podarunki 50


Słuchajcie, jeżeli u mnie jest dużo konkursów to znaczy, że coś się kroi..

Że poza blogiem nad czymś pracuję..
Myślę, że już za tydzień będę mogła zdradzić Wam sekret, co to jest…
Dziś zostawiam Wam wyniki ostatnich podarunków. I nie ukrywam, że wybór był okropnie trudny.
To jakie macie pomysły, zdolności do pisania, wrażliwość, mądrość życiową, empatię…
Zwycięzcę poprzedniego konkursu wybrała właścicielka. Ale to na końcu.
Dziś nie będzie wcale nudniej. Czytam Wasze odpowiedzi konkursowe na tak fajne pytania z wypiekami na twarzy. 
Poprzez te pytania jakie tutaj padają, wiem, że wielu czytelników wchodzi w komentarze pod konkursem, bo to piękna lektura. 
W ten piękny poniedziałek sponsorem nagród, bo będą aż trzy (!) jest sklep BOTANIQ.
I ośmielę się stwierdzić, że to jeden z najpiękniejszy sklepów eko jaki widziałam.
Wizualnie strona jest dopracowana, dopieszczona. Ciekawa, jasna, przejrzysta.
Dobór kosmetyków starannie przemyślany. Nie ma tam kompromisów.
Jest jedynie natura i mineralne składniki.
Bo coraz bardziej należy się zastanawiać nas tym jak żyjemy.
Nie trzeba mieć mnóstwa pieniędzy aby żyć zdrowo. Trzeba być świadomym.
Bo kosmetyki można zrobić też w domu samemu za grosze. 
Czy wiecie, że 60% tego co wcieramy w skórę dostaje się do krwiobiegu i wpływa na zachodzące w organizmie procesy, a nawet na rozwój płodu i przenika do mleka matki?
Czy wiecie ile sztucznych konserwantów, barwników, substancji zapachowych, parabenów, PEG-ów, SLS, SLES, silikonów i substancji ropopochodnych jest w każdym kosmetyku jaki posiadacie?
Oczywiście jedni mogą machnąć ręką. I ja też rozumiem, każdy z nas ma inny konik w życiu.
Coś innego jest dla niego istotne. Ja akurat mam tak z jedzeniem i kosmetykami.
Ale wracając do tematu… Jeżeli Ktoś ma podobnego fioła jak ja, polecam BOTANIQ i nie dlatego, że jest dziś ich konkurs, a dlatego, że coś na ten temat już wiem i mocno zagłębiłam się w produkty i składy tego sklepu. Jedna z jego właścicielek jest dla mnie ogromną kopalnią wiedzy oraz inspiracją w określeniu człowieka jako „znawcę tematu”.. Tylko Ktoś z pasją może stworzyć coś wiarygodnego…
Moi drodzy, zapytanie konkursowe zostało stworzone przez właścicielkę…
Mów i myśl o sobie dobrze. Zachęcaj siebie do rozwoju, do dbania o siebie samą, czasu tylko dla siebie i pozytywnego myślenia 🙂 Bo przyjaźń z samym sobą to najlepszy związek 😉 I prośba do Dziewczyn, żeby w ramach konkursu napisały o sobie w kilku słowach. O swojej kobiecości. Co w sobie lubią, w czym są dobre, jakie mają talenty i pozytywne cechy charakteru 🙂 Lub w jaki sposób spędzają czas ze sobą, co lubią robić tak tylko dla siebie..”
Do wygrania 3 zestawy kosmetyków różanych Make Me Bio. (woda, krem i serum. link do nich tutaj.)
I dodatkowo (do 31.03) dla czytelników kod rabatowy „GARDENROSES”, naliczający -10% na cały asortyment drogerii BOTANIQ.

Wyniki konkursu 25 go  marca pod tym postem.

Nagrody wędrują do…
Agata „Kocham swoją osobę…”
Joanna „Być kobietą to zaszczyt…”
Violetta „Oj strona kobiecości…”


Wyniki podarunków 49 to:
Kasia, która wyjedzie z synową do Honfleur. Proszę o kontakt do mnie na maila julia.rozumek@gmail.com
Gratuluję.

Napisz komentarz...
  1. Zuzanna says:

    ….Kocham siebie za porody, za to, że wolę spędzać czas na tarmoszeniu się z mężem i przewalaniu z dzieciakami, w skotłowanej pościeli, niż trwonić chwile na Instagramie, kocham swoją skórę po peelingu z fusów kawy i gdy mam na sobie Clair de musk od Lutensa. A w czym jestem dobra? Podobno w czekoladowym brownie i w sprawach „erotycznych” jak mawia mój mąż, przyznam mu rację…….

    Odpowiedz
    • Magdalena says:

      Po spowiedzi własnej mogę powiedzieć, ze kocham swoją wrażliwość. Ten zachwyt nad grą cieni słońca przechodzącego przez kolejne warstwy drzew, uśmiech spowodowany wychodzącym słońcem czy radość dziecka skaczącego po kałużach .Doceniam w sobie zachwyt nad rzeczami małymi i codzienna wdzięczność za to co dzisiaj mam. A co lubię? Oh, gdy jednak istnieje potrzeba dodatkowego pozytywnego zastrzyku, lubię zaszyć się w wannie cudując ze specyfikami wyrzucanymi do wody, a to płatki zebranych roz, a to zioła z łąki. Tak dla równowagi, by między ogarnięciem dzieci a wypełnieniem domu zapachem chałki, znaleźć moment dla siebie, choćby malując oko jedna ręka przeglądając się w telefonie albo rozmawiając z przyjaciółka o wszystkich głupotach z całego dnia schowana w garderobie. Ważne by nie zgubić siebie i ciagle kochać siebie . 😉

      Odpowiedz
  2. Marta says:

    Co by tu napisać o swojej kobiecości… Cholewcia, ciężko… bo u mnie ciężko stworzyć fryzurę, bo z pomysłami u mnie kończy się na podcinaniu włosów co pół roku, które i tak wiążę w kok do pracy, którego potem nawet nie rozplątuję aż do wieczora, kiedy wypadałoby je rozpuścić, rozczesać, umyć. Po dniu pracy w przedszkolnej kuchni to głowa spocona i aż mi się nie chce czegoś z tymi moimi trzema włoskami na krzyż robić. Makijaż, hmm… od dzwona do dzwona. Pamiętam jak mnie raz mama umalowała na urodziny kuzynki – poddałam się, bo „a weź spróbuj jak to, będziesz widziała, czego żałujesz”, a ja na pięć minut przed wyjściem gąbka w dłoń i mycie twarzy… mama dopiero w samochodzie zauważyła i się obraziła. Najchętniej bym używała tylko trochę tuszu do rzęs, nieco cienia na powieki, pomadka i wio. Wystarczająco! Grunt że buzia czysta, czego potem przyszły chłop ma mnie nie rozpoznać jak tapetę zmyję? A najchętniej zamiast na randkę to bym się zaszyła w pokoju, z książką, czy przed serialem… Jeśli opis kobiecości u mnie miałby określać serial/książka, to byłyby to Czarodziejki, Przyjaciele, Castle z seriali a poza tym Muminki, Zwiadowcy, Saga o Ludziach Lodu… najwięcej czytam bajek dla dzieci. Są przepiękne. Najszczersze. Najlepiej te po babci, która zresztą tak jak ja pracowała w przedszkolu na kuchni, nawet mam jej jedno zdjęcie z pracy. Też się nie lubiła malować. Skaranie boskie z tym, tylko człowiek by musiał przed lusterkiem siedzieć a żaden ze mnie Picasso 😉 hej, ja dopiero teraz czytam co tu wypociłam, i jestem w szoku… Rozpisałam się, a ciężko stwierdzić u mnie tą kobiecość… Jedna utrwalona fryzura, zero makijażu, co to jest? Cóż, idąc za konkursowym pytaniem „mów i myśl o sobie dobrze”, a ja siebie lubię… taką singielkę, zaczytaną, domatorkę, ot taka ja, po prostu… Pozdrawiam!

    Odpowiedz
  3. Kasia J says:

    Jestem kobieta skromna z natury, nie lubie swiecic-byc w centrum zainteresowania. Jesli ladnie wygladac to dla siebie samej, no tez dla meza, ale dla niego to ja nawet o polnocy pieknie wygladam 😝. Po prostu lubie czysto, schldunie, elegancko a zarazem prosto i skromnie, lubie sie dobrze czuc w swojej skorze. Tak po swojsku po prostu, nie ze bo modne, bo wszyscy….tylko bo ja tak lubie i tak sie dobrze czuje. A jeszcze jesli tylko mezowi sie zawsze podobam, to bonus zyciowy :).
    W czym jestem dobra….w milosci do moich dzieci i meza. Kocham ich nad zycie, uwielbiam spedzac z nimi czas, chodzic na pozne spacery, rolki, rowery…cokolwiek by to nie bylo, byle gdzie, byle jak, byle razem…a poki razem to nigdy byle jak!
    Cos dla siebie…to moczenie tylka wieczorem w wannie z dobra ksiazka i pelen relaks. Kiedy juz dzieci spia, maz nadrabia swoj serial…to wtedy ta chwila jest tylko dla mnie. I to mnie bardzo uszczesliwia.
    To moja idealna rodzina, nic wiecej do szczescia mi nie potrzebne. Wygralam na loterii zyciowej wspanialego meza i dwie zdrowe, piekne cory. Czuje sie spelniona i szczesliwa kobieta.

    Odpowiedz
    • Fabianamama says:

      „Jestem kobietą
      Wodą, ogniem, burzą, perłą na dnie
      Wolna jak rzeka
      Nigdy, nigdy nie poddam się!!! „…
      Te konkursy…:) jak ja pisać ładnie nie umiem…
      zawsze czytam te komentarze i sobie myśle Boszeee jaki dar maja te kobiety, powinny książki pisać…
      Ale do meritum
      Napisze o swojej mamie bo to jest prawdziwa piękna kobieta!!!
      Moj tato zmarł gdy miałam 3 latka
      A moja mama została sama na gospodarstwie z 3 małych dzieci …pomocy za dużo nie miała bo każdy codziennym życiem zajęty…
      Przez 5 lat zajęła się praca w polu, hodowla trzody i wychowaniem dzieci
      To jest piękno… można zakasać rękawy i najpiękniejsza siła jaka w sobie miała po prostu dać przykład ze można
      Dobra dla wszystkich dookoła
      Pracowita i przede wszystkim zaradna
      Nie poddala się i po traumatycznym przeżyciu Jak utrata bliskiej osoby dała największa miłość i przykład pięknego życia swoim dzieciom
      Dlatego dzisiaj nie mam odwagi pisać o sobie jako kobiecie bo przy mamie to taki mały pikuś jestem
      Piękno to przede wszystkim promienie bijące z wewnątrz a są wtedy gdy człowiek naoracowny ale spełniony i szczęśliwy

      Odpowiedz
  4. Kasia J says:

    Chcialabym jeszcze dodac, ze czasem potrafie wyskoczyc z przyjaciolkami na babski wieczor…nauczyl mnie tego maz, by umiec sie wyrwac i nie czuc sie winna zostawic dzieci w domu :).

    Odpowiedz
  5. Martoa says:

    Wstaję obudzona – z jednej strony małą, pulchną rączką, która obejmuje moje ramię, z drugiej strony wielkimi ślepiami patrzącymi na mnie z utęsknieniem i zdającymi się wołać „no chodź, już mamo”. I to „mamo” w sobie lubię. Bo ona niesie ze sobą tak wiele. Długie miesiące wyrzeczeń, długie godziny porodów, długie godziny na rękach, długo otwarte oczy, które chciałyby chociaż na chwilę zamknąć się. Idę do łazienki. I patrzę. Na ten włos wygięty w prawo, na tą zmarszczkę, co miała się nie pojawić, na tą skórę tak bardzo nieidealną. Uśmiecham się. I tą cudownie naturalność nieidealność w sobie lubię. Idę do pracy, po weekendzie zajęć w szkole. I to w sobie lubię. Że chce się chcieć. A przecież można było odpuścić. Przygotowuję obiad. Lubię siebie za te zapachy z kuchni. Tak bardzo domowe, tak bardzo rodzinne. I kiedy dzieci idą spać, robimy razem herbatę. Nie wpisujemy do kalendarza „czas we dwoje”, „czas dla rodziny”. Lubię siebie za to, że wtedy wieczorem, przy earl grey, jestem najpiękniejszą kobietą na ziemi. Dla siebie i dla niego.

    Odpowiedz
  6. Joanna says:

    Pięć lat temu na mojej drodze pojawił się taniec. Zbliżałam się do czterdziestki i właściwie z tyłu głowy zawsze miałam niespełnione marzenie. Taniec. Weszłam w grono zespołu tanecznego 31 plus gdzie na nowo poczułam się jak znowu jak mała dziewczynka. Ciężkie treningi i pierwsze sukcesy na parkiecie spowodowały, że uwierzyłam na 100% w siebie. Wszelkie troski, kompleksy i obawy poszły w kąt. Przebywanie na co dzień ze swoimi „rówieśniczkami” daję ogromną siłę do pracy nad sobą. Odmłodniałam.Nauczyłam się malować, bo przecież na scenie muszę wyglądać:). Występy sceniczne dają niesamowitą energię. Zaczęłam bardziej zwracać na to, że jestem Pełnowartościową i Atrakcyjną Kobietą. A przy okazji stałam się wzorem dla mojej córki- tancerki. Wspieramy się wzajemnie, a przecież o to chodzi aby kobiety wzajemnie inspirowały się i wspierały:)

    Odpowiedz
  7. Asia says:

    Lubię być mamą, ale to wiadomo….
    Lubię być pracownikiem, takim trochę urzędnikiem, analizować, sprawdzać papierki przekładać, podpisywać, do pracy się „wystroić”.
    Lubię uczyć się (ale najbardziej wtedy kiedy nie muszę, bo przed ważnym egzaminem to wiadomo….;)
    Lubię kwiaty, w zasadzie na nowo odkryłam przyjemność jaką daje sadzenie, podlewanie, przestawianie no i te piękne asparagusy, smukłe draceny rozłożyste palmy, uwielbiam!
    Lubię książki, wszystkie! Mądre, dziecięce, infantylne, takie które na długu pozostają ze mną i takie które czytam z zapartym tchem, ale jak zamykam okładkę to nie pamiętam o czym są.
    Lubię słońce i las. Zapach powietrza rano i rosę na trawie, wieś – tam się wychowałam.
    Lubię miasto i to że wszędzie blisko, i wszystko pod ręką. Tu mieszkam i żyję.
    Lubię mieć wszystkie składniki na zupę w lodówce, dziś będzie gołąbkowa!
    I lubię rozpakowywać bagaże po powrocie z podróży, prać, segregować i odkładać na miejsce.
    I za to, że te wszystkie rzeczy mnie cieszą lubię siebie najbardziej.

    Odpowiedz
  8. Joanna says:

    Jestem 45 letnią kobietą. Jestem dobrą córką. Jestem troskliwą matką dwudziestoletniego syna i siedemnastoletniej córki. Jestem żoną od dwudziestu lat tego samego męża. Jestem pomocną siostrą. Jestem wierną przyjaciółką. Jestem dobrym docenianym pracownikiem. Jestem empatycznym powiernikiem szczęśliwych i nieszczęśliwych chwil wielu osób wokół mnie. Jestem uśmiechniętą od rana pasażerką zatłoczonej komunikacji. Jestem niepoprawną optymistką. Jestem realizatorem swoich marzeń. Jestem śmieszną felietonistką opowieści rodzinnych i towarzyskich. Jestem uzdrowicielem starych mebli. Jestem zgrabną kobietą dźwigającą ciężkie sztangi na siłowni. Jestem wielbicielką domowego spa. Jestem melomanką. Jestem czytelniczką. Jestem porządnicka. Jestem energiczna. Jestem miłośniczką wszelkich zwierząt. Jestem krwiodawcą. Jestem społecznicą. Jestem zakochana w sobie, rodzinie i ludziach wokół mnie. Jestem osobą z planem na najlepsze lata, które są dopiero przede mną.
    Na wszystkie powyższe cechy ciężko pracuję i wciąż je udoskonalam po to, aby jak najmniej było we mnie zgorzkniałej, złośliwej zołzy i cholery, którą czasami bywam… 🙂
    Jestem po prostu kobietą.

    Odpowiedz
  9. Violetta says:

    Oj strona kobiecości to u mnie wciąż w trakcie realizacji …kilka sukienek zakładanych od święta…dyżurne szpilki niemodne prawie od dnia ich zakupu…kosmetyki do makijażu są,bo od czasu do czasu trzeba zakryć trądzik (różowaty) …a tu 40 na karku od 2 lat…trójka cudownych synów ,którym trzeba pokazać jak dbać,szanować,traktować kobiety… Ale robię pyszne ciastka owsiane z żurawiną i szyję najlepsze torebki na zakupy z materiału ,i rozdaje znajomym , jako mój wkład w ograniczanie plastiku.

    Odpowiedz
  10. Kinga says:

    Kocham siebie i swoją kobiecość. Kocham siebie za wrażliwość, spostrzegawczość serca i empatię. Za umiejetność słuchania i bycia. Za wewnętrzną siłę. Za świadomość tego, nad czym należy się pochylić i kiedy powiedzieć „stop”. Za wiarę w
    ludzi i codzienną pogodę ducha. I właśnie w tym przejawia się dla mnie moja kobiecość.

    Odpowiedz
  11. Joanna says:

    Ciało. Niegdyś pokryte żółtawą, zmieniającą mnie powłoką, dziś otulam ciepłem kremu rozgrzanego w dłoni. Jego zapach przez nozdrza dociera do środka. Tam wszystko się zaczyna. Moje ciało. Piegowate, blade, pozostawione, czekające. Sam na sam ze swoją skórą. Kobiecość. To coś. Podmuch ciepłego wiatru w jasno brązowych włosach. Zapach perfum na kołnierzu Twojego płaszcza, który On odwiesza do szafy. Jego spojrzenie, kiedy Twój ruch niesie cząsteczki powietrza przepełnione Twoim zapachem. Muśnięcie dłoni, kiedy odkładasz klucz. Subtelna obecność. 35. Tyle lat moja Kobiecość czekała na mnie. Odnalazłam ją, napracowałam się. Nie była mi dana tak po prostu.

    Odpowiedz
  12. Kasia says:

    Bywają dni kiedy nie lubię siebie. Za to, że jestem roztrzepana, chwilami za mało uważna, za dużo paplam – często bez przemyślenia. Ale kiedy nadchodzą dni, w których siebie lubię – wtedy lubię w sobie wszystko! Te moje 180 cm wzrostu i to, że nie muszę prosić nikogo o podanie herbaty z górnej półki, a wręcz mogę pomóc niskiemu starszemu panu w sklepie sięgnąć po mąkę. Te kręcone włosy, które kiedyś były moją zmorą, teraz je uwielbiam. Kocham szydełkować, robić biżuterię, uwielbiam te moje umiejętności. Uwielbiam żyć ze świadomością, że mam ogromny wkład w budowę domu, w którym niedługo zamieszkam z moją rodziną. Świadomość tego, że od samych podstaw, fundamentów fizycznie działałam, nosiłam cegły, układałam kanalizację, kręciłam druty, daje mi niesamowitą satysfakcję! Wiem, że poradzę sobie z wieloma przeciwnościami losu! Kocham moją pracowitość ale i lenistwo.
    Uwielbiam to, że jestem troskliwa, mój mąż i córa zawsze mogą na mnie liczyć
    Chyba z wiekiem nauczyłam się, że wewnętrzny spokój i akceptacja są drogą do szczęścia.
    I dobrze mi ze sobą! 🙂

    Odpowiedz
  13. Jest halniak, ten najgorszy od północy i chyba w tym dziesięcioleciu, a ja właśnie czuję, że sen spod powiek zabiera mi też księżyc skrzący się ja złota bułka drożdżowa. Noc pachnie wtedy stertą książek, które obok mojego łóżka przypominają, że tyle jeszcze nie wiem i równie sporo nie rozumiem.

    Zapach drożdżowego zagniatanego do odrętwienia dłoni i Jego delikatny oddech na szyi, kiedy pyta: „Co z tego będzie?’
    Zrozumienie, mimo burz rozpętanych przez rozjuszone hormony w Jego oczach.
    Kilka zmarszczek na czole od (za)myślenia, wokół oczu od śmiania się (nawet sporo).

    Kobiecość iście skrojona na miarę, dopasowana do humoru, figury, krągłości, wachlarzu poglądów. Świadomość i pewność, że to co fajne przychodzi z wiekiem, a to co niekoniecznie przyjemne da się oswoić.

    Odpowiedz
  14. Anna says:

    Kobiecość została przeze mnie utracona jakieś 5 lat temu… rodzicielstwo dało mi się we znaki i wychowanie było zawsze na pierwszym miejscu a czasu dla siebie brak… od tego roku wszystko się zmieniło – nabrałam wiary w siebie, w swoje możliwości i w to, że oprócz bycia mamą jestem jeszcze żoną i mogę swobodnie rozwijać swoją pasję jaką jest fotografia… mogę, wszystko mogę i to przy wielkim wsparciu męża, które nie zawsze zauważałam, jednak trzeba po prostu chcieć! Co dwa dni wyruszam o 7 rano do lasu pobiegać, na spacer, pobyć ze sobą, pomyśleć, zapoznać się z naturą i wracam orzeźwiona i to mi daje napęd na zaakceptowanie siebie i bycie po prostu szczęśliwą… szczerze? o kosmetykach całkowicie zapomniałam i żel do mycia twarzy jest moim towarzyszem – cóż i tak można. nie znam i nie sprawdzałam innych kosmetyków od 5 lat – alienacja od ludzkości chyba mi się udała 😉 dziwnie jest na nowo wkraczać w społeczeństwo, staram się i wychodzę z uśmiechem i chcę żeby tak zostało

    Odpowiedz
  15. Magda says:

    Ah, gdyby móc wybrać co najbardziej lubię dla siebie robić jako kobieta to chyba pielęgnowanie wewnętrznej dziecka w sobie 😉 To bieganie boso po trawie łapiąc poranną rosę zanim reszta domowników się przebudzi i wszechświat przyśpieszy gwałtownie. To łapanie wiatru we włosach podczas jazdy motorem albo stanie przed wystawą w lodziarni próbując zdecydować sie na smak. W końcu to skakanie w sobotni poranek w za dużej koszulce Metallici męża przez 10 minut w rytm muzyki niczym Cristina z „Chirurgów”. To seria małych wielkich rzeczy, które tak jak kawa czy kieliszek wina z samą sobą, pozwalają mi na pielęgnację od środka siebie. Chętnie bym spóbowała z różanymi specyfikami zewnętrznie podopieszczać się! 🙂 Bo przecież każda z nas ma w sobie odrobinę Rachel Green z Przyjaciół, Carrie z Sexu w Wielkim Mieście czy Ani z Zielonego Wzgórza. Nie pozwólmy o nich sobie zapomnieć Dziewuchy! 🙂

    Odpowiedz
  16. Agata says:

    Kocham swoją osobę. Szanuję swoją osobność, oboczność, osobistość.
    Osobność: na codzień jestem aktywnym odbiorcą problemów rodziny, otoczenia – mąż stracił pracę i patrzy niemo w ścianę, snuje się depresyjnie po domu; chora córeczka cierpi, a ja nie umiem jej pomóc; brat zrywa wszelkie stosunki z mamą, bo postanowiła sprzedać rodzinne mieszkanie; przyjaciółka ma romans i dzieci malutkie, nie wie, co dalej robić ze swoim życiem. Ja jestem dla nich, angażuję się totalnie. Ale pamiętam i wiem, że nie mogę przejmować tych stanów i emocji przesadnie, bo jestem od nich OSOBNA. Jestem tak samo ważna dla siebie, jak bliskie mi osoby. Dbam o siebie i kocham. Słucham swoich potrzeb, szukam ujścia dla własnych trosk – zwierzam się przyjaciółce, pokazuję granice mamie, bratu.
    Oboczność: jestem obok innych, ale idę własnym torem; ograniczam robienie rzeczy wbrew sobie tylko po to, by zrobić komuś przyjemność; niczego nie oczekuję od innych, choć nie boję się prosić o pomoc.
    Osobistość: znam siebie bardziej niż ktokolwiek, dlatego to ja muszę być dla siebie czujna, by reagować na wewnętrzne prośby i błagania – jestem sama dla siebie królową, gdy smaruję spracowane dłonie grubą warstwą maści witaminowej na noc, gdy chowam pod prześcieradło gałązki suszonej lawendy, którą tak lubię, gdy odłożoną skrupulatnie i nie bez wyrzeczeń godzinę radośnie poświęcam na moją tylko przyjemność – bieganie, koszenie trawy, długo odkładane szlifowanie starej komody, sen.
    Te słowa to moja duma największa. Wypracowana po latach ogromnych wyrzeczeń i poświęceń. Po latach ganiania przez codzienność w zapomnieniu o sobie.
    Jestem szczęśliwa, bo jestem najważniejsza dla samej siebie.

    Odpowiedz
  17. Joanna says:

    Być kobietą to zaszczyt. Sama nie zawsze to dostrzegam, ale pracuję nad tym i staram się każdego dnia wygospodarować chociaż parę minut tylko dla siebie. Ale nie zawsze tak było… Pochodzę z rodziny, gdzie rolą kobiety było wychowywanie dzieci i zajmowanie się domem. Mama wiecznie zmęczona wychowywaniem 5 dzieci, gotowaniem, zajmowaniem się gospodarstwem, ogarnianiem domu. Rzadko kiedy miała czas aby być tylko dla dzieci, a co dopiero mieć czas dla siebie. Obserwowałam to i w głowie cały czas mi kołatały myśli, że ja taka nie będę. Że nie można być niewolnikiem. Ale z drugiej strony codzienne wzorce zakorzeniły się gdzieś zbyt głęboko. I sama zaczęłam popełniać błędy, gdy zostałam mamą (co prawda mam tylko dwójkę dzieci). Wydawało mi się, że dom musi być wysprzątany, dzieci czyste i nakarmione, obiad gotowy, czekający na męża, który wraca zmęczony z pracy. O moje zmęczenie nikt nie pytał… Ale i ja o nim nie mówiłam… Aż w końcu stwierdziłam, że tak być nie może. Że przecież mam swoje pasje, zainteresowania, ciało i duszę, o które trzeba zadbać. Zawsze lubiłam wszelakie rękodzieło: szycie, robótki na drutach, wykonywanie biżuterii, więc wróciłam do moich pasji. Znajduję też codziennie czas, aby poczytać, choćby 15 minut przed snem. Kocham zieleń, przyrodę i już planuję mój ogród w naszym upragnionym domu, do którego niebawem się przeprowadzimy. Nadchodząca wiosna, to wspaniały czas, aby na chwilę przystanąć, wsłuchać się w śpiew ptaków, odetchnąć pełną piersią, skierować twarz do słońca. To uczucie cudowne i na mnie działa chyba korzystniej niż pobyt w SPA. Czuję się z tym wszystkim szczęśliwa i spełniona. A rodzina w żaden sposób nie ucierpiała 😉 Dzieci coraz starsze, więc staram się je angażować w obowiązki domowe, a do męża powoli chyba też zaczyna docierać, że na szczęście w rodzinie muszą pracować wszyscy.

    Odpowiedz
  18. Joanna says:

    Czy wiadomo kiedy będą wyniki?

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.