• słowo gościnne.

    17.04 pięć lat temu, po walce z rakiem zmarł Gabriel Garcia Marquez…

    Pisarz przed śmiercią wycofał się z życia publicznego. 
    Do swoich przyjaciół rozesłał wówczas piękny pożegnalny list.
    Warto go przypominać.
    ****

    Jeśliby Bóg zapomniał przez chwilę, że jestem marionetką i podarował mi odrobinę życia, wykorzystałbym ten czas najlepiej jak potrafię.
    Prawdopodobnie nie powiedziałbym wszystkiego, o czym myślę, ale na pewno przemyślałbym wszystko, co powiedziałem.
    Oceniałbym rzeczy nie ze względu na ich wartość, ale na ich znaczenie.
    Spałbym mało, śniłbym więcej, wiem, że w każdej minucie z zamkniętymi
    oczami tracimy 60 sekund światła.
    Szedłbym, kiedy inni się zatrzymują, budziłbym się, kiedy inni śpią.
    Gdyby Bóg podarował mi odrobinę życia, ubrałbym się prosto, rzuciłbym się ku słońcu, odkrywając nie tylko me ciało, ale moją duszę.
    Przekonywałbym ludzi, jak bardzo są w błędzie myśląc, że nie warto się zakochać na starość. Nie wiedzą bowiem, że starzeją się właśnie dlatego, iż unikają miłości!
    Dziecku przyprawiłbym skrzydła, ale zabrałbym mu je, gdy tylko nauczy się latać samodzielnie.
    Osobom w podeszłym wieku powiedziałbym, że śmierć nie przychodzi wraz ze starością lecz z zapomnieniem (opuszczeniem).
    Tylu rzeczy nauczyłem się od was, ludzi… Nauczyłem się, że wszyscy chcą żyć na wierzchołku góry, zapominając, że prawdziwe szczęście kryje się w samym sposobie wspinania się na górę.
    Nauczyłem się, że kiedy nowo narodzone dziecko chwyta swoją maleńką dłonią, po raz pierwszy, palec swego ojca, trzyma się go już zawsze.
    Nauczyłem się, że człowiek ma prawo patrzeć na drugiego z góry tylko wówczas, kiedy chce mu pomóc, aby się podniósł.
    Jest tyle rzeczy, których mogłem się od was nauczyć, ale w rzeczywistości na niewiele się one przydadzą, gdyż, kiedy mnie włożą do trumny, nie będę już żył.
    Mów zawsze, co czujesz, i czyń, co myślisz.
    Gdybym wiedział, że dzisiaj po raz ostatni zobaczę cię śpiącego, objąłbym cię mocno i modliłbym się do Pana, by pozwolił mi być twoim aniołem stróżem.
    Gdybym wiedział, że są to ostatnie minuty, kiedy cię widzę, powiedziałbym „kocham cię”, a nie zakładałbym głupio, że przecież o tym wiesz.
    Zawsze jest jakieś jutro i życie daje nam możliwość zrobienia dobrego uczynku, ale jeśli się mylę, i dzisiaj jest wszystkim, co mi pozostaje, chciałbym ci powiedzieć jak bardzo cię kocham i że nigdy cię nie zapomnę.
    Jutro nie jest zagwarantowane nikomu, ani młodemu, ani staremu.
    Być może, że dzisiaj patrzysz po raz ostatni na tych, których kochasz. Dlatego nie zwlekaj, uczyń to dzisiaj, bo jeśli się okaże, że nie doczekasz jutra, będziesz żałował dnia, w którym zabrakło ci czasu na jeden uśmiech, na jeden pocałunek, że byłeś zbyt zajęty, by przekazać im ostatnie życzenie.
    Bądź zawsze blisko tych, których kochasz, mów im głośno, jak bardzo ich potrzebujesz, jak ich kochasz i bądź dla nich dobry, miej czas, aby im powiedzieć „jak mi przykro”, „przepraszam”, „proszę”, dziękuję” i wszystkie inne słowa miłości, jakie tylko znasz.
    Nikt cię nie będzie pamiętał za twoje myśli sekretne. Proś więc Pana o siłę i mądrość, abyś mógł je wyrazić. Okaż swym przyjaciołom i bliskim, ja bardzo są ci potrzebni.

    /przekł. z hiszpańskiego Z.J. Ryn/

  • przy stole.

    Najistotniejszym w życiu jest nie tyle powód, co samo spotkanie. Człowieka z człowiekiem.

    Kiedyś, jeżeli Ktoś pierwszy od takiego „stołu” czy spotkania wstawał, to powodem najczęstszym była oprzątka. Ktoś musiał iść do kur, świń, krów. Nakarmić, napoić, wydoić.
    Nikogo do niczego innego nie rwało. No może do wychodka…
    Bo i nic innego, lepszego na człowieka poza tą rozmową nie czekało.
    Dziś każdy rozchodzi się nader prędko. Do koncertu świątecznego w telewizji, do telefonu, filmu

    Od jakiegoś czasu przy różnych okazjach wkłądam pod talerze „zadania”.
    To są rozpoczęte zdania, które każdy musi dokończyć. W zależności od tego jakie wylosował pod swoim talerzykiem…
    „Na tę nadchodzącą wiosnę koniecznie muszę….”
    „W to lato…”
    I cokolwiek Wam do głowy wpadnie zapiszcie, a goście niech nam powiedzą…

    Albo…
    Każdy dostaje kartkę na której na górze zapisuje marzenie jakie chciałby w tym roku spełnić. Bez podpisu.
    I podaje swą kartkę w prawo. Teraz wszyscy dopisują na marzenie każdej osoby, po jednym zdaniu – co mogliby zrobić dla tej osoby aby owo marzenie stało się realne.
    Kartki krążą dookoła.
    Chodzi o to aby wpisywać rzeczy realne, które jesteśmy w stanie zrobić dla drugiej osoby, a potem zrobić wszystko aby obiecanego dotrzymać.. Przykład…
    „Moim marzeniem jest pojechać na koncert Open’er Festival” (podaje przykład, bo ja z daleka od masowych imprez 🙂 )
    Teraz można dopisywać…
    „Mam znajomą w Gdyni, załatwię nocleg, albo prysznic w ludzkich warunkach”
    „Dołożę się do biletu pociągowego”
    „Pożyczę śpiwór”
    Po takiej zabawie okazać się może, że marzenia które spełnia się razem, dają przyjemność nie tylko marzącemu… 

    Tak, kartki i pisanie. Tylko to wpada mi do głowy 🙂
    Każdy na kartce piszę za co Kogoś przeprasza. Bez podpisu i bez adresata.
    Wrzuca się kartki do miski. Losujemy i czytamy na głos. Wszyscy zgadują Kto Kogo przeprasza w danych słowach..
    Żeby nauczyć ludzi mówić przepraszam. Aby nie było to słowem tabu. Aby zrobić z tego zabawę. Oswoić przepraszanie… Ludzie wciąż za bardzo boją się używać tego słowa..

    A potem, odchodząc od stołów szli na spacery, przed domem posiedzieć. Na ławkach przy płocie.
    Pod lipą. 

    Nawet w milczeniu się jakby razem było.

    Konkurencje z jajem Im porobię. 
    I udział wezmą wszyscy. Dzieci, my, dziadki…
    Bo dla dzieci największa radość jak się dorośli z nimi bawią.
    Kto slalomem najszybciej jajko doniesie w łyżce…
    Kto drużynami najpiękniejsze jajko pomaluje. Moja drużyna przegra z kretesem.
    A potem szukanie jajek na czas. Pochowanych w domu bądź ogrodzie…

    I czegokolwiek sobie nie wymyślicie, to będzie piękne i najlepsze, jeżeli tylko w zgodzie będzie, człowiek obok człowieka…

  • Kolorowa Wielkanoc


    Powiadają ostatnio często, że aby żyć zdrowo trzeba mieć pieniądze i czas.
    Prawdą jest, że mieszkając w Warszawie i udając się do sklepu ze zdrową żywnością trzeba mieć zasoby.
    Na eko pietruszkę czy marchewkę. Eko jajka też o niebo droższe.
    A już w ogóle gdzie w środku miasta zdobyć kurkę co po podwórku chodziła..?
    Chyba, że pochodzi się ze wsi a w stolicy jest się przyjezdnym. Na chwilę bądź dłużej. A może i na stałe.
    Czas potrzebny jeżeli chcemy mieć swój ogródek czy jajeczko.
    To wszystko jest wielką prawdą. Ja mam to szczęście mieszkać na wsi.
    Moi rodzice są ze wsi gdzie dostaniesz co chcesz, króliczka, jajeczka, dynie, pigwę..
    Teściu co roku ma pełną szklarnie pomidorów. Moja koleżanka Madzia podrzuca mi ze wsi obok kurkę na rosołek, pietruszkę i seler do rosołku. Pięć kilo mąki prosto z młyna.
    Ale można też być świadomym. Np stojąc przy półce z dziesiątkami słodyczy dla dzieci, wybrać najmniejsze zło. Polecam jak zwykle aplikację „Zdrowe zakupy”.
    Nigdy nie kupuję barwników do jedzenia, bo to koszmarna chemia.
    Jem wtedy takiego torta z dziesięcioma warstwami koloru, a w duszy zastanawiam się ile okrutnych składników pochłoneło moje ciało.
    Helpę mamy w domu już od ponad pół roku. Kaszki, kolorowe łyżki. Teraz doszły kolorowe różdżki smaku. To w 100% naturalny owoc czy warzywo.
    Można dodawać do wszystkiego. Naleśników, bułek, ciast, majonezu, połączyć z cukrem pudrem i zrobić kolorowy cukier albo kolorowy lukier.
    Dodać można całkowicie do wszystkiego co wpadnie nam do głowy.
    Moje dzieci niejadki zaczęły dopominać się o jedzenie wiedząc, że mogą sobie wybrać kolor tego jedzenia. Kaszka owsiana (z jeżykiem na opakowaniu) jest u nas rozchwytywana. Dodaję do niej jedną łyżeczkę koloru (ulubiony łyżka smaku malinowy) i znika w sekundę. Bardzo wydajna. Opakowanie starcza na wiele śniadań.
    Dlaczego zaczęłam ten post takimi słowami? Bo to kolorowe jedzenie, bio kaszki, które są w ofercie Helpy mają normalną cenę. Wydaje mi się nawet, że te popularne barwniki do jedzenia, sklepowe, są droższe.
    Właścicielki to lekarz i dietetyk.

    Oczywiście dochodzą w marce Helpa piękne opakowania.
    Mamy szufladę z różdżkami smaku, łyżkami smaku, kaszkami i jest jedną z najczęściej otwieranych.
    Pierwszą paczkę Helpy zamówiłam może pół roku temu. Ten dość długi czas pozwolił mi na dość bliskie zaprzyjaźnienie się z tymi kolorami. Dosypuję do chałki, robię kruszonkę z kolorem.
    Można dosypać po prostu wszędzie. Do jogurtu, mleka. 
    Moje dzieci z racji niejadkowania wolą smaki owocowe. Ale ja do muffinów z orzechami, miodem i marchewkami (genialny przepis tutaj) dodałam polewę z białej czekolady i różdżki smaku – szpinak.
    Połączenie smakowe – bomba!
    Do babki zrobiłam lukier z różdżką smaku – dynia.
    Na baranka cukier puder połączyłam z burakiem. 
    Powiem Wam, że Boże Narodzenie widzę w kolorach czarnej porzeczki i buraka na stole.
    Wielkanoc połączenie szpinaku i dyni absolutnie wiosenne i pyszne.
    Na co dzień moje dzieci pochłaniają malinę, truskawkę, jagodę..
    Te saszetki łyżek smaku i kaszki są bardzo wydajne. Starczają na bardzo długo, lub na wiele potraw. Na dziesiątki dań. Różdżki smaku to super pomysł na zachęcanie dzieci do jedzenia, lub do kreatywnej zabawy z pieczeniem. Ten proces wybierania koloru, dosypywania..
    To też doskonałe zapoznanie się z produktami Helpy. Albo prezent dla dziecka. Dla większego zestaw kolorów do jedzenia, dla młodszych kaszki. Zamiast iść z naręczem batoników pełnych oleju palmowego i węglanów sodu można kupić kolorowe różdżki smaku. Bez dodatku cukru, tylko naturalne składniki, z rolnictwa ekologicznego. 
    Zachęci do zdrowego jedzenia, będzie zabawa, a może wieczorem zrobi obdarowany ciasta z mamą do których dosypie koloru.
    Brak cukru w kaszce uzupełniam sama na talerzu miodem.
    Jeszcze może co do babki ze zdjęć – mój ulubiony przepis z którego robię tutaj.
    Czasami drobiazgi potrafią zmienić wiele…
    Ja moi  Drodzy, jak widać po stole, świętuje już wcześniej 😉 
    Ale wrócę jeszcze przed świętami, w czwartek, zostawić Wam wpis o tym jak można być bliżej siebie w święta. O moich pomysłach na wspólne spędzanie czasu, które powstały w mojej głowie przy Bożym Narodzeniu i które uzupełnię w Wielkanoc.
    A tym czasem intensywnego tygodnia Wam życzę. Pełnego spacerów, wycieczek rowerowych, kaw na tarasie, bo idzie piękna pogoda…