Archive for Grudzień, 2012

  • na dobry dzień…

  • to co dajemy…

    Wszystkich rozumów świata nie pozjadałam.

    Mało tego, nie zjadłam nawet filigranowej jej części…

    Choć wiem, tak, że czasem zachowuję się jakbym doktorat z mądrości życiowej napisała… Uczę się wciąż… Uczę się wciąż pokory..

    Czytam, oglądam, słucham i uważnie patrzę. Pytam. Potem przykładam do tego swoją miarę, ale pytam…

        W rodzinnej kuchni z okazałym już brzuchem, siadam przy stole. Odsuwam delikatnie by było wygodniej. Leży Wyborcza. Wielkie strony gazety szeleszczą mocno. Ale wytrwale z rozmachem przeglądam. Słychać miarowy odgłos noża na drewnianej desce do krojenia.Spieszy się jak zwykle, by ze wszystkim zdążyć..

    Zawsze chce dopiąć wszystko na ostatni guzik. Być idealna, najlepiej jak potrafi. W każdej dziedzinie.

    Po ostatniej stronie składam gazetę na pół, i pytam:

    – Mamo, co trzeba robić by dobrze wychować dziecko?

    Odpowiedziała jednym zdaniem:

    – Dzieci się nie wychowuje, dzieciom  daje się przykład…

     

    Pamiętam więc każdy wiosenny i letni wieczór. Kiedy zasypiając błogo na łóżku, słychać było radosne rozmowy rodziców na werandzie. Z lampką wina. Tata przynosił Mamie koc, żeby broń Boże nie zmarzła.

    Pamiętam wieczór kiedy zmarł Mamy brat, a Tato zakładał Jej buty, sznurował, ubierał kurtkę i niósł do samochodu, bo sama była zbyt słaba.

    Pamiętam śniadanie, obiad i kolację robioną przez Mamę. Każdego dnia. Każdego, przez moje 29 lat… I nie ominęła żadnego z nich.

    Pamiętam wszystkie upieczone przez nią torty, transparenty wypisane na prześcieradłach. Kwiaty, świece i nastrojową muzykę w ważne dni.

    Pamiętam jak kroiła chleb, smarowała kanapki, robiła herbatę i ubierała świeżą pościel, bo moi koledzy zadzwonili, że właśnie motocyklami wracają z Czech, i czy mogą przenocować bo zmęczeni…

    Pamiętam obronną stronę mojej Mamy, gdy ktoś kogoś w złym świetle stawiał… Ona zawsze wysłuchała, a potem mówiła  o zaletach  jakie są w Owym człowieku.

    Pamiętam te chwile, gdy spacerując wieczorami, nie raz, na tej naszej wsi, alkoholików ratowali. Z drogi zbierali, do domu pod depo odprowadzali, zamarzniętego z rowu wzięli i w kuchni ciepłą herbatę podawali. Bo mówili, że to wspaniali ludzie, że Oni ich pamiętają, gdy nie pili. Że mądrzy i zdolni.

    Pamiętam, że każdy człowiek, który machał na drodze, z wypisaną tabliczką miasta był przez Tatę zabierany. Raz zabrał dwie dziewczyny co Europę przemierzały. A że pieniądze im się kończyły to i obiad im kupił.

    Pamiętam, że w naszym domu, nigdy nie padło przekleństwo, nigdy nikt nikogo nie obraził, nie przezwał…

    Pamiętam, zmarznięte dłonie mojej Mamy, gdy wracała wieczorem z pracy.  I tylko dwa dni w roku wolnego. I Ich ciężką, codzienną pracę, by dobrze nam się żyło.

    Pamiętam, o niezwykłym szacunku mężczyzny do kobiety w naszym rodzinnym domu.

    Pamiętam rozmowy o książkach, filmach, secesji i pierogach…

    Pamiętam… miliony sytuacji, które dziś budują moje życie…

    To są chwile, małe momenty, szybkie minuty…  te, w których dajemy przykład naszym dzieciom… a One swoim… i kolejnym pokoleniom..W takich chwilach dzielimy się tym, dzięki czemu nasze dzieci mogą wyrosnąć na mądrych, dobrych i wspaniałych ludzi…

    To są najpiękniejsze chwile jakie w życiu dostałam… Jakimi się ze mną podzielono..

    Nie bogate pakiety spa i podróże motocyklem po horyzont…

    Bo wszystko dobre co nas spotyka, wszystko to co dajemy innym, rodzi się w naszym domu, dzieciństwie i w tych drobnych ułamkach sekund, które mówią jak czynić dobro… bo to co dajemy zawsze powraca. Nie zawsze od tych samych ludzi… czasami od zupełnie innych i z podwójną siłą..

    Przepis na chwile przyjemności, którymi możemy się dzielić.

    Potrzebujemy:

    -badyle

    -gwiazdki

    -lampki

    -gumę i sznurek

     -człowieków

     i prezent.

    Wykonanie:

     

     

    Codziennie dostaję kilka maili z propozycją współpracy. Chcą przysyłać mi rzeczy dla dziecka mego w zamian za reklamę…

    Jestem człowiekiem niezwykle wymagającym. Coś za co się biorę, co pokazuję, musi być idealnie skomponowane z moim poczuciem piękna, wygody, przydatności, jakości. Cóż mi z kolejnej rzeczy dla Tosi, tylko dlatego, że jest za darmo… Chyba nie tędy droga. Szanuję Was niezwykle mocno i nie pozwalam sobie na takie zabawy i propozycje.

    Mam codziennie w głowie miliony myśli, obrazów, które chcę Wam pokazać i nigdy wbrew sobie…

    Kilka dni temu, jak co dzień, czytam maila zatytułowanego „współpraca”.

    Po pierwszych słowach głośno mówię… „nie, nie … kosmetyków u mnie nie będzie, zwariuję przecież…” – bo poprzedni mail dotyczył reklamy baniek do stawiania dzieciom w chorobie..Zawsze staram się doczytać do końca, odpowiedzieć najgrzeczniej jak potrafię.

    Czytam więc… o tych płynach, kremach i olejkach…A potem czytam jeszcze raz… i jeszcze…Siadam obok mojego męża i kładąc mu laptopa na kolanach mówię „popatrz”…

    Jestem pełna największego podziwu dla osoby, która tę przygodę z Sanoflore przygotowała.

    Nie lubię półśrodków, pracy na jedno kopyto i na pół gwizdka. Albo coś jest perfekcyjne, albo nie istnieje… I ta propozycja była perfekcyjna w każdym calu..

    Nie wierzyłam, że Ktoś zadał sobie tyle trudu i pracy by zaproponować zabawę kilku blogującym Mamom….

    Ostatnio to ja zorganizowałam konkursy dla Was.. a dziś, ja biorę udział…

    A do tego, nikt nie wymagał bym pisała jedynie o zaletach produktu … zaproponowali tylko posta o ważnych chwilach… tych, którymi chcemy się dzielić. Zaczęłam drążyć i szukać. Dociekać i czytać. Czy sam produkt jest odzwierciedlaniem jakości propozycji mi złożonej…

    I kiedy doczytałam, że Sanoflore wychodzi ze stajni L’oreal… odpisałam bez zastanowienia, że chcę, chcę, bardzo chcę spróbować ! bo L’oreal u mnie w postaci kosmetyków kolorowych i pielęgnacyjnych występuje w ogromnej ilości.

    Więc i dla dziecka mego chętnie spróbuję z tak dobrej i wypróbowanej półki.Przygoda Sanoflore ma w założeniu temat. „Chwile przyjemności, którymi możemy się dzielić…”

    Ja o tych chwilach piszę Wam w każdym moim poście… I w dzisiejszym, i tym tydzień temu i miesiąc…

    A u Was? Jak to jest w Waszym świecie? Jakimi chwilami dzielicie się ze światem lub najbliższym sąsiadem?Podzielcie się tym w komentarzu, a i ja mam dla Was zestawy Sanoflore do rozdania.