• staw wielki


    Po czterech latach zebrała się w końcu w sobie i swoim świecie, by mnie odwiedzić.
    Pierwszy raz od pięciu lat odłączyła się od syna. O cztery za późno.
    Okazało się, że świat bez Niej się nie zawalił, wszyscy żyją, mało tego, mają się świetnie.
    Choć wciąż jeszcze może spaść samolot powrotny. Idzie oszaleć!
    Zapytałam moją Mamę czy przyjedzie na dwa dni do dzieci, byśmy mogły skoczyć do Krakowa.
    Na co moja Mama rzekła, bym przywiozła Jej dzieci na cały tydzień i byśmy sobie same pobyły, skoro Kama też bez Kuby.
    Zatem wiecie jak jest? Raj!
    Za moim domem są w lesie trzy stawy. Poszłyśmy na przedpołudniowy spacer do jednego z nich.
    Nazywam go cmentarzyskiem drzew. Wyrastają z Niego obumarłe pnie.
    A potem zrobiłyśmy risotto z warzywami i zupę dyniową z mleczkiem koksowym (uwielbiam!).
    I popołudnie polskich filmów miałyśmy, bo Kamcia jest spragniona polskich filmów.
    (W kinie we wtorek „Najlepszy”. A wczoraj domowo „Gwiazdy”, „Bogowie” i „Ostatnia Rodzina”).

    Jutro już koniec naszego babskiego tygodnia. Odlatuje.  Tym samolotem co doleci szczęśliwie.

  • możliw

    Ja nie jestem miłośnikiem kabaretów. 
    Jednak ten…. Ten znam na pamięć. Ale dosłownie, znam każde zdanie, które za chwilę wypowiedzą.
    Oglądałam go może 40 razy. 
    Cóż będę pisać. Może tylko, ze warto obejrzeć, bo jest to mistrzostwo świata. 
    To nie jest kabaret, to inny wymiar..
    Zacznijmy tak ten tydzień, niech to będzie dobry poniedziałek.

  • ludzkie gadanie.

    „Żyje się spokojniej, gdy nie mówi się wszystkiego, co się wie, nie wierzy we wszystko, co się słyszy, a wobec reszty tylko się uśmiecha…”

    Byłam kiedyś gościem pewnego wydarzenia. Wielka, pokaźna feta z okazji technologicznych odkryć pewnej dużej europejskiej firmy. Odkrycie to pozwoliło Im na znacznie szybszą pracę, większe zyski, mniejsze straty. Mnóstwo ludzi. Mężczyźni w garniturach, kobiety w wieczorowych sukniach. Modnie podane potrawy i wyszukane drinki. 
    Późnym wieczorem stoję na tarasie tego hotelu. Obok stoi kilkoro mężczyzn.
    Przysłuchuję się rozmowie. Po krótkim czasie wywnioskowałam, że są to ludzie będący blisko odkrycia, na cześć którego wszyscy się tam znaleźliśmy.
    Na zmianę przekrzykiwali się odnośnie swoich zasług, wartości swej osoby przy tym sukcesie, majątku jaki do nich za to spływa, wyposażenia aut terenowych jakie za te pieniądze kupują, swej niezbędności w niniejszej firmie.
    Tylko jeden mężczyzna stał i nie mówił nic. Co jakiś czas grzecznie odpowiadał na kwestie ściśle techniczne, gdy go o to zapytali..
    Na drugi dzień widząc tego mężczyznę na korytarzu, zagaduję kolegę – kim jest ten facet?
    W odpowiedzi dostałam – wynalazca. autor i ojciec tego sukcesu, który tu oblewamy.

    Siedzę ostatnio przy dużym stole. Urodziny znajomego. 
    Im później tym mniej ludzi dookoła. Zostaję i czekam by pomóc posprzątać.
    Na samym końcu rozpoczyna się dyskusja na temat wypadku. Niegroźny, nikt nie ucierpiał.
    Dyskusja zażarta. Zamiast wymienić informacje, spostrzeżenia, Oni są w stanie walczyć do ostatniej krwi.
    Zwykła sprawa. Stuknęły się dwa auta.  Nie ich, ani nawet nie ich znajomych.
    Kiedy już w ciszy, z nowo poznaną dziewczyną wkładamy naczynia do zlewu, Ona uśmiecha się pod nosem, widząc jak się już do siebie przy stole nie odzywają. Pytam więc o co chodzi.
    Bo wiesz, ten wypadek był pod moim domem i byłam jego świadkiem, żaden z nich nie ma racji – odpowiada.
    Czemu Im tego nie powiesz – dopytuję Ją.
    A widzisz sens wyjaśnienia i włączenia się do poziomu tej dyskusji? – dodała.

    Z jedną z moich najlepszych przyjaciółek mam bardzo często różnicę zdań w związku z sympatią do piosenkarzy, aktorów i ludzi mediów w ogóle.
    Nigdy się o to nie kłócimy, ale zawsze każda dopowiada jeszcze jedno i jeszcze jedno zdanie.
    A może ją przekonam, a może zmieni zdanie, a może ją polubi…
    Kiedy ostatnio napisała mi, że nie może patrzeć na wokalistę X, odpisałam Jej, że ja Go bardzo lubię..
    I choć wymieniała jeszcze potem z jakich powodów nie darzy go sympatią, ja ten temat już zostawiłam i uśmiechnęłam się do Niej przez ten telefon.
    Bywa i odwrotnie, że ja Kogoś zdzierżyć nie mogę, a Ona go uwielbia.
    Całe moje życie byłam z tych „dyskutujących”, broniących swojego zdania. Zaciekle i zażarcie.
    Czas pokazuje mi i to co potrafię zmienić w sobie, że człowiek się tylko z tym utruł.
    Wciąż nie umiem jeszcze aby zawsze zachować w sobie ten spokój. 
    Nadal nie udaje mi się to względem rodziców, może to kwestia tego, że dzieckiem dla rodzica nie przestaje się być nigdy.. 😉

    Kiedyś mój nauczyciel od historii teatru mawiał, że jak będziemy w Jego wieku to…
    Czasami odpowiadałam Mu, że długość wąsa nie świadczy o mądrości.
    Dziś wydaje mi się, że świadczy. Ale tylko wtedy, gdy jesteśmy uważni i refleksyjni.
    Kiedy przyglądamy się sobie, konsekwencjom naszego zachowania i cierpienia bądź radości z tego płynących.

    Dostrzegam, że skromność, brak chęci do walki, dystans, samokontrola, świadomość siebie, pokora w słowie pozwala żyć lżej. Mniej się tym życiem umęczyć.

    Jeszcze kilka lat temu byłam podatna na słowa w komentarzach, opinie ludzkie. 
    Wnosiłam się ku górze, bądź opadałam na dno. 
    Dziś wiem, że nawet gdy piszecie, jaka jestem wspaniała, mądra, i niesamowita, to jest to zaledwie obszar waszego wyobrażenia o mnie, przez pryzmat tego co piszę, a jeszcze bardziej przez pryzmat tego co czytacie.
    Jestem świadoma ogromu swoich wad. Trudów charakteru.
    Tego, że wiele z Was spędzając ze mną jeden dzień stwierdziłoby – rany Boskie co ja w Niej widziałam?!
    Samoświadomość pozwala też przechodzić obojętnie obok zarzutów obcych. Już mną nie targa, nie powoduje rozdrażnienia. 
    Jestem świadoma swojej wartości jako człowiek i nie można kilkoma zdaniami pozostawionymi anonimowo w internecie, czy w plotkach międzyludzkich, podważyć mojego świata i poczucia wartości siebie i życia jakie mam i prowadzę.
    Nie mówię o popadaniu w skrajne opinie. O uwielbieniu swojej osoby, bądź jej potępianiu.
    Mówię o wnikliwej obserwacji siebie. O obiektywną ocenę dobrego i złego.
    Wtedy pracując nad sobą i przekładając ową pracę na czyny codzienne, nie dać się ludzkim opiniom.
    Chyba, że bliskich i konstruktywnym.
    Tylko wtedy, niezbędna jest mądrość obserwacji siebie z boku. Bez usprawiedliwień.
    Czysta, prawdziwa ocena.
    Zatem wielka wygrana, gdy nie dajemy się ponosić zarówno komplementom jak i naganom.
    Nie oceniać siebie przez pryzmat oceny innych.

    Buddyzm mówi, że najwyższy sukces jaki człowiek może odnieść w samorozwoju to dystans.
    Być jak taki lew, że kiedy rzucają mięso i wszyscy sobie je rozrywają i sięgają aż do gardeł, to Ty leżysz  w słońcu z boku i obserwujesz.
    Dystans to świadomość. Dystans to nie zawsze cisza z naszej strony i obserwacja.
    To akceptacja sytuacji, która zaistniała. Pogodzenia się z nią. Lub odcięcia oceny, krytyki.
    Jeżeli już jest to przejścia obok, lub wzięcia udziału, jednak z całkowitą świadomością chęci i nie poddawania się emocjom.
    Aby osiągnąć ten najwyższy szczebel samorozwoju, należy odciąć się od złości, być świadomym swoich wartości (o które trzeba dbać i szlifować), odciąć od złych wspomnień, pogodzić z tym na co wpływu nie mamy, zaakceptować to co dla nas czasami niezrozumiałe, skupić się bardziej na tym co dobre.  Uświadomić sobie, że zwyczajnie nie warto tracić tak często czasu i energii na to, co nie ma wpływu na nasze domowe zacisze i nasz świat wewnątrz naszego ciała.

    Nie pamiętam Kto jest autorem tych słów, ale jakoś tak mi się coś wspomina, że mój Tato tego często używa. Zatem może On. Bardzo prawdopodobne.
    Mój Tato mówi bardzo powoli, co akurat mnie doprowadza do szału, bo ja już mam sto myśli w głowie na odpowiedź, a On pierwszego zdania nie skończył.
    Za to wszystkie moje przyjaciółki Go za to wielbią, i często naśladują jak mówi Tata Andrzej.
    a brzmią one „skoro tak mówisz, to widocznie masz rację”.
    Oczywiście zdanie to idealnie skomponowane do rozmów z ludźmi inteligentnymi i właśnie refleksyjnymi.
    Do głupka nie trafią, będzie myślał, że zwyczajnie wygrał rozmowę i ma rację. Choć to byłby ten dystans właśnie – niech myśli co chce, ważne, że ja znam prawdę o sobie i sytuacji.
    Kiedy Twój rozmówca w swoim monologu ma same zarzuty, mówi to tonem podniesionym i agresywnym, to czy zawsze jest sens włączać się i stwarzać dialog?
    Zatem często słowa „skoro tak mówisz, to widocznie masz rację” zwyczajnie wytrącają przeciwnika z jego zamierzeń i planów.
    A uwierzcie, że zaraz po ich wypowiedzeniu człowiek ma taką z siebie satysfakcję..
    Nie jest to niestety lekarstwo na każdy dialog czy kłótnie. Niektóre trzeba po prostu przegadać.
    Jednak często po takiej odpowiedzi i przemilczeniu sprawy, powrót do tej rozmowy (z człowiekiem na dużym stopniu samorozwoju) już wygląda o wiele spokojniej, bardziej rzeczowo, sprawiedliwie i obiektywnie..

    Co do reszty, często wygrywa ten który tylko się uśmiecha..