z przymrużeniem oka…

Normalnie patrzę na to wszystko co się dookoła mnie dzieje z przymrużeniem oka.
Inaczej szłoby zwariować. Wiecie, patrzę tak tym jednym zdrowym okiem spod byka.
I trochę się jakby mnie boją. Choć może tylko mi się tak wydaje… Że wciąż sieje postrach.
A to teraz tylko politowanie…
No ale.. nie mogę mieć do nikogo żalu, bo sama to zaczęłam mówiąc do sąsiadów trzy dni po powrocie ze szpitala – „Będę Was wyglądać.” I parsknęłam śmiechem.
A Oni wszyscy szybko podłapali. I powiem Wam, że rekonwalescencja żartem jeśli się te chorobę czy ułomność zaprosi na kabaretową scenę, może być naprawdę najlepszym lekarstwem…

Pojechałam zakupić piękne, dorodne drzewa do wsadzenia na ogrodzie. Wiecie, z wielkim trudem, podnosząc głowę do góry i ślepiąc w te słońce jedną gałką – wybrałam.
Gałęzie szerokie, wysokie, gęste. Tak żeby mi zasłoniły fajnie to, co zasłonić chciałam.
Przyjeżdżają te drzewa. Wychodzę jakże uradowana. A Ogrodnik wyciąga nożyce i mi te gałęzie – ciach! ciach! ciach!
Rany Boskie! – krzyczę! – Co Ty robisz? Przecież ja je ze względu na te gałęzie wybrałam!
Muszę przyciąć gałęzie do rozmiaru korzeni, inaczej ci padnie – odpowiada wymierzając prawie te nożyce we mnie. Żebym bardziej uwierzyła, bo wie, że ja wszystkie prawdy tego świata znam najlepiej.
Przecież ja się popłaczę zaraz – straszę. Choć na płacz naprawdę mi się zbiera.
Co Ci za różnica jakie masz gałęzie, przecież i tak nie widzisz. – komentuje on. Dalej tnąc.
No i pozamiatane. Zostałam bez gałęzi i bez słowa. Ze śmiechem.

Wymieniane maile z moim przyjacielem informatykiem brzmią tak…
„Jula, na moje OKO to jest to” (i tutaj wysyła mi plakat do druku)
„Dzięki Marcinku, widOCZNIE to jest to.”
„OCZYwiście zawsze możesz na mnie liczyć” – odpisuje zaś On.
„SpOCZKO” – Mu potwierdzam.
Kiedy Marcin dowiedział się o moim ubytku ocznym skomentował
– To co? Już nici z naszego ulubionego hasła „I co zrobisz? Wyjmiesz oko? Oka nie wyjmiesz”.
No oka nie wyjmiesz, ale zawsze możesz się jeszcze pośmiać. Bierzesz to co zostaje. Bez zastanowienia.

Sąsiadka pisze wiadomość przed wieczornym sąsiedzkim spotkaniem…
„Kupiłam dzieciom chipsy, choć wiem, że nie lubisz, ale to najwyżej przymkniesz na to OKO.”

Mam wrażenie, że wszyscy bierzemy udział w czelendżu – kto wymyśli najwięcej ocznych gagów…

Nosz! Nawet mój syn. Lat sześć.
Robię Mu pogadankę. Życiową. Bo się wobec siostry brzydko zachował.
I mówię, jak to Matki mawiają…
– Mnie i Tatusia kiedyś Synku zabraknie, to Tosia jest najważniejszą osobą w Twoim życiu. Musisz o Nią dbać, jak Ona pięknie dba o Ciebie. Żebyś nie został w życiu sam jak palec.
Patrzy na mnie poważnie. Myślę w duchu -uff, zrozumiał. A On mówi…
– Sam? Jak palec? – tu wystawia mi swoją małą dłoń blisko przed oczy – Wies Mama, ty faktycnie nie widzis, bo palcy to jest pięć. 

Piszemy ze Szwagierką smsy. Nie możemy podjąć decyzji więc Ona w końcu pisze…
„Dobra, jutro to przedyskutujemy w cztery OCZY.” Po czym dodaje „Acha! To niemożliwe. Sorry.”

Moja miłość do twórczości Krzysztofa Krawczyka była od dziecka ogromna.
Nawet kuzynki się ze mnie śmiały, bo będąc dzieckiem wszędzie pisałam, że Krawczyk jest artystą na europejską skalę światową.
Jako, że całe życie miał jedno oko mniejsze, a i ja mam teraz je znacznie mniejsze, to skleiłam swoje i jego zdjęcie obok. My razem z tymi mniejszymi oczami.
Wysyłałam wszystkim i pisałam, że prawdziwi fani zrobią wiele dla artysty.
Odpisywali mi, że jestem naOCZNYM debilem.

Gadam z Kamilą przez telefon. Relacjonuję Jej co u nas. Jaka pogoda, bo u nas leje, a u Niej 30 stopni w cieniu od stworzenia świata. Idę po domu i tak gadam. Co na obiad. Co posadzone. Taras posprzątany.
Przechodzę koło męża swego, to na Niego poujadałam. Wiecie, zwyczajowo tak poobrażałam jak czasami chłopa do przyjaciółki należy. On wtedy leje z tego pod nosem.
Na co Ona mi – Zobaczysz, On Cię kiedyś za te słowa zostawi i wtedy PRZEJRZYSZ na OCZY!
Wiadomym jest oczywiście i nie muszę Wam pisać, że nie wiem gdzie miałby On oczy gdyby mnie zostawił…

W święta też… Se robimy jaja z moją siostrą z tych naszych chłopów. Taki rodzinny udany zwyczaj.
I ja mówię tej Siostrze mej – Ty szukaj nowego, póki jeszcze możesz. Bo ja, to ani żadnego nie wypatrzę, ani nikt już mnie z tym jednym okiem nie zechce…

Dzwoni mój strapiony kolega Orson, gdy dowiedział się o wypadku…
– I co Jula? Dolałaś oliwy do ognia, co?

Często Ktoś pyta mnie czy się szczepię i czy szczepić będę.
Ja na razie o tym nie rozmyślam, bo mój organizm jest tak wypompowany, że musimy odczekać.
Ale odpowiadam, że na razie będę się temu, co się dzieje ze szczepionymi, przyglądać.
A jako, że tylko jednym okiem, to wiele mogę nie dojrzeć.

Mój mąż jedzie na szkolenie integracyjne… Wiecie? Szkolą się, że doktoraty by szło po powrocie robić.
No to schodzę po schodach i mówię – Rozumiem, że tak z żonami fajnie jedziecie?
– Ach Puszku, co Ty… Po co żony?
– Ty myślisz, że ja teraz na wiele rzeczy OKO przymknę?
– No tak myślałem. Że teraz nie widzisz przeszkód.

Leczenie też nie przebiega poważnie.
Lekarz mój z milionem tytułów przed nazwiskiem mi mówi, że nie ma dla mnie nic przeciwbólowego, bo cierpienie uszlachetnia. Po czym proponuje pas cierpienia na udo rodem z Kodu Leonarda da Vinci. I jak boli oko to dociskać.
Kiedy pytam o ściąganie szwów i przebieg zabiegu, czy pod narkozą czy znieczuleniem, poważnie mi wyjaśnia, że … Pacjentowi wkłada się kołek w usta, a pod dupę wkłada wiadro, bo srają z bólu.
Tego, który wykonuje zabieg zwią na zapleczu rzeźnik.
Uwielbiam Wariata.

W ogóle o moje zdrowie dbają mądre głowy.
Siedzę u mojej Cudownej Pani Lekarki.
Z kaszlem siedzę. Coś tam notuje Ona, a ja mówię…
– Umówiłam się do foniatry.
– Gdzie się umówiłaś? – podnosi głowę znad papierów.
– No do foniatry, żeby mi wykluczył te struny głosowe. Że to nie są żadne guzki, a faktycznie to tiki nerwowe mi dolegają.
– Julka – spogląda teraz na mnie poważnie – ja Ci powiem co Ci dolega. Ty jesteś po prostu z natury popierdolona.
Działa. Kurwa, powiem Wam, że działa.
Co mi zaczyna dolegać, to se tylko w myślach przypomnę – Julka, to tylko stan popierdolenia.
I powiem Wam, jak ręką odjął. Po trzydziestu latach taka diagnoza.
Działa jak żadna inna. Foniatrę odmówiłam.

Mam wrażenie, że ten rodzaj terapii pt. „złapmy dystans” odniesie ogromny skutek.
Bo kiedy się śmieje, to odruchowo przymykają mi się oczy i zapominam, że nie widzę dość dobrze.

Ale prawda jest taka, że nawet kiedy już wyzdrowieję…
Znaczy dojdę do siebie, bo uparłam się, że dojdę.  To nadal pozostanę w świecie wariatów…
Odzyskanie wzroku nic nie zmieni. Skoro jego utrata nic nie zmieniła, to i odzyskanie nic nie wskóra.
Tak się to moje życie jednolitym, głupkowatym torem kolebocze….
No bo taka moja siostra na przykład… Pani Nauczycielka po czterdziestce.
Przysyła mi wiadomość na whats’upie…
(Mama na wycieczce nad morzem była, a Tato imieninowy – taka podpowiedź)

Dzisiaj wstaje
Myśle sobie
Cóż na imieniny zrobię
Jędruś bowiem został sam
gdyż Elutka poszła w tan.
Wpadam ja na pomysł owy,
Że podsmacze tatusiowi.
I rozkładam se stolnicę
Na niej walki, maselnice
Mąki, jaja i dodatki
Najpyszniejsze aromatki
Żeby grzyby i kapusta
Wypełniła tatki usta!
Już pierogi se wałkuje
Z cicha nawet podśpiewuje.
Do roboty tak się rwałam
Że aż wałek ujebałam!

Wyślę na ten dowód zdjęcie
A tateńko w testamencie
Niech przepisze mająteczek
Starczy wtedy na wałeczek!

(I tutaj następuje zdjęcie ułamanego drewnianego wałka.)

I powiem Wam, że jak się życia nie bierze czasami na żarty, to te życie wtedy ciemne choć oko wykol.

Napisz komentarz...
  1. Mop says:

    No uśmiałam się jak dzik , a wierz mi , baaardzo dziś tego potrzebowałam 😘

    Odpowiedz
  2. katarynianka says:

    no kosmos! 🙂 ,,dystans , bo inaczej wszyscy q…a zginiemy”. a ile endorfin podczas śmiechu się wytwarza! i one leczą, także ja osobiście uważam, jako aktorka dyplomowana, co się na tym teoretycznie nie zna, że na wszelkie choroby na receptach powinny być przepisywane dystans i beka śmiechu.

    Odpowiedz
    • Gosia says:

      Ja w wieku 38 lat dowiedziałam się, że mam jedno oko mniejsze a do tej pory myślałam że przymykam je na zdjęciach po prostu . A tiki tez miałam kiedyś w formie chrząkania co chwilę…Co za świat No popatrz! Buziaki!

      Odpowiedz
      • julia says:

        O tak, chrząkanie to były moje jedne z pierwszych tików. Ależ się umęczyłam, bo nie mogłam przez nie zasnąć.
        Potem przerodziły się w inne. Ale da się z tym żyć.
        Słuchaj, Ty nadal żyj w tym przeświadczeniu tego oka przymrużonego do zdjęcia. Co Ci tam?
        A o ile człowiek spokojniejszy, lżejszy bez tego obciążenia niedostatku.. 😉 🙂

        Odpowiedz
        • Gosia says:

          Kochana jesteś! Mój ulubiony „internetowy” człowiek . Chrząkanie mi przeszło jak się wyciszyłam, pomedytowalam, uspokajam glowe i myśli. Pewnie wróci gdy przyjdzie nerwowy czas

          Odpowiedz
  3. Marta says:

    Twoja rodzina jest genialna, a Ty zrobiłaś mi dzień… Buziaki

    Odpowiedz
  4. Ewelina says:

    To słowo na P uznałabym za komplement 😁 Dystans do siebie to podobno cecha wielkich charakterów. Tak trzymaj!

    Odpowiedz
  5. Renata says:

    Hejka, kiedy chorowałam onkologicznie tak samo miałam w domu ,śmiech z mojego przyszłego pogrzebu, z operacji, taki humor , i to nie na siłe, nie ,że potem ryczałam sama w poduszke,tak mielismy , własnie dystans i dzieki temu była fajna atmosfera w domu. Tak sobie myslę, że czytasz , piszesz, czy aby nie nad wyrężasz oka? pozdrawiam.

    Odpowiedz
  6. Marta says:

    Od wczoraj płaczę. Nie wiem dlaczego. Po prostu taki nastrój mnie naszedł i wszystko mi się wydaje nie tak. Rano wstaję, płaczę. Nie przeszło przez noc. Dosyć mam już tego nastroju, myślę : „Julia, ratuj!” I…. uratowała. Dzięki.

    Odpowiedz
  7. Agnieszka says:

    Z przymróżeniem oka ten teks machnęłaś 😉

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.