• scenariusz

    Każdy z Was może napisać książkę. Tylko zwyczajnie nie zaczyna tego robić.
    Mam dla Was pewną zabawę, którą kiedyś sobie wymyśliłam prowadząc zajęcia literackie.

    Myślisz, o mój Boże, o czym ja miałabym napisać książkę. I ta myśl przeraża. Odstrasza.
    Zostaw to. Skupiaj się tylko na następnym zdaniu. Pozwól tej historii tworzyć się na bieżąco, pod wpływem chwili. Nie musisz mieć rozpisanych dat ani map.
    Kieruję się takimi dwoma zasadami, które kiedyś też powiedział Myśliwski. 
    I zanim je przeczytałam, tliło się we mnie takie samo nastawienie.
    Po pierwsze, pozwól tej książce/opowiadaniu się zaskoczyć. Bo jeśli miałbyś wiedzieć co będzie za kilka stron, to po co ją pisać? Oczywiście możesz wiedzieć. To luźna myśl, która ma dodać Ci lekkości i odjąć stresu związanego z „podołaniem sprawie”.
    A po drugie, pierwsze zdanie nadaje rytm. To ono daje pierwszą nutę, do której potem nuci się piosenkę. Ale nie musi. 
    Nikt nie każe napisać Ci książki. Napisz tylko kilka zdań odpowiadając na poniższe pytania.
    Baw się tymi słowami, tymi zbudowanymi zdaniami a co za tym idzie – historią. Twoją historią.
    A jak jutro do tych zdań usiądziesz, to będzie już parę zdań zamiast niczego.
    Tylko kilka zdań. To zawsze więcej, o niebo więcej niż nic.
    Choćbyś miał te kilka zdań zostawić potem, to zrób to aby udowodnić sobie, że potrafisz.
    A kto wie, czy każdego dnia nie wpadną Ci do głowy kolejne myśli które tam dopiszesz…?

    Otwórz czystą kartkę. Obojętne czy będzie to nowe okienko w komputerze czy kartka papieru.
    Po każdym moim pytaniu zamykaj oczy i zapisuj to co widzisz.

    1. Pierwsze to miejsce.
    Zamknij oczy i wyobraź sobie miejsce. Na razie tylko tyle.
    Bo wszystko co robimy udaje się wtedy, gdy idziemy małymi krokami. Jeśli chcemy wskoczyć od razu bardzo wysoko, dokonać czegoś wielkiego, to najczęściej nie starcza nam sił, możliwości, talentu, czasu…
    A ta, którą pokonujemy małymi kroczkami, jest drogą, którą ukończymy szybciej, niźli tę po której chcielibyśmy podążać wielkimi susami. Szybciej ale też i lepiej. Nie spiesząc się czy nie wymagając od siebie od razu wiele, możemy być czujni, uważni, zadbać o szczegóły. Pośpiech czyni nas głuchymi i ślepymi na to co dzieje się pomiędzy. A to co pomiędzy, jest często kwintesencją tego co ważne albo najważniejsze. Zatem chcąc stworzyć te opowieść, bądź powolny w swoich myślach i wyobrażeniach.
    Nie wymagaj od siebie bestsellera, a zwyczajnie dobrego dla siebie czasu. 
    Zatem miejsce. Zamknij oczy i poszukaj miejsca. Gdzie jesteś? Na zewnątrz czy w środku? Dziś czy sto lat temu? 
    Otwórz oczy i zapisz. Obojętne czy w krótkich zdaniach czy licznych w słowa. 
    Opisz patrząc na nie oczami bohatera albo kogoś kto patrzy z góry.
    Może być jedno zdanie i mogą trzy. Tyle ile widzisz i ile potrafisz.

    2. Pogoda i pora roku.
    Co widać dookoła lub co można zauważyć z okna? A może przez szparę albo z namiotu?
    Jeśli chcesz opisz tylko niebo. A może tylko wiatr. A jeśli Cię poniosło to opisz wszystko.

    3. Zamysł. Myśl.
    Dlaczego teraz? Bo gdybym zapytała o to na początku to mogłabyś się zrazić.
    Ale teraz? Kiedy jest już jakaś baza? Kiedy już widzisz jakąś historię?
    Pomyśl teraz co chciałabyś przez swoją historię przekazać? Jaki morał? Jaką mądrość? 
    Czasami historia nie musi ze sobą nic nieść, wystarczy aby po prostu była i w Twojej głowie się tliła.
    Często historia toczy się swoim rytmem, bez zaplanowanego morału. I to ostatnie zdanie, wpada do głowy kiedy stawia się przedostatnią kropkę.
    Zatem tutaj jest miejsce, w którym zastanów się czy jest coś co niesiesz w sobie i chciałabyś przekazać poprzez tę historię. Może coś czego się boisz? A może w tym opowiadaniu spełnisz swoje marzenie bohaterem jaki ukazał się w Twojej wyobraźni?
    Nie, ten zamysł wcale nie musi się ukazać podczas odpowiadania na moje wszystkie pytania.
    On może ukazać się za sto stron albo na stronie ostatniej.
    To jest myśl luźna. Do zastanowienia.

    4. Bohater.
    Kogo widzisz gdy zamkniesz oczy?
    Kobietę, mężczyznę, dziecko? A może głównym bohaterem jest kamień, ślimak, rower?
    Stoi czy leży? Jak wygląda? Opisujesz go z perspektywy obserwacji czy jesteś nim i opisujesz siebie?
    Pamiętaj o tej narracji. Czy jest w pierwszej osobie czy trzeciej. Jeśli masz potrzebę to tę narrację zmieniaj. Pamiętaj, Ty jesteś panem tej historii. Nie ma zasad dobrej opowieści.
    Zatem w tym punkcie opisz swojego bohatera.

    5. Uczucia.
    Jest strapiony czy właśnie wydarzyło się coś z rodzaju cudu i od tego momentu zaczyna się jego szczęśliwa historia? A może właśnie rozegrał się dramat i tonie we łzach? Jakie uczucia przedstawia Twój bohater? Co czuje, albo co wyraża swoim wyglądem? 

    6. Działanie/Akcja
    Zaczynamy się ruszać. Albo ruszać zaczyna się otoczenie. Zamknij oczy i zobacz. Przypatrz się uważnie. Rozejrzyj dookoła. Może jest tam coś co do tej pory przegapiłaś, a co mogłoby być kwintesencją tego opowiadania. Może właśnie to nada cały rytm.
    Czy główny bohater zalewa herbatę czy wbija łopatę w ziemię?
    A może wciąż siedzi a obok niego zatrzymuję się auto?
    A może ten, który wysiądzie z auta okaże się bohaterem?

    7. Dialog.
    Lubię książki, które zaczynają się rozmową, pytaniem, stwierdzeniem…
    Ale możesz to zrobić przy następnym opowiadaniu.
    Teraz przychodzi czas na rozmowę. Zamknij oczy i pomyśl jakie zdanie mógłby wypowiedzieć Twój bohater? Czy to jest pytanie czy właśnie kwestia oznajmiająca?
    Na razie wszystko co do tej pory zapisaliśmy/zapisaliście jest dosyć ogólnikowe. Zatem rozmowa też może być wymianą kilku zdań. A może tylko dwóch…
    Czy Twój bohater ślimak zapyta kamienia jak daleko stąd do miasta?
    A kamień odpowie – to zależy od tego ile masz czasu i jak jesteś prędki.
    – Czasu mam mało i jestem bardzo wolny. – odrzeknie strapiony ślimak
    – Zatem droga do miasta bardzo daleka. – sapnie kamień
    – A dla ciebie jaka to droga?
    – Gorsza niż twoja, bo niemożliwa. Zatem może ta twoja nie taka daleka.
    ( Tu akurat pojawił się dialog, który mógłby nadać morał książce, jej charakter. 
    Ale jak pisałam tak być nie musi.)

    8. Wspomnienie.
    Kilka zdań o czymś co właśnie przypomniało się głównemu bohaterowi, do jakich myśli wrócił?
    Czy dialog był powodem owego wspomnienia czy może ta pogoda? Co go powiodło, co było przyczyną że zaczął o tym myśleć? Tu jest miejsce na małą historię, opowieść wtrąconą/ poboczną.

    9. Ogół.
    Opierając się na tym co napisaliście do tej pory, zamknijcie to w klamrę prawdy o życiu.
    Coś co jest prawdą często głoszoną. Życiową mądrością. I nie jest to koniec opowiadania, a jedynie jedno, dwa zdania dotyczące ogółu…
    Np. bywają na świecie kamienie, które umieszczone na szczycie skały toczą się ku innemu miejscu.
    Jednakże bywają i te, które przez całe swoje życie tkwią w jednym miejscu, tylko przez to, że tutaj zostawił je los.
    (Pisze to na kolanie, leżąc pod kocem, gdyż trzeci tydzień jestem chora 🙁  więc nie czepiajmy się szczegółów 🙂 Oczywiście ja uważam, że jesteśmy kowalami swojego losu, jednak książka czy opowiadanie to nie tylko nasze poglądy ale też im skrajnie przeciwstawne.)

    10. Drobiazgi.
    Teraz zerknij na to co napisałaś. Zobacz czy chcesz dopisać coś, co czasami wydaje się nieistotne, a może nadać duży charakter…
    Powiedźmy, że zaczynam od punktu pierwszego. 
    Nie wiem jak długi był ten wąwóz, ale wiem, że na samym środku stał kamień.
    Mogę dodać…
    Nie wiem jak długi był ten wąwóz i nigdy nie udało mi się go zobaczyć, ale wiem, że na samym środku stał kamień.
    Ja sobie już wprowadziłam narrację w pierwszej osobie.
    Ale możecie prosto.
    Długi wąwóz. Jesienią wyściełany brązowym dywanem z liści.
    Po dodaniu…
    Długi, pełen wystających korzeni wąwóz. Jesienią wyścielany brązowym dywanem z różnorodnych liści.

    Czasami w życiu robimy coś dla siebie, bo sprawia nam to ogromną przyjemność.
    Ja tak mam. Kiedy piszę, to zabawa słowem, dobieranie tych słów jest dla mnie wielką frajdą.
    Ale lubię też mieć motywację. I tą motywacją jesteście Wy. Że na te moje słowa czekacie.
    Dlatego ja dziś, będąc przy punkcie 9 pomyślałam, że też podaruję Wam motywację…
    Kiedy już napiszecie, podeślijcie na mojego maila ( julia.rozumek@gmail.com) z tytułem „moja książka”.
    A ja jakiś tekst (zaznaczam, że nie ten, który będzie profesjonalny, gdyż sama profesjonalistką nie jestem, a ten, który pokaże wielkie chęci i pracę. Też nie ten, który będzie najdłuższy. Choć może być.) nagrodzę moim „ZAPISOWNIKIEM”. 
    Chodzi o to, żebyście w końcu uwierzyli, że idąc małymi krokami możemy zrobić wszystko.
    Spełnić każde marzenie czy pragnienie. 
    Patrząc na całość, ta całość przeraża. Patrząc tylko na jeden punkt, jest już zupełnie inaczej…
    Bo czy trudnym jest opisanie dwoma zdaniami miejsca, pogodę, bohatera, uczucia, akcję….?
    1. Wielka stodoła pełna starych rupieci. 
    2. Po której akurat dziś hulał zimowy, mroźny wiatr. 
    4. Na jednej z belek siedział przeraźliwie miauczący kot. 
    5. Po jego sierści widać było, że życie go nie oszczędza. A już na pewno wieś w jakiej przyszło mu żyć.
    6. Ktoś zwinnym ruchem otwarł wrota i rzucił w niego bryłą mokrego, ciężkiego śniegu.
    Itd… Itd…
    To jak? Kto się bawi? Bo zapewniam, że potrafi każdy.
    Na Wasze maile czekam do 28.02.2021.
    Specjalnie proszę o wysłanie na maila, bo wiem, że gdybyście publikowali w komentarzach, to Ktoś zerknie i pomyśli „o nie! ten napisał tak ładnie, to ja na pewno nie mam szans!”.
    A szanse ma każdy. Pracę zwycięską, za pozwoleniem opublikuje na blogu. Dobra, niech będą 3 miejsca.
    1. ZAPISOWNIK. 2. O życiu i Los. 3. Weź ze sobą.

  • co obejrzeć…?

    Całkowicie mam umysł odłączony od myślenia. Od tworzenia i znajdywania słów.
    Łapania w całość myśli i rozwijania w opowieść.
    I choć czasami dopadają mnie wyrzuty sumienia, bo nie lubię zaledwie trwać (lubię działać i tworzyć), tak pozwalam naturze robić swoje. Widocznie tak mam być. Taki mam nastać czas.
    Aby głowa odpoczęła od rozmyślań.
    Siadam do tego posta od kilku dnia. Każdego napisałam do połowy. Jednego o byciu ponad to co nas spotyka a drugiego tematycznie o miłości… Ale do połowy.
    Dlatego niech moja głowa sobie dalej lawiruje w przestworzach a ja w tym czasie aby nie milczeć napiszę co ostatnio oglądałam i co polecam… Wiem, że filmowe polecenia też lubicie…

    Jeśli chcecie zobaczyć moje wcześniejsze wpisy z poleceniami tego co lubię
    albo kocham filmowo i serialowo to:
    TUTAJ spis Moich ukochany ekranizacji czyli kostiumowo. Moje THE BEST.
    TUTAJ maaaaasa propozycji filmowych na Netflix.

    TUTAJ różne propozycje filmowe. I dla dzieci i moje kochane Peaky Blinders.
    TUTAJ propozycje do oglądania z dziećmi.
    Tutaj super miniserial.
    TUTAJ propozycje HBO GO. Takie serio dobre (moim zdaniem).
    A TUTAJ filmy o miłości… Akurat na nadchodzący weekend.
    Zaczynamy od Netflixa! Czyli to co obejrzałam w grudniu i styczniu. Dużo więcej ale nie pamiętam już, a nie zapisuję. To co zobaczyłam na HBO zostawimy na za tydzień.

    Seriale.
    Te, które pamiętam, że oglądałam w ostatnim czasie. Bo jest ich zapewne dużo więcej.
    Nie jest to też lista tych które mnie w sobie rozkochały, a oceny tych, które oglądałam.

    Grace and Franky.
    Cudowny! Piękna starość! Pełna młodości. Bystrość dialogów, zawadiackie odzywki.
    Przekleństwa wkomponowane w rozmowy z największym kunsztem.
    Ach! Dla mnie boski! Jak ja na tym serialu odpoczęłam.
    Wręcz zaczęłam czekać na starość.
    Lupin
    Wiadomo, Kto nie kocha ciemnoskórego mężczyzny z filmu „Nietykalni”?
    To właśnie on jest twarzą serialu Lupin i robi to w doskonały sposób.
    Na wieczory z mężem i oderwanie się od miłosnych historii suuper!


    Bridgertonowie

    Podchodziłam do tego serialu kilka razy!
    Ach jak mnie drażnił lektor! No nie mogłam się skupić na dialogach.
    A jak mnie rozpraszał nowoczesny styl w tej jakże mojej ukochanej starej Anglii.
    Dla takiego miłośnika jak ja ekranizacji Jane Austen czy Charlotty Bronte ten serial był nożem w samo serce. Taki unowocześniony. Nawet książę miał dziurkę w uchu po kolczyku.
    I te na siłę włożenie ciemnoskórych postaci… No nie… Nie przekonało mnie.
    Ale obejrzałam do końca i był to miły czas. Także polecam jeśli ktoś jest spragniony historii łatwych, lekki, przyjemnych i maksymalnie poświęconych bajkowej miłości.


    Gambit Królowej

    Mnie zachwyciła główna aktorka i jej ubrania. Zachwyciła mnie aranżacja pomieszczeń. Stylizacja i doskonała praca scenografa. Rekwizyty i meble… Ach! Cudo.
    Ale cała historia… Mam wrażenie, że albo mogli te wątki rozwinąć i zrobić więcej odcinków albo zostawić tyle i trochę wyciąć. Wiele postaci jakby dotkniętych ale nie pokazanych, niedokończonych…
    Można obejrzeć.


    The Crown

    Bardzo lubię seriale historyczne. Bo lubię poszerzać swoją wiedzę.
    Doskonale zrobiony, fajna gra aktorska. No możnaby powiedzieć, że extra.
    Miałam jednak wrażenie, że tak się ta historia czasami ciągnie.. Obejrzałam tylko dlatego, że skoro zaczęłam to dokończę… Dobry. chyba dobry.

    Bazar de la Charite
    Kilka wątków mocno naciąganych, ale oglądało się fajnie.


    Unorthodox

    O! A tu piękna lekcja jak wygląda świat, inne kultury, wyznania i zasady…
    No i na faktach, a ja lubię historie na faktach.


    Emily w Paryżu

    To jest serial, który ja nazywam – doskonały na wpisywanie faktur.
    Kiedy robię księgowe sprawy, to  w tle włączam coś co może sobie lecieć i mi nie przeszkadza, nie absorbuje, a wiem o co chodzi i jak nawet się wyłączę na 3 minuty to nic nie ucieka.
    Obejrzałam i jest ok, ale na coś w tle. Czasu tylko na niego, byłoby mi szkoda.


    Hollywood

    Fajne czasy. Piękne stroje, samochody. To obejrzałam w tle robiąc paragony.
    Jak Ktoś lubi tamtą Amerykę, to można na leciutko sobie go chlapnąć.

    Sex Education
    To oglądałam już dawno, ale chyba nigdy Wam jeszcze nie wymieniałam.
    No to ten serial lubiłam baaardzo. Ten Ich dom i ta Mama!


    Filmy:

    Rebeka
    Jakże żałuję, że obejrzałam go przed książką! Bo podobno książka piękna!
    A film był fajny. Na takie popołudnie czy wieczór pod kocem.
    Czekam aż go zapomnę aby przeczytać książkę.


    Czas na miłość

    Kocham nad życie i obejrzałam w grudniu i styczniu kolejne trzy razy.
    Bo w całym życiu z piętnaście 🙂
    Najpiękniwjszy film, który mówi o miłości do zwykłego życia i celebrowania codzienności.
    KOCHAM!!!!
    Sekret – Odważ się marzyć
    To zobaczyliśmy z Adasiem wieczorem gdyż nie wiedzieliśmy co wybrać i z braku laku kliknęliśmy to.
    Było lekkie, łatwe i przyjemne. Na wieczór w którym nikomu nie chce się myśleć. Ani płakać i ani rozmyślać nad uratowaniem świata lub jego zagładą. Jest po prostu lekki i miły.
    Jak zostałem gangsterem
    Fajna muzyka, fajna gra aktorska. Dobry. Serio.


    Wykopaliska

    Zobaczyłam dziś wpisując owe faktury właśnie. Miły do oglądania.
    Niczym nie drażni ale też niczym nie fascynuje. Przyjemny film.


    Teoria wszystkiego

    Jak już wspominałam lubię na faktach.
    I ten dobrze zrobiony. Warto zobaczyć i wiedzieć o człowieku więcej.


    Dla dzieci:

    Enola Holmes
    Super! To taki film, że ogląda cała rodzina i podoba się każdemu.
    Wizualnie zrobiony pięknie. Na rodzinny sobotni wieczór kinowy z popcornem idealny!!


    Rodzina od zaraz

    O rany! Na początku myślę, co za durny film.
    Ale potem się wciągnęłyśmy z Tosią i bardzo się nam podobał.
    Wzruszyłam się też nawet, ale i ile uśmiałam z Babci.

    I jeszcze dodatkowo program medytacyjny. Jak dla mnie rewelacja.
    Ale wiecie. To trzeba być samemu w domu. Wyłączyć telefon. Wiedzieć, że nikt nie przyjdzie.
    Odciąć się do oglądania. I przede wszystkim bardzo chcieć.

    Z propozycjami na HBO GO wrócę we wtorek 🙂

  • walentynkowy kolaż

    Moi Drodzy, po pierwsze, radość jaką mam w sobie z kwoty za którą wylicytowano moje książki na WOŚP jest olbrzymia. 3 170 zł. !!!! Dziękuję!!! 

    Przed nami walentynki i choć niektórzy twierdzą, że to święto z Ameryki, że kicz i bzdura, to ja uważam, że każda okazja aby okazać Komuś swoją miłość jest piękna. Bez względu na to skąd przyszła i w jakiej formie. Bo przecież takie walentynki każdy może spędzać po swojemu.
    Jeden kupi plastikowe czerwone serce i bukiet róż, inny przyniesie śniadanie do łóżka, obejrzą wspólnie film. Jeszcze Ktoś po prostu powie „kocham” i przytuli. Nie ma to znaczenia w jakiej formie. Ważne, aby w tym co robimy było dobro, ciepło, pamięć, troska.
    Ja zawsze powtarzam, że nie oczekuje prezentów od mojego męża. Nie, nie potrzebuje romantyka.
    Zawsze chciałam mieć partnera, który zapewnia mi poczucie bezpieczeństwa, jest inteligentny, mądry, dobry. Mój mąż daje mi każdego dnia prezent swoją cierpliwością i niewyobrażalną mądrością życiową.
    Każdego dnia Jego mądrość i zdolność unoszenia się ponad ludzkie złe zachowania czy uczucia jest dla mnie cudem. I ja ten cud każdego dnia mam. Jego umysł jest moim największym życiowym prezentem.
    Czasami mówi mi „Puszku, a co byś chciała na walentynki? Powiedz mi to Ci kupię. I kup proszę coś ode mnie dla Tosi.” I dla mnie to jest super. Bo nawet jeśli ja kupuje prezent dla Tosi od Taty na Walentynki, to On daje Jej go z taką miłością… A niech On się zajmuje sprawami ważnymi, a w tych drobnych pomogę mu ja… i dzięki temu codzienność kręci się płynnym, spokojnym ruchem…
    Ale ja o kolażu dzisiejszym… Jeśli jakiś mąż zapyta „Kochanie, co Ci kupić?”, to Wy mu to i odpowiedni numer.
    I gotowe.
    Jako, że leżę od kilku dni z przeziębieniem, to sobie tak na spokojnie leciałam myślami po swoim domu i składałam w całość to, co chciałabym dostać na walentynki, co uważam za bardzo godne polecenia…
    Zaczynamy…

    1. SLAAP. To polska marka. Wykonana przepięknie. Możecie zerknąć na ich stronę. Tak dopracowana w każdym szczególe. Używam ich produktów od ponad roku. Skupia się na nocy i naszym śnie.
    Skład produktów jest fajny. Zapach bajeczny, bo nie przeszkadza, a bardzo odpręża. 
    Ja sobie robię bardzo często wieczory ze SLAAP’em. A i moim dzieciom też. Puszczam muzykę relaksacyjną. Kładę sobie ich buźki na poduszkę i masuję rollerem, wcześniej smarując olejkiem.
    Używam już naprawdę długo i szczerze polecam. Ten roller wkładam do lodówki, wyciągam przed tym jak używam. Bardzo często kładę się już do łóżka i przy lampce nakładam olejek i z zamkniętymi oczami sobie robię delikatny masaż. Wprowadza mnie to w piękną fazę spokoju i wyciszenia. Przyjemność ogromna. Idea marki i filozofia jest tam bardzo spójna i prawdziwa.

    2. „Dziwne losy Jane Eyre” – wydanie „Świat Książki”. O mój Panie, jakaż to był uczta słowna! Jak ja tę książkę dawkowałam, jak wolno czytałam smakując każde zdanie. I ta myśl, że była napisana 200 lat temu. Najpiękniejsze opisy, dialogi, zabawa tymi dialogami. Klasyka! A to wydanie atłasowe to godne najbardziej widocznej półki.
    Ta książka zasługuje na najpiękniejsze okładki. Ta wersja wydana przez świat książki. Trudna do znalezienia, ale mnie się udało. Warto szukać. To taki skarb, który przekazuje się pokoleniami.

    3. Brushme albo Zuty, dużo jest do wyboru. Ostatnio zobaczyłam u znajomej przepiękny obraz, który namalowała sama. Okazało się, że to obrazy, które maluje się po numerach. Samemu. Jak kolorowankę dla dorosłych. Dla mnie to kilka w jednym.
    Bo ja upatruję też w tej pracy przy obrazie form odprężenia, medytacji, oderwania się od pośpiechu.
    Jest mnóstwo firm, które to robią i wiele motywów do wybrania. Świetna zabawa, tym bardziej, że zimowych wieczorów przed nami jeszcze trochę zostało…

    4. Torba BohoSwing! Powiem tylko, że w pierwszy dzień sprzedaży, wyprzedało się prawie wszystko. To co mieli zaplanowane na sprzedaż w kilka miesięcy. Jako, że wisi u mnie w domu i widziałam na żywo, polecam z całego serducha pospieszyć się i kupić z tego co zostało.
    Pięknie wykonana, zamykana na suwak. Robiona ręcznie i praca dobrze opłacona. Jak pięknie głosi motto firmy – produkty, które mają służyć latami, bez względu na zmieniającą się modę.
    Boho Swing stawia na mądrość zakupów i za to kochają Ich na całym świecie.

    5. Bluza oversize Momonde. To ubranie, które możemy nosić w domu i otulać się nią na kanapie. Możemy narzucać na plaży na strój kąpielowy. Na spacer. Na wyjście z koleżankami. Na wieczory letnie i na jesień do legginsów. Jak dla mnie produkt do wykorzystania na milion sposobów. Z dobrego materiału i dobrze odszyta. Czasami mamy milion bluz, ale jakoś nigdy nie jest ich pora. Ta jest tą, której pora nadchodzi jakoś zawsze… 

    6. Moa. Świeca, która swoim zapachem rozkochała w sobie wszystkich. Niewiarygodne jak produkt może zawierać w sobie tak idealny skład, do tego tak intensywnie pachnieć, tak dobrze wyglądać i mieć tyle żyć… Szkło po świeczce staje się szklanką na wodę, na whisky, na kompot… A wieczko jest podstawką pod świeczkę a później na biżuterię, na drobiazgi. Tylko ten, kto tę świecę zakupił zgodzi się ze mną, że warta jest swojej ceny. Mój dom, długo jeszcze po jej wypaleniu pachniał biblioteką, bo to mój ukochany zapach… Wiadomo… 🙂 A jak to jest zapakowane!! O Matko!! Z takim pięknym bukietem w środku!

    7. Kubek na kawę Circular Cup. Czy miłość nie kojarzy się z kawą? Randki na kawie, kawa do łóżka…
    A czy miłość to nie jest również dbanie o świat i planetę? Aby tym których kochamy żyło się lepiej?
    Kubek stworzony jest ze zużytych kubków. Nadaje się do ponownego recyklingu. Stworzony jest z myślą używania przez 10 lat. Wodoodporny i w 100% wodoszczelny. Wizualnie minimalistyczny.
    Jego zakup wspiera globalne problemy z odpadami. Mnie bardzo podoba się kolorystyka tych kubków, kształt. Idealnie komponuje mi się z moim faworyzowanym stylem.

    8. Kosmetyczka, saszetka, pokrowiec na laptopa. Piękna, wyplatana z liści palmowych z podszewką i zamkiem. To również kosmetyczka, która nigdy nie wyjdzie z mody, a poprzez swój design zawsze będzie pełna klasy i oryginalności. Warto inwestować w to, co latami spędzi z powiek myśl o kupowaniu innych, kolejnych przedmiotów. Lubię w przedmiotach którymi się otaczam minimalizm, prostotę i klasę. I tym skrada ona moje serducho. 

    9. Miss Quote. Ta pozycja to mój wybrany prezent na te Walentynki, choć chyba zgubił ten mój konkubent linka. Prześlę Mu jeszcze raz :)) 
    Od lat podoba mi się ich biżuteria. Bardzo nawet. I to jakoś tak każdy produkt, który pojawia się w ich asortymencie.. Na tym kółku zażyczyłam sobie grawer od środka (czyli widoczny tylko dla mnie), który zawsze przywodzi mi na myśl lata młodości – JR+AD=WM
    I sobie zaplanowałam, że systematycznie, okazjami zbiorę sobie trochę Ich biżuterii. Tutaj też urzekła mnie prostota. 

    10. Harmonia. A to idealnie walentynkowa propozycja. Karty dla par. To gra w której losujecie zadanie.
    W tym zabieganym świecie, pełnym chęci a braku siły, takie pomysły bardzo wskazane.
    Wylosować rano po jednej karcie i zrobić coś dla siebie nawzajem. Dla tych, których miłość trwa i dla tych, którzy muszą o siebie zawalczyć. Przepięknie wykonane. Tak elegancko, bez kompromisów.
    Na prezent idealne.