z gazety..

Jeśli szukałabym największego ze swoich uzależnień, tego, które zabrałabym na przysłowiową bezludną wyspę i tego, o którym uporczywie myślę, kiedy mi go brak… aż wreszcie tego też, które podczas zażywania sprawia, że odlatuję to… czytanie. I nie tyle książek, co poznawanie historii w ogóle. Opowieści. O ludziach, ich poglądach, dokonaniach, przejściach. Szukam w tym co czytam wytchnienia, mądrości. Szukam ukojenia. I zawsze znajduję. Bo jeśli nawet jest ich mniej niż się spodziewałam, bądź niż oczekuję – szukam dalej. Nigdy nie poprzestaję.
Książki jak najlepszy przyjaciel pomogły mi w życiu w najtrudniejszych momentach.
Pomogły mi radzić sobie z lękami, obawami i wszystkim tym, co chciałoby się pokonać, ale potrzebny jest czas i towarzyszący temu spokój. Czasami patrzę na niektórych ludzi i myślę sobie jak bardzo pragnęłabym móc zabrać i wykorzystać ich marnowany czas. Od młodości powtarzano mi, że nudzi się tylko człowiek nieciekawy i leniwy. Poza krótką nudą twórczą.
Jest na świecie tyle książek do przeczytania, tyle filmów do obejrzenia, tyle sportów do uprawiania, tyle pasji do poznania, tyle dobrego dla świata do zrobienia… Ale nie wiemy o tym nic, dopóki nie zaczniemy… I nie bez powodu mawiają, że najtrudniej założyć but i wyciągnąć stopę do pierwszego kroku. 
Pandemia spowodowała lawinę chorób psychicznych. Zaburzenia lękowe, depresje.
68% – o tyle możesz zredukować poziom stresu czytając. 68%!! To jest ogromna pomoc dla umęczonego człowieka. Kto z niej korzysta?
Czy Ktoś o tym mówi głośno? Czy Ktoś stosuję to jako terapię?
Ileż ja się naproszę bliskich, którzy borykają się z nerwami… Ileż książek Im nakupuje, napożyczam…
Nic. Ani zdania. A jeśli nawet, to próbują się usprawiedliwiać, że trudno się skupić…
Dla mnie owe usprawiedliwienie jak w dzienniczku ucznia – Proszę o usprawiedliwienie nieobecności mojej córki. Nie była obecna, bo trudno rano wstać. 
Z czytaniem jak z każdą inną w życiu pasją czy zdolnością… Trzeba się jej nauczyć. Trzeba dać jej swoją cierpliwość, zaangażowanie i wiarę w powodzenie.
Książkę nie raz można zamknąć z hukiem jak drzwi auta na lekcjach jazdy.
A potem… sunie się po autostradzie, w ognistych obłokach zachodzącego nieba z Jamsem Bluntem w tle.
No dobra. Może z Tracy Chapman też. I ta jazda autem koi wszystkie nerwy i stresy.
Trzeba zatem nauczyć się czytać, choć wydaje się nam, że zrobiliśmy to w pierwszej klasie.
Trzeba odnaleźć swoją czytelniczą drogę. Kiedy już na nią wejdziesz, zrobisz wszystko, aby móc nią podążać. Od tylu lat czytam Wasze do mnie „listy”. Piszecie w nich podziękowania i prośby o polecenia kolejnych książek. Wtedy wiem, wtedy czuję, że mało jest w życiu większej satysfakcji niż ta, aby rozkochać drugiego człowieka w czytaniu… 
O magii świata jaki istnieje podczas zatapiania się w książkach wie tylko ten, kto nigdy się nie poddał.
Aby osiągnąć sukces trzeba coś z siebie dać. A to jeden z najważniejszych sukcesów w życiu… – dać sobie, swojej duszy, swojej głowie, swojemu sercu i układowi nerwowemu lekarstwo. 
W bibliotekach jest za darmo. A czy w jakiejś aptece rozdają bez zapłaty psychotropy?

Zanim wróciłam po wypadku do czytania książek, kupiłam kilka gazet. 
Krótkie teksty. Wywiady. Aby nie poczuć rozczarowania gdy oczy nie dadzą rady przeczytać za jednym razem więcej. 
Pomimo książek, internetu, wszechobecnej możliwości czytania wszędzie, gazety wciąż mają u mnie wiele miejsca. 
Lubię w trakcie gotowania, czekania na dzieci, czy przy szybkiej kawie, przeczytać dobrą historię.
Mam wrażenie, że odeszliśmy od gazet, bo tłumaczymy się tym, że w internecie jest teraz do przeczytania wszystko. Zgadzam się. Ale kiedy ostatnio wyszukaliście historię dotyczącą bohaterów wojennych, historię obrazu, biografię mało znanej postaci? Kiedy przeczytaliście dobry wywiad?
Kiedy było to coś innego niż polityka i kolejne spekulacje odnośnie pandemii i towarzyszących jej szczepionek? 
Dobry artykuł to piętnaście minut. Tylko piętnaście.Dziesięć. A może i mniej. 
Nie oglądam instastories. Wiem, że nie jestem w stanie zobaczyć i poznać w życiu wszystkiego. Cenię swój czas i dlatego filtruję to, na co poświęcam wolną chwilę.
Zatem… Kupiłam kilka gazet. Aby zacząć od czytania liter na papierze, które tworzą krótką, jedną całość.
Trafiłam na wywiad, który przeczytałam dwa razy. Dwa. Bo tak dobrze było mi na duszy podczas zagłębiania się w jego treść…
To kwintesencja życia do którego dążę. Które pochwalam, aprobuję i błogosławię.
„ile człowiek człowiekowi może dać samym uśmiechem” – wyrywam fragment wywiadu Anny Dymnej.
Taki trywialny. Aż wydawałoby się śmieszny i żałosny w swojej budowie.
Tak. Dopóki nie zacznie się go stosować. Staram się jechać na rowerze z uśmiechem. Z uśmiechem wchodzić do sklepu i zdecydowanie jeszcze go poszerzać zbliżając się do ekspedientki.
Z uśmiechem odbierać dziecko ze szkoły i z uśmiechem czekać w kolejce. 
Moja siostra często mówi – to jest niesamowite, Ty i Mama to gdziekolwiek się nie pojawicie macie wiecznie jakieś przygody do opowiadania. Tak się faktycznie dzieje. Ale dopiero niedawno odkryłam dlaczego… Ten wieczny uśmiech to powoduje. On te przygody rozpoczyna. Te rozmowy z ludźmi, śmieszne sytuacje. A o ilu przykrych myślach w głowie pozwala zapomnieć. Wystarczy, że kilka osób odwzajemni ten nastrój i nagle to co Cię gnębiło, przeszło tylko do skali zadania, a nie problemu.
„Mam zasadę, że unikam mówienia o kłopotach jak je mam. Próbuje zaczarować rzeczywistość”.
Życie nauczyło mnie, że każdy problem który będziemy wyolbrzymiać faktycznie urośnie.
Jestem zwolennikiem wyrzucania z siebie. Lęków czy obaw. Tego co nas gnębi, boli. Trzymanie w sobie to trucizna. Trzeba tylko wiedzieć do Kogo. Trafnie wybierać. I wiedzieć kiedy skończyć.
To co dotychczas przeszłam pozwoliło mi uwierzyć, że nie ma tak, że za ścianą nie ma nic.
Zawsze jest. I strach przed zburzeniem tej ściany towarzyszy od pierwszej z nich, do ostatniej pewnie, którą nam przyjdzie na starość burzyć. Tylko należy ten strach oswoić. Już człowiek wie jak najlepiej trzymać łom, od której strony zacząć aby się zbytnio nie kurzyło. Wtedy te problemy staną się normalną koleją losu. Jeśli dziś od rana mówiłabym o moim bólu, o dyskomforcie życia z jakim przyszło mi żyć,  stałabym się zrzędliwą, zgorzkniałą Julią, która nigdy nie odzyskałaby wzroku. A ja sobie myślę (i nie dlatego, że tak powinnam, tylko dlatego, że całą sobą tak czuję), jak to się wszystko dobrze toczy. Lubię czuć swoją siłę w tej drodze. A im więcej jej mam, tym więcej mam ochotę jeszcze jej z siebie wykrzesać.
Ta siła to wdzięczność, pokora, i ciągłe żarty. Aż chyba zadedykuję temu kolejny wpis. 🙂 Ileż może powstać sytuacyjnych gagów z niewidomym 🙂
Im więcej poświęcisz czasu i energii na opowiadanie o kłopotach, na ich roztrząsanie i rozpacz, tym mniej zostanie w Tobie siły na poradzenie sobie z nimi. 
Czasami zwyczajne przeczekanie i przemilczenie rozwiązuje wszystko.
„Pewnie, że czasem mam ochotę odpowiedzieć złością na złość. Pokazać zęby, bo takiej świętej cierpliwości do trudnych ludzi jak moja mama nie mam. Na szczęście! Ale nauczyłam się, że warto zareagować przekornie.”
Po pierwsze, mam wrażenie, że Anna Dymna ukradła mi Mamę. Po drugie, jakże ja się zgadzam!
Kiedy uda mi się na złość odpowiedzieć dowcipem, miłym słowem, czy tym przytaczanym tu uśmiechem, mam wrażenie, że wygrywam życie. Nie jedną bitwę, a całą „wojnę”. 
Ten kto spróbuje raz, jak z czytaniem książek, nigdy z tego świata nie będzie chciał wychodzić.
Ten sposób życia nadaje ogromnej lekkości istnienia i bytowania, na tym często pełnym złości padole.
Niewiarygodne jak wiele mamy wpływu na tarczę, która chroni nas przed czyjąś złością. Wystarczy się w nią nie dać wciągnąć.
„dlatego lubię myśleć, że ludzie chcą być dobrzy, tylko nie zawsze im to wychodzi. Przerasta ich presja, pokutują za wzorce. Jak się Im stworzy szansę, by mogli być dobrzy, wielu chce skorzystać.”
To zdanie jest dla mnie kwintesencją tego wywiadu. 
Myślę sobie, że dostałam od życia wszystko. Kraj bez wojny. Cudownych rodziców. Niezwykłą siostrę. Zdrowe ciało. Piękne dzieciństwo i młodość. Aż w końcu wymarzoną dorosłość. 
Myślę sobie, że moim obowiązkiem jest dawać szansę innym. Że Ci, którzy tego nie dostali często nie wiedzą jak być dobrym. A nawet jak wiedzą, trudno wcielić to w życie. Z tym dobrem jak z językiem.
Dziecko, które wychowuję się w dwujęzycznej rodzinie mówi płynnie w dwóch językach. Bez względu na jego predyspozycje językowe, włada nimi bez trudności. Inni muszą się tego drugiego języka uczyć w dorosłym życiu poprzez różne metody.
Dziecko wychowywane z wzorcem dobra w rodzinnym domu, włada nim bez trudności. Inni, którzy tego nie otrzymali, muszą uczyć się tego jak obcego dla niego języka. 
Wciąż nie mogę się nadziwić temu, jak pięknie tego języka nauczyła się moja przyjaciółka.
Całe życie nie widziała zbyt dużo dobrego… Przez długie lata nie wiedziała nawet jak czynić inaczej.
Tak bardzo chciała to zmienić, że uciekała się do książek, psychologów, aż wreszcie do prób w życiu realnym. Te dobre zachowania wobec innych pokazały Jej, że życie w taki sposób bywa piękne. 
Nauczyła się tego jak i języków. A włada kilkoma. Perfekcyjnie. Jak lokalni obywatele. Jednak najpiękniej włada mową dobroci.
Kiedy nie udaje mi się być dobrą, nie starcza mi czasami na to sił, czy zwyczajnie się zagapię, albo pełnia księżyca wpłynie na mój nastrój, mam do siebie żal jakiego nie miewam o nic innego.
Zawodzę sama siebie. Bo to przed sobą musimy się najmocniej tłumaczyć. Tylko my znamy prawdę o nas samych. A to najważniejsze o co warto w życiu „walczyć”. By wygrywać dobrem.
 „Gdy sobie przypomnę, że ta szklanka wody, którą często wypijam machinalnie, to czyjeś największe marzenie, już inaczej ją piję i jeszcze bardziej mi smakuje.” – to zdanie kończące historie o dziewczynie, którą zapytano o jej marzenie. Miała chore nerki i marzyła o tym aby wypić szklankę wody duszkiem, a potem zwyczajnie się wysikać. Ludzie z tą chorobą nerek muszą liczyć każdą wypijaną kroplę i niewyobrażalnie cierpią przy ich wydalaniu.
Kiedyś wydawało mi się, że obcięcie dzieciom paznokci to normalny, matczyny obowiązek.
Dziś, kiedy widzę te małe paluszki i potrafię trafić nożyczkami, traktuje to jak niewyobrażalny wręcz rodzicielski przywilej. Móc obciąć dzieciom paznokcie. 
Jest taki piękny cytat Wiesława Myśliwskiego (tu ponownie przychodzi mi myśl o mocy czytania i możliwości pławienia się w słowach.)
„Czasem w chorobie więcej się czuje niż przy zdrowiu. Zdrowie zamula, a przy chorobie może taka jasność przyjść, że widzisz, czego w zdrowiu nigdy nie zobaczysz.”
Może to szczęście nie widzieć, tej jasności nie zaznać? Może właśnie wtedy, gdy zdrowie dopisuje, mamy prawo nie rozmyślać nad każdym przywilejem dzięki posiadanemu zdrowi i sprawności?
Może gdybyśmy przyklękali przed każdym najdrobniejszym szczęściem, to zapominalibyśmy zwyczajnie żyć? Może zatem wystarczy nie galopować w narzekaniu? W oszczerstwach wobec życia?
Może wystarczy zatrzymać się raz w ciągu dnia? Może dwa? Może przy tej właśnie szklance wody?
„Znam wiele ludzkich losów i są one potwierdzeniem słów wielu filozofów, że największym cierpieniem człowieka jest samotność”. 
Kiedy kilka dni temu trafiłam na ten wywiad Ani Dymnej, odniosłam wrażenie, że jeszcze nikt dotychczas nie trafił tak mocno ze swoimi wyznaniami wobec życia odzwierciedlając moje własne.
„Gdy obok jest ktoś, gdy kochają i są kochani, nawet najgorsze cierpienie i kalectwo nie zabiera im szczęścia. Dla mnie to kolejny dowód, że człowiekowi najbardziej jest potrzebny drugi człowiek – nie sukces, bogactwa, czy inna pozycja z listy rzeczy, za którymi tak gonimy.”
Każdy z nas ma swoją siłę. To ona nas podnosi, unosi na powierzchni. Jak każda z sił, musi być napędzana. Nie odnaleziono jeszcze perpetuum mobile.
Pieniądze, sukces, sława napędzają na krótką chwilę i niestety złudnie. Proporcjonalnie więcej siły jest zabierane niż nam oddawane.
Tylko ludzie, ich miłość, dobro i zwykłe wysłuchanie, mogą dać nam siłę, dzięki której życie staje się wojną, w której bitwy zwyciężamy prostym uśmiechem.
„Pamiętaj, nigdy nie dementuj! Nie poświęcaj temu uwagi. Uśmiechaj się i mów „Naprawdę? Nie wiedziałam.” A potem idź, spokojnie rób swoje, jeśli nie masz czegoś na sumieniu.”
Ostatnio z moim mężem, jeśli coś nas wkurza, mówimy, że się temu dziwimy. O jak my się dziwimy. Sytuacjom jakie zaistnieją, ludzkim zachowaniom, polityce (choć to ostatnio w ogóle nas nie zajmuje).
Zamieniamy złość na zdziwienie. I sami się z tego śmiejemy. Ważne jest to, co w sobie rozbudujesz.
Czy urośnie w środku do rangi robaka, który rozłoży macki w całym Twoim ciele, czy nie dasz sobie zarobaczyć swojego wnętrza…
Można mówić „Naprawdę? Nie wiedziałam.” Ale można też jak kiedyś pisałam „Skoro tak mówisz, to na pewno masz rację.” 
Doświadczenie w blogowaniu nauczyło mnie jednej rzeczy. Każdy hejt (jakież szczęście, że było ich tak mało, aż wyginęło całkiem) należy lekceważyć. Wszystko to, na co próbowałam odpowiadać, tłumaczyć, rosło w mojej głowie, w moim ciele. Rany Boskie! Przecież ja ciało mam jedno. Dla siebie, swoich dzieci, moich bliskich. Jakże można je poświęcać dla tej złej energii jaką niesie za sobą odpowiedź na hejt.
To samo dotyczy tego, co mówią o nas inni w realnym życiu. Im szybciej to zostawiamy, tym mniej naszej wewnętrznej mocy nam ubywa. A moc, jak mówią, mamy w sobie jedną. Niechże nam jej do śmierci nie zabraknie na słowa ludzi, którzy trumny naszej nieść nie będą…

Życie wbrew pozorom jest dosyć proste. Wystarczy nie mówić zbyt wiele o problemach, do gniewu i złości się uśmiechać, dawać ludziom szansę, uwagi ocenie innych nie poświęcać, doceniać, a w ludziach pokładać życia sens. Tak mówi Anna Dymna. A ja się z Nią zgadzam, bo w myśl tej samej wartości życia wychowała mnie moja Mama.
Dodałabym jeszcze jeden składnik do tej potrawy dobrego życia… – czytać. Więcej czytać. 

Napisz komentarz...
  1. katarynianka says:

    I kolejny balsam na niespokojną duszę nałożony. I kolejny głęboki oddech wzięty. I kolejny uśmiech na twarzy się pojawił . Ależ Ty to umiesz kobieto! Ileż inspiracji, potwierdzenia, współodczuwania. Zastrzyk dobra działa. Idę dawać dalej.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Jeśli potrafię je dawać, w co często wątpię i przeżywam, że za mało, to bierz proszę wszystko.
      Sam Twój komentarz pozostawiony napełnił mnie na nowo.
      Dziękuję Ci :*

      Odpowiedz
  2. P. says:

    Jak zawsze pięknie napisane 🙂 Uwielbiam Cię czytać 🙂 czy mogłabyś polecić jakieś gazety? Ja jestem prenumeratorką „Zwierciadła”, ale chętnie poczytałabym również coś innego.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Wiesz, ja bardzo kocham gazetę o tytule „wróżka”. Nigdy bym jej nie kupiła spodziewając się horoskopów i durnych tematów.
      A to co w niej znajduję – uwielbiam!!! Lubię „Urodę”, chyba to się teraz nazywa „uroda życia”. Lubię „Pani” i miesięcznik „wysokie obcasy”. Czasami uderzam dla relaksu w plotki w „Viva”. 🙂 Zwierciadło też bardzo lubię 🙂
      Kiedyś wychodził też odnowiony „bluszcz”. Niestety już chyba go nie ma.

      Odpowiedz
      • aśka says:

        Julio: „Wróżka” , „Uroda życia”, „Pani”, „Wysokie obcasy”!!!! i jeszcze „Twój Styl”, ale spadł poziom bardzo.
        Czasami jeszcze „Charaktery”.
        No i te o polityce, ale coraz mniej….

        Odpowiedz
        • julia says:

          Tak! taki zestaw, choć mnie „Twój styl” czasami drażni. Lubię złapać jakiś „Focus” co jakiś czas. Krótkie ciekawostki o świecie.
          Politykę od jakiegoś czasu zostawiam na boku. Zbyt dużo nerwów mi zabierała. A ja muszę dbać o zdrowie, bo dzieci wychować chcę.
          Moja złość i tak nic nie zmieni.

          Odpowiedz
    • DorotaT says:

      Julio czytam Cię od dawna. A to właśnie dziś nie przejdę obojętnie obok Twoich słów. Jest to po prostu kwintesencja życia.Dziekuje że jesteś, że tak trafnie spostrzegasz świat i się tym dzielisz. Pięknie!

      Odpowiedz
      • julia says:

        Dziękuję Ci Dorotko. :*
        Ja czuję wdzięczność, że od tego właśnie dawna mnie czytasz i wciąż jesteś.
        Dziękuję :*

        Odpowiedz
  3. Joanna says:

    Pracowałam w drukarnii.Prowadziłam też warsztaty o ksiązce dla dzieci.Strasznie za tym tesknie.
    Ksiązka ma dla mnie nie tylko walor psychiczny.Książka pachnie, szeleści, ma okładke róznego rodzaju, folię matową , błyszcząca lub aksamitną, wycinanki z zwykrojnika, zakładkę, paginację, róznego rodzaju łączenia stron.
    To przepiękne introligatorskie dzieło, nad kótrym pracuje mnóstwo mądrych głów i zwinnych rąk.Aby ją wykonac potrzeba niezwykłej wobraźni , obliczeń, składu i pomyślunku.
    Woń poligraficznej magenty to jeden z najpiękniejszych zapachow jaki zawodowo pamiętam.
    Ksiązka zbliza, bo zeby nia stworzyc, potrzeba wielu konsultacji projektowo introligatorskich.Pomaga poznawać ludzi, ich zawody, pomysly, zaplecze twórcze.
    Oprócz wnętrza mentalnego niesie ze sobą odczucia fizyczne choćby przy wertowaniu stron.
    Przewertuj prosze ksiązke przy nosie, powachaj…przewertuj przy uchu ….posłuchaj.
    Zagnij rogi przy ulubionych cyctach i zasusz łąkowe kwiaty między stronami.Poczuj to , czego przy telewizorze, tablecie, telefonie i komputerze nie jesteś w stanie sobie nawet wyobrazic.

    Odpowiedz
    • julia says:

      Joasiu, jesteś mistrzem pióra. Dziękuję, że mogę delektować się Twoimi słowami :* Tą mądrością z nich płynącą.

      Odpowiedz
  4. Sandra says:

    Ostatnio po dłuższej przerwie na nowo rozkochuję się w czytaniu. Najlepsze lekarstwo na wszystko <3 Dziękuję Ci za ten tekst! Wspaniały! A powiesz, gdzie znalazłaś ten wywiad z Panią Anną Dymną? Chętnie bym się zapoznała 😉

    Odpowiedz
    • julia says:

      Pewnie, w „twój styl” ale z maja. Ale polecam też majowe „wysokie obcasy extra” bo dużo dobrych tekstów.
      Dziękuję Ci za dobre słowo i ślę pozdrowienia 🙂 Leczmy się tymi książkami na nadchodzące deszczowe dni :*

      Odpowiedz
  5. Mop says:

    A ja tu bym chciała podziękować mojej starszej kuzynce dzięki której dziś czytam 😁
    Mądra dziewczyna najpierw podsunęła mi jedną sztukę , takiego pewniaka co to nastolatce na bank przypadnie do serca , a jak się udało to przygotowała listę .
    No więc z tą listą zasuwałam do biblioteki , którą miałam dwa kroki od domu , więc kolejne ułatwienie 😜, i tak poszło , aż do dziś
    Dxiekuję Beato 😁

    Odpowiedz
    • julia says:

      Tak! To jest wielki, dobry pierwszy krok, jeśli Ktoś podsunie taki pewniak. Wtedy człowiek od razu poczuje magię czytania.
      Jeśli samemu się błądzi po omacku to można się zniechęcić.
      Ja od lat kocham polecajki od innych a i sama uwielbiam polecać.
      Pisz proszę koniecznie jaki to był pewniak?
      Uściski :* i dołączam się do podziękowań dla Beatki :*

      Odpowiedz
      • Mop says:

        O ile się nie mylę to tytuł brzmiał „ Córka kapitana „
        Potem oczywiście obowiązkowo Siesicka , Snopkiewicz i Chmielewska , czyli klasyka dla młodzieży 😁
        Następnie zachwyt Nurowską a szczególnie „ Hiszpańskimi oczami „ a dziś to Follett trylogia „ Ziemia świata ,” „ „upadek gigantów „krawędź wieczności „
        Polecam 😁

        Odpowiedz
        • julia says:

          Już tyle ludzi mi poleca Folletta, że chyba przyszedł Jego czas 🙂
          A „córkę kapitana” mam na półce. Właśnie od czasów nastoletnich 🙂

          Odpowiedz
          • Mop says:

            Julio , Nie wszystko „ follettowe” jest godne polecenia , ale czytając Cię od baaardzo dawna obstawiam , że to Ci się spodoba , nawet bardzo 😁
            Daj znać jesli przeczytasz , ciekawa jestem czy dobrze typuję 😜

          • julia says:

            a co polecasz na początek?

          • Mop says:

            Zdecydowanie tę trylogię , to 3 części
            rozpoczyna ją „ upadek gigantów „
            Potem „ ziemia świata” i „krawędź wieczności „
            Koniecznie podziel się opinią
            Ps. Bardzo lubię Cię czytać 😘

  6. Marta says:

    Hej Julia, pięknie piszesz, cieszę się że działasz w internecie, zdrowiej z każdym dniem. https://www.rybna-zdjeciaispacery.com/blank
    Jeśli masz ochotę to zobacz zdjęcia i historie na tym lokalnym blogu. Może Ci się spodoba, może oczom się spodoba. Pozdrawiam

    Odpowiedz
  7. Ania says:

    Towarzyszysz mi od bardzo dawna. Swoją drogą, gdybyś kiedyś ogłosiła konkurs na to jak się tu do Ciebie trafiło, to moja historia byłaby pewnie najdziwniejsza, choc i tak nie odważyłabym się jej tu opisać. Pamiętam jeszcze twoje wpisy z czasów mieszkania w Bielsku. Wtedy to dziwiłaś się, że nie znasz swoich sąsiadów, a twoja mama po krótkich odwiedzinach u Ciebie znała „pół osiedla”😉 Tego że zjednujesz sobie ludzi wcale nie wyssałaś z mlekiem matki. Raczej podpatrzyłaś to u niej, dokonalaś wyboru, że też tak chcesz żyć i jesteś w tym wytrwała. To piękny dowód na to, że można się tego nauczyć. Ja na przykład próbuję, ale nie zawsze mam w sobie wystarczająco tej wytrwałości i zdarza się, że czasem polegnę. Ale nie biczuję się wtedy, tylko lecę z tym życiem dalej.
    Jeszcze a propos książki, którą polecam całym sercem – Ty jesteś moje imię – historia miłości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego i jego żony Barbary. Piękna, choć smutna opowieść o wręcz nierealnej miłości w wojennych czasach. Jest tam wszystko, co najpiękniejsze – wrażliwość poety, siła kobiety, szacunek, dawne maniery, takt i kultura.
    Pozdrawiam Cię serdecznie. Wracaj do zdrowia.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.