…

I mi się tak nazbierało. I choć broniłam się najlepiej jak potrafię, przed pędem, gonitwą, stukaniem palcami o kierownicę, z niecierpliwości, gdy czerwone światło uparcie się przedłuża.

I ten tydzień taki, że telefonów dziesiątki, maili, spotkań, wyjazdów…

I wydawałoby się, że w swoim żywiole jestem. Załatwiać, organizować, szukać i na rozmowy pędzić to takie… moje..

I było, i nadal moje jest…

Tylko, gdy na świecie pojawia się dziecko, to już nic nie jest takie samo…

Nie, nie… A i owszem można przecież tańczyć na stołach do rana. Wywijać falbanami spódnicy, nad głowami dystyngowanych par, równo, poważnie siedzących w rzędzie, przy talerzykach i kieliszkach.

Można w kinowym fotelu wygodnie się rozsiąść, z wielkim pudłem popcornu i colą w zestawie XXL. A potem, bez pośpiechu jeszcze rozmowy o filmowym przesłaniu snuć.

Można w butach na obcasach, pędzić autem na spotkania z przyjaciółmi. I słuchać muzyki najgłośniej jak się da, aż głośniki charczeć zaczynają..

Można zatracić się w centrum handlowym i oprócz gotówki, nad kartą przestać też panować.

Można…

Tylko.. jakoś tak usilnie i z głowy wyjść nie chce myśl…

Czy tam czasami skarpetka się nie zrolowała i w buciku nie uwiera, przy chodzeniu…

Czy czapkę nie za mocno pod szyją ma zawiązaną..

I czy jak wróci ze spaceru stopy niezmarznięte? A jak tak, to czy pamiętają rozgrzać?

Może zadzwonię przypomnieć…

I jak będą wkładali do fotelika samochodowego koniecznie kurteczkę na dole pociągnąć, by wygodnie się siedziało.

To gęste mleko przez smoczek trójprzepływowy, bo przecież w czwórce za ciężko Jej się pije.. Na pewno o tym zapomnieli. Zadzwonię.

No i żeby na telewizor nie patrzyła zbyt długo.

I włoski odgarniać z czoła, bo do oczu wchodzą, a spinkę zjada wciąż… żeby pamiętali..

I tam w torbie jest krótki rękaw, gdyby było za ciepło w domu… Na samym dnie dałam, może nie zauważą… To napiszę i przypomnę.

I na tym spotkaniu przecież nic mnie nie goni, miło tak się rozmawia i produkcja zaklepana.. A ja myślami już, a może od początku, zupełnie gdzieś indziej…

Bo kiedy rodzisz dziecko… nic już nie jest takie samo…

 

 

 

 

 

W jeden z wieczorów tego zaganianego tygodnia przyszła paczka.

Całkowicie o niej zapomniałam. I nie czekając więc… nie przedreptując z nogi na nogę wypatrując kuriera… dostałam dawkę pozytywnego zaskoczenia.

Wielu z Was wie, że zagraceni jesteśmy okropnie, gdyż metraż mieszkania nie przewidział mojej miłości do aranżacji wnętrz… I ja na przykład aranżuję w jednym pomieszczeniu kilka pomieszczeń… ot co.. Ale przyszedł kres… Nie da się już normalnie funkcjonować..

Wszystko co piękne, a oprzeć się nie potrafię, trzymam w pudłach. Ładnie poustawiane czekają na dom. Myślę też, że gdy tylko się pojawi, to dziecięcych drobiazgów będzie na blogu znacznie mniej… Wyprą je zaaranżowane kąciki bibloteczne, ściany wspomnień, białe donice i lampiony na werandzie…

Nie mogąc się oprzeć zamówiłam kilka kolejnych drobnostek w Scandiloft.

Cudne stęple z tuszem.. i zawieszki. Kontener z butelkami i słomki.

Alfabet stęplowy w uroczym pudełku. I kilka innych, które pokażę przy kolejnej okazji..

Zamierzam robić już w domu zawieszki na dżemy, soki.

Na klamki do dziecięcych pokoi, z różnymi napisami. Doczepiać do prezentów i drobnych upominków. Kilka drobnostek, za małe pieniążki a można wymyślać i tworzyć mnóstwo dekoracji. Tych ważnych i codziennych.

Okazało się, że właścicielka sklepu zna naszego bloga i Tosia w prezencie dostała lampkę nocną.. Królika. A że jest z miękkiej gumy, to zasypia z nim regularnie. Dziękujemy bardzo!!! Sama bym tego nie odkryła, a jest niezastąpiony.

 

 

 

Każdy tekst przed opublikowaniem wysyłam mojej przyjaciółce Andzi. 

A Ona mówi mi, czy w ogóle da sie przeczytać, i te literówki porawia bo ja z pośpiechu połowę liter gubię…

A na końcu zawsze dodaje mi coś od siebie… i dziś Wam wkleję co napisała.. bo ładne bardzo…

„Ostatnio gadam cały czas z ludźmi. W tych autobusach, busach, pociągach, na przystankach. Non stop gadam z nimi. Ciekawych i fajnych ludzi spotykam. Jedna bardzo  interesująca,  za jej sprawą też pisze juz list motywacyjny  na wyjazd na ten wolontariat 🙂  a i w sklepie ostanio przy półce z chlebem i miodem. Stoję i patrzę, a tam pani w płaszczyku z tatum, który bardzo mi sie podobał! I mówię do niej! O, Pani ma piękny płaszcz, ten z tatum, ale na mnie był za duży! a jest śliczy i Pani tak pasuje…. no i  gadamy! o jajkach od chłopa co w  Wieliczce można na rynku kupic, i warzywa świeże też tam. A że ona młoda mama, więc zwraca uwagę na to… a teraz jej dziecko śpi więc wyjscie do delikatesów to  relax…a to jak młoda mama, to ja polecam blog taki piękny, szafa Tosi! aaaa że zna i zagląda bo jej sie podoba! a to moja przyjaciółka robi :)a to ona na wymiane zaprasza do ich bistro baru, który za tydzień otwierają na Szlaku, bo to blisko mnie…. o rany jaka to była miła rozmowa na koniec dnia!!!!echhhhh”

 

Napisz komentarz...
  1. Asia says:

    Cudownie napisane dokładnie czuję to samo czasami ale tak to już jest że jak pojawiają się dzieci trzeba zarówno realizować się zawodowo, jak i myśleć o swoich bąblach małych (piszę w liczbie mnogiej bo u mnie już dwójka)…a co do dostawy ze Scandiloft go czad mam zarówno kontenerek z butelkami, zawieszki, pieczątki, słomki…czyli masz dobry gust ;-)) albo ja :-)) No i te gwiazdki świecące które nie widać że są czerwone też takie mam:-))

    Odpowiedz
    • Paulina says:

      A dlaczego trzeba? Co owo trzeba oznacza?

      Odpowiedz
      • Asia says:

        może źle powiedziałam trzeba ….po prostu myśli się zarówno o sobie jak i dzieciach i stara się wszystko pogodzić i są chwile gdy zapomina się o sobie…a czasami myśli mniej o dzieciach a więcej o sobie i tak już jest..

        Odpowiedz
    • julia says:

      Wszystko zalezy od potrzeb rodziny, kobiety… Czy powrót do pracy to Jej spełnienie, czy potrzeba finansowa dla rodziny.. Myślę, że w każdym wypadku można znaleźć złoty środek… Ja na szczęście do pracy nie wracam a jedynie błogo się spełniam dzięki mojemu męzowi 🙂

      Odpowiedz
      • Paulina says:

        Bardziej zirytowało mnie to połączenie wyrazów: „trzeba się realizować zawodowo”. Realizować to coś pozytywnego, a trzeba to przymus, więc powstaje poniekąd oksymoron. I jakiś taki dzień miałam, wszystko mnie wkurzało, a założenie, że nie można się realizować wyłącznie w domu denerwuje mnie od dłuższego czasu, wręcz chodzi za mną jak zmora jakaś. Ale – czym innym jest konieczność zarobkowania, potrzeba rodziny, jak piszesz, a czym innym wewnętrzna potrzeba człowieka do realizowania się. I tu, pomyślałam sobie, poniekąd sama siebie oszukuję. Przecież pisząc bloga wychodzę poza schemat kury domowej. Wolę zrobić zdjęcia i wrzucić wpis niż mieć wysprzątaną kuchnię. Tylko czy muszę pracować, żeby się realizować? To znaczy – czy kobieta musi zarabiać, żeby można było nazwać ją pełnowartościową? Na pewno nie i z tym się nigdy nie zgodzę, choć wiele osób tak twierdzi, usiłując ograbić mnie z radości, jaką daje pełnoetatowe wychowywanie dzieci. A conto tego, żeby dzieci były ze mną w domu, wszyscy zrezygnowaliśmy z luksusów. Dodatkowa pensja na pewno przydałaby się, Twórca nie zarabia jak Rockefeller… jeszcze, mam nadzieję. Kurcze, pisałam już o tym moim Rodzicielstwie, ale chyba muszę zrobić uzupełnienie, bo nie wszystko jest jasne. Jest okazja! Pozdrawiamy!

        Odpowiedz
        • kaa says:

          Paulina, mam nadzieje, ze nikt nigdy Ci tej radosci z domowo-dzieciowej codziennosci-niezwyklosci nie odbierze:) A Ty szczesliwa i spelniona czuc sie bedziesz, ze takie komentarze „niezgrabne” przeleca bez uklucia w seducho.
          Zawsze tak jest, czy o karmieniu, o smoczkach, czy o zajeciach dodatkowych bedziemy rozmawiac, ludzie instynktowanie „swojego” bronia, ze lepsze i wlasciwsze. I o ile Ciebie irytuja wypowiedzi o koniecznosci realizacji zawodowej, mnie bardzo bola stwierdzenia, ze skoro chcialam wrocic do pracy, to moje dziecko bedzie „odhowane”… Zawsze z wielka uwaga staram sie podpatrywac kazda Mame, sluchac co ma do powiedzenia i wyciagac cos fajnego dla siebie. Na prawde, tyle mozna sie od drugiego czlowieka nauczyc. Szkoda zycia na przepychanki;)

          Odpowiedz
  2. vivi&oli says:

    scandi jest boski!!!! Znamy juz od dawna ale jakos nigdy nie mam czasu pozdnie od deski do deski przelookac. . . . buteleczki tez mnie uzekly i slomki. Tak mi wyskakuje codziennie na facebooku i sie zachwycam a potem gdzies znika a ja zapominam…. bo codziennie cos . . . chyba sie bardziej zmobilizuje 🙂
    No i jak trafilas bo ja w tym tygodniu tez takie mysli. Bo Vivi z ciocia i babcia a my z Olkiem daleko. Tylko ze te moje mysli i zmartwienia nad nia przesloniete sa okropnym bolem i strachem o niego. Cierpieniem za niego gdybym tylko mogla. Bo on taki maly i nie rozumie i ten bol. Myslalam ze wiem dolkadnie jak bardzo kocham moje dzieci, ale dopiero w obliczu starchu okazalo sie jak starsznie.
    Ale nie zycze nikomy tej swiadomosci. Kissy

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja sobie nawet tego nie potrafię wyobrazić jak widzi się ból swojego dziecka i nie można go od niego wziąc na siebie, ta bezsilność… nie wyobrażam.. ściskam Cię więc z całych sił, ale najbardziej Ola :*

      Odpowiedz
  3. darka says:

    Czytam i czytam … i sama nie jestem i już czuję się usprawiedliwiona … bo nie tylko moją głowę zaprzątają takie pytania …
    I choć uwielbiam swoją pracę to odkąd pojawił się Flor, nie potrafię oddać jej się na 100%.
    Bo czy za chłodno mu nie jest, czy buźka dobrze kremem posmarowana bo mroźno i czy uda się zasnąć bez maminych ramion …?
    ps. niezwykle klimatyczne ozdoby … piękne i stylowe …
    U mnie również oficjalnie skończyła się „pojemność” mieszkania … Florcio zawładnął dosłownie wszystkim 🙂

    Odpowiedz
  4. Agnieszka says:

    po prostu wow:)
    i wielkie dzięki, mam gęsią skórkę i pięknie i nie wiem co pwiedzieć.

    Pozostanę przy WOW:)
    Buziaki:)

    Odpowiedz
  5. Bożena says:

    Czasu mi brak,gonię w piętke,ale tej przyjemnosci nie mogę sobie odmówić. Pisz,Julka,pisz-do końca świata,(to juz niedługo!!!),a pózniej od nowa.Odrywam się od zajaca,od bigosu-taki mój mały relaks. Uwielbiam Cie czytać! 🙂 Młodość mi się przypomina (gdzie ona,gdzie?) Nie wiem,kiedy minęła i gdzie się podziała… Tutaj powiew świeżosci zawsze-o czymkolwiek piszesz,czy o Tosi,czy o DOMU,czy o drobiazgach,które umilaja nam zycie. Do następnego postu. 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      Właśnie koniec świata już nidługo… a ja o mężu chciałam napisać i nie zdążę? 🙁 Ale jakbym nie zdążyła to Pani może za mnie, bo czy mój Adaś to nie kopia Pani męża? 🙂 Dziękuję za to, że zagląda Pani oczko ładne do mnie :*

      Odpowiedz
  6. Paulina says:

    Obiad miałam robić, wpadam na chwilę i choć staż większy i obszerniejszy i się o tę skarpetkę już nie boję, doskonale wiem, o czym piszesz. Choć nie pracuję, zdarza mi się od dzieci oderwać i czasem, mimo że mogę i w nocy wrócić, wracam jak Kopciuszek, przed dwunastą… nic już nie jest takie samo. Wybacz, ale komentarz o tym, że realizować się zawodowo „trzeba” rozsierdził mnie. Pozdrawiam serdecznie zaganianą mamuśkę!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Wiesz, ja to jestem bardzo niepokorna.. taka cwaniara wręcz 🙂 lecze się z tego bo nawet w tym wieku już nie przystoi 🙂 I kiedyś, gdy w pracy wsyztskie dziewczyny wracały po porodach do pracy to nie mogłam w to uwierzyć, nawet mocno głosiłam „dzieci chce wychowywać a nie hodować potomstwo”.. i nadal jestem za tym, że kobieta powinna tworzyć dom, rodzinę.. ale rozmumiem, staram się rozumieć kobiety, które chcą się spełniać, wracac do pracy… rozumiem też te, które muszą wracac z racji finansowych i tym mocno współczuje, bo te muszą by zapewnic dziecku byt.. Ale realizować się przy dobrych zarobkach męża, można a nie trzeba.. Myślę, że Asia nie to miała na myśli 🙂 I ja Was pozdrawiam ciepło :*

      Odpowiedz
  7. Julitta says:

    Uwielbiam nagle przypadkiem zauwazyc, ze cos napisalas bo mnie jakos tutaj ostatnio coraz mniej i zagladam coraz rzadziej.
    Ale do Ciebie to ja wiesz do konca swieta bede zagladac:) Bo mimo, ze ja juz jestem w tym swoim zyciu taka hmm… zatrzymana, mimo, ze biegam ciagle zalatwiajac wszystko ale co chwile siadam i przytulam i czytam ksiazeczki i nie ma znaczenia dla mnie wtedy nic innego i to jest to moje zatrzymanie wlasnie i robie to, bo to jest dla mnie najwazniejsze, ale jednak uwielbiam jak ktos mi o tym przypomina ciagle i ciagle, ze tak wlasnie trzeba.
    A Ty to robisz doskonale.
    Scandi boski !!!!!!!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Dla mnie choćby się w kuchni paliło i waliło to doczytam każdy Twój post jednym tchem, zawsze. nie zostawiam od razu komentarzy bo na to już musze mieć taki czas z ciszą.. a jak już przyjdzie to czytam raz jeszcze i jeszcze… i czasami śmieje się sama do siebie bo potem to cytuję 🙂

      Odpowiedz
  8. gosik says:

    To właśnie jest miłość,taka nasza natura 🙂 często kiedy dziecię daje nam w kość i marzymy o chwili samotności a kiedy ją już mamy to i tak myślimy o naszym małym cudzie!
    Od chwili kiedy pojawia się dziecko zaczynamy nowe życie 🙂
    pozdrawiamy

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak, a dzień wychodny czekam jak na szpilkach.. a jak już wyjdę to kilometr za domem dzwonię do Adasia, że ja tak tęsknie za nimi 🙂 jak głupia 🙂

      Odpowiedz
  9. kama says:

    No mam zamiar kupić te stempelki:)

    Odpowiedz
  10. madzik says:

    Kochana jak Ty coś napiszesz, to człowiek chce coś dodać żeby tu sobie z Tobą pokonwersować choć chwilkę i cholera nie może. Silę ten swój umysł, co napisać, ale na końcu Twoim wszystkich, absolutnie wszystkich wpisów napisałabym tylko: amen. Ot tyle od mnie. Ale po pierwsze: nie wypada (wiadomo), po drugie: co to w ogóle byłby za komentarz(?!), po trzecie: lepiej by było już milczeć. A ja nie chcę milczeć, więc piszę co mi myśl na myśl niesie 🙂 Julio na ten alfabet to czaję się od dawna i wiem, że źle zrobiłam, że się tylko czaiłam… A teraz o naszych dzieciach, sercach naszych – też tak mam jak Ty i pewnie każda z nas, nawet „gorzej” – karmię piersią i jestem absolutnie „przywiązana” do córci, moje myśli ciągle krążą wokół niej, mam wrażenie, że tylko ja umiem zająć się nią najlepiej, teraz śpi, a ja co jakiś czas zerkam i patrzę czy oddycha, jak tylko kaszlnie biegnę plącząc nogi aby sprawdzić czy nic nie połknęła, można nawet pół żartem pół serio powiedzieć, że jej się odbija, a ja ulgę czuję. I choć to czasem jest męczące, ale wystarczy, że spojrzę na nią i wiem, że warto. Nagroda za to jest wilka, największa na świecie: miłość <3 Dziś sobie pomyślałam, że czas na drugie dziecko niebawem, bo moja uwaga za bardzo koncentruje się na Misi, tylko czy wtedy nie wpadnę z deszczu pod rynnę? 😉

    Odpowiedz
    • madzik says:

      *wilka – tzn. wielka (przepraszam za literówkę)

      Odpowiedz
    • julia says:

      hahahaha!!1 skąd ja to znam :))) oglądam z Adasiem film i w tym czasie dwadzieścia razy pójde do sypialni.. a bo może sie odkryła, może rączka między szczebelki weszła.. a jak zakaszle to lece tak, że za każdym razem uderzam biodrem o framugę!! :)))

      Odpowiedz
  11. Emilia says:

    Z każdym postem coraz bardziej łapiesz mnie za serce…
    Ja jeszcze na urlopie wychowawczym i choć na dłużej niż 2 godziny się z bąblem nie rozstałam to i tak za każdym razem gdy nie ma mnie obok to myślę i myślę czy aby nie plącze, nie tęskni i czy nie głodny…i te wszystkie spotkania w pubach i imprezy które kiedyś tak uwielbiałam odchodzą na drugi plan. Ale zupełnie bez żalu i tęsknoty.

    Ja niestety tez jestem ta mama która się zawodowo ‚musi’ realizować i za 2 m-ce wracam do pracy bo niestety choć bardzo bym chciała być w domu to kredyt hipoteczny się sam nie spłaci. Wspaniale by było gdyby każdy miał wybór…

    Odpowiedz
    • julia says:

      byłoby wspaniale…. ale myślę, że jak tylko ma się fajnego męża to można wsyztsko pogodzić i te popołudnia czy wieczory i weekendy spędzić razem twórczo i fajnie..

      Odpowiedz
  12. Maryś says:

    Mogłabyś mieć raz w tygodniu taki dzień, bo generuje oliterowane wyrazy tak, że chce się czytać – a tu koniec tekstu.
    Żartuję!
    Przeczytałam, poczułam się półstopą jak złodziej, który Cie/Was okradł z cennych ważnych chwil. ALe trudno. To, że wracasz, a jednocześnie jesteś sobą, że realizujesz obok plany i marzenia będąc w najbardziej chyba efektywnym zycia momencie (już dojrzała, a jednak wciąż łasa, łakoma, wdzięczna) czyni te powroty jeszcze piękniejszymi… Tak myślę. Nie zaznałabym tych odczuć i ja sama gdybym nie wychodziła wtedy z domu, gdybym wciąż w nim była, z dziecięciem przy boku… Troszkę tak jak z docenianiem waznych rzeczy w obliczu strat. Nie to nie jest złe porównanie, pewnie mocne, ale chodzi mi o to, że gdybyś nie karmiła się światem obok Antoniny – to miałabyś niedosyt. Miałabyś być może pogłębiającą się depresję poporodową, która bywa i ciągnie się niezauważona jak nitka z boku maminej podomki… A tak! Nic już nie jest takie samo, ale swoimi realizacjami zapewniasz Antoninie, Adamowi i Domowi siebie pełną, prawdziwą – taką jaką Cię Oni chcą, potrzebują i mają.
    I nie zaprzeczaj, bo to co napisałam przemyślałam 15 razy pomiędzy wyrzutami sumienia tego „złodzieja” czasu hahaha 🙂
    No to na razie tyle. Uwielbiam jak tak sobie piszesz, pstrykasz, piszesz, no uwielbiam!

    Odpowiedz
  13. Hiena says:

    Mam dokladnie tak samo – odkad jestem mama, wszystko jest inne….
    Przymierzam sie i ja do tych pieczatek. Dla corki. Zeby sie uczyla czytac 😉

    Odpowiedz
  14. Olapi says:

    Oj jak ja Cię dobrze rozumiem. Od tygodnia znowu pracuje na cały etat i tak bardzo, wręcz fizycznie, cierpię stojąc w korku i myśląc, że mogłabym ten czas z moim małym cudem spędzić.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Pamiętam jak pracowałam w ostatniej firmie i te dziewczyny co wracały po macierzyńskim płakały po kątach… i wtedy sobie pomyślałam, nigdy nie wrócę do pracy po urodzeniu dziecka… I kiedy zachodziłam w ciążę, oboje bylismy zdania, że nie wracam… Mój Adas stanął na głowie i faktycznie nie musiałam… i nadal bym nie musiała… tylko mnie aż rozrywa od środka z nadmiaru pomysłów… I ten pomysł to taki poboczny, nie wymagający dużej ilości mego czasu.. tylko teraz na początku.. mam taka nadzieję… 🙂 a z drugiej strony… idziesz do pracy by dobrze dziecku się żyło.. a potem wyrośnie, pobiegnie do szkół, na randkę… i pomyślisz „a co ze mną”… będzie dobrze..

      Odpowiedz
  15. Julka, ty wzruszasz, ty rozckliwiasz mnie, przerzucasz mój mózg z prawa do lewa.. mieszasz wielką wazową łychą w moich odczuciach. Cudownie potrafisz. Przepięknie zyskujesz. Niesamowicie nakreślasz. I w dobra stronę wiedziesz nas czytelników. Niezmiernie mocno Cię w tych postach czuć. Są blogi różne. Fajne bardzo też są i tam zaglądam, skomentuję, zobaczę fajne ubrania, meble, przywieszki, ładne buźki dzieciaczków i piękne rysy mam i babć. Ale takich blogów jak Twój jest niezmiernie mało. Bo Twoje posty są chmurą uczuć niesioną od A do Z. Lądują na człowieku i zasłaniają cały świat mgłą. I trwa się przez kilka chwil w tym co napisałaś. A piszesz o rzeczach niby oczywistych. NIby takich co można to o nich przeczytać na blogach wielu. Tylko szkopuł w tym jak piszesz. Ja sama nie wiem jak. Ale wiem, że w 100% trafiasz we mnie strzałą i obezwładniasz. Może to że tak pięknie przechodzisz, tak płynnie od falban nad głowami dżentelmenów do skarpetki zrolowanej w buciki. Takie przejścia to dla mnie taki przycisk, który wciskasz a u mnie łza za łzą. Jestem pewna Julia, jestem bardziej niż pewna, że rodzi się nam wielka osobowość i że kiedyś będą cytować.. a ja .. a ja wtedy powiem: a ja JĄ znam! HA! znam! prawie osobiście. A może powiem „osobiście” tego bardzo sobie życzę. Wzruszona taka jestem, że na uśmiech mnie nawet nie stać. Całuję mocno was. Tosia ma tak cudowną mamę że słów brak…

    Odpowiedz
    • Maryś says:

      Wyjęłaś mi to z ust, tyle bym chciała napisać 🙂
      Ale… Niech się tak nie puszy w pióra i niech dalej idzie prosto z głową uniesioną do góry, bo jak ją temi komplementami załaskoczemy to nam tu na laurach spocznie i piórem zamacha 🙂
      No żartuję, ale WIEM, czuję to, że poznasz czuję to przez skórę jak NIC :)))))))))

      Odpowiedz
    • julia says:

      druga sie znalazła!! mieszasz wazową w uczuciach!! przecież ja z Wami żyć nie moge, bo potem mój Adaś leje z babskiego świata 🙂 że my se takie komentarze 🙂 ale powiem Ci, że to moje pisanie to jest nic, kompletnie nic do tego czym Ty żeś tu nam pojechała w tym komencie :)) love!!

      Odpowiedz
  16. Magda says:

    nic już nie jest takie samo…..z domu nie wyjdziemy ot tak po prostu, bo trzeba wózek zabrać, butelki, pieluchy, zabawki……i znajomi nie rozumieją, że nie da się przyjść na spotkanie dokładnie na 15:00 bo dziecko spało, jadło albo robiło kupkę przed wyjściem….. i że nie zostaniemy u nich, mimo miłego wieczoru przy winie, do 2 w nocy jak kiedyś, bo trzeba wykąpać, nakarmić, położyć spać….nic już nie jest takie samo bo codziennie rano budzisz się i widzisz słodki uśmiech, który wynagradza wszystko…..

    Odpowiedz
    • Magda says:

      A te cudne gwiazdki z lozeczka to gdzie mozna kupic? 😉

      Odpowiedz
    • julia says:

      te biutelki, spanie, kapanie… o tak… choc ja staram się szukac złotego środka.. chce żeby miała swój rytuał, a z drugiej strony czasami sobie pozwalam by zasnęła o 22ej w aucie gdy wracamy od znajomych… ale wiadomo, że to sporadycznie… nic już nie jest takie samo… ale wynagradza, to prawda, jak wyskakuje zza kufra i woła akuku!

      Odpowiedz
  17. m z b with love says:

    Scandiloft, piękny pomysł i pięknie zrealizowany! U nas również stoi kontenerek z buteleczkami, na urodzinach dzieciaki przez słomki piły z nich soki:) No i fajnie, że lampeczkę pokazałaś, ja miałam dylemat czy muchomora czy królika kupić, ale ten drugi jest chyba bardziej przyjazny…Pozdrawiamy ciepło!

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak, teraz jest szał na te buteleczki z kolorowymi słomkami, a i wcale sie nie dziwie, słodkie ta takie… zastanawiam się tylko, skąd Ty Monia wiesz o tych wszystkich sklepach bez Fejsa? i my pozdrawiamy :*

      Odpowiedz
  18. czaria says:

    cudny sklep. Te materiałowe taśmy klejące do dekoracji. Już zapowiedziałam Tomkowi, że jak będziemy mieli kiedyś dom, to on będzie miał duży garaż, a ja obok swój mały pokoik – pracownię w której będą robić moje cudeńka.

    Odpowiedz
  19. Kaa says:

    Lubie tu przychodzic i cieszyc oczy cudnymi zdjeciami, cieplym domem i slowami mamowymi… Bo choc czesto inne sa zupelnie niz moje mysli nieuczesane, maja w sobie tyle magii a zarazem autentycznosci, ze nie mozna obok nich przejsc obojetnie.

    Ja bardzo szybko wrocilam do pracy, ale stopniowo… najpierw na dwie godzinki w weekendy, potem powolutku juz na caly nauczycielski etat. Wrocilam, bo kocham swoja prace i moje przyszywane dzieciaki, bo potrzebowalam miec tez kawalek swiata tylko dla siebie. Wrocilam, zeby jak najwiecej czasu z KoCorka mogl byc Tata:) Bo smutno patrzec, kiedy dziaciaki widuja Tate wieczorem tylko, albo w weekendy. I wiecie, kiedy Pola jest z babciami, w p-kolu (a wczesniej zlobku), czasem przyplatuja sie mysli, czy aby wszytsko jest ok… Ale NIGDY kiedy moj dream team jest razem! Bo wiem, ze przez ten czas, kiedy sie wymienialismy (malzon wracal z pracy, a ja bieglam na popoludniowe kursy) oni stworzyli taka wiez, ze zawsze sobie poradza. I znaja sie jak lyse konie, bo wiele godzin codziennosci spedzili tylko razem, kiedy ja spelnialam inaczej swoje mamowe ja.

    Po prostu cudnie jest, kiedy ma sie wybor i gdy w sercu radosc, ze jest tak jak sobie wymarzylysmy. Czego wszystkim serdecznie zycze!

    Odpowiedz
  20. paula says:

    Kiedy na świat przychodzi Dziecko wszystko się zmienia… ale nie wokół nas ale w nas. Inaczej się na pewne rzeczy patrzy, inaczej robi, jakiś taki spokój, wrażliwość większa i cierpliwość przychodzi. Dziecko uczy nas wszystkiego od początku, tak jakbyśmy się na nowo na tym świecie pojawiły. To prawda też, że myśli wciąż biegają wokół tego Skarba co by go najlepiej do kieszeni schować i cały czas mieć przy sobie 🙂 Zawsze będąc z dala od Li będę tęsknić i myśleć i zastanawiać się. Nigdy nie żyłam w przeświadczeniu jednak, że pojawienie się na świecie Li zmieni mnie o 180 stopni. Bardzo szybko po porodzie zaczęłam po prostu wychodzić z domu, spotykać się koleżankami, buszować po sklepach jak dawniej. Uwielbiam i kocham moją Córkę ponad wszystko i dni spędzane z Nią są mi najdroższe na świecie, ale ja takim typem jestem co potrzebuje skrawka tego świata tylko dla siebie. Z pracy wracał mąż, jedliśmy wspólnie obiad a potem najnormalniej w świecie ubierałam się i wychodziłam na chwilę, na godzinę, dwie, kilka, zmienić otoczenie, przewietrzyć głowę, zatęsknić. Przy kilku pierwszych wyjściach zostawiałam J. z dłuuugą listą przykazań – a to co i kiedy do jedzenia, a to w co ubrać, a to jak położyć, setki wskazówek. On cierpliwie zniósł dwa takie moje wyjścia z przykazaniami. Jednak za trzecim powiedział „jestem jej tatą, nie pozwolę zrobić jej krzywdy, idź i nie martw się”. Zamilkłam, zamilkłam, bo wiedziałam, ze ma rację. Od tamtej pory myślę, ale nie zachodzę w głowę czy najedzona, wyspana, ubrana, nie dzwonię. Jestem zwyczajnie o to spokojna. Mała zostaje przecież z Tatą, który świata poza nią nie widzi i kocha bezgranicznie. Wracam do domu i zastaję ich dwoje chichrających się bez opamiętania… To jest ich czas, ich chwile. To czas kiedy rodzi się między nimi nierozerwalna więź, która zaprocentuje kiedyś w życiu ich obojga. Nie pika mnie tez w serduchu z zazdrości, bo my obie też mamy swój czas, którym z nikim się nie dzielimy.
    Za miesiąc wracam do pracy. Do pracy za którą tęsknię, w której się realizuję. To mój wybór, nie muszę, ale chcę. Szanuję jednak inne wybory i Mamy, które zostają z dziećmi, które realizują się poprzez w ten a nie inny sposób. Jestem przekonana, że każdy wybór podkreślam wybór kobiety musi być zgodny z jej sercem, sumieniem, przekonaniem, bo inaczej wprowadzi on w życie całej rodziny a zwłaszcza dziecka ogromne niepotrzebne zamieszanie i negatywne emocje.
    I znów się rozpisałam… a miałam kilka słów wystukać o tym jak mi tu dobrze i jak bym tam mogła razem z Wami przy tym stole pod tym cudownym oknem zasiąść i herbatę z wielkiego kubka wypić i nawet nic nie mówić a tylko upajać się miejscem i towarzystwem. Z domu rodzinnego wyniosłam, że najważniejszym miejscem w domu jest stół przy którym wspólnie się je, rozmawia, żyje. Ja nawet mimo własnego pokoju, czytałam, malowałam paznokcie, lekcje zawsze odrabiałam przy kuchennym stole. tam mi było dobrze i bezpiecznie. Teraz nie mam takiej kuchni, ale stół mam i staram się aby życie wokół niego krążyło. I wiesz Julia ja jestem taka, ja to nazywam „sensoryczna” okropnie. To znaczy wyobraźnia u mnie szaleje i jak na coś patrzę to wszystkie zmysły mi pracują. I wiesz jak oglądam Twoje zdjęcia, zdjęcia Twojego Domu to czuje jak w nim ciepło, jak pachnie, jak otula mnie ta domowość ta przytulność….

    Odpowiedz
  21. Paula W ! :) says:

    ścisam Julia!:)
    nie mam czasu nawet by odpisać,ale byłam przeczytałam jednym tchem,jak zwykle!!!
    Kochana Ty pięknie piszesz,uwielbiam Cię no!
    kisss lece do Polandii:)

    Odpowiedz
  22. ida says:

    oj, oj wzruszyłam się!!
    i eh, mam podobnie.
    ale nie zamieniłabym się z nikim 😉
    pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz
  23. Aga says:

    Jezuuu, Jula! Ja o tylu rzeczach nie pamiętam. JA! A co dopiero inni… 🙁

    Odpowiedz
  24. andzia... says:

    To zdjęcie Waszej kuchni uwielbiam. Mogłabym na nie patrzeć godzinami. Zrobiłabym sobie taką ogromną odbitkę, żeby do swojej kuchni ją wstawić. Przy tym oknie jest najlepsza kawa na świecie, najgłupsze żarty, najcieplejsze spojrzenia, najpyszniejsza bułka z masłem, najpiękniejsze marzenia, najbardziej niekrępujące milczenie, najbardziej szczere rozmowy. dziękuję!
    <3 buziak dla Antosi!

    Odpowiedz
  25. Agnieszka says:

    no totalnie, kompletnie opisujesz to co ja czasami myślę:) I też głowę zaprząta czy krem na buzię przed spacerem położony i czy kasza zjedzona czy był bunt:)Mam to szczęście, ze moja praca pochłania mnie przez kilka godzin kilka dni w tygodniu, nie wyobrażam sobie etatu i ośmiu godzin non stop bez córki, a przecież dużo mam wokół mnie w ten sposób pracuje.Więc chwytam zachłannie te wszystkie chwile z córką, póki jestem dla niej całym światem:)
    a Twój blog uwielbiam i inspiracje które za każdym razem przemycasz:)

    Odpowiedz
  26. Ewa says:

    Czary- mary.. wspaniały klimat gdy zima za oknem. Czarownica z Ciebie jest i tyle!! Brawo

    Odpowiedz
  27. Oj znam i ja ten bieg. Mój. Ukochany. Kiedy umysł pracuje na wspaniałych super wysokich obrotach. I cudnie jest. Od niedawna znów to poczułam, a przy tej okazji i drugie dno się pojawiło. Dno, którego wcześniej nie było, że z maleństwem mym bym teraz chciała…Że ucieka mi chwila każda malutka, a jakże cenna…Ściskam Cię zatem w biegu, acz cieplutko;-*

    Odpowiedz
    • julia says:

      Niestety takie życie, że wszystkiego połączyć się nie da.. tak by w pełni nas satysfakcjonowało.. trzea jaiegoś złotego środka szukać. Ja tak mam, że jak Antka jedzie do Babci to na 100% poświęcam się pracy a jak jest ze mną to nie otwieram laptopa nawet na sekundę, chyba , że śpi.. no ale wtedy obiad 🙂 i tak ciągle coś 🙂 i ja ściskam mocno.

      Odpowiedz
  28. Paulina says:

    Aaaa! Dopiero teraz się zorientowałam, oświeciło mnie, powiedziałabym, że te literki to stemple! Dziękuję!! Lenka uczy się literek, rewelacyjny prezent!

    Odpowiedz
  29. Asia says:

    Czytam i myślę, że mam dokładnie tak samo 😀 Kiedy wraca mój mąż, a ja ochoczo wychodzę do sklepu, (bo teraz to ogromna dla mnie przyjemność)to już za progiem zamiast o zakupach myśleć,zastanawiam się: czy woda na mleczko wstawiona, czy sprawdzi, kiedy się posika i czy odpowiednie ubranko założy, gdy te mój skarb zamoczy… I nie ma mowy o zakupach, gdy lista nie zrobiona, a nawet jak zrobiona, to czasami przez te myśli zapomnę przecież na nią spojrzeć…:D Wszystko się zmienia, bo kiedy pytają co słychać, odpowiadam: Z Kubusiem wszystko w porządku, coraz lepiej… bo świata już poza nim nie mam, a przynajmniej na razie nie widzę…
    W marcu wracam do pracy,Kuba będzie miał prawie 7 miesięcy i boję się straszliwie, ale zostawiam go pod dobrą opieką, więc powód powrotu do pracy nie jest tu ważny – co by nie rozpętać lawiny komentarzy :p
    Pozdrawiam Cię Julio ciepło 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      tak, cokolwiek by się nie napisało i powód nie podało to będą zwolennicy jak i przeciwnicy 🙂 ważne żeby robić zgodnie z samym sobą i nie czynić innym krzywdy.. Uspokoje Cię, że z wiekiem dziecka to martwienie jest mniejsze gdy zostawiasz je z tymi samymi ludźmi.. Oni się już troszkę nauczą, a i dziecko przyzwyczai.. Np u mojej Teściowej Tosi jest najlepiej na świecie.. bawią się, wygłupiają, dostaje pyszny obiadek, spacerują, przewijana ciągle itp… Więc to martwienie już jest mniejsze niż gdy na początku tam zostawała.. a i tak jest tylko raz lu dwa razy w tygodniu..
      buźka 🙂

      Odpowiedz
  30. Beata says:

    Hmmm, wszystko ładnie i słodko….ale jak się temu przyjrzeć, wczytać to wszędzie jest tu lokowanie produktu, ubrane w słowa, ozdobione dobrym zdjęciem, czasami lepszym niż w rzeczywistości opisywany produkt. Niby wszystko przypadkiem ale przecież taki była zamysł tej strony? Identycznie jak w http://bleubirdvintage.typepad.com/blog/
    …taki sposób na życie. Wcale nie potępiam ale to już nie jest spontan tylko komercja. Byłam zachwycona ale już nie wiem, przecież każdy chce „coś” mieć jak tyle się poświęca i oddaje innym siebie.

    pozdrawiam
    Beata

    Odpowiedz
    • julia says:

      Porównanie mojego bloga do bleubird to jeden z najwspanialszych komplementów w moim życiu! Dziękuję!
      Co do reszty… Mam Ci odpisać? bo trochę ręce mi opadły…

      Odpowiedz
  31. Beata says:

    Nie, nie odpisuj i nie publikuj. Stań proszę obok i poczytaj siebie. Przyznam, że bardzo sugestywnie reklamujesz- opisujesz, bo od kiedy „Ciebie” czytam kupiłam kilka rzeczy, o których właśnie pisałaś. Więc sama sobie odpowiedz….to blog,czy zgrabne lokowanie produktu, gratyfikowane oczywiście. Nie obraź się. Poza tym, blog bardzo estetyczny, poruszane tematy przydatne, ale… no właśnie dużo tu reklamy firm, marek, sklepów, które delikatnie proszą o barter. Aż razi. Niech ręcę nie opadają. Tak to wygląda. Sama nie piszę bloga i nie mam zamiaru dzielić się moją prywatnością więc nie jestem zazdrosną konkurencją. Ciebie nie potępiam wręcz przeciwnie podziwiam estetykę i wrażliwość. Tyle moich uwag.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  32. Sylwia says:

    I ja tez skusiłam sie na stempelki i etykiety. Fajna sprawa

    Odpowiedz
  33. gosia says:

    Jestem niezmiennie od pierwszych przeczytanych słów zachwycona Twoim blogiem. Rewelacyjne opisy z życia mamy, fotki pierwsza klasa.Miło też wiedzieć, że są też mamy, które oglądając film zamiast odpocząć kiedy dziecko śpi sprawdzają po stokroć co u niego:)uwielbiam być w domu z synkiem. Tak szczerze to zazdroszczę odrobinkę Tobie tego bloga, świetny pomysł na połączenia macierzyństwa z realizowaniem zawodowym- bo to w końcu praca taki blog prowadzić.Chciałabym znaleźć równie inspirujący pomysł…i uwielbiam być „kurą domową” 🙂 pozdrawiam

    Odpowiedz
    • julia says:

      To są takie komentarze co je bardzo długo pamiętam. i czytam kilka razy..
      Bo cieszy, że Ktoś widzi takie rzeczy jakby „niewidzialne”.. że to jest jakby praca. Ja kocham tego bloga prowadzić nad życie. Spełniam się, cieszy mnie każde słowo od Was – właśnie takie. Ale to też dużo pracy. koło 13 godzin tygodniowo. tak na oko 🙂
      to jest przyjemność a nie żaden obowiązek ale jednak jest.. tym bardziej, że chce byc systematyczna w tym co robię.
      Ale to prawda, że to fajne połączenie macierzyństwa i spełnienia.. takiego bycia kurą domową i otwieraniem sobie okien na świat…
      Polecam…
      Dziękuję bardzo za te słowa..

      Odpowiedz
      • gosia says:

        🙂 a ten teks, że kiedy rodzisz dziecko nic już nie jest takie samo- nie wiem normalnie,aż mnie dreszcze przeszły bo to tak jakbyś opisała moje odczucia i myśli:)W sumie zresztą nie tylko ten. Dopinguję, wytrwałości życzę i masz kolejną stałą czytelniczkę w mojej skromnej osobie. Mojej siostrze też podsunęłam Twój pamiętnik- za 2 miesiące spodziewa się córeczki 🙂

        Odpowiedz

Zostaw komentarz.