• podarunki

    Jak chyba każda dziecięca blogerka, jestem zakochana w Bleubird i RockStar Diaries

    Inspirując się Ich „giveaway” pomyślałam, że może i u nas rozpocząć taką zabawę..

    Dziś mamy do podarowania Wam śpiworek firmy Effii. Kolor do wyboru.

    Śpiworek jest w 100%  z bawełny.
    Zamek otwierany od dołu, ułatwia zmianę pieluszki nocą, bez wyziębiania.
    Przeznaczony dla dzieci z wrażliwą skórą.

    Zasady są proste i zawsze będą takie same. Trzeba wejść na stronę Effii, spośród wszystkich produktów jakie się tam znajdują, wybrać jeden  i napisać w komentarzu na blogu szafy, dlaczego ta rzecz Was urzekła. 

    Wybór zwycięzcy będzie losowy, przypadkowy, dlatego wszystkie komentarze biorą udział w zabawie. Bez względu na „jakość” komentrza, długość i polot słownictwa. 

    Jeżeli spodoba się Wam taka forma zabawy to wiele polskich firm jest z przyjemnością zasponsoruje kolejne upominki.

    Zwycięzca zostanie ogłoszony przy kolejnych podarunkach.

    Zatem do dzieła!

     

    * komentarz musi zawierać opis wybranego przedmiotu ze strony effii. 

     

     

  • kawa

     

     

     

     

     

    Poranek zaczyna się od kawy. I choć ja kawy z rana nie piję, to od niej zacząć się musi.

    Przymrużonym jednym okiem, zerka na sytuację. Potem jest pół uśmiech. Niestety tylko pół, bo u Niego z rana, bez tej kawy właśnie trudno o cokolwiek…

    Następnie jest pocałunek dla mnie i buziak dla Tosi. Choćby nie wiem co. Nawet jak zasypiam z fochem i się nie odzywam od rana demonstracyjnie, to On mi wtedy ten pocałunek właśnie. No do szału mnie to doprowadza, bo przecież ja mu  robię ten teatr obrazy a On mi tak… Oczywiście głęboko w sobie uwielbiam to do szaleństwa, ale burzy mi cały plan tego milczenia, gniewania i trzymania nosa na kwintę..

    Ostentacyjnie, jakby delikatnie obracam głowę w bok, żeby mu przypomnieć o moim gniewie… Lekko w bok, by jednak mógł mnie tym pocałunkiem złapać. I On łapie oczywiście z pytaniem.. „co się stało Puszku”?

    No bo On nie wie.. Rozumiecie…?

    On nie ma pojęcia o co ja się gniewam… kiedy ja w otchłani rozpaczy jestem.. tej największej… choć dziś chcąc przytoczyć o co to ja sie potrafię na Niego gniewać… nie pamiętam..

    Ach, nie… ostatnio to sie gniewałam, bo przesunęłam szafe, a On mi powiedział, że „niefajnie”… że wcześniej lepiej było… Jakim ja płaczem wybuchłam! No okropnie!

    Bo ja się nadźwigałam, żeby niespodziankę zrobić Jemu, a i sobie odmienić, bo przemeblowania to ja kocham nad życie.. a On mi, że „niefajnie”…

     I kiedy ja tak ryczę to On mi się pyta.. „A co się Kwiatku stało, że Ty tak płaczesz..? Przecież najważniejsze żeby Tobie się podobało, mnie obojętne. Ty masz być szczęśliwa”… 

    A to On nie wie, że jak Jemu się nie podoba, to i mnie już też zupełnie mniej…?

    I to wszystko po to, by po trzech dniach usłyszeć, że może i fajnie jest…

    Ale.. przeciez ja o poranku naszym chciałam..

    W strategicznym miejscu kuchni robi tą kawę. To jest cały rytuał. Odpowiednia ilość łyżek kawy. W ekspresie. 

    Odpowiednio ubite mleko w thermomixie. Bo bez pianki to nie kawa.

    A jak rano się okazało, że nie ma już filtrów… no to tragedia nie do opisania..

    To teraz dbam jak mogę, by nigdy mu nie brakło.

    I codziennie rano… „Ja to Puszku jestem baristą, nie? Najlepszym. I jak ta kawka? Jak? Dobra? Ale szczerze? Dobra? Widzisz..”

    I musi być w odpowiednich szklankach, bo tylko tam ma już wypróbowane proporcje.

    A te szklanki jak głupie się wytłukły, bo ze szkła cienkiego a ja do zmywarki na upartego.

    I przy każdej stłuczce, to żałobne milczenie gdy wyrzucał do kosza..

    I to rano pół godziny zajmuje ta kawa… A to miejsce w kuchni takie z rana najważniejsze.. 

    Gdzie czajnik na herbate, gdzie chlebak, gdzie Tosi butelki.. 

    I sie obijamy, i przedeptuje nerwowo nogami czekając, i czemu On wody jeszcze nie włączył skoro tam stoi…?

    I do szaleństwa mnie to doprowadza…

    Ale czy gdyby tej kawy nie robił, to byłby tym samym człowiekiem, którego kocham nad życie…?

     

    Uprzedzając pytania, jeździk Vilac kupiony w Bokado – cudny sklep.

    Autko czeka na swoją sesję świąteczną, ale nie mogłam się powstrzymac żeby nie pokazać Wam go wcześniej..

    Wąsata bluzka Tosi i tutu wiadomo… czy jest Ktoś kto nie zna Kids On The Moon ?

    Wózek dla lalek – Moover 

  • love

     

    Zbliżają się święta… U nas więc, jak i pewnie u wielu z Was, czas „Love Actually” rozpoczęty… Na DVD jak i CD… 

     


     

    Ostatnio moja dobra znajoma z lat licealnych poprosiła bym napisała o moim mężu…

    Jak to się wszystko zaczęło. A owszem. Napiszę. Tylko to historia niekrótka jest, dajcie mi więc troszkę czasu..

    Nawiązując jednak do tej miłości, pokażę Wam jak kocha mnie mój mąż…

    Pierwsze zdjęcie pochodzi z telefonu, dlatego kiepskiej jakości… miało to miejsce kilka miesięcy temu…

    …usypiam To dziecko w sypialni… kołysze i kołysze. A Ona w tym czasie zainteresowana tysiącem rzeczy. A to lampki nocne, stają sie punktem programu, a to kolka przyszła na chwile, a to znowu postanowiła być głodna po raz setny w ciągu dnia… A On w tym czasie te orzechy łuska, w pokoju obok przed telewizorem.. A mnie już szlag
     chce trafić, bo przecież tak mi sie marzyła gorąca herbatka i te orzeszki… a zanim Ona zaśnie, to On już je wszystkie zje… i mija minuta, dwie, pięć… a On ciągle skubie, więc teraz na pewno zjadł już wszystkie… Jak mógł… jak mógł mi to zrobić.. o mnie nie pomyśleć… i kołysze to dziecko coraz bardziej nerwowo bo przecież rozdrażniona jestem tym faktem niezmiernie… i każdy odgłos pękającej skorupki orzeszka, boli coraz bardziej.. i już szukam w myślach po szafkach domowych, co moge zjeść dobrego w zastępstwie… ale nie chce zastępstwa… chce te orzeszki, co On je pożarł.. tak. pożarł. bez cienia skruchy. jeden po drugim. i to w jakim tępie.. boli. boli coraz bardziej. a To dziecko jak nie spało tak nie śpi. i wołam Go żeby to mleko dla To przygotował. i nie wytrzymując wykrzykuje Mu w twarz… że jak mógł, że ja miałam taką ochote, że egoista pierdzielony…
    A On mnie wtedy bez słowa za ręke i do pokoju prowadzi… Skubał, skubał i wyskubał…
    A mnie tak jakby głupio czy coś…

    Zaś wczoraj. Niedziela jak każda z dzieckiem. Czyli raczej prędka, zajęta… I od kiedy udało mi się to dziecko przestawić na spanie już o 20ej, a nie jak codzień o 23ej to życie odzyskaliśmy wieczorne we dwoje… Filmy nadrabiamy, rozmowy i takie tam inne… hmm..

    Dzień utkany co do minuty. O 19:30 wpadamy do domu. Kąpiel. Wycieranie. Ubieranie. Mleko. Tulenie. I padam na kanapę. Herbatkę już widzę mam zrobioną nawet. I On mnie pyta czy ja chcę tosta bo podgrzał.. No chcę. Pewnie, że chcę. A z czym? O Adaś… Obojętnie…

    No i czy to nie miłość? Bo gdyby mnie nie kochał to zrobiłby z prawdziwym „obojętnie”… Czy chciałoby mu się tak cudować..? 

    To właśnie miłość