• to działa.

    Chciałabym bardzo podpisać autora, ale nie potrafię znaleźć. Jeżeli Ktoś zna, proszę o kontakt, od razu podpiszę. Tekst podesłała mi Marlena, znalazła gdzieś w internecie. Perfecto!!
    Warto przeczytać. Serio.

    „Wyrzuć wszystko, co nie działa. Teraz. Weź i wynieś na śmietnik.
    Buty, dajmy na to, w których się potykasz, jest ci niewygodnie – na śmietnik.
    Talerz ze starego serwisu, na którym już nic nie podasz – wystaw przed drzwiami, może ktoś weźmie.

    Karteczkę z dietą, przyczepiona na drzwiach lodówki (to już nawet nie jest śmieszne!!!)
    Codzienne wieczorne rozmowy telefoniczne: „wyobrażasz sobie, co za koszmar!”, a ty: „Uhm! Koszmar!”,
    a sama przestępujesz z nogi na nogę, bo twój ulubiony serial zaraz się zacznie, kąpiel stygnie (pachnąca kąpiel po ciężkim dniu). Twoja znajoma (ta od telefonu) ma codziennie koszmar – po co ci to?

    Wyrzuć słowa, które wypowiadasz rano do budzika: „jeszcze pięć minut”. Albo wstań od razu, albo ustaw pobudkę dla siebie, a nie dla sumienia. Nie działa!
    Wyrzuć zwyczaj pocierania oczu, gdy są umalowane – albo się nie maluj, albo nie pocieraj – przecież oczy to boli!
    Wyrzuty z powodu tego, czego dziś nie zdążyłaś zrobić – won. Nobody is perfect – powieś sobie na lodówce zamiast diety.
    Wyrzuty z powodu przeszłych czynów, stosunków, znajomości, wyborów, które kiedyś zrobiłaś…
    Wyrzuty – won do diabła. Wszystko się zgadza.
    Co by się nie zdarzyło, to był jedyny prawidłowy wybór wtedy, w tamtej sytuacji. Żadnego żalu – tylko doświadczenie i wdzięczność. Żadnego rozmyślania „co by było, gdyby…” – albo rób, albo nie myśl. Spróbuj – jak się spodoba, to idź dalej.
    Lodowisko, nauka japońskiego, poznać kogoś, nowa praca, nowa fryzura, teatr… Jutro, dobrze? Choć jedną rzecz, ok? Zamiast rozmyślania, które trzeba wyrzucić.

    Wyrzuć zwyczaj przepraszania po kilka razy. Wystarczy jedno szczere „przepraszam”, jeśli jest powód. Reszta to śmieci, balast.
    Swetry, sukienki, dżinsy i inne badziewie, które ci nie pasuje, pogrubia, postarza – won! Żadnych „na działkę”, żadnego „do lasu”! Na przemiał! Przecież nie znalazłaś siebie na śmietniku – masz być zawsze piękna!
    Wyrzuć „walizkowe relacje”, które są jak walizka bez rączki, co to i nieść ciężko i wyrzucić szkoda. Ręce ci jeszcze nie odpadły? Zdecyduj się i zamień je na eleganckie, z kółeczkami, takie, co same jadą ku radości wszystkich. Zrozumiałaś metaforę? Pięknie, lekko, komfortowo, pewnie.
    Resztki kosmetyków, zbędne lekarstwa, przeterminowane kremy – won! Zasługujesz na świeże, dobre, najlepsze.
    Obietnice, że „kiedyś” napiszesz, zadzwonisz, zrobisz, zaniesiesz, kupisz – jeśli wiszą ponad tydzień (no dobrze – dwa!) i nikt nie umarł, to znaczy, że są zbędne. Wykreśl.
    Słowa „nie umiem”, „nie znam się” – nie działają. Dowiedz się, naucz, poznaj albo zapłać temu, co umie. Przecież nie prowadzisz hodowli kompleksów, tylko chcesz żyć wygodnie, prawda?
    Wspomnienia, z powodu których trzęsą ci się ręce i masz łzy w oczach – won! Jak wrócą – ponownie delete. Nie zatruwaj sobie życia. Było – minęło.
    Zwyczaj ciągłego ustępowania, bycia „grzeczną dziewczynką”, „grzecznym chłopcem” , przemilczania, nawet gdy czegoś bardzo potrzebujesz, ale „co ludzie powiedzą” – wyrwij z korzeniami! Mów, proś, komentuj, wypowiadaj się – grzecznie i taktownie, ale zgodnie z własną wolą i o swoich potrzebach.
    Strach przed starością, chorobą, przed nowym, wątpliwości co do swojej urody i wdzięku, brak wiary we własne szczęście – spakuj i spal, a popiół – na wiatr. To nie działa, nie pomaga. Przeszkadza żyć po ludzku.
    Zepsute zapalniczki, długopisy, czajnik, kuchenkę – won. Kupisz nowe.
    Zwyczaj przepieprzania czasu w internecie – wywal już teraz, zaraz, natychmiast!
    Skończysz czytać – idź na spacer. Tam jest dobrze, jest świeży podmuch powietrza, słońce albo deszcz, zieleń albo śnieg. Przejdź się, pooddychaj, popatrz, posłuchaj, powąchaj.
    To żyje.
    To działa.”

  • o miłości

    Pierwsze co następuje to ospa, zatem moja głowa nie jest w stanie wymyślić nic mądrego.
    A nawet nic jakiegokolwiek. Jestem nastawiona na „Mamo swędzi!”, „Mamo drapie!”, „Mamo boli”, „Mamooooo”.. Mam wrażenie, że chorujący dostaje z każdą nową krostą pakiet miliona możliwości do wykorzystania słowa „Mamo” pod każdą postacią 😉
    Zatem nie będzie słów o moich przemyśleniach i analizach życia, bo ich chwilowo nie ma.
    Ach nie!! Są, one nigdy nie przemijają i nie cichną, ale nie jestem w stanie przenieść ich na klawiaturę w sensownej formie.. 🙂

    Będzie dziś zatem o miłości. O filmach z miłością. Piękną, trudną.. 
    I choć nie uda się zebrać nawet jednej setnej moich ulubionych filmów o miłości to zestawię kilka tytułów. Nie jestem w stanie ustalić ich hierarchii ani miejsca na liście ulubionych.
    Myślę nawet, że o wielu najlepszych w ogóle nie wspomnę, zapomnę, bo to będzie zaledwie ich mała garstka.
    A jak kliknę „opublikuj” to będę się łapać za głowę i mówić „O rany, a o tym zapomniałam”, „o kurde, przecież ten jest mój ulubiony”…
    No ale… Te które publikuję dziś też należą do moich „wartościowych i ważnych”. 
    Do zwyczajnie „pięknych filmów o miłości”..

    Nie wiem czy mam wspominać o tych moich ukochanych o których pisałam milion razy już..
    O „Duma i uprzedzenie”, „Ogród Luizy”, „Fortepian”, „Noce i Dnie”
    O takich klasykach najpiękniejszych jak „Pamiętnik”, „Czas na miłość” , „Grease”

    Napiszę zatem o pierwszych 10 jakie przychodzą mi do głowy a o jakich nie pisałam i nie są może „szlagierami”…

    „Dom Dusz” – pamiętacie ten film? Kiedy byłam mała puszczali go często na TVP2. Jak ja go kochałam!
    Tam się tyle dzieje, tyle emocji.. Takie gwiazdy grają. Koniecznie. Taka klasyka jak „Wichry Namiętności”.
    A książka podobno też piękna. Nie czytałam, muszę nadrobić tę okropną zaległość.

    „Powtórnie Narodzony” – ile ten film wzbudził we mnie uczuć.. Poprowadził mnie przez histeryczny płacz, przez wzruszenie, przez niedowierzanie.. Zjawiskowa gra aktorska Penelopy. Muzyka, zdjęcia..
    To taki film, który się pamięta do końca życia. Nawet po długich latach pamiętasz jego skrawki, urywki, momenty..
    Gra tam też główny bohater z filmu „Wszystko za życie” (org „Into the wild”) – również konieczny do obejrzenia.
    Piękny!!! Zjawiskowy!!

    „Apartament” – to chyba taka trochę klasyka filmów o miłości. Ale nigdy o nim nie pisałam to wspomnę, że rozczula do cna. Tak że jesteś tą miłością, oczekiwaniem, rozczarowaniem… Stajesz się częścią tej historii.
    Wspaniały!!

    ” Mildred Pierce” – to 6 odcinkowy serial zrobiony przez HBO. Główna rola należy do Kate Winslet.
    Mistrzowsko zagrana, piękne lata 30’te. Genialnie nakręcony. Ogląda się z zapartym tchem.
    Polecam wygospodarować więcej czasu, bo nie wyłączycie po kilku odcinkach. To się ogląda za jednym razem… Piękna paleta ludzkich uczuć, zdarzeń, konsekwencji. Miłości do mężczyzn, do dzieci, do siebie…
    Myślę, że to ważny film do życia po prostu..

    „Wiek Adaline” – ach, byłam w kinie. Główną rolę gra Blake Lively, O żesz! Jaka piękna tam jest! Nie mogłam się napatrzeć. Na jej kobiecość, ruchy, gestykulację.
    Piękna historia, piękna miłość. Zdjęcia moje ulubione, bo nie z dziś a z połowy XX wieku.
    Cudowny!!

    „Droga do szczęścia” – a to film o trudnej miłości. O trudnych wyborach. O trudnych decyzjach.
    Film niewyobrażalnie smutny, prawdziwy. Ale nawet nie myślę, że Ktoś mógłby Go nie zobaczyć.
    Warto.

    „Mamuśka” – o miłości każdej. Miałam taki czas w życiu, że ogłądałam go dwa razy dziennie.
    Do dziś płaczę gdy oglądam lub gdy słyszę tę piosenkę.
    Myślę, że każda Mama (ja kiedy go odkryłam Mamą jeszcze nie byłam) musi go obejrzeć.
    Przygotujcie sobie tylko odpowiednią ilość chusteczek, bo ja płakałam w głos.
    Oraz oczywiście najlepsza obsada aktorska.

    „Blue Valentine” – ma swój klimat i kolory. Takie historie miłosne lubię najbardziej. Nieoczywiste, tak nakręcone. Zresztą… Rayan Gosling… to wiadomo…

    „Była sobie dziewczyna” – Mam taką przyjaciółkę, z którą od lat oglądamy filmy jak to nazywamy „o szkole”.. I choć lata mijają, my stare kobity te filmy o szkole…
    Ta historia o miłości jest przewrotna.. Mówi o czasami innym jej obliczu.. 
    Lubię baaaaaardzo!! I tamte lata… Samochody, mieszkania.. Ja się urodziłam zdecydowanie w złych latach…

    „Dalida” – byłam ostatnio w kinie. Film na faktach, biograficzny. Posiadający w sobie tak wielkie pokłady miłości… Miłości ulotnej, zakazanej, przemijającej, niechcianej… Chyba każdej tak naprawdę..
    Byłam zachwycona.


    Tak jak myślałam! Powracam dopisać! 
    „Love Rosie” – aaaaaa!!!! piękny! piękny!! ja uwielbiam jak gra w nim Sam Claflin.
    tyle tam życiowej prawdy. Miłości domowej i tej niewypowiedzianej..

    No i z klasyki wspaniałe „Igraszki Losu”.
    Mój ukochany typ. Miłość i Boże Narodzenie.

  • „Liść”


    „Kiedy słońce schodziło coraz niżej, kiedy w domach zaczynało pachnieć obiadem, ścieżką przy lesie dreptała mała dziewczyna.
    W różowych kowbojkach podskakiwała, kręciła się i unosiła do góry ręce łapiąc wirujące liście.
    Chciała też schwytać wiatr, ale on tylko oplatał Jej palce, buzię i uciekał coraz dalej i dalej..
    Udawało Jej się zaledwie złapać zadartym noskiem, zapach tego wiatru.
    Wciągała powietrze głęboko i mocno przy tym zamykała oczy.
    Zupełnie znienacka, ogonkiem do dołu a falą do góry przykleił się do rumianego polika liść miłorzębu.”

    Przyszedł taki czas… czas na książkę dedykowaną dzieciom..
    Choć tak naprawdę, bardzo chciałam napisać coś dla dorosłych zarazem..
    Sama uwielbiam moment, w którym zamykam książeczkę, gaszę lampkę, przykrywam dzieci, całuję i mówię „śpijcie dobrze”..
    A potem leżąc i czekając jak zasnął (oczywiście w przytuleniu) – rozmyślam..
    Często duży wpływ na ten mój ciąg myśli i analiz ma książka jaką czytaliśmy do snu..
    Chciałam zatem by dorosły znalazł też coś dla siebie..
    By czytając tę historię pomyślał też na sobą, swoim zachowaniem..

    Dziś zdradzam tylko bardzo małą część.
    I niech nie zmyli Was dziewczynka. Książka będzie i dla chłopców i dla dziewczyn.
    Bohaterka z ilustracji jest zaledwie chwilę. To Ona znajduję tytułowy liść.
    Bo książka jest o liściu właśnie. Liść Miłorzębu.
    Niesiony jesiennym wiatrem trafia do różnych domów, na podwórka.. Wędruje po jednej z ulic.
    Tam, jest świadkiem różnych historii, zdarzeń, rozmów..
    Z każdej z nich wynosi jakieś przemyślenia i wnioski.
    Na podstawie tych obserwacji uczy się co w życiu jest ważne..

    Książkę napisałam, a potem zamarzyło mi się by autorką ilustracji była Katarzyna Stróżyńska Goraj.
    Zgodziła się, a ja na każdą kolejną Jej ilustrację czekam z radością dziecka.

    Wstępne plany Jej publikacji to 7.07.2017

    Skład ilustracyjny jest tylko poglądowy, przed korektą tekstu, oraz obróbką drukarską.
    Do tej ilustracji cały dedykowany tekst w cudzysłowie.

    Każdemu z Was bardzo! bardzo! dziękuję za tak ciepłe i piękne przyjęcie mojej osoby „na żywo”.
    Kłaniam się nisko.