• kotulińskiego 6


    No słuchajcie, było suuuper! 
    Po pierwsze, czułam się jakbym jechała na giełdę staroci z Tatą dwadzieścia cztery lata temu..
    To pakowanie do toreb, do auta, rozpakowywanie.. Targ na całego.
    To miejsce, atmosfera.. Miałam wrażenie, że to było spotkanie towarzyskie.
    Tak przytulnie, kameralnie. Bosko!
    A do tego ta ekipa Mysiego Ogonka obok – wymarzona!
    Z nieba spadła mi Ania i Aga ze swoimi córkami.. to była taka pomoc – nieoceniona!
    Jako, że pojechałam sama z racji chorób moich planowanych towarzyszy, to dziewczyny z Rud mi były niezastąpione.
    Wiedziałam też gdzie się ustawić, bo obok mnie były drzwi do kuchni i kulinarnych warsztatów.
    Zatem co rusz dostawało mi się coś dobrego. 
    Warsztaty prowadziła tak piękna dziewczyna, z tak piękną rodziną! 
    I kiedy w międzybiegach dostało mi się Ich dziecko na sekundę, to się okazało, że je niechcący uśpiłam… wiecie, o tej najgorszej porze 🙂
    Milion uścisków z czytelnikami, pięknych Ich oczu, rozmowy..
    Ta piękna muzyka na żywo..

    Wszystkim Wam z całego serducha – dziękuję!

  • ostatnio….

    Parę razy mi się w życiu nie udało..
    Kilka po to by pokazać mi jak uboga jest moja wyobraźnia i jak o wiele piękniejsze może być to co dostaniemy, od tego o czym marzymy.
    A reszta myślę zaistniała, by utrzeć mi nosa i nauczyć większej pokory. Dziękuję. Doceniam. Nie mam nic przeciwko. Wręcz przeciwnie. 
    Rzadko w życiu człowieka bywa tak, że coś ma z góry zaplanowane, idealnie obmyślone i to się dzieje. Właśnie tak. Jak być powinno.
    Zdarza się, owszem. Trzeba wierzyć szkicując plan, że to wszystko jakoś się ułoży. Najlepiej idealnie według naszych ustaleń. A to najczęściej jest właśnie „jakoś”..
    Tylko mało kiedy człowiek wie, zdaje sobie sprawę, że to „jakoś” jest znacznie znośniejsze niż teoria nasza skrzętnie nakreślona..
    Rozmawiam ostatnio z pewną kobietą. Od lat z dziećmi w domu. Tak zapragnęło Jej się wyrwać do ludzi, do pracy. Ale czy to się uda.. Kto te dzieci ze szkół weźmie, Kto w domu obiad naszykuje.. 
    Każdy też jakieś swoje zdanie ma.. Mąż, dzieci..
    Zapytałam zatem.. A czego Ty pragniesz? Bez rozmyślania o organizacji.
    Pragnęła iść do pracy. Wyjść do niej. Choć na chwilę.
    Czasami, albo prawie zawsze w tym wypadku, życie znajduje samo rozwiązanie.
    Wtedy okazuje się, że coś co spędzało nam sen z powiek, znalazło wyjaśnienie w jednej krótkiej chwili.
    Jednak nigdy nie dowiemy się nie próbując.. 
    Bywa, że stawiamy wszystko na jedną kartę, ale jakże często mamy możliwość powrotu..
    A gdy się ją ma, a Ty nie spróbujesz, to ukryj to przed losem.. Może się okazać, że się nieźle wnerwi..
    Szykował dla Ciebie coś extra…

    -Wiesz Jula, ja te dzieci wezmę do siebie. Na tydzień. Ja mam tu już zaplanowane atrakcje, wyjścia. 
    Dziadek w piecu będzie palił. Ty sobie spokojnie wszystko popakujesz, powysyłasz.. – rzekła jakiś czas temu moja Mama..
    Od tamtej pory chuchałam i dmuchałam by tych dzieci mi nie przewiało, nie zakatarzyło i nie zakaszlało..
    Bo jak to tak? Tydzień w domu bez dzieci? To musi być jakiś raj!!
    Nawet z robotą.. Jak to robota szybko pójdzie, ile to człowiek zrobi i nadrobi..
    A wieczorem będę leżeć w wannie, nawet o północy, bo nikt w o świcie nie będzie mnie budził..
    Rozpowiedziałam każdemu. Każdy, bez wyjątków mi pozazdrościł. Ba! Myślę, że w głębi duszy nawet znienawidził 😉 
    Bo Kto by od dzieci nie pragnął odpocząć…? 
    Dotrwały do owego poniedziałku zdrowe i zadowolone. Pomachały na pożegnanie i już Mama była nieistotna gdy była Babcia, a zaraz miała być i Ciocia Justynka..
    A my…
    A my…
    A my, jak te stare dziady siedzimy w domu. 
    Robota idzie, ale czy szybciej…
    Wieczór już o szesnastej i ciemno pół dnia. W tym domu z jedną lampą nad stołem.
    I cisza. I ciemno. I spokojnie, bez pośpiechu.
    Ale ten spokój żadnego uroku nie ma..
    Bo nasz dom wie już, że jest pełny, jasny i ciepły, gdy lamp za wiele jest pozapalane..
    Gdy jest pośpiech bo kąpiel, bo kolacja, bo spanie i czytanie..
    I tak miało być cicho i pięknie.
    A jest tylko cicho..
    I jak mawiała Czubaszek „Podobno pieniądze szczęścia nie dają, ale chciałabym się o tym przekonać sama”…
    Tak rozumiem, że każdy z Was wierzy mi na słowo, ale większość z Was chciałaby jednak się upewnić, czy ta cisza bez dzieci taka pusta…
    Nasz dom żyje dzięki nim… Pachnie obiadem, chodzi pralka i zmywarka, rozsypane zabawki, i stół w piachu kinetycznym, wysmarowana noga od stołu serkiem waniliowym..
    Tyle wtedy człowiek ma w sobie siły…
    Kiedy Ich nie ma to… niby miało być… och! jak to miało być!?!
    a nie jest…

    Parę rzeczy miałam załatwić, w tym jedną w Ikea.
    Z tym koszykiem za dużym jeżdżę i jeżdżę. Niby coś bym kupiła, ale już mam, albo co roku to samo i mi się już opatrzyło…
    We włosach już popołudniową porą „zmęczonych” i w za krótkich spodniach. Skarpetkach czarnych do butów białych..  
    I wtedy podchodzi Ona. Taka w tej bluzie jak dziewczynka.
    Pyta tak mocno wzruszona czy ja jestem Julia. a potem czy Rozumek..
    a potem Ona tak płakała…
    i nie wiem czy można pięknie płakać, ale dla mnie płakała najpiękniej..
    I choć mnie takie sytuacje nadal krępują i sama nie wiem jak się zachować.. gadam coś bez sensu…
    to kiedy już wracałam do domu to i mnie łza spadła… bo to takie łzy mnie tam spotkały między półkami w tym szwedzkim sklepie… 
    takie łzy od człowieka do człowieka. a się przecież te człowieki nie znały..
    wtedy poczułam, że zaczyna się świąteczna magia..

    Najbardziej to kocham w literaturze miłość wojenną. 
    Odnalazłam taki tytuł „Esesman i Żydówka”. Od dwóch miesięcy, codziennie szukam tej książki.
    Pogodziłam się, że nie ma w empikach, światach książki itp…
    Nie ma jej nigdzie. Ja e-booka nie chce. Ja muszę mieć papier i czytać swoim rytmem.
    Rozpoczęłam poszukiwania używanej… Brak.
    I nagle pomyślałam, że skoro nie ma książki to znajdę autorkę..
    O jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że mieszka kilka kilometrów ode mnie..
    Umówiłyśmy się na kawę.. 

    Tak, zdecydowanie… 
    Tak zaczyna się czas w którym słychać dzwonki reniferów…
    W którym dzieją się cuda…
    A dziś śnieg prószy jak w bajce. Wszędzie biało. 
    Puchate czapy śniegu na dachach, płotach i latarniach…
    To będzie piękny grudzień..
    Bo ja już wiem, że żeby coś się udało, trzeba w to mocno wierzyć.

  • „o życiu”


    Dziś wszystko pod prąd.. Wszystko z rąk leci..
    Książki jechały kilka godzin, bo jakaś kraksa i korki..
    Potem okazało się, że internetu to u nas dziś nie ma i nie będzie..
    A ze zdjęciem książki na ostatnią chwilę gdy księżyc już był na niebie..
    I cukinię do obiadu na za duże kawałki pokroiłam..
    Ale jest i … mogę iść spokojnie spać. To był dobry dzień.
    Pod koniec tygodnia napiszę do Was więcej…

    ” o życiu” jest TUTAJ.