• nic nie jest takie jakim się wydaje – listy od czytelników

    „Cześć Julio,

    Piszę do Ciebie bo wiem, że Ty tak dobrze sobie układasz ten swój świat i nie zamartwiasz się na zaś. 
    Ja zaś myślę ostatnio, że nie sprawdzam się jako mama. Mój syn ma rok i 8 miesięcy , chodzi do żłobka ja do pracy i niestety często choruje. 
    A ja chwilami nie daje rade z tym jego chorowaniem, płaczem, ten płacz potem siedzi mi w głowie. 
    I przecież mam pomoc od rodziców, teściów , niektórzy muszą zmagać się z tym sami, 
    a i tak zdarza mi się na niego krzyczeć, albo zatęsknić do czasów przed dzieckiem.
     Może za bardzo rozpuścił mnie ten świat , przed były kina, teatry, podróże teraz też się zdarza , ale już o wiele, wiele rzadziej.
    Wiem , że dzieci szybko rosną, i nim się obejrzę to on nie będzie chciał z nami spędzać czasu  i wiem że nie ja jedyna jestem w takiej sytuacji, ale w takie dni jak dziś już od rana mam ochotę na wagary…
    P.S skoro nie radze sobie z jednym, to jak bym sobie radziła z dwójką a chciałabym by Borys miał rodzeństwo…

    pozdrawiam”

     

    Hej Marleno,

    Piszesz do mnie bo wiesz…
    Zaskoczę Cię..
    Zamartwiam się na zaś.. ale od początku.
    Kiedy miałam może 5 lat zaczęły mi się tiki na tle nerwowym. 
    Moja Mama jeździła ze mną po lekarzach. Różnych. Do dziś pamiętam niektóre z gabinetów.
    Bo jak to? Dom, rodzice, siostra.. Wszystko całkowicie normalne, dobre, ciepłe i pełne miłości.
    Żadnej traumy w dzieciństwie, żadnego strachu czy lęku. Nic.. a tiki rosły, zmieniały swą postać, nie dawały spać czy normalnie funkcjonować..
    minęły gdy miałam może 12 lat. jednak charakter pełen wątpliwości, strachu, obaw wciąż był.
    zawsze musiałam mieć wszystko zaplanowane, przewidzieć wszystko co nadejdzie, z obawy przed tym co nieznane i konsekwencjami.
    w dorosłym wieku, może 7 lat temu powróciło, w dość stresującym momencie mojego życia.
    tak to już jest z tą chorobą, że gaśnie na nastoletnie lata.
    wróciła z taką siłą, że czasami mam ochotę wieczorami oderwać sobie głowę. nikt oprócz najbliższych o tym nie wie (do teraz).
    przychodzi z takim natężeniem, że mąż zabiera dzieci na spacery, a ja w całkowitej ciszy leżę i czytam – tylko wtedy potrafię się z tego wyłączyć. najgorzej jest mówić, wtedy się pogłębia, a ja gadam nieustannie.
    najgorszy jest harmider, zamieszanie, rozmowy, dźwięki. Często wtedy nie spotykam się z ludźmi bo nie mam na to sił, umęczę się a potem powraca z podwójnym uderzeniem.
    przychodzi pod rożnymi postaciami. czasami mija, tak jak teraz na kilka miesięcy.
    ale lęk nie opuszcza nigdy. gdy jestem bardziej przemęczona, niewyspana, mam dużo na głowie to się pogłębia.
    fachowo to nerwica lękowa. ciągły strach i obawy. irytacja. 
    piszę to wszystko, tak naprawdę odkrywam się ze swojej choroby, by powiedzieć coś bardzo ważnego.
    nigdy nic nie jest takim jakie się wydaje być.
    oglądam zdjęcia na instagramie, wszystko jest idealnie skadrowane, piękne, uśmiechnięte. ze wszystkich profili u ludzi biją cudnie ubrane dzieci, kobiety wymalowane, mężczyzna idealnie pasujący trampkami do stylizacji swojej żony.
    i Broń Boże nie śmie twierdzić, że tak nie jest, bo sama nigdy nie ustawiam nic pod zdjęcia na tej aplikacji, ale wiem, doskonale wiem, że każdy człowiek na tym świecie się z czymś boryka.
    Nawet jeśli tego nie pokazuje, nie mówi o tym, a może sam nie zdaje sobie z tego sprawy.
    Tak wygląda świat, że każdy z nas coś tam na tych plecach niesie. 
    Idealnego świata nie ma. Ani życia idealnego, ani ludzi. 
    Jak myślisz, czy ja jestem tą, która radzi sobie idealnie z macierzyństwem?
    Nie… Brakuje mi jakże często cierpliwości, szukam możliwości by wyjść z domu i odpocząć od tego macierzyństwa.
    Prawie codziennie jak zasypiają obiecuję sobie, że jutro będę lepszą Mamą. Jutro więcej z Nimi się pobawię, więcej pokoloruję i poskacze..
    Czasami rozmawiam z Mamami, które są postrzegane przez społeczeństwo jako ideał i wzór, a One czasami mówią do mnie przez telefon.. „wiesz, jak teraz wyjechali na wakacje, no wstyd się przyznawać ale mogliby jeszcze z miesiąc tam posiedzieć, po co już wracają”..
    i wiesz co Marlena? uważam że to jest normalne! całkiem normalne!
    powinnaś się zacząć zastanawiać co jest z Tobą nie tak gdy te myśli znikną.
    Poświęcanie się całkowite dziecku, a co za tym idzie brak wyrzutów sumienia będzie miało kiedyś koszmarne skutki, bo po pierwsze uzależnisz od siebie dziecko (czy Ktoś w naszym dzieciństwie skupiał całą uwagę na nas?bo ja miałam najlepszych rodziców na świecie a byli zajęci najczęściej pracą. dzieci bawiły się z dziećmi albo same), a po drugie minie Ci Twoje życie.. dziecko z domu wyfrunie a Ty zostaniesz sama z rozpaczą..
    W tym życiu chodzi o to, że trzeba być świadomym, jesteśmy tylko ludźmi i jak dajemy dużo z siebie to często brak nam sił i cierpliwości. 
    A jak mawia mój Tato, nie ma siły niszczycielskiej większej niż dzieci.
    Istnieje teraz kult wznoszenia dziecka na piedestał. Kult macierzyństwa przede wszystkim.
    Do tego dochodzą media w których każdy może wykreować swoje życie jak chce..
    Często powtarzam bliskim, że czytelnicy wywierają na mnie czasami presję takiej idealnej dziewczyny, mamy, żony..
    a ja taka nie jestem..
    drę czasami japę od rana na wszystko i na wszystkich. kłócę się, dochodzę, mówię prosto z mostu..
    potem oczywiście swoje odchoruję, bo każde to słowo potem odżałuję razy milion. przepraszam potem wszystkich dookoła. płaczę w poduszkę, że jestem beznadziejna, że siebie już nie lubię.
    Jestem zwykłą dziewczyną. Zwykłą Mamą.
    Wszyscy teraz od siebie oczekują bo pasuje, bo trzeba, bo nie wypada przecież czasami nie lubić swojego zagonionego macierzyństwa.
    A kiedyś, gdy nie było internetu, masy mediów, to kobicina wyszła na podwórko, jaja od kur z dziećmi pozbierała, Ktoś w krowim placku się umazał, pod studnią Mama omyła, czasami ścierką kuchenną po dupach wlała jak coś zbrysili (choć bardziej udawała niż wlała) i czy Ona się tam zamartwiała brakiem swojego idealizmu.. instynktownie wychowywała i na słabość sobie pozwalała.
    Pozwól sobie na tą słabość. Bo inaczej się udusisz we własnych wyrzutach sumienia.
    Życie może być piękne wtedy, gdy ma każdą barwę.. nie da się utworzyć tęczy wyciągając z niej zielony czy żółty..
    Chodzi tylko o to by w tych pojedyńczych kolorach nie pozostawać zbyt długo..
    Każdego z nich trzeba dotknąć, oswoić się z nim, poznać, zaakceptować.
    Idealnych mam nie ma. 
    Czasami słyszę jak Ktoś dużo opowiada ale potem życie to weryfikuje i widzi się coś innego.
    Często też słyszę od kobiet jakie są beznadziejne dla dzieci, dla męża, a obserwując z boku widzę jakie są wspaniałe – tylko One akurat są z tych, które sobie umniejszają.
    przykładaj swoją miarę. 
    czasami są Mamy które mówią o tym jakie macierzyństwo jest piękne, jak Ona sobie z tym świetnie radzi..
    a Ty wtedy myślisz, Boziu, jaka ja jestem beznadziejna.. u mnie nie jest tak kolorowo..
    tylko możesz nie wiedzieć tego, że Ona najzwyczajniej na świecie wymaga od siebie o wiele mniej. 
    Robi połowę mniej od Ciebie, daje połowę mniej ciepła, cierpliwości i zainteresowania..
    Tylko wymagania wobec siebie macie różne..
    a z rodzeństwem jest o wiele łatwiej.. razem się bawią, śmieją, coś wymyślają.. oczywiście po tym kiedy już się pogryzą wystarczająco.
    i idź dziś na wagary. Jak mąż wróci do domu idź na wagary i w nosie to miej. 
    Jak myślisz, jakie małżeństwa są na dłuższą metę szczęśliwsze? te które spędzają ze sobą 24 godziny na dobę czy te które mają zbiór wspólny ale także osobne? wtedy ludzie są dla siebie przez całe życie ciekawi, pociągający..
    pozwól sobie i swojemu dziecku mieć osobny zbiór..
    siedziałam ostatnio z moim Tatą przy stole. na stole leżała moja książka.
    mówiłam o tym jak się umęczę z tym swoim charakterem, z tym przeżywaniem, nerwicą, tikami…
    a On odpowiedział.. wiesz Juliś, gdyby nie to, to byłabyś innym człowiekiem i nigdy wtedy nie napisałabyś tego wszystkiego..
    to są wszystko głupoty… brak cierpliwości, takie tam tiki… to są wszystko głupoty..
    nic nieznaczące głupoty gdy tylko nauczymy się ze sobą takim żyć.
    trzeba siebie polubić, pogodzić się ze swoimi niedoskonałościami.
    bo nikt z nas doskonały nie jest… i każdy niesie na swoich barkach coś z czym się męczy i trapi..
    takie życie..
       …. może być piękne.
    ściskam

    j.

  • zielony chłopczyk

    _DSC0001 _DSC0028 _DSC0082 _DSC0105 _DSC0133 _DSC0137 _DSC0130 _DSC0041 _DSC0013 _DSC0017 _DSC0029 _DSC0067 _DSC0074 _DSC0078 _DSC0076 _DSC0071 _DSC0052 _DSC0050 _DSC0085 _DSC0109 _DSC0112 _DSC0094 _DSC0160 _DSC0157 _DSC0151 _DSC0126 _DSC0043 _DSC0164
    Zielony chłopiec – bo tak nazywa się marka, która jest producentem łóżeczka.
    Greenboy.
    I choć łóżeczko mieliśmy, to ja – miłośniczka drewna nie mogłam sobie takiej współpracy odmówić.
    Jeszcze drewna jak drewna, ale lin! Jesteśmy zachwyceni z mężem wieloma pomysłami z ich wykorzystaniem.. Ostatnio zrobiliśmy barierki z lin przy zejściu do piwnicy. Wyglądają minimalistycznie, pięknie się komponują z drewnem.
    Benio jest takim wierciochem, że ciągle w nocy ratuję Mu nogi i ręce z pomiędzy drewnianych szczebelków. Te liny wydały mi się bardzo przyjazne dla dziecięcego kręcącego się ciałka.
    Łóżeczko zaskarbiło sobie moją sympatię jeszcze szerokością. Gdyż dziecko najczęściej lubi spać w poprzek, skąd wie w którym kierunku jest „poprzek” to ja nie wiem, ale idealnie w każdym łóżku muszą się w to wkomponować.. a to łóżeczko posiada 90cm szerokości. razem z łóżeczkiem jest dedykowany mu specjalny materac, z pięknym lnianym poszyciem.
    Polski produkt, pochodzi z Bieszczadzkiej Komańczy, projektowany przez architekta Stanisława Bielawkę.
    Jego design idealnie komponuje się z górskim klimatem jak i w nowoczesnych wnętrzach.
    Swoją oryginalnością i ciepłem może nadać piękny charakter dziecięcego pokoiku i być jednym z największych dekoracji. Przy takim łóżeczku wystarczy już tylko bujany fotel i lniana girlanda.
    Posiada dwie wysokości położenia materaca, możliwość innego przeplecenia lin do samodzielnego wychodzenia..
    Posiadają również w ofercie kołyskę (można wykorzystywać jako łóżeczko przenośne) oraz łóżko dla starszaków. Wszystko to zachowane w podobnej stylistyce i staranności o szczegóły.
    Wśród tego co pojawia się na rynku jest to chyba dość duży oryginał.

    więcej aranżacji możecie zobaczyć na Ich blogu – tutaj.
    zerknąć na facebooka czy instagram.

  • jadalnia.

    _DSC0352 _DSC0355 _DSC0465 _DSC0261 _DSC0263 _DSC0310 _DSC0387 _DSC0399 _DSC0392 _DSC0368 _DSC0364 _DSC0507 _DSC0505 _DSC0487 _DSC0464 _DSC0501 _DSC0452 _DSC0453 _DSC0411 _DSC0359 _DSC0327 _DSC0337 _DSC0342 _DSC0426 _DSC0587 _DSC0535 _DSC0594 _DSC0245

    stół – z firmą Seart już zdarzyło mi się współpracować, więc z miłą chęcią podjęłam się tego po raz drugi.
    tym bardziej, że z tym stołem w kuchni to był ciągle problem.
    a to za mały mieliśmy, a to za duży i musi stać tak, że nie można patrzeć w okno..
    i temu mojemu Adasiowi się zamarzył stół idealny. tak by mógł rano przy śniadaniu patrzeć na pole, na łąki, na sarny, zające, bażanty..
    zostawiłam więc ten wybór Jemu.
    miał być rozkładany by pomieścić nasze rodzinne zloty, i też na tyle mały by mógł stać w kierunku od południa na północ. 
    Wybór padł na holenderski stół dębowy (jest też wersja bukowa).
    Prosta forma, klasyczna, ponadczasowa i pasująca do wszystkiego. 
    Ja oczywiście już widzę  oczami wyobraźni jak Ktoś kupuje go na giełdzie antyków, lub znajduje w starym opuszczonym domu. taki z poniszczonym blatem, z poodbijanymi kubkami, dziurami..
    ja taki jeden mam na tarasie od strony kuchni i bez zmienie go uwielbiam..
    ten mam nadzieję też będzie tym który kiedyś jakaś dziewczyna znajdzie na giełdzie staroci w Niemczech przeskakując przez płot o 3ej w nocy, kiedy jeszcze rozkładają się wystawcy 🙂
    stół „Dubel 5” – można znaleźć tutaj.

    spray Perfect House – od dawna dostaję na bloga również inne rzeczy niż świat dziecięcy.
    tą serię płynów dostałam już dawno i ciągle coś i coś i nie mogę o nich napisać.
    korzystając z okazji drewnianego stołu chcę Wam napisać, że genialny płyn do drewnianych mebli.
    pięknie czyści i nadaje się do drewna olejowanego, co dla mnie ważne gdyż takie posiadamy.
    kosmetyki mamy w milionach pięknych opakowań a płyny do czyszczenia domu są zawsze w zwykłych, standardowych więc ta kolekcja mnie urzekła. dosłownie.
    ale wiecie co mnie najbardziej urzekło? cena! całkowicie normalna a nawet mała, bo o dobre kosmetyki do drewna trudno.
    To nasz polska firma z tradycjami – Barwa.
    bardzo dobry produkt, estetyczne opakowanie, mała cena – jak dla mnie komplet.
    strona internetowa tutaj.

    krzesła – kiedyś zastanawiałam się nad sukcesem tych krzeseł.. niby wszędzie ich dużo widuję, z wyglądu ładne, ale cóż jest takiego, że akurat ludzie tak uparcie je kupują?
    no to tak… skoro pojawił się nowy stół to okazało się, że tamte foteliki/krzesła nie wchodzą nam pod blat stołu, dzieci są daleko. pojawił się czas wymiany.
    pomierzyłam, poszperałam i okazało się że te będą idealne.
    i wiecie co… one są idealne do stołu, dla dzieci ale najbardziej dla mnie!!!
    jakie one są wygodne! ja tam się wiecznie przysiadam jak Tosi nie ma.
    to wyprofilowanie na plecy, wysokość, podnóżek..
    i fakt tego, że krzesło jest od 6go miesiąca do… na zawsze!
    ilość możliwości jakie ma … 
    wygodna pozycja dla siedzenia. miękko. mogą być pasy, może być barierka. 
    do zestawu jest też oczywiście taca (genialna, z wyciąganą dodatkową tacą) której nie ma na zdjęciu, bo ściągnęłam.
    można regulować wysokość siedziska, podnóżka.
    są niezwykle stabilne. jak dla mnie najbardziej ze wszystkich krzeseł jakie mieliśmy.
    myślę, że posłużą nam dłuuuuugie lata. duży wybór kolorów i cena jak na takie możliwości i jakość bardzo przystępna. biorąc pod uwagę fakt, że kupujesz w 6tym miesiącu życia dziecka i ma je do lat nastoletnich (np do biurka), a jego forma zawsze będzie modna.
    można znaleźć tutaj – Childhome Lambda 2

    koc, wazon i durszlak miedziany – dostałam w prezencie z jednego sklepu. wazon niebieski z grubego szkła. może być latem na wodę, a może być też wazonem. piękne ciężkie szkło. takie z babcinych czasów.
    durszlak lekki, nadaje się do zmywarki, taki vintage. 
    a koc jeden z ulubionych. niezwykle miękki, lekki, zwiewny, ale coś już nie widzę na stronie, może dodadzą, bo warto.
    mają też takie lampy jak u nas wisi nad stołem w fajnych cenach.
    a można zobaczyć co pięknego jeszcze – tutaj.

    książeczka „przed Twoim urodzeniem” wydawnictwa „czerwony konik” – tutaj.

    mój ulubiony organizer bez którego nie wyobrażam sobie tygodnia pracy (ja go uwielbiam wizualnie, wszystkie rzeczy mają ilustracyjnie trafione) – Rifle Paper.

    dziennik – to wydany w najlepszym odcieniu kremu, złota i musztardy „dziennik małych wielkich rzeczy”. Jego zamysł jest taki by zapisywać dla swoich pociech wspomnienia, ważne daty..
    rzeczy z pozoru błahe, które nadają sens naszemu życiu i szczęściu.
    ja używam go jako mojego organizera i notatnika. o tutaj jest.
    ___________________

    Benek, daj trochę kompotu z butelki, nikt nie zauważy.. a ja tak tęsknie do butelki..
    _DSC0428
    cichooo… szybko załyczę kompociku truskawkowego ze smoczusia. nie upiję Ci dużo. o patrz trochę tylko. nikt nie widział.
    _DSC0431
    co? co? nic się tu Mamo nie działo.. tak sobie siedzimy..
    _DSC0432_DSC0433
    cha, cha, cha!!! aleśmy Ją nabrali z tą moją flaszeczką.
    _DSC0436
    piąteczka Bracie!
    _DSC0438