• świat jeszcze się nie kończy..

    _DSC0136 _DSC0135 _DSC0128 _DSC0042 _DSC0050

    świat jeszcze się nie kończy…

    dopóki los kpi i drwi z moich marzeń, nie spełniając ich i dając mi w zamian coś, czego nie byłam w stanie sobie wyobrazić..
    bo czy marząc o drugiej dziewczynce moja głowa mogła pojąć i wymyślić postać tak niezwykłego chłopczyka, w którego istnienie co rano nie możemy uwierzyć.. no jak można być tak rozkosznym..

    i dopóki są ludzie dla których mała mysz jest ważna to świat się nie kończy..
    bo w tej małej łapce się w Lidlu zagubiła. wróciliśmy do sklepu jak w popłochu.. bo jak to bez „pi pi” żyć dalej.. ?
    szukamy, biegamy…
    Panie na kasie nic nie wiedzą…
    a taka piękna Babulinka przy wyjściu, gdy my już pogrążeni w rozpaczy, pyta – mała myszka taka?
    tak! mała taka!!
    – wie Pani, gdzieś ją widziałam, proszę poczekać… gdzieś… wiem! koło rzodkiewki ją widziałam.
    wracamy. oczy nam świdrują na tej rzodkiewce… a nasz mysz na sałacie koło rzodkiewki leży…

    świat się nie kończy, kiedy mysz o wzroście 5 centymetrów staje się dla nas historią i śmieszną i poważną.. trochę przerażającą i radosną… 
    dobrze mieć w życiu historię o zwykłej myszy. i kiedy jest ona dla Ciebie ważna..
    to znaczy, że życie toczy się normalnie.. a nie ma nic piękniejszego na tym świecie niż normalność…
    ona tworzy spokój i stabilizację..

    dobrego weekendu moi Mili.

  • cała prawda o Maki Mon Ami.

    _DSC0387 _DSC0381 _DSC0390 _DSC0514 _DSC0533 _DSC0540 _DSC0588 _DSC0603 _DSC0598 _DSC0618 _DSC0627 _DSC0664 _DSC0586 _DSC0579 _DSC0682 _DSC0687 _DSC0677 _DSC0688 _DSC0691 _DSC0693 _DSC0632 _DSC0642 _DSC0651

    Marka Maki Mon Ami zapytała o współpracę..
    po pierwsze, jako jedna z pierwszych Ich widziałam, testujemy od dawna więc się z chęcią zgodziłam.
    pomyślałam sobie, że napiszę po prostu poradnik i przewodnik po tej marce.
    zawsze tak jest, że każda firma ma  bestsellery i klasyki.
    miałam możliwość poznać prawie każdą z tkanin i każdy z produktów tej kolekcji..
    napiszę więc od serca co myślę. na co warto zwrócić wielką uwagę a na co mniejszą.

    Dwustronny ciepły koc z frendzlami – jak dla mnie Ktoś źle sformułował tytuł i nazwę. to jest najlepsza jaką widziałam MATA.
    a uwierzcie mi miałam ich sporo. mniejsze, większe, tańsze, droższe.. i żadna, ale to żadna nie była tak gruba i z tak porządnego materiału. dla mnie to jeszcze doskonały dywanik do pokoiku dziecka. jakże często Mamy stoją nad łóżeczkiem i stopy marzną.
    dla mnie ten produkt ma 10 punktów na 10! jego górna warstwa zrobiona z materiału, który jest bardzo podobny do tych jakie sprowadzałam z USA na swoje fotele. konkretny gruby materiał, a przy tym bardzo delikatny i przyjazny dla skóry.
    ta mata jest tak gruba, że nawet najzimniejsza podłoga jej nie straszna. myślę, że te które miałam nie były nawet w połowie tak grube.
    pokazałam Wam na zdjęciach jak wygląda w pokoiku dziecka jako dywan. Moje dzieci spędzają większość czasu na podłodze.
    mało tego. dla mnie jest Ona na tyle gruba, że może pełnić rolę materacyka i położyć na nim dziecko do drzemki na podłodze.
    ostatnio na szybko musiałam Benia gdzieś położyć śpiącego. tak żeby mi nie spadł. rozłożyłam na podłodze i spał wygodnie.
    na kołderkę może być trochę za ciężkie, tym bardziej dla malucha. ale jako mata i dywanik – bezkonkurencyjna!!

    Satynowa pościel z wypełnieniem – muszę przyznać, że ta bawełniana satyna robi wrażenie. od dawna otaczam się dużą ilością materiałów, produktów dla dzieci i pomimo tego, że nadal na ten temat wiem niewiele to mam duże porównanie.
    jestem zaskoczona. widać, że ta firma nie była projektem „na raz”, że robimy i jutro premiera. Ktoś mocno nad tym myślał i starannie dobierał każdy szczegół.
    komplety mają już wypełnienie w środku. bardzo porządne lamówki dookoła. 
    kupując rozmiar L jest dla dziecka od roku do 4 lat. taki zestaw posiadam ja i zarówno Benio jak i Tosia kitraszą się pod nią doskonale.
    minusów brak. może cena. nie jest niska, ale czasami gdyby zliczyć kilka kompletów pościeli dla dziecka wyjdzie na to samo kupując jeden porządny na kilka lat. można prać z tym wypełnieniem w pralce. szybko schnie.

    Dwustronny ocieplany zestaw do spania – tutaj jest bardzo podobnie jak wyżej. różni się tym, że spód kołderki nie jest z satyny a dół z szarego weluru. jak dla mnie zestaw ten jest cieplejszy. to dla tych co mają w mieszkaniu chłodniej i potrzebują ciepłego przykrycia na noc. doskonałe odszycie. jak to mawia moja Mama „że też takie cuda robią na świecie”..

    Dwustronny ocieplany zestaw do spania z panamy bawełnianej – 3- cia możliwość zestawu do spania z wypełnieniem.
    każdy z nich bardzo podobny, a zmienny w swych materiałach dolnych lub wierzchnich. tutaj na dole welur szary na górze lekka panama.
    dla mnie osobiście te wszystkie zestawy to kawał naprawdę dobrej pościeli. nie jestem w stanie doszukać się wad.. 

    Lekki bambusowy kocyk – nie mam osobiście w domu, ale pamiętam doskonale ten materiał z premiery kolekcji.
    był zupełnie, ale to zupełnie innym materiałem niż dotychczas znałam. zupełnie inny niż lodger, niż aden i anais.
    genialne połączenie bardzo lekkiego, przewiewnego materiału z gęsto splecioną nitką, by mógł idealnie służyć jako koc.
    byłabym skłonna zaryzykować i napisać, że trochę te bambusy wszystkie wyprzedza. nie mogę się doczekać kiedy będę mieć w użytkowaniu i zobaczyć czy potwierdzą się moje przypuszczenia.  mam nadzieję, że wprowadzą go też w większym rozmiarze. takim junior.. doskonały jako ręcznik do wycierania na wakacyjne eskapady. zajmuje bardzo mało miejsca w walizce a idealne do osuszenia plażowego ciała.

    Muślinowo – bambusowy otulacz XXL – to typowy rozmiar 120×120. tutaj można się kierować uzupełnieniem kolekcji domowej jeżeli już coś z Maki Mon Ami posiadacie lub upodobanie do wzoru. jakość jak u najlepszych marek. 

    Zestaw muślinowo bambusowych otulaczy. – tutaj też klasycznie. rozmiar 75×75. czyli do otulania noworodków, a potem jako pomoc mleczna. czy to butelkowa czy to z piersi. również w dotyku i materiale jak u sąsiadujących dobrych marek. jednak wyróżnia je niezwykła delikatność. 

    ręczniki – nie posiadam w domu, ale zaryzykuję stwierdzeniem, że co jak co, ale materiały w tej marce są na najwyższym poziomie.
    zgaduję więc, że ten ręcznik nas nie oszuka i zbierze każdą krople. jak Ktoś już posiada, mile widziane opinie w komentarzach.
    są trzy możliwości. becik, mały i duży… 

    poduszki – powiem Wam, że moja Tosia ma dużo tych rzeczy od różnych firm.. do jednych lgnie bardziej, do innych mniej..
    te poduszki od dnia ukazania się kolekcji są Jej oczkiem w głowie. sowa i lama. całe dwa tygodnie choroby w domu Jej nie opuszczają.
    lubię je za to, że nie są poduszkami nadmuchanymi. mają idealną grubość do spania dla dziecka. idealną do tulenia.
    i ta bawełna satynowa.. myślę, że to za jej przyczyną Tosia sobie je upodobała… i bez dwóch zdań nadruku.. dziecięcego ale jakże delikatnego i uroczego. w swojej kresce i kolorach. poduszki prostokąty z frędzlami i nadrukiem oraz z kształtem postaci.

    chustka na głowę/pod szyję – oj cudna, bo z tego materiału co kocyk letni panama. biała na słońce, plażę.. idealna.
    rozmiarowo od urodzenia do juniora..

    plakaty, tatuaże, naklejki ścienne– nikt tam nie szedł na kompromis.. nie wyszukał pierwszej lepszej firmy od naklejek, ale wiele przejrzał i wybrał najlepsze..  tatuaże w super cenie. warto dorzucić do zamówienia.

    muślinowe poduszki – porównywalne do innych dobrych marek. miałam dla Benia dwie i bardzo mi się przydały. do gondoli  w wózku pasowały jak ulał.

    i te poduszki satynowe prostokątne baaaardzo fajne do spania. są w zestawie pościelowym albo można samą kupić. rozmiar duży, grubość perfekto!

    i powiem Wam tak… nie ma się do czego doczepić. bez dwóch zdań mają produkty, którymi wyprzedzili rynek. fajnie, że zadziało się to w naszym kraju.  Ktoś powie, że te ceny nie są małe.. a ja już wiem.. miałam swoją firmę. produkowałam materiały. wiem jak wygląda proces, jakie są koszta.. zupełnie inaczej pewne rzeczy wyglądają od strony klienta a inaczej od producenta
    nie kłamię Was.. te materiały nie są z przypadku i za grosze.. 
    tych, którzy coś z kolekcji posiadają proszę o komentarz, może Wy macie swoje pomysły na zastosowania albo wynaleźliście wady..

    reasumując… dla mnie na Wielką! uwagę zasługuje Mata – nazwana dwustronnym ciepłym kocem (cholernie warta swojej ceny), zestaw pościeli, poduszki, koc bambusowy, chusteczka na głowę. to tyle z moich obserwacji i testów. tatuaże koniecznie!

    strona sklepu – Maki Mon Ami. (klikając też  w każdy żółty napis, przeniesie Was do produktu (wybrany losowo wzór).

  • Ona.

    _DSC0339 _DSC0344 _DSC0349_DSC0353

    zanim wydawnictwo eManuskrypt poprosiło mnie o recenzję tej książki, ja zrecenzowałam ją już dużo wcześniej…
    bo ja nie jestem Jej patronem medialny… że na końcu książki moje logo i taram! reklamuję książkę pewnej Pani Iwony W. z USA.

    moja recenzja zaczęła się ponad trzy lata temu, kiedy gdzieś w jakimś hotelu odczytałam komentarz na swoim blogu.
    komentarz  był od Julity, która wtedy też zaczęła prowadzić bloga „domwherelifehappens„.
    a Iwona była Jej najbliższą przyjaciółką…
    dwie dziewczyny zza oceanu. z tej takiej mojej upragnionej Ameryki, bo w Ameryce jestem zakochana od zawsze..
    a One takie prawdziwe, naturalne. z małego miasteczka. z bloku z płyty. drzwi naprzeciwko siebie.
    i o tej historii Ich przyjaźni Iwonka też pisze przepięknie. o tym małym miasteczku.
    a potem o Ameryce. w której zaczynało się wszystko. budowanie życia dzień po dniu..
    i kiedy Ktoś prosi mnie o recenzję to ja nie potrafię.. ja patrzę z innej perspektywy..
    patrzę na dziewczynę, która choć mijają lata nadal jest tą samą Iwoną. tą, która zawsze stoi na posterunku gdyby chciało się coś z wielkiego świata..
    to nie jest historia wielkiej bogatej Ameryki, zjawiskowych wydarzeń.. to normalne, do bólu prawdziwe życie w zjawiskowy sposób opisane.
    tam nie ma lukrowania… kiedy jest źle, to używa słów dobitnych i nazywa rzeczy po imieniu między innymi po to, by powiedzieć czytelnikowi, że się podniosła, dała radę i idzie dalej..
    to zbiór Jej wpisów blogowych. forma krótkich opowieści, przemyśleń, felietonów pozwala (szczególnie nam, niewyspanym, zabieganym matkom) by między tym a tamtym, w tramwaju i korku przeczytać coś na prędce. jeden tekst.. a potem pół dnia myślenia i analizy… jak wtedy gdy wychodzimy z dobrego filmu w kinie..
    w życiu każdego człowieka jest czas na „jakieś” książki. kiedy człowiek wypoczęty, umysł chłonny to czyta Kapuścińskiego, a innym razem czyta Greya..
    ja sama widzę, że czytać chce, a ciało i umysł odmawia współpracy.. gdy kładę się blisko północy, zapalam ledwo co lampkę by nie obudziła Benia i składam ostatkiem sił te litery… starcza mi otwartych oczu na dwie strony… a książek nie da się tak czytać..
    trzeba je pochłaniać całkowicie. wczuć się w role, w miejsca, dialogi, uczucia..
    Iwony teksty są idealne. nie chce czuć zastoju w czytaniu, uważam, że to jedna z podstaw egzystencji, zachowania jasności umysłu..
    można siedzieć w domu a jakby poznawać świat, odnajdywać wciąż nowe i nowe..
    kiedy już ściągam gumkę z włosów, nakrywam się kołdrą, kremuje dłonie i wiem, że funkcjonuję bardziej jak w amoku to wybieram Iwonkę.. przeczytam jeden, dwa teksty.. coś mi przypomną, coś uzmysłowią.. nad czymś zasypiając się zadumam..
    nie idę w nocną podróż z nerwami dnia, z głupimi żądaniami wobec świata..
    jak zwykle teksty Iwonki mówią o tym czego uczę się każdego dnia.. 
    „jesteś kowalem swojego losu” – a Ona jak nikt inny potrafi napisać to na milion sposobów.
    przeczytałam gdzieś ostatnio takie zdanie, niezwykle mnie rozbawiło – jak coś Ci w życiu nie idzie i wpadasz pyskiem w błoto, to musisz być jak dzik: pchać to błoto ryjem do przodu…
    i Iwonka o tym też pisze… tylko wiecie.. tak kobieco, zgrabnie, z polotem..
    Ona ma siłę” posiada na instagramie takie jedno zdjęcie…znaczy ma ich wiele, ale do jednego wracam tak bardzo często..
    zdjęcie Jej nowego domu. o Boże! piękny! wielki! biały! Amerykański taki! jak z bajki! jak z najlepszej produkcji..
    i oprócz tego, że jestem zakochana w Jego wizualnym obrazie, to najbardziej cieszy mnie to, że ta dziewczyna…
    drobna, metr pięćdziesiąt na koturnach, wypełnia swoim zapachem, energią i miłością Jego kąty..
    że nikt nic na tacy nie dał, a jak sama pisze… nie raz bywało bardzo ciężko.. dzięki Jej sile, uporowi, ogromnej pracowitości dziś czytamy Jej książkę o zwykłym-niezwykłym życiu.
    to taka książka do torby, do auta, na prezent dla przyjaciółki, teściowej, przy samotnym obiedzie, do przeczytania partnerowi podczas obierania pomelo…
    to taka książka, a Jej autorką jest taka Iwona… a ja tą Iwonę znam.. i chichrałyśmy się pół nocy z tego, że grzejnik strzela, że pies pazurami po podłodze stuka, że mój telefon niewyciszony i grad maili o 4ej nad ranem… 
    jakieś takie historie to były… zwyczajne. 
    a mnie serce ściska za każdym razem gdy o Niej pomyślę.. że gdzieś, kiedyś na siebie wpadłyśmy..
    niech trwa, niech życie w spokoju tą znajomość nam niesie..
    dom to ludzie, słowa, muzyka, książki…
    Jej słowa w tej książce to fundamenty..

    pozwolę sobię opublikować Jej najnowszy wpis..

    „Od paru tygodni mam zastój twórczy. Nie piszę, nie robię zdjęć. Totalny brak czasu. Niekończący się remont w domu. Chore dziecko. Problemy za każdym rogiem. Brak sił. Brak snu. Brak cierpliwości.
    Chodzę przez to nabuzowana i rzucam się do wszystkich. Brakuje mi czasu by spokojnie przeanalizować problem i podejść do niego z głową. By puzzle ułożyć z dzieckiem bez patrzenia na zegarek. Udaję sama przed sobą, że wszystko mam pod kontrolą. Że nim się obejrzę znajdzie się czas, poczucie spokoju i świadome podejście do życia.
    Chociaż świeżych gałązek choinkowych narwę sobie do wazonu – pomyślałam – i w drodze po gałązki weszłam w …. No zabiję tego psa!! Kiedyś załatwiał się pod płotem!!
    Na mrozie myję buty, szoruję, woda leci opornie malutkim strumieniem i zamarza mi na rękach. Wracam w końcu skostniała do domu…
    …. ale przed wejściem zaglądam w okna własnego domu.
    I widzę tam…
    piękno całego świata… nie umiem opisać tego co dzieje się we mnie.
    Mam wszystko. Stoję przed oknem za którym tętni życie i w które patrzę jak zza innego świata…
    W każdej chwili mogę obrócić się na pięcie i odejść.
    Wejść i nakrzyczeć że bałagan.
    Wejść i poszukać psa by go wzrokiem zgładzić.
    Wejść i nie powiedzieć słowa.
    Wejść i poczuć dom.
    Wejść i przytulić…
    Wejść i znaleźć czas na życie.
    Wejść i.
    Od lat dokonuję wyborów. Nie do końca zdając sobie sprawę z tego jak wiele zależy od tych drobnych, nieświadomie podejmowanych decyzji każdego dnia. Powiedziałabym nawet że zależy więcej niż od wielkich przełomowych decyzji. Bo najistotniejsze rzeczy dzieją się na co dzień. Bezinteresowna miłość matki? To nie jest norma. To wybór. Szczęśliwy dom? Spokój w rozmowie z dzieckiem? Waga konfliktu? Szacunek? Czytanie czterdziesty raz o tym samym króliczku? Uśmiech?
    Setki małych wyborów które składają się na potęgę znaczenia.
    Mam przed sobą okno w którym odbijają się moje własne wybory.
    Zatrzymuję się jak gdyby ktoś wcisnął pauzę. Zimno mi, ale myślę na spokojnie. To co widzę bardzo mi się podoba. Zastanawiam się po co mi w takim razie ta cała walka o wszystko naokoło? O nowy piekarnik, o nowe meble, bez których spokojnie można żyć (choć pokazać się nie można przed światem), o basen, o dobra materialne, którymi człowiek kupując dom chciałby się od razu otoczyć, żeby bardziej się do świeżego zakupu dopasować…
    Wchodzę do domu…
    Zdejmuję śmierdzące buty i pokazuję mężowi zrobione zdjęcie naszego okna. Stoimy przez chwilę nic nie mówiąc. Każdy ze swoimi myślami w głowie. On beznamiętnie wraca do wiercenia w ścianie ja zabieram się za robienie kolacji.
    Wzmocnieni i silniejsi… ?? Być może…
    Bez słów. Odbici w krzywym zwierciadle pogoni życia.
    Sytuacja jak znalazł by coś pojąć. Nie wiem czy On coś pojął i nawet nie wiem do końca czy ja pojęłam. Wiem, że mignęło mi przed oczami całe moje życie. I wiem, że gdybym miała powiedzieć czego w nim najbardziej pragnę, to powiedziałabym żeby się nie zmieniło.
    Bo wszystko co mam jest wystarczająco sprzyjające bym mogła odnaleźć czas, poczucie spokoju i świadome podejście do życia. Bym czuła się wybrana, bym czuła, że mam świat u swych stóp, bym ograniczyła ten wykańczający stres…
    Ale to też zależy jak na takie okno patrzeć. Z drugiej strony to przecież tylko wielkie, brudne okno z niedomytym sidingiem. Nawet kolor jakiś taki…”

     

    przed publikacją posta Pani Paulina z wydawnictwa przysłała mi informację, cytuję,
    „dla Twoich czytelniczek zrobiliśmy kupony rabatowe i po wpisaniu hasła „szafatosi” cena z 34,90 zł spadnie do 26 zł :-)”
    (po wpisaniu kodu nie widać zmiany ceny, dopiero po podsumowaniu koszyka, na końcu wskakuje właściwa.)
    książka „Ona ma siłę” Iwona Wiśniewska.