podarunki 38

_DSC0125 _DSC0149 _DSC0166 _DSC0178 _DSC0182
Dzisiejsze podarunki sponsoruje firma Muppetshop.
Do wygrania jest hulajnoga mini micro ( I miejsce), plecak mueslii mini ( II miejsce) oraz podkolanówki/skarpetki collegien ( III miejsce). Wszystko oczywiście do wyboru przez Was (kolorystyka).
Wystarczy odpowiedzieć na pytanie konkursowe i zamieścić je w komentarzach pod tym postem..
Opisz najśmieszniejsze wspomnienia z wakacyjnych wyjazdów.

unnamed23
Ostatnie podarunki z marką Pan Pantaloni (bon na 400zł) wygrywa :
Zrzut ekranu 2016-08-29 o 10.50.18dodatkową nagrodę bon na 100zł do wybrania w nowej kolekcji dla:
Zrzut ekranu 2016-08-29 o 10.49.55

Napisz komentarz...
  1. Aleksandra says:

    Kiedy miałam 19 lat razem z grupą młodzieży wyjechaliśmy pod namioty do Chorwacji. Codziennie przemierzaliśmy długie odcinki trasy spacerując i podziwiając nowe dla nad widoki. Morze i góry zapierały dech w piersiach. Pewnego dnia późnym wieczorem wracając z kolegą ?na kemping zrobiliśmy sobie odpoczynek. Wdrapałam się na dosyć duży mur i siedząc na nim opowiadałam coś temu koledze (kilka lat później został moim mężem, uffff ?). W pewnej chwili (to już wiem, z jego relacji) zaczęłam mówić coraz wolniej i wolniej i w o l n i e j, aż nagle zaczęłam spadać. Kuba złapał mnie w ostatniej chwili. Inaczej wpadłabym do morza bo ja po prostu ZASNĘŁAM! ?

    Odpowiedz
  2. Michalina says:

    Mając około 8 lat pojechaliśmy z rodzicami do ich kuzynostwa na wieś. Rodzice zamiarem pomocy w polu bo tam zawsze było co robić. Ja wraz z trzema siostrami nudząc się na podwórku zaczęłyśmy gonić kury i je łapać. Niestety one nas się nie bały i zaczęły gonić. My nie myśląc wiele wskoczyłyśmy na przyczepę z której później nie potrafiłyśmy zejść. Siostrą udało się uciec a ja w obawie przed kurami i strachem przed zejściem z przyczepy przesiedziałam cały dzień oczekując na powrót z pola rodziców. Mi wesoło nie było ale wszyscy radość mieli wielką.Do dziś gdy widzę kurę to przechodzę koło niej z dystansem:)

    Odpowiedz
  3. Anula says:

    Najśmieszniejsze to było jak z mama i siostra żeśmy sie do Hiszpanii wybrały samochodem i gdzieś tak na poziomie Francji zobaczyliśmy dwóch modlących sie muzułmanów. No i takie dziki ze wsi co to sie po raz pierwszy w świat wybrały przerażone tym widokiem odpalilysmy nerwowo lanosa i sru na autostradę. Moja mama wypowiedziała tylko kultowy już dzisiaj tekst „spier……amy stad”. Odjeżdżając widzieliśmy jeszcze dwóch osobników tarzających sie ze śmiechu na swych modlitewnych makatkach. Dziś tez sie tak zachowuje na to wspomnienie bo musiałyśmy naprawdę komicznie wyglądać ?

    Odpowiedz
  4. Karo says:

    Czy to bylo smieszne… Dzis sie z tego smiejeale wtedy wogole mnie to nie smieszylo… 🙂
    Jesienią wzielismy slub. Duzo wydatkow, maz zmienil prace wiec nigdzie nie wyjechalismy. Pozniej ja dostalam prace wiec znow nigdzie nie moglismy wyjechac. Pewnego dnia weszlismy do biura podrozy i kupilismy wycieczke. To miala byc nasza podroz poslubna (troche spozniona) wiec wybor padl na uroczy romantyczny hotel, z dala od zgielku… Termin byl odlegly bo musielismy ogarnac sie finansowo i zaplanowac urlop w nowych pracach.
    Termin wyjazdu znlizal sie a my na glowie mielismy remont, przeprowadzke. Maz mowil ze passport ma gdzes w kartonach wiec gnebilam go zeby odszukal i naszykowal razem z moim (bo ja tak lubie jak wczesniej wszystko jest naszykowane). Suszylam mu uszy wiec pojechal przegrzebac te kartony ze starego mieszkania… No i znalazl.. 3 dni do wyjazdu a on mial nie wazny paszport! Najpierw zadzwonilismy zapytac czy da sie jakos ekspresowo wyrobic paszport ale okazuje sie ze napewno nie z powodu wykupionej wycieczki, pytalismy znajomego konsula co by bylo gdyby polecial na niewaznym (liczylismy ze sie nie zorientuja na lotnisku) ale okazalo sie ze tam gdzie lecimy jest to karalne i mozna isc do wiezienia!
    Chcialam sprzedac wycieczke ale nikt sie nie zglasza. Moi rodzice mieli nie wazne paszporty (bo od lat nie wyjezdzali), siostra wyjezdzala tydzien po mnie i ledwo wystarala sie o urlop wiec nie bylo szans zeby dostala datkowy tydzien i leciala ze mna.
    Jedyna osoba ktora miala czas i paszport to tesciowa ale wiecie… Podroz z nowa tesciowa, sam na sam.. O tym nie mazy chyba zadna mloda dziewczyna.
    Czas uciekal, 2 dni do wylotu a ja bylam zalamana, mielismy spedzic cudownie czas a okazywalo sie ze stracilismy sporo kasy (ktorej i tak nie mielismy w nadmiarze) i z marzen nici.
    W koncu moja mama zaczela podpowiadac zebym zabrala jakas kolezanke no bo szkoda zeby przepadlo a sama jechac nie chcialam. Nie mialalm wielu kolezanek a juz napewno nie takich ktore z dnia na dzien rzuca wszystko i poleca ze mna na tydzien. Jedyna osoba jaka przyszla mi do glowy to moj kuzyn. Uwielbiam czlowieka, swietnie sie rozumielismy i mial dosc elastyczna prace i podejscie do zycia. Zadzwonilam i zaproponowalam, poprosil o chwile bo musi zadzwonic do szefa. 5 min pozniej oznajmil ze lecimy razem. Pobieglismy do biura podrozy, przebukowalismy bilet i na drgi dzien lecielismy w moja podroz poslubna. Choc z kuzynem rozumiemy sie swietnie to okazalo sie ze nie jest latwo przebywac z kims tydzien non stop. Choc bawilismy sie dobrze to okazalo sie ze roznimy sie na tyle ze po wyladowaniu na lotnisku popatrzylismy sobie gleboko w oczy i stwierdzilismy ze musimy od siebie odpoczac i nie bedziemy widywali sie przez jakis czas… Dzis z usmiechem i rozrzewnieniem to wspominamy, nasze przekomarzania itp. Moj maz zawsze ciezko wzdycha jak do tego wracamy bo on ten tydzien spedzil na malowaniu miejsca w ktore sie przeprowadzalismy. 🙂

    Odpowiedz
  5. kasia says:

    siedzimy sobie z synkiem 3 letnim na plazy. Synek patrzy to na mnie to na meza i na siebie i wkoncu mówi: Mama ty masz cycki a ja i tata nie mam. Ja mowie no macie takie malutkie. Po chwili Szymek z tekstem : mama ale ty nie masz siusiaka….upsss:)

    Odpowiedz
  6. Kinga says:

    Może mało wakacyjna opowieść ale miała miejsce w sierpniu więc się załapuje. Siedzę sobie z moją siostrą i synkiem Frankiem /niecałe dwa lata/. My pijemy kawke a Franek uważnie przygląda się śwince morskiej w klatce którą ochrzcił świnka Peppa? Jak to ze świnką bywa wśród trocin w klatce leży kilka czarnych bobków odświnkowych… „Mama …- jagody!!!” Krzyczy uradowany. ?… dobrze że nie rozpoczął konsumpcji??

    Odpowiedz
  7. kinga says:

    Od kad pamietam moim marzeniem bylo zobaczyc prawdziwego wieloryba:) Jako dziecko przerodzilo to sie w pasje, w dzien czytalam ksiazki o wielorybach, wieczorem zasypialam przy spiewie wielorybow:) W koncu zaczelam studiowac ( niestety nie weterynarie- bo kazali mi zabic mysz i wyjac serce:) W trakcie studiow (lekko zdolowana polonistyka..) stwierdzilam ze teraz albo nigdy- czas zobaczyc prawdziwego wieloryba, napewno rozwiaze to wszystkie moje inne problemy:) Wiec wybralam na mapie najlatwiejszy punkt, park narodowy w Maine. Zalatwilam wize ( nie latwo) oraz pobyt ( mialam brac udzial w programje exchange), dostalam adres placowki zeby te praktyki odbyc. Dolecialam do Stanow, zamiast na nudne praktyki wyruszylam autokarem do owego parku narodowego i ublagalam o prace:) Dostalam:) oraz karte na darmowe atrakcje min wyprawy ogladania wielorybow. O swicie pierwsza w kolejce stalam ja, czekal ogromny katamaran. Tego dnia wieloryby plywaly daleko. Oprocz mnie wsiadla grupa amerykanow i poszla prosto do barku. fast foodem. Katamaran wystrzelil taka predkoscia ze wiekszosc tych turystow zle sie poczula.. i jedzenie szybko zwrocili.. ja ucieklam na zewnatrz, sam przod katamaranu. Predkosc spowodowala ze wiatr mnie przycisnal niewyobrazalna sila do szyby.. kapitam zapewnial ze juz juz… wieloryby zaraz sie znajda. Zaczelo mi sie robic niedobrze, od przycisku i mysli o turystach i fastfoodzie. I wyedy kapitan oznajmil ze jest wieloryb! juz go sledza! widze! ogon! wyciagam aparat, zamykam oczy cos strzelam! i pedzimy dalej! wieloryb znika, a my wracamy, ja nadal ” na szybie”:) Zdjecie ogona wisi u nas w domu, moje corki ostatnio komus z duma opowiadaly ze mama widziala prawdziwego wieloryba!! a ja im opowiadam, ze marzenia trzeba spelniac:)

    Odpowiedz
  8. Martuś says:

    Nasza opowieść nie będzie długa… będzie to właściwie krótka wypowiedź podczas rodzinnej wakacyjnej podróży. Zdanie takie po którym Mama szuka notesu by móc je zapisać ‚ku pamięci’ 🙂 Jesteśmy w drodze do ogrodów pełnych magii i atrakcji dla dzieci, wyobraźnia działa… droga się służy… konwersacja na tylnym siedzeniu dotycząca magii i innych fajnych rzeczy w toku…gdy młodszy Brat mówi do Siostry :’ Kinga! Ty nie jesteś taką miotłą magiczną co oddycha na świecie! Ty jesteś Zwykłym człowiekiem! ‚ Ot taka zwykła rozmowa niezwykłych małych ludzi 😀

    Odpowiedz
  9. Beata says:

    Z cyklu: Młodzi rodzice. Wybraliśmy się (ja, mąż, córka Hania+znajomi: Nina i Michał oraz ich dwaj synowie:Kuba i Paweł) z przyjaciółmi na wspólny wyjazd wspinaczkowo- chilloutowy do Rzędkowic. Po wybraniu idealnego miejsca na piknik (ja) i wspin (oni) rozpoczęliśmy pobyt od parzenia kawy, smakowania sernika. Niczym rasowi wspinacze;)
    Obok nas, pod jabłonką, rozłożyła się para z dwulatkiem o ciekawym imieniu – Stefan. Rodzice ruszyli na wspin, zalecając Stefanowi drzemkę pod jabłonią. Stefanek jednak, jak to dwulatek, wierzgał nogami, odrzucał kocyk, coś sobie opowiadał. Rodzice zareagowali. Tata, wisząc na linie w skale, zakrzyknął do syna: „Stefan, proszę spać!”
    Nasza reakcja: polegliśmy ze śmiechu, Stefanka jednak było nam żal, bo boroczek został poinformowany, że nie będzie jeździł więcej w skały z rodzicami…;)

    Odpowiedz
  10. gosia says:

    a pamietasz Julia aparaty na klisze? hehe 25lat temu cala rodzice ja i siostra jedziemy na pierwsze wczasy- wybor padl na Bieszczady, 10godzin jazdy, dla nas wielka wyprawa, spakowalismy sie w duzego fiata, ja na sobie dresy z kreszu, mama mokra wloszkena glowie

    Odpowiedz
  11. Ilona says:

    tegoroczne wakacje z 3.5 córką
    wynajęty domek w Łebie odbiegał trochę od naszych wyobrażeń.
    Myśle, że domek przeżył lata komuny aż do teraz bez większych remontów, tu przeciekało, tam dziura w podłodze i gumolit który pewnie miał 40 lat.
    Zagryźliśmy zęby jak to zobaczyliśmy i stwierdziliśmy, że będziemy tu się tylko myć i spać a całe dnie i tak spędzimy na plaży. Pogoda na szczęście była łaskawa bo słońce świeciło i tylko w jeden dzień padał i wtedy właśnie trochę przeciekał dach, ale daliśmy rade.
    Wieczorem wykąpałam córkę (Lilianka nie znosi chodzić w butach, wiosna i lato na bosaka i nie wie co to są pantofle bo nigdy nie chciała w nich chodzić – tak jak mama :))
    i taką czyściutką i pachnącą kładę ją na łóżku. I tłumacze, że teraz już z tymi czystymi stopami nie może chodzić po tej brudnej i starej podłodze. a to ten etap gdzie następuje pytanie zwrotne a dlaczego? więc odpowiadam bo masz czyste spoty. pytanie zwrotne a dlaczego? i odpowiadam, że tam są bakterie i nie można chodzić bez butów koniec kropka. dotarło, ale tylko na kilka minut i tak w kółko co wieczór. Pewnej nocy Lili się budzi i siedzi na łóżku, pytam: Lilianka dlaczego nie śpisz ?
    odpowiada: bo tutaj są wszędzie bakterie…..
    także tak nastraszyłam dziecko bakteriami, że później śniły się je koszmary z bakteriami w roli głównej

    Odpowiedz
  12. Malwina says:

    Takich wakacyjnych śmiesznych wspomnień mam całe worki;) Moich osobistych i tych których byłam świadkiem i związanych z moimi bliskimi. Pierwsza z nich miała swoje miejsce na plaży w Mielnie. Znajomych synek wówczas niespełna 3 latek obserwował bacznie swoją ciocię leżącą na brzuchu z odpiętym stanikiem. Po namyśle wstał i powiedział- Ciocia wstań..-Po co kochanie..-Ciocia wstań…-???- Ciocia wstań chcę „Rrrobaczyć” Twoje CYCKI. (cudownie miękko to brzmiało z ust takiego małego mężczyzny).
    Druga zaś historia dotyczy mojego męża kiedy był małym latającym brzdącem. Było to na wsi, żniwa. Malutki Arturek wziął młoteczek podszedł do nowiuśkiego trabancika swojego wujka iii….- Opowieść kończy się tak że wchodzi do domu gdzie wszyscy piją kawę a on na to – Wujek obstukałem Ci samochodzik młoteczkiem.
    Pozdrawiam jeszcze jednak wakacyjnie, a nóż jeszcze jakaś śmieszna historia się dopisze:)

    Odpowiedz
  13. Kasia says:

    Syn naszej kuzynki, gdy miał 3 lata wraz z rodzicami wybrał się w pierwszą podróż do Warszawy. Wyuczony doskonale, odpowiadał na pytania: jak się nazywa?, gdzie mieszka?(ul. i nr 67), ile ma lat? (3). Cwaniak mały z niesamowitym szelmowskim uśmieszkiem. Po kilku godzinach podbojów usiedli na starówce, jedli obiad, a M. zaczepiał przechodniów. Nikt nie chciał z nim zagadać. W końcu przystanął elegancki, starszy Pan i zaczął rozmowę. Spytał jak się nazywa, sam się przedstawił. Pan dalej zadawał pytania. Kuzynka dumna, że syn tak ładnie rozmawia, myśli pochwalę się jak zajadę, Pan odchodząc już mówi:”śliczny z Ciebie chłopczyk, taki grzeczny i mądry młody człowiek”, „a ile Ty masz lat wogóle??’ a M. na to „no jak to ile 67″ 🙂 Miły Pan myśleliśmy, że padnie z wrażenia 🙂 Moja kuzynka mówi: Toś się popisał”

    Odpowiedz
  14. Barbara says:

    Wspomnienie moich wakacji sprzed 7 lat zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy, pomimo że od tamtego czasu wszystko się baaardzo zmieniło 🙂

    1. Pierwsze zagraniczne wakacje za własną kasę, pierwszy lot samolotem. Szał 🙂

    2. W tym samym czasie ja i mój starszy brat byliśmy singlami. Poza nami leciały same świeżo upieczone parki,w tym nasz najstarszy brat ze swoją dziewczyną.
    Niestety,ponieważ opcje pakietów w rozsądnych cenach biorą pod uwagę zawsze pokoje 2 osobowe-wzięliśmy z bratem wspólny….
    Oboje mieliśmy nowe paszporty. Już na lotnisku wzięto nas za małżeństwo i życzono miłej podróży poślubnej. W hotelu było jeszcze weselej. Dostaliśmy małżeński apartament z wielkim łożem przystrojonym kwiatami. Uroczo 😛

    W pierwszy dzień , jako totalny żółtodziób oczywiście spaliłam się na słońcu- wieczorem miałam dreszcze, więc podkręcałam klimę na wysoką temperaturę a brat co wszedł do pokoju to schładzał ile się tylko dało. W efekcie spałam pod prawie całą moją odzieżą i ręcznikami bo ten cienki pled nie bardzo mógł mnie wygrzać….

    3.Do pokoju mieliśmy jedną kartę. Kiedyś brat nie dotarł nad basen a potrzebowałam coś z pokoju więc wróciłam tam, pukałam,stukałam,waliłam w drzwi a on nie otwierał. Zaczęłam do niego dzwonić na komórkę (OMG jaki koszt!!!) i mówię wściekła że stoję pod drzwiami. On na to że otworzył drzwi ale mnie nie ma. Jakimś cudem usłyszałam to samo dwa piętra wyżej. Wychyliłam się przez barierkę. Pomyliłam piętra i pokoje. Wszystkie wyglądały tak samo.

    4.Umówiłyśmy się z dziewczynami że pójdziemy do hotelowego spa. Było cudnie-rozgrzewka w saunie a potem każda w osobnym saloniku miała indywidualny rytualny masaż ciała olejkami. Jako że wszystkie były z chłopakami a ja sama-zgodziłam się na to żeby mój masaż wykonał mężczyzna – wszystkie panie z gabinetu były już zajęte. Po wszystkim wyszłam z saloniku i czekałam na dziewczyny…10,15,20 minut,pół godziny. Okazało się że ich masaż dotyczył absolutnie całego ciała-włącznie z pupą i piersiami. Mnie przyjemność ominęła bo regulaminowo nie wolno facetom takich rzeczy tam robić.

    5.Poznałam fajnego chłopaka. W sumie nie liczyłam na żadne miłosne zawirowania ale był wysoki wysportowany i jakoś tak fajnie się nam rozmawiało 😉 Więc rozmawiamy sobie raz późną porą w lobby gdy nagle obok staje mój równie wysoki i wysportowany brat mówiąc że idzie do pokoju i żebym dała mu kartę. Szach mat! Rozmowa jakoś przestała się kleić,im bardziej starałam się wytłumaczyć że to był mój brat, tym było gorzej…

    6. Jako podsumowanie- jedna z parek z naszej ekipy zaręczyła się podczas tamtych wakacji. To było absolutnie przeurocze. Mój najstarszy brat natomiast pokłócił się ze swoją dziewczyną na śmierć i życie o to…do którego miasteczka pojechać na bazarek z pamiątkami. Do końca wyjazdu sobie dogryzali i powątpiewaliśmy czy coś jeszcze z tego będzie…

    Dzisiaj ta pierwsza para ma dwóch synków, mój brat ze swoją -już żoną- trzy córki 🙂 Ja lada dzień urodzę drugiego syna , a miesiąc temu przyszedł na świat syn brata z którym dzieliłam wtedy wakacyjny pokój. Babyboom w wakacyjnej ekipie trwa 🙂 Tworzymy teraz nowe wspomnienia 🙂

    Odpowiedz
  15. Kitty says:

    Będąc w 9 miesiącu ciąży postanowiliśmy się przeprowadzić to było lato sierpień ja ogromny brzuch . Pomagali nam w przeprowadce tylko nasi sąsiedzi ze starego mieszkania ( ona tez w ciąży) zawsze w aucie rozpisałam sobie rozporek w spodniach, co by to w końcu pooddychać można było z tym wielkim brzuchem. I tak zajeżdżamy pod nowe mieszkanie? Nasi sąsiedzi już na nas czekają, ja wysiadam , a że padało ) zaczęłam szybko biec ale o spodniach zapomniałam. Spodnie spadły sąsiedzi ryczeli ze śmiechu a ja zamiast się ubrać posiekałam się ze śmiechu 🙁 teraz się z tego śmieje.

    Odpowiedz
  16. Iza D says:

    W zeszłym roku byliśmy w Niechorzu, więc wejście na latarnię było u nas obowiązkowym punktem programu. Wstaliśmy rano, czekamy na otwarcie, kupujemy bilet. Mąż, ja, jeszcze wtedy w ciąży, i córka lat 3. Wspinamy się po schodach (210 szt). Córka na ramionach taty, mnie już nie miał kto ciągnąć, więc idę sama. Idę i co półpiętro robię przystanek dychając jak stara lokomotywa (a to ledwo końcówka I trymestu była), mąż też już ma dość, bo samemu spoko, ale z obciążeniem już trudniej. Ale w końcu jesteśmy, na górze, czas podziwiać widoki. I wtedy cóka mówi magiczne: Mama, siusiu!
    Nie muszę chyba dodawać, że toaleta była na dole 🙂

    Odpowiedz
  17. Liwia says:

    Sytuacja smieszna jak I „gówniana”;D wogole dzien sie jakos tragicznie zaczal. Zaczne od tego ze z salonu do przedpokoju dziela nas podwojne drzwi I zaraz po prawej sa schody I naprzeciwko schodow u gory lazienka. Naszej mlodszej zachcialo sie nr 2. Na dole stal nocnik wiec starsza zalatwila sprawy na nocnik. Wystawilam go za drzwi do przedpokoju bo mialam mieso I pyry mysle wylacze na chwile I pojde wyrzucic „odchody” do gory do toalety. Poszlam wiec do kuchni doslownie na sekunde. Synek juz mlodszy raczkowal. Wchodze do przedpokoju I nie ma mlodego. Zostawilam glupia uchylone drzwi! Patrze a on za drzwiami!! Z reka w nocniku I kawalkiem w buzi:D jezu do tej pory pamietam ile naszorowalam jego zeby buzie Paznokcie I wogole:D

    Odpowiedz
  18. Polisz mam says:

    Nie wiem czemu, nie wiem jak, ale kiedy gdzieś się wybieram nigdy nie mogę narzekać na nudę 🙂 Choć nie jestem roztargniona – przynajmniej według mnie samej – i naprawdę staram się pamiętać o wszystkim to różnie z tym bywa 🙂 Większość moich dalszych wycieczek staje się historią, przy których wylewam morze łez ze śmiechu 🙂 Moi najbliżsi się już przyzwyczaili i pewnie dlatego tak chętnie wybierają się ze mną na wszelkie wycieczki.
    1 sierpień 2014 roku wyjeżdżamy na nasz rocznicowy weekend 🙂 Uprałam się, żeby Nelka noc przed wyjazdem spędziła w domu. Młoda zasypia wieczorem przy piersi, więc chcąc oszczędzić jej długiej rozłąki – no dobra, sobie też – postanowiliśmy, że rano w drodze na lotnisko odwieziemy ją do rodziców. Lot o godzinie 7:40, więc na lotnisku powinniśmy się stawić o godzinie 6 🙂 Przynajmniej taki był plan. Biegiem wpakowaliśmy się do auta i ruszamy. Pierwsze rozstanie z Nelą na kilka dni, więc w głowie miałam 1000 myśli. Wychodząc z auta zobaczyliśmy mamę, która zaczęła przypominać o foteliku dla Neli. Czemu tylko nie napisałam wcześniej SMS-a? Okazało się, że napisała tylko telefon postanowił go przysłać dobę później. Nelka na ręce, tata walizki i biegiem. Buziaki i już pędzimy. Na zegarku 6:00.
    Mieliśmy zaparkować w okolicach lotniska żeby nie zbankrutować na parking lotniczy. Noga na gazie, zdążymy złapać autobus. Auto zaparkowane, ja już gotowa do biegu, ale widzę wzrok L.:
    – Ala, a gdzie nasza walizka?
    – O nie… Walizka została razem z Nelą.

    Czas 6.25, co robić, co robić? Wskakujemy do auta i pędzimy, pominę ile na godzinę. Telefon do mamy, walizka już na nas czeka. Luka wbiega na górę i ruszamy. On przeklina pod nosem, a ja śmieję się jak wariatka 🙂 Jadąc dzwonię do mamy, która pracuje w PLL LOT i zdradza mi tajemnicę, że mamy czas tylko do 7. Inaczej nas nie odprawią. Była 6.45 kiedy na rondzie przez otwarte okno zaczepiliśmy taksówkarza żeby nas podrzucił. Już z walizką wskoczyliśmy do taryfy. Całe szczęście, że trafił nam się super kierowca. Pędził i dał radę.
    Wpadamy na lotnisko i biegiem do odprawy. Pobiegłam tam gdzie pusto, po co spojrzeć na górę, która linia lotnicza. Pan z Air France uśmiechnął się pobłażliwie i skierował w odpowiednie miejsce. Moja mina mówiła wszystko kiedy o 6:57 podbiegłam do odprawy i ujrzałam ogromną kolejkę. No i po locie. Moment zwątpienia i zobaczyłam uroczego starszego Pana, który pomagał spóźnialskim 🙂 Ostatni moment grozy nastąpił, kiedy Pani przy odprawie nacisnęła guzik do wydrukowania nam dokumentu i okazało się, że właśnie zamknęli odprawę:

    – Błagam, niech Pani coś wymyśli to nasza rocznica.
    – Jak rocznica to jedziecie 🙂

    I pojechaliśmy, a w sumie polecieliśmy 🙂

    Odpowiedz
  19. Akwarela says:

    Ktoś mógłby powiedzieć, że jako dziecko sporo kłamałam. Albo zmyślałam. Ja wolę przedstawiać to tak, że miałam bujną wyobraźnię. W każdym razie często wpadałam z tego powodu w tarapaty. Ulubioną wakacyjną anegdotą mojej mamy, jest opowieść znad morza – miałam może 5 lat. Uwielbiałam towarzystwo dzieci, więc gdzieś tam zawsze się z nimi pałętałam po ośrodku wczasowym. Pewnego razu moja mama usłyszałam dziwny łomot, dudnienie na korytarzu. Wiedziona intuicją otworzyła drzwi (i niech tu ktoś powie, że matczyna intuicja nie istnieje!) i do pokoju wpadłam zdyszana ja. Mama zamknęła drzwi dosłownie w ostatnim momencie – odbiła się od nich chmara dzieciaków, który goniły mnie przez cały ośrodek i chciały zbić, bo nakłamałam im, że wygrałam konkurs rysunkowy organizowany w ośrodku i dostałam aparat fotograficzny 🙂
    PS Dla zainteresowanych: Nie, już nie zmyślam, przeszło mi w zerówce 😉

    Odpowiedz
  20. asiulka32 says:

    Pamiętam jak na każde wakacje wraz z moim młodszym kuzynem zabierała nas ciocia… I podczas podróży pociągiem po Czechach ciocia w pewnym momencie, gdy pociąg się zatrzymał szybko wstała i udając się korytarzem do drzwi krzyknęła: „Dzieci wysiadamy! Chomutov! Otworzyła drzwi i….. wypadła prosto w piach 🙂 Oczywiście ja i kuzyn ryknęliśmy śmiechem. Na co ciocia jak gdyby nigdy nic wstała, otrzepała ubranie i wsiadając z powrotem do pociągu oznajmiła : ” Nie to jednak nie Chomutov to Ostrov! :)))) okazało się, że pociąg zatrzymał się nie na stacji tylko gdzieś w szczerym polu, a ciocia myślała, że to już punkt docelowy. Do tej pory na każdym rodzinnym spotkaniu wspominamy tamto zdarzenie. Ryczymy oczywiście przy tym wszyscy ze śmiechu ( pomimo, że jesteśmy już dorośli) No może oprócz cioci…… 😉

    Odpowiedz
  21. Marysia says:

    Aaaa jak bosko, jeszcze nigdy nic nie wygrałam i w końcu mi sie udało! ? Bardzo dziękuję za wyróżnienie nagrodą dodatkową ?? Czy mam się odezwać mailowo?
    Pozdrawiam!
    M.

    Odpowiedz
  22. Ania says:

    Boże mini micro to moje marzenie dla dzieci..

    Jeśli chodzi o wspomnienie moich wakacji to wspominam studencki wypad do Pragi pod namioty.. kto by się spodziewał że w maju nocą jest tak zimno ?!?! Spałam we wszystkim co Zabralam łącznie z plecakiem… Natomiast w dzień byłam spieczona jak rak.. pkp jak zwykle nie przewidziało że będzie weekend majowy więc podroz przebiegała pod znakiem śpiewania hymnu leśników ( jechali z nami studenci leśnictwa), oraz słuchaniu muzyki rodem z reklamy kitkata przez cyganów.. których było z tuzin… Bateria im padła… Wszyscy odetchnęli z ulgą po czym wyjęli reklamówkę zapasowych (grrrrr), w tym wszystkim moja koleżanka nauczyła się na egzamin ktory zdała na 5 i teraz jest panią doktor robiąca habilitację:)

    A co do wspomnień wakacyjnych z dzieciństwa to no cóżż… Połowę dzieciństwa co roku całe wakacje próbowaliśmy (my bo oprócz mnie i mojego brata takie wakacje miało pół osiedla – wychowałam się w gospodarstwie w samym sercu osiedla domków jednorodzinnych) wyciągnąć błotnik od starego traktora ojca na złomowisku za stodołą.. gdy po kilku latach nam się to udało, tato sprzedał go na złom i koniec historii:p natomiast od tej pory nie mogliśmy powiedzieć że czegoś nie damy zrobić gdyż padało słynne ( tak?!?! A błotnik od traktora to daliście radę wyciągnąć!)

    Odpowiedz
  23. Pata says:

    Zabraliśmy dzieci na najprawdziwszą podlaską wieś,do domku po Babci,woda ze studni,palenie w piecu i wychodek z serduszkiem:) No i w tym wychodku Tata… Trzyletnia córcia zafascynowana: „Mammmma, a Tata się zamknął w tej szafie!”

    Odpowiedz
  24. Paulina says:

    Kiedy miałam 21 lat moj poźniejszy maz zabrał mnie pierszy raz nad Bałtyk
    Nigdy wcześniej nie byłam
    Nad morzem.
    Dotarliśmy ok 5 rano na stacje Sopot -Kamienny potok
    Okazała sie ze na kempingu nie ma nikogo z pracownikow
    Postanowiliśmy z całym majdanem pójść na plaże
    Szliśmy ” na przełaj ” po wydmie , korzeniach itd
    Dziś to by juz nie przeszło ale to było 13 lat temu
    Wracając patrzymy a kawałeczek dalej od tego miejsca gdzye sie przedziieraliamy droga z kostki brukowej
    A my z tymi plecakami , namiotem , śpiworami .. 🙂 uff śmialiśmy sie ze swojej głupoty
    Dalej mam zdjęcie z tego dnia , gdy pieszy raz zobaczyłam morze 🙂
    Uśmiechem sie w duchu do tej historii i do mnie takiej młodej hehe

    Odpowiedz
  25. Natalia says:

    Czerwiec 2015. Razem z przyjaciółmi i ich córkami (wtedy 2-latką i 4-latką) wybraliśmy się na wycieczkę rowerową na Bornholm. 10 dni spędzonych na aktywnym rowerowym zwiedzaniu wyspy. Wracamy. Podróż do Polski trwa 4,5 godziny, katamaranem pełnym ludzi. Wypływamy dość późno bo o 17:30. Dzieci dopada zmęczenie, nie tylko podróżą ale i całym wyjazdem. Młodsza córka przyjaciół dostaje od mamy jabłko, obrane ze skórki. Starsza widząc to oznajmia że też chce. Ale jest problem bo ona chce takie ZE SKÓRKĄ :/ a to było ostatnie jabłko jakie mieliśmy 🙁 Widząc całą sytuację i chcąc uniknąć ataku złości, biorę starszą córkę i mówię: „Zuzia chodź. Jeśli znajdziesz sklep na promie w którym sprzedają jabłka to je kupię i będziesz mogła zjeść. Jeśli nie, będziesz musiała poczekać aż dopłyniemy do Polski i wtedy znajdziemy sklep i kupimy jabłko ze skórką ;)” (zrobiłam tak z pełnym przekonaniem, wiedząc że nie ma żadnego sklepu na promie z jabłkami, tylko bar w którym sprzedają obiady i alkohol). Na to Zuzia z uśmiechem na twarzy i ekscytacją idzie ze mną mówiąc że wie gdzie tutaj jest sklep. No i prowadzi mnie to baru. Stajemy przed dwoma marynarzami za barem i pytam: czy mają panowie na sprzedaż jabłko? a Zuzia dopowiada: ale takie ze skórką? Zdziwieni marynarze, komentarzem Zuzi, odpowiadają że niestety nie mają jabłek. No to dopinając swego tłumaczę dziecku, że w takim razie musimy poczekać do Polski, ponieważ to jest jedyny sklep na promie, a jak sama widzi nie ma tutaj jabłek. Zuzia trochę posmutniała ale przyznała rację. Na co odzywa się jeden marynarz i pyta ją: czyli chcesz zjeść jabłko. Zuzia: tak, ale takie ze skórką. Marynarz: ale tak bardzo chcesz to jabłko? Zuzia: TAK! No i wtedy ku mojego ogromnemu zaskoczeniu jeden marynarz mówi do drugiego aby dał dziecku to jabłko które jest w lodówce (pewnie do ozdoby drinków 😉 ). Jak powiedzieli tak uczynili, a mi przysłowiowa „kopara opadła”. Wracamy z jabłkiem w dłoni do reszty towarzyszy naszej wyprawy. I teraz wyobraźcie sobie ich miny… Bezcenne! 🙂 I tak to czasem na przekór bywa jak chcesz coś udowodnić dziecku 🙂

    Odpowiedz
  26. Barbarka says:

    Pamiętam, jak ja i narzeczony wyjechaliśmy na masz pierwszy wspólny urlop, celebrujący naszą1 rocznicę chodzenia za sobą 😉 obydwoje jesteśmy miłośnikami gór, więc wybraliśmy Tatry (swoją drogą już przez nas omijane przez te tłumy ludzi). W dzień rocznicy wchodzilosmy na Kasprowy. Okazało się, że źle oszacowalismy ilość zabranego prowiantu i pod koniec drogi byłam już cholernie głodna. Głodna ja, to zła ja. Jak już dotarlismy a szczyt i poszliśmy coś zjeść, siedzieliśmy przy osobnych stolikach 😉
    W drodze powrotnej się pogodzilismy
    W busie, którym jechaliśmy do hotelu ni z gruszki ni z pietruszki wypalilam, że on to mi się pewnie nigdy nie oswiadczy ( nie wiem skąd taki tekst, bo jakoś nigdy nie miałam na takie rzeczy parcia). Wieczorem, kiedy celebrowalismy rocznicę, powiedziałam TAK. Narzeczony w stresie pomylił ręce i palce, wciskal mi pierścionek na wskazujący palec ;D
    I tak już jesteśmy 6 lat po zareczynach.
    Druga sytuacja z tego samego roku, ale miesiąc później. Byliśmy we Francji u siostry narzeczonego, ktora niewiele wcześniej urodziła córeczkę. Jej partner jest Francuzem i po polsku powie tylko parę słów. Teściowie siostry mają sadzik i w nim orzecha włoskiego. Któregoś dnia, jak pojechaliśmy w odwiedziny do tych właśnie teściów dostaliśmy miche orzechów do oskubania z zielonych łupin, bo siostra narzeczonego bardzo lubi orzechy;)
    Wzięliśmy się do roboty, ale pod koniec ogromne było nasze zdziwienie, kiedy okazało się, że ni cholery nie możemy doszorowac rąk.
    Siostra narzeczonego spytała się partnera,czemu nie dał nam rękawiczek? Odparł, że przecież nas uprzedził i powiedział, żebyśmy sobie wzięli wspomniane rękawiczki.
    Tylko ze po francusku 😉

    Odpowiedz
  27. Ania says:

    Mam 4 rodzeństwa zawsze wyjeżdzaliśmy z rodzicami na jakieś zorganizowane wakacje,a nam się marzył namiot, odkąd pamiętam rozmyślaliśmy jak to będzie fajowo spać na jakiejś polanie,prawie pod gołym niebem.No i w końcu doczekaliśmy się, miałam może z 11 lat jak pojechaliśmy cała rodzinką wraz ze znajomymi rodziców i ich dziećmi pod upragnione namioty.Nieopodal naszego noclegu było gospodarstwo i pasące się krowy na łące. Mój brat lat wtedy 14 podkochiwał się w córce znajomych rodziców którzy z nami pojechali, pewnego wieczoru gdy padało i nie było co robić jako dzieciaki graliśmy w karty,kto przegra musi coś wykonać no i mój brat dostał zadanie że musi przyprowadzić pod namiot jedną z krów pasących się nieopodal, ale był zadowolony,że zaimponuje Zuzi. Jakie było zaskoczenie kiedy pod namiot chłopak z miasta dumny z siebie przyprowadził nieświadomie zamiast krowy byka? Teraz gdy to wspominamy śmiejemy sie do łez,ale wtedy nie było nam do śmiechu.

    Odpowiedz
  28. Dota says:

    Mój pierwszy konkurs blogowy.. Ale ok 🙂
    Dwa lata temu nad morzem. Stoimy sobie pod sklepem: ja, Tymek (4 lata), Zuźka (ponad rok). Mąż w sklepie robi zakupy. Pod tym samym sklepem, obok nas, stoi sobie Pan z może półroczną córką w wózku oraz pięknym psem Golden Retriever – cudnym 🙂
    Jako, że mój syn na język nie choruje i nie ma oporów przed wdawaniem się w rozmowy zagadnął Pana: Proszę Panaaa? A czy ja mógłbym pogłaskać?
    Pan spojrzał na mego pierworodnego, potem na psa i odpowiedział, że: Jasne, możesz 🙂
    Po czym mój syn podszedł do… wózka i z wielkim namaszczeniem pogłaskał córeczkę tego Pana..
    Mina Pana bezcenna 🙂 Moja zresztą też 🙂

    Odpowiedz
  29. Stysia says:

    Było to podczas wakacji w mojej ukochanej, rodzinnej wioseczce, (4 może 5 klasa podstawówki) gdzie oprócz jednej ulicy (którą przyjeżdżał jeden zabłąkany samochód raz na kilka godzin) i jednego sklepu nie było nic. Sąsiadki, a zarazem najbliższe koleżanki wyjechały na wakacje. Więc błąkałam się tak znudzona bez celu, to po domu, to po łące,to po podwórku. W końcu postanowiłam wyjść na ulicę, bo zawsze to jakaś większa szansa na towarzystwo. Asfalt był rozgrzany od słońca, na tyle że można było odciskać w kawałkach znajdującej się na nim smoły paluchy. Rozejrzałam się, ale ani prawy ani lewy koniec drogi nie pozostawiał żadnej nadzieii, na jakieś miłe spotkanie towarzyszy zabaw. Zrobiło się tak błogo, lipy rosnące przy drodze dawały cień, paluchy grzebały w smole, położyłam się więc wygodnie na asfalcie i nawet nie wiem kiedy, oczka się zamknęły. Zdałam sobie sprawę z tego faktu, dopiero gdy nad moją głową, pojawiła się główa wzburzonego kierowcy autobusu PKS. Moja blokada drogi zmusiła go do przerwania swego niczym nie zmąconego transportu pasażerów. Było mi strasznie wstyd bo to wydarzenie nie umknęło uwadze Pani Alicji, która trzyma rękę na pulsie naszych sensacyjnych, wiejskich wydarzeń. A dodatkowo widział to ON. Przystojny chłopiec mieszkający kilka domów dalej, no przecież co on sobie teraz o mnie pomyśli? Jak można zasnąć na ulicy, a dodatkowo nie usłyszeć nadjezdzającego Pks-u? Jak nie było towarzystwa, tak nie było, aż tu kiedy człowiek spokojnie ucina sobie drzemkę wszyscy muszą wylec na zewnątrz?

    Odpowiedz
  30. Irena says:

    Nasza historia zaczęła się kiedy mąż zdecydował jechać do Czarnogóry. Jeszcze wtedy dzieci nie mieliśmy – więc do samochodu i jazda. Jechaliśmy prawie bez przystanków, zmęczeni byliśmy porządnie. No to już – ten hotel, miła obsługa – do łóżka i mocny sen. A że gorąco było, to nie pomyśleliśmy włączyć klimy – tylko otworzyliśmy sobie balkon – 2 piętro. Śpimy. Nagle słyszę – mąż coś gada, otwieram oczy – a on taki zestresowany mówi że przed chwilą usłyszał stuknięcie, otworzył oczy – widzi dziewczynę młodziutką, pierwsza jego myśl – sprzątaczka! ale o 3 nocy?? on do niej co ona tu robi? a ona w sekundę – i przez ten balkon wyskoczyła – oczywiście z portfelem, prawem jazdy i t.d. W następnym dniu wylądowaliśmy na policji – no bo co dalej. Policjanci do męża – opowiadaj. No i on mówi że oczy otworzył, że dziewczyna, a oni – ładna??? a on że nie wie, a oni – no to trzeba było skorzystać 🙂 a on – że żona obok, a oni – no przecież spała 🙂 tacy weseli byli 🙂 wypisali nam kwitek że nie mamy prawka, na szczęscie mieliśmy jedną kartę kredytową w samochodzie – więc pojechaliśmy stąd do Chorwacji – jak już tak blisko morza – szkoda było wracać 🙂 A najlepszą niespodzianką było to że okazało się nad morzem że jestem w ciąży!!! 🙂 staraliśmy się 3 lata 🙂 i takie piękne wspomnienia mam z tych wakacji, wcale nie przeszkadza mi że zostaliśmy okradzione – tylko wspominam to na wesoło 🙂 Teraz mamy trzy córeczki 🙂 Jesteśmy szczęśliwymi rodzicami, jezdzimy na wakacje – i korzystamy z klimy – balkonów nie otwieramy 🙂

    Odpowiedz
  31. Anna says:

    Pamiętam chłopca, w sanatorium, mojego najlepszego kumpla w tamtym okresie…. Bardzo otyłego z powodu jakieś genetyczniej choroby….
    Dzieci często się z niego naśmiewały i wytykały palcami… a on za każdym razem spokojnie im wtedy odpowiadał:
    ,,Jak się ma stalowe nerwy,
    Złote serce i twardy charakter… To nie można być lekkim”:)
    I niewzruszony wracał do swoich rysunków… Portrety i karykatury , które wtedy mi rysował, bawią i wzruszają mnie do teraz.

    Odpowiedz
  32. Dzięki moim kochanym rodzicom masa pięknych wspomnień odbudowała się w mej głowie… śmieszne, urocze, ale i takie pełne wzruszeń. Moja babcia nie słynęła nigdy z bycia babcią z prawdziwego zdarzenia, ale robiła fantastyczne ogórki kwaszone, kochałam będąc u niej zajadać się ogórkiem i chlebem z masłem – rarytas… a ja niejadek od zawsze byłam więc jaka była jej radość gdy mama powiedziała jej, że zostawi mnie i brata na wakacje (2 dni na weekend), w okolicy nie mieszkały niestety żadne dzieci w naszym wieku, więc skazani na dziadków z bratem zostaliśmy. Zabawy nie było końca stary dom plus nasza wyobraźnia, postanowiliśmy z młodziakiem pochować babci zaprawy ogórkowe z spiżarni do garażu dziadka, przykryte starą płachtą…no nie spodziewała się tego, weekend minął szybko, o ogórkach zapomnieliśmy, babcia przy kolejnej wizycie opowiada rodzicom,że ogórki zaginęły, pewnie Madzia zakochana w kwaszonych wszystkie słoje pozjadała. Wtedy to było nam niesamowicie wstyd, ale śmiechu po latach co nie miara. Ogórki nadal uwielbiam, ale już ich nikomu nie chowam 😉

    Odpowiedz
  33. gosia says:

    a pamietasz Julia aparaty na klisze? hehe 25lat temu razem z rodzicami i siostrą pojechaliśmy na pierwsze rodzinne wczasy- wybor padl na Bieszczady, 10godzin jazdy, dla nas wielka wyprawa, spakowalismy sie w duzego fiata, ja na sobie dresy z kreszu, mama mokra wloszka na glowie, zapakowani po brzegi ,jedziemy, euforii nie bylo konca, tym bardziej, że razem z nami ( tak w tym naszym fiaciku)jechala taka sama rodzinka 4 osobowa ( ja w ogole nie pamietam tego, by bylo nam niewygodnie). Na miejscu moc atrakcji oczywiście, ale jeden moment utkwił na całe życie. Któregoś ranka tata zapowiedział, że idziemy robić pamiątkowe zdjęcia, wymyślił byśmy weszli skałka po skałce coraz wyżej i wyżej, a on na dole zrobi nam super zdjęcie. Tak uczyniliśmy, siódme poty wychodziły, ale się wspinaliśmy, ciężko, ale jaka radość,gdy doszliśmy do celu. Różne miny stroiliśmy do taty, a on cykał. Wieczorem tatuś zanurkował pod koc, by wyjąć kliszę z aparatu, ale się okazało, ze jej w ogole nie włożył, no i zdjec z Bieszczad brak, od tak po prostu.Do dzisiaj jak robimy zdjęcia, to śmiejemy się, że tatulek najlepszym jest fotografem.

    Odpowiedz
  34. Aska es says:

    Jestem z Pomorza, jednak w dzieciństwie każde wakacje spędzałam wraz z 2 młodszymi siostrami na wsi u dziadków, na Mazowszu. Magiczny czas! Zabawny czas! Oj, dziadkowie nie mieli z nami nudy…Znalazłyśmy raz napoczętą żółtą farbę i pomalowałyśmy nią 2 małe kotki, bo myślałyśmy, że zamienią się wówczas w małe kaczuszki (dla zainteresowanych-nie, nie zmieniły się?, babcia prawie osiwiała jak zobaczyła efekt naszej pracy). Innego dnia poprosiłam wujka, aby dał mi coś do zabawy ze swojego pokoju. Odpowiedział, że mogę sama coś sobie wybrać. No to wybrałam- jak go nie było, niebieską puszkę z czarną kropką (do dziś ją pamiętam) i zakopałam na polu truskawek ( duuuużym polu). Okazało się, że w puszce wujek trzymał pieniądze na zakup malucha, gdyż kilka dni później w okolicznej wsi miała być giełda samochodowa. Naszukaliśmy się zguby, oj naszukaliśmy…bo jak przyszło co do czego, to nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie ją zakopałam! Albo jak poszłam z koleżanką i 2 kolegami (jeden z nich był moją dziecięcą miłością) nad rzeczkę. Ubrana byłam tylko w strój kąpielowy. Usiadłam na drewnianym pomoście a tam był gwóźdź i pech chciał, że zrobiłam sobie wielką dziurę na pupie. No wstyd straszny! Siedziałam na tym pomoście, słońce paliło okropnie, pot się ze mnie lał, ale udawałam, że mi jest tak dobrze…a jak dzieciaki zbierały się do domu, to musiałam skłamać, że muszę przemyśleć swoje życie (w wieku lat 10!) i jeszcze zostanę. To były piękne czasy i tylko szkoda, że moja córka takich wiejskich wspomnień mieć nie będzie.

    Odpowiedz
  35. Natalia says:

    Moja historia bedzie tylko dla czytelnikow o dosc luznym podejsciu do zycia.. No więc..
    W maju zostaliśmy rodziną wielodzietna tzn 2+3:D Ostatni egzemplarz trafił nam się wyjątkowo hałaśliwy, wymagający i absorbujący. Pierwsze nasze kroki calą familia postanowilismy skierowac do Warszawskiego Zoo- coby dzieci starsze polataly a i wrzask Najmlodszej zanikł z zgielku. Po wrzasku samochodowym( pić,jeść, kupa, wrzaski „chce jechac w innym foteliku/ na reku) calo i zdrowo ba nawet w dobrych humorach docieramy na miejsce. Usmiechy ludzi nas mijajacych, dzieci nadal czyste, slonce- no chce się zyc! Wiedziałam, że bedzie super! Mijamy flamingi, papugi, jakoś przedzieramy się obok fontanny w ktorej KONIECZNIE trzeba się zamoczyc od czubka glowy po czyste skarpety. Docieramy do małp. Podchodzimy razem z grupa okolo 20 osob pod ten ich wybieg. Ustawiamy podwojny woz gramolimy się i nastepuje tekst Najstarszej ” O Fuuu Mamoooooo! To Ty?! To Ty pusciłaś takiego smierdzącego Bąka?! Czy z Tobą naprawdę nie można wyjsc do ludzi?!”
    Najstarsza ma 7 lat. Przysięgam, ze w tamtej chwili myslalam że nie dozyje 8 urodzin:D
    Miny wspologladaczy bezcenne:D Smiechy rownież. Najlepszy i tak okazal się mąż ktory ryknal na przysiegam cale Zoo. „HAhahahahhahaha masz swoje wyjscie? Mowiłem, isc do Biedry i siedziec w domu?”
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    Odpowiedz
  36. Liss says:

    Pochodzę zmalej wsi. Wszyscy są tu tacy sami.
    Po kilku latach oszczędzania wybrałam się na wakacje z moją chrześnicą-lat 3 i wujkiem (zeszły rok).Idziemy sobie przez Plac św. Piotra… rozmawiamy o życiu, multikulturowości, Marysia słucha i zadaje pytania. Tłumaczę jej, że trzeba tolerować wszystkich, szanować, bo każdy czuje tak samo. Po czym mój wujek widząc bardzo czarnego człowieka, mówi głośno: łooo matko, aleś Ty brzydki!
    Pan się odwraca i mówi czystą polszczyzną: dziękuj Bogu w tym świętym miejscu żeś Ty ładny…

    ot, tyle Mania zapamiętała z wakacji:)

    Odpowiedz
  37. Kora says:

    Córka śpiewajaca w Grecji na wakacjach „Marsz, marsz, Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Pooolski…” 😀

    Odpowiedz
    • marielle says:

      Twoje wspomnienie wakacyjne przypomnialo mi nasz wakacyjny pobyt w Brukseli.
      Wycieczka do Minieuropa bardzo podobala sie naszemu, wtedy kilkuletniemu synkowi.
      Z zainteresowaniem ogladal miniaturowe domki i wszystko inne, ale najbardziej atrakcyjne okazaly sie przyciski, po nacisnieciu ktorych mozna uslyszec hymn kraju.
      Zaliczylismy ….wszystkie. I kazdy hymn zostal. …”zatanczony”przez niego.
      Dostal wtedy najwiecej usmiechow w swoim zyciu.

      Odpowiedz
  38. Monka says:

    Nie dla wrażliwców 😛
    To były cudowne czasy licealne, czyli ładnych parę lat temu. Z grupą przyjaciół wybrałam się na kilka dni w przepiękny Beskid Śląski, do zaprzyjaźnionego schroniska studenckiego, tzw. Chatki. W plecaku śpiwór, kilka najpotrzebniejszych rzeczy, na sobie trapery, koszulka i getry (tak wtedy nie było leginsów :P), za pasem portfel, nic więcej nie było potrzebne. Dwie godziny w pociągu, chwila na szlaku i dotarliśmy do małego raju z widokiem na góry i mieniące się w oddali Bielsko <3. Niestety nawet w raju trzeba pójść za potrzebą. Oczywiście w chatce nie było toalety, za to były dwa urocze wychodki 😉 Weszłam do jednego z nich i nagle usłyszałam głośne plum!!! i to absolutnie nie było to o czym teraz myślicie. Na śmierć zapomniałam, że za pasem moich getrów miałam wetknięty portfel ze wszystkimi pieniędzmi i legitymacją, który właśnie leżał 2 metry niżej, na kupie.. no… gówna! Zrozpaczona wybiegłam, krzycząc, że potrzebuję pomocy, że ja muszę to jakoś wyciągnąć, Oczywiście wszyscy postawili krzyżyk na moim dobytku, tylko jeden miejscowy góral postanowił pomóc. Okazało się, że dzielny portfel nie zatonął, więc uzbrojeni w latarkę, kuchenną chochlę z przywiązanym do niej przedłużaczem kijem do miotły rozpoczęliśmy akcję ratunkową, która…… zakończył się sukcesem. Oczywiście do końca pobytu chatkowicze mieli niezły ubaw, witali mnie słowami "Monia śmierdzisz, czy nie śmierdzisz kasą?" Generalnie przeszłam do historii 😀 Nawet po latach, jak wpadliśmy z przyjaciółmi do Chaty usłyszeliśmy fascynującą opowieść młodego chłopca "lasce, która tak się upiła, że utopiła portfel w wychodku", oczywiście zwijając się ze śmiechu potrafiłam tylko powiedzieć "wcale nie byłam pijana!" Teraz wspominam to ze śmiechem, jedyne do czego się nie przekonam, to do zjedzenia na Chacie zupy, nakładanej chochlą 😀 😀

    Odpowiedz
  39. Maja says:

    Syn lat 3 jechał z rodzicami na wakacje nocą. Wbrew moim wytycznymi pozwolili mu wyjść z fotelika i spać z głową na kolanach babci. Kontrola paszportowa, celnik rozgląda się po aucie. Fi przykryty kocykiem po uszy tylko głowa wystaje, na co celnik : animal passport please!
    Tak mu było głupio, że już nawet nic nie powiedział na temat fotelika 🙂

    Odpowiedz
  40. wera says:

    Najśmieszniejsze
    z zoo
    Jasiek lat 7 widząc kozy w łaty
    – Mamo, to krowy ??
    no cóż Warszawiak 🙂

    Mamo, a gdy ten remont się skończy (trwa już 3 miesiące ) to będzie następny
    Nieeeeeeeeeeeeee
    Oj szkoda tak fajnie jest bo nie trzeba sprzątać

    Zjedz wreszcie to śniadanie !
    Czy ja zawsze muszę jeść
    Gdybyś nie jadł to byś nie miał siły i byś nie żył
    A nie mogę mieć baterii słonecznej

    Pozdrawiamy

    Odpowiedz
  41. Anna S says:

    Postanowiłam na zakończenie wakacji sprawić frajdę mojemu 5-cio letniemu synowi i zabrać go na ” dmuchańce” Szaleństwom nie było końca, a moje prośby i zachęty (lody, gofr, frytki) zostały zignorowane.. Już się pogodziłam,że posiedzimy tam do wieczora, gdy nagle mój syn zbiegł i mówi”mamusiu kupa” Alarm- umysł matki szybko zlokalizował najbliższą toaletę , ale było za późno…Moje dziecko ściągnęło spodenki i ….kupka poleciała… a mój syn, stwierdziło ,że robi dalej.. Nie muszę mówić ile wstydu się najadłam 🙁 Stałam tam z reklamówką między jego nogami chyba z 15 min…(bo mój syn robi długo ….:) ) czerwona ze wstydu i z bolącym brzuchem od śmiechu…
    Tak mój syn zakończył wakacje 😉

    Odpowiedz
  42. mama k i m says:

    Julio nie umiem tak pięknie opowiadać i pisać jak Ty ale bardzo chętnie podzielę się naszą historią z tegorocznych wakacji..

    udało się, dzień przed wykupiona wycieczka na lasta do Grecji.. jesteśmy na lotnisku – niestety nasz lot opóźniony -dzieci wyspane, inne dzieci też widać że znudziło im się oglądanie samolotów, bajek na tabletach, tańczenie i rysowanie na ulotkach.. robi się coraz głośniej. Niedaleko nas siedzi Pani w białych włosach o anielskim uśmiechu i cały czas spogląda to na jednego urwisa to na drugiego.. naszemu czortowi piłeczka poleciała w jej stronę – oczywiście nowy kolega razem z nim pobiegł, widzę zaczynają rozmawiać, za chwilę siadają obok nowo poznanej Pani, podchodzą inne dzieci, nie ma miejsca obok nich to zaczynają siadać na podłodze po turecku.. rodzice też coraz bliżej uroczej Pani stoją i słuchają.. a słuchają bajki o smoku w krainie zabawek który miał bardzo dużo zabawek ale nie miał przyjaciela.. przyleciała mała Halinka która chyba wszystkim zdążyła się przedstawić i pcha się i siada na kolanach starszej Pani ze słodką minką.. przez 38minut wszystkie dzieci siedziały jak w przedszkolu po turecku na podłodze, na ławkach, zasłuchane, ciche.. rodzice też słuchali tego ciepłego głosu i tej cudownej opowieści o gonitwie za pięknymi rzeczami a smutnym sercu smoka.. piękny widok kiedy dzieci i te starsze 7-8 lat i te maluchy 2-3 letnie tak siedziały wpatrzone i słuchały.. po skończonej bajce mała Halinka wzięła Panią za rączkę i mówi ‚choć, choć, zaprowadzę Cię do mojej babci, nauczysz ją bajki opowiadać bo ona się nie zna.” Wszyscy w śmiech.. cały czas wspominamy Panią Elę która również podczas transferu z lotniska do hotelu opowiadała naszemu czortowi bajki a opowiadać to ona umiała jak poskromiła taki zmęczony żywioł na lotnisku..

    Odpowiedz
  43. Ola says:

    To bylo w zeszlym roku, pojechalismy z synem 3 l. do moich rodzicow. Lato, piekna pogoda, rzut beretem na plaze wiec poszlismy wszyscy razem nad wode. Moj tata wzial mojego synka zeby go oswoic z woda, maly potknal sie , zachlysnal i wystraszyl troche. Dziadek szybciutko go podniosl, a on biegl do mnie szybko przez cala plaze krzyczac ze dziadek chcial go utopic. Wszystkiego oczy skierowane na mojego biednego tate ktory chcial pobawic sie tylko z wnukiem w wodzie ;).

    I druga wybacz ale nie moglam sie zdecydowac.
    Co roku jezdzimy z mezem i dziecmi nad morze do rodziny. Ktoregos dnia wybralismy sie na plaze z moja starsza siostra. Moj maz i siostra uwielbiaja się, uwielbiaja tez sobie dogryzac. Dochodzimy do plazy a tam plakat „Uwaga Foki”. Maz moj mowi, zobacz Monia no to nie bedziesz sama (zawsze narzeka I wstydzi sie ze figura nie taka ze boczki, non stop , stad ten zarcik). Nie obrazila, ale moj maz dostal po lbie ;p.
    Moj synek nauczyl sie imion i nazwisk wszystkich babc, cioc itd. A ze ciocia Monika zakochana w nim po uszy, wszystko chciala uslyszec, zadzwonila i prosi zeby wszystko jej powiedzial. Syn znudzony odpowiada kto i jak, no i siostra moja mowi. Aniolku to powiedz mi jeszcze jak ja sie nazywam. Zapomnial.. Cisza w telefonie.. po czym mowi yy chyba Foka tak tatus mowil. Ups ;). Na szczescie ciocia jest wyrozumiala.

    Odpowiedz
  44. Patrycja says:

    W czasie naszych wakacji byłam już w zaawansowanej ciąży i tak się nieszczęśliwie złożyło, że w związku z nadciśnieniem ciążowym trafiłam do szpitala. Samopoczucie straszne, a do tego szpital, badanie KTG, pełny pęcherz (jak to u ciężarnej). Lekarz powiedział, żebym jeszcze z tym wyjściem na siku wytrzymała, bo otrzymam pojemniczek i mocz zostanie wysłany na badanie. Wytrzymywałam choć lekko nie było. W końcu się doczekałam, dostałam kubeczek, lekarz pokazał mi toaletę i czekał razem z moim mężem za drzwiami. Tymczasem ja weszłam do toalety, nad ubikacją zobaczyłam półeczkę, więc tam odstawiłam kubeczek i zrobiłam upragnione siku. Kiedy już skończyłam, założyłam spodnie i zauważyłam pusty kubeczek na mocz na półeczce. Jak mogłam zapomnieć o tym, żeby nasikać do kubeczka?! No jak?! Ręcę zaczęły się pocić, zrobiło mi się słabo, jak ja się przyznam, że po prostu o tym zapomniałam? Że tak bardzo chciało mi się siku, że skupiłam się tylko na tym?! Wstrzymywałam dwie godziny tylko po to, żeby nie oddać moczu na badania?! 😉 Ciśnienie znowu skoczyło, zrobiło mi się jeszcze gorzej. Wyszłam z pustym kubeczkiem i powiedziałam, że nie mogę zrobić siku. Lekarz nie może uwierzyć, w końcu tak bardzo nie mogłam wytrzymać. Zaczęłam tłumaczyć, że nie wiem jak to się stało, ale nie dam rady. Lekarz kazał próbować za chwilę i wyszedł… Mężowi przyznałam się do swojej „niesforności”… 😉 On też nie mógł uwierzyć, choć tłumaczyłam, że wszystko przez tę nieszczęsną półeczkę… 😉 Poszedł do automatu z napojami i kupił mi 4 butelki mrożonej herbaty… Wypiłam wszystkie cztery, choć byłam już pełna, a siku dalej zrobić nie mogłam. W końcu zainteresowały się mną wszystkie położne – no bo jak to, że ciężarna przez tyle czasu przy tylu płynach nie może się po prostu wysikać. 3 godziny później udało się, stres opadł, więc ciśnienie też się unormowało i ostatecznie po prawie całej nocy w szpitalu, mogliśmy wracać. Wtedy było mi strasznie wstyd, teraz na samą myśl o odłożeniu kubeczka na półeczkę uśmiecham się sama do siebie… 🙂

    Odpowiedz
  45. Sylwia Ś says:

    Wakacje 2016, lipiec, nasz pierwszy wyjazd w czwórkę nad Polskie morze, z naszymi chłopcami 2,5 letnim Olisiem i 6 miesięcznym Sebastiankiem.
    Wynajęliśmy pokój z małym aneksem kuchennym i własną łazienką, a w niej, wanna i prysznic, miejsce wymarzone dla rodzin z dziećmi.
    Na wakacje pojechaliśmy do Gdańska, lokalizacja świetna, bo i wszędzie komunikacją miejską można było dojechać, dużo atrakcji no i blisko do morza, a same domki położone tak, że gwaru z ulic słychać, aż tak bardzo nie było. Mieszkamy w małej miejscowości, na co dzień, za oknem widzimy piękne pole i łono natury, dlatego centrum miasta wydało nam się miejscem idealnym.
    W dzień w dzień przed godzina 12 wracaliśmy na 1,5 godzinki do pokoju, bo chłopcy to ten typ co drzemki jak już sobie ucinają to spokój musi być, inaczej ujechać z nimi nie idzie.
    Czwarty dzień wakacji, wracamy przed południem do kwatery, mąż jeszcze do spożywczego chce wyskoczyć, więc ja z chłopcami sama już do pokoju zmierzam. Sebastian głodny, a że piersią go karmię to obowiązkowo przed zaśnięciem cyc i przytulanie musi być.
    Oli bawi się na podłodze resorkami, po chwili wstaje i mówi, że idzie siusiu, a ze od około 6 miesięcy lata bez pieluchy i bardzo samodzielny w tym temacie jest, nie chcąc przerywać karmienia, co by młodszy nie zaczął płakać, głupia nie pofatygowałam się za nim od razu.
    Po około 3 minutach synuś wraca do pokoju, pogłaskał młodszego po nodze a mnie po ręce i oznajmił „mamu smedzi”. Gdy tylko zobaczyłam czym nas wysmarował, przeniosłam wzrok na niego. Oszczędzę opisu jak moje dziecię wyglądało, bynajmniej pobladłam. Co mu do głowy strzeliło to ja nie wiem, ale zawsze musi być pierwszy raz i to wtedy kiedy tego się wcale nie spodziewasz.
    Z prędkością światła biorę jednego i drugiego pod pachę i pędzę do łazienki, to co tam zastałam sprawiło, że jakoś tak nie kontrolowanie łzy napłynęły mi do oczu i dostałam histerycznego śmiechu.
    Szybko wsadziłam starszego synka do wanny, młodszego obmyłam i do pokoju do łóżeczka turystycznego włożyłam, co oczywiście nie spotkało się z jego aprobatą, bo Sebastian nadal o piersi marzy a nie o chwili samotności, którą mu właśnie funduje.
    A ja dosłownie pobiegłam do łazienki, gdzie synek w wannie oddał się już radosnej twórczości. Rozejrzałam się po łazience jedyne czyste miejsce to kabina prysznicowa. Najpierw poszły mokre chusteczki w ruch ( Wynalazco dzięki Ci za nie!), a później nie pozostało nic innego jak go pod prysznic wrzucić. Wykąpany i ubrany Oli z uśmiechem na twarzy, taki miał widać ubaw z tego, w końcu zainteresował się bajką. A ja chwyciłam za telefon i płacząc wybrałam numer męża. Poinformowałam go, że potrzepuję pomocy i ma natychmiast wracać, ale na jednej nodze kupić jeszcze domestos w trybie pilnym i o nic nie pytać.
    Mąż prawie od razu wrócił do nas, gdy zobaczył moją minę i łazienkę wybuchnął śmiechem i skwitował tylko” Na szczęście mamy własną a nie wspólną z innymi wczasowiczami”.
    Teraz jest to jego ulubiona historia do opowiadania znajomym. A ja zdarzyłam się otrząsnąć z głownianego szoku i jak tylko o tym sobie przypomnę to ryczę ze śmiechu.
    Minus był taki, że to ja musiałam tą łazienkę porządnie wyszorować, co mi troszkę zajęło. Wciąż się zastanawiam dlaczego mój grzeczny syneczek taką zabawę sobie wymyślił i jak można było w tak krótkim czasie tak ową łazienkę załatwić?
    I chodź było to nasze, jak do tej pory, najlepsze wakacje, za podobne atrakcję to ja już podziękuję.

    Odpowiedz
  46. Matka says:

    Wakacje, lipiec .. Mazury, gdzieś w lesie domek drewniany, soboto/niedziela
    Uściślając – wakacje, co echem studenckich cudownych wspomnień miały się okazać.
    Przyjaciele, całe 6 osób, bogaci w inwentarz rodzinny (żony, mężowie, dzieci, koty, rybki oraz psy) jakoś tak dogadali się z kochającymi połówkami, i wyruszyli w podróż samotną, by wyrazić wspomnienia, z lekka się zabawić i śmiać.
    Z dyżurami na gotowanie, i sprzątanie, na przewodnictwo, szukanie drewna w lesie ..

    … a sprawy miały się tak …
    Dyżur na gotowanie, mój.
    W zdziwieniu odkryłam, że przy mej słabej umiejętności gotowania zamiast szparagów wyszły sznurki a nieokiełznany głód ssał od środka nas wszystkich! Zmieniłam wyraz twarzy, by nikt nie odkrył mojej tajemnicy i dodałam szybko:
    – mam pragnienie. Pojedźmy podglądać dostojną noc, jak przeistacza się z przetykanej czerwienią w głęboką czerń, z kieliszkiem czerwonego wina i pysznym ‘podpłomykiem’.
    Z naprędce wypracowanym przeze mnie pragnieniem powtarzanym w kółko niczym mantra – w oczach moich znajomych malowało się dziwne podejrzenie.
    – Słucham ?! – spytała Kasia zdumiona.
    A wtedy Andrzej wszedł w przestrzeń kuchenną, zajrzał do gara – a moja skrywana tajemnica, jak kamień spadła mi pod stopy. Cholera! – pomyślałam.
    – Ach tak … ‘o swoim pragnieniu powiadasz’ ? – Jego twarz rozpromieniła się w dziwnym uśmiechu ..
    .. ale, że Andrzej potrafi dobrze ‘schować problem pod łóżko’, a jeszcze lepiej przekonuje – dlatego całkowicie ignorując ów ‘szparagowe sznurki’ wszyscy poderwali się do realizacji moich pragnień … 😉
    Przyjrzałam się w szybie, poprawiłam włosy spięte luźno, i choć mi ponad 40 lat, włożyłam strój obciachowy: Biały t-shirt z napisem ‘Najfajniejsze ciacho w mieście’ {prezent od kolegów z poprzedniej pracy}, ciepłą bluzę z kapturem, totalnie tonąc w ciepłej bawełnie, ultrakrótkie szorty, i już.
    Wyglądałam wakacyjnie ? A skąd! Jak lekko podstarzała uczennica, która urwała się z lekcji ..
    Dwie godziny później, siedząc na schodach dwudrzwiowych wrót, w słabej smudze światła rozjaśniającego z zewnątrz – na granicy trzeźwości umysłu, z pochłonięcia trzech dość mocnych trunków różowego wina,które w moją skarlałą duszę nędznej kucharki wlewałam {czego za żadne skarby nigdy nie robię} – poczułam nastrój rozmycia. Ślizgałam się tu i tam …
    Potem przez godzinę, czy dwie paplaliśmy o starszych od nas, co nie wierzyli, że dożyją rozpieprzenia Związku Radzieckiego, i inne fanfarony {po prostu głowa była gdzie indziej, tak bardzo, czym na moment zerwało nam kontakt z rzeczywistością}. Trochę mi było głupio, ale nasz stan trzeźwości był w galopującym zaniku.
    Trochę przejmowało wilgotnym chłodem, pozwalając by powietrze przesycone zimnem przetoczyło się przeze mnie gwałtownym dreszczem. Miałam więc okazję poznać Jego całe spektrum czułości i uczucia lodowate, jakie dają Jego zabiegi. Niemal arogancko wygonił nas ze schodów na powrót do domku …
    … dokąd wędrowaliśmy nierównymi i wąskimi drogami, pokonując kilka wzniesień ..
    … gdzie na miejscu, bez jednego wyrzutu sumienia zajęłam połowę łóżka, zapadając w otchłań snu ..
    Gdzie ta heca, historia najśmieszniejsza z najśmieszniejszych być może, Julio, zapytasz ?
    Gdy kolega, który na dni parę zmuszony był oddalić się do domu, zielone światło dostał, poczuł wielkie szczęście, nie mogąc powstrzymać emocji zakazem, ośmielił się powrócić z nienacka na nasze ‘łono wczasowiczów’. Dodać tu muszę, iż postanowił powrócić w wielkiej tajemnicy ..
    … a kiedy ciepło mojej skóry, łączyło się z policzkiem przytulonym do ramienia, elegancki trzask, zaraz potem ciskane pomrukliwie zdania – rozległy się niczym Dzwon Zygmunta, w nieprzeniknionych ciemnościach domku.
    Łoskot spadającej ‘suszarki do naczyń’, pełnej kubków i szklanek, talerzy i talerzyków, sztućców i łyżeczek, odbił się mroczną melodią od drewnianych ścian … wytrącając wszystkich ze snu. Nastawiłam w sobie sonar i próbowałam wyłowić dźwięk z głębin … doszły mnie strzępy postukiwania i szelesty. Chyba sól posypała się na podłogę. Odczułam z przestrachem, że dzieje się coś dziwnego {szybko pożałowałam zamkniętych okiennic}. Dźwięki ustały, ale na moment, bo ledwie zdążyłam wziąć głęboki wdech, kiedy ostry zapach męskich perfum otoczył mnie pełną niejasnych przeczuć, poczułam czyjś oddech na szyi.
    Zbyt oszołomiona nagłą bliskością, zamiast krzyczeć, zacisnęłam usta {omal nie narobiłam w majtki} .. i wtedy znajoma twarz pochyliła się nade mną. Nasze oczy dzieliły jedynie centymetry. Zieleń wpatrywała się w błękit. Dotarło do mnie z przerażającą jasnością iż postać pachnie …. KOLEGĄ.
    – Cóż Ty do cholery wyprawiasz ??!! – rozkrzyczałam głosem – Ty ‘Trąbo Jerychońska’! Korzystając z dobrodziejstwa niewyparzonej gęby mojej, wypluwałam w szale: – Ty Dupku Żołędny! Ty Parkoto Gnilna! Ty Bawole Pogięty! Masz tyle rozumu co wodorostów na pustyni! {brzmiało to jeszcze i tak zbyt szlachetnie dla takiego INDYWIDUUM}.
    – No proszę – ale koleżanka! – usłyszałam.
    Nie krzycz na mnie i nie besztaj mnie jak chłopca! … ale ja już się nakręciłam, mając w najgłębszym odwłoku wszelkie fundamentalne przyzwoitości .. więc krzyczałam:
    I jeszcze: ‘Do cholery’ i ‘Do Diabła’ …
    Po czym kolega ze stoickim spokojem zwrócił się do mnie czerwonej już z gniewu …
    „Dokąd odchodzą te wszystkie słodkie dziewczyny .. i skąd się bierze tyle wrednych bab ??!!!”
    Przez ułamek sekundy ogarnęła mnie taka pokusa aby mu przyłożyć ..
    Wściekłam się, bo to już nie pierwszy raz taka niespodzianka. To u niego zwyczajowe.
    Pozostało mi tylko poczucie bezsilności, bo z taką filozofią nie ma co dyskutować …
    A gdzie uprzejme przepraszam ??

    Odpowiedz
  47. Marta P. says:

    Zdarzenie to miało miejsce dokładnie 30 lat temu, w roku 1986. Ja miałam wtedy niecałe 4 lata a mój brat był kilkumiesięczniakiem. Teraz, jak to piszę, jestem zadziwiona, że od czasów mojego wczesnego dzieciństwa tyle czasu już upłynęło 🙂 Ale do brzegu, oto opowieść:
    Jechaliśmy z rodzicami na wakacje, na mazurski camping, na który jeździliśmy co roku. Wyglądało to tak: mały fiat, w nim rodzina 4 osobowa + bagaże, namioty, walizki w przyczepce podczepionej do malucha. Co roku zatrzymywaliśmy się na postoju w tym samym miejscu i zawsze mama wyciągała wałówkę czyli nasmażone w domu kotlety mielone 🙂 Wyjątkowo, podekscytowana podróżą i wakacjami mała ja, nie chciałam jeść tych kotletów, bardzo dobrze to pamiętam. W międzyczasie tata zauważył, że w oponie w przyczepie jest flak więc zaczął zabierać się za męską robotę. Koło zapasowe było na samym dnie przyczepy więc wszystkie graty trzeba było wypakować z przyczepy. Trwało to i trwało, mój brat ryczał, ja się nudziłam jak mops. Ojciec pogonił mnie bo zaczęłam mu w kluczach grzebać, przekładać, powiedział, żebym się czymś zajęła. Kręciłam się po tym parkingu, pląsałam między autami i rodzinkami, które też zatrzymały się na posiłek. Nagle zobaczyłam mały sklepik, więc weszłam do niego po kilku małych schodkach, ale nie było tam nikogo w środku, było natomiast coś, czego jeszcze nie widziałam. To były małe pojemniczki, bardzo kolorowe, były tam narysowane dzieci i owoce. Bardzo mnie to zachęciło więc otworzyłam jeden i zjadłam. Pamiętam ten smak, pycha! Otworzyłam drugi i kolejny a kilka pozostałych wzięłam w ręce i wyszłam ze sklepiku i krzyczę w kierunku mamy: „Mamusiu znalazłam słodkie pudełeczka, nie jestem już głodna i wzięłam też dużo dla Adasia” po czym potknęłam się i upadłam na brzuch, oczywiście tak niefortunnie, że przygniotłam przy tym pojemniczki z pysznościami i wszystko rozpaćkało mi się na ubranie. Zobaczyłam pędzącą do mnie mamę, ale ona nie biegła mnie ratować tylko przepraszać jakichś obcych ludzi, którzy machali już ścierką w moją stronę. Okazało się, że biały domek to nie sklepik a przyczepa campingowa niemieckiej rodziny a pyszności jakie tam znalazłam i wyjadłam to ich niemieckie jogurty 🙂 Do dziś na to wspomnienie cała rodzina pęka ze śmichu a mama mówi, że w życiu nie słyszała z czyichś ust tyle słów „szajse.” Od tamtej pory wszystkie dzieci w rodzinie oraz dorośli mówią na jogurty słodkie pudełeczka. Jest też wdzięczna pamiątka w postaci zdjęcia a na nim zapłakana ja, z jogurtem na bluzce a w tle czerwony maluch i przyczepa z bagażami i pękający ze śmiechu tata 🙂 Taka to moja historia.

    Odpowiedz
  48. Lena says:

    Moje najzabawniejsze wakacje, to te z okresu dzieciństwa. Kiedy to bawiliśmy się kolegami w lekarza. Ja nie wiem, co nam do głowy strzeliło, ale rozbieraliśmy się do naga i bawili w szpital. I tak co roku, ktoś w okresie wakacyjnym wymagał hospitalizacji (to chyba temperatura nas do tego skłaniała). Ale nic w tym dziwnego, jak marzyło się o medycynie:) I żeby rozjaśnić sytuację, to inne zabawy też były, ale ta była number one!;) Wariactwo:D

    Odpowiedz
  49. aurinko says:

    wspomnienie najświeższe, może dlatego takie śmieszne mi się wydaje 😉
    miesiąc temu pojechaliśmy z dziećmi naszymi (sztuk dwie – rok i 2,5l) nad morze. Aby było ciekawiej pojechaliśmy rowerami, dzieci w przyczepce. I tak jechaliśmy 4 dni – do zrobienia mieliśmy jakieś 250 km. Po drodze noclegi w namiocie, część na dziko, gdzie akurat było miejsce. Warunki zdecydowanie…. turystyczne co potwierdziła moja córka w drodze powrotnej 😉 Wracamy już autem, zmęczeni ale zdecydowanie zadowoleni że cel osiągneliśmy. Nasza córka nagle zaczęła krzyczeć z radości „Mama! Łazienka! Łazienka!” –> na widok mijanego… toi toi’a 😉

    Odpowiedz
  50. Karolajna says:

    Wakacje trzydzieści lat temu…wiadomo polska stara kochana wieś. Koza,krówka, kury i pomidory prosto z grząd,a wszystko okroszone uśmiechem babuleńki. A jak jak to dziecko biegałam tu i tam,odwiedzając zabudowania. Aż w końcu weszłam do kurnika pełnogo młodych niosek. Jedna z nich głośno gdakała i babcia mówi do mnie:
    „Nie idź tam bo kura jajo niesie!” z przestrachem że może na mnie skoczyć w obronie swoich jaj. A ja na to :
    „Babciuuuu,ale skąd ona je niesie?Tu przyniesie? I co z nim zrobi?No powiedz mi skąd ona je niesie?”
    Do tej pory się ze mnie śmieją,że jestem mistrzem hodowlii kurzej:)

    Odpowiedz
  51. Marzena says:

    W czasie naszych ostatnich wakacji nad morzem spacerowałam ze swoją dwuletnią córką Marysią po plaży kiedy nagle zobaczyłyśmy ogromne, prawie trzymetrowe figurki trzech dziwnych postaci – jak się później dowiedziałam – minionków, z którymi wszyscy plażowicze robili sobie zdjęcia. Ponieważ córka wpadła w zachwyt, podeszłyśmy bardzo blisko figur, a ja zaczęłam tłumaczyć córce że są to duże nadmuchane balony i „o popatrz tutaj pompuje się powietrze”, gdy nagle z jednego z minionkow dotarł do mnie głos mówiący „taaa balony …..ale mi siadł na żołądku ten hamburger” 😀

    Odpowiedz
  52. Beata says:

    Uparlam się za czasów smarkatych (za smarkata jednak na samotne wędrówki więc rodzinny był to wyjazd), że musi być rejs statkiem i że gofry oczywiście te tłuste i te z owocami i z bitą śmietaną, co to nigdy nie wiadomo jak ugryźć żeby szyku paryskiego nie odbierało, bo za szybką zawsze cudnie wygląda.kolejnosc następującą, najpierw gofry, później rejs. Mama była innego zdania, ale uparciuch to uparciuch. Czyn szybciej zlapalam się za konsumpcyjnego potwora gofra i nie zwracając uwagi na nic polecialam na statek w sprincie omijając kolejkę emerytów, Japończyków z aparatami, wyvieczke szkolna i singli. Słyszę tylko jak się produkuje moja rodzicielka jedyna i woła za mną i krzyczy ale co tam, rejs ważniejszy.a jeszcze ważniejsze pierwsza miejsca na tym statku właśnie. Uf usiadlam, udało się, nie dziwią nie spojrzenia innych pasażerów w końcu udało mi się przy kapitanie usiąść, a przynajmniej tak myślałam że o to chodzi. Kapitan też jakiś taki wesoły, uśmiechnięty gość, też tak mi się wydawało. Do czasu kiedy uprzejmie powiedział „dziecko drogie Buzka twoja piękna ale cała w bitej śmietanie, oblizuj się natychmiast bo nie poplyniemy z takim piratem, zjedzą nas rekiny” i pasażerowie znów ubawieni, ja w sumie też. Trudno jest być wczasowiczem z klasą, najważniejsze, że humory dopisuja. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  53. olab says:

    Wakacyjne wspomnienia to coś co dawało mi siłę na przetrwanie roku szkolnego? teraz natomiast jak o nich myślę, o tych wakacjach z dzieciństwa to łza w oku się śmieje….pamiętam jak dziś gdy byłam ze swoją rodziną i znajomymi którzy mieli dziewczynki w moim wieku na wakacjach na wsi, a dokładnie domek był nieopodal lasu. Pewnego dnia wybrałyśmy się we trzy 9 letnie dziewczynki na przejażdżkę rowerem. Chcialyśmy jechać do lasku ale spowalniała nas najmłodsza kilkuletnia która próbowała opanować sztukę samodzielnej jazdy na rowerze. W końcu się doturlałyśmy jakoś i zaczęłyśmy bawić. Nagle w drzewach coś zaszurało i zaczęło porykiwać…DZIK!!!! Pędem wskoczyłyśmy na rowery oczywiście wchodząc sobie w popłochu pod nogi i przewracajac się wzajemnie. Oglądamy się na najmłodszą D która najbardziej przerażona chwyta swoją dwukółke i jak szalona pędzi do domu…z wrażenia nauczyła się jeździć….jakież było nasze kolejne ogromne zdziwienie gdy owe ryczace drzewa rozchyliły gałęzie i wyszedł nich….wujek we własnej osobie znosząc się ze śmiechu….od tej pory wszystkim opowiadał w jaki to „szybki” sposób nauczył najmłodszą córkę jeździć na rowerze?

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.