Warning: include_once(includes/admin/class-wpdb-admin.php): failed to open stream: No such file or directory in /home/szafatosi/domains/juliarozumek.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-database-backup/wp-database-backup.php on line 107

Warning: include_once(): Failed opening 'includes/admin/class-wpdb-admin.php' for inclusion (include_path='.:/opt/alt/php74/usr/share/pear') in /home/szafatosi/domains/juliarozumek.pl/public_html/wp-content/plugins/wp-database-backup/wp-database-backup.php on line 107
gościnnie – julia rozumek

„długie oczy”

Już jutro nasze dzieci pójdą do szkół.
Polecą same na swoich skocznych nóżkach. Odprowadzimy je do ulicy, odwieziemy autem, rowerem, na hulajnodze…

Potem same otworzą już drzwi gmachu budynku i dołączą do kolegów czy koleżanek.
Zobaczą  jak urośli nawzajem. Komu pojaśniały od słońca włosy. Zobaczą swoją nową Panią, albo tę już „starą”, tylko ładnie po wakacjach opaloną.
Zobaczą nowy plan zajęć i kartkę z nim wsadzą w kieszeń. A po uroczystej przemowie i tej już bardziej organizacyjnej w klasie, wyjdą na zewnątrz, rozejrzą się na boki i znajdą nas w tłumie rodziców.
Starszaki wrócą do domu same. Poboczem, chodnikiem, leśną ścieżką.
I będą widzieć to pobocze, chodnik, leśną ścieżkę. Zobaczą też przejeżdżające i zagrażające im auta.
Każdą dziurę w chodniku. Kamień na ścieżce. Prawdopodobnie go podkopną. Celnym trafem, czubkiem buta.
Dostrzegą sąsiadkę na rowerze, numer autobusu, kiosk na rogu.
Zobaczą.
Bo nie każdemu widzieć jest dane…
A jeśli dane, to jakby dać Mu już cały świat.
Ale to od człowieka, duszy i chęci zależy, czy cały świat widzieć zechce…

Kiedy pół roku temu moja głowa była pełna myśli o tym, jak wychować dzieci będąc niewidomą Matką, najbardziej bałam się tej najpiękniejszej codzienności. Dziś najpiękniejszej, której zdaje się nie zauważamy. Zapominamy zauważać. Doceniać. Gloryfikować.
Tę myśl o szkole pamiętam najbardziej…
Jak dopasuję Im ubranie na rozpoczęcie roku, i że nigdy ich w tym stroju już nie ujrzę. Nie będę widziała kokardy na warkoczyku mojej córki. Jak usiądę z nimi do lekcji? Jak przeczytam najprostsze zadanie? Jak pokażę literkę „A”, i gdzie odnajdę wyraz „Ala”?
Każdego dnia, kiedy moje zdrowie pozwala zapomnieć mi już o tamtym strasznym wypadku, obiecuję sobie, że nigdy nie stracę cierpliwości pomagając dzieciom w lekcjach… Że moja wdzięczność będzie wielka i na zawsze, za to, że wyciągając Im z plecaka książkę, moje oczy widzieć będą czy to jest polski czy matematyka… Losie! Co za szczęście mnie spotkało. Móc nadal odrabiać z dziećmi swymi lekcje! Usiądziemy razem przy kuchennym stole. Z ciepłą malinową herbatą. A kiedy będę ją zalewać, moje oczy zobaczą strumień wrzątku i brzeg filiżanki…

Życie czasami płata tak dziwne zbiegi okoliczności, takie że człowiek zaczyna wierzyć w jakieś inne siły tego świata.
W zapisany los.
Dwa tygodnie po mojej operacji dzwoni Ola, którą znałam już kilka lat. Na początku biznesowo, a potem przerodziła się ta znajomość w bliższe relacje. Dzwoni i mówi o projekcie, w który zaangażowała się już jakiś czas temu.
Nie. Ona się nie zaangażowała, Ona go stworzyła. Pyta, czy mogłabym o nim napisać…?
Każda Matka wie, jak jest z chorobą dziecka. Z Jego cierpieniem, bólem, niepełnosprawnością. Zawsze marzymy, aby móc wziąć go na siebie. Wszystko. Do cna. Wyssać z ciałka naszego maleństwa i nieść na swoich barkach.
Nie wyobrażam sobie zatem pragnienia Mam, które chciałyby pokazać swojemu dziecku cały świat, a którego nigdy Ich dzieci nie zobaczą. Ileż w tych Mamach musi być kreatywności, siły, wytrwałości, aby pokazać go dotykiem, zmysłami, zapachem…
Pracy Mam, Ojców, Dziadków i Nauczycieli…
„Długie Oczy” to akcja, która ma na celu zbudować Ogród Zmysłów dla Dzieci Niewidomych w Ośrodku Szkolno – Wychowawczym w Laskach.
Człowiek wie tylko tyle, ile sam przeżyje. I nie jest to wiedza o całym świecie, a zaledwie o sobie.
Chciałabym, aby nikt na świecie nie musiał zgłębiać wiedzy o samym sobie, w życiowych jego tragediach.
Wracam wspomnieniami do tych dni i pamiętam, nigdy nie zapomnę, jak to jest móc doświadczyć wyciągniętych dłoni.
Dłoni, które pomagały zrobić najprostsze czynności. Pomieszać herbatę. Znaleźć bluzę. Zadzwonić.
Myślę sobie, jak bardzo bym chciała, mając niewidome dziecko, aby spotykało tylko życzliwe, wyciągnięte ręce i ramiona.
Dopiero, kiedy tracimy coś w swoim życiu, doceniamy wartość i siłę posiadanych możliwości.
Możliwości patrzenia, słuchania, poruszania się, mówienia…
Może tak jest… Może tak powinno być… Że kiedy jest życie zwykłe i normalne należy normalnie i zwyczajnie żyć.
Nie zatapiać się w codziennej wdzięczności i rozmyślaniu o tym…? Czasami takie sobie zadawałam pytanie…
Ale dziś, choć minęło pół roku od mojego wypadku, nie ma dnia abym kilka razy, zupełnie nieświadomie, nie myślała o tym jak zupełnie inaczej wyglądałoby moje życie…
Mogę dziś podlać kwiaty na tarasie, i drzewa dookoła domu. Znaleźć jabłka i brzoskwinie na gałęziach. Przyglądać się ich skórce, zanim je zerwę. Patrzeć jak rosną z dnia na dzień. Zmieniają kolor, dojrzewają.
Mogę w krzaczkach truskawek znaleźć te najdorodniejsze. Kilka łodyżek lubczyku do rosołu nożykiem ściąć.
Mogę ogród swój widzieć. A gdybym już nigdy nie mogła tego zrobić…?
A gdyby nigdy nie mogło zrobić tego moje dziecko?
Oczywiście Olu! – odpowiedziałam – koniecznie muszę o Twojej akcji napisać!
Sama nazwa jest piękną historią…

„Nazwa akcji powstała po tym, jak usłyszeliśmy pewną historię, podczas jednego ze spotkań z Towarzystwem Opieki nad Ociemniałymi w Laskach, gdy omawialiśmy plany wolontariatu pracowniczego oraz rozważaliśmy rozmaite formy wsparcia działalności Stowarzyszenia.

„Jakie pani ma długie oczy!” – powiedział niewidomy chłopiec, gdy dyrektor szkoły poinformowała go o zmierzającej w ich stronę dziewczynce. Była ona na tyle daleko, że żadne dostępne chłopcu zmysły nie pozwalały mu przewidzieć rychłego spotkania z koleżanką.

„Długie oczy” – no jasne, pomyśleliśmy…

Ta nazwa doskonale odda nasze intencje i założenia. Jesteśmy, jako Shamir Polska, zespołem ludzi chętnie oddających się ważnym społecznie inicjatywom. Chcemy ćwiczyć się w umiejętności dalekosiężnego dostrzegania potrzeb innych i, w wyniku wspólnych działań, zwiększać szansę na ich szybką realizację.
A ponieważ współpracujemy z wieloma podmiotami, jakimi są salony optyczne w całej Polsce – znamy ich i wiemy, że możemy liczyć na ich zaangażowanie – razem możemy więcej. Możemy mieć DŁUGIE OCZY.”

Moi Kochani, jeśli zechcielibyście ZERKNĄĆ na sprawę i dołączyć się  do stworzenia Ogrodu dla dzieci Niewidomych, zapraszam Was na stronę Akcji – Długie Oczy

Zobaczcie filmik. Jest piękny.

„jak ja jej nie kochałem”


Marlena jest moją czytelniczką prawie od początku prowadzenia bloga.

Pamiętam nasze pierwsze spotkanie. 
Umówiłyśmy się w połowie drogi na kolację.
Idę w Jej kierunku i rozpięła mi się sukienka, prawie cała, która była od szyi do dołu zapinana na napy.
I zbliżając się do Niej zapinałam akurat tak na wysokości kroku. Idąc dosyć szeroko, bo ciemno i musiałam się przypatrywać czy dobrze zapinam.
Podchodzę a Ona mówi – Boże, to ty jesteś normalna.
Od tych wielu lat się przyjaźnimy, bo mieszkamy kilka wsi od siebie.
Jakiś czas temu Marlena miała mały wypadek samochodowy. Poszła na L4 i będąc w domu usiadła przy kuchennym stole do pisania.
Pierwsza książka – super. Ale to przy drugiej powiedziałam Jej – wydaj ją.
Kiedyś nawet publikowałam tej książki pierwszy rozdział. 
„Jak ja jej nie kochałem” jest powieścią o miłości. O złodzieju i dziewczynie ze wsi, którą wychowuje Babcia. Zaczyna się w latach 80′  i doskonale przenosi nas, czytelników w czasie.
To wielowątkowa historia. Opowiada o losach wielu bohaterów.
To piękny debiut. 
Zostawiam Wam wywiad z Marleną i w prezencie trzy książki do rozdania.
Aby wygrać, bardzo proszę zostawić w komentarzu kilka zdań – o czym napisalibyście swoją książkę?
Wyniki rano 08.07.2021 (macie dwa dni)
WYNIKI (proszę o kontakt mailowy z adresem do wysyłki julia.rozumek@gmail.com)
Sandra – familokowa społeczność
Ania z Osobiedlamnie – Montana i furtka
Ewelina – o pisarce, którą goni czas.
Książkę (w super cenie) można zakupić na stronie wydawnictwa Videograf  TUTAJ.
(A jak już tam będziecie, to oczywiście polecam Joannę Jax aby wrzucić do koszyka. Moje ukochane to – „Dziedzictwo von Becków”, „Zanim nadejdzie jutro” oraz „Zemsta i Przebaczenie”.)

Co musi się zdarzyć w życiu człowieka, że zaczyna pisać książkę? Co zdarzyło się w Twoim?

Julko, nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła od tego że sama sytuacja w której to Ty pytasz mnie jest niewiarygodna. Jesteś dobrym duchem tej książki (na bank tego nie puścisz. :))
 Co musi się zdarzyć w życiu człowieka? Powiem Ci, że samą mnie to interesuje.
To moja miła, odpowiedz mi proszę…
A u mnie to było tak… ja byłam jakby ciągle w drodze, niby sama ją wybrałam, szłam własnym tempem, w swoją stronę, a jednak wciąż wydawało mi się że za zakrętem to będzie już to!  I zajrzałam za zakręt i się zatrzymałam, nie bo chciałam,  tylko musiałam. I wtedy padły  słowa, mądrej kobiety „pisz!” i dopuściłam do siebie tę możliwość, ten swoisty luksus. Moja droga nadal nie jest linią prostą, ale pisania dało mi… spokój. Przynajmniej na czas gdy odpływam w świecie moich bohaterów.

Jak wygląda warsztat literacki u amatora i debiutanta? Czy często szukałaś potwierdzenia tego co piszesz w innych/ bliskich? 

Julko, gdybym ja z moją głową zaczęła rozmyślania nad warsztatem literackim, to tak bym się spieła, że pewnie nawet numeru strony bym nie wstawiła. Gdy podjęłam próbę pisania, i zobaczyłam obrazy i poczułam ten lot, to chciałam to robić, to mi tego brakowało, to na to czekałam.
Tak, szukałam potwierdzenia i wiesz o tym także i ty. Właśnie to potwierdzenie, własnie ten doping pozwala mi wierzyć, że to co robię ma sens. Bywało tak, że nawet mnie ponaglano z kolejną częścią historii, bo bliska mi osoba nie mogła doczekać się, co będzie dalej. Ja bez ludzi nie napisałam bym tych książek, i nie kokietuję, mówię do ciebie prosto z serca.

Kiedy piszesz? Czy siadanie do pisania w Twoim wypadku to kwestia natchnienia czy systematycznej pracy?

Moment, w którym podejmuję decyzję, że zaczynam, oznacza dla mnie wygospodarowanie kilku godzin na bycie w tworzącym się świecie. Nie czekam na natchnienie, systematycznie dzień po dniu tworzę fabułę, zbieram informację, konfrontuje z opinią innych. Gdy zaczynam, to już wiem że rusza ta machina i nie mogę ich zostawić, muszą żyć bez przerw.

Fabuła. Wpadła do głowy jako pełny obraz czy może tylko samo spotkanie? Może pierwsze zdanie, a reszta dopisała się sama? Jak to płynęło w Twojej książce a najpierw w Twoich myślach?

To było fantastyczne!!! Najpierw stolik, rękawiczki, spotkanie, a z każdą chwilą buzowało jak pod pokrywką i aż się wylewa od scen, miejsc, osób,dialogów. Jakbyś puściła mi przed oczami film i kazała go opisywać. Czasem musiałam poszukać jakiejś informacji, zgłębić temat, zapytać kogoś co się zna. Przychodziły obrazy pielęgnowane całe życie w mojej pamięci, związane z moją babcią. Płynęłam na tej fali…

Każdy człowiek w swojej pracy ma dni w których traci zapał i chęci.

Czy podczas pisania miewałaś takie dni? I co wtedy?

 

 A widzisz! Przy ” Jak ja jej nie kochałem” tego nie poczułam. Za to ta moja kolejna bardzo mnie przeciągnęła. Musiałam wtedy odsapnąć, zająć głowę czymś innym i wtedy wracała z całą dobitnością akcja, moi pozostawieni bohaterowie chcieli rozmawiać, tańczyć, żyć, a nie chcieli żeby  przykryła ich  warstewka kurzu.

Powiedzmy, że jesteś Kimś zupełnie z boku i książka autorstwa Marleny Semczyszyn jest dla Ciebie jedną z książek na stosiku do przeczytania.
Co obiektywnie o niej sądzisz?
Za co podziękowałabyś w myślach autorce, a za co zganiła?

Trudne pytanie, och Ty!  Czy w ogóle potrafiłabym być obiektywna? Wiem co czułam podczas niektórych fragmentów, prawdziwy żal, złość, radość, uniesienie. To może gdyby udało mi się przekazać to czytelnikowi, gdyby mógł poczuć to co ja, to warto byłoby po nią sięgnąć.
Podziękowałbym autorce za Bronię i Romka, a zganiła za to co zrobiła Smutnemu i Gosi 🙂

Twój ulubiony z niej fragment to… 

Ja mam swój ulubiony. Nie wiem czy wypada mi zdradzać, ale powiem, że sprawa wychodka.

 

 O tak! Wychodek pisało się z bananem na twarzy. Ja mam przed oczami scenę z domu we Francji, gdzie Gosia jest przecież wśród bliskich, a jednak odczuwa tak ogromny żal  za tym co jej zabrano. Julka i jeszcze warkocz Krysi, jak on sie zawija, gdy ona biegnie, krzyczy. Tak, to widzę teraz przed oczyma.

Czy nachodziły Cię myśli aby zakończyć tę historie inaczej? Czy to było oczywiste? Stałaś czasami za jakąś kropką i byłaś pomiędzy wyborami jak dalej poprowadzić te opowieść?

Nie, nie było wyboru, ta opowieść musiała tak się skończyć, nie majstrowałam, zostawiłam.

A wiem, że „Jak ja Jej nie kochałem” jest drugą Twoją powieścią, ale pierwszą wydaną. Te, która powstała jako pierwsza wciąż leży w szufladzie, a trzecia pędzi do druku. Którą z nich lubisz najbardziej? Którą pisał się najlepiej? Która denerwowała?

Tak, pierwsza leży w szufladzie i za to także mam komu dziękować, musiałam samej sobie zrobić „prrr” i uwierzyć że to kolejną warto pokazać, Najbardziej teraz lubię tę którą mam w głowie. Uwierz tak jest! Bo ona nęci, jest szkic, pomysł, a jak usiądę to będzie się budował mój dom, krok po kroku. Najlepiej pisało się ” Jak ja jej nie kochałem” moje ” Trzy gołębice” oszadziłam w najtrudniejszych z możliwych czasów, kocham je, są tak ludzkie, ale dużo w nich prawdy o tamtym czasie. Denerwuje mnie ta pierwsza, bo jest w niej wątek do wykorzystania, i nie chciałabym tego zmarnować, i mogłam pójść w kierunku rozbudowania  go, a zostałam na płyciźnie.

Aż w końcu pytanie najważniejsze – Co dało Tobie napisanie tej książki?
Nie, nie pytam o wydanie. O to, że widzisz ją oprawioną i wydrukowaną.
Pytam o sam fakt tworzenia historii? Co dało Tobie czy Twojemu otoczeniu?

Julko!!! Dało mi wolność! Zobacz, covid, zamknięcie, jakieś też moje wewnętrzne ograniczenia, kryzysy… A tam mogłam wszystko, śmiać się gdy zapragnęłam, doprowadzić się do łez. Gdy pisze to jakbym otwierała magiczne drzwi a za nimi oni wszyscy, ich gesty, głosy, zapach ich domów, muzyka. Pisanie dało mi wiarę że potrafię, nie mam dwudziestu lat i przydarzyło mi się coś takiego! To jakby nowe otwarcie. Pokazało mi jak wielu fantastycznych ludzi mam wokół. Czytają, chcą, opowiadają swoje historie. Mój mąż powiedział zdanie które poruszyło pewne struny w moim sercu:
” wiesz co zrobiłaś dla dzieci? Pokazałaś im że wolno, że się da, że warto”.To Juleczko jest wartość nieoceniona.

Myślę, że nie ma wywiadu z autorem bez pytania – o czym będzie kolejna książka? To pytanie jakie paść po prostu musi.

Samo to że jest wywiad, autorem niby ja, to jest jakieś nieprawdopodobne 🙂

Kolejna książka opowiada o losach trzech kobiet. Poznajemy je, gdy są małymi dziewczynkami, ich przyjaźń jest trudna bo pochodzą z różnych warstw społecznych, czasy w których przyszło im dojrzewać to dwudziestolecie międzywojenne, jak łatwo policzyć dorosłość przypadnie na czas wojny. Starałam się ukazać wszystkie odcienie kobiecych relacji ich złożoność, ich zależność od okoliczności i ludzi którymi się otaczają.

moje seriale

Nadeszła ponownie zima i zaś z tego dworu pełnego słońca zakotwiczymy w domach.
A już rowery przed furtką rzucone, już na środku korytarza rolki w pośpiechu zostawione, już obiad na schodach przed domem, już dzieci umorusane o zmierzchu wracały…
Ale nie ma co lamentować, tylko z cierpliwością tego słońca wypatrywać. Jak mawiają, już bliżej to niż dalej. Zatem póki jeszcze jesteśmy w domach i wzrok na czymś dobrym chciałoby się wieczornie zawiesić, to zostawiam listę moich ukochanych seriali.
Miałam zrobić listę tego co oglądałam ostatnio na HBO GO, ale wolę zostawić coś co mocno polecam niż po prostu coś co się zdarzyło 🙂

Zatem zróbmy tak, jeśli ktoś zadałby Ci pytanie – wymień pierwsze trzynaście dobrych seriali, które przychodzą Ci do głowy, miałbyś polecić innym i które zwyczajnie najbardziej umocniły się w Twojej pamięci…
Wiadomo, że byłoby ich o niebo więcej niż te trzynaście…
Ja zaczynam. Dokończcie proszę w komentarzach swoje typy.
Będę się powtarzać, bo już o każdym z nich gdzieś Wam pisałam, ale potraktujmy to jako podsumowanie na te resztkę naszej zimy.
Serialem mojego życia jest „This is us”. Resztę wielbię.
This is us.
Nie było odcinka na którym nie płakałabym dwa razy. 
To jest najpiękniej pokazane życie jakie było mi dane dotąd oglądać. 
Wszystkie tego życia radości i smutki. Oczywiste potknięcia i rodzinne dramaty. 
I siła miłości i wsparcia. Numer jeden dziś i na zawsze.

Gotowe na wszystko.
Kto nie czekał? A najgorzej jak potem puszczali dwa odcinki późno w czwartek. Jak to się czekało.

Moja siostra ze swoimi córkami już trzy razy obejrzały wszystkie sezony. I ja chyba przystąpię znowu, bo co nie siądę do nowego serialu to rozczarowanie. 
Gotowe to był serial na którym płakało się nie raz (napad na supermarket) i przy którym lejemy z dziewczynami do dziś jak się nam coś wspomni. No i wiadomo, wciąż mamy hasła typu – weź nie zachowuj się jak Bri.

Chirurdzy.
Nie wiem czy tak działała na mnie ciąża czy faktycznie mieli tak wszyscy albo większość. Czasami potrafiłam tak płakać, że aż się zanosiłam. Kochałam Ich wszystkich baaardzo. Jak ja się z nimi zżyłam.
To kawał pięknych moich wspomnień.

Peaky Blinders
No umówmy się, gdyby nie mój Adaś, to Tommy Shelby byłby moim mężem.
Kocham w tym serialu wszystko! Muzyka, gra aktorska, stroje, zdjęcia, sposób prowadzenia kamery.
Jest sztos! Ubóstwiam!!!

Czarnobyl
O jak on jest dobrze zrobiony!!! Aż zadziwia, że można tak odzwierciedlić każdą nawet popielniczkę na biurku, każdy garnitur, wózek, krawat. 
Doskonały!! Myślę, że to serial, który po prostu powinien obejrzeć każdy! 

Wielkie kłamstewka
Dobry, oj dobry był bardzo. Muzyka, zdjęcia, obsada, historia, napięcie i przede wszystkim pokazanie życiowych relacji… Małżeńskich, przyjacielskich, rodzinnych.. O tym co każdy ze sobą może nieść i jak się z tym boryka. Przepięknie zrobiony serial. Dopracowany w każdym calu. Dialogi, widoki. No wszystko.

Outlander
Jak ja to oglądałam po nocach!! Jak szalona. Do świtu!
Jak mnie to wciągnęło, jak żaden inny serial. Ile tam jest emocji.
Tylko trzeba przetrzymać trzy pierwsze odcinki. One mi się trochę dłużyły i robiłam kilka podejść do tego serialu. Cieszę się bardzo, że nie odpuściłam. Świetny czas!

Narcos
Ta trójka ze zdjęcia poniżej to jest klasyka. 
Te koszule, kurtki, okulary, fryzury. Co za faceci!
Serial traktuje o prawdziwej historii Pablo Escobara. Rewelacyjnie zrobiony.
No i aż trudno uwierzyć, że takie rzeczy na świecie się działy i dzieją. 
Serio dobry serial.

Grace and Franky
Nic a nic nie przeszkadzało mi moje przeziębienie trwające trzy tygodnie.
Jak ja je pokochałam. Co to był za dobry czas. Taki oddech psychiczny, tak lekka głowa.
Te dialogi i one w swoich kreacjach dobranych im ról. Boskie! Wspaniałe! Najlepsze!

Genialna Przyjaciółka
Jest w nim jakaś taka magia. Taki klimat, który czaruje. Ten Neapol lat 50-tych.
To jest ten wyjątek gdzie ekranizacja podoba mi się bardziej niż książka.
Mają tam doskonałego choreografa i operatora kamery.Czekam jak na szpilkach na kolejny sezon.
Nie z racji akcji (która też jest dobra), ale tej uczty dla oczu.

Dowtown Abbey
To są moje klimaty ulubione. Angielskie zamki i te relacje tam.
Ileż tam się dzieje! To też serial dla którego zarywałam noce.
Jest i poważnie i śmiesznie. Ilość i różnorakość wątków nie pozwala widzowi tracić czujności.
Wiadomo, że musi być stara babcia z ironicznymi tekstami, bo to podstawa dobrego serialu 🙂
I ona tu jest rewelacyjna. Jest kilka sezonów, a potem po nich wszystkich jest jeden odcinek, który był w kinach. Ale jego radzę obejrzeć po serialu. Jest super, super, super. Z pewnością kiedyś zobaczę go jeszcze raz.

The Affair
Był dobry. Lubię kiedy w serialu relacje między ludzkie, zwykłe, codzienne są pierwszym planem.
Konsekwencje naszych wyborów i powody poczynań ludzkich.
Polecam szczerze.

Poldark
To już dawno było, gdy mnie tak wciągnęło. Z racji na początku na Jego urodę i charyzmę, a potem ze względu na moją miłość do Demelzy. Widoki piękne i kostiumy. Bardzo dobrze go wspominam. 
Lekki i przyjemny. Zauroczył mnie.

Ej, a pamiętacie te seriale ze wspomnień?
Miasteczko twin peaks, jezioro marzeń, dzień za dniem, cudowne lata, siódme niebo…?

Dobra, to dawajcie swoje 13 punktów serialowych w komentarzach… :*