to co dajemy…

Wszystkich rozumów świata nie pozjadałam.

Mało tego, nie zjadłam nawet filigranowej jej części…

Choć wiem, tak, że czasem zachowuję się jakbym doktorat z mądrości życiowej napisała… Uczę się wciąż… Uczę się wciąż pokory..

Czytam, oglądam, słucham i uważnie patrzę. Pytam. Potem przykładam do tego swoją miarę, ale pytam…

    W rodzinnej kuchni z okazałym już brzuchem, siadam przy stole. Odsuwam delikatnie by było wygodniej. Leży Wyborcza. Wielkie strony gazety szeleszczą mocno. Ale wytrwale z rozmachem przeglądam. Słychać miarowy odgłos noża na drewnianej desce do krojenia.Spieszy się jak zwykle, by ze wszystkim zdążyć..

Zawsze chce dopiąć wszystko na ostatni guzik. Być idealna, najlepiej jak potrafi. W każdej dziedzinie.

Po ostatniej stronie składam gazetę na pół, i pytam:

– Mamo, co trzeba robić by dobrze wychować dziecko?

Odpowiedziała jednym zdaniem:

– Dzieci się nie wychowuje, dzieciom  daje się przykład…

 

Pamiętam więc każdy wiosenny i letni wieczór. Kiedy zasypiając błogo na łóżku, słychać było radosne rozmowy rodziców na werandzie. Z lampką wina. Tata przynosił Mamie koc, żeby broń Boże nie zmarzła.

Pamiętam wieczór kiedy zmarł Mamy brat, a Tato zakładał Jej buty, sznurował, ubierał kurtkę i niósł do samochodu, bo sama była zbyt słaba.

Pamiętam śniadanie, obiad i kolację robioną przez Mamę. Każdego dnia. Każdego, przez moje 29 lat… I nie ominęła żadnego z nich.

Pamiętam wszystkie upieczone przez nią torty, transparenty wypisane na prześcieradłach. Kwiaty, świece i nastrojową muzykę w ważne dni.

Pamiętam jak kroiła chleb, smarowała kanapki, robiła herbatę i ubierała świeżą pościel, bo moi koledzy zadzwonili, że właśnie motocyklami wracają z Czech, i czy mogą przenocować bo zmęczeni…

Pamiętam obronną stronę mojej Mamy, gdy ktoś kogoś w złym świetle stawiał… Ona zawsze wysłuchała, a potem mówiła  o zaletach  jakie są w Owym człowieku.

Pamiętam te chwile, gdy spacerując wieczorami, nie raz, na tej naszej wsi, alkoholików ratowali. Z drogi zbierali, do domu pod depo odprowadzali, zamarzniętego z rowu wzięli i w kuchni ciepłą herbatę podawali. Bo mówili, że to wspaniali ludzie, że Oni ich pamiętają, gdy nie pili. Że mądrzy i zdolni.

Pamiętam, że każdy człowiek, który machał na drodze, z wypisaną tabliczką miasta był przez Tatę zabierany. Raz zabrał dwie dziewczyny co Europę przemierzały. A że pieniądze im się kończyły to i obiad im kupił.

Pamiętam, że w naszym domu, nigdy nie padło przekleństwo, nigdy nikt nikogo nie obraził, nie przezwał…

Pamiętam, zmarznięte dłonie mojej Mamy, gdy wracała wieczorem z pracy.  I tylko dwa dni w roku wolnego. I Ich ciężką, codzienną pracę, by dobrze nam się żyło.

Pamiętam, o niezwykłym szacunku mężczyzny do kobiety w naszym rodzinnym domu.

Pamiętam rozmowy o książkach, filmach, secesji i pierogach…

Pamiętam… miliony sytuacji, które dziś budują moje życie…

To są chwile, małe momenty, szybkie minuty…  te, w których dajemy przykład naszym dzieciom… a One swoim… i kolejnym pokoleniom..W takich chwilach dzielimy się tym, dzięki czemu nasze dzieci mogą wyrosnąć na mądrych, dobrych i wspaniałych ludzi…

To są najpiękniejsze chwile jakie w życiu dostałam… Jakimi się ze mną podzielono..

Nie bogate pakiety spa i podróże motocyklem po horyzont…

Bo wszystko dobre co nas spotyka, wszystko to co dajemy innym, rodzi się w naszym domu, dzieciństwie i w tych drobnych ułamkach sekund, które mówią jak czynić dobro… bo to co dajemy zawsze powraca. Nie zawsze od tych samych ludzi… czasami od zupełnie innych i z podwójną siłą..

Przepis na chwile przyjemności, którymi możemy się dzielić.

Potrzebujemy:

-badyle

-gwiazdki

-lampki

-gumę i sznurek

 -człowieków

 i prezent.

Wykonanie:

 

 

Codziennie dostaję kilka maili z propozycją współpracy. Chcą przysyłać mi rzeczy dla dziecka mego w zamian za reklamę…

Jestem człowiekiem niezwykle wymagającym. Coś za co się biorę, co pokazuję, musi być idealnie skomponowane z moim poczuciem piękna, wygody, przydatności, jakości. Cóż mi z kolejnej rzeczy dla Tosi, tylko dlatego, że jest za darmo… Chyba nie tędy droga. Szanuję Was niezwykle mocno i nie pozwalam sobie na takie zabawy i propozycje.

Mam codziennie w głowie miliony myśli, obrazów, które chcę Wam pokazać i nigdy wbrew sobie…

Kilka dni temu, jak co dzień, czytam maila zatytułowanego „współpraca”.

Po pierwszych słowach głośno mówię… „nie, nie … kosmetyków u mnie nie będzie, zwariuję przecież…” – bo poprzedni mail dotyczył reklamy baniek do stawiania dzieciom w chorobie..Zawsze staram się doczytać do końca, odpowiedzieć najgrzeczniej jak potrafię.

Czytam więc… o tych płynach, kremach i olejkach…A potem czytam jeszcze raz… i jeszcze…Siadam obok mojego męża i kładąc mu laptopa na kolanach mówię „popatrz”…

Jestem pełna największego podziwu dla osoby, która tę przygodę z Sanoflore przygotowała.

Nie lubię półśrodków, pracy na jedno kopyto i na pół gwizdka. Albo coś jest perfekcyjne, albo nie istnieje… I ta propozycja była perfekcyjna w każdym calu..

Nie wierzyłam, że Ktoś zadał sobie tyle trudu i pracy by zaproponować zabawę kilku blogującym Mamom….

Ostatnio to ja zorganizowałam konkursy dla Was.. a dziś, ja biorę udział…

A do tego, nikt nie wymagał bym pisała jedynie o zaletach produktu … zaproponowali tylko posta o ważnych chwilach… tych, którymi chcemy się dzielić. Zaczęłam drążyć i szukać. Dociekać i czytać. Czy sam produkt jest odzwierciedlaniem jakości propozycji mi złożonej…

I kiedy doczytałam, że Sanoflore wychodzi ze stajni L’oreal… odpisałam bez zastanowienia, że chcę, chcę, bardzo chcę spróbować ! bo L’oreal u mnie w postaci kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych występuje w ogromnej ilości.

Więc i dla dziecka mego chętnie spróbuję z tak dobrej i wypróbowanej półki.Przygoda Sanoflore ma w założeniu temat. „Chwile przyjemności, którymi możemy się dzielić…”

Ja o tych chwilach piszę Wam w każdym moim poście… I w dzisiejszym, i tym tydzień temu i miesiąc…

A u Was? Jak to jest w Waszym świecie? Jakimi chwilami dzielicie się ze światem lub najbliższym sąsiadem?Podzielcie się tym w komentarzu, a i ja mam dla Was zestawy Sanoflore do rozdania.

 

Napisz komentarz...
  1. Olga says:

    Cudowne słowa o Twojej rodzinie, rodzicach …..
    wzruszyłam się ….
    Dekoracja Wasza prosta, idealna …
    Miłego dnia 🙂

    Odpowiedz
  2. maryś says:

    w trosce o dobro ludzkości, to zdanie „dzieci się nie wychowuje, dzieciom daje się przykład” powinno każdego poranka układać na niebie słońce ze swoich promyków, wystukiwać je powinien deszcz w kałużach, a chmury powinny mu dawać nieustannie stabilną ramę, by każdy, kto otwiera oczy, ma dzieci i patrzy na świat miał je w zasięgu swojego wzroku…

    potem jeszcze przyjdę i dopiszę, bo teraz muszę skończyć pracę, a czasu mało, ale bardzo Ci za te Twoje jak mówisz „filigranowe” mądrości. Im bardziej uznasz je filigranowymi, tym gromsze brawo ode mnie usłyszysz Ty Promyku!

    Odpowiedz
    • julia says:

      Bo czyż one nie są filigranowe? Ba! ja nawet mam ich mniej niż przeciętny człowiek potrzebuje do normalnego funkcjonowania! Chmury, rama, niebo, wystukiwac w kałużach?!?!? Skąd Ty to człowieku bierzesz?!

      Odpowiedz
      • maryś says:

        z brzucha 😀

        Musze wejść w słowo polemiki na chwilkę zanim znów zniknę…
        Bo to ostatnie zdanie, ta osobista puenta nie zostawia suchej nitki na grzbiecie tych, którym nie dane było takich domów doświadczyć, a przecież jak to bywa z każdym podziałem, i ten przebiega w poprzek. Nie wyrastają dobre ludzie z dobrych domów, ani złe ze złych. I w dobrym domu może być zakalec i w złym perła. Niekiedy spotykamy na drodze życia motywacje z zewnątrz, które „święcąc nam przykładem” sprawiają, że odmieniamy swoje życie na zapożyczony wzór, na ten ideał, który postrzegamy, dostrzegamy, mimo, że nikt nas nim nie na karmił dziecięciem…

        TO tyle i zmykam, i całuję w czółko, niech filigranuje nieustannie!

        Odpowiedz
  3. gosik says:

    Twoje słowa tworzą cudowną całość pełną ciepła i z trudem powstrzymującymi się łzami!
    Moje piękne chwile szczęścia często pojawiają się w wirtualnym świecie- fb 🙂 niema nic piękniejszego,że podzielenie się wspaniałą nowiną,nowymi umiejętnościami z bliskimi by wspólnie móc się cieszyć 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      Tak, to prawda, ja czasami klnę mocno na FB i cały świat XXI wieku, ale czasami właśnie tak jest, że dzięki niemu odnawiamy stare znajomości, pielegnujemy dialog z ludźmi… Cieszymy się z Ich szczęścia i smucimy smutkiem…

      Odpowiedz
  4. Piękna dekoracja, świetny pomysł, jak zawsze.. Interesuje mnie jednak ten śliczny domek, który gościnnie wystąpił przy świetlnej dekoracji. Piękny w stylu eko, uroczy domek. Nie tylko mi wpadł w oko, ale i mojej córci również. Skąd można zdobyć to cudo? Iwona

    Odpowiedz
    • julia says:

      To jest domek z H&M z kolekcji Unicef. Bardzo cięzko go dostać. Ja obdzwoniłam pół polski i znalazłam ostatnie dwa w Krakowie. Trzeba dzwonić po sklepach i pytać. Domek cały jest przepiękny. Zasłony w oknach. Zresztą bedzie i post z nim.

      Odpowiedz
  5. Dorota says:

    bardzo ładnie 🙂

    Odpowiedz
  6. Natalia says:

    W uzewnętrznianiu jestem ostrożna. Zarówno dobre, jak i złe wieści ograniczam do wąskiej, często hermetynczej grupy. Skąd takie podejście? Z życia. Często spotkałam się z postawą, że ktoś chce wykorzystać moje szczęście, mój ból – żeby dźgnąć mocniej, bez znieczulenia.
    Daleka jestem od dzielenia się na portalach społecznościowych każdym oddechem, refleksją, przemyśleniem. Uczę się powściągliwości, by co to najważniejsze – pozostało dla osób, które zrobią z tej wiedzy użytek, pocieszą, pomogą, zapłaczą ze wzruszenia wraz ze mną. Szczerze.

    Takich ludzi potrzebuję wokół siebie. A czasami mam wrażenie, że wkoło same kruki i wrone chętne do zadziobania.

    Odpowiedz
    • julia says:

      A po co tak myśleć? Każdy dostaje w życiu nie to czego inni mu życzą. Cóż z tego, że tyle ludzi będzie mi życzyć źle? Czyż to nie Oni powinni się bać, że przeciwko nim się to obróci? Nie mam nic do ukrycia w swoim życiu. Dlatego mówię zawsze o wszystkim i wprost. Nie analizuję co tam ludzie mi będą chcieli wbić w laleczce voo doo. Szkoda mi tylko ich. Kruki i Wrony eliminuje w swoim życiu. Nie marnuję czasu na nich. za to skupiam się maksymalnie na tych prawdziwych, oddanych mi człowiekach 🙂 A jak ktoś czyta bloga i pod nosem mnie obraża np to… jaki to ma wpływ na moje życie, szczęście? to tyko świadczy o tym, że on jest nieszczęśliwy i nie pogodzony ze światem w sobie. a im bardziej będziesz się przed światem bornić i wyszukiwać kruk i wron tym bardziej przyjdą.

      Odpowiedz
  7. kama says:

    Piękne wnętrze takie uwielbiam, bardzo fajny post, proszę przeczytaj też mój może ci się spodoba o O niezwykłych przedmiotach towarzyszących nam w życiu…
    http://mamapomyslma.blogspot.com/

    Odpowiedz
  8. Kasia says:

    Jakimi chwilami dzielimy się ze światem? Wszystkimi, wszystkimi, wszystkimi! Tymi dobrymi i tymi złymi.
    Bo czasem trzeba umieć poprosić o pomocną dłoń w chwilach trudnych. Dzięki temu stają się znośniejsze, a problem zmienia się na dziesięciokrotnie mniej smutny 🙂
    Bo czasem trzeba pochwalić się małą błahą rzeczą wielkości ziarenka, bo to przecież pierwszy ząbek!
    Bo zawsze trzeba cieszyć się zwycięstwami, radościami, przyjemnymi chwilami żeby po prostu nie zwariować 🙂

    Odpowiedz
  9. paula says:

    Normalnie czytam i czytam i zdanie po zdaniu już wiem, że zaraz jak doczytam do końca to Ci napiszę, że już Ci więcej nic nie napiszę! Bo nie! Bo mi się ryczeć zachciało! Bo nie będę się przecież znowu powtarzać ile łagodności, spokoju, zadumy wnosisz w moje życie tymi Twoimi słowami… Ile razy ja kończę czytać, zamykam laptopa mam w sobie takie pokłady radości i wrażliwości, że cały świat bym nimi chciała obdzielić. I czytam i czytam i modlę się już prawie coby ten post się nie kończył i mam nadzieję, ze pod wspaniałymi zdjęciami jest jeszcze morze słów do przeczytania…
    No! No i doszłam do końca i miałam Ci nic nie pisać, ale nie mogę, bo chylę czoła Julia jak pięknie piszesz o swoich Rodzicach. To wynika tak jak piszesz z wychowania, z dawania przykładu, ale wynika też z dobroci jaką się w sercu ma. Szacunek do Rodziców jest fundamentem wielu, wielu rzeczy w życiu. Mnie nauczono tego szacunku i staram się tak żyć. W życiu wiele chwil nas boli, czasem również za przyczyną Mamy i Taty, ale Oni są nasi, jedyni, najcudowniejsi. Dłonie Mamy będą zawsze najcieplejsze pod niebem, dłonie mojego Taty zawsze będą dawać bezpieczeństwo, a wszystkie te cztery ręce dają tyle bezwarunkowej miłości… Ja wiem, wiem, że czasem życie różne plecie ze sobą drogi. Są matki, które porzucają dzieci, są i różni ojcowie. Nie rozumiem tego, ale wiem, ze tak jest. Dlatego tą miłość, tą radość i bliskość trzeba niesamowicie pielęgnować i chronić…
    Już się powtarzać nie będę, ale podziękować znów muszę ♥
    Łzy mi ciurkiem po polikach płyną i już ledwo patrzę co piszę, miałam nic nie pisać, ale muszę, muszę, muszę: cudowny ten lampion! I pięknie wygląda rozświetlony migoczącym światełkiem. Życzę, aby każdy Wasz wieczór był tak magiczny jak ten na zdjęciach.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jak Ty byś mogła mi nie napisać? To przecież post byłyby jakiś taki… taki „niedokończony”. Bo Wasze słowa są dopełnieniem wszystkiego co ja chciałabym a nie zawsze potrafię. Wasze przemyślenia, Wasze wspomnienia… Tylko jak z rodzicami bywa nie ma idealnych. A i owszem, tzrakałam drzwiami w młodości i wyprowadzać się chciałam. A i dziś się z nimi dochodze jak jestem z nimi dłużej.. Bo przecież Oni wiedzą a i ja też wiem najlepiej 🙂 Czyli normalna rodzina. 🙂

      Odpowiedz
  10. Kasia says:

    I jeszcze coś… znalazłam Twój blog już jakiś czas temu nie pamiętam nawet w jaki sposób, ale dopiero wczoraj do niego „usiadłam”. I wiesz co Ci powiem… zawaliłam przez Ciebie noc i zawalam poranek bo odejść nie potrafię!

    Odpowiedz
  11. Emilia says:

    Ale się wzruszyłam. Zaczęłam czytać posta a tu bach, Antka się budzi. Złamałam swoja zasadę – doczytałam z Córcią na kolanach. Nazwałaś to wszytko najpiękniej! I ja wspominam krzyżyk na czole do snu od mamy. I wspólne robienie rogalików drożdżowych gdy były wykopki, jak nigdy kawę zbożową pitą wspólnie – bo na polu wszytko smakowało. I zwierzenia mamie jak najbliższej przyjaciółce. Dziękuje Ci za tego posta

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja też mam zasadę, że z Tosią nie zaglądam do komputera 🙂 A wieś.. o takie wspomnienia ze wsi z młodości są jak z jakiejś książki, czasami nie do uwierzenia.. i ten zapach z pól, wozy z sianem…

      Odpowiedz
      • Paula W ! :) says:

        a ja tylko z Marcysią zaś:) inaczej wcale by mnie tu nie było!!!
        Julio Ty poetko Tyś na mojej liscie number one jest:) z tych ulubionych przeczytanych,czytanych i do poczytania!
        jakże ja wiele się ucze od Ciebie od Twojej rodziny….ile ja już z tego bloga wartościowych słów wyniosłam,tylko ja wiem…Dziękuje Ci Kochana za każdy Twój post,za każde słowo twe…i pisz pisz co to bym mogła,być lepszym człowiekiem i dobry przykład dawać mojej Marcysi!

        Odpowiedz
  12. Asia says:

    Twoje słowa są cudowne…. Dziękuję…

    Ja dzielę się tym, co mam najcenniejszego – miłością ogromną, szacunkiem do ludzi, pokorą wobec życia i ogromną radością z każdego przeżytego dnia.
    Jestem wdzięczna losowi za rodzinę mą, synka ukochanego i męża cudownego, bez nich nic nie mało by sensu…
    W moim rodzinnym domu pamiętam kłótnie, ciągłą pracę, ale też miłość wzajemną rodziców. Myślę jednak, że nie do końca potrafili tę miłość przelać na nas – swoje dzieci, bo bardzo ciężko pracowali i ciągle brakowało im czasu. Jednak były też miłe chwile i takie tylko staram się przywoływać na myśl, bo kiedy odchodzi jedno z nich, to z otchłani przeszłości przywołuje się ciepło i rodzinne momenty, tęsknotę za bliskością i rozmową, głośnym śmiechem a nawet kłótnią. Wówczas chce się budować dom oparty na miłości, szacunku, wierze… i to staram się robić… Chcę pracować nad sobą, by ciągle móc dawać moim najbliższym – synowi i mężowi to, co w życiu najważniejsze, pokazać, że dzieciństwo uczy też tego, aby zmieniać się i nie tkwić w błędnych przekonaniach, kreować swoją rzeczywistość z korzyścią dla wszystkich i pomimo, że zabrakło czegoś w moim rodzinnym domu, ja mogę i chcę te braki nadrobić i dać ukochanym osobom wszystko, czego ja nie miałam….

    Odpowiedz
    • julia says:

      Bardzo mocno, a może najmocniej w życiu cenię tych ludzi co wzorców nie dostali a pięknie żyją. Są dobrymi ludźmi. Co potrafią żyć, starają się. Chylę czoła :*

      Odpowiedz
  13. Ewa says:

    Jula, ja nie potrafię podzielić sie chwilą w zdjęciu- może brak mi takich zdolności, albo lekką ręką napisać myśl. Właściwie odkąd znam Twój blog, Ty czynisz wiele rzeczy za mnie, albo ujmujesz istotę tak, jakbym sama tego chciała. Mam wiele szczęścia w życiu, nie da się wyszczególnić pojedynczych momentów, bo one wszystkie składają się na mój świat. Ja to wyrażam sobą, moimi oczami, uśmiechem, gestem.Cieszę się że świat jest, że coraz więcej pozytywów dostrzegam, że więcej mnie w nim, tak świadomie i tą nutę optymizmu posyłam dalej, do osób które codziennie spotykam 🙂
    Antonina- daje rade, gwiazdki choinkowe- rozpoznaje 😉

    Odpowiedz
  14. RenE says:

    To, co dajemy…

    Pewnego razu odwiedzil mnie tata w akademiku, oczywiscie przywiozl mnostwo walowki dla biednych i wieczne glodnych studentow ;-). Miedzy innymi pierogi. Mama wstala o 4 rano, zeby je dla mnie zrobic.(A mogla przeciez wyjac jakies z zamrazarki, zawsze ma.)Poczulam sie niezwykle obdarowana. Na cale zycie.

    Dajemy, jesli sami zostalismy obdarowani.

    Odpowiedz
    • julia says:

      o rany!! Jakbym czytała o mojej 🙂 Zawsze wstawała o czwartej by pączków np napiec. A teraz jak Tata jedzie do Mamy do sanatorium to moja siostra wstaje rano i piecze ciasto by Tata jej zabrał… Przechodzi na pokolenia , to prawda. Choć ja to chyba jestem zbyt egoistyczna i leniwa 🙁 Ale staram się jak mogę..

      Odpowiedz
  15. Patrycja says:

    Wspaniały post czytam, czytam, analizuje i jeszcze raz czytam. Słowa twojej mamy również spiszę i powieszę sobie w sypialni.
    Nadchodzą święta okres radosny, świąteczny, rodzinny. Jak co roku wysyłamy do naszych najbliższych kartki świąteczne jest ich około 40szt. W tym roku postanowiliśmy zrobić dla dziadków, pradziadków oraz ciotek które tak szaleją za naszym Szymkiem kartki świąteczne ze zdjęciem naszej pociechy. Chcemy się podzielić z nimi naszą radością naszą dumą naszym całym światem naszym małym człowiekiem. ale nie tylko kartkami i życzeniami dzielimy się z najbliższymi i sąsiadami.
    Co roku przed samą wigilią pukaliśmy do naszych cudownych sąsiadów ja co roku tylko z ciastem a moja kochana Pani Jola pół stołu zawsze nad dawała bo to jakiś nowy przepis a i jeszcze makóweczki bo kto jak kto ale Pani Jola robi je najlepsze. W tym roku zapukamy do nich troszkę wcześnie bo już nie jesteśmy sąsiadami jednak bardzo za nimi tęsknię pomimo że Pani Jola to w wieku mojej mamy ale cud mieć taką sąsiadkę która pomoże zawsze i jak człowiek chory był to jakiś syrop domowy przyniosła.
    W tym roku wysłaliśmy paczkę do pewnej wyjątkowej mamy dwójki dzieci ona nas nie zna ale my znam jej historię Wysłaliśmy ją anonimowo nawet mąż się postarał o to żeby wysłać ją z innego miasta żeby przypadkiem się nie domyśliła kto mógł zrobić jej a raczej jej dzieciom taka niespodziankę niech wierzą w mikołaja i w dobrych ludzi a my radość wielką mamy. I przy tym wszystkim nasz mały człowiek siedzi przegląda kartki uśmiecha się jak widzi swoje zdjęcie, nawet przy pakowaniu paczki był przy nas oglądał zabawki, ubranka, i słodkości jakie tam pakujemy nawet sam wrzucił parę rzeczy jeszcze nie rozumie jak wiele zrobił ale dzielić się umie, bo właśnie my chcemy dać mu przykład że zawsze trzeba pomagać, zawsze trzeba się dzielić.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ostatnio przeczytałam, że dawać trzeba umieć.. Bo dawać tak żeby cały świat widział, że dałaś i czerpać z tego satysfakcję to nie jest piękne. Ale dać tak, że aż z innego mista to wspaniałe. I to właśnie jest to o czym piszę. Szymi każde takie zachowanie będzie widział. i uzna takie rzeczy za normalne, oczywiste… Wielki ode mnie uściski dla Was. Jesteście cudni!! I ja chcę kartkęz kawalerem mojej córki 🙂

      Odpowiedz
  16. Basia says:

    skąd te gwiazdki skąd?:)

    Odpowiedz
  17. Julia nawet nie doczytałam do końca.. muszę lecieć na przystanek.. ale wiesz.. pierwszą część przeczytałam i przepięknie napisalaś.. cudownie! ale jak zobaczyłam „człowieków” i ten podpis.. to mi łzy ciurkiem .. ooo matko cudnie piszesz Julia i tak zawsze tu fajnie … za pól h doczytam do końca .. buziaki!

    Odpowiedz
  18. Iza says:

    Witaj, bardzo lubię Twego bloga, jest dla mnie źródłem inspiracji. W dzisiejszym poście pokazujesz jak zwykle piękne zdjęcia. „Choinka” z badyli rewelacyjna, a już zupełnie zakochałam się w białym materiałowym domku (miałam podobny jako dziecko). Mam córeczkę Ninę, w wieku zbliżonym do Twojej Tosi. Proszę zdradź nam gdzie można takie cudo zakupić 😉 Pozdrawiam Iza

    Odpowiedz
    • julia says:

      Domek był z limitowanej kolekcji H&M i już ich nie ma w Polsce, ale znam firmę, która będzie za chwilę miała podobne. Jak tylko wprowadzą do oferty to dam znać 🙂

      Odpowiedz
      • Maminka says:

        Wspomniałaś kiedyś o firmie, która będzie miała podobne domki do tego z posta z H&M. Przepraszam, że tak nagabuję, ale marzy mi się coś takiego dla mojej córeczki i co jakiś czas wracam tu, by może usłyszeć, że ta firma taki wyprodukowała.. Czy mogłabyś zdradzić co to za firma, żebym mogła bezpośrednio to śledzić? Będę wdzięczna 🙂

        Odpowiedz
  19. Iza says:

    Oj, teraz dopiero zauważyłam, że już napisałaś o domku. Pozdrawiam. p.s. pięknie piszesz

    Odpowiedz
  20. Julitta says:

    Ja zazwyczaj rano tylko zerkam tutaj o czym, albo tak szybko przelatuje po slowach, zdjeciach i dopiero wieczorem siadam i czytam spokojnie.Ale nie dzisiaj. Przeczytalam pierwsze zdania i musialm doczytac i rycze teraz ze wzruszenia i emocji!!!
    Dziekuje Tobie Julka za wszystko! Za ten dzien, ktory u nas dopiero sie rozwija a juz TAK sie zaczal dzieki TOBIE.

    Odpowiedz
  21. A.S says:

    Pani Julio a gdzie te wszystkie rzeczy można kupić, głównie badyle :):):) pomysł cudny!!!

    Odpowiedz
    • julia says:

      badyle kupiłam w kwiaciarni. lampki na allegro, gwiazdki od kids on the moon, a gumkę i sznurek w sklepie pasmanteryjnym 🙂 Człowieki są nie do kupienia 😉

      Odpowiedz
  22. Magda says:

    złapałaś mnie za serce … chce więcej bo to daje wiele do myślenia – ile możemy stracić cennego czasu marnując go w czasem w tak banalny sposób …kiedy urodziłam pierwsze dziecko nie miałam pojęcia jak być mamą – dzisiaj mam ich czworo i jestem szcześliwa do bólu :)))) dziękuje za ten post i za TE chwile wzruszenia i zamyślenia

    Odpowiedz
  23. No to doczytałam 🙂 Ty wiesz Julka, że ja zgadzam się w każdym calu z podejściem „nie wychowuj, dawaj przykład” to takie oczywiste dla mnie.. takie z sensem prostym, nieskomplikowanym! Dziecko słowa puści mimo uszu.. ale zachowanie rodziców długo pamięta..
    Przecudownie to opisałaś! Pięknie i jak zwykle z kredką czy też farbką w ręku.. malujesz te posty jak Maryś piękne obrazy 🙂
    Ściskam was mocno mocno mocno 🙂

    Odpowiedz
  24. A.S says:

    I skąd ten piękny domek Tosi??

    Odpowiedz
  25. martaiLili says:

    Wracam zatloczonym atobusem i szafa Tosi skraca mi czas dotarcia do domu, czyta czytam i mysle,ze chcialabym, zeby Lila tez kiedys miala taki swoj kat w ktorym napisze takie slowa o nas,. Kurde zazdroszcze Twoim rodzica, ze maja taka corke 🙂

    Odpowiedz
  26. kamila says:

    hej, na bloga trafiłam wczoraj a dziś przeczytałam całego od deski do deski i…kurcze czuję się natchniona. Mama nie jestem (choć mam nadzieję, że to się niebawem zmieni), ale i tak bloga będę obserwować:) Gratuluję…gustu, smaku, lekkiego pióra, życia i córy cudnej:)

    P.S. przez długi czas zastanawiałam się dlaczego mamy tak krzywdzą swe dzieci ubierając je, brzydko powiem ale kiczowato i czy nie można inaczej jak tylko hana montana, hello kittyi i temu podobne?! mamy, jak Ty, zmieniają mój światopogląd:) gorące pozdrowienia z mroźnej Norwegi :*

    Odpowiedz
  27. Monika says:

    Śliczne to wszystko… 🙂
    A gdzie gwiazdki takie kupiłaś?

    Odpowiedz
  28. Ewamaison says:

    w moim życiu jest ostatnio bardzo życiowo…i analizując je od samego początku który pamiętam, zawsze było pod górę…wtedy kiedy z niej wreszcie schodziłam, okazywało się że była bardzo niska a kolejna stała przede mną dwa razy większa….dzisiaj stoję pogubiona przed rozstajem dróg i nie wiem w którą mam skręcić…mam o tyle większy problem że na rękach trzymam małą Tosię a za rękę mojego dziesięcioletniego syna…wszyscy chcemy spokojnie i radośnie żyć a ja nie wiem w którą stronę mam iść…i choć mam w głowie obrazy z mojego dzieciństwa, nie potrafię podjąć decyzji…to jest mój defekt, upewnia mnie w ich podejmowaniu tylko ostateczne przyparcie do muru a kiedy za mało mnie jeszcze boli, waham się czy aby mam rację…czym mam się kierować dobrem swoich dzieci czy swoim…czy one będą szczęśliwe kiedy ja będę szczęśliwa czy będą mimo mojego wiecznego dołka…myślę jednak, że mama z depresją jest jedną wielką porażką…moja nigdy jej nie miała choć od zawsze niosła swój krzyż…ona jest dla mnie wiecznym i niezapomnianym przykładem kobiety która potrafiła ogarnąć swoim sercem, umysłem, cały świat !!! ogarniała mnie i moją siostrę, ogarniała obłożnie chorego męża czyli mojego tatę, ogarniała pracę zawodową i dom i jeszcze miała siłę się uśmiechać ! dzisiaj już nie ma jej na tym świecie ale pamięć o niej we mnie i w ludziach którzy ją znali jest żywa i komu bym nie przypomniała czyją jestem córką, zaczynają mówić o niej w samych superlatywach…wiem, że gdyby była moje życie zupełnie inaczej by dzisiaj wyglądało … ale jej nie ma dlatego stoję na rozdrożu i marzę aby spokojnie żyć! pozdrawiam Cię, ewa

    Odpowiedz
    • julia says:

      to słowo krzyż coś mi przypomniało. Ja w boga nie wierzę, ale kiedyś koleżanka opowiedziała mi, że jest taka przypowieść czy coś tam, niestety nie znam się na tych nazwach.. Podobno nasze życie to krzyż. i każdy niesie swój. Pewnego dnia zachodzi człowiek do Boga i mówi : Boże, daj mi proszę inny krzyż. ten mój jest tak wielki, tak cięzki. Nie jestem w stanie go unieść. Na to Bóg wziął ten krzyż i postawił obok innych ludźkich krzyży.. Okazało się, że ten Jego jest jednym z najmniejszych…
      Tak to była historia.. Ale ona pomimo, że mądra wcale nie pomaga. Bo jeden mniej a drugi bardziej odporny. Jeden mniej a drugi więcej od życia potrzebuje, wymaga.
      Opowiem jeszcze jedną historię, taką, która jest na przekór temu co sie mówi.. że dla dobra dzieci zostaje się z mężem.
      Odeszłą w zimową noc. Z jedną torbą. Dwójką dzieci. Zostawiła wielki dom, auto i piękną choinkę z Ameryki.
      To były czasy gdzie na wsi nikt nigdy od męża nie odszedł. i to jeszcze w nicość. Zostawiająć cały majątek.
      a Ona odeszła. to było 20 lat temu. Dziś ma kilka mieszkań, kilka domów. Jest bogata, spełniona. Dzieci szczęśliwe. Ale pracowała do utraty tchu i sił. Udało Jej się, choć przecież nie powinna myśleć o sobie tylko o dzieciach, opini publicznej. A Ona pomyślała i zrobiła to. Jej dzieci do dziś dziękują Jej każdego dnia za siłę i wybór…
      Bo tak na prawdę wybór zawsze należy do nas.. Nie podjęcie decyzji też jest decyzją. Nigdy nie wiadomo czy gorszy wybór nie okaże się lepszym i odwrotnie.. ściskam z całych sił.

      Odpowiedz
  29. monina says:

    pięknie napisałas o swojej rodzinie!piękna rodzina!! Mam wrazenie ze jesteś osobą pewną swojej wartosci? i to też wynika z wychowania sie w takiej rodzinie! poza tym świetny pomysł z tym świecącym sie drzewkiem:)pzdr

    Odpowiedz
    • julia says:

      Tak, zdecydowanie. To że jestem pewna siebie, przebojowa, wszędzie wejdę, to wynika z pewności jaka mi ofiarowano w domu. Nie wiem czy na dobre mi to wychodzi i otoczeniu mojemu 🙂 ale jestem mocno pewna siebie… choć.. częśto jednak tylko tak się wydaję.. bo w duszy przeżywam, analizuję, boję się..

      Odpowiedz
  30. Karina says:

    Pięknie piszesz i dekoracja cudna! Odnośnie tego, ze dzieci sie nie wychowuje, dzieciom daje się przykład; mój profesor od fizyki z LO, dość leciwy już wtedy, mawiał, że to my musimy sobie wychować rodziców. On już tylko na uniwersytecie otwartym czasami wykłada, a ja tęsknię za tymi lekcjami, podczas których uczył nas nie tylko fizyki, ale i życia. I zgadzałoby się tu wszystko: rodzice dają przykład, żeby później dzieci mogły ich sobie wychować, aby w każdej sytuacji darzyli je zaufaniem. Na co dzień zauważam, że mając 25lat lepiej dogaduję się ze znacznie starszymi osobami niż prawie rówieśnikami, zwłaszcza w kontaktach sąsiedzkich. Moze to właśnie przez niego?:-) Chwile przyjemności są, a potem ich nie ma, chwila lepszego samopoczucia trwa ciut dłużej, a to ludzie, którzy zostawiają w nas takie ślady są warci wspominania, bo w relacjach z nimi stajemy się lepszymi…

    Odpowiedz
    • julia says:

      „Nie ma szczęścia w chwilach, ponieważ one przemijają, a szczęście to stan psychiczny, który jest zawsze osiągalny, zaś największe bariery przy dążeniu do niego stawiamy sobie sami”

      Odpowiedz
  31. Magda says:

    Dzielić się trzeba każdą chwilą, zwłaszcza tą najprostszą, najzwyklejszą… jak opłatkiem przy wigilijnym stole – tym co proste, zwyczajne byle z najbliższymi. Ja daje córce z siebie wszystko, każda minutę rano, przed pracą. Gdy suszę włosy, maluję się, ubieram spędzam te chwile z Nią, uśmiecham się, śpiewam, mówię…. i po pracy gdy zmęczona wracam tulę ją i jemy, bawimy się, wygłupiamy, aż zaśnie. Żeby mimo tej nieobecności mojej dziesięciogodzinnej i niestety koniecznej wiedziała że jestem, dla niej

    Odpowiedz
  32. Daga says:

    Pięknie i tak delikatnie ujęte…zawsze mówię że czy skorupka za młodu nasiąknie tym na ,,starość,, trąci…Miłego wieczoru

    Odpowiedz
  33. Edyta says:

    Po pierwsze ” dziecka sie nie wychowuje- dziecku się daje przykład” kradnę bo w tym krótkim zdaniu jest wszystko i kazda super-niania moze się schować
    Po drugie – ja nie mam tak wspaniałych wspomnien z dziecinstwa, ba mam nawet traumatyczne, ale robię wszystko, żeby moja coreczka kiedyś pamiętała o takim rodzinnym domu jak Ty dzis wspominasz…
    Nie wiem jaki dar masz, ale wiem, że znajduję u Ciebie te słowa, które mi kołacza w głowie a które Ty tak ładnie wystukujesz… i tak juz się przyzwyczaiłam, że wieczorem zasiadam w ciszy i spokoju przed komputerem i odwiedzam Ciebie, Amerykanki ( do których trafiłam przez tego bloga) i jeszcze Green Canoe i… i róznie jest – czasami sie odpreżam, czasami płaczę, często myslę o Waszych słowach, delektuję sie pięknem fotografii…
    a najczesciej nie wytrzymuję do wieczoa, tylko przez komórkę w pracy chybcikiem podczytuję, ale i tak wieczorem wracam…

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kochana :*
      Moja przyjaciółka najlepsza miała straszne dzieciństwo i młodość, nigdy nie miała wzorca. A dziś jest po prostu wspaniałaą Mamą, wspaniałą!
      Ach ta komórka 🙂 ja nawet w kolejce sklepowej podglądam.. i choć uzależniona jestem od sieci to czasami tak uciec, w bieszczady, z dala od cywilizacji..

      Odpowiedz
  34. Pięknie opisałaś to wszystko. Nawet nie wiesz ,jak bardzo chciałabym stworzyć dla mojego synka taki dom…Taki, jaki stworzyli Twoi rodzice. Jest idealny…
    U nas jednak tak nie do końca wychodzi. Wyłażą na wierzch nasze niedociągnięcia, grzechy, niepotrzebne nerwy związane z codzienną rzeczywistością…Walczę z tym codziennie, staram się z całych sił, ale mam świadomość, że tak idealnie nie będzie nigdy;-(
    Mam tylko nadzieję, że przez to, co wymyka mi się między palcami, mój Synek nie ucierpi i wyrośnie na fajnego, normalnego chłopca.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kochana, nigdzie nie jest idealnie.. a tym bardziej w XXI wieku. czasie gonitwy. i choć gonić nie chcesz to ten lud Cie tak pcha albo ciągnie.. nawet jak mocno się opierasz.. Jeżeli jesteś tego świadoma i walczysz z tym to czy to nie prawie pełnia sukcesu? wiesz z iloma ja wadami walcze.. Uwierz mi, że nie ma opcji z tak normalnej rodziny jak Wasza na niefajnego chłopca 🙂

      Odpowiedz
  35. soul10 says:

    Jakoś tak gdzieś myśli nasze się spotkały bo ja dziś też właśnie na ten temat pisałam;) O domu, który jest tak szalenie ważny i o tym czego pragnę dla mojej maleńkiej, o takich moich postanowieniach matczynych;)
    Pięknie Julia napisałaś, jak zwykle zresztą:)

    Odpowiedz
  36. mama pisarka says:

    Czarodziejskie badyle. Urzekły mnie. I Twoje słodkie wspomnienia, tak pięknie pielęgnowane.
    Sanoflore bardzo lubię, więc się wcale, ale to wcale nie dziwię, że uległaś 🙂

    Ja mam problem z dzieleniem. Jestem raczej introwertyczką, artystycznie tak pozamykaną, nieco w swoim świecie, celebrującą samotność, ale synek uczy mnie codziennie, że robienie czegokolwiek RAZEM to skarb bezcenny. I coraz łatwiej mi to przychodzi i coraz chętniej przystępuję do stawianych mi zadań, bylebyśmy robili to WSPÓLNIE. Cokolwiek by to nie było. Spacer, czytanie bajki, malowanie, kąpiele, taniec-skakaniec na łóżku czy nawet picie herbaty z jednego kubka.

    Odpowiedz
  37. alicja says:

    tak pięknie….

    Odpowiedz
  38. madzi says:

    czegoś mi brakowało w tych smutnych dniach, co czasem nas nie omijają.. nie mogę spać i przypomniałam sobie o czymś na co tak bardzo brakuje mi czasu ostatnio, o Twoim blogu Julio. Jak dobrze, że jesteś.. przeczytałam post pierwszy z góry i od razu mi lepiej. Myśli moje nabierają innych kolorów i wartości, których tego dnia tak bardzo mi brakowało, że aż wyć się chce. Posiedzę sobie teraz i poczytam, serce moje natchnie się dobrem. Słowa Twojej Mamy zapamiętam na całe życie: „.. dzieci się nie wychowuje, dzieciom daje się przykład.” Jak mądrze powiedziane, idealnie! Szkoda, że nie każdy rodzic o tym wie. Ale Ty jesteś wspaniałym przykładem, że warto i warto taki przykład dawać. Czytając o Waszym domu wiem, że to możliwe. Jak dobrze do Ciebie wrócić i zainspirować swoje życie tak dobrymi obrazkami domu, miłości, pracy, poświęcenia, radości, zaufania, rodziców…

    A ze światem dzielę się: swoim czasem, którego tak bardzo mi brak; dzielę się swoją córeczką, bo zdecydowałam się na skromne życie tu aby Dziadki mieli wnusię blisko, zostawiając syte życie zagranicą i to dzielenie daje mi mnóstwo pozytywnej energii, bo córeczka odkryła też większą miłość między mną i rodzicami (w końcu!); dzielę się swoim mężem, bo muszę go wypuszczać z domu do pracy 🙂 ; dzielę się pogawędką na klatce schodowej, ciepłą herbatą, dobrym słowem, czasem gorszym niepotrzebnie wyrwanym, a czasem samą swoją obecnością i trzymaniem za dłoń…

    Odpowiedz
  39. vivi&oli says:

    Jak tu cudnie….
    U mnie taka byla w zeszlym roku !!! 🙂 Tylko biale badyle 🙂
    W tym roku planuje ‚na bogato’ 🙂 Wielka, zielona z cukierkami 🙂
    PS: Naprawde taki hit te kosmetsy? bo ja ciagle zmieniam . . .

    Odpowiedz
    • julia says:

      Ja niestety wielkiej zaplanować nie mogę bo miejsca w mieszkaniu już brak 🙂 Kosmetyki są extra. Ja tego kremu Tosiowego do ciałka używam do twarzy też, a płyn do kąpieli jak taki jedwab. Zostaw komentarz jakie chwile lubisz dzielić z innymi a są do wygrania 🙂

      Odpowiedz
      • vivi&oli says:

        Kurcze, tylko ja chyba nie lubie dzielic chwil. Bo u mnie to nie sa chwile tylko ciagnace sie dni i miesiace. To jest ciagle i wszedzie. Lubie sie przytulac i scikac z dzieciakami. Calowac je w usta, szyjki, paluszki i stopy. Dotykac ich brzuszkow i pleckow. Lubie kiedy robomy noski eskimoski i patrzec jak sie smieja. Kiedy cos obsewuja i mamrocza. Jak mowia mommy i piszcza. Kiedy lezymy wszyscy na lozku i wacham ich wlosy i skore. Wiec nie wiem czy ja to z nimi dziele czy poprostu krade 😛 Raczej kradne 🙂

        Odpowiedz
  40. będę się powtarzać, ale cudnie napisałaś o swojej mamie. i tak człowiekowi odrazu w głowie zasiada myśl – cóż zrobić, jak to zrobić? żeby moja Marcelka tak kiedyś mogła napisać/pomyśleć/powiedzieć o mnie. jak to zrobić, żeby codziennie pamiętać o tym, że ona się uczy życia na nas/od nas. od nikogo innego. i że pół roku to kawał życia i kawał rozumku, nie mogę odkładać tego na potem! ona już rozumie, już chłonie! dziękuję, że mi o tym przypomniałaś!!!

    pytanie bardziej przyziemne:D :
    skąd takie ładne, kształtne badyle? 😀
    ja preferuję choinkę żywą, pachnącą, ale może by wcześniej zorganizować taką, a potem podmienić??

    Odpowiedz
  41. Agnieszka says:

    Co mogę więcej napisać..
    Wow:) przez wilkie „W”:)
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
  42. Ania says:

    Jak zwykle poruszasz słowem, Pozdrawiam serdecznie
    ANia

    Odpowiedz
  43. Emilia says:

    Dzielic mozna sie wszystkim, cieplym usmiechem dla napotkanych ludzi, dobrym slowem w potrzebie, drobnymi dla potrzebujacych czy rozmowa z podeszla sasiatka ktorej juz nikt nie odwiedza…czasami tak niewiele moze sprawic radosc. Czasami maly dobry uczynek znaczy wiecej niz nam sie wydaje.
    Staram sie kazdego dnia dac z siebie jak najwiecej dla swojego synka, dzielic sie tym wszystkim co ja juz wiem, a co moze mu sie przydac w przyszlosci. Z moim mezem dziele sie radosciami i smutkami codziennosci i zawsze chce byc dla niego oparciem. Z przyjaciolmi dziele sie doswiadczeniem i zawsze sluze pomoca gdy napotykaja problemy z bariera jezykowa. Dzieki temu wszystkiemu czuje sie lepszym czlowiekiem, wiec tak naprawde to ja jestem im bardzo wdzieczna, ze sa w moim zyciu…

    Odpowiedz
  44. Emilia says:

    Och jak Ty pieknie piszesz, z taka naturalna lekkoscia i tak madrze….

    Dzielic mozna sie wszystkim, cieplym usmiechem dla napotkanych ludzi, dobrym slowem w potrzebie, drobnymi dla potrzebujacych czy rozmowa z podeszla sasiatka ktorej juz nikt nie odwiedza…czasami tak niewiele moze sprawic radosc. Czasami maly dobry uczynek znaczy wiecej niz nam sie wydaje.
    Staram sie kazdego dnia dac z siebie jak najwiecej dla swojego synka, dzielic sie tym wszystkim co ja juz wiem, a co moze mu sie przydac w przyszlosci. Z moim mezem dziele sie radosciami i smutkami codziennosci i zawsze chce byc dla niego oparciem. Z przyjaciolmi dziele sie doswiadczeniem i zawsze sluze pomoca gdy napotykaja problemy z bariera jezykowa. Dzieki temu wszystkiemu czuje sie lepszym czlowiekiem, wiec tak naprawde to ja jestem im bardzo wdzieczna, ze sa w moim zyciu…

    Odpowiedz
  45. Asia says:

    Piękne… i słowa i wnętrze 🙂
    Urzekła mnie latarenka, gdzie mogę taką znaleźć?!

    Odpowiedz
  46. JulowaMama says:

    powiedz mi Juleczko co z tym domkiem?gdzieś tam wyżej wspominałaś o takowym do zdobycia, dziś z wielką nadzieją dzwniłam do kilku H&M ale braki straszne. Mów, mów gdzie i kiedy takie cudo zdobyć można? Bo ja niecierpliwie czekam…

    Odpowiedz
    • julia says:

      Kochana, na Polskę było ich kilka sztuk w trzech h&m w Poslce. nigdzie już takich nie ma. Za dwa miesiące będziesz taki mogła kupić u mnie :))

      Odpowiedz
  47. ewelajna says:

    Piękna jesteś – Człowieku. Na zewnątrz to jedno, ale w środku jesteś piękna:). Chciałabym być kiedyś taka jak napisałaś o Twojej mamie – jeśli mi się zdarzy mieć rodzinę… Jeśli, jeśli…
    Tak sobie myślałam jak czytałam pierwszą część posta, a później Sanoflore, które bardzo lubię , ale ostatnio „uciekli” z mojego miasta i muszę w internecie poszukać, bo BARDZO lubię te kosmetyki:).

    Odpowiedz

Trackbacki dla tego postu

  1. zmienia się człowiek… | szafa tosi

Zostaw komentarz.