samotność – listy od czytelniczek.

„Julio muszę Cię przeprosić. Muszę Ci się do czegoś przyznać. Głupio mi. Ale Ty to Ty. Ty chyba zrozumiesz.  Przepraszam, bo przestałam Cię czytać. Przestałam zaglądać. Przestałam zachwycać się Twoimi zdjęciami. Przestałam czekać na każdy post.
I nie dlatego że przestałam Cię lubić. Albo wkurzały mnie reklamy.
Julio masz cudowna rodzinę. Jako ktoś kto nie ma właściwie nikogo, z każdym Twoim postem i zdjęciem łamało się moje serce. Wiesz. Kiedy wszyscy wokół zdecydowanie nie są samotni. Kiedy wszyscy planują śluby, wspólne mieszkania, dzieci, domy, życie, wydatki, wakacje. Wszystko Julka. A Ty jesteś sama. Całkiem sama. Zawsze sama. Wszędzie. Sama w tłumie. Sama w firmie która znasz od podszewki. Sama w rodzinie którą kochasz ale wśród tych wszystkich cudownych par jesteś jedyną osobą bez pary. Sama z każdą decyzja. Sama nocą w pustym łóżku. Sama na niedzielnym spacerze. Sama. Nie ważne co zrobisz. Nie ważne czy o siebie zadbasz czy nie. Sama nie ważne czy jesteś dla ludzi mila czy oschła. Sama nie ważne jak bardzo się starasz. I patrzysz na Twoje zdjęcia. Na Ciebie taka piękna i mądrą. Na Adama dbającego o Ciebie. Na Tosię i Benia. Nie chcę Ci zazdrościć. Ale nie potrafię na to patrzeć. Nie potrafię. Przepraszam. Wybacz mi Julio. „

Zacznę od – dziękuję.
To jeden z najpiękniejszych wirtualnych listów jaki dostałam.
Wiesz dlaczego?
Bo po pierwsze, daje mi wiarę w człowieka. Że nie jest on do końca obdarty z myślenia i zapatrzony w zaraz znikające migawki modnych aplikacji.
Że jest w nim jeszcze samoocena sytuacji, analiza siebie, swoich zachowań, a wreszcie przyznanie się do swoich słabości.
Bo wiesz, że dziś modnym jest, jedynie obraz bycia niezwykle szczęśliwym, bogatym, podróżującym, zaangażowanym i aktywnym.
A zaraz potem równie modnym, lecz już niezbyt często pokazywanym, bycie skrajnie narzekającym, obgadującym, leniwym hipochondrykiem.
Jednak ze wszystkim w życiu jest tak, że nie lubi skrajności. 
Gdyby więc wziąć człowieka i pokazać na nim radość, ale też zwątpienie i bezsilność. Pieniądze, ale też wysiłek o nie i rachunki czy kredyty. Zaangażowanie jak i zrezygnowanie oraz niechęć. Aktywność i apatyczność czy rozleniwienie..
Wtedy otrzymalibyśmy człowieka idealnego.
Kiedy spotykam się z ludźmi, którzy odnoszą same sukcesy, a mąż ich nigdy nie denerwuje (w opowieściach, bo prawda taka nie bywa), to jestem taką rozmową niezwykle zmęczona.
Kiedy siadam do stołu z kimś kto we wszystko nie wierzy, wszystko się nie uda, świat jest męczący, zachowania innych są jedynie irytujące, to już do tych rozmów najczęściej nie wracam.
Od pierwszych chwil moją sympatię budzą w sobie ludzie, którzy potrafią przekląć rzeczywistość, niedomyślnego męża, dzieci ciamajdy, aby potem też pochwalić swą Teściową, docenić pogodę, ugotować obiad, który lubi mąż i powiedzieć synom, że Ich prace plastyczne są przepiękne, po czym przypiąć je na lodówkę. 
Lubię ludzi, którzy nie udają. O dobrym powiedzą, ze złego się pośmieją. Czasami rozpłaczą z bezsilności. Do porażki przyznają.
Tacy ludzie powodują, że człowiek się przy nich otwiera. Może być sobą, a nie musi starać się aby w tej rozmowie doprowadzić do balansu.
Ta równowaga z człowiekiem „pośrednim” czyli normalnym i szczerym przychodzi sama.
Powoduje, że nawiązują się prawdziwe relacje między ludźmi. Nie grają przed sobą idealnych. Nie topią się w rozmowach pełnych negatywnych myśli i uczuć.
Kocham mojego męża i moją rodzinę nad życie. Rozmawiam z moją siostrą przez telefon codziennie. Czasami po kilka razy.
Ale jak się kłócimy to też z charakterem. I ktoś kiedyś powiedział, że zazdrości. Tych kłótni. Bo one świadczą o naszej zażyłości, bliskości, wielu tematach wspólnych, niezliczonej ilości rozmów i czasu razem. Tylko wtedy, albo przede wszystkim wtedy rodzą się powody do kłótni.
Kiedy żyje się obok siebie to nie ma się o co kłócić.
Moja siostra jest najwspanialszym prezentem jaki rodzice mogli mi dać. Do samej starości i śmierci chce z nią rozmawiać, wkurzać się na nią, a ona na mnie i wiedzieć, że zawsze, ale to zawsze możemy na siebie liczyć. 
Choć bardzo się martwię, czy uda mi się w zdrowiu wychować moje dzieci, tak zmartwienie jest mniejsze gdy myślę, że jak mnie zabraknie to Ona będzie dla nich najwspanialszą Mamą.
Dlaczego o tym pisze? Bo najwspanialszy mąż denerwuje, bo najwspanialsza rodzina wkurza, bo najmądrzejsze dzieci są męczące i robią głupie rzeczy.
Przykładaj swoją miarę do obrazu jaki u mnie widzisz.
Musimy być ludźmi. Dopatrywać się dobrego i tworzyć dobro, ale nie ukrywać słabości.
Jednak bardzo ważne, aby przyglądać się ludziom. Nie wszystkim można powiedzieć wszystko.
Dobierać tych, którzy chcą z Tobą żyć, ale nie karmić się Tobą. 
To o czym napisałaś mi moja droga, to wielka dla mnie mądrość i odwaga. 
Mnie nauczył tego w dorosłym życiu mój mąż. To On pokazał mi drogę w której przyznawanie się do swoich słabości pomaga w przezwyciężeniu ich. Można się z kimś bliskim im dogłębniej przyjrzeć. Rozłożyć na części pierwsze. Po kolei reperować. I wyjść z tego bez szwanku.
Ale czemu Jemu udało się to zrobić?
Bo mój mąż w kłótni nigdy nie chce wygrać, a dojść do zgody. (to ważne! każdy człowiek powinien powtrzać to jak mantrę)
Bo ktoś chcący w kłótni wygrać i wyjść ze swoim na wierzch, Twoje przyznanie się do słabości weźmie jako szablę.
Będzie dzięki temu wojował dłużej, bardziej. A Tobie odejdzie ochota na przyznawanie się do „winy”.
Dlatego świadomość swoich słabości jest piękna. Ona daje nam możliwość aby z nich wyjść. 
Kiedy już znamy kierunek, łatwiej ruszyć.
Mój mąż nauczył mnie również, aby dać Komuś możliwość wycofania się. Nieraz mówimy rzeczy pod wpływem chwili i emocji.
Potem próbujemy to cofnąć. Nieudolnie. Przez półsłówka.
Dajmy rozmówcy swoją mądrość. Nie zawsze wygrana w dyskusji jest wygraną. Najczęściej i zawsze tylko chęć dojścia do zgody jest wygraną.
Schodzę z tematu. Przepraszam.
Ty nie musisz mnie przepraszać. Nie masz za co mnie przepraszać.
Za słabość ludzką, którą ma każdy z nas? Przecież każdy z nas ma podobne uczucia względem innych ludzi czy zdarzeń.
Ale o tym nie mówią. To ja Ci dziękuję. Bo człowiek, który pisze tak pięknie jak Ty, a mógłby wylewać hejt w komentarzach i dawać sobie upust swojemu „nieszczęściu” jest dla mnie moim najmądrzejszym i najpiękniejszym czytelnikiem. 
I choć teraz mnie nie czytasz, to ja jestem dumna z tego, że kiedyś tutaj byłaś, że do mnie piszesz o swoich uczuciach.
Bo przecież taki hejter, który pisze mi  jaka jestem beznadziejna, to Ktoś, kto ma takie uczucia jak Ty, ale nie ma odwagi analizować siebie i o tym mówić. Woli obrazić mnie i tym polepszyć swoją samoocene. Bo gdyby był mądry i świadom siebie, to miejsca które działają mu na nerwy omijałby z daleka (jak Ty teraz) zamiast wlewać w nie swoje frustracje. 
Piszesz mi „A Ty jesteś sama. Całkiem sama. Zawsze sama. Wszędzie. Sama w tłumie. Sama w firmie która znasz od podszewki. Sama w rodzinie którą kochasz, ale wśród tych wszystkich cudownych par jesteś jedyną osobą bez pary. Sama z każdą decyzja. Sama nocą w pustym łóżku. Sama na niedzielnym spacerze. Sama.”
Jak taka dziewczyna może być sama? Jeszcze z cudowną rodziną jak piszesz? Prawdą jest, że przyciąga się to, co daje się od siebie.
Może Ty stałaś się tą samotnością, może wierzysz w nią, trzymasz się kurczowo. 
Czasami gdy myślę o czymś zbyt długo, zaczyna to stawać się prawdą, rządzić moim życiem.
Może lata w których byłaś sama, stały się już Twoim strachem, że oto trwać będzie wiecznie owa samotność..?
To tak jak często z kobietami, które nie mogą zajść w ciążę.. Ten strach i rozpacz, że nie mogą zajść w ciąże powoduje, że w nią nie zachodzą.
Gdy odpuszczają i żyją swoim życiem. Już nawet się cieszą, że mają spokój, wtedy zachodzą w ciążę. 
Wolna głowa pozwala na pozbycie się tych demonów.
Nie da się rzecz jasna przy kawie powiedzieć „a sio demony”, wstać od stołu i znaleźć drugiego człowieka czy wsadzić dziecko do brzucha.
No nie da się. Choć wielu by chciało.
Jednak da się te demony wypędzić. Długą drogą. Czasami kiedy pogodzi się człowiek z długą drogą, ona okazuje się być bardzo krótka.
Tylko kiedy pewne rzeczy zaakceptujemy będziemy potrafili je zmienić. Choć brzmi przewrotnie.
Zaakceptuj swoją samotność i zacznij żyć dla siebie. Czytaj, chodź na basen, pielęgnuj ogródek, maluj, pisz, leć na Sycylię…
A może nasiona będzie sprzedawać dziewczyna z którą się zaprzyjaźnisz, może na basenie ten kto zastawi Ci auto uśmiechnie się jakoś inaczej i ty będziesz już wiedziała… że samotności czas powiedzieć „weź spadaj, już nie jesteś mi potrzebna”..
Jednak to wszystko zdarzyć się może tylko wtedy, gdy zwyczajnie ją polubisz i oswoisz.
Kiedy będziesz miała do niej żal i złość, nie opuści Cię nigdy. Bo przyciągasz żal i złość.
Dostajesz w życiu to czym jesteś.
Napisałaś też, że wszyscy wokół zdecydowanie nie są samotni… Och moja Droga.. Nawet nie wiesz jaką samotność można mieć w sobie, mając mnóstwo ludzi wokół siebie.
Uwierz mi, odpisuję na dziesiątki maili tygodniowo. Do kobiet, które mają problemy. 
Można mieć świat u stóp. W pracy wianuszek przyjaciółek, rodzinę fajną. A być niewyobrażalnie samotnym. Samotność to nie brak ludzi wokół. Samotność nosi się w sobie.
I jak kiedyś może faktycznie było to zjawisko gdy brakowało ludzi wokół, tak teraz jest to zawsze stan ducha. Takie okropne czasy. Można mając jedną przyjaciółkę nie być nawet przez moment samotnym.
Jak myślisz, czemu te wszystkie gwiazdy estrady i kina popełniają samobójstwa?
Przecież oni mają miliardy ludzi, którzy daliby się za nich pokroić… Oni zawsze umierają z samotności.
Jest coś co można mieć i nigdy nie być samotnym. Trzeba polubić siebie. I nie potrzebować nikogo by wierzyć w swoje możliwości czy wartości.
Wtedy obojętne kto przyjdzie, kto odejdzie.. Mając siebie i dobrze się ze sobą czując, nie jest się samotnym nigdy. A lubiąc siebie, świat będzie lgnął do Ciebie.
Nie, nie.. lubić siebie, to nie jest pięć selfi w ciągu dnia. Lubić siebie, to zrobić sobie kawę, postawić fotel przodem do okna, i siedzieć w ciszy i milczeniu. Patrzeć na drzewa, trawy, dach bloku obok..
Lubić siebie, to wtedy, gdy nie oceniasz swojej osoby opiniami innych ludzi o Tobie.
Nie, nie, również nie wtedy, gdy masz w nosie ocenę jednej pani, bo masz i tak tysiąc lajków przy swoim zdjęciu. Najczęściej im więcej lajków, tym większy brak akceptacji siebie.

Lubimy siebie bez lajków. Lubimy siebie, gdy obserwujemy ptaki na kablach między słupami i nie robimy temu zdjęcia. Obserwujemy dla siebie. Stąd nie mam instastories. Chce mieć chwile i życie dla siebie. Kolejna aplikacja kradnie mi te chwile.
Musisz znać swą wartość. Samotność nie jest brakiem ludzi i rodziny, samotność to stan umysłu.
Gdybyś usiadła obok i powiedziałabym Ci o swoich demonach, jak je wcześniej nazwałam, to byś powiedziała – a może wcale jej tak nie zazdroszczę…
Bo każdy z nas, czy z ludźmi obok czy bez, ma swoje troski i problemy. 
I tak, z dobrym człowiekiem obok, jest łatwiej w życiu. Z dobrym mężem, sąsiadem, rodzeństwem..
Ale często tak jak i łatwiej, tak i trudniej. Nie jedna mężatka dzieciata powie Ci – daj mi dwa dni samotności. Nawet sporo Ci za to zapłaci.
Musisz porzucić samotność w swojej głowie, a wtedy odejdzie ona również w świecie poza nią.
Wyjdź. Zrób coś. Dla siebie. Nie dla ludzi i samotności. Polub czas ze sobą. Wtedy zobaczysz, że Ktoś będzie chciał ten Twój czas skraść dla siebie. Ludzie dziś mają deficyt fajnego czasu, choć wydaje im się, że są ciągle czymś kreatywnym zajęci..
Po tym liście wnioskuję, że jesteś mądra, refleksyjna, odważna…
Jesteś świetna dziewczyna. Weź już strzepnij ze spódnicy ten kurz samotności. Wiosna idzie. Wyjdź na rower.
Wiesz jak mi się marzy pojeździć samej rowerem?
A tu wiecznie Ktoś u dupy się wlecze… A to dzieci, mąż, koleżanki…
Jak mnie by to psychicznie pomogło… 😉 
ściskam Cię mocno.
i nigdy nie przepraszaj za swoją mądrość.
  

17 odpowiedzi na “samotność – listy od czytelniczek.”

  1. Otóż to. Można mieć wokół siebie wielu ludzi, a być samotnym, nierozumianym, jak niejedna gwiazda estrady, słuszny przykład. A samotnych ludzi wkoło pełno, tylko że gdy człowiek czuje się samotny/brzydki/niedoceniany etc., wszyscy inni wydają mu się w lepszej sytuacji niż on. A wcale nie są, tylko przeważnie on to tak widzi. Bo w takich sytuacjach źdźbło we własnym w oku urasta do rozmiarów belki, że pozwolę sobie biblijny przykład nieco przekształcić. Przeżywałam niemałe wstrząsy, gdy dowiadywałam się przy bardziej osobistych rozmowach, że najweselsze, najbardziej pogodne osoby, jakie z racji kontaktów służbowych znam, korzystały lub nadal korzystają z pomocy psychiatry – a wcześniej myślałam sobie: ale im dobrze, tak pięknie spełniają się w pracy, tak im się cudnie wszystko układa….W życiu nikt by się nie domyślił, że nie jest tak prosto. Wiele rzeczy nie jest takimi, jak nam się wydaje! A każdy się z czymś boryka. Każdy.

    1. … A najgorsze jest to, droga Autorko listu, że tak wiele osób koloryzuje swoje zdjęcia/profile/filmiki na potrzeby odbiorcy. A tak naprawdę na własne potrzeby. Żeby się dowartościować. Choć poza kadrem jest stos naczyń na blacie albo lustro z plamami od pasty i farba odłazi od ściany. Dlatego ja najbardziej cenię te profile, które tętnią prawdziwym życiem. Są takie piękne w swojej nieidealności. I ja mam zdjęcia gdzie synowie się tłuką a ja mam worki pod oczami. Bez sensu udawać. Ale i niedobrze wierzyć w wydmuszki. To tak jakbyś wierzyła, że na okładce magazynu modelka ma idealnie dobraną sukienkę, a z tyłu na plecach plastry i taśmy a gołej skórze aby układała się dobrze do zdjęcia. To tak jako dodatek do słów Julii. Pozdrawiam cie bardzo ciepło.

  2. Jakbym czytała o sobie. Też czuję się samotna. Mam 38 lat i nie mam nikogo i na założenie własnej rodziny sie raczej nie zapowiada. Ale jak byłam w związku byłam jeszcze bardziej samotna niż teraz sama ze sobą. Sama chodziłam na spacery, na zakupy, sama podejmowałam różne decyzje, nie czułam jakbym była w związku. Od dziecka czuję tę samotnośc. Ale jakoś potrafię się sobą zająć na codzień, czasem tylko przychodzi taka chwila refleksji że fajnie byłoby kogoś mieć. Bedzie to będzie ok, nie będzie też fajnie. Ja bardzo lubię czytać o rodzinie Julii w szczególności o relacji z siostrą i jej cudownych rodzicach. Jeżeli kiedyś będę miała rodzinę, chciałabym aby panowały w niej takie relacje jak u Was. Dlatego czytam tego bloga, bo wiele się z niego uczę, o życiu. Widzę jaki wpływ na mnie ma to co tutaj widzę i czytam, to naprawde potrafi człowieka zmienić. Dzięki temu że mieszkamy od siebie może z 6 km i to że sie spotkałyśmy rok temu w Zabrzu w Dzień Kobiet wiem że jesteś realna, z krwi i kości, a nie jakiśm wykreowanym ideałem na potrzeby bloga. Wiem, że można. I za to Ci Julio z całego serca dziękuję.

  3. Dziękuję za ten tekst… Jak go czytałam, to po każdym zdaniu myślałam „To o mnie! To dla mnie!”. I listem i odpowiedzią dalyście mi do myślenia! I zmotywowałyście do zmiany postrzegania mojego życia… Może jeszcze uda się coś zmienić, żyć pełniej, piękniej? 🙂

  4. My ludzie mamy bardzo niepokojącą cechę, myślimy że na wszystko jest czas. Czas na radość na lata w samotności czas na długie listy zakupów czas na powiem jutro. A ja chcąc nie chcąc obserwuję że nie jesteśmy właścicielami tych wszystkich sekund do przodu o których jeden myśli z podekscytowaniem a drugi z rozpaczą. Chodzi mi o to że warto robić dla siebie już, teraz , nawet jak boli nawet jak żółtooki potwór wchodzi nam do duszy, nie odwracać się od ludzi cennych nie odwracać się od życia jedynego jakie nam dano.

  5. „(…)Wtedy obojętne kto przyjdzie, kto odejdzie.. Mając siebie i dobrze się ze sobą czując, nie jest się samotnym nigdy. A lubiąc siebie, świat będzie lgnął do Ciebie.
    Nie, nie.. lubić siebie, to nie jest pięć selfi w ciągu dnia. Lubić siebie, to zrobić sobie kawę, postawić fotel przodem do okna, i siedzieć w ciszy i milczeniu. Patrzeć na drzewa, trawy, dach bloku obok..
    (…)Lubimy siebie, gdy obserwujemy ptaki na kablach między słupami i nie robimy temu zdjęcia. Obserwujemy dla siebie. ”
    Dziękuję!

  6. Twoje teksty Julia zawsze zostawiam na potem, nie czytam ich w pośpiechu przed pracą, w pracy do kawy czy do poduszki kiedy myślę już tylko o śnie. Przechowuje je w szufladce żeby do nich wrócić kiedy nadejdzie ten moment. I dziś kiedy czuje że dopadło mnie zmęczenie, może z powodu nadmiaru obowiązków które zawsze przynosi sobota, może z przeziębienia. Dziś przeczytałam i musiałam odpisać. Byłam pewna że tutaj już setki komentarzy, takich słów nie można zostawić bez odzewu a post już trochę wisi na stronie. A tu zaledwie 6. Co tylko utwierdza mnie w przekonaniu że uwielbiam być w gronie Twoich czytających. Nie ma tu miliona zbędnych laików i tysiąca niepotrzebnych a czasem i wrogich komentarzy. U Ciebie Julia jest jak w dobrej kawiarni. O której istnieniu wiedzą tylko nieliczni. Ale ja nie o tym. A o tej samotności właśnie. Mam dom, trójkę cudownych dzieci, wiernego męża. Mam pracę której nie lubię ale w której mam dobre stanowisko. I każdego dnia myślę że chętnie rzucilabym to i uciekła gdzieś daleko. Ale tesknilabym za dziećmi, za mężem więc każdego dnia zostaje. Zostaje ale czuje się nieszczęśliwa. A potem czytam co piszesz i myślę że jestem najszczesliwszym człowiekiem na świecie tylko totalnie tego nie doceniam. Moje dzieci są zdrowe, z katarem i kaszlem ale jutro będą zdrowe. Mój mąż to człowiek na którego mogę liczyć. Prace powinnam kiedys zmienić na taka która lubię. Ale to co powinnam zmienić dziś to smutek który mam w sobie na wdzięczność za to co mam. Pozdrawiam ciepło.

  7. Zdecydowanie łapac chwile , jezeli ktos lubi przyrode to jak Julia napisała obserwowac ja przez okno. zrobic sobie kawe w filiżance[nie trzymac jej zafolijowanej w szafce], pomalowac usta do sprzatania, kupic kwiaty do wazonu, cieszyc sie tym ,ze komus cos sie udało, nie chowac urazy. usmiechnąć sie w sklepie do ludzi. Brzmi bez sensu? a moze cos wprowadzic w zycie i wypróbować? Dobrze Jula napisałas o hejcie, nie interesuje cos mnie nie wchodze! Pozdrawiam , fajny dzien dzisiaj miałam , niespodziewanie zjadłam obiad ze znajomumi , ”pałer” na cały tydzien.

  8. Pięknie piszesz, za każdym razem gdy czytam owe posty to czuje przeogromną radość ze kilka lat temu, przypadkiem natrafiłam na Twój blog 🙂 Trochę mi pomogłaś, troche też obudziłaś przygasającą wiarę w ludzi a swoją mądrością dalej mnie zaskakujesz i nie ma co ukrywać imponujesz, czego również Ci zazdroszczę 😛 bo równa babka z Ciebie. Dziękuję! Że poświęcasz swój czas dla nas wszystkich tu zgromadzonych. Pisz. Inspiruj. :):):)

  9. Do autorki komentarza:
    Mam 45 lat, jestem samotna. Samotna w sensie: nie mam partnera życiowego, nie mam dzieci. Będąc nastolatką, potem młodą kobietą, cały czas spodziewałam się, że w końcu będę „kogoś miała”, bardzo też chciałam „mieć” dzieci – przez wiele, wiele lat. Ale to się nie zadziało w moim życiu. Inni też oczekiwali tego po mnie – rodzice, rodzina, znajomi. Były pytania, były komentarze – czułam się osamotniona, zraniona i nieszczęśliwa, dziwna, niewartościowa – i tak dalej… Sama też dokładałam sobie do tego ognia – poprzez książki, filmy, czy własnie blogi przedstawiające szczęśliwe, zakochane i kochane kobiety, matki, żony. Zdobyłam już prawdopodobnie doktorat w użalaniu się nad sobą a na dodatek wypracowałam poważną nerwicę lękową.
    Aż zachorował poważnie mój tato. Przez blisko 5 lat jego postępującej, wyniszczającej choroby przeszłam całkowitą przemianę. Stres, zmęczenie, wreszcie własna choroba – spowodowały, że w końcu zostałam zmuszona do kompletnej zmiany myślenia o sobie i świecie. Zaczęłam szukać sposobów, by zrozumieć własne emocje, czytałam sporo książek o tematyce związanej ze świadomością. Zmieniłam sposób odżywiania (wbrew pozorom to wiąże się z emocjami i reagowaniem na stres). W tak zwanym międzyczasie nagle okazało się, że jakoś przestałam uzależniać swój dobrostan od innych ludzi – poczułam, że cały czas miałam i mam kogoś – tym kimś jestem ja sama. I jedno jest pewne – tylko ze sobą będę do końca swoich dni. Najważniejsze jest dla mnie to, co sama o sobie myślę, więc staram się myśleć dobrze. A jeśli myślę o sobie dobrze, to łatwiej też mi myśleć dobrze i innych. To cudowne uczucie. Okazało się, że mogę być szczęśliwa, nie będąc niczyją dziewczyną, żoną, czy mamą. Natomiast odczuwam wdzięczność, że mogłam być córką wspaniałego taty i że mogłam się nim opiekować, kiedy tego potrzebował (odszedł 2 lata temu) i że moja mama może mieć we mnie wsparcie.
    Dziękuję Bożej Opatrzności, że mam przyjaznych ludzi wokół, że mam pracę, dom. Że mogę chodzić na spacery, łapać słońce, moknąć w deszczu. Że mogę zrobić sobie pachnącą herbatę, usiąść z ulubioną książką. Że ptaki śpiewają już całkiem wiosennie.
    Nie doceniałam tego. Wolałam widzieć braki w moim życiu. Ale można zmienić myślenie. Czasem dzieje się tak pod wpływem ciężkich losowych wydarzeń, jak u mnie. Ale można spróbować wcześniej – zanim dostaniemy prztyczek od Siły Wyższej.
    Użalanie się nad sobą jest naprawdę bardzo pociągające, wiem z doświadczenia. Ale nie warto tak marnować życia, można i da się nad sobą pracować. Zacząć od małych kroków, a dalej poleci samo;) aż poczuje się niezwykłą ulgę.
    Wreszcie przestałam porównywać się z kimkolwiek.
    Z przyjemnością za to podpatruję ujawnione skrawki życia innych ludzi – jak na blogu Julii, czy innych, podobnych. Cieszę się, że są takie rodziny.
    I cieszę się, że jestem sobą.
    Pozdrawiam autorkę komentarza i inne dziewczyny, szczególnie te, które czują się samotne i nieszczęśliwe – trzymam za was kciuki:)
    Aga

  10. Julcia jak zawsze pięknie napisane. Czasem ciężko jest przeskoczyć tą samotność. Jak wyjechałam z kraju, nagle poczułam się bardzo samotna. Okazało się, że kochana rodzina jest daleko, rozstanie z partnerem itd. I nagle obcy kraj i Ja-samiuteńka. Miałam ten moment samotności. Ale nauczyłam się samej siebie. Polubiłam tą dziewczynę. Gdy do tego doszłam, nagle zaczęło się okazywać, że wcale taka samotna nie jestem…
    Niestety już co do ciąż i dzieci nie tak do końca to działa. Z tym pogodzeniem się i krótszą drogą o której pisałaś zgadza się tylko i wyłącznie wtedy gdy problem „siedzi w głowie”. Gdy nie ma poważniejszych problemów zdrowotnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.