• studnia

    Życie człowieka i problem to taki spacer po lesie i studnia.
    Wpadasz w problem jak w tą studnie.
    Czasami pojawia się znienacka, nieoznakowana, zarośnięta tak, że z trudem byłoby ją zauważyć.
    Stawiasz nogę o jeden krok za szybko lub w niewłaściwą stronę skręcasz i wpadasz.
    Często całkiem niezrozumiale, bo dość pilnie patrzysz pod nogi i zastanawiasz się kilka razy zanim wybierzesz kolejną ścieżkę..
    Zdarza się, że studnia stoi dość duża, okazała. Wysoko zabudowana ponad ziemię. Drewniana, bez dziur. Z drzwiczkami i korbą do nawijania łańcucha z wiadrem. Ludzie też powiadali, że widzieli.
    Ale Ciebie korci. Żeby zajrzeć, choć odrobinę, potem mocniej się wychylić, bo dno wydaję się być bardzo wysoko, a na dnia jakby coś złotego migotało.. i wpadasz. 
    Na początku tego lotu masz jeszcze nadzieję, że lot będzie krótki i wystarczy wyciągnąć ręce, złapać się gruntu i podskoczyć..

    Potem pojawia się strach. Ten strach paraliżuje, wprowadza w amok, w którym nie jesteś w stanie na tyle trzeźwo myśleć by podczas tego lotu rozglądać się za wystającą gałęzią, wystającym kamieniem, brakującą cegłą.. by można było się czegoś złapać. Nabrać oddechu i przeanalizować – co dalej, żeby już nie spadać, a powoli wydostawać się na powierzchnię. Zatem lecisz.

    Czasami moment opamiętania nadchodzi gdzieś pomiędzy wierzchem a spodem..
    Łapiemy się tej wystającej gałęzi, podciągamy nogami, na ślepo szukamy innych sterczących korzeni by powoli wdrapywać się ponownie na powierzchnię. Na mech i runo naszego lasu po którym kroczyliśmy..

    Zdarza się, że w tej studni jest gruby, niezardzewiały łańcuch, a tam na górze Ktoś mocno trzyma korbę..

    Wciągasz się do góry jak na rozrywkowym obozie przetrwania.. 
    Bardzo często wtedy, łatwo w tę studnię wpaść ponownie… Bo ani się nie połamaliśmy, ani nie mieliśmy wstrząsu od uderzenia w głowę.. Może trochę zaczerwienione dłonie od kurczowego trzymania łańcucha..

    Ale kiedy spadniemy na sam dół.. Czasami szukając ratunku po drodze, a często całkiem świadomie..

    To ten dół może być dla nas największą lekcją w życiu.. Może pozwolić, że te studnie w naszym lesie staną się bardziej widoczne. I z wielką lekkością będziemy przez nie przeskakiwać. 
    Że to uderzenie w głowę pozwoli lepiej żyć.

    Każdy człowiek ma inną głębokość swojej studni. Inną ilość wystających gałęzi i wytrzymałości łańcucha.
    Dla jednego dnem będzie coś co dla innych jest zaledwie początkiem spadania.
    I to dno niekoniecznie jest ostatnim stadium nałogu alkoholowego czy narkotykowego..
    Takie dno w XXI wieku posiada każdy z nas w swojej codzienności.
    Dno w braku swojego czasu, dno w pogodni za karierą, pozycją, dno w zaniedbywaniu życia rodzinnego.
    I też zupełnie odwrotnie… Dno zaniedbania swoich pasji, możliwości. Dno lenistwa, nicnierobienia.
    I choć gdzieś każdy z nas dostaje taką możliwość złapania się., dobrych rad, pomocy przyjaciół..
    To często myśli, że jeszcze ma czas.. Może to nie ta chwila.. Może dno daleko i choć chwilkę jeszcze w komforcie niezmienności pospadam w dół.
    Musimy jakże często obudzić się po tym upadku, rozejrzeć i powiedzieć – dosyć!
    A potem tylko pamiętać by mocno ugiąć kolana odbijając się od ziemi. Ta siła jest w stanie za jednym razem podbić nas na samą górę..
    A potem pozostaje tylko przechadzać się po swoim lesie z podniesioną głową. Pogwizdując i ciesząc się ze studni do jakiej wpadliśmy i dno jakie tam ujrzeliśmy..
    Często to ona pozwala nam żyć o wiele piękniej.

  • spotkanie autorskie – Kraków


    Jestem zwykłą dziewczyną.
    Która nie przechodziła szkoleń z erudycji, elokwencji i właściwej gestykulacji.
    Trochę się garbię, siedzę czasami jak chłopak, i moje miny na niektórych zdjęciach zabijają mnie samą, pomimo tego, że dobrze siebie znam.
    Jestem dziewczyną, która nigdy nie planowała znaleźć się w tym fotelu.
    Stąd też nigdy nie przygotowywałam formułek powitalnych, uroczych tematów..
    A gdybym zaczęła to robić, czy wtedy nadal byłabym sobą..?
    Zatem gadam co mi ślina na język przyniesie. Zwyczajne rzeczy. Jak gdybym siedziała z Jedną z tych dziewcząt sam na sam.. Nie są to tematy i słowa tak górnolotne jak na taki wieczór być powinny..
    Czasami się przejęzyczę jak czytam, albo zgubię linijkę.. Nie, nie przypominałam sobie tego w domu..
    W domu do ostatniej chwili byłam z chorymi dziećmi a potem wskoczyłam w auto.
    Zwyczajnie… 
    Bez notatek z tematami do poruszenia.. Pojechałam do fantastycznych dziewczyn…
    I pomyślałam, że taką mnie polubią albo i nie, ale inna być nie mogę. Nie potrafię.
    Mówię o wszystkim, o tym co mnie trapi i czego się boję. Nie przecedzam wtedy słów i tego co wypada a czego akurat nie..  Taką mam cechę, że mówię ludziom wszystko albo nic.

    Jestem Julią z o wiele większą liczbą wad niż zalet, ale staram się każdego dnia..
    Z tych starań powstało tyle wpisów blogowych a potem książka..
    A jednym z następstw był taki o wieczór..
    Duma mnie rozpiera, że zasłużyłam sobie na uwagę takich kobiet.
    Nigdy nie miałam tyle przyjemności z przeglądania zdjęć do posta..

    Przecież tu we wszystkich oczach jest tyle ciepła, tyle radości..
    Kłaniam się nisko w podziękowaniu Dziewczyny :*

    Mówię dziś rano do męża, że o tak bym chciała się zachowywać jak wyglądam na tym zdjęciu.
    Tak dostojnie. Tak wiecie.. jak dama…


    a prawdą jest, że zachowuję się niestety tak!

    Gdyby Któraś z Was była na zdjęciu i sobie tego nie życzyła, proszę o kontakt – usunę.

  • na styczeń


    Dla Mamy –
    Nie czytam tego co akurat modne. 
    Gdzieś tam raczej szperam, szukam, dopytuje..
    Jakoś nie przepadam bez pamięci w nowościach i bestsellerach na półkach w empiku czy matrasie.
    I choć te modne okładki gdzieś mi wszędzie migały i na instagramie jakiś szał reklamowy zrobili (co mnie akurat zniechęca a nie zachęca) to kupiłam w grudniu przy okazji.
    Robiłam zakupy książkowe w internecie. I przy jakiejś kwocie był rabat.. Z głupoty wzięłam to.. a może Komuś do prezentu dołożę.. Mało tego, byłam na tyle niezorientowana, że wzięłam drugi tom.
    Ten drugi tom przeczytałam w dwa wieczory nie wiedząc, że ten pierwszy istnieje.. Był napisany tak, że w ogóle nie trzeba czytać pierwszego..
    Tytuł był “zanim odszedłeś”.. Potem z ciekawości obejrzałam film na podstawie pierwszego tomu pt “zanim się pojawiłeś” i zepsuł mi wszystko. Zupełnie nie tak sobie wyobrażałam..
    Książka była tak dobrze napisana, że sięgnęłam po inną pozycję. “Razem będzie lepiej” – i te 500 stron przeczytałam w jedną dobę. Nie jest to odkrywanie wielkich mądrości życiowych, ani niewyobrażalna elokwencja która powala czytelnika. Ta książka jest po prostu historią z tak cudnie lekkim poczuciem humoru, tak przyjemnie napisana, że te godziny czytania były jak największa przyjemność..
    Bo ja już od dawna wiem, że w książkach nie do końca chodzi o historię a o sposób jej opowiedzenia..
    Czasami książka ma genialną fabułę, ale przez słowa jak po grudzie..
    A zdarza się, że opowieść dość oczywista, przewidywalna, a napisana że człowiek oderwać się nie może i cały dzień cokolwiek by nie robił żyje myślami w książce..
    “Razem będzie lepiej” – polecam baaaaardzo.  Uśmiałam się, wzruszyłam. Ja jej nie czytałam, ja ją połknęłam!! A tak sceptycznie podchodziłam do tej autorki.. Jednak na razie ta pozycja wychodzi na prowadzenie..
    Na tych pozycjach minęły mi pierwsze dni stycznia..

    Dla Maluszka –
    Do snu czytam dzieciom. Codziennie.

    Benio zwariował na punkcie “Pomelo”. I ja się wcale nie dziwię. To jest książka która bawi Benia, Tosie i mnie.. Najbardziej lubię stronę gdzie Pomelo pod stopami mknie już inna ziemia.. 
    Rysunki, krótkie opisy. Śmieszne, poważne.
    Od początku stycznia nie mogę dotknąć innej książki, musi być obowiązkowo Pomelo.. Choć już znamy na pamięć.. 

    Dla Starszaka –
    A z racji tytułu kupiłam “Benio i Spółka”. Odłożyłam na półkę. Przez przypadek zaczęłam czytać gdy siedzieliśmy wszyscy przy drewnianej kolejce.. O rany, jak my się uśmialiśmy!

    Potem czytaliśmy wszyscy żeby nie przegapić żadnego rozdziału.. każdy czekał na wieczorne czytanie.
    Choć bohater to 9 letni Benek, myślę, że tak od 5 lat można czytać. Muszę dodać, że to pozycja dla ludzi z dystansem. 

    __________________________________
    “Razem będzie lepiej” – tutaj.
    “Pomelo” – tutaj.
    “Benek i Spółka” – tutaj.