zacznij od siebie.

cokolwiek nas w życiu prowadzi..
do lepszego czy gorszego..
gdziekolwiek..
to zawsze początek tej drogi zaczyna się w naszej głowie.
i choć bywa, że nie za bardzo mamy na coś wpływ, to obraz tej sytuacji ma największe znaczenie.
a obrazu tego nie stworzy nam nikt inny.
czy to rozwody, rozstania, depresje, załamania nerwowe, kłótnie lub zwyczajnie złe dni..
kładziesz się wieczorem spać i przeklinasz dzień. był koszmarny. do bani. najlepiej przeżyć go jeszcze raz.
móc coś naprawić, inaczej powiedzieć, inaczej się zachować, gdzieś nie wchodzić lub przeciwnie – wejść..
ale dnia, jak żyję, nie słyszałam by cofnąć się dało. że ten przycisk „rew” i otwierasz oczy..
na szczęście zawsze zostaje nam nadchodzący czas.. a z nim możemy zrobić już co tylko chcemy..
zamiast naprawiać, tkwimy myślami i analizujemy gorycz, złość, która w nas powstała.
zadajemy sobie pytania „dlaczego tak się zachowaliśmy, dlaczego to powiedzieliśmy, teraz wszystko się zepsuło”..
i budujemy w sobie całe tomy rozprawek o zepsuciu.. o tym jak zburzyliśmy, zamiast zamknąć to w dwóch zdaniach i przejść do wniosków i rozwiązań.
oprócz tego, że Twój organizm dostaje pozytywne myślenie, czyli najlepszy pokarm, to do tego zaczynasz głęboko oddychać czując wolność.. wolność od narastających myśli, które kradną Ci czas i życie.

piszą teraz w mediach, że depresja w ciągu 6 lat stanie się numerem 2 na liście największych problemów zdrowotnych na świecie.
piszą o tym, że w Danii rozwodzi się 46% par.
i choć nie uważam, że my sami mamy całkowity wpływ na te wydarzenia, tak myślę, że zanim cokolwiek się stanie, początek tej drogi jest w nas.
szukamy w życiu tych co nam na pewno zawinili, spychamy winę na bliskich, partnerów, świat, szefów, żyjących obok…
chodzimy do psychologów, psychiatrów, na wieczorne rozmowy z przyjaciółkami by móc wykrzyczeć jak cały świat jest przeciwko Tobie… mało kiedy słyszę…
„wiesz, było mi naprawdę źle. usiadłam w ciszy, spokoju i zastanowiłam się co robię nie tak, gdzie tkwi we mnie błąd, co mogę zmienić.”
ludzie boją się przyznawać do winy, próbować i zaczynać od siebie.
często lubią osądzić innych, a potem tkwić w tej bańce zranienia i bezsilności..
nie osądzam, jeżeli Ktoś próbował wielokrotnie i się nie udawało.
piszę o tych, którzy nie próbowali, którzy spróbowali tylko raz, może dwa..
jakże często brak nam Kogoś mądrego obok by mógł nam jasną i prawdziwą perspektywę pokazać..

pamiętam jak wróciłam z wakacji. byłam tydzień z córką i dziećmi siostry na Cyprze.
w dzień powrotu wstaliśmy o świcie. pakowanie, samolot, lotniska, powrót z Warszawy, po drodze zawoziłam bliźniaczki siostrze a odbierałam synka od Babci.. no cały dzień intensywny i ciężki.
wróciłam do domu o 21 ej. dzieci w aucie wyspane, auto załadowane po dach. kluczy nie mam, czekam na Szwagra by przywiózł bo….
mój mąż jest na motorze i nie zdążył wrócić z gór..
dostałam szału. oprócz tego, że zadzwoniłam i powiedziałam Mu wszystko co myślę na ten temat tak, że aż chrypki dostałam, to zadzwoniłam do Teściowej i Siostry mej. One oczywiście mnie wsparły, że tak Im przykro, że gdzie On do cholery jest jak ja tam z dziećmi wróciłam… zadzwoniłam więc raz jeszcze do Niego by koniecznie dopowiedzieć co powiedzieć wcześniej nie zdążyłam!!
I choćby nie wiem co, uważałam, że winę ponosi On!!!!! 
na końcu postanowiłam jeszcze poinformować o tym zajściu moją Mamę..
która po wysłuchaniu mówi..
„zupełnie Cię nie rozumiem, wróciłaś z wakacji a nie ze szpitala. powinnaś być wypoczęta i uśmiechnięta. On w tym czasie jak leżałaś na plaży pracował dzień w dzień, więc dziś pojechał na motor i przez korki nie zdążył wrócić. o co Ci chodzi? „
oczywiście w tamten czas w trybie natychmiastowym rzuciłam słuchawką!!!!
ale czas pozwolił mi przyjrzeć się bliżej tym słowom..  i tak żeby nikt nie wiedział – przyznać rację.

tu akurat podaję przykład lekki i dość błahy, jednak dobrze opisujący myśl jaka mi po głowie chodzi..
często poprzez takie sytuacje w życiu zaczyna się cisza, kolejne niesnaski, niedomówienia..
każdy widzi winę drugiego… ale nawet nie próbuje zacząć od siebie..
nie jest grzechem błądzić, źle osądzać… grzechem jest nie szukać winy w sobie.
często przytulam się do męża wieczorem i mówię „źle mi ze sobą, taka jestem ostatnio nerwowa, tak Cię przepraszam, muszę coś zmienić, coś popracować nad sobą.” 

i oprócz tego, że jest mi na duszy lżej, bo przyznałam się do swojej słabości, to do tego dostaję zawsze od Niego wsparcie… „nie jest tak źle, i tak niezmiennie Cię kochamy”.
kolejny dzień jest zawsze wtedy lepszy..
nie mówię o skrajnościach.. nie raz trzeba tupnąć nogą i powiedzieć „o nie!!!”.
jednak zanim się tą nogą tupnie dobrze się sobie przyjrzeć..
czy to w związku partnerskim czy w relacjach rodzicielskich..

pamiętaj mówić „przepraszam” swojemu dziecku. rodzicom często się wydaje, że mają prawo podnieść głos, wyrazić swoją opinię a potem nawet błądząc nie przepraszać, nie wracać..
dziecko jest nikim innym jak Twoim odbiciem lustrzanym.
zacznij więc od siebie. 
kiedy zbłądzę w wychowywaniu podchodzę do córki, łapię Ją za ręce i mówię „bardzo Cię przepraszam. jest mi wstyd za moje zachowanie. postaram, się już nigdy tak nie powiedzieć. „
bo wychowanie dziecka to największa sztuka i trudność jaką w życiu dostajemy. każdy z nas więc błądzi każdego dnia. to normalne.

kiedy czujesz zbliżającą się chandrę, gorszy czas, zacznij od siebie..
nie szukaj winy w pędzącym świecie, odnajdź swój własny spokój, rytm.
zrób listę.. co poprawia Ci humor, co lubisz robić..i przede wszystkim – rób coś!!
znam kilkoro ludzi, którzy są od pewnego czasu niezwykle nieszczęśliwi… wszystkich Ich łączy to samo..
zaczęli być nieszczęśliwi jakiś czas po tym, gdy zabrakło im obowiązków, zajęć i zasiedzieli się w domu pod kocem. 
kiedy czas jest na tyle rozciągnięty, że z nudów szukają problemów, analizują, a potem już poprzez zależenie i zastanie wszystko sprawia niewyobrażalny problem..
takie zjawisko doskonale widać na starszych ludziach.. na tych którzy pracują i pewnego dnia idą na emeryturę..
prawie wszyscy twierdzą, że wtedy zaczęli umierać.
człowiek do szczęścia potrzebuje pracy i nikt mi nie wmówi, że to nieprawda. obojętnie jakiej. czy to w biurze, czy przy dziecku, czy przy garach, czy w ogródku, czy przy pisaniu, czy pilnowaniu wnuków… pracy. ruchu i zajęć.
leży i siedzi człowiek chory. no i ten zmęczony robotą też może.. 🙂
Ktoś bardzo bliski poszedł na emeryturę.. bał się tego dnia. i miał rację. zaczął opowiadać nam po roku o tym jak się zmienia, jak dziwaczeje, jak wszystko Go przerasta i denerwuje..
aż pewnego dnia, z głupoty zaproponowali Mu pracę.. teraz wstaje i pędzi rowerem o 5ej rano (nawet dziś, w -15 stopni mrozu) do roboty. 10 kilometrów. 68 lat. jest nowo narodzonym człowiekiem.

kiedy coś w życiu idzie nie tak.. związek, rodzicielstwo, praca, przyjaźń… zacznij od siebie… to na 99% jest kluczem do sukcesu.

Napisz komentarz...
  1. jagna says:

    To bardzo mądre słowa – „zacznij od siebie”. Ja ciągle uczę się zatrzymywać nad sobą właśnie przede wszystkim. Gdy czuję, że za chwilę mnie nerwy poniosą, zatrzymuję się i myślę, czy faktycznie mam powody, by tą nogą tupnąć, by podnieść głos. I przepraszam, najbliższych, ale i siebie, gdy to konieczne. I jest mi lżej. Zdecydowanie.
    Życie jednak nie jest takie proste zawsze. Nie zawsze da się zacząć od siebie, bo to nie w nas tkwi prawdziwy powód naszych nieszczęść. Nie raz to ta druga osoba ponosi odpowiedzialność za nasze spojrzenie na świat i samych siebie. Mam na myśli relacje rodzic-dziecko, nie tylko wtedy, gdy dziecko malutkie. Bo dziecko, gdy już dorośnie próbuje podjąć dialog z rodzicem, zrozumieć to, czego wcześniej nie rozumiało, czeka na choćby jedno słowo, ale to słowo nigdy nie pada. Bo to rodzic nie potrafi zacząć od siebie, nie potrafi przeprosić, a drzazga w dziecku tkwi i co jakiś czas daje znać o sobie… Jedyny plus takiej sytuacji to ten, że kiedy dorosłe już dziecko stało się rodzicem, wie jakich błędów nie popełniać i kiedy trzeba – zaczyna od siebie.
    Dziękuję za kolejny wartościowy tekst. Pozdrawiam serdecznie – jagna

    Odpowiedz
    • Greg says:

      Nie zgodzę się z końcówką. Dorosłe dzieci, mimo że wiedzą, jakie błędy popełnili ich rodzice, powtarzają je z doskonałą wręcz skutecznością. Bo wtłaczanych przez dajmy na to 20 lat zachowań nie da się ot, tak wyłączyć.

      Odpowiedz
      • jagna says:

        Owszem, takie obroty spraw także się zdarzają, ale nie powiedziałabym, że jest to regułą. Wierzę, że jest mnóstwo takich ludzi, którzy mimo, że ich rodzice może nie do końca wykazali się w swej roki, potrafią, chcą i są ich pozytywnymi przeciwieństwami,
        A ja w swej wypowiedzi miała na myśli jedno konkretne dorosłe już dziecko…

        Odpowiedz
        • Paula says:

          Zgadzam się z Tobą Jagna, nie tylko wierzę, ale i widzę na codzień przykłady dorosłych dzieci, które dzięki swojej niesamowitej dojrzałości i świadomości samego siebie są zupełnie innymi ludźmi niż ich rodzice. Wkładają wiele wysiłku by nie popełnić błędów swoich rodziców, przez które same cierpieli. Są to ludzie o wspaniałych, silnych charakterach, chociaż czasami sami nie mogą w to uwierzyć.

          Odpowiedz
  2. patita says:

    Ty jak zawsze z sercem coś napiszesz. Zawsze coś mądrego, a to przecież takie proste, życiowe. Takie naturalne i nikogo nie powinno dziwić. Tylko czasem zapominamy o tych prostych sprawach. pozdrawiam

    Odpowiedz
  3. mjakmama says:

    Pewne na 100%, że z nudów wymyślamy sobie problemy i kłopoty tam gdzie ich nie ma 🙂 Dlatego mnie często nosi jak mam wszystko zrobione i mam czasu za dużo (ktoś mógłby powiedzieć, że przy 3 dzieci niemożliwe).

    Odpowiedz
  4. Iwona says:

    Zgadza się. .mądre słowa! Ja umiem przyznawać się do błędu. . I staram się uczyć tego mojego syna.. mam jednak inne wady! I każdy musi dążyć do tego by się ich wyzbyć. .

    Odpowiedz
  5. Natalia says:

    Mądre słowa a jak często o nich zapominamy.

    Odpowiedz
  6. Joanna says:

    Julka twój dzisiejszy post bardzo mnie poruszył. Złożyłam papiery o rozwód, byłam taka pewna, że to słuszna droga. Tymczasem dziś już nie mam tej pewności. Mój mąż walczy o to małżeństwo, podczas gdy nie sądziłam, że będzie do tego zdolny. Dumam co mogłam poprawić, żeby do tego nie doszło. Może to nie tylko jego wina, może moja też. Stoję znowu na rozdrożu, jak parę miesięcy temu….. tylko teraz dumam czy jeszcze dać szansę. Boję się, że znowu się rozczaruję…. że pożałuję swojej decyzji…. Może za bardzo analizuję zamiast zaryzykować….
    Twoje posty są jak drogowskazy 🙂

    Odpowiedz
    • julia says:

      Joasiu, jeszcze jedna szansa nic tak naprawdę Ci nie zabierze, a tylko może dać.
      Na odejście zawsze jest czas, ale na powrót już niekoniecznie..
      Jeżeli walczy to znaczy, że Mu zależy i że kocha. tylko nie wracajcie do tego samego co było.
      daj temu szansę ale na nowych zasadach. i nie tylko w mowie.
      weźcie taką wielką kartkę (choć może wydawać się śmieszne) i zapiszcie nowe zasady.
      Kto za co jest odpowiedzialny. Co Kto obiecuje. powieście w kuchni na ścianie, ale wiesz, nie z serii
      „dajemy sobie szansę, uśmiechamy się i takie pierdoły..”
      konkrety.
      czyli to przez co chcecie się rozwieść.
      Asiu, czy macie małe dzieci? jeżeli tak, powiem Ci jedno, nie ma na świecie małżeństwa z małymi dziećmi które są nawet zbliżone do ideału.
      Czas małżeństwa gdy są małe dzieci jest niewyobrażalnie trudny.
      Trzeba się zawziąć w sobie. dobrze wykorzytać ten czas. starać się, wstawać, godzić, wybaczać..iść dla dzieci nawet czasami..
      a potem życie to wynagradza.. jest tak wiele par obok mnie ktore pamiętam z czasów gdy mieli małe dzieci.. koszmar.
      wieczne pretensje, problemy, kłótnie, wyprowadzki…
      a teraz patrzę na nich i nie wierzę…
      i wina zawsze leży po środku. zawsze.

      Odpowiedz
      • Agata says:

        Niesamowite, odkrylam Twojego bloga dopiero w tym roku i to w dodatku w dosc krytycznym momencie mojego zycia. Podobnie jak Joanna, zdecydowalam sie na separacje i w tym miesiacu mielismy sie zajac kwestiami formalnymi, przy czym maz wciaz jest przy mnie i nawet w weekend wspolnie kupilismy meble do pokoiku dzieciecego w moim mieszkaniu, ktore on osobiscie zamontowal…i tu nagle Twoj post zupelnie zagmatwal mi w glowie…
        Z pewnoscia bede Twoja stala czytelniczka. Masz niesamowity dar i potwierdzaja to wszystkie ponizsze komentarze! Bardzo sie ciesze, ze ten Nowy Rok rozpoczelam z Toba

        Odpowiedz
        • julia says:

          o! i teraz mogę iść spokojnie spać! bo myślałam, że dziś już oszaleję z nadmiaru obowiązków, nerwów i innych takich 🙂
          a tutaj taki komentarz chwilę przed zamknięciem laptopa!! toż to znaczy, że dobry los nade mną czuwa 🙂
          dziękuję Agatko 🙂
          ja myślę jeszcze jedno… nigdy nic na szybko. czas jest najlepszym doradcą. patrz z boku na męża, obserwuj, pilnie się przyglądaj.
          zachwouj się tak żeby lubić siebie bardzo i zobacz co czas przyniesie..

          Odpowiedz
  7. Jo! A. says:

    Jak mądrze napisane… Pamiętam ten czas, kiedy taka byłam – roszczeniowa, zła na wszystkich i wszystko, nakręcałam się z byle powodu… Teraz też czasami potrafię, ale zatrzymuję się w pewnym momencie i myślę : „Po co tak? Co mi to da?!”. Człowiek dochodzi do takiego momentu w życiu, że wydaje mu się, że zły los ktoś na nas zesłał, że wszyscy są odpowiedzialni za moje niepowodzenia, wybory, samopoczucie. Nakręcamy się i nie potrafimy spojrzeć trzeźwo na rzeczywistość, na swoje zachowanie, stosunek do innych osób. Zazdrościmy, analizujemy, kopiemy w czyimś życiu twierdząc, że Ktoś ma lepiej od nas. Niczego nie doceniamy… Nie widzimy niczego pod swoim nosem…
    Oduczyłam się takich zachowań, a życie stało się inne, inaczej podchodzę do swojego życia, swojej przeszłości, nadchodzącej przyszłości. Przede wszystkim jestem wdzięczna.

    Pozdrawiam ciepło (choć u nas -15) 😉

    buziaki Julka! :*

    Odpowiedz
  8. Aneta says:

    Jeju Julia,ten temat jest tak bardzo na czasie teraz dla mnie… Jestem właśnie na etapie rozmyślań,czy aby to co się dzieje wokół mnie to nie moja wina…Od lat staram się dostrzegać piękno w drobnostkach,doceniać wyjątkowe chwile, odpuszczać, nie komentować, nie roztrząsać, nie marudzić. I do jakiegoś czasu naprawdę mi się udawało, ale teraz… jestem po prostu zmęczona tym ciągłym staraniem, bo nie czuję wsparcia od bliskich. I mam poczucie,że to wszystko bez sensu… ja się staram a inni nie. Tylko w tym momencie zamyka się chyba trochę koło-znów obwiniam innych i dlatego jestem na etapie, o którym napisałam na początku. To trudne, może znajdę jeszcze siłę,żeby zawalczyć, tylko tak bardzo bym chciała,żeby ktoś to docenił, zauważył. Ja wiem, to powinno się dla siebie robić, ale czy to źle,że chcę,żeby dla mnie też ktoś kiedyś zrobił coś takiego jak ja dla innych? Chciałam Ci jeszcze napisać,że masz wspaniałą, mądrą Mamę! To wielki skarb i szczęście, dostałaś piękne podwaliny!

    Odpowiedz
  9. Ania says:

    Ten wpis dzisiaj to dla mnie!Chociaż zawsze staram się pamiętać, żeby zacząć zmiany od siebie to ostatnio tak jakby zapomniałam…

    Odpowiedz
  10. Niby wszyscy o tym wiemy, ale tak niezwykle trudno z tymi naszymi słabościami, załamaniami, temperamentem, co to czasem wybucha niekontrolowany 😉 walczyć. Doskonale to ujęłaś Julka. Chciałabym nauczyć się być taka oazą spokoju, która potrafi szybciutko okiełznać chwilowe zawirowania, zarówno w samej sobie, jak i u najbliższych. Będę się starała z całych sił 😉 Dziękuję za ten post. Czekałam. I najlepszego na ten rok, co to przyszedł niewiadomo kiedy 😉 Ściskam mocno.

    Odpowiedz
  11. basia m says:

    Tak właśnie czasem jest, że aby usłyszeć najpiękniejszy dzwięk, najpierw trzeba w ciszy wokół usłyszeć krzyk, aby zobaczyć najpiękniejszy krajobraz trzaba najpierw w ruinie dostrzec kiełkujący liść, aby powiedzieć drugiemu najcudowniejsze ze słów, trzeba najpierw je dać mu poczuć, aby dać z siebie wszystko co najcenniejsze mamy, trzeba to wszystko odkryć w swojej duszy… nic w życiu nie damy drugiemu innego niż to co sami w sobie stworzymy najlepszego…

    Odpowiedz
  12. Aneta says:

    Julia, mysle ze najwiekszy problem jest w tym zeby ludzie siebie czuli. Niestety czesto takie trudne dla otoczenia zachowania sa dla nich samych niezauwazalne. Nie widza ze draznia ich krzywo postawione buty. Widza tylko wine w tym ze KTOS krzywo buty postawil. Ludzie czesto nawet nie zauwazaja swoich zachowan bo siebie po prostu nie czuja i nie czuja emocji jakie nimi targaja. Z jakis powodow zablokowali sie lata temu i funkcjonuja jak maszyny, schematycznie. Ile razy zdazalo nam sie w zyciu mowic do kogos: nie krzycz, nie denerwuj sie, a ten ktos odpowiadal: ALE JA NIE KRZYCZE!!!

    Odpowiedz
  13. Ania says:

    Poruszyły mnie słowa o tym, że praca jest potrzebna każdemu do szczęścia – chcę podpisać się pod tym rękami i nogami. Nie ma wyjątków. Bliska mi osoba przestała pracować, wyprowadziła się z mężem na wieś – piękny domek pod lasem. Mąż nadal pracuje, całymi dniami go nie ma, dzieci się usamodzielniły. A Ona została sama, bez pracy, bez pasji, bez życia. Cierpi na depresję, całymi dniami leży w łóżku, zaczęły się inne choroby, łącznie z nadużywaniem alkoholu ( czego nikt nie chce otwarcie powiedzieć). Za każdym razem po wyjściu z Jej domu całą drogę w samochodzie spędzam płacząc. Z bezsilności. Nie chce sobie pomóc, nie przyjmuje wyciągniętej ręki. Ma kochane dzieci, zdrowe i urocze wnuczki, pieniędzy też nie brakuje, więc o co chodzi? O to, że parę lat temu przestała pracować ( w młodym wieku, po 40), przestała wychodzić do ludzi, przestała żyć. Wiem, że wpis dotyczył czegoś innego, ten wątek był poboczny, ale on szczególnie mnie dotknął bo tak bardzo doświadczyłam i doświadczam w rodzinie tego problemu. Dziękuję za Twojego bloga, dziękuję za Twoje wpisy. Mam wrażenie, że czasami dzięki nim jestem odrobinę lepszym człowiekiem. Czasami i tylko odrobinę, ale ciągle się staram 🙂 Pozdrawiam Cię Julio najcieplej jak mogę i życzę zdrowia w Nowym Roku. Z resztą sobie poradzisz. Buziaki.

    Odpowiedz
  14. R.... says:

    No i leże na łopatkach. Kolejny tekst, który zwalił mnie z nóg. Mam tylko taki mały żal do autorki, że nie opublikowała go kilka miesięcy wcześniej bo być moje życie inaczej by teraz wyglądało. Każdy z nas popełnia błędy bo tylko ludźmi jesteśmy i faktycznie chyba właśnie z powodu zbyt małej liczby codziennych obowiązków, mamy za dużo czasu na ich analizowanie, wyolbrzymianie, aż w końcu zabijają w nas to co z mozołem budowaliśmy często latami. Następnie jak w amoku podejmujemy decyzje, których często żałujemy gdy jest już za późno. Tylko dlaczego zwykle pojawia się w tym miejscu ta cholerna ludzka duma i upartość, która jest silniejsza od zwykłego spokoju i rozsądku. Dziękuję Ci Julia za ten rodzaj apelu i podpisuje się pod nim wszystkim czym się da. Nie bójmy się czasem zatrzymać, spojrzeć na siebie, a nie oceniać. Nie bójmy się uderzyć w to uparte serducho, powiedzieć przepraszam i dać drugą szanse, bo każdy na nią zasługuje.
    Zamiast nakręcać się i tworzyć sobie wirtualne wytłumaczenia swoich pochopnych decyji, które was rozgrzeszą i pozwolą zapomnieć, zatrzymajcie się po prostu na chwile. Zniszczyć coś, nad czym tyle wspólnie pracowaliśmy to moment, a zbudowanie ponownie czegoś równie magicznego może być trudne, może nawet nie możliwe, a życie mamy jedno. To tyle chciał wam przekazać ten, który walczył długimi miesiącami by ratować związek naprawdę magiczny i raczej niepowtarzalny, ale niestety nie było mi dane dostać drugiej szansy chyba właśnie przez tą cholerną kobiecą dumę. Wiedzcie o tym Panie, że taka męska walka to cholernie poniżające dla nas facetów, a mimo to robimy to bo was szczerze kochamy. Doceńcie to póki nie będzie za późno

    Odpowiedz
  15. Milla says:

    Wiesz, jakieś kilka dni temu obudziłam się jak co rano…. I w tym jeszcze pół-śnie próbowałam sobie przypomnieć ile mam lat. I wiesz, jak do mnie dotarło ile… to zrobiło mi się przykro 🙁 Bo tych lat jest dużo, może nie jakoś strasznie, ale wraz z liczbą dotarła do mnie świadomość że one minęły. Czasem dobrze, ale nie zawsze… i dużo z tych dni, na które złożyły się lata, było niezbyt dobrych z mojej winy… z mojej niechęci do spojrzenia na świat inaczej.

    Ale mimo wszystko depresja, o której wspominasz… to jest choroba. I nie mają tu nic do rzeczy nasze chęci. Pamiętam dobrze dzień, kiedy zauważyłam pierwsze objawy. Byłam młoda, studiowałam na wymarzonym kierunku, zaczęłam świetną prace, trenowałam ulubiony sport. I nagle, z dnia na dzień, nie mogłam wstać z łóżka. Nie mogłam zebrać się by wykonać telefon. I choć od tego dnia minęło już trochę lat, to nadal zdarzają się dni że podniesienie papierka z podłogi jest niewykonalne, przerasta, nie ma jak tego czynu dokonać. I na nic tu pozytywne myślenie, mądre gadanie i wszystko inne. Człowiek jak ma złamaną rękę to nią ciężarów nie uniesie. Depresja łamie duszę. I można bardzo, bardzo chcieć… a czasami nie móc żyć inaczej.

    Odpowiedz
  16. Melania says:

    „Pippi spojrzała z namysłem na Tommy’ego.
    – Czasem mówisz tak, mądrze, że zaczynam się bać, czy nie wyrośniesz na wielkiego człowieka”
    (wiadomo skąd cytat 🙂 )
    I tu mam ochotę napisać to samo… przecież to jest tak mądre, tak trafne, takie… chmm… normalne – że no po prostu – bardziej się nie da.
    Ja też się ostatnio, na mego najukochańszego Braciszka zdenerwowałam, parę słów za dużo powiedziałam, a On jeszcze mi kupił puzzle! Puzzle z Anną i Elsą… Jak mogłam! Czarna rozpacz! Na szczęście szybciej zapomniał niż ja o zaistniałej sytuacji.
    Dobrego tygodnia!
    Mela 🙂

    Odpowiedz
    • Agnieszka says:

      Mela, ja do Ciebie 🙂
      Jesteś wspaniałą dziewczynką, a właściwie … osobą. I to, co powiedziała Pippi do Tommy’ego, można powiedzieć do Ciebie. Poznałam Ciebie i Twojego bloga z komentarzy u Julii. Zadziwia mnie Twoja wrażliwość i zrozumienie czasami trudnych tematów w tak młodym wieku. A może nie doceniam moich dzieci? Może nie rozmawiam z nimi na trudne tematy, albo zbyt mało?
      Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz
      • Melania says:

        Dziękuję szczerze i prawdziwie! Umiliła mi Pani zupę ogórkową 🙂 ! Ogromnie przyjemnie jest mi to czytać.
        A Pani dzieci na pewno są wrażliwe. Na pewno. Ktoś kto pisze mi takie miłe rzeczy, musi mieć empatyczne dzieci!

        Odpowiedz
  17. Marlena1 says:

    Od siebie najtrudniej!!!!! Do błędu trzeba się wtedy przyznać albo i do porażki, w lustro spojrzeć i powiedzieć, nie to nie cały świat taki, to ja taka.
    I przepłakać i rozpaść i znowu pozbierać, od nowa, od nowa.
    A głowa zapracowana, zajęta, faktycznie na rozkiminianie czasu nie ma .

    Odpowiedz
  18. jeny, czasem taki moment dluzszy sie trafi, ze wszystko wkolo wnerwia, dzieciaki, maz, odbicie w lustrze, pogoda za oknem. albo jak wypelnia czlowieka po uszy krytyczne podejscie do swiata. ten taki i owaki, pretensje, zale… jak ja siebie wtedy takiej nie lubie. takiej chodzacej i szukajacej guza 🙂
    wiele razy siadalam na kanapie obok meza po takim dniu naladowanym negatywnymi emocjami i z zalem opowiadalam, ze samej mnie ze soba zle i nie wiem, co mi jest. cos mnie nosi, ale sama nie wiem, co.
    ale to dla mnie wtedy sygnal – musisz zrobic cos dla siebie. oderwac sie od tego domowego kurnika i chwile byc soba, nie mama, zona, corka, gospodynia. pomaga.
    zdarza mi sie zloscic na corke, ale wtedy jest mi z tym tak strasznie zle, ze tysiac razy ja potem przepraszam i pytam, czy mi wybaczy. patrzy na mnie jak na wariatke, kiedy zapewniam, ze mi przykro, ale nie wyobrazam sobie, ze moglabym tak to zostawic.
    zacznij od siebie – dobre przeslanie na nowy rok.

    Odpowiedz
  19. Wszystko to prawda … Ale w tej pracy nad sobą musimy tez dać sobie chwile do słabości … złapałam się ostatnio na tym, ze spinam sie 24 godziny na dobę… Zeby byc uśmiechniętą, dobrą, zadowoloną, zeby nie czepiać sie i awantur o nic nie robić, bo szkoda sensu, bo to nic nie pomoże… A czasami mam ochotę wydrzec się za ten brudny kubek w zlewie a nawet rzucić nim o podłogę !!! I w 99% tłumacze sobie, zeby nie robić problemów z niczego itp… Ale potrzebny mi czasami ten 1%, zeby spuścić powietrze 😉

    Odpowiedz
  20. Chalkwhite says:

    kojące słowa. dziś zaczęłam od siebie… po raz tysięczny, bo często zapominam, że tak trzeba… ale za każdym razem warto.
    chodzę na terapię, od dwóch lat. dla mnie to nie był żaden luksus, a dosłownie ratowanie życia. ale żeby cokolwiek uratować, trzeba samemu chcieć. nie słyszałam jeszcze o takim terapeucie, który by kogoś sam wyleczył. dla mnie czas terapii to właśnie takie wyciszenie, zastanowienie, zrozumienie sytuacji… przez wiele miesięcy się przed tym broniłam. na każdej sesji chciałam coś powiedzieć, ale ciężko mówić jak w głowie pusto. dopiero po dłuższym czasie zrozumiałam, że to trzeba tak uczciwie usiąść i spojrzeć na swoje zachowanie z dystansu. nie biczując się ani zwalając na innych! z myślą o naprawianiu, nie na pławieniu się. dziś moja terapeutka jest dla mnie symbolem tej jasnej i przejrzystej perspektywy… symbolem, bo sama już umiem dla siebie być kimś takim. choć muszę sobie o tym przypominać!
    mimo wszystko cudza perspektywa jest jednak nieoceniona…
    Julio! kochana! bo… ja zapomniałam o tej pracy 😉 nigdy nie wierzyłam w uzdrawiającą moc uprawiania sportu, bo jestem żywym zaprzeczeniem niezawodności takiej metody, ale praca! nigdy nie jestem taka szczęśliwa jak po całym dniu roboty…

    Odpowiedz
  21. Ola says:

    Julka zaczynam pisać i kasuje bo nie umiem tego ująć co czuje.
    Napiszę tylko dziękuję i pisz pisz pisz. Garściami chłonac twoje słowa trzeba.

    Odpowiedz
  22. Karolcia says:

    Dzięki Julka :* postaram się :*

    Odpowiedz
  23. Nefertari says:

    Wszystko to prawda, trzeba jednak uważać, żeby nie zrobić z siebie ofiary, tj. żeby całej winy nie przypisywać tylko sobie, kierować agresji do wewnątrz… Wielokrotnie przekonałam się, że gdybym postawiła się w cudzej sytuacji, inaczej bym ją zrozumiała, inaczej bym do niej – i człowieka – podeszła – wiele razy zresztą dopiero wyjaśnienie cudzego stanowiska złagodziło spór, tak się godziliśmy z mężem często, że on wyjaśniał swoje, ja swoje i dochodziliśmy do tego, co wydarzyło się rzeczywiście, a nie kto jest winny bardziej czy mniej. Są jednak sytuacje, kiedy – ja coraz bardziej świadoma siebie i własnych słabości, przewinień – odnajduję w sobie winę, empatię, jestem w stanie się wczuć, a druga strona… nie. I mogłabym tłumaczyć, i puszczać mimo uszu, i udawać, że nic się nie dzieje, ale odgrywanie kozła ofiarnego za każdym razem, bycie „tą złą” za każdym razem w pewnym momencie zaczyna drażnić, męczyć, zastanawiam się wtedy, po co mi to, skoro przynosi tylko ból i nerwy… Jasne, trzeba zacząć od siebie – to najważniejsze. Ale co potem? Kiedy druga strona nie wykazuje inicjatywy, chęci?

    Odpowiedz
  24. agnieszka says:

    ja też dołączam się do podziękowań. własnie tego potrzebowałam w aktualnych okolicznościach.
    cudny tekst, taki do powieszenia na ścianę.

    Odpowiedz
  25. Monika says:

    Oj tak jest to trudne ale ja już nauczyłam się przepraszać . I robię to zarówno do dzieci jak i do męża ____samo to daje tyle zadowolenia że zapomina się o błędach a jeszcze jak słyszysz ” mamo wybaczam ci nie gniewam się ;)) od mojej 5letniej córy to serce rośnie. Mądra z Ciebie kobieta twój mąż ma skarb______ podziwiam Cię (szacunek).

    Odpowiedz
  26. Dagmara says:

    A Wodecki śpiewa „Zacznij od Bacha…” 😉
    Masz, jak zwykle, Moja Droga, absolutną rację!
    Dawno temu byłam w jakimś takim dołku emocjonalnym, dziś już nawet nie pamiętam z jakiego powodu, że zapisałam się na wizytę u psychologa. Zwykłego psychologa w przychodni studenckiej. I nie poszłam. Bo jakoś mi tak dziwnie było, że jak to, ja nie dam sobie rady sama??? że muszę u obcej osoby szukać pomocy??? I podniosłam się z dołka o własnych siłach. A co do szukania winnych to ja niestety mam taką tendencję – i bynajmniej nie jest to dobra tendencja – że zazwyczaj obwiniam siebie. Jak coś spieprzę, to jestem w pierwszej kolejności zła na siebie. Czasem też to muszę sobie w głowie przepracować, bo przecież nie zawsze jest tak, że to ja jestem czemuś winna czy za coś odpowiedzialna.
    Twoja Mama jest WIELKA! Jakiej trzeba życiowej mądrości, żeby podejść do kwestii tego, co uczynił Mąż Twój, gdy wróciłaś z Cypru… Ja pewnie też ciskałabym gromy, choć na ogół jestem zrównoważoną osobą i staram się trzymać nerwy na wodzy.
    Uściski, Juleczko, w Nowym Roku. Niech Wam się darzy i marzy, i spełnia…

    Odpowiedz
  27. Różyczka says:

    Jak zawsze dajesz do myslenia…

    Odpowiedz
  28. Ania* says:

    Julia super tekst, akurat na Nowy Rok :). Ja też przez wiele lat miałam pretensje do wszystkich tylko nie do siebie, ale małymi krokami staram się to zmienić. I tak się zastanawiam która z Twoich Mam jest fajniejsza;). Moja teściowa od razu by mnie zrugała jakbym zadzwoniła z pretensjami do jej synka a Twoją mamę podziwiam za jej mądrość. (chociaż czasami musi być z nią „ciężko” bo wiesz, że ma rację :))))).
    Pozdrawiam wszystkie Panie :).
    Lece przeprosić męża:).

    Odpowiedz
  29. justyna says:

    Piękne słowa. Jak ja lubię te Twoje teksty czytać. Dobrze ze jesteś.

    Odpowiedz
  30. Pani KoModa says:

    Tak ja dobrze już o tym wiem. Wszyscy mówią: będzie dobrze jak on/ona się zmieni. Ale nikt nie chce pomyśleć o sobie. Że najpierw trzeba popatrzeć na siebie. Zaakceptować rzeczy kt nie da się zmienić. A nie usiłować zmienić je na siłę. Bo to nie ma sensu. Szkoda czasu na to.

    Odpowiedz
  31. katarynianka says:

    ło matko… wracam ja z wojaży górskich, pełna noworocznych planów, ulepszeń i czytam właśnie to…. no w punkt! Julka! ( nie wiem czy tak mogę się zwrócić, zaryzykuję ;)) jesteś wspaniała! proporcja serducha do głowy idealna 😉 miej równie wspaniały rok!

    Odpowiedz
  32. Ania says:

    Podpisuję się pod tym rękoma i nogami. Od czasu kiedy mam dzieci zrobiłam się bardziej nerwowa i często reaguję nadmiernie. Jak już się ogarnę, to idę przeprosić – nie ważne czy ten ktoś ma 30, 5 czy 2 lata. Zaczęłam pracować nad sobą i nie jest to tak, że pstryk i wszystko od razu będzie ok, ale jest lepiej. Napisałam też cykl „pozytywne piątki” na blogu dla tych, którzy nie mają czasu na własną rękę prowadzić poszukiwań, czytać książek itd. Zerknij jak poczujesz, że trzeba Ci wsparcia kobieto 🙂 Ja swoje wsparcie znajduję u Ciebie i u Asi z Green Canoe, czas się odwdzięczyć:
    http://dziecioblog.blogspot.com/search/label/pozytywne%20pi%C4%85tki

    Odpowiedz
  33. K.G. says:

    Masz mądrą Mamę. Pomyśl jak byś się napuszyła, gdyby te słowa powiedziała teściowa 🙂
    Piszesz tak wyważone i mądre teksty, że ciężko mi uwierzyć, iż na co dzień jesteś nerwusem i w gorącej wodzie kąpana (tak sugerujesz czytelnikom). Wspaniały tekst, prosto, jasno napisany, w dodatku z przykładem. Wspomniałabym jeszcze o pomocy psychologa bo depresja to już chyba zbyt poważna sprawa na rozpoczynanie zmian od siebie. Przygnębienie, apatia, rozżalenie, kłótnie – tak. Czasami pomaga kartka papieru i przelanie wszystkich swoich żali na nią, wypisanie pretensji, odczuć na papierze, ale tak szczerze, bez owijania w bawełnę. Przy którymś czytaniu, gwarantuję, że zorientujemy się jak głupie i dziecinne są nasze roszczenia. Stąd już tylko krok do planu naprawy, małymi kroczkami.

    Odpowiedz
  34. Święta prawda.

    U mnie też był taki nieciekawy czas.

    Że to On taki nie dobry, bo nie zrobił, albo zrobił za wolno, albo zrobił źle, no albo się nie domyślił, albo gorzej – powiedział ZŁYM TONEM 🙂 itd,
    jednak prawda jest taka – że wypada zacząć od siebie bo nikt nie jest ideałem…………….
    I wtedy okazuje się że życie i sprawy naprawdę stają się łatwiejsze – i że On też nagle się stara i dba.

    U nas najgorszy był okres po pojawieniu sie drugiego dziecka – po około 2 latach – było ciężko , zmęczenie, nerwy, nie dospanie, brak czasu dla siebie- ale daliśmy sobie radę.
    Czasem trzeba też przeczekać i ” dojść” do siebie.

    a że dzieci sa naszym odbiciem – to tez prawda, dlatego ja na swoje dzieci nie nie narzekam 🙂 – bo naprawdę są SUPER, ALE KOSZTUJE to dużo, dużo pracy.

    gorące pozdrowienia Jula -wspaniale Cię czytać.
    A.

    Odpowiedz
  35. Asia says:

    Bardzo trudno jest mi się przyznać do błędu, często niepotrzebnie obwiniam o pewne sprawy męża, wiem wiem trzeba się zmienić. Czasami piszę smsa, czasami piszę posta i jakoś wylewam co mi na sercu leży/. A co do złego dnia, jednak mega siłę do życia i ochotę do wielu spraw dają dzieci, gdy ich nie było wiele spraw bardziej przytłaczało, a teraz jakoś te problemy zmalały, nie są istotne.

    Odpowiedz

Zostaw komentarz.