• the next one…

    Moi Drodzy, 

    znalazłam chwilkę (czyli 4 godziny 🙂 ) żeby pokazać Wam resztę prac z pierwszej dziesiątki.. Jeżeli Ktoś z Was napisze mi, lub pomyśli tak: „O to 7me miejsce to powinno być pierwsze, a 4te drugie” albo „6te zdecydowanie najlepsze”… albo w zupełnie innej konfiguracji… za każdym razem powiem Wam głośne, przytakujące Tak!

    Dlatego było tak cięzko, bo każda z tych osób powinna być w pierwszej trójce…

    Ale gdybym tylko o tym wiedziała… to inaczej bym poukładała nagrody…

    Było tak wiele czynników ważnych… Zdjęcia, słowo, pomysł…

    Uwierzcie mi… Nie było łatwo, i jakkolwiek byłoby poukładane to idealnie nigdy nie będzie… 🙁 Czytaj dalej

  • and the winner is…

    Kochani Moi…

    Po bardzo burzliwych naradach, które zakończyły się poźną nocą…

    Po rozpaczy mojej i jury, z racji tego, że są tylko 3 nagrody, a prac na nagrodzenie o wiele więcej..

    Po wielkich rozterkach czy nagrodzić tekst czy zdjęcia… (czasami nad tekstem płakało połowę jury ze wzruszenia, ale mniej zachwycali się fotografią, a w innym zgłoszeniu były niezwykłe kadry, kolory a tekst już trochę słabszy.)

    Po dylematach co ważniejsze…

    Napiszę Wam, że podaję pierwszą dziesiątkę prac, które zasługują na Wielkie Brawa!!

    Po podliczeniu głosów moich pomocników wychodzi tak… Czytaj dalej

  • z peronu trzeciego odjeżdża pociąg…

    Jedziemy busem. Z Tatą. Za nami załadowane po dach.

    Bo ja jakoś nigdy nie przeprowadzałam się z plecakiem, w którym byłoby trochę ubrań, kosmetyków, portfel z drobnymi i ulubione trampki.

    Za każdym razem wlokłam ze sobą walizki z listami, kartkami,  ze zdjęciami.

    Wielkie worki ciuchów. Torby z szalikami, czapkami, paskami i biżuterią.

    Meble. Bo w trakcie tych wielokrotnych przeprowadzek się ich „troszkę” nazbierało.

    Dekoracji wszelakich. Wielkich doniczek z kwiatkami. Obrazy.

    Kartony z książkami. Bo jak można żyć bez wierszy Osieckiej, podnoszącego na duchu

    ks Jana Twardowskiego, Fowlesa słownej magii, wprowadzającej w otchłań miłości Austen, ukochanego Bogumiła z Nocy i Dni, prawdy Myśliwskiego jak i Najdroższej mej Ani z Zielonego Wzgórza… Kiedy nie mam tych tomów wszelakich przy sobie, to tak jakby pustka w mojej głowie…

    Jedziemy. Tato zaczyna wyliczać ileż to tych moich przeprowadzek było…

    Dwanaście, trzynaście, czternaście…

    Kraków, Warszawa, Bielsko Biała…

    Szkoły, praca, miłość, dom…

    Ostrożne pakowanie sztućcy, ulubionych filiżanek…

    Te gazety to już trzeba wyrzucić…choć szkoda tak…

    I te antyramy obkładać kartonami, żeby nie pękły…

    Za każdym razem siadałam na chwilę. Patrząc na kolejny raz popakowany mój świat, zanim znów zaczniemy od nowa.

    Zamykałam oczy i w głowie, myślach segregowałam wspomnienia. Te dobre i te złe.

    Choć te gorsze najczęściej po jakimś czasie ulatywały.

    A potem mówiłam zdecydowanie „no to w drogę” i głuchy dźwięk przekręcanego po raz ostatni klucza w zamku.

    Jak zwykle, nie żałuję żadnego z tych miejsc. Żadnych ścian, które słyszały mój donośny śmiech jak i cichy płacz.

    Z każdego z tych przystanków, niosę każdego dnia przyjaciół pełne garści.. No może tylko z jednego nie… Choć ciekawa jestem co u nich.. Może i kiedyś zadzwonię.

    Czeka mnie jeszcze jedna przeprowadzka. Chyba ta wyjątkowa. Najważniejsza.

    Do naszego wymarzonego drewnianego białego domku. Z okiennicami.

    Malwami i makami pod oknami. Z hamakiem na werandzie, wielką kuchnią i przestrzenią po krokwie…

    Ale po raz pierwszy będzie to przeprowadzka tylko „gratów”. Nie mej duszy.

    Bo mój dom już mam. Jest tam gdzie rano czuć zapach kawy z czekoladą robionej przez męża i grzanek, które już wsadził do piekarnika. Jest tam gdzie małe, bose stópki Tosi psocą od rana…

    I nucę wtedy piosenkę..

    „Trzeba stworzyć dom,
    Żeby mieć do czego wracać
    Upchać miłość tam w każdy kąt
    Więc marzenia miej, bo to nie jest ciężka praca
    I kochaj, i kochaj, zbudujesz dom

    Wybuduję dym z komina
    I rupieci pełen strych
    W kącie my nad lampką wina
    Koty trzy, koty trzy
    Gdzieś, za szafą, zadomowi się nam świerszcz
    Jak ćmy wpadną przyjaciele,
    Tylko wierz, mocno wierz, mocno wierz”

     

    Komu w drogę… temu Trunki. Kupiłam. W końcu. A już się na nią czaiłam jak szalona.

    I już od miesięcy w głowie myśl… Pszczoła czy biedronka?

    Znajoma mówi.. „obojętnie byle Trunki”. Z ręką na sercu napiszę… Rozumiem ten zachwyt. Uwielbiam inteligentne przedmioty (dlatego kocham mego mac’a).

    Pakujesz (bardzo pojemna). Niesiesz na ramieniu. Niesiesz w dłoni.

    Wieziesz na niej dziecko (najczęściej zmęczone podróżą). Pasek zapinasz z obu stron i torba, z jednej i ciągniesz (uchwyt na dłoń). W pasku miejsce na dane osobowe, i kluczyk do zamykania. Wymiary bagażu podręcznego. Dlatego leci z nami koniecznie na Cypr.

    I nagle podróż staje się dla dziecka przygodą.

    Dla mnie 12 punktów na 10. Ja jestem nią oczarowana.

    Będąc w Anglii podpatrzyłam plecaczek Zosi, z którym się oczywiście nie rozstawała.

    Już byłam prawie w rozpaczy myśląc, że u nas go nie znajdę… 

    Był! A do tego w tym samym sklepie gdzie walizka. Ja to jestem wyszukiwacz doskonały.

    Plecaczek jest bardzo lekki, tak że dziecko go nie czuje. Zapina się jak w szelki.

    Do plecaka jest „smycz”. Co dla mnie jest strzałem w dziesiątkę. Oczywiście dopinana.

    Jest też chowany kaptur przeciwdeszczowy. Jak dla mnie ten komplet przy małym dziecku must have!!

    A wzorów walizek i plecaków… Można zwariować!

    Polecam Wam to wariactwo z czystym sumieniem.

    walizka i plecak – Planeta Dziecka

     Tosia:

    sweter, jeansy, buty – H&M

    Mama:

    sukienka – Top Secret

    buty – Tom Tailor

    okulary – six

    miejsce:   najpiękniejszy polski dworzec – Bielsko Biała

    fotografia:   d o r o t a . k o p e r s k a/p h o t o g r a p h y