osiągnięcia i oczekiwania.

Opieram się biodrem o blat i piję kawę.
Muszę już do cholery przestać je pić lub ograniczyć ich ilość, gdyż zdecydowanie mi nie służą.
Jestem w stanie wyobrazić sobie wyjście z każdego nałogu,ale z kawy..?!
Ta myśl ściąga mnie rano z łóżka.. Pozwala z jako takim entuzjazmem otworzyć oczy, zejść po omacku na dół i nacisnąć przycisk.
Już ten charakterystyczny dźwięk mielonej kawy pozwala na uwolnienie endorfin, które są niezbędnym fundamentem szczęśliwej codzienności i w miarę znośnej matki czy żony..
Opieram się tym biodrem, piję. Smakuję i wciąż cieszy tak samo. O każdej porze dnia.
Dostaję wtedy wiadomość. Szesnasta czterdzieści pięć.
„Postanowiłam, że skoro nic nie udało mi się w tym życiu osiągnąć, to chociaż schudnę.”
Odłożyłam ten telefon dając sobie chwilę na przeanalizowanie tej informacji. Bo choć prosta w przekazie, nie tak już oczywista..
O szesnastej pięćdziesiąt cztery odpisałam Jej – „A co to jest osiągnąć coś?”
Tak krótko zapytałam, a pomyślałam sobie, że świat dziś oszalał.
Wszyscy chcą osiągać. Można powiedzieć, że człowieka ocenia się dziś i szanuje po Jego osiągnięciach.
Im więcej osiągnięć, tym niżej należałoby się kłaniać. To nic, że czasami skurwysyn w kościach tkwi, osiągnął i już. Naród pokłony w pas.
Tym bardziej, skoro istnieje możliwość obserwowania wszystkich ludzi wokół, a nie tylko sąsiadów to wydaje nam się, że osiągają wszyscy.
Człowiek się rodzi różny. I nie musi być pełen sukcesów i dokonań.
Ach, czy w ostatecznym rozliczeniu często ten bez osiągnięć, nie okazuje się tym co szczęśliwiej i bardziej dokonał swego żywota?
Prawdą jest, że gdyby nie Ci z pasją, nie cieszylibyśmy się dziś światłem, rozmową na odległość, koleją wąskotorową…
Jednakże ten który tego dokonuje, rodzi się po części z taką misją. Robi i się nie zastanawia.
Wydaje nam się, że tylko wtedy życie coś warte, gdy wielkiego dokona i w wielki dzwon uderzy, a dźwięk do każdego dotrze..
A ono wcale warte więcej nie jest. Jest zaledwie tylko inne.
Powiadają, że ludzi można podzielić tylko na dwie grupy. Że podział na poglądy polityczne, religijne, kulturowe, narodowościowe i względem wykształcenia są nic nie warte.
Że człowieka można podzielić tylko na tego który dobry i który zły jest.
Zatem osiągnięciem największym tego życia jest być po prostu dobrym człowiekiem.
I myślę, że to jest najtrudniejsze i największe osiągnięcie.
Ale jak już kto co zrobi, to ten pęd… żeby nie zaprzestać. Żeby osiągnąć więcej i więcej..
A czasy takie, że obojętnie ile osiągniesz, zostanie szybko zapomniane.
Żyjemy w świecie błyskawicznych informacji. Coraz więcej jesteśmy bodźcowani. Z każdej ze stron.
Człowiek już dziś nie ma wytchnienia. Musi być na bieżąco i uzależnia się każdego dnia coraz mocniej.
Od intensywności swojego życia. Od poczucia przynależności do bycia kimś, bycia widzianym, dostrzeżonym, pochwalonym.

„Ile ludzi robiłoby dziś to co robi, gdyby nie istniała możliwość pochwalenia się tym?” – zapytała kiedyś moja Mama, która nie posiada facebooka, instagrama i ma problem z przesłaniem zdjęcia w nowym swoim telefonie…
Jeżeli bywa, że ten cały świat „pokazywania” Kogoś naprawdę czyni szczęśliwym (ale tak naprawdę, nie z udawaniem nawet przed sobą samym), bywa, że jest czyjąś pracą, informacją dla rodziny, zapiskiem wspomnień..  Jeżeli jest tak, że Kogoś to nie uwiera, nie boli, nie drąży jego kompleksów, nie istnieje dla podniesienia samooceny to przecież dla ludzi jest..
Jeżeli jednak żyłbyś inaczej, to zacznij żyć..
Nie osiągaj na siłę, bo świat osiąga…
Żyj swoim tempem, swoimi potrzebami.. Żeby nie okazało się, że życie się skończy, a ty nie miałeś czasu żyć, bo życie swoje żyłeś pod oklaski świata internetu, czy oczekiwań osiągnięć dzisiejszej społeczności..

Czasami się zapomnę. Bardzo się wtedy nie lubię.
Jak ostatnio gdy postanowiliśmy zmienić auta na nowsze.
Poszukiwań było wiele. Nawet ku zaskoczeniu przed sobą samą, szukałam nowych aut w salonach. Ba! Już nawet byliśmy mocno zdecydowani, kiedy usiadłam i mówię do męża..
Po co? Po co mi nowe auto? Świat konsumpcjonizmu nas pochłonął. Całkowicie.
To, które mam jest duże jak lubię. Ma wielki silnik jak lubię. Grzeje i chłodzi. Muzyka gra.
Odpowiedź była prosta, jakiś nieuzasadniony pęd oczekiwań społeczeństwa, pęd za kolejnym, lepszym…

Pamiętam sklep na Floriańskiej. W Krakowie. Rok 1999.
Na wystawie sklepu Orsay wisiały fioletowe spodnie. Sztruksowe dzwony. Ale ten dzwon na dole był nie byle jaki! Wielki, szeroki taki. Kosztowały 169 zł. Po kilku tygodniach chodzenia tam i mierzenia przyszedł dzień zakupu.
Przez dokładnie rok prałam je w środy i soboty. Kładłam w nocy na żeberkowy kaloryfer by do rana wyschły. Na górę miałam różnie. Pamiętam czerwony sweter, koszulę, kurtkę taką też wyczekaną z New Yorkera.
Buty HD zawsze. Te spodnie, przez cały rok i długie późniejsze lata, cieszyły mnie tak samo za każdym razem gdy je zakładałam.
Dziś mam niezliczoną ilość spodni, sukienek. Wszystkie cieszą tylko w chwili zakupu.
Świat oszalał. A ja marzę a żeby już nie brnąć w to szaleństwo bardziej.
Wszyscy chcą osiągać. Finansowo, artystycznie, w statystykach..
Im więcej mamy, to tak naprawdę mamy o wiele mniej.
Świat idzie w bardzo złym kierunku… Wszechobecnej presji osiągnięć.
A człowiek dla siebie musi osiągać. Nie dla poklasku czy presji społeczeństwa. Bo wypada przecież coś w życiu osiągnąć.
Jedno z moich ulubionych kont na instagramie to „magdallife”.
Nie ma na zdjęciach filtrów, ustawionych kaw. Jest życie.
Jest film jak się rodzi mała kózka. Jak sprzedają ryby przed świętami. Jak ciągle te kaczory gonią kury.
Ile jajek dziś się udało zebrać. Co zakwitło. Faworków pełen kosz i Wigilia na sianie w stajni.
I te filtry, kawy, osiągnięcia medialne, to wszystko jest piękne! Bywa piękne! To jest sztuka, zdolności, talenty… Ale ja osobiście wolę jak Oni tam tym podbierakiem karpia łowią..
Do takiego świata mi bliżej..
I jak Komu jest do czego innego bliżej niż świat oczekuje, to niech idzie swoją drogą.
Niech za osiągnięcie ma, że się nie zdenerwował dziś, że upatrzył radość w czymś, w czym inny czasu nie miał upatrzeć..

Zanurzam usta w kolejnym łyku kawy i dostaję od Niej wiadomość
„Pojechałam dziś do pracy autobusem i uśmiechałam się do siebie jak głupia. Jaka to jest wolność jechać tym autobusem, a potem spacerem przez miasto do pracy, zwłaszcza jak pogoda ładna.”
(Dodam, że Ona nie ma internetu w telefonie, gdy nie ma WI-FI, zatem nie skrolowała w autobusie).
Myślę sobie, że największe osiągnięcie to nie zgubić radości życia, cokolwiek się robi.
Jak się zgubi to odszukać, jak się ma to pielęgnować.
I z potrzeby swojej duszy, nie ulotnego nam świata i jakże bardziej ulotnego internetu..

Na szczęście wolno piję kawę i zostało mi jeszcze kilka łyków,
gdy dołączyłam do planszowej gry z dziećmi..
Odłożyłam telefon.

Napisz komentarz...
  1. Anka says:

    Dziękuję Ci Kochana za mądrość, refleksyjność, dystans, za to, że właściwą miarę przykładasz…że nie szukasz poklasku ,że zwyczajnością się cieszysz i zarażasz takim cudnym entuzjazmem codzienności…To takie ważne w tym szaleńczym, dziwnym, pokręconym , ale przecież ciągle najpiękniejszym ze światów…

    Odpowiedz
  2. Natalia says:

    Kiedy czytałam ten post to moja roczna córeczka wzięła malutką laleczkę i przykryła kawałkiem materiału jak mamusia:)I to jest piękne i to jest właśnie osiągnięcie- ona uczy się codziennie czegoś nowego, a ja razem z NIą cieszę się z tych osiągnięć. I sama ciągle ganię się za ten mój konsumpcjonizm i go sama stopuję, bo nie chcę tak i już. Ale jednocześnie nie odmawiam sobie przyjemności, ale staram się trzymać to wszystko w ryzach, moich ryzach oczywiście;) Teraz szukam nowej pracy, bo do starej nie chcę wracać- nie do tej złej energii i tych frustracji jakie czułam przed zajście w ciąże z drugim dzieckiem. Teraz szukam czegoś co da mi spokój, teraz tego potrzebuję. I to będzie moim osiągnięciem jak uda się znaleźć:)pozdrawiam Julka i niecierpliwie czekam na zamówione sukienki- to te moje małe przyjemności:)

    Odpowiedz
  3. Gonia says:

    To słowa dziś dla mnie. Dziękuję.

    Odpowiedz
  4. marta says:

    Bo ja moją 16 letnią Hondą jeszcze parę lat jeździć będę, bo lubię bardzo i gdzieś mam, czy komuś się widzi czy nie… I na IG taki piękny kubek mi się uwidział, ale jak 20 zdjęcie z tym kubkiem i dzień w dzień ta kawa u 10 osoby, to czuję że czas marnuję i odkładam… Bo dziecko mnie czasem na ziemię sprowadza, gdy najlepsza zabawa to rzucanie w przyjaciółkę koszulką od taty co do prania była przeznaczona… 2 godziny dzieci nie ma.. i szczęśliwe są i cieszą się jak wariaty… Wtedy lubię to proste życie najbardziej…

    Odpowiedz
  5. jdzia says:

    „I jak Komu jest do czego innego bliżej niż świat oczekuje, to niech idzie swoją drogą.”

    A to, to ja sobie chyba wydrukuję i powieszę gdzieś na naszych 40 metrach. I jak jeszcze raz, w jakiejś sytuacji pomyślę: nie rób tak, przecież nikt tak nie robi, to po co się wypuszczać.., to mam nadzieję, że sobie zaraz to zdanie przypomnę.

    Mam w głowie takie jedno wspomnienie, albo dwa. Pierwsze, to jak poszłam do kościoła na popołudniową mszę w środku tygodnia i założyłam długą spódnicę z falbanami, chustkę na głowę i cygańskie kolczyki, a drugie jak miałam może 14 lat i potargałam spodnie żyletką, a na podkoszulek zarzuciłam zieloną skórę znalezioną na strychu, z zamkami przy rękawach… (co ja bym dała, żeby ją teraz znaleźć!). Wszystko to działo się w podkrakowskiej wsi, a ja to uczucie zapamiętałam jako największe wyzwolenie, jako manifest mojej wolności i buntu.

    Teraz mam 28 lat, nie noszę cygańskich spódnic bo mąż mnie wyśmieje i tęsknię za byciem tą dziewczyną.. To chyba smutne, co?

    Odpowiedz
  6. Monika says:

    Julka, jak pięknie to napisałaś… Pamiętam jak na fb w podziękowaniu za urodzinowe życzenia napisałam, że moje największe marzenia się spełniły (mam cudownego męża, dwójkę zdrowych kochanych dzieci, właśnie wprowadziliśmy się do nowego domu i choć sporo w nim brakuje to nic, to nareszcie nasz dom i widzę jak dzieci go uwielbiają) choć inne też są. I napisał ktoś, że nie wolno nam przystanąć, że trzeba stale się rozwijać. A właściwie dlaczego? ja chcę przystanąć, i bardzo chciałabym żeby mój mąż też przystanął, i choć On chce, to jest zbyt obowiązkowy i mu ciężko i muszę nad tym popracować, żeby potrafił. Bo ja potrafię. I biorąc przykład z Ciebie, to już po raz drugi w poście mam post od social media. Strony odwiedzam, ale te które potrzebuję. I wiesz co, tak mi dobrze bez tych facebookow i instagrama. Taki inny wieczór. Taka inna muzyka w korkach. Nie wiem, czy nie zlikwiduję kont. Nie muszę się pokazywać, choć łechta to naszą próżność… Jestem szczęśliwa, ale bywam też zła, wkurzona i smutna. Masz rację! Świat zwariował! Wszystko idzie nie w tym kierunku. Teraz pragnę więcej wspólnego czasu i świat chciałabym dzieciom pokazać. I Polskę zjechać z nimi. Radować się tak po prostu…. Dziękuję Ci za ten wpis Jula.

    Odpowiedz
  7. Magda says:

    Kupiłam w lumpach piękna, dluga, jeansowa spódnicę, z guzikami od góry do dołu. I nie noszę, bo krzywo patrzą choć ona mi się właśnie z wolnością kojarzy. Pasują do niej stare sandały ze skóry i marzę żeby tak pochodzić po łące. Bo tak lubię, ale całą radość odbierają komentarze innych. Choć dorosła jestem to bardzo mnie to dotyka, rezygnuję z tej przyjemności, bo mi tą radość słowami zabierają. Też mi sie tak teraz przypomniało jak mróz szczypie w policzki.

    Odpowiedz
  8. Ania says:

    Jula czytam Cię już parę lat, ale komentarz zostawiam chyba po raz pierwszy. Jakież to wszystko prawdziwe. Ten pęd mnie przeraża. To, że dopiero pakowaliśmy walizki na wczasy, a już za chwilę Wielkanoc. Ja też niby COŚ osiągnęłam. Pędziłam tak szybko, że dzień z nocą mi się zlewał, aż pewnego dnia usłyszalam: ” To nowotwór, chłoniak”. Była masa łez i pretensje dlaczego ja? Dwoje dzieci w domu. Dziewczynki 5 i 10 lat. Potem już tylko jedno w glawie: Kto młodszej komunię zrobi? Kto je będzie pocieszał i tulił jak świat im się zawali? Do kogo będą dzwonić gdy problemy trapić je będą? Minęła operacja i rehabilitacja. Po 5 miesiącach wróciłam do pracy. I dzisiaj znów pędzę. Kiedy czytałam ten post miałam gulę w gardle. Kiedy przeczytałam o planszówce – poplakalam się, bo ja znów nie mam czasu. I kawę piję szybko.
    Ściskam Cię Jula.

    Odpowiedz
  9. scohowa says:

    Też lubię magdallife. Nawet bardzo.

    Odpowiedz
  10. Dagmara says:

    Ja też się czasem zapominam… A potem patrzę na kolejny krem w łazienkowej szafce, który z biedą dał się tam jeszcze upchnąć, i myślę: bez sensu, po co mi kolejny krem, do końca życia ich nie zużyję. Krem to oczywiście pikuś. Ale chodzi o sam mechanizm myślenia i działania. Daliśmy sobie wmówić, że rzeczy materialne mogą nas uszczęśliwić. Że zamożność, luksus, sukces to wyznaczniki udanego życia. A mnie się tak czasem marzy, by zamieszkać z jakimś afrykańskim czy indiańskim plemieniem i żyć najprościej jak się da i nie pragnąć niczego ponad to, co do życia niezbędne – wody, słońca, snu, prostego posiłku i prostej fizycznej pracy. Tak, to prawda, że najważniejsze w życiu to być dobrym/przyzwoitym człowiekiem. Bez względu na wszystko. Ale do takiej prawdy człowiek czasem dorasta za późno. Dziękuję, Juliś, za ten post! Zawsze przywracasz mi właściwą perspektywę patrzenia na życie.

    Odpowiedz
    • Jasmina says:

      To jesteśmy we dwie w tej Afryce! 😉
      Bo mi się takie życie marzyło przez lata całe..
      A tu w tym świecie maraton jakiś…
      Często sobie mówię „Ej, zatrzymaj się i ŻYJ!”
      Pozdrawiam,
      J.

      Odpowiedz
  11. Justyna says:

    Dobrze tak mieć z kimś po drodze. Rzadkie to uczucie a tak sercu miłe…

    Odpowiedz
  12. jo!a. says:

    Dla każdego człowieka co innego jest osiagnieciem. Jednemu kariera, drugiemu rodzina, a sztuką jest w każdej dziedzinie spełniać się i być szczęśliwym. A w tym pędzie o najważniejszych rzeczach zapominamy, o tych najdrobniejszych.
    Jak zwykle piękny post.
    😚

    Odpowiedz
  13. Iwona says:

    Jula trafiłaś w sedno! Ja ostatnio dużo rozmyslalam na temat paradoksu wyboru, przepychu, dążeniu do coraz lepszego, nowszego,ladniejszego. I szczerze mówiąc wkurza mnie to co się dzieje. Że jest wszystkiego pełno, karmimy się dobrobytem. Zamiast cieszyć sie tym co mamy i korzystać z darów natury, dostrzegać jej piekno to ciągle gonimy. Kupujemy Zuzywamy, wyzucamy wymieniamy i tak nagminnie w kółko z chwilową satysfakcją. czas się zatrzymać- dostrzec ze swiat wariuje że to jest nam narzucane i wpadamy w sidła marketingowe. Szukajmy swojej drogi nawet jak ma być zupelnie odmienna, bo to nasza droga jedyna niepowtarzalna!

    Odpowiedz
  14. Kasia says:

    Jeździłam maluchem do 8 miesiąca ciąży – tylko ze względu na synka zmieniliśmy samochód na bezpieczniejszy. Nie ma mnie na Facebooku, Twitterze czy Insta. Nie potrzebuję tego dla siebie, naprawdę. Koleżanka ma firmę, narzeka bardzo, że Facebook to wymóg, a ona już nie ma prywatności. Współczuję jej, rozumiem, że w przypadku własnej działalności chyba trzeba jak najwięcej „bywać”, dziś nie w sensie salonowym, lecz internetowym… Komórkę mam odkąd synek poszedł do ludzi, tj. przedszkole, szkoła. Bo gdyby coś się działo… a ja często w terenie pracuję, przemieszczam się – nie znaleziono by mnie. Ale do zeszłego roku miałam komórkę kilkunastoletnią, po szwagrze, zresztą… budzącą – jak się okazało – zazdrość wśród widzących ją ludzi; mówili, że kultowa. A ja po prostu lubiłam ją, dzwonić można było, sms wysłać. Raz, gdy Tata był długo w szpitalu i nosiłam ją w kieszeni kurtki, by też i na ulicy usłyszeć od niego telefon, zapomniałam wyjąć ją i razem z kurtką przeszła ponaddwugodzinny cykl prania, razem ze wstępnym. Wysuszona działała nadal, nawet dźwięk był jakby czystszy:-). Niestety w końcu odmówiła posłuszeństwa. Od roku mam inną, też z przyciskami. Służbowy smartfon chcieli mi dać, ale się obroniłam. Mam aparacik z przyciskami, bez internetu. Dopóki smartfona nie potrzebuję – a na razie naprawdę nie potrzebuję, nie chcę. Telewizora nie mam, bo programów za dużo:-), a czasu za mało. Internet doceniam, tyle ciekawych rzeczy można przeczytać, mail wysłać, ze świetnej jakości zdjęciem zrobionym przed chwilą. Choć to nie to, co list w kopercie, na który niegdyś długo (bo kilka dni) się czekało, na pachnącej papeterii, z odręcznym pismem kogoś po drugiej stronie, z włożonym do środka zdjęciem, wywołanym, gdy skończono 36 klatek. Cóż. Czas płynie, postęp idzie. A osiągnięcia… Wytknięto mi, że powinnam być dyrektorem. Nie chciałabym za nic być dyrektorem. Naprawdę. Wiem, że ktoś musi, cieszę się, gdy różni znajomi awansują, ale nie ja na szczęście. Te osiągnięcia nie dla mnie. Syn, który przytula mnie mocno i mówi, że jestem najlepsza na świecie. Odkrycie nowego dla mnie, kolejnego rękodzieła, wymyślony własny przepis na ciasto czy sałatkę, która smakuje, czyjeś słowa, że ja swoimi słowami pomogłam i wiary dodałam. To są sukcesy i osiągnięcia, na których mi zależy. Ludzie czasem się trochę dziwią, że więcej nie chcę, ale co mi tam. A co ciekawe, z sympatią się odnoszą do tych (i innych) małych dziwactw. Niektórzy nawet zazdroszczą:-). Warto być sobą.

    Odpowiedz
  15. Monika says:

    „Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy za pieniądze, których nie mamy, żeby zaimponować ludziom, których nie lubimy”. A jak człowiek to zrozumie to o ile jest szczęśliwszy.. Ja po trosze dzięki Tobie Julcia. Za to dziękuję, że naprostowujesz mnie swoim pisaniem, przypominasz co ważne. Buziaki:*

    Odpowiedz
  16. Marlena1 says:

    Moja Babcia nic nie osiągnęła, nie miała hektarów, telewizora z milionem cali, samochodu nie miała, dziadek do Białej czy Pisza na rowerze jeździł.Świata nie widziała, i dla wielu dziś może za mało chciała.
    To dlaczego dokładnie pamiętam jej opowieści? Na niskim zydelku siedziała i obierając ziemniaki do zwykłej plastikowej miski mówiła tak, że my gęby rozdziawione w zachwycie mieliśmy.
    W co się ubierała? A co mnie to obchodziło, na zdjęciu gdy osiemnaście lat kończyłam stoi w swoim fartuszku, zawsze w kieszeni miała cukierki dla Nas ja lubiłam te białe, anyżowe.
    Nie będę pamiętała za lat kilka, jakim kto samochodem jeździł czy gdzie na wakacjach był, ale Babci prawdziwe życie będę w sobie pielęgnowała. My już też zmęczyliśmy się, zamykamy coraz częściej te niby okna na świat, a otwieramy realne, te na taras, drzwi rodziców, bramę na wsi. To jest ciężka robota, taka ogromna uważność, żeby nie popłynąć, o patrz ja już sobie marze o tym ekspresie, ja chcę tę kawę słyszeć jak się mieli.

    Odpowiedz
  17. B. says:

    „Za wszystko płacisz nie pieniedzmi, ale swoim czasem”.
    B.

    Odpowiedz
  18. jola says:

    no i dobrze że samochodu nowego nie kupiliście bo i po co 😉

    Odpowiedz
  19. Czuję że dzisiejszy tekst jest dla mnie. Strasznie ci dziękuję bo właśnie trzeba mi było takiego motywatora radości. Trzeba cieszyć się z małych rzeczy i odpuścić przede wszystkim sobie. A zapach kawy o poranku, jeszcze takim zimowym … bajka.

    Odpowiedz
  20. Marlena says:

    Przeczytałam post wczoraj w południe i nie mogę przestać nad nim rozmyślać.
    Tak się zdarzyło, że w przeciągu ostatnim dwóch tygodni byłam na pogrzebie mojego dziadka prostego człowieka mieszkającego całe życie na wsi i żony znanego kompozytora, tancerki ,która odeszła w sędziwym ponad 90 letnim wieku w zapomnieniu. Na pogrzebie dziadka dużo rodziny, sąsiadów, smutku ale pożegnania godnego. Na drugim garstka ludzi, mała kto łzę uronił. I to dobitnie pokazuje,że nie jest sukcesem świat zjechać, karierę zrobić, ale stworzyć rodzinę,mieć wokół siebie ludzi to najcenniejsze. Cieszę się,że za chwile podaruje mojemu synowi brata to najlepsze co mogę u dać.

    Odpowiedz
  21. renata says:

    Kawa, tez jej tyle nie potrzebuje, nie zawsze mi smakuje. ale złapałam się na tym, ze lubię rytuał jej parzenia. Wybrać filiżankę, nacisnąć guzik expresu, stoję i patrzę jak kapie i pięknie pachnie. powtórzę po Marku Niedzwieckim ”piję znowu mniej kawy.Lubię zapach,ale pic nie muszę. tylko dla smaku i zapachu”. Pozdrawiam bardzo mroźno.

    Odpowiedz
  22. W dzisiejszych czasach możemy kupić tak wiele…
    W niedzielę byłam w kinie z synem na filmie „Cudowny chłopak”, bo książka przeczytana więc chciał też i film zobaczyć… wzruszyliśmy się… bo był piękny, wart tego by go zobaczyć choć książkę polecam bardziej.
    Jako że kino jest w centrum handlowym to przeszliśmy się też po sklepach. Weszliśmy do croppa i przypomniały mi się te czasy kiedy to ja na kurtkę i spodnie z tego sklepu to tak zbierałam pieniądze, że aż spodnie wykupili i mogłam tylko kurtkę kupić i bluzkę w końcu zamiast spodni… tę kurtkę mimo, że już tyle to lat minęło mam cały czas… nie noszę już jej ale ona wciąż wisi i przeprowadza się z nami z miasta do miasta… Chodziłam w niej kilka sezonów i za każdym razem tak samo mnie cieszyła… i później przyszedł czas… w sumie nie wiem kiedy… że jakoś na każdy sezon nowa kurtka…a może najlepiej trzy a bo sportowa, a może jeszcze taka długa jakby płaszczyk i taka cieńsza jakby się cieplej trochę zrobiło… czy ja je wszystkie pamiętam i czy pamiętać będę?? raczej nie… ale tak jak Ty Julio te swoje dzwony z orsaya zapamiętasz tak ja tę moją kurtkę koloru khaki z wielkim kapturem i sztucznym futerkiem wokół…
    I w tym croppie znów tyle pięknych ubrań… taka piękna ta nowa kolekcja… to ja wyszłam stamtąd nie kupując nic i czy ja mniej szczęśliwa jestem…???

    Odpowiedz
  23. markdottir says:

    Julka, jak Ty potrafisz prostymi słowami do pionu ustawić. Dziękuję.
    Taki mam plan na jutro. Telefon odłożyć. To będzie osiągniecie. 🙂

    Odpowiedz
  24. Gosia O. says:

    Julio kochana, masz w zupelnosci racje.. Ciagle dazenie do czegos lepszego, drozszego , nowszego jest choroba naszej generacji. Tak naprawde do zycia jest nam potrzebna rodzina, fundament, oparcie. Bo wierz mi co ci z Tego nowego auta z salonu, gdy przyjdzie dziecko poraz kolejny w tym miesiacu do szpitala wiezc . Wtedy tylko rodziny, przyjaciol trzeba, co reke podadza, dziecko ze szkoly odbiora i obiad podadza. Mi z tym dobrobytem juz nie po drodze, nowe drogi wybralam , bo kazdemu inna droga dana i inny krzyz do niesienia. Jestem w domu z moimi dziecmi z wyboru… Czesto jestem pytana: ” No jak to, domu jestes z dziecmi ? A raz ktos mnie zapytal: ” A kim tak bys chcialabyc naprawde?”
    ” Ja chcialabym byc dobrym czlowiekiem”…. Tylko tyle, a moze az tak duzo.
    Serdecznie sciskam i marze cie kiedys spotkac..

    Odpowiedz
  25. Pau Tracz says:

    Pamiętam ten Orsay na Floriańskiej. Ja tam upolowałam super sweter z kapturem, który był potem podstawą większości licealnych stylówek

    Odpowiedz
  26. Joanna says:

    I znów mądrze i znów się zgadzam… A jak tak myślę o sobie, swoim życiu i postępowaniu to… tak robię jak piszesz, staram się, widzę w tym wartość. Czasem mam zapędy w inną stronę, ale to kwestia chwili. Pozdrawiam Cię serdecznie Julka.

    Odpowiedz
  27. Gabi says:

    Julio, och Julio. Mam ochote stanac pod Twym wyimaginowanym balkonem i wolac z podzieka w glosie za te slowa madre, co zaczepily sie mojej glowy i nie zdmuchnie ich byle podmuch. Ktore zakielkowaly na nowo na cmentarzu konsumpcjonizmu, ktory mam za domem. Jak cudnie zadumac sie nad tym co wazne, prawdziwie i bez poklasku.

    Odpowiedz
  28. Ewa says:

    Jak ktoś chce gonić za osiągnięciami to niech goni. To ja mam żyć tak żeby mnie było dobrze, z takiego wychodzę założenia. Każdy z nas ma własne priorytety. Szczęście jest moim. Chciałabym czas mieć na wszystko. Na samorealizację, na kieliszek wina wypity w ciszy i spokoju, na wizytę u fryzjera, na zabawę z dziećmi, spokojne odrobienie lekcji z córką, poczytanie bajki, puszczanie baniek, gapienie się w chmury, na czytanie niezliczonej ilości książek, robienie miliona fantastycznych zdjęć….
    A tu lajf is brutal i wciąż trzeba wybierać. I tylko moje dzieci mnie rozliczą kiedyś czy wybierałam dobrze.
    Ja tam kupiłam kilka książek, co to tak bardzo na instagramie pół blogowego świata pokazywało, usiłowałam też przez kilka filmów zachwalanych przebrnąć i u dzieci mieć taki porządek i takie właśnie jasne kolory w pokoju. Się nie da. Bo książki ładnie to może na zdjęciach się prezentują ale w ogóle do mnie treść nie trafiała a na ścianach u dzieci musi być fiolet i zieleń, jakkolwiek soczyście to brzmi i wygląda.
    Ale mnie osobiście internet też mobilizuje, żeby robić coś, ugotować coś innego, skorzystać z jakiejś wymiany, zrobić z dziećmi DIY zabawkę. Trzeba tak korzystać żeby wziąść coś dla siebie z tego wszystkiego.

    Odpowiedz
  29. Asia says:

    moja babcia opowiada mi jak jej sąsiedzi rok w rok pożyczkę brali i ze swoimi dziećmi, sztuk 5,nad morze jechali. A w domu mieli jeszcze meble za Gierka… Mama tej rodziny zawsze mówiła, że liczy się to co przeżyją, zobaczą, doświadcza. Że razem. A meble przecież jeszcze dobre.
    Ja też zdecydowanie poskramiam swój konsumpcjonizm, wracając do tego co mi bliskie, a o czym świat zapomina – pielęgnowania relacji z drugim człowiekiem. I tu na pokaz nie ma co tego robić, bo im to bardziej osobiste tym bardziej cieszy😊

    Odpowiedz
  30. Grazyna says:

    Tak Juleczko! Mnie też bliżej do tego zwykłego świata, bez chęci posiadania wszystkiego od reki, bo tak.
    Autem jeździmy prawie pełnoletnim, ciuchy na wyprzedażach kupuje i to w rozsądnych ilościach, bo potem dzieci i tak mają ulubione, luksusem jaki lubię, to czasem wyskoczyć z mężem bez dzieci na szybka kawe lub sniadanie i pojechać na urlop gdzieś nad morze. Nie muszę i nie chcę niczego udowadniać. Przecież ludzie i tak wiedzą lepiej 🙂

    Odpowiedz
  31. Pola says:

    Tak bardzo chciałam być kimś i coś osiągnąć i osiągnąłem, był moment że mnie to cieszyło, a teraz stało się klatką z której nie ma ucieczki, albo ja nie widzę wyjśca, świat mnie pochłonął, zazdroszczę koleżankom, ktore mogą zmienic prace kosztem niższych zarobków, ja nie mogę, męczę sie bardzo, ale wyjścia nie mam (zobowiązania na które muszę zarobić), także coś ci kiedyś było moim marzeniem teraz stało się przekleństwem.

    Odpowiedz
  32. Agata says:

    Ubrałaś moje myśli w słowa. Przepięknie to zrobiłaś. Pozdrawiam ciepło.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.