• szopka z dinozaurem

    Otóż zaplanowałam posta poświątecznego. Miał być długi.
    Z opisami, trochę zdjęć, filmik, propozycje książkowe jakie przeczytałam przez ten czas..
    Lecz kiedy to wszystko już złożyłam w całość, to było tego zbyt wiele na jednego posta.
    I podzielę na części 3. 
    W pierwszy dzień świąt, popołudniową porą, Dziadek Andrzej udał się na drzemkę. Choć twierdzi, że nie śpi, a jedynie regeneruje się.
    Aby porobić coś w dość znośnej ciszy, starsze dzieci ( Boże!? Jakie dzieci?!? Toż to panienki na wydaniu) wzięły maluchy na poddasze. I nas jako widownię. Próby i scenariusz powstawały za drzwiami w ciągu dosłownej chwili.  Na kolanie. I może dlatego tak nam się podobało..
    Świąteczne lenistwo na poddaszu w najmniejszym pokoiku.

    (z racji ciemności jakość słaba, zatem choć odrobinę proszę temu dopomóc ustawiając jakość HD na kółku zębatym)

     

  • świąteczna reklama

     

    Zadzwonili do nas producenci z COMTV.pl z zapytaniem czy mogą nagrać świąteczną reklamę u nas w domu. A potem zapytali czy w niej wszyscy zagramy. Mój mąż, który nie znosi pokazywać się w mediach, odpowiedział w sekundzie, że on to nie. A potem rzekli, że to będzie świąteczna reklama motoryzacyjna.
    Dla Porsche Inter Auto Polska. I nagle się zgodził 🙂
    Popołudnie nagrań było tak zabawne, ciepłe, swojskie, że moje dzieci jeszcze kilka dni, z wielką nadzieją pytały, czy dziś też będzie tak fajnie.. Bo rzeczywiście było super. Pomimo tego, że na filmiku tylko Benio otwiera prezent, to w rzeczywistości w wielkim pudle otwierała go również i Tosia. Ekipa produkcyjna zadbała o każdy szczegół dotyczący dziecięcych uczuć. (To ten wielki szary słoń na jednym z ostatnich zdjęć na instagramie).
    Za Tosi warkoczyki dziękujemy naszej pięknej przedszkolance Pani Patrycji. Ja umiem tylko zwykłą kitkę i to krzywą, a kiedy Tosia wraca z przedszkola to ma cuda na głowie. Zazdroszczę tego talentu.
    Moi Drodzy, ja jak co roku, zmykam z internetu i odrywam się od pracy na dwa tygodnie. 
    Będę czytać, tkać, piec i celebrować spokój 😉
    Życzę i Wam by udało się nabrać tchu przed nowym, nadchodzącym rokiem.
    Zdrowia i spokojnego oddechu.
    Oraz dziękuję Wam, że kolejny rok, tak tu sobie tworzymy internetową rodzinę.

  • wybór. (wieczornica)

    Nikt nie ofiarował nam wolności wyboru w kolorze oczu, skóry, kształtu nosa czy plaskatej bądź smukłej stopy..
    Nikt nie dał możliwości rozejrzenia się po świecie i wybrania kraju wiecznego słońca bez wojny, głodu i biedy.
    Nie możemy wybrać warunków, możliwości i predyspozycji..
    Nie dostajemy upragnionego talentu, jedynie ten zapisany w genach…
    A potem albo go odkryjemy, albo żyjemy w przeświadczeniu, że nie dostaliśmy żadnego.
    Po prostu się rodzimy. W jakimś miejscu, o jakimś czasie, z jakąś rodziną, z za dużymi uszami, garbatym nosem bądź zbyt masywnymi udami.
    Często poprzez swoją nieśmiałość lub inne niedostatki, nie żyjemy tak jak byśmy chcieli. Jak nam się pragnie żyć.
    Jednak pozostaje coś, w czym wybór ma każdy z nas… bez względu na posiadane dobrodziejstwa czy ułomności..
    Każdy z nas może wybrać pomiędzy życiem w którym się chce i życiem człowieka, któremu chęci brak.
    Urodziłam się w domu, w którym Mamie chciało się wszystko. Począwszy od prowadzenia domu, gotowania, sprzątania, pielenia ogródka, deserów i weków, poprzez goszczenie znajomych, rodziny i obcych przechodniów, kończąc na pracy w której wracała zimą ze zgrabiałymi z zimna rękoma.
    Choć dużo gadam, jestem głośna i robię zamieszanie, to zaskakująco dobrze i wnikliwie pomiędzy tym wszystkim, przyglądam się światu.
    I dostrzegam tę ludzką możliwość wyboru, albo przede wszystkim co z tą możliwością czynią…
    Albo jak wygląda codzienność i aura tych, którym się chce. Jak wygląda Ich rzeczywistość, ludzie, którzy Ich otaczają i wciąż kłębią się dookoła, bo otaczać chce ich wielu. Aż wreszcie jak wygląda śmierć i pamięć o człowieku, któremu się chciało.
    Gdyby każdy na tym świecie dokonywał takiego wyboru, wyboru chcenia, bilibyśmy się o miejsca w wolontariatach, brakłoby zwierząt do adopcji i psy w schroniskach padałyby z przejedzenia.
    W sklepach zalegałyby ogórki w słoikach, bo każdy miałby chęć wekowania i robienia własnych przetworów.
    Dlatego ważne jest, by te pragnienia ludzi w działaniu były odmienne. Zróżnicowane.

    Podjeżdżam pod kościół, widzę te nasze dziewczyny z Rady Rodziców.
    Czy gdyby mnie się nie chciało, to poznałabym te wszystkie fantastyczne dziewczyny z mojej wsi, którym się chce.
    Czy wiedziałabym, że Bosia będzie pamiętać o herbacie w termosie na kiermasz pod kościołem, i o grzańcu, gdy te stroiki będziemy tworzyć w Sołtysa salce?
    Że Alina założy zeszyt najlepiej sprzedających się stroików, by pamiętać na przyszły rok.
    Że Marta wraz ze swoimi pracownikami będzie kleić dwa dni brylanciki na świątecznych kartkach.
    Że Eliza okaże się taka „moja”.
    Że widząc zapał, chęci, upór i maile wymieniane o północy, to jestem dumna z tego, że jestem Ich częścią. Dziękuję wtedy w myślach mojemu rodzinnemu domowi, który nauczył mnie dokonywania właściwego wyboru.
    I kiedy patrzę na tych, którzy przechodzą obojętnie obok, to tłumaczę sobie, że Oni dokonali wyboru „chcenia” w innych życiowych dziedzinach… Mam taką nadzieję.

    W sobotę wsiadłam w auto by pojechać do rodzinnej wsi. Na chwilę.
    Nagrać generalną próbę teatru cieni, w Szkole Podstawowej mojej Siostry. Wieczornica
    Choć z moją siostrą rozmawiam codziennie, tak od prawie roku, umawiam się z Nią na audiencję.
    Mojej siostrze się chce. A wiecie jak jest gdy człowiek, któremu się chce, trafia na sobie podobnych?
    Albo przenoszą góry, albo potrafią podnieść placówkę z kolan. A potem te kolana jej otrzepią by wgnieceń nie było na skórze.
    Mam takie zdjęcia w telefonie, wysyłane przez moją siostrę, jak nowa Pani Dyrektor stoi w wakacje na drabinie. W szarym dresie. I szpachlą zdrapuje starą farbę ze ścian.
    I w te wakacje były tam dni prawie sześćdziesiąt. One i rodzice ze wsi, którym się chce.
    Po pracy zjadali na szybko obiad, zakładali robocze ciuchy i do nocy z tymi nauczycielkami stali na drabinach, malowali, szlifowali… 
    Każdy mądry człowiek, takiego rodzica stojącego tam z pędzlem, będzie pamiętał zawsze. 
    Będzie Mu się głową w pas kłaniał. 
    I kiedy słucham na tej audiencji z moją siostrą o tych, którym się chce, to się człowiekowi tak dobrze śpi… 
    Z takim spokojem, że ten świat nie najgorszy jest. O nie!
    Dzięki tym, którym się chce. Dzięki tym, którzy dokonali takiego wyboru.
    Takie życie jest po prostu coś warte. Bez względu na to, czy buduje się wielkie łuki triumfalne, czy remontuje Szkołę Podstawową, w której jest pięćdziesięcioro uczniów…
    Moja siostra robiła Jasełka. Nie. Moja Siostra robiła Wieczornice. Teatr cieni.
    Wraz z Panią Basią (na filmiku to ta urocza blondynka z grzywką. Moja nauczycielka także i najlepsza przyjaciółka naszej rodziny).
    – Wiesz Jula, podjeżdżam pod szkołę i widzę te lampki na drzewach porozwieszane, to ognisko naszykowane. Ławki, stoły, namioty. Te Mamy z ciastami w rogach Reniferów, które Iza dla wszystkich Mam zamówiła… I Piotrek mi mówi – no otwieraj Miśka te szkołę (bo ja jestem Puszek, a moja siostra jest Miśka), a ja Mu odpowiadam – czekaj Piotruś, muszę się napatrzeć. Jaka ja Jula jestem dumna z tych ludzi, jaka ja jestem dumna, że tam pracuję – tak mi opowiadała na audiencji pojasełkowej, na którą się musiałam zapisać sms’em, bo wiadomo po jasełkach jeszcze będzie tydzień zajęta. Dobrze choć, że na Wigilię wpadnie. 😉
    Moja siostra z Panią Basią wieczory spędzały na próbach, dekoracjach, zaangażowani rodzice przywożą dzieci, wspierają. Na szybko wpadają ze świątecznych zakupów i wiążą kokardy pod szyją swoich córek.
    A potem na facebooku pod fotorelacją z Wieczornicy córka mojej Siostry podpisuje „Gratulacje Mamo”, i wtedy też mi się chce płakać. Bo to zamyka tę całość.
    Tych ludzi ze wsi co siedzą przy ognisku, tę moją Mamę co tam najbardziej wariuje.
    Ci co nie byli, niech żałują po stokroć, bo nie ma nic piękniejszego niż integracja z własną wsią.
    Choć podobno hitem był płaszcz Wójta, w którym mój Tato poszedł do domu przyłożyć do pieca.
    Pani psycholog jak przystało na psychologa pocieszała władzę, żeby się nie martwił, bo ten od Rozumka ładny taki, może i nawet ładniejszy, to na co te troski..

    I kłaniam się tutaj w pas każdemu komu się chce. Bo takie życie jest coś warte.
    I na te święta życzę Wam Moi Kochani, obyście nigdy nie tracili tej siły. 
    I oczywiście zdrowia.