• z gazety kilka słów…

    Zanim napiszę o Tacie… wklejam kilka słów znalezionych kiedyś w Angorze. 

    Tak w przeddzień Dnia Taty…

     

    „Tak mi błogo, że sławię chwilę spotkania u wrót Matki Twojej.

    Z krwi krew, z kości kość…

    Kosteczka raczej maleńka.

    Całując oniemiały cóż mogę powiedzieć? Może tylko… obiecuję słuchać zanim mówić zaczniesz, łzy wysuszać pocałunkiem, policzyć stokrotki na łące, do nieba rozbujać, bez pukania do pokoju nie wchodzić, prawdę mówić i prawdy żądać, trzymać kciuki za dyplomy, nauczyć łowić pstrągi i prowadzić ciężarówkę…

    A pewnego dnia spojrzeć w oczy Temu który weźmie Cie za ręke i świata dla Ciebie bez Niego nie będzie…

     

    Obiecuję.

     

    Tata. „

  • kolor życia…

    Powinno być o modzie.

    Powinno być o dziecku.

    Powinno…

    I tak miało być, i może tak troszkę będzie… 

    Bo tematem jest kolor.

    Widzę i kocham szarość i biel… Lub skrajnie inaczej widzę i kocham kolor.

    Tak jakoś nie potrafię ominąć, nie zapisać…

    Dzis moja przyjaciółka zapytała mnie dlaczego jestem taka szczęśliwa…

    Kolor naszego życia wychodzi z naszej głowy. W niej odczuwamy wszystkim znane do połowy puste lub do połowy pełne.

    Podstawa szczęścia jest zdrowie, dach nad głową, jedzenie w lodówce i zapłacone rachunki…. a cała reszta zależy od nas.

    Ja posiadam o wiele więcej.

    Nie muszę uciekać ze swojego przytulnego domu przed nalotem bomb, mam na rano mleko dla dziecka, poczucie bezpieczeństwa i miłość od najbliższych.

    Mam produkty na pyszny jutrzejszy obiad, świeżo wypraną pościel, ciepłą wode w kranie, pieniążki w portfelu na owoce, warzywa i coś słodkiego.

    Mam możliwość wybrać numer telefonu a po zadzwonieniu usłyszeć szczęśliwych, zdrowych rodziców.

    Mam spokojny sen. Uśmiech dziecka i całusa od męża zaraz po przebudzeniu.

    Mam. Mam bo chce mieć. Mam bo dostrzegam. Mam bo doceniam. Mam bo dokładam wszelkich starań. Mam bo nie zapominam w pędzie codzienności. Mam i kocham do szaleństwa. Mam, bo nauczyła mnie mieć tą radość moja Mama. Moja Mama to niezwykła historia… Ale o tym kiedyś… Na pewno. Obiecuję.

    Kolor mojego życia to kolory z tej sukieneczki. Lody, ciastka i cukiereczki.

    I takie radości zamieszkały na lato u nas w szafie. 

    Szukałam długo gdzieś wpadającej mi czasami w oczy, młodej firmy, z baśniowymi ciuszkami.

    Dwie Kobiety bawią się kolorem, materiałem, fakturą i wzorem. 

    Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. A i guzik fantazyjny.

    Myślę, że do takiej zabawy szyciem, trzeba miec dystans do świata, trzeba się w tym wygłupiać i puszczać wodzę fantazji. 

    Polecam więc wszystkim tym, którzy znudzeni sa schamatami, klasycznie dobranymi wzorami.

    W tych wstążeczkach, falbaneczkach chce się odmieniać dzień. Chce się piec muffiny, szykować piknikowy kosz by pędzić na łono natury. Chce się smakować życia jak kolorów z Vippi…

     

    sukienka – Vippi

    różowy koteczek – Wallaboo

    kosz piknikowy – TK Maxx

    termosik – foogo

    i nasza Kochana Ciocia Hania :* – nie do kupienia za żadne pieniądze. Nasza jest.

  • coś na ząb…

     

    Pewnie jak tysiące Mam stoję na rozdrożu pomiędzy słoiczkami a domowym jedzeniem.

    I jak we wszystkim wygrywa złoty środek. Przykładam swoją miarę do słów, które przeklinają słoiczki i patrzą na nie z ironią, jak i nie zakochuję się w cudownej mocy składu bio w gotowych, hermetycznie zamkniętych pojemniczkach. 

    Muszę jednak przyznać, że maniakalnie kupuję tylko hippa. 

    Do 7go miesiąca życia moje dziecko jadło tylko słoiczki. Nie ukrywam, że jest to wygodne, szybkie. A i zimą  w mieście trudno o owoce i warzywa bio. Te, które znajdujemy na półkach supermarketów, wielkie i dorodne nie wzbudzają mojego zaufania. 

    Preferujemy z mężem kuchnię włoską dlatego trudno by dzielić z Tosią nasz talerz… Jeszcze musi troszkę poczekać.

    Pojawiła się wiosna, a z nią nowalijki i owoce z własnego ogródka na wsi. 

    Tak, to jest ten moment.

    Od jakiegoś czasu mielimy, trzemy, gotujemy na parze.

    Moją trzecią ręką w tym temacie okazał się thermomix. 

    Jednak zanim zawitał w naszej rodzinie znalazłam cudną książkę. Bardzo przystępną produktowo. Z ciekawymi przepisami. Łatwe i szybkie do przygotowania. Tania. I co dla mnie istotne… pięknie wydana z pięknego papieru… Aż się milej z niej korzysta.

    Tak, jestem chora na punkcie estetyki nawet w książce kucharskiej.

    Warto mieć na półce gdy dzieci w domu. 

    Przepisy są od 7go do 24go miesiąca życia.

    Posiada mnóstwo ciekawych zagadnień a’propos cukrów, tłuszczy, nabiałów, zapotrzebowań dziecka, obniżania alergii, zdrowia zębów etc…

    Szczerze polecam

    Ciężko dostać ją w księgarniach i empiku więc ja zakupiłam na allegro.