• sierpień

    W moich wspomnieniach najpiękniej na wsi pachniał sierpień.
    Stoję przy miedzy z Tatą i kuzynem Rafałem. Tata w podwiniętych nogawkach spodni ma wióry i trociny, bo ledwo od maszyny odszedł żeby nam ten kombajn załatwić.
    Na to koszenie czekało się od rana, bo te pola koło domu to zawsze był jakiś znajomy rolnik.
    Tą drabiną, która wtedy zdawała się być do nieba, wchodziliśmy dziecięcymi nóżkami do kierowcy.
    Łapaliśmy się rurki z przodu i pędziliśmy kładąc przed sobą kłosy zboża.
    Tata zamieniał słowo z kombajnistą a my z podekscytowania coraz mocniej zaciskaliśmy małe rączki na metalowym uchwycie.
    Pachniało pięknie. Latały między nami pyłki, resztki kłosów, wąsy pszenicy i chude łodygi.
    Te łodygi się potem nosiło w ustach cały dzień i przygryzało końcówki. Wyglądało dorosło i myślicielsko.
    Popołudniami z Magdą siedziałyśmy na rowie i wyglądałyśmy wozów z sianem i wystającą belką z tyłu.
    Łapałyśmy się tej belki i ukradkiem jechałyśmy. Potem trzeba było zaś wracać na nogach do naszego rowu.
    Jak Kto zgubił snopek to układało się tamę na drodze i obstawiało, czy auto przejedzie i kołami rozgoni czy się zatrzyma.. 
    I nawet po tym człowieka można było poznać.
    Co niektóry przejechał i nic go dziecięca tama nie powstrzymała. A inny widząc umorusane ryje wystające z rowa, zwolnił, drzwi otwarł, zapytał, zagadał i dziecku radość sprawił.
    Tylko w moje sierpniowe dziecięce lato, na auto trzeba było czasami czekać i z godziny połowę.
    Ten miesiąc pachniał szczególnie. Szczególny był kolor słońca i wieczory inne.
    Dziś zdaje mi się, że człowiek już nie zna takiego szczęścia co dawały dziecięce popołudnia w rowie.
    Najczęściej jadło się pajdę chleba, popijało oranżadą, obok leżał rzucony rower. 
    Leżało się patrząc w niebo, albo na brzuchu i skubało trawę palcami.
    Jakby czas zdawał się nie istnieć.. Jakby ten sierpień tak gorący i już pomarańczowo jesienny nigdy miał nie odejść…
    Koło starej chałpy po Teciu szliśmy nad staw. Schodziła się cała nasza wieś i kilka sąsiednich.
    My zawsze musieliśmy czekać na późne popołudnie bo Tata mówił, że woda najcieplejsza będzie.
    Nie było takiego wyjazdu rowerowego żeby Kto na ramie i kierowniku nie siedział.
    Przed sklepem z piwami siedzieli, po sianokosach, żniwach.. Chłopy bez koszulek i w spodniach przewiązanych chudym skórzanym paskiem. 
    Ile to razy jadąc przez wieś się „dzień dobry” krzyczało.. Nikt w sierpniu w domu nie siedział.
    Każdy miał coś do zrobienia w polu, na podwórku, przy płocie..
    A jak już nawet zrobił to pod czereśnią zasiadł i ziemniaki z maślanką zajadał. Albo botwinkę.
    Koń za lejce uwiązany przy płocie koło mleczarni. Korek uliczny z dwóch aut bo krowy z pola wracały.
    To wchodziły na chodnik, to środkiem ulicy szły. I ten dźwięk ciągnących się za nimi łańcuchów.
    Spod tarasu, pomiędzy deskami przeciskały się malwy.

    Każdy pod pachą swój bochen słonecznika niósł. Skubał i pluł.
    Każdy z nas wtedy myślał, że to zwykły sierpień jest.
    Upalny, spocony, czasami nudny…

    źródło fot: internet

  • kolekcja wiosenna moro/etno


    Powstała wiosenna kolekcja. Połączenie materiałów moro & etno.
    Po więcej zapraszam do sklepu – TUTAJ.

  • na weekend

    Dobrze jak czasami Kto coś podpowie, poleci..
    Pomyślałam, że na ten nadchodzący weekend polecę Wam moje ostatnie odkrycia.
    Takie ulubione z ostatniego miesiąca. Czyli co ostatnio z oglądanych mnie się spodobało i co zasmakowało.

                                                                                      Kulinaria

    1. Nasiona Chia z bananem. Przepis i zdjęcie pochodzi ze strony kwestiasmaku.pl
    Jednak  ja trochę zmieniłam przepis i jest zdecydowanie dla mnie lepszy, pod mój gust.
    Składniki bardziej dostępne i mniej kłopotliwe a i dla mnie smaczniejsze.

    2 PORCJE
    • 1/4 szklanki nasion chia
    • 350 ml mleka kokosowego
    • 2 łyżeczki cukru brązowego
    • 1 łyżeczka cukru wanilinowego
      Banany:
    • syrop klonowy (na oko, zależy jak słodkie lubicie)
    • 1 banan
    • 2 łyżeczki soku z cytryny
    • Chia w mleku kokosowym: Do rondelka wsypać nasiona chia, wlać całe mleko, dodać cukier brązowy, cukier wanilinowy i zagotować na średnim ogniu. Zmniejszyć ogień, przykryć garnek pokrywką i gotować na minimalnym ogniu przez ok. 10 minut.
    • Karmelizowane banany: Na rozgrzaną patelnię położyć pokrojone na pół i wzdłuż banany. Polać syropem klonowym w zależności jak słodkie lubicie. Smażyć przez ok. 1-2 minuty, aż banany się zrumienią i przewrócić na drugą stronę, powtórzyć smażenie.
      Na końcu można skropić sokiem z cytryny

    2. Tarta z białą czekoladą i granatem. Ostatnio jadłam u Karoliny i zwariowałam!
    Bez pieczenia, mało składników a zjawiskowo dobre!
    Zdjęcie i przepis pochodzi ze strony Mniam!

     Czas przygotowania: 20 min + 1h chłodzenia

     Składniki na spód:
    • 225g ciastek Digestive lub Holenderskich
    • 70g masła
    • 100g białej czekolady
     
    Składniki na krem:
    • 250g Mascarpone
    • 200g śmietany 36%
    • 100g białej czekolady
    • 1 owoc granatu
     
    Ciastka pokruszyć dokładnie w malakserze lub tłuczkiem kuchennym zakończonym gałką. Masło i czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej, po czym dodać do ciastek i dokładnie wymieszać. Masą wylepić formę do tarty, mocno przyciskając. Spód chłodzić w lodówce w czasie przygotowywania kremu.
     
    Czekoladę na krem rozpuścić w kąpieli wodnej, wystudzić.
     
    Śmietanę ubić na sztywno, uważając, aby jej nie przebić. Pod koniec ubijania dodać Mascarpone i delikatnie zmiksować przez krótką chwilę. Dodać wystudzoną czekoladę, wymieszać delikatnie łyżką. Krem wyłożyć na spód, posypać ziarenkami granatu. Chłodzić w lodówce ok 1 godz.
     

    * jak wyłuskać ziarenka granatu: owoc przeciąć na pół, a każdą z połówek na ćwiartki. Granat jest bardzo plastyczny, zatem można swobodnie wydobywać ziarenka palcami, wyginając skórkę tak, aby umożliwić ziarenkom wypadnięcie ze środka

    3. Sałatka z krewetkami. Ostatnio bym jadła wszystko co z roszponką.
    Zatem sałatka którą wypróbowałam i smakuje pysznie. Głownie też za sprawą krewetek na maśle ziołowym.
    Przepis i zdjęcie pochodzi ze strony przepisy.pl

    Składniki:

    • krewetki 
    • Sos sałatkowy włoski Knorr 
    • roszponka 
    • pomidorki koktajlowe 
    • masło ziołowe 
    • oliwa z oliwek 
    • Sok z 0.5 cytryny
    • parmezan starty w płatki 
    • pieprz czarny
    Sos rozmieszaj z trzema łyżkami wody oraz oliwą. Roszponkę umyj, wysusz i rozłóż na talerzach.
    Pomidorki pokrój na połówki i rozłóż na sałacie.
    Masło rozpuść na patelni i przesmaż na nim oczyszczone i osuszone krewetki. Dopraw pieprzem i sokiem z cytryny.
    Gotowe krewetki ułóż na sałacie, posyp płatkami parmezanu i podawaj. Cząstki cytryny będą mile widzianym dodatkiem.

    Film


    „Służące” oglądałam już trzy razy. Pierwszy raz dawno temu. Ale niedawno mi się o nim przypomniało.
    Cudowny film. Wzrusza, bawi. Piękne wnętrza i stroje lat 60 tych.
    Do zobaczenia koniecznie. 

    „Śniegi wojny” ten film wybrał na wieczorne seanse mój mąż i ja byłam oczywiście na „nieeeee” , bo nie ma wątku miłosnego. A film był rewelacyjny. Choć akcja dzieje się praktycznie w jednym miejscu to jest tak prawdziwy (zresztą na faktach), tak fajnie zagrany. Bardzo, bardzo mi się podobał. No i oczywiście II wojna światowa która jest tematem który można oglądać zawsze. I także można się wzruszyć i pośmiać.
    Zatem już mniej będę protestować gdy wybierze On.

    „Powiedźmy sobie wszystko” polecony przez moją siostrę. Idealny na weekendowy wieczór.
    Luźny, szczery, rozbrajający. Genialny! 

                                                                    Muzyka

    Całkowicie mnie rozkochała w sobie! Słucham bez ustanku od miesiąca.