• czekam…

     

  • dziś taki dzień, że na smutno słucham…

    Postanowiłam pokazać Wam moją ulubioną książkę. Ma 50 stron. Przewracam jedna po drugiej. Pożółke kartki. Fotografuję. Tosia układa klocki u Babci (niezwykła kobieta) i lalki do snu.. a ja popijam kawę, zgrywam ową książkę dla Was i słucham…

    Dziś taki dzień, że na smutno słucham… choć bez powodu…

     

    http://www.youtube.com/watch?v=YApNirMC9gM&list=PL12E907F1CAC351C8

  • skrzynia z różnościami.

     

     

    Dosyć późnym wieczorem, a może już nocą, wracamy w Nowy Rok z moich rodzinnych stron..

    Późno, bo lubię Antkę wykąpać i już w śpiochach ułożyć błogo z mlekiem w fotelik.

    A my możemy wtedy mieć chwile dla siebie, na rozmowy nocą.

    Muzyka cicho gra, coś opowiadamy, choć ja nawet mało jak na mnie, bo focha otwarcie demonstruję.

    I nagle z ciemności, na środek ulicy wyskakuje człowiek. Macha rękami.

    Adaś zwalnia i owy człowiek jest prawie twarzą w twarz z nami.

    Ja po sekundzie zastanowienia krzyczę „nie Adaś, jedź, nie zatrzymuj się!”

    Bo widzę  w wyobraźni tych ludzi, którzy wyskakują z rowu, otwierają drzwi i nas na mróz wyrzucają, szantażują, czegoś chcą.

    Bo po tym człowieku nic nie było widać. Czy pijany, czy trzeźwy. Czy zdesperowany, czy to wygłupy.

    A za 100 metrów już ten strach w zupełnie inną stronę…

    Bo może potrzebował pomocy. Może ktoś ma zawał, może ktoś rodzi.. A telefon akurat nie działa. Jezu! Cokolwiek. Człowiek potrzebował pomocy, a my pojechaliśmy dalej..

    Najgorszy z możliwych zachowań odczłowieczenia. Nie zasnę z ta myślą.

    Przecież ja zawsze do każdego pijanego człowieka na ławce podchodzę i pytam. Każdego w rowie. Bo zawsze myślę sobię, że gdyby to mój Tato miał zawał i zasłabł w rowie to ilu ludzi przeszłoby koło niego obojętnie myśląc, że pijany?

    Adaś widząc moją desperację wyciąga telefon i dzwoni na Policję. Podaje miejscowość, punkty charakterystyczne, przedstawia sytuacje i jadą..

    Już mi lepiej. Jadę jakbym była usprawiedliwiona. Ale czy jestem? Nie. Jestem tylko w swojej głowie. Bo zanim dojedzie policja, to może my zdążylibyśmy już pomóc.

    A przecież z domu wyniosłam, że trzeba pochylić się nad każdym człowiekiem, nawet w ciemnej nocy. Że wtedy, nie zastanawiasz się nad tym co złego może się stać. Pierwsza myśl, jaka ma być w głowie dobrego człowieka to niesienie pomocy.

    A jeżeliby nam się coś stało, to gdzie zapewnienie z naszej strony bezpieczeństwa dla swojego dziecka?

    Do dziś analizuję to w głowie i zastanawiam się co jest właściwe?

     

    Pamiętam taką dość zabawną historię sprzed kilku lat w tym właśnie temacie…

    Jadę autem ze znajomym przez Warszawę. Lewym pasem. W tym kierunku pasów jest aż trzy. Ja zapatrzona w okno dostrzegam mężczyznę gdzieś w trawie, za chodnikiem, pod bilbordem. I mówię, że koniecznie trzeba się zatrzymać. Zapytać. Sprawdzić. Jest przecież taki upał. Może zasłabł. Bo to ani ławki blisko, ani sklepu. No nic. Pusto. Więc zasłabł na pewno. Koniecznie się zatrzymajmy.

    Ale nie ma jak. Auta na dwóch pasach z prawej prują jak szalone. Nie ma jak zawrócić, zjechać.. Tak mija pół kilometra, kilometr…

    Ja już zamknięta w sobie, przeżywam…

    Widzę, że nawraca. Na światłach. Jedziemy. Ale znowu kilometrów kilka do kolejnych świateł, by w poprzednią stronę ustawić swój kierunek…

    Jest. Już teraz wolno. Prawym pasem. Zatrzymujemy się dość daleko, bo nigdzie bliżej nie można. Wybiegam z auta. Jestem w połowie drogi i wracam po telefon, bo może trzeba będzie od razu dzwonić. Lecę. Na łeb, na szyję. Podbiegam. Nachylam się nisko i mówię:

    – Coś się stało czy Pan jest po prostu pijany?

    – Jaaaa…? Nieeee… Ja zwyczajnie na kolegę czekam. – odpowiada lekko podchmielony.

    Podobno kiedy odchodziłam, aż podniósł się na łokciu, by odprowadzić mnie zdziwionym wzrokiem do auta…

     

     

    Linki dla zainteresowanych:

     

    Szmaciana laleczka, która tak często towarzyszy Tosi, a o której pisałam tutaj, jest do kupienia. Autorka szmacianej Tosi, po powrocie do Polski, zajęła się tym na większą skalę.

    Oprócz laleczek, jest mnóstwo innych niezwykłych rękodzieł.

    Polecam mocno – Craftovnia.

     

    Butelkę od Safe Sippy 2. Jak w kwesti zakupów najczęściej udaje mi się trafić, tak do butelek nie mam szczęścia. Mam ich cały koszyk. Jakieś 360 stopni, z dziubkiem takim i siakim. I nawet znajomi w Anglii kupili mi kubek-termos, bo w Polsce nie widziałam, a na zimowe spacery jak znalazł. I choć chcieli bardzo dobrze, to miałam pecha bo trafił mi się przeciekający. Kupiłam ostatnio także taki ze słomką. Wszystko było mokre. I gdybym tylko wiedziała, to kupiłabym jeden. Ten. Trzyma dłużej ciepło niż zwykły kubek. Nie kapie. Ma części wymienne. Wygodny. No i dzieci wielkich gwiazd kina i estrady je mają.. A najlepszym recenzentem jest Tocha, która tylko tą butelkę akceptuje. No i picie jak ze słomki jest przez nią uwielbiane.

     

    Kiedyś, na targach dziecięcych w Warszawie, znalazłam fajnych facetów przy jednym ze stoisk. Kolekcja zupełnie nie w moim stylu.. ale patrząc z perspektywy czasu, myślę, że to jest przełamanie tego, co dziś w modzie dziecięcej króluje. Kocham te szarości, pastele, niedoszyte mankiety, postrzępione materiały.. ale nie może tak wyglądac cały świat. I to jest kolekcja dla tych, co poszukują chcąc inaczej… Ja napiszę tylko, że mnie bardzo mocno przekonują.  Strona firmowa – BabyHood. Pozwolę sobie przekierować Was do Kogoś, kto modę dziecięcą potrafi pokazać w najlepszym stylu –  In the Hood (klik).